(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Geografja ziem dawnej Polski"

::.'•.■;. 







^^CM 1 




•> 1 

D i 

> 1 




m\ 







n i* 



i 



<"«! (flo p ć// 



hy. r 



Digitized by the Internet Archive 
in 2013 



http://archive.org/details/geografjaziemdawOOsujk 



GEOGRAFJA 
ZIEM DAWNEJ POLSKI 



ANTONI SUJKOWSKI 



GEOGRAFJA ZIEM 



DAWNEJ POLSKI 



Z 204 ILUSTRACJAMI I 48 MAPAMI 



WYDANIE DRUGIE 




19 2 1 
WYDAWNICTWO M. ARCTA W WARSZAWIE 



POZNAŃ 



LWÓW 



LUBLIN 



ŁÓDŹ =— WILNO 



8 




19, 



AUG IV 1964 






9 2 o:: ' 



DRUKARNIA M. ARCT A 
W WARSZAWIE, N. -ŚWIAT 41. 



DO DRUGIEGO WYDANIA. 



Tytuł książki pozostał bez zmiany, gdyż nieustalone granice Rzeczypospoli- 
tej, ani też Litwy, Łotwy, Rusi i Riałorusi nie pozwalają omawiać odrębnie każ- 
dego z nowopowstałych państw. 

Polska powstaje do życia państwowego, lecz nie w dawnych granicach: oto 
od zachodu Polski historycznej Skwierzynę i Międzychód odcięła „wola Europy". 
Jest to ta sama wola, która zwycięskiej Francji przyznała w imię zasad history- 
cznych Alzację i Lotaryngję, a na zarzut, że większość ludności nie jest francu- 
ska, wola Europy zachodniej twierdziła, że systematyczny gwałt niemiecki mógł 
zmienić siłą i bezprawiem etnograficzny skład ludności: moralnie obowiązuje stan 
narodowościowy nie roku 1914, lecz 1870. 

Gdyby ta słuszna zasada była zastosowana i do nas, to nie tylko nie odbie- 
ranoby nam Skwierzyny i Międzychodu, ale również zachowanoby przy nas 
Wołcz. Złotów i całe Ćzłuchowskie, a również oddanoby nam Rytów i Lawenborek. 

Wzamian za tę stratę miano zastosować sprawiedliwość etnograficzną, ale 
w jakiemś niepojętem zaślepieniu wola Europy zachodniej tak dalece opiekowała 
się Niemcami, że rdzenne ziemie mazurskie i śląskie oddała na próbę głosowania. 

Tak niezbędny Polsce Gdańsk Europa zachodnia zabrała wprawdzie Niem- 
com, ale po to, aby w najważniejszym punkcie Polski usadowić swoje wpływy, 
aby móc w każdej chwili hamować gospodarczą niezależność Polski. 

Jak dziwnie wygląda ta „sprawiedliwość" Europy wobec Polski, gdy zesta- 
wimy nie tylko przyznanie Alzacji Francji, ale również kiedy przypomnimy, że 
w imię zasady historycznej Czechom oddano nie tylko Słowaków, ale zarazem 
przeszło trzy miljony Niemców, ba, Europa gotowa jest być szczodrą dla Cze- 
chów z polskiej kieszeni, bo gotowa im oddać rdzennie polskie Cieszyńskie. 

Nie tylko, że Polska jest skrzywdzona na swych granicach zachodnich, ale 
nieustalone są granice wschodnie, to też niepewność paraliżuje całe życie we- 
wnętrzne i przez to jeszcze nie czas na analizowanie granic wskrzeszonej Rze- 
czypospolitej. Dopiero wieloletnie doświadczenie z obrotów handlowych na 
nowowytkniętych granicach i zanalizowanie całego życia gospodarczego w nowych 
warunkach pozwoli mówić o znaczeniu nowych granic Rzeczypospolitej. 

Pierwsze wydanie Geografji Ziem Dawnej Polski w ciągu roku zostało wy- 
czerpane, drugie wydanie zawiera pewne zmiany i uzupełnienia, które się okazały 
możliwe do wprowadzenia. 



Mędrzec grecki nauczał: poznaj siebie samego. 

Ta zasada urzeczywistniona ułatwiałaby poszczególnym jednostkom życie 
w gromadzie ludzkiej. To nie wystarcza, bo należy również poznać środowisko, 
w którem i dla którego człowiek pracuje — zjawia się nakaz: poznaj swój kraj. 

Ziemie polskie swoją rzeźbą, ustosunkowaniem odległości, klimatem i zwią- 
zaną z nim szatą roślinną, rodzajnością gleby jednych okolic, a piaskami i błota- 
mi innych, bogactwem kopalnem, prawie wyłącznie w okolicach południowych 
nagromadzonem, skupieniami ludności w pewnych ziemicach i wielkich miastach, 
a stosunkową pustką w innych wytwarzają mnóstwo różnorodnych ogniw za- 
leżności człowieka od ziemi. 



VI 

Ta zależność trwała wieki i wytworzyła pewne typy psychiczne. Poznaj swój 
kraj oznacza nie tylko poznaj ziemię, lecz również poznaj człowieka w jego struktu- 
-połecznej, w jego stosunkach językowych i religijnych, w jego więzach nie- 
uchwytnych, któremi kultura — ten spadek po odległych nieraz pokoleniach na- 
rzuca swe wymagania i nakazy. 

Czv nasza kultura, córa cywilizacji Rzymu i Europy zachodniej, posiada ce- 
chy trwałości — na to zdaje mi się, że mamy prawo odpowiedzieć twierdząco. 
Czy posiada cechy dodatnie, czy pozwala rokować nadzieję, że w lepszych wa- 
runkach zewnętrznych będziemy ją podnosili, oczyszczając z cech niepożądanych— 
również można śmiało utrzymywać, że naród polski ma prawo odpowiedzieć 
twierdząco. Możemy śmiało patrzeć w przyszłość, bo nasza znaczna przystoso- 
walność postaci nie doprowadziła do zatracenia istoty. 

Stan dzisiejszy wiedzy o ziemiach dawnej Polski jest wynikiem pracy całych 
pokoleń. Z dawniejszych badaczów najwybitniejszymi byli Staszic i Pol, ale 
dzisiejsze podstawy naukowej geografji ziem dawnej Polski wypracował nieodża- 
łowanej pamięci, za życia niedoceniony. Wacław Nałkowski. Ze współczesnych 
autorów najwięcej zawdzięczamy prof. E. Romerowi. 

Prace ostatnich paru pokoleń nad zagadnieniem ziemi i człowieka w Polsce 
nie zapewniły wyczerpania przedmiotu — to też prawdopodobnie wiele cech kul- 
tury polskiej nie zostało tu poruszonych, ostatnie zaś lata wojny jak najmniej się 
nadawały do wykończenia tej pracy. 

Kiedy Polak znajdował się na przełęczach Karpat lub Sudetów, nad cichą 
tonią Gopła lub nad cudownem jeziorem Trockiem, na szczycie Św. Krzyża, na 
rodzajnych łanach sandomierskich, czy też nad szumiącemi porohami Dniepru, 
to mimowoli przypominał sobie wydarzenia dziejowe, a myśl znękana stuletnią 
niewolą doszukiwała się wpływu, jaki warunki geograficzne wywierały na losy 
naszego narodu. Praca dzisiejszego chłopa polskiego na roli u siebie lub wy- 
robnika na Sasach, tak samo jak robotnika w fabrykach Łodzi i Warszawy, czy 
też w kopalniach Zagłębia zastanawia myśl polską, która doszukuje się związku 
z przeszłością i doszukuje się więzów, łączących te podstawy ze szczytami: w ja- 
kim związku z całością życia narodowego jest grodzisko, przez lud zwane oko- 
pami szwedzkiemi, albo też pilkalnia litewska, kościół Marjacki w Krakowie, po- 
ważny dziedziniec bibljoteki Jagiellońskiej lub też o koronkowych kolumnadach 
dziedziniec na Wawelu, przepyszne wnętrze kościoła Św. Piotra na Antokolu, tak 
samo jak chałupka góralska na Podhalu lub modrzewiowy kościółek w Małopolsce. 

Autor pisał w przeświadczeniu pedagogicznem, że głębsze zżycie się z za- 
gadnieniami, dotyczącemi ziemi i narodu przyniesie nie tylko lepsze poznanie zja- 
wisk, nie tylko może rozjaśnić liczne nici, wiążące człowieka z ziemią i prze- 
szłością, ale zarazem da mu klucz do zrozumienia i odczucia teraźniejszości. 

Czerpać z przeszłości to, co zdrowe, żywotne i na duchu krzepiące, pilnie, 
krytycznie, ale bez goryczy badać teraźniejszość, aby móc pracować dla przyszło- 
ści—oto droga, po której nas powinno prowadzić badanie ziemi naszej, ludu i na- 
rodu oraz całej kultury polskiej. 

Antoni Sujkowski. 



SPIS RZECZY. 



A. CZĘSC OGÓLNA. 



str. 

I. POWIERZCHNIA I BUDOWA . . 1 

§ 1. Położenie i granice 1. § 2. Sudety 2 § 3. Karpaty 7 § 4. Kotliny 
Podgórskie 25. § 5. Wyżyna Małopolska (Środkowopolska) 27. § 6 Wyżyna 
Lubelska 44. § 7. Wyżyna Podolska 4«\ § 8. Wołyń 55. § 9. Płyta Ukraińska 57. 
§ 10. Wpływ lodowca na powierzchnię kraju 60. § 1!. Pas wielkich dolin 71. 
§ 12. Wyżyna Bałtycka. 78. 

II. RZEKI 84 

§ 13. Sieć wodna 84. § 14. Odra 85. § 15. Wisła 89. § 16. Niemen 94. 
§ 17 Pregoła 97. § 18. Dźwina 97. § 19. Dniepr 99. § 20. Dniestr 103. 
§ 21. Boh 104. 

III. KLIMAT 105 

§ 22 Temperatura 105. § 23 Opady atmosferyczne 111. 

IV. ŚWIAT ROŚLINNY 116 

§ 24. Pochodzenie szaty roślinnej 116. § 25. Stan obecny roślinności 118. 

V. ŚWIAT ZWIERZĘCY 128 

§ 26. Pochodzenie fauny i stan obecny 128. 

VI. LUDNOŚĆ 132 

§ 27. Pochodzenie ludności i stosunki antropologiczne 132. § 28. Stosunki 
etnograficzne 140. § 29. Ludność Litwy i Rusi 146. 

VII. ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ 152 

§ 30. Znaczenie rzek 152. § 31. Polska- obszar przejściowy; Polska — pomost 
między morzami 157 § 32 Czynniki rozdzielające 159. § 53. Czynniki łączące 162. 
§ 34. Granice ziem dawnej Polski 171. § 35. Krainy dziejowo czynne i bierne 179. 
§ 36. Podział ziem dawnej Polski 185 

VIII. KULTURA POLSKA 187 

§ 37. Pochodzenie kultury dawnej Polski 187. § 38. Rozwój kultury na zie- 
miach polskich 192. § 39. Stan obecny kultury rzeczowej 204. § 40. Stan kul- 
tury niematerjalnej 251. § 41. Stan kultury religijnej i moralnej 238. 



VIII 



B CZĘSC SZCZEGÓŁOWA. 

str. 

IX. ŚLĄSK 241 

§ 42. Granice. Śląsk Dolny i Środkowy 245. § 43. Śląsk Górny 250. § 44. Za- 
głębie Dąbrowskie. Pszczyna. Cieszyn 255. 

X. POMORZE GDAŃSKIE 263 

§ 45. Wyżyna Pomorska 263. § 46. Dolina dolnej Wisty 269. 

XI. WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM 277 

§ 47. Wielkopolska północna 277. § 48. Wielkopolska południowa i Kujawy 287. 

XII. POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE 295 

§ 49. Prusy i ziemia Chełmińska 29 c >. § 50. Mazowsze południowe 303. § 51. Ma- 
zowsze prawobrzeżne 308. § 52. Wyżyna Łukowska i Podlaska 313. 

X 1 1 1. M A Ł O P O L S K A 520 

§ 53. Karpaty Zachodnie 320. § 54. Niż Nadwiślański (Małopolski, Górnopol- 
ski 329. § 55. Wyżyna Małopolska (Środkowopolska) 335. § 56. Wyżyna Lubel- 
ska 345. § 57. Karpaty Wschodnie i nizina Naddniestrzańska 350. § 58. Halickie 
z Pokuciem 353. 

XIV. RUŚ (PODOLE, WOŁYŃ i UKRAINA) . . . . 356 

§ 59. Podole 356. § 60. Wołyń 362. § 61. Ukraina 368. § 62. Polesie 383. 

XV. LITWA • 288 

§ 63. Wyżyna Litewska 388. § 64. Żmudź i Kuronja 395. § 65. Inflanty Pol- 
skie 40 L. § 66. Białoruś 405. 



A. CZĘŚĆ OGÓLNA. 

I. POWIERZCHNIA I BUDOWA. 
§ 1. Położenie i granice. 

Pomiędzy Bałtykiem a Sudetami, Karpatami i morzem Czarnem legły ziemie, 
mierzące około miljona kilometrów kw. Ziemie te były widownią powstania i roz- 
rostu państwa polskiego; na nich dotąd naród polski mieszka, stanowiąc bądź 
zwartą masę zaludnienia (na powierzchni przeszło 200 tys. kil. kw.), bądź też sta- 
nowiąc mniejszą lub większą domieszkę ludności. W niektórych okolicach ledwie 
wspomnienia historyczne związane są z polskością. 

Za granicę zachodnią obszaru powszechnie przyjmują Nissę Łużycką i Odrę, 
słuszniej przyjąćby należało zachodni dział wodny tych rzek, tak blisko od nich 
leżący. Wschodnia — raczej kartograficznie możliwa do wykreślenia, niż w przy- 
rodzie do odnalezienia, jako zjawisko odpowiadające pojęciu granicy — da się 
poprowadzić działem wodnym, który leży na wschód od Dźwiny i Dniepru *). 

Ziemie dawnej Polski leżą w środku Europy, obejmując część wielkiego 
niżu Europejskiego, który od Pirenejów ciągnie się wzdłuż oceanu Atlantyckiego, 
morza Północnego i Bałtyckiego i, rozszerzywszy się na cały pień Europy pół- 
nocno-wschodniej, wkracza w głąb Azji środkowej. 

Powierzchnia ziem dawnej Polski, od południa zakończona górami, stanowi 
wielką równinę, mniej lub więcej urozmaiconą, zależnie od postaci i wyniesienia 
nad poziom morza. Należy wyróżnić na tym obszarze szereg pasów naprzemian 
wyższych i niższych, ciągnących się z zachodu na wschód, przyczem ku wscho- 
dowi każdy z tych pasów ulega rozszerzeniu. Począwszy od południa, gdzie spo- 
tykamy najwyżej wyniesione miejscowości, trzy razy kolejno wyróżniamy pasy ni- 
zinne, leżące obok wyżynowych. A mianowicie, znajdujemy tu: 

1) Góry (wyżej 750 m. nad p. m.) — niewiele one zajmują po- 
wierzchni, mało co ponad l°/ , gdyż tylko północne i północno- DO yL e rzchni 
wschodnie stoki Sudetów i Karpat należy tu zaliczyć. Dalej wzdłuż 

gór wyróżniamy: 

2) Szereg kotlin podgórskich, jak to: górnej Odry, górnej Wisły, Sanu, gór- 
nego Dniestru, Prutu i Seretu. Na północy te kotliny są ograniczone pasem wy- 
niosłości, któremi są: 



') W. Nałkowski. Rys geografji Ziem dawnej Polski 1887. 
E. Romer. Ziemia. Geografja fizyczna ziem polskich 1906. 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 1 



2 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

3) Wyżyna Śląska, Małopolska i Lubelska z Czarnomorską. Środek obszaru 
z zachodu na wschód zajęły nizin}' o słabem urozmaiceniu powierzchni — jest 
to t. zw.: 

4) Pas wielkich dolin rzecznych. Dalej ku północy spotykamy: 

5) Wyżyną Bałtycką — wyniosłości mniejszego znaczenia, sięgające — jak 
i kraina wielkich dolin — na zachodzie i wschodzie poza nasz obszar. 

Dodać należy, że Bałtyk posiada obramienie z 

0) Płaskiego wybrzeża, dość jednostajnym, wąskim pasem oddzielającego 
wyżynę od morza. 

Wzniesienie Żmudzko-Kurońskie, przegrodzone doliną Niewiaźy od wyżyny, 
stanowi na północo-wschodzie całość samodzielną, która nie ma na zachodzie 
swego odpowiednika. Nad morzem Czarnem znajduje się: 

5KRLA DŁUGOŚCI I 1500.000 SKALA WY50K03CI I 50000 




WZ WĘGIERSKI KARPrW WYIVNA SANDOMIERSKO KIELECKA POJCŻIEII PRUSKIE. 

Rys. 1. Przekrój przez ziemie dawnej Polski z południa na północ na zachodzie 
obszaru. (Podług mapy O. Sosnowskiego). 

7) Niski pas nadbrzeżny. Cały obszar, bardzo zwężony ku zachodowi, po- 
tężnie się rozszerza ku wschodowi i zgodnie z tem pas górski, oba pasy wyży- 
nowe i kraina wielkich dolin ku wschodowi znacznie się rozszerzają. 

§ 2. Sudety. 

Sudety, x ) stanowią wał górski, ciągnący się w linji powietrznej koło 260 km., 
20 — 30 km. szeroki, z wyjątkiem części południowo-wschodniej, gdzie tracąc cha- 
rakter wału, rozpłaszcza się i rozszerza. 

Ogólny kierunek z północo-zachodu na południo-wschód tych grzbietów 
górskich przy rozpatrzeniu szczegółowem przedstawia się jako wynik części skła- 
dowych, kierujących się rozmaicie. Rozróżniamy trzy części składowe: 

1) Na wschód od doliny Nissy Łużyckiej, aż do przełęczy Kamieniogórskiej 
(Landeshut) ciągną się Karkonosze, inaczej zwane górami Olbrzymie- 
mu Od północy posiadają przedgórze — t. zw. góry Bobrowe i Kacba- 
chu, podnoszą się one stopniowo ku południowi, stanowiąc powierzch- 
nię dość wyrównaną; składają się z łupków krystalicznych, a nawet i młodszych 
utworów, miejscami masy bazaltowe wylały się w szczelinach, a często spotyka się 
tu glinkę nawianą. Od zachodu te przedgórza przysuwają się do głównego pasma, 
na wschodzie oddzielone są odeń kotliną Hirszberską. Główny grzbiet — na za- 



J. Partsch. Schlesien t. I 1902. 

G. Gurich. Geologische Kartę V. Schlesien 1890. 

G. Giirich. Geologischer Fuhrer d. Riesengebirge 1900. 

Brey. Neue spezial-Karte des Iser-und Riesengebirges. 



Goidber-g 




SUDETY. 3 

chodzie góry Izerskie, a na wschodzie Olbrzymie — posiada kierunek prawie 
równoleżnikowy, a słuszniej zachodnio-południowo-zachodni; składa się przeważ- 
nie z granitów, rzadziej gnejsów i łupków, przy szerokości 10—16 km. posiada 
pofałdowanie zgodne z kierunkiem grzbietów, wypiętrzone w okresie między dol- 
nym a górnym węglem. W czasach późniejszych — już po kredzie utworzyły się 
zapadłości uskokowe przeważnie równoległe do kierunku grzbietów; 
im zawdzięczają te góry dość wyraźnie zarysowane granice od stro- nih y • 
ny kotliny Czeskiej i niziny Śląskiej. Najwyższy grzbiet na zacho- 
dzie przekracza 1100 m. wyniesienia nad poziom morza, a jego wschodnia poło- 
wa przekracza 1400 m.; tu równie jego „wirchy" wychylają się poza granicę la- 
sów i wkraczają w dziedzinę kosodrzewiny. Naogół spadzistości, aż do 1000 m.— 
są dość łagodne, a dopiero wyżej, zrzadka spotykane obnażone ściany granitowe 
nadają Karkonoszom nieco charakteru alpejskiego. 

Dróg wozowych g*^ oibr,rr y ™;e . 

wpoprzek gór — pomi- su-u*... _^^\a; *VJ£»r \ , Ko+i!»» 
mo dzisiejszego gęstego 
zaludnienia — Karkono- 
sze nie posiadają. mz m '** ejzzs^ssC"* es^/<»"""' ilia^r^c?' rT~i fa«a 

Najwyższy punkt Rys 2 . Przekrój przez Góry Olbrzymie. (Podług G. Guricha). 
Śnieżka 1605 m., jak 

i wszystkie inne wynioślejsze miejsca w tych górach, posiada postać kopulastą 
i jest spowity w rumowisko skalne — wytwór odwiecznego wietrzenia. 

Przełęcz Kamieniogórska, pomimo swej znacznej szerokości, bo dochodząca 
do 40 km., nie jest dla człowieka dogodna; obniża się ona do 525 m. nad po- 
ziom morza, ale w środku posiada grupy wzgórz zbudowane z piaskowca pły- 
towego (Quadersandstein) o 700 do 800, a nawet 900 m. wyniosłości absolutnej. 
Tam między innemi znajduje się, uczęszczany przez turystów koło Adersbachu 
i Wekelsdorfu, t. zw. labirynt skalny. Pozornie szerokie przejście, w rzeczywi- 
stości sprowadza się do paru niezupełnie równolegle ciągnących się szlaków, mo- 
żliwych dla przeprowadzenia dróg. x ) Wody, spływające z tych obniżeń ku pół- 
nocy, tworzą rzekę Bobrawę, a ku południowi Upawę. Landeshut i dalej Świd- 
nica od strony Śląska, a Trutnow i Nachod od strony Czech — były miejscowo- 
ściami strategicznie najważniejszemi w ciągu dziejów. 

Za przełęczą Kamieniogórska mnóstwo łańcuchów i mas górskich mniejszej 
stosunkowo długości, otacza wydłużonym na południowy wschód czworobokiem 
kotlinę Kładzką. Od północo zachodu dotykają do niej nieznacz- 
nie wyniesione góry Waldenburskie (do 936 m.), posiadające po- Kładzka 
kłady węgla w dobrym gatunku. Dalszy ciąg gór Waldenburskich 
na północo-zachodzie tworzy góry Sowie (do 1014 m.), wyłomem Nissy Kładzkiej 
oddzielone od pasma Reichensteinu — ten łańcuch, zaczynając się na zachodzie 
600— 700-set m., na wschodzie przekracza 900 m. Na południowym zachodzie 
kotliny wznoszą się góry: Sokole, Heuscheuer (do 920 m.), Habelschwert i równo- 
legle do nich góry Orle. Na południowym wschodzie zamyka kotlinę mało roz- 
członkowana masa gór śnieżki Kładzkiej; złożona z gnejsów i łupków krystalicznych 



l ) I Fox. Passe der Sudeten 1905. 



( POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

przy średniej wysokości 1100-1200 m. najwyższym wirchem dochodzi 1422 m. 
Wkraczając w obszar kosówki, ten górotwór zmusza ludzi, jak i na łańcuchu 
Karkonoszów. do pasterstwa. Dno kotliny, wyniesione od 330 do 500 metr. n. p. 
m . stanowią piaskowce z epoki kredowej. Łańcuchy górskie posiadają jądro ze 
skał krystalicznych, często jednak pokrytych utworami z epoki węglowej. 

Wody kotliny zebrane w Nissę Kładzką przełamują się na równinę, tworząc 
dla człowieka jedno z najodpowiedniejszych przejść i stąd wielkie znaczenie stra- 
tegiczne Kładzka. W rogu południowym między górami Śnieżnemi i Orlemi gór- 
ny bieg Nissy Kładzkiej tworzy dolinę, umożliwiającą wyjście w stronę Czech — 
jest to ważna przełęcz Mittelwalde. 

Ponieważ Heuscheuer jest złożony z młodszych utworów geologicznych, to 
zbocza jego nie posiadają znacznych stromości, szczególniej w sąsiedztwie z gó- 




Rys. 3. Śnieżka w Sudetach. 



rami Habelschwertu, co ułatwia przeprowadzenie dróg w kierunku zachodnim. 
Od strony Śląska góry, ograniczające kotlinę, posiadają krawędź dość stromą, to 
też prawie wszystkie drogi kierują się bądź ku dolinie Nissy Kładzkiej, bądź też 
ku nieckowatemu zagłębiu Waldenburskiemu. Żyzność kotliny Kładzkiej, któ- 
rej powierzchnia niewiele przekracza 1000 km. kw., sprzyjała wielkiemu zagęsz- 
czeniu ludności, a rozwój kopalni węgla w zagłębiu W T aldenburskiem ożywił upa- 
dający przemysł lniany. Obecność wód mineralnych jest związana z porfirami 
i innemi skałami wybuchowemi. 

Jeżeli góry, otaczające kotlinę Kładzką, są rozczłonkowane na wyraźne pas- 
ma, chociaż długie, lecz posiadające swe cechy odrębne, to wręcz inaczej przed- 
stawia się trzecia część Sudetów, t. zw. Jesionik Morawski. Na poludnio-wschód 
od pasm Reichensteinu zlewa się z nim masa górska Dziadka (Altvater) — jest to 
słabo rozczłonkowany wał górski, na zachodzie dość urwistem wcięciem Sporn- 
hauer Sattel (750 m.) oddzielony od masywu Śnieżki Kładzkiej. 



SUDETY. 



Jesionik 
Morawski. 



Dziadek jest złożony ze skał krystalicznych, a kierunek jego jest południowo- 
wschodni. Powierzchnia naogół dość łagodna, czasami kopulasta, waha się mię- 
dzy 1100—1350 m., a w najwyższym punkcie dochodzi do 1490 m. - czyli, że Su- 
dety tu po raz trzeci wychylają się poza granicę lasów. Jest to t. 
zw. Jesionik Wysoki, od połuduiowschodu i północo-zachodu oto- 
czony wyżyną 600 — 800 m. wysoką — Jesionikiem Niskim. 

Jesionik Morawski obniża się ku wschodowi, naogół zaś stanowi równą wyży- 
nę, wyniesioną w środku przeszło 800 m. n. p. m., która stopniowo opada na północo- 
wschodzie ku nizinie 

Śląskiej, na południu ku i& o> W, 

nizinie Morawskiej i na 
wschodzie oraz na po- 
łudnio-wschodzie ku t. 
zw. Bramie Moraw- 
skiej l ) Tu krawędź 
wschodnia Jesionika, 
a z nim i Sudetów za- 
kończa się szeregiem 
kopulastych, rozpłasz- 
czonych postaci gór- 
skich; one wznoszą się 
często przeszło 200 m. 
ponad równym pasem 
ziemi, łączącym nizinę 
Śląską z kotliną Moraw- 
sko-Wiedeńską, a roz- 
dzielającym starożytne 
geologicznie grzbiety 
i masywy Sudetów od 
młodszych górotworów 
łuku karpackiego. Naj- 
wyższy punkt w Bra- 
mie Morawskiej (306 m.) 
rozdziela wody Bałtyku 
od wód m. Czarnego — 
Odrę od Beczwy (do- 
pływ Morawy — Duna- 
ju). Nieco ku połu- 
dniowi od tego miejsca wał Karpacki ze wschodu przybliża się do łagodnych, 
lecz tu nieco spadzistszych krawędzi sudeckich; tu wpoprzek Bramy Morawskiej 
przebiega wielki europejski dział wód. Brama Morawska słusznie zasługuje na 
swoją nazwę, gdyż rzeczywiście stanowi ona jak gdyby dolinę; u jej wylotu po- 
łudniowego leży miasto Przerów, w miejscu, gdzie największe zwężenie Bramy 
poczyna się rozszerzać ku północy, leży miejscowość Hranice (Weisskirchen). 
Ten pas równinowy, wtłoczony między góry. żyzny, bo częściowo rozłożony na 




■ ■■■I . I . 

Rys 4. Mapa hypsometryczna Bramy Morawskiej. 



o 



Ło 



') H. Hassinger. Die Mahrische Pforte. 1914. 



(i POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

napływach Odry. dalej ku północy rozszerza się, a w jego zakończeniu legł Bo- 
gumił] nad Odrą. 

Rzut oka na mapę wystarcza, aby zrozumieć niezmiernie doniosłe znaczenie 
tej miejscowości dla człowieka. Już w okresie „Villanova" l ) (1000 — 500 przed 
Chr.) tędy szedł handel z Etrurji do Bałtyku, obdarzał on bronzem ludy północ- 
ne i niósł im pierwiastki wyższej kultury rzeczowej, wytwarzającej się pod jasnem 
niebem krain śródziemnomorskich, a natomiast zabierał nad Bałtykiem bursztyn, 
tak bardzo ceniony w starożytności. Tędy, przypuszczalnie, 2 ) w pierwszych wie- 
kach po Chrystusie Słowianie z ich pra-kolebki posunęli się na Morawy, a póź- 
niej i do Czech. Tu Chrobry naznaczył granice swego państwa 
Brama i obwarował je siedmioma grodami (w tej liczbie Ołomuńcem) na 
Morawach północnych. Tędy najazd Mongołów po bitwie pod 
Lignicą w r. 1241 cofnął się przez Bramę Morawską, aby stamtąd przez Małe 
Karpaty skierować się na Węgry. Tu ważyły się walki między Czechami i Po- 




Rys. 5. Widok Sobótki na Śląsku. 



lakami, aż dopiero, gdy napól zniemczony Śląsk w XIV w. odpadł do Czech, 
wówczas dopiero Brama Morawska przestała być potężną granicą. Jednak zna- 
czenie jej strategiczne nieraz jeszcze dało się odczuć (r. 1683, wojna Siedmiolet- 
nia, r. 1805 i r. 1866). 

Niezależnie od znaczenia wojskowego przez Bramę Morawską wciąż kiero- 
wał się ruch handlowy i osobowy, a nigdy nie ustając, w XIX w. doprowadził 
do wytknięcia tędy szlaku kolejowego, łączącego Wiedeń z krajami pozakarpac- 
kiemi. W obecnych czasach rozpoczynają roboty nad kanałem, mającym połą- 
czyć górną Wisłę i Odrę z Dunajem; kanał ten musi iść równolegle do toru ko- 
lejowego, co jeszcze bardziej podniesie znaczenie tego skrawka ziemi. 



l ) Sophus Muller. Urgeschichte Europas. 1905. 

i ) L. Niederle. Starożytności słowiańskie. Tom I. f907. 



SUDETY. / 

Na północo-wschodzie od Sudetów powierzchnia kraju przeważnie dość nie- 
znacznie się podnosi na podgórzu — jest to następstwo budowyłektonicznej, a mia- 
nowicie zapadnięcie się całego przedgórza Sudetów, tylko tu i owdzie występują 
resztki dawniejszych wyniosłości, jak w Strzegowej (390 m ) i nadewszystko w So- 
bótce (719 m.). Bliżej ku południowi przejście gór w nizinę jest nieco bardziej 
stopniowe, jednak wszędzie dość wyraźnie wał górski wznosi się nad równinę 
Śląską. 

§ 3. Karpaty. 

Te góry potężnym łukiem, bo 1200 km. długim, ciągną się od Dunaju mię- 
dzy ujściem Morawy i Wagu aż do Wrót Żelaznych pod Orszową. Odgraniczając 
równinę Węgierską od wielkiej niziny środkowo i wschodnio-europejskiej, stano- 
wią też granicę i dla naszego obszaru tem ważniejszą, że w północnej części są 
one nawet zaludnione przez żywioł etnograficznie polski. Oprócz Małych Kar- 
pat—od Dunaju do przełęczy Jabłonkowskiej— i wyżyny Siedmiogrodu, leżących 




Rys. 6. Beskid Zachodni. Ujście Białki do Czarnej Wisełki. 
Typowy « Kamieniec ». (ToW. Kraj. w Warszawie). 



poza naszym obszarem, Karpaty na północy i północo-wschodzie na przestrzeni 
600 km. wchodzą swoją północną pochyłością w omawiany przez nas obszar. 

Karpaty, to góry pochodzenia względnie młodszego; główne wypiętrzenie ich 
datuje się od górnej kredy do miocenu— równoznaczne co do wieku z Alpami. 
Z term ostatniemi posiadają pewne podobieństwa, a mianowicie: są one niesyme- 
tryczne, od południa część utworów górskich zapadła się, pozostała część— stoki 



8 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

północne -zbudowana jest z fliszu, t. j. dość miękkiego piaskowca, który w cza- 
sach górno- kredowych, wcześnie-trzeciorzędowych, a takoż i środkowo-trzecio- 
rzędowych tworzył się w morzach przybrzeżnych. Po wypiętrzeniu Karpat, a mo- 
że wraz z zakończeniem się wypiętrzenia nastąpiły na olbrzymią skalę zapadnię- 
cia, którym podległa wewnętrzna, t. j. południowa część łuku. Szereg linij usko- 
kowych, wzdłuż których to nastąpiło, zaznaczył się potężnemi wylewami lawy, 
stąd też po węgierskiej stronie Karpat taka obfitość skał wybuchowych, wówczas 
gdy po stronie północnej znajdują się ledwie w kilku miejscach około Szczawnicy 
i Krościenka. Te uskoki— głównie bliżej wschodu— odkryły też głębinowe skały 
krystaliczne. Całe obszary, na sposób górski sfałdowane, zapadły się, aby częścio- 
wo zniknąć pod młodszemi utworami niziny węgierskiej, częściowo zaś na za- 
chodzie wylewy lawy zmieniły dawniejszą postać krainy górskiej łańcuchowej 
w bardziej zwarte kopulaste trzony górskie. 





















■■- t^WL^^P^ -» JŚ~ 




















" > A-*3^HHHr3r& 


L^*l 


m 


f"-^£'' Si'*- '■'-■ •£■.."» '• 1 1 i 






iaBntlllffi 


BhhsS 




^. 




- 41? 


* 


*M 




■ i 




*W^- 














V. 
























%i 


Wmk 


£^*^s!t*5r 




M : 



Rys. 7. Zawoja pod Babią Górą. 



Postępując od strony północnej w Karpatach, na wschód od przełęczy Ja- 
błonkowskiej mamy pasmo fliszowe piaskowcowe, w którem łupki i iły podrzęd- 
ną odgrywają rolę. Dość miękki materjał skalny sprawił, że postaci powierzchni 
pod niszczącem działaniem wody 1 ) stały się przeważnie łagodne, zaokrąglone. 
To pasmo, na długości przeszło 600 km., ograniczające od południa omawiany 
przez nas obszar, należy rozpatrywać w trzech częściach, wyraźnie różniących się 
swemi cechami. 

1) Beskid Zachodni ciągnie się do doliny rzeczki Kamienicy (t. zw. prze- 
łęcz Tylicka 684 m.). Na zachodzie, począwszy od Bramy Morawskiej, spotyka- 
my tu góry Jabłonkowskie, dość stromo opadające ku dolinie Olszy, gdzie roz- 



J ) L. Sawicki. Z fizjografii Karpat Zachodnich 1903. 



KARPATY. 



9 



winął się Cieszyn; dalszy ciąg 
do 551 m. nad poz. m.; wody 




Rys. 8. Dolina Popradu pod Żegiestowem. 



szło 1200 m.), dość kopulasto 
zaokrąglone górotwory. Za 
temi górami dolina Soły wci- 
na się głęboko, przyczem 
przed przecięciem ostatniego 
od północy pasma wytwarza 
szeroką kotlinę śródgórską — 
Żywiecką; dalej ku południo- 
wi dolina Soły umożliwia czło- 
wiekowi przedostanie się na 
stronę południową Beskidu, 
a mianowicie dolinami gór- 
nej Soły i Czarnej Wody 
istnieje połączenie z dolina- 
mi Kisuczy i Wagu — połą- 
czenie to w swoim czasie 
wyzyskały koleje i tak po- 
wstał szlak kolejowy Biała- 
Zywiec-Zwardoń. 

Za Sołą wznosi się wy- 
soki i szeroki pas, poszar- 
pany dolinami rzek spływa- 
jącemi ku północy, w któ- 
rym najwyżej wznoszą się: 
Pilsko (1557 m.), Babia Góra 
(1725 m.) i Polica (1367 m.). 
Szczyty te przekraczają już 
granicę lasów; najwyższy 
z (nich, Babia Góra, zdała 



tej doliny tworzy przełęcz, wciętą aż Beskid 
spływające z tego obniżenia po stro- Zachodni. 

nie wewnętrznej łuku górskiego, two- 
rzą Kisuczę — dopływ Wagu. Ponie- 
waż rodzajna, dość szeroka i równa 
dolina Wagu stanowiła od czasów nie- 
pamiętnych doskonałą drogę w kie- 
runku Dunaju, przeto przełęcz Jabłon- 
kowska zawsze posiadała wielkie zna- 
czenie jako droga ze Śląska (a dalej 
i z Brandeburga) na Węgry. Położe- 
nie tej przełęczy u wylotu Bramy Mo- 
rawskiej jeszcze potęgowało to zna- 
czenie. 

Ku wschodowi od przełęczy Ja- 
błonkowskiej góry przechodzą na pół- 
nocy w Klimczok (przeszło 1100 m.) 
i od południa w górę Baranią (prze- 




Rys. 9. Pieniny. Trzy Korony. (Fot. Z. S.) 



10 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



wygląda jak olbrzymia mogiła, 
która wznosi się do 400 m. po- 
nad linję roślinności drzewnej; 
z wyjątkiem swej spadzistości 
północnej, obnażającej litą skałę 
piaskowcową, jest ona cała spo- 
wita w rumowisko piaskowcowe. 
Potężna trójkątna dolina Górnej 
Zawoi tuż u podnóża Babiej Gó- 
ry zbiera swe wody do Skawicy; 
średnie wyniesienie 700 i więcej 
metrów tej rozszerzonej, a więc 
słonecznej doliny i lasy jodłowe 
uczynią z niej w przyszłości stację 
klimatyczną. 

Dalej ku wschodowi potężny 
wał górski obniża się, tworząc przełęcz Sieniawską, na 





Rys. 11. Pieniny. Dolina Dunajca. (Alb. P. Tow. Krajozn.). 



Rys. 10. Wytom Dunajca w Pieninach. 



którą prowadzą doliny 
od strony Raby, a że 
jednocześnie prowadzą 
tu doliny i od strony 
Skawy, przeto przełęcz 
Sieniawską pozwalała 
od wieków poprowa- 
dzić drogę wozową po- 
przez Beskidy w kie- 
runku Nowego Targu, 
Za przełęczą na wschód 
wał górski przechodzi 
w trzon górski Niedź- 
wiedzia (1311 m.) o dość 
spadzistej krawędzi po- 
łudniowej, stanowiącej 
tu północną granicę 
Podhala. W tych miej- 
scach dzięki przełęczy 
Sieniawskiej i wyłomo- 
wi Dunajca państwo 
polskie przekroczyło 
dział wodny, ciągnący 
się grzbietem Beskidu, 
i oparło się o Tatry. 

Dalej aż do prze- 
łęczy Tylickiej wał gór- 
ski, dość równomiernie 
wahający się od 700 do 
1000 m. (najwyższe 
punkty 1100 m.), jest 



KARPATY. 



11 



przerżnięty antecedencyjną (przetrwałą) doliną Popradu. Ta rzeka bierze począ- 
tek między Tatrami a Małemi Tatrami w wielkiej bróździe, oddzielającej w ca- 
łej zachodniej połowie Karpat zewnętrzne góry łańcuchowe od wewnętrznych 
masowych; w dalszym swym biegu okrąża Magurę Spiską i, przepłynąwszy z ła- 
godnym spadkiem po wyrównanej dolinie Spiskiej, przełamuje się przez omawia- 
ną część Beskidu, wkracza na kotlinę Sądecką i łączy się z Dunajcem. 

Dunajec zbiera wody potoków tatrzańskich i przepływa przez dolinę Nowo- 
tarską, t. zw. Podhale, która jest brózdą pochodzenia tektonicznego, ciągnącą się 
między Beskidem a Ta- 
trami. Dunajec w dal- 
szym biegu napotyka 
Pieniny — górtwór ska- 
listy, *) z wapniaków 
jurskich zbudowany, 
podobno geologicznie 
obcych okolicom, w któ- 
rych się dziś znajdują. 
Skały jurskie wapien- 
ne spotykają się wzdłuż 
doliny Wagu i Ora- 
wy, tworząc malownicze 
krajobrazy koło Kralo- 
wanu lub koło Zam- 
ków Orawskich, jednak 
w Pieninach zbierają 
się w takiej masie, że 
stanowią odrębną ca- 
łość. Na północ od Pie- 
nin w okolicach Kroś- 
cienka skały wybucho- 
we przerywają pias- 
kowce i łupki fliszowe, 
a mianowicie andezyty 
w ośmiu miejscach, roz- 
łożonych słabym łukiem, 
występują na powierzch- 
nię od góry Wżaru na 
zachodzie do Pałkow- 

skiego Potoku na wschodzie; w górze Bryjarce ponad Szczawnicą 
i w Malinowej ta skała przypomina trachit. Źródła mineralne w Szczaw- Pieniny, 
nicy i w Krościenku pewnie są w związku z temi skałami wybu- 
chowemi. 

Dunajec, płynąc niegdyś w równinie, -leżącej o paręset metrów wyżej od 
dzisiejszego poziomu, werznął się w twarde wapniaki i wyrzeźbił ten dziesięcio- 




Rys. 12. Pieniny. Igła. (Alb. P. Tow. Krajozn. w Warszawie). 



Ł ) M. Limanowski. Rzut oka na architekturę Karpat (Kosmos 1905). 
S. Pawłowski. Z morfologji Pienińskiego pasa skałek 1915. 



12 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



kilometrowy odcinek drogi Dunajca śród skalic, wciąż zmieniających swą postać, 
czasem groźnych, częściej wprawiających w zadumę, a zawsze pięknych i po- 
ciągających. 

Wierzchołki Trzech Koron — 986 m. n. p. morza, a 550 m. względnego wy- 
niesienia — strzegą początku wyłomu. Takie dzieje wyłomu Dunajca w Pieni- 




nach wyjaśniają nam, dlaczego ta rzeka nie obrała kierunku bardziej północnego, 
gdzie wśród miękkich piaskowców, przykrytych najczęściej łupkami lub iłami, 
rzeźbiąca praca wody byłaby znacznie łatwiejsza, w kierunku, w którym znacz- 



KARPATY. 



13 



nie później powstała dolina, idąca od Czorsztyna przez Kluszkowice i Krośnice 
do Krościenka. Od kotliny Sądeckiej Dunajec, połączony z Popradem, przerzyna 
się przez północny najwyższy wał Beskidu i chociaż tu wszędzie postaci górskie 
są zupełnie łagodne jednak dolina jest wąska i kręta, a przez to drogi unikają 
tych wyłomów. 

Beskid zachodni jest pokrajany całym szeregiem dolin rzecznych poprzecz- 
nych, a więc Soła, Skawa ze Skawicą, Raba, Dunajec z Popradem prowadzą 
w głąb gór; zwykle towarzyszą im mniej lub więcej szerokie tarasy, ułatwiające 
rolnictwo a jeszcze bardziej budowanie osad i przeprowadzanie dróg. 

Dolina Dunajca miała wielkie znaczenie, gdyż kierowała stosunki ludzkie 
poprzez łańcuch Beskidu w dolinę Orawy i Wagu. Tak samo ułatwiała stosunki 
międzyludzkie dolina Popradu poprzez góry, gdyż ułatwiała drogę dolinami Tarczy 
i Hornadu w głąb niziny Pannońskiej — dzisiejszej Węgierskiej — był to szlak, po 
którym wpływy obce w czasach najstarożytniejszych wkraczały na północ od 
Karpat. Rzeki na północ- 
nym stoku Beskidu płynące, 
w niektórych miejscach po- 
siadają kotliny na przemian 
z silnemi zwężeniami, naj- 
znaczniejsze spoty kamy w do- 
linie Soły przy połączeniu 
z jej dopływem Koszarawą — 
kotlinę Żywiecką, oraz nad 
Dunajcem - Sądecką. 

Te okolice z wyjątkiem 
Babiej Góry, Niedźwiedzia 
i wogóle miejsc najwyższych, 
są dziś gęsto zaludnione, la- 
sy na nich giną, a człowiek 
na niektórych pochyłościach 
wdarł się ze swem praco- 
witem, choć mało popłatnem rolnictwem aż do 1000 m. n. p. m. 

Beskid Zachodni od północy graniczy z niziną Górnopolską, wznosząc się 
nad nią progiem 100—150 metrów wysokim, który, dość zniszczony w okolicach 
Wieliczki, występuje bardzo wyraźnie koło Skawiny lub Okocimia. Próg ten jest 
północnem zakończeniem podgórza Beskidowego, które, falując między 330 a 380 m., 
ciągnie się pasem kilku i kilkunastokilometrowym na zachodzie, a szerszym na 
wschodzie aż do Dunajca, tu zresztą już wznosząc się do 400 m. Cała ta kraina 
jest porznięta już wyżej wymienionemi rzekami, które, o ile w górach posiadają 
doliny mniej lub więcej wąskie, w przedgórzu posiadają 2 - 4 km. szerokie o ła- 
godnym spadku doliny, które werznięte 100—150 m. stanowią przedłużenie nizi- 
ny Górnopolskiej. Dna tych dolin są żyzne, lecz podlegają powodziom i zmia- 
nom koryta rzecznego. Podgórze, jako złożone z materjału miękkiego, a mia- 
nowicie z łupków ilastych i miękkich piaskowców, posiada postaci pozbawione 
wszelkich ostrzejszych spadków i różnic poziomu. 




Rys. 14 Przemysł naftowy w okolicy Dukli. 



14 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Południową granicę podgórza od rzeczywistych gór można przeprowadzić 
bardzo wyraźnie od Jaroszowie na zachodzie przez Barwałd, Kalwarję (Zebrzy- 
dawską), Izdebnik, Bęczarkę, Myślenice, Dobrzyce, Łapanów, Bzegocinę i Lipnicę 
do Czchowa nad Dunajcem. 

2) Druga część Beskidu, t. zw. Beskid Niski z ledwością może być uważa- 
ny za krainę górską, gdyż w porównaniu z Beskidem Zachodnim lub Wysokim 
różnice poziomu tu są najmniejsze i postaci powierzchni najłagodniejsze. Począw- 
szy na zachodzie od przełęczy Tylickiej i od wyłomu Dunajca między Sączem 
a Tarnowem ciągnie się na wschód i południowy wschód do przełęczy Łubkow- 
skiej i doliny Senu na wschodzie. 




Rys. 15. Beskid Wysoki. Skały w Uryczu. (Alb. P. Tow. Krajozn.). 



Beskid 
Niski. 



Absolutne wyniesienia nad poz. morza nie przekraczają 800 metrów; kotlina 
w środku znajdująca się, t. zw. Doły Jasielskie i Sanockie opadają 
poniżej 240 i 270 m., a główny grzbiet południowy, będący zarazem 
wielkim działem wodnym, obniża się w przełęczy Dukielskiej do 505 m. 
W tern miejscu, gdzie dolina Jasiołki podchodzi do Laborci, niż Węgierski głę- 
boką zatoką wrzyna się ku północy; tu też Karpaty osiągają największe zwężenie 
i przez to bardzo często Karpaty są dzielone na Zachodnie i Wschodnie przełę- 
czą Dukielską. Te nieznaczne wyniesienia spotykamy i na wschodzie omawiane- 
go odcinka, gdzie rzeka Osława podchodzi do Laborci (Cissy-Dunaju), tworząc 



KARPATY. 



15 



przełęcz Łubkowską, wzniesioną 587 m. Obie przełęcze, Dukielska i Łupkowska, 
(ta ostatnia tylko od strony północnej) posiadają postaci tak łagodne, że naogół 
jest to raczej krajobraz jakiejś falistej równiny, niż przełęczy śród gór tak potęż- 
nego znaczenia, jak Karpaty (p. rys. 13). 




o 






N 

U 
N 
05 

'n 

ja 

3 
O) 



CC 



"w 

C/J 



O 






OS 



Pod względem budowy geologicznej Beskid Niski jest dalszym ciągiem Bes- 
kidu Zachodniego, te same nieodporne skały fliszowe są tu żywiołem panującym 
i tylko w dwóch miejscach — w częściach północnych koło Ciężkowic i koło Kros- 
na w Odrzykoniu i Prządkach piaskowiec — tworzy postaci strome, wnosząc do 



16 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



krajobrazu żywioł młodości. Przedgórze i góry w Beskidzie Niskim, tak samo 
jak i Beskid Zachodni *), często posiadają pokrywę z glinki nawianej (lóss), która 
nie jest przyczyną takiej rodzajności gleby, jak na równinach Proszowskiej, Lu- 
belskiej lub Ukrainy, gdyż tu lóss jest wyługowany działaniem wody, a więc zu- 
bożony pod względem glinki i węglanów. Pośrodku Beskidu Niskiego spotykamy 
kotlinę Jasielską tak obszerną, że przepływają przez nią Wisłoka i Wisłok, a ma- 
łemi garbami oddzielona, łączy się z poprzednią kotliną Sanocką nad Sanem — 
obie można uważać za jedną całość, 40 km. długości mierzącą, a kilka do 10 km. 
szeroką. Dodać należy, że wzdłuż rzek i ich dopływów równina „dołów" Ja- 
sielsko-Sanockich przeciąga się w obręb gór. Cała ta równina bardzo żyzna, 
lecz łatwo ulegająca wylewom rzecznym, nie była odpowiednia dla lasów, nato- 
miast znakomicie nadaje się do rolnictwa. 




Rys. 17. Fatdy piaskowcowe w dolinie Prutu. (Pódl. prof. Szajnochy). 



Na wschód od Dunajca rozpoczynają się górnicze pola naftonośne. Naj- 
częściej ropa występuje w siodłach łupków oligoceńskich, a miejscowości znane 
i górniczo wyzyskane ciągną się zwykle pasami. W zachodniej stronie dołów Ja- 
sielskich to bogactwo występuje w trzech równoległych pasach, idących z zacho- 
du na wschód; południowy z nich przekracza za Iwonicz. W Sanockim znowu 
rozpoczyna się występowanie ropy i jej wydobywanie. W dwóch miejscowościach: 
Iwoniczu i Bymanowie, występują źródła mineralne, są to szczawy słono-alkaliczne. 

Część północna Beskidu Niskiego (t. zw. wzgórza Bonarowieckie) jest prze- 
cięta dolinami rzek Białej (dopł. Dunajca), Wisłoki i Wisłoka, co łącznie z doliną 
Sanu sprawia, że przeprowadzenie dróg tu nie sprawiało trudności. 

l ) C. Kuźniar. Loss w Beskidzie Galicji Zachodniej. Kosmos 1912. 



KARPATY. 



17 



Cechy fizjograficzne *) tej części Karpat są albo wspólne dla całego łuku 
Karpat, albo też przejściowe między Beskidem Zachodnim i Wysokim: dolin po- 
dłużnych w Zachodnim bardzo mało, tu one występują łącznie z poprzecznemi, 




o 



< 



ca 

a 

o 
U 



;>> 

c 
ca 

•DO 
)- 
O 

a 



00 



co 



ale dopiero w Beskidzie Wschodnim, czyli Wysokim spotykamy doliny podłużne 
jako cechę wybitną. 



') J. Smoleński. Z morfogenozy Beskidu Niskiego. 1911. 
A. Fleszar. O budowie Karpat na północ od Krosna. 1914. 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 2 



1S 



Beskid 
Wysoki. 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

3) Od przełęczy Łubkowskiej aż do Przysłupskiej (przeszło 
1400 tu.) w kierunku południowo-wschodnim ciągnie się Beskid Wy- 
soki. Już zaraz nad przełęczą Łubkowską te dość równe wały gór- 




Rys. 19. Czarnohora. Szczyt «Szpyci». (Alb. P. Tow. Krajozn). 



skie wznoszą się ponad 1000 metrów, a bez poważniejszych obniżeń (przełęcze 
także leżą wysoko) wciąż się podnoszą aż ponad 2000 m. nad Prutem i Czere- 
moszem w górach Czarnohorskich. 



KARPATY. 



19 



Doliny podłużne — trzy do pięciu i więcej— rozcinają cale pasmo na szereg 
wałów równoległych o wyrównanych wierzchach i tylko zrzadka na nich spoty- 
kamy jakąś kopulastą wyniosłość, przerywającą ten prawidłowy rys w krajobra- 
zie. Doliny o dość stromych zboczach zmuszają człowieka do prowadzenia dróg 




a: 

o 



< 



N 

l- 
O 

.15 
O 

c 

co 

N 
U 



OJ 

o 






na działach wodnych. Wały te, niższe od północy, wznoszą się ku środkowi, 
a dopiero wał, po którym ciągnie się dział wodny Dniestru i Dunaju, staje się 
nieco niższym o stosunkowo większych różnicach poziomu — tu walczą ze sobą 
wody dwuch stoków. 



20 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Czarno- 
hora. 



TATRY,.-.-.^ 

>*RtA 1 300.000 
M w W J-n i-r ', #((fłfT , 



Na południowym zachodzie wody te wobec większego spadku posiadają 
większą chyżość. a więc większą moc rzeźbienia, to też dopływy Cissy w szeregu 
wieków krok za krokiem wydzierają na granicznym dziale wód dziedziny Dnie- 
stru. Doliny poprzeczne Oporu, Świcy, Łomnicy, Bystrzycy Złotej i Czarnej, 
a nadewszystko Prutu, już dziś dla piękności krajobrazów ściągają letników 
i wędrowców. 

Rozkład grzbietów, zrzadka przeciętych dolinami poprzecznemi, tworzy typ 
gór, zwanych kratowemi, czyli jak gdyby przypominały rozkład prętów w rusz- 
tach paleniska. 

Na południowym wschodzie za Czarną Bystrzycą wystrzelają w t. zw. Gor- 
ganach Sywula, Syniak i Chomiak już nad źródliskami dopływów Prutu. Potok 
Jabłonica spływa z przełęczy Tatarskiej; jest to jeden z dawniejszych szlaków 
drogowych, skąd nawet powstało podanie, że tędy w r. 1241 Mongołowie 
wkraczali na Węgry. 

Dalej na wschód Czarnohora z najwyższemi wzniesieniami: Pie- 
tros (2022 m.), Pop Iwan (2038 m.) i Howerla (2058 m.) znacznie 
wychylają się poza linję lasów, która tu naogół wznosi się dość wy- 
soko, bo do 1700 m., a więc wyżej, aniżeli w Beski- 
dzie Zachodnim. Połoniny — pastwiska, pokrywające 
te góry, naogół o stokach łagodnych i wierzchołkach 
kopulastych — oraz klimat, nie sprzyjający rolnictwu, 
rozwinęły tu pasterstwo, które ma nawet swoją kartę 
osobliwą w dziejach gór. W wiekach XV i XVI pa- 
sterstwo wołoskie, widocznie w czasach utrwalania się 
zależności od Turków na Multanach i Wołoszczyźnie, 
posuwało się ze swemi stadami owiec i bydła podłuż- 
nemi dolinami, a słuszniej połoninami, na grzbietach 
górskich wciąż na północny zachód. Jak zwykle by- 
wa, gdzie owce na dłuższy czas się rozpowszechniają, 
tam lasy zaczęły od granic połonin usuwać się ku dołowi, i w ten sposób posu- 
wając się, pasterze wołoscy nie tylko przekroczyli granice Beskidu Wysokiego, 
lecz nawet dotarli do krańców Karpat Zachodnich i w końcu XVI wieku osiedli 
już na Morawach; zdaje się, że najdalszym ich punktem było Międzyrzecze Wo- 
łoskie nad Beczwą. Nad Prutem J ) w dolinie, znanej ze swej malowniczości, skały 
piaskowcowe górnokredowe wykazują daleko większą odporność na działanie 
wody niż w Beskidzie Zachodnim, tu też Prut koło wsi Jamny tworzy wodospad, 
i od tej wioski całe potężne ławice tego piaskowca nazywają Jamneńskiemi; two- 
rzą one kilka grzbietów wewnętrznych, a zbocza, o ścianach dość stromych, zwy- 
kle ku szczytom kończą się rumowiskiem zwietrzałych, potrzaskanych głazów. 

W niektórych miejscowościach ten piaskowiec tworzy t. zw. bołdy; są to 
pojedyncze lub gromadami rozrzucone skały, przypominające zwaliska, np. koło 
Spasa, Urycza i in. Tak samo jak Odrzykoń w Beskidzie Niskim, tak i tu w daw- 
niejszych czasach skały te zużytkowywano w celach obronnych. Piaskowiec 
magórski (z epoki górnego oligocenu) tworzy nie długie, jednolite grzbiety, lecz 




Rys. 21. Schemat rozgałęzienia 
Tatr. (Podł. O. Sosnowskiego). 



V L. Szajnocha. Das Prutthal zwischen Delatyn und Worochta. 1897. 



KARPATY. 



21 



pojedyncze najwyższe wzniesienia, np. Czarnohorę i główne szczyty w całych 
Karpatach północnych. Warstwy piaskowca magórskiego, często przeplatane 
warstwami iłów i łupków, łatwiej od piaskowca jamneńskiego podlegają wietrze- 
niu i zniszczeniu — tem się tłumaczą łagodne, kopulaste postacie najwyższych 
szczytów. 

Cały Beskid Wysoki jest jeszcze pokryty obszernemi lasami— nigdzie na zie- 
miach dawnej Polski nie utrzymały się lasy w takiej pierwotności, jak nad źró- 
dliskami Bystrzycy, Prutu i Czeremosza. Dolne obszary pokryte buczyną, gór- 
ne— świerczyną; lasy sięgają tu do 1600 metrów i wyżej. 




Rys. 22. Widok z Zakopanego na Gewont („Śpiący Rycerz)". (Ze zbiorów P. ToW. Krajozn.). 



Beskid Zachodni grzbietem Babiej Góry i Niedźwiedzia dotyka po stronie 
południowej do zapadłości Nowotarskiej. Na południe od tej ostatniej wypię- 
trzają się Tatry, łańcuch dość odosobniony, bo ze wszech stron otoczony zapa- 
dłościami tektonicznemi. Na południu zapadłość Liptowska, która dalej na za- 
chodzie zlewa się z przedłużeniem zapadłości Nowotarskiej — z doliną Orawy, 
swemi wodami daje początek Wagowi, a zapadłość Spiska Popradowi na wschodzie. 
Tatrzański grzbiet, przeszło 50 km. długi a 17 szeroki, stanowi w swej bu- 
dowie kilka fałd zgniecionych, a że później niszczycielska działalność wody, 
a w pewnej epoce i lodowca— mnóstwo materjału uniosła z tych gór, 
Tatry. więc dziś w środku i na południu występują skały krystaliczne, prze- 
ważnie granity, a na zachodzie i łupki krystaliczne, wówczas gdy 



22 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



wschodnia część jest zbudowana z wapniaków. Te ostatnie tworzą też i niższe 
skały od strony północnej. Wyraźną cechą Tatr — w minjaturze Pireneje lub 
Kaukaz — jest zjawisko, że przełęcze leżą bardzo wysoko, oraz że najwyższe 
szczyty nie leżą w głównym grzbiecie, lecz w rozgałęzieniach; szczególnie na po- 



pa 






N 
j» 
?r 
o 

» 

3 
(T> 



y 

H 
o 




łudnio-wschód od środka wznoszą się olbrzymy Karpat: Krywań, Garłuch (2663 m.) 
i Łomnica. Ogólny kierunek pasma jest z zachodu na wschód, przyczem główny 
grzbiet posiada trzy wygięcia, środkowe swym łukiem zwrócone ku południowi, 
a boczne — ku północy. Wysokość, materjał skalny, stromość zboczy i inne cechy 
każą rozdzielić^Tatry na trzy części: 



KARPATY. 



23 




Rys. 24. Widok z Przysłupu na Czerwone Wierchy. 



1) Zachodnie aż do przełęczy Liljowej, złożone częściowo z granitów, wię- 
cej jednak z łupków krystalicznych, ku którym przylegają od północy masy wa- 
pienne; ogólna wysokość Tatr Zachodnich nie dochodzi do 2000 m. n. p. m., 
a wyaiesienie przełęczy — 1900 m., ponad 2200 m. sterczy tylko jedna Bystra— 
na szczytach postaci tu są 

względnie łagodne, a tylko 
skutkiem właściwości skał 
wapiennych doliny: Chocho- 
łowska, Kościeliska i inne 
bawią oko romantycznemi 
skałami, przypominającemi 
często zwaliska zamków. 

2) Tatry Wysokie ciąg- 
ną się aż do Kopy Biel- 
skiej, tu wysokość przeciętna 
grzbietu dochodzi do 2300 
metrów, a przełęcze wahają 
się od 2100 do 2200 m., 
twardy materjał- granit po- 
zwolił tu na wytworzenie 
urwistych turni i wogóle na- 
gich szczytów; cyrki śródgórskie, jeziora i wodospady — owe niezaprzeczalne 
dowody młodości krajobrazu — przyciągają tu oko człowieka; z pośród mnóstwa, 
często śniegiem obielonych szczytów, wnoszących piętno dzikości i potęgi, aż 
siedm przekracza 2600 m. 

3) Tatry Wschodnie czyli Bielskie, złożone wyłącznie z wapieni, nie do- 

chodzą nigdzie 2200 metrów. Bia- 
łe turnie, strzelające nieraz w po- 
jedynczych skupieniach, i skałom 
wapiennym właściwe doliny, sta- 
nowią cechy tej części Tatr. 

Niegdyś istniały w Tatrach 
lodowce; wyraźne ich ślady opusz- 
czają się dość nisko, bo do 1000 m. 
nad poz. m., a ich działalność 
między innemi śladami pozosta- 
wiła jeziora, zwane stawami. Lo- 
dowiec uniósł pod sobą rumo- 
wisko skame, pochodzące z cza- 
sów przedlodowcowych i przez 
to granitowe ściany często tworzą 
wspaniałe cyrki, a ich dzikość 
i stromość jest najpiękniejszym 
rysem przyrody tatrzańskiej x ); ten sam lodowiec, układając w niektórych miej- 
scach dolin moreny, stworzył zagłębienia — dzisiejsze stawy, naprz. Morskie Oko, 




Rys. 25. Tatry. Krajobraz dolinowy. 



l )j W. Kuźniar. Z przyrody Tatr. 1910. 






POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Lodowce 
w Tatrach. 



lub Pięć Stawów Polskich. Twardość materjału — granitu powoduje 
też istnienie wodospadów, co jest jednem z największych upiększeń. 
Dziś lodowców w Tatrach niema, chociaż swemi szczytami i turnia- 
mi góry strzelają poza gra- 
nicę wiecznego śniegu; dzieje 
się to przeważnie skutkiem 
braku obszerniejszych płasz- 
czyzn, na których śnieg mógł- 
by się zbierać, zgniatać 
i spływać pod postacią lo- 
dowców; istnieją tylko ma- 
leńkie pólka wiecznego śnie- 
gu — kilkadziesiąt tych pła- 
tów, rozrzuconych łącznie 
po obu stokach Tatr, w su- 
mie nie wynosi jednego ki- 
lometra kwadratowego. 

Pomimo kierunku rów- 
noleżnikowego Tatry posia- 
dają sieć odwodnienia bar- 
dzo osobliwą: wielki euro- 
pejski dział dział wodny kieruje się wpoprzek grzbietu tatrzańskiego. Wody, 
spływające ku północy, w kotlinie Nowotarskiej rozdzielają się między Orawę na 
zachodzie i Dunajec na wschodzie, ku południowi zaś między Wag i Poprad. 





*•% .^AJ-* 


3P w v A 


^*^M 






W- 





Rys. 26. Tatry. Morskie Oko. 




Rys. 27. Tatry. Stawy Polskie. 



JiygMek.anl, 




I 1 - lOpopXŁCl\, "COŁtlOtatoOCL -pol-^LoódOtAy. 



jMAM 7 950 O O 



^S S™V,<*c / 



U/o/^OUi/ie-^oS^/ef/Tt 



wzw/w mmz/y? mięs/g d#MPł/wfw „twmmrf-mfflflr-MPMZfJPtf. 



Łup A/ Jjąbzowcc 



Jiiefów Zctaorii 

A 






/?£?3/'f7;'7' J 777tf rCuc 



J/t/U/i -7:4oć/OG 




2| POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

lub Pięć Stawów Polskich. Twardość materjału — granitu powoduje 

LOuOWCC l.i-i u<lniania w»/\rl rworwarl Atu r>n iocł ipflnpm 7 njlia7ipkszvr.il llDip.l{SZeń. 



KOTLINY PODGÓRSKIE. 



25 



Do poziomu 1100-1200 metrów sięgają buki, do 1260 jodły, a jeszcze wy- 
żej świerki, gdyż do 1540 m.; wyżej wkraczamy w dziedzinę kosodrzewu — na 
miejscach niezbyt spadzistych pastwiska górskie, t. zw. „hale" pozwalają 




c 

M 

'ćo 
>- 

o 
H 






o 

•DO 
<U 

o 
o 
B 

co 



o 

100 

CU 



o 
<u 



c 

CS 



O) 

c 
u 
o 

JE 
O 

Cu 



CS 






na paromiesięczne w ciągu roku pasterstwo, 
pracę człowieka. 



Rolnictwo i niżej niezbyt opłaca 



§ 4. Kotliny Podgórskie. 

Od północy ku pasmom górskim przylegają naprzemian kotliny i odnogi 
wyżyn. Z Sudetami styka się zapadłość podgórska, a linja zetknięcia, wyraźnie 
zdała widoczna skutkiem różnic poziomu, dochodzących 100 — 150 metrów, za- 



20 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

znaczą się szeregiem miast. W tej zapadłości Odra zbiera przeważnie wody 
z gór. W jej górnym biegu lewe dopływy zbierają wody z Jesionika, a prawe 
częściowo z Beskidu, a więcej z wyżyny Śląskiej. 

Kotlina Dolnośląska właściwie może być uważana za odgałęzienie niżu Pół- 
nocnoniemieckiego; w głębi jest ona zbudowana ze starszych pokładów, zrzadka 
wychodzących na powierzchnię, w Sobótce nawet granity i gabro 
tworzą wyniosłość, sięgającą 718 metrów — z wierzchu wszystko po- 
krywa czwartorzęd. Szereg kotlin podkarpackich od Oświęcima do 
Pokucia — między Karpatami a przedgórzem, t. j. wyżyną Małopolską i płasko- 
wyżem Podolsko-Wołyńskim, stanowi nizinę Południowo-polską (inaczej Górno- 
polską) — jest to zapadlina, powstała w epoce mioceńskiej, w czasie fałdowania 
się, a częściowo i po sfałdowaniu się Karpat. Ta zapadlina jest wypełniona osa- 
dami mioceńskiemi, przeważnie iłami, tudzież piaskami lodowcowemi. 

Na północ od Karpat Zachodnich znajdujemy nizinę a słuszniej kotlinę, po- 
wstałą skutkiem zapadnięcia pokładów, nawet znacznie młodszych, bo trzeciorzę- 
dowych. Wyżyna Środkowopolska, leżąca na północy, dotyka do Karpat, a mia- 
nowicie swemi jurskiemi skałami w okolicach, gdzie legł Kraków i Tyniec, zbli- 
ża się do podgórza beskidowego to zetknięcie rozbija kotlinę na 
Kotlina dwie, nierównej wielkości: pierwsza z nich Oświecimsko-Krakowska, 
swiecims o- Q p 0stac j wydłużonej, ciągnąca się od Oświęcima na zachodzie do 
Krakowa na wschodzie, jest wyrównana aluwjami (napływami) Wisły, 
Soły, Skawy i Przemszy; druga Krakowsko-Sandomierska znacznie większa, trój- 
kątnej postaci, na północnym zachodzie jest ograniczona doliną Wisły, na pół- 
nocnym wschodzie doliną Sanu, a słuszniej Roztoczem, na południu podgórzem 
Beskidu, a na południowym wschodzie tak zwanym grzbietem Lwowsko-Chy- 
rowskim. 

Na podgórzu Beskidu w pokładach trzeciorzędowych znajdujemy bogactwo 
soli, znane od czasów najdawniejszych, a wydobywane w Wieliczce od XIII-go 
stulecia; w mniejszym stopniu z wydobywania tej samej kopaliny znana jest Boch- 
nia. Powierzchnia kotliny, wogóle równa, pochyla się ku północy i właściwie 
dalej na północ przechodzi nieznacznym co do szerokości aluwjal- 
Kotlina n y m p asem w wyłom Wisły, na północ od Zawichostu; w części po- 
Sandomie ska m °^ n i° we J kotlina ta jest rodzajna i najmniej wilgotna, a przez to po- 
zwala człowiekowi przeprowadzić szlaki drogowe, biegnące o kilka 
kilometrów od krawędzi podgórza. Widły rzeczne Wisły-Sanu i południowy 
wschód są pokryte piaskami pochodzenia lodowcowego; od wschodu kotlina 
przedstawia czasami tak łagodne przejścia ku dorzeczu Dniestru, że istnieje pro- 
jekt połączenia Dniestru z Wisłą. 

Dalszy ciąg niziny Południowopolskiej — zapadłość górnego Dniestru leży 
na południo - wschód od niziny Sandomierskiej, między Beskidem a wyżyną Po- 
dolską. Niegdyś dorzecze dzisiejszego górnego Dniestru zbierało wody, spływa- 
jące z krawędzi wielkiego lodowca północnego, łącznie z wodami 
karpackiemi, a dzisiejsze niziny błotniste, naprz. Samborska nad Stry- 
Dni trzańska jem i nad górnym Dniestrem, są pozostałością tych warunków mi- 
nionych. Właściwa nizina Górnodniestrzańska jak gdyby rozpadała 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 27 

się na dwie: Samborską i Stanisławowską, które się łączą przy ujściu Łukwi. 
Wzdłuż Dniestru ta nizina ciągnie się aż do Niżniowa. 

Na podgórzu, przylegającym od południa, istnieje znaczne bogactwo ropy 
ziemnej, która się ciągnie od Jasła na wschód i południowy wschód aż poza 
omawiany przez nas obszar, daleko w głąb Multan. Należy również wymienić 
wosk ziemny w Borysławiu, sól, jeszcze niewydobywaną, w Stebniku w ilościach 
jakoby bardzo znacznych i sole potasowe w Kałuszu — poza Niemcami jedyne 
dotychczas znane miejsce, zawierające to bogactwo. 

Na południo-wschód od kotliny Górnodniestrzańskiej leży kotlina górnego 
Prutu. 

W nizinie Górnośląskiej wyróżniamy dwie części: 1) przedgórze Sudetów 
pokryte przeważnie glinką nawianą (lóss), stanowiące falistą równinę 150 — 200 m. 
n. p. m. i 2) dolinę górnej Odry, która swojem nieckowatem wgłębieniem w po- 
kładach węglowych wskazuje na kierunek zależny od tektoniki; jako pozostałość 
po ważkiej cieśninie morza trzeciorzędowego ciągnie się ona od Bramy Moraw- 
skiej pasem na północ, a później na północo-zachód. 

§ 5. Wyżyna Małopolska (Środkowopolska). 

Na prawym brzegu Odry falista równina, 150 — 250 metrów nad poz. m. wy- 
niesiona, w stosunku do doliny Odry stanowi słabo zarysowaną wyżynę, nosi 
jednak nazwę zagłębia, bo prawie zewsząd miejscowości wyższe ją otaczają. Ta 
równina — to kraina węglowa, a jej powierzchnia wcale nie odpowiada pofałdo- 
wanej budowie wnętrza, lecz jest wynikiem niwelującej działalności lodowca i na- 
stępnego żłobienia przez wody płynące. 

Zagłębie węglowe Śląsko-Morawsko-Polskie, rozciąga się między wychodnia- 
mi kulmu (dolne, nieprodukcyjne pokłady formacji węglowej) na zachodzie, 
a grzbietem Dębnicko Siewierskim na wschodzie. Ten górotwór został wypiętrzo- 
ny w środku epoki węglowej, miał kierunek z północo-północo-zachodu na po- 
łudnio-południo-wschód, obecnie zaś jest prawie doszczętnie zrównany. Granicę 
zchodnią zagłębia węglowego można poprowadzić od Swiniowa (Schónbrunn) na 
Morawach przez Hulczyn, Brzezie, niedaleko na wschód od Raciborza przez Rud- 
no, aż pod Toszek. Granicę północną można zakreślić od Pyskowic łukiem nie- 
co na północ od Gór Tarnowskich do Siewierza — zlewa się ona z krawędzią 
wzniesienia triasowego. Wschodnia granica nie jest wyjaśniona dostatecznie, po- 
łudniowa zaś zlewa się z podgórzem Beskidu; w czasie wypiętrzenia łuku kar- 
packiego pofałdowane warstwy fliszowe zostały nasunięte na obszar węglowy. 
Powierzchnia utworów węglowych jeszcze przed zalewem przez morze triasowe 
musiała podlegać potężnej erozji: w okolicach Orzesza i Zawiścią w odległości 
4 l / 2 kilometra otwory świdrowe stwierdzają różnicę poziomu śród pokładów wę- 
glowych, dochodzącą do 1000 metrów. Powierzchnia węgla kopalnego naogół 
leży na 250 metr. nad poziomem morza, dolne zaś warstwy sięgają niżej poziomu 
morza. Powyginanie warstw węglowych jest następstwem ruchów 
górotwórczych późniejszych, aż do trzeciorzędowych włącznie. Po- Tektonika 
minąwszy szczegóły tektoniki, należy zaznaczyć, że całe zagłębie wę- 



28 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

rflowe Sląsko-Morawsko-Polskie jest rozbite szeregiem siodeł o kierunku z pół- 
noco-zachodu na południowy wschód na kilka wydłużonych niecek. Część 
wschodnia, oddzielona siodłem, idącem od Zabrza do Sosnowca, stanowi kotlinę 
Bytomską i Zagłębie Dąbrowskie. 

Prawie równolegle do zachodniej granicy zagłębia Śląsko-Polsko-Morawskie- 
go istnieje uskok orłowski; od północy ciągnie się on przez Gliwice, Rybnik, 
Mszanę i Orłowa, gdzie wschodnia połać jest zrzucona o jakieś półtora tysiąca 
metrów; dalej ku południowi między Ostrawą Morawską a Karwina wysokość 
uskoku, prawdopodobniej suma wielu uskoków i zgięć przekracza trzy tysiące 
metrów. 

Zdaniem prof. Grzybowskiego *) linje dyslokacyjne, rozbijające zagłębie wę- 
glowe na odrębne części, są mniej więcej równoległe do linij dyslokacyjnych su- 
deckich, do nie istniejącego dziś na powierzchni pasma Dębnicko-Siewierskiego 
lub do pasma jury Krakowsko-Częstochowskiej. Fakt, że południowo-wschodnie 
zakończenia zagłębia węglowego nie są ściśle oznaczone, oraz że stwierdzono ich 
obecność pod Beskidem Zachodnim, doprowadza do wniosku, że węgiel wytwór- 
czy znajduje się daleko dalej na południo-wschód, niż można było przypuszczać. 
Obecnie w pow. Chrzanowskim stwierdzono węgiel, rokujący opłacalność robót 
górniczych na głębokości do 500 metrów, a ponieważ te same warunki mogą się 
powtarzać przypuszczalnie aż pod Tarnów, to w ciągu kilku dziesiątków lat mu- 
ry Krakowa, Piastów i Jagiełłów pamiętające, mogą się znaleźć w środku okręgu 
przemysłowego. 

Węgiel 2 ) tu występuje w mnóstwie warstw, naprzykład w okolicach Rybni- 
ka koło 185, z których tylko część posiada warunki opłacalności dla górnictwa. 
Ku środkowi zagłębia te drobne warstwy zlewają się w kilka warstw bardzo ko- 
rzystnych dla wydobycia, gdyż ich grubość waha się koło pięciu metrów, a na 
wschodzie, w obrębie Królestwa Polskiego, te pokłady zlewają się w jeden t. zw. 
pokład „Reden" o grubości, nieraz znacznie przekraczającej dziesięć metrów. 
Mnóstwo cieńszych pokładów, leżących powyżej „Redenu", w rzadkich wypad- 
kach dają się z zyskiem wydobywać, natomiast pokłady podredenowskie — po- 
kład „Reden" posiada wychodnię północną, nieco na północ od wsi Dąbrowy, na 
południe od Gołonoga — przedstawiają dużą wartość techniczną. 

Węgiel w zagłębiu Śląsko Polsko-Morawskiem naogół należy do gatunków 
średnich, węgiel zaś koksowy znajduje się tylko na zachodzie i w środku zagłę- 
bia. Brak węgla koksowego w b. Kr. Polskiem ciężko się odbijał na hutnictwie, 
wówczas gdy rozwój hutnictwa żelaznego na Śląsku Pruskim opiera się nie na 
rudzie żelaznej, dość ubogiej, lecz na obfitości węgla koksowego. Pierwszy wielki 
piec na koksie puszczono w ruch w Gliwicach w roku 1796 — był to pierwszy po- 
za Anglją na całym lądzie Europy! 

Rozległość zagłębia Śląsko-Morawsko Polskiego wynosi podług obliczeń przy- 
puszczalnych (w r. 1909) przeszło 5800 km. kw., z czego przeszło 3000 wypada 



') J. Grzybowski. Granica wschodnia Krakowskiego Zagłębia węglowego. (Przegl. Górn.- 
Hutniczy 1912 Nr. 16). 

2 j K. Wójcik i J. Grzybowski. Zagłębia węglowe tom II (praca zbiorowa) 1909. 
S. Czarnocki. Budowa geol. utworów węglowych w Zagłębiu Dąbrowskim 1900, 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 29 

na Śląsk Pruski, przeszło 500 na b. Królestwo Polskie, a reszta na ziemie daw- 
nej Austrji, w czem na Galicję Zachodnią przeszło 1300. Przypuszczalne zapasy 
węgla, zależnie od coraz liczniejszych wierceń, a więc i dokładniejszego poznania 
wnętrza, są obliczane coraz korzystniej, to też — nie uwzględniając domniema- 
nego bogactwa w okolicach Krakowa — już dzisiaj można twierdzić z pewnością, 
że Śląsk Pruski posiada kolosalne zapasy węgla, które znacznie przewyższają słyn- 
ne bogactwo okolic nadreńskich; ich znaczenie — udział odsetkowy w zaopatry- 
waniu Niemiec — stale przed wojną wzrastał. Przyjmując nawet pewien wzrost 
wydobycia, można uważać, że w Królestwie starczy na 200 lat, a na Śląsku Prus- 
kim trudno przewidywać wyczerpanie: l ) kiedy Francja środkowa, 
Anglja północna, Czechy i Saksonja za dwieście lat wyczerpią swe ^ . y 

bogactwo węglowe, gdy resztę Anglji czeka to za 300 lat, Francję 
północną za 400-500 lat, gdy Belgji, prowincjom nadreńskim i Śląskowi Austr- 
jackiemu grozi to za 800—1000 lat— Górny Śląsk posiada węgla na 1000 do 1200 
lat! Dla uprzytomnienia sobie kolosalnego znaczenia Górnego Śląska dla Prus 
należy pamiętać, że największy dostawca węgla na kuli ziemskiej — Stany Zjedno- 
czone—posiada węgla tylko na 140 lat. 

Okolice Zagłębia Śląsko Polsko-Morawskiego aż do końca XVIII wieku były 
stosunkowo słabiej zaludnione, bo ziemie tu niezbyt rodzajne, a nawet wręcz dla 
rolnictwa nieużyteczne. Lasy, a częściowo i mokradła, jak naprz. na południu 
koło Pszczyny, nie mogły wyżywić tego, co kotlina nadodrzańska lub też glinką 
nawianą pokryte podgórza Sudetów w powiecie Głupczyckim (niem. Leobschiitz), 
albo rodzajne ziemie leżące ku północy. Rzeki nie stanowiły dróg poważniej- 
szych. Węgiel, a w pewnej mierze i kruszce sąsiedniej wyżyny tarnogórskiej 
sprawiły, że na przełomie XIX i XX stulecia trójkąt pomiędzy Bytomiem, Gliwi- 
cami, a Katowicami, mierzący 603 km. kwadr, mógł wyżywić 648 ty- 
sięcy mieszkańców; w Królestwie Polskiem między Grodźcem, Goło- ,^ . . - 
nogiem, Strzemieszycami, a granicą polityczną na 230 km. kwadra- 
towych obecnie można się doliczyć przeszło 200 tysięcy; nie inaczej też wyglą- 
dają okolice Ostrawy i Witkowie w państwie austrjackiem. 

Krajobraz się zmienił: większa własność ginie — najbardziej w Królestwie, 
dwory i folwarki bądź giną zupełnie, bądź toną w rozrastających się wioskach, 
które z dawniejszych skupień wydłużają się wzdłuż dróg i zlewają w jakieś nie- 
kształtne nagromadzenia domostw, powstają skupienia miejskie o charakterze fa- 
brycznym. Lasy częściowo nikną, lecz drożyzna rąk roboczych niezbyt opłaca 
rolnictwo w bezpośredniem sąsiedztwie kopalń, rozszerzają się ogrody warzywne, 
a nadewszystko różne nieużytki. Dawniejsze bezdroża ustąpiły sieci kolejowej 
tak gęstej, że okolica przypomina Belgję południową lub Saksonję. 

Cały obszar między górną Odrą a górną Wisłą i Pilicą stanowi wyżynę Ma- 
łopolską, jednakże na południowym zachodzie znajdujemy tu powyżej opisaną 
krainę o cechach swoistych — zagłębie Śląsko-Polsko-Morawskie. Dolina Nidy 
rozbija całą wyżynę na dwa główne działy: na zachodzie odróżniamy wyżynę 



') F. Frech. Die bekannten Steinkohlenlager der Erde u. der Zeitpunkt ihrer yoraussicht- 
licher Erschopfung (Gliickauf 1910). 



30 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Górno- Śląską i grzbiet Częstochowsko-Krakowski, na wschodzie najwybitniejszą 
część wyżyny stanowi górski grzbiet Ś-to Krzysiu. 

Na północ od zagłębia Śląsko-Morawsko-Polskiego ciągną się wzniesienia 
triasowe, tworząc krawędź, czasem widoczną (Góry Tarnowskie), od Krapkowic 
nad Odrą 80 kil. aż do Siewierza, skąd na połud.-wschodo-wschód do Olkusza, 
a dalej na południe i nawet zatacza łuk na południo-zachód, otaczając zagłębie 
węglowe. Na zachodzie tych wyniosłości w Chełmku występują na powierzchnię 
bazalty, które tu tworzą najwyższy punkt Górnego Śląska — 385 metrów. Ta 
wyniosłość, przez Niemców nazywana Górą Ś-tej Anny, dźwiga na swym kopu- 
lastym wierzchu klasztor, znany na całym Górnym Śląsku. 

Pokłady systemu triasowego przykrywają sobą utwory epoki węglowej, 
a postać powierzchni całego zagłębia węglowego jest właściwie zatoką erozyjną, 
skierowaną ku zachodowi, prawie w całości wyżłobioną w triasie. Te pokłady 

rzadko kiedy opadają ni- 
żej 300 metrów, a bez- 
pośrednio w sąsiedztwie 
zagłębia Dąbrowskiego 
wznoszą się w oddzielnie 
stojącej po stronie za- 
chodniej górze Św. Do- 
roty (na Grodźcu) do 382 
metrów, od wschodu zaś 
zakończenie wyżyny 
w kształcie cypla koło 
wsi Gołonoga dochodzi 
do 334 metrów, wówczas 
gdy dolina Czarnej Przem- 
szy, między niemi leżąca, 
wykazuje tylko 260 me- 
trów nad poziom morza. 
Trias w górnej części piętra środkowego, t. zw. wapienia muszlowego, 1 ) 
zawiera wielkie i rozmaite bogactwa kopalniane: błyszcz ołowiu, czasami z do- 
mieszką srebra, żelazne rudy brunatne i rudy cynkowe, a mianowicie: galman 
i blendę cynkową. To bogactwo kopalniane rozpoczyna się od źródlisk rzeczki 
Dramy koło Pyskowic i od tego miejsca pokłady triasowe ku za- 
. ś y chodowi są górniczo bezwartościowe, na wschód zaś stanowią po- 
ważne bogactwo. Prace górnicze rozpoczęły się tu w wieku XII 
i stale posuwały się ku wschodowi, idąc za srebronośnym błyszczem ołowiu. 
Wytapianie ołowiu opłacało się samo przez się, lecz jeszcze bardziej opłacalność 
wzrastała przez odciąganie pewnych ilości srebra, a to sprawiło, że powszechne 
mniemanie widziało tam „kopalnie srebra" wówczas, gdy srebro stanowiło tam 
zawsze tylko cząstkę wytworu. 

W XIII wieku Sławków, leżący na drodze krakowsko-wrocławskiej, przez 
to górnictwo osięgnął przelotną świetność, 2 ) ustępując miejsca w XIV wieku 01- 




Rys. 30. Góra Św. Anny (3S5 m. nad poziom morza) na 
Górnym Śląsku. 



') K. Althans Die Erzformation des Muekhelkasces in Oberschlesien 18J3 
') Długosz. Liber beneficiorum 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



31 



kuszowi. Tu pokłady wapienia muszlowego wchodzą zatokowo w obręb skał 
jury białej — jak działalność wody na zachodzie zniszczyła pokrywę triasową, 
wytwarzając zagłębienie nad Brynicą i Czarną Przemszą (Bytomskie i Dąbrow- 
skie), tak samo tu woda zniosła pokrywę jury skalistej, wytwarzając dla czło- 
wieka możliwość opanowania bogactw kopalnianych triasowych. 

Wiek XIX podniósł znaczenie dawniej lekceważonego galmanu, który po- 
przednio był uważany za skałę płonną i tylko zrzadka od drugiej połowy XVI w. 
był przerabiany na mosiądz, *) lub w tym celu wysyłany do Gdańska. Na ca- 
łym obszarze, gdzie tylko pokłady wapienia muszlowego wychodziły na po- 




Rys. 31. Wylot sztolni « Czartoryskiej* koło przystanku kolejowego Bukowna. 
(Roboty górnicze z XV i XVI Wieku). 



wierzchnie, tam rozpoczęło się we wszystkich trzech państwach gorliwe poszu- 
kiwanie, później zaś wyzyskiwanie galmanu, a następnie i blendy cynkowej. Po- 
tężne kopalnie Szarleju na Górnym Śląsku przez długi szereg lat podtrzymywały 
hutnictwo cynkowe, obecnie zaś, gdy galman zbliża się ku wyczerpaniu, blenda 
zastępuje jego miejsce, W zaborze austryjackim te same pokłady triasowe 
w okolicach Sierszy podlegają zużytkowaniu górniczemu. 

W obrębie Królestwa Polskiego, pominąwszy mało obiecujące okolice Sie- 
wierza, mamy koło Bolesławia i wogóle na zachód od Olkusza przypuszczalnie 



Łabęcki. Historja górnictwa w Polsce t. I. 1846. 






POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



bardzo poważne bogactwo rud ołowianych, żelaznych (limonity, rudy brunatne) 
i cynkowych w takich głębokościach, że trudności odwodnienia obecnie tylko 
w nieznacznej mierze pozwalają korzystać z tych bogactw. 

Dawniejsze górnictwo olkuskie, oparte na otrzymywaniu ołowiu i odciąganiu 
pewnej ilości srebra, było zachwiane w XVII i początkach XVIII stu- 
lecia skutkiem wyczerpania wierzchnich pokładów, bogatszych w sre- 
opa "!^ s ,ra bro. W tych czasach dokonane na Polskę najazdy szwedzkie nie 
były przyczyną — jak to się nieraz niesłusznie powtarza — upadku 
kopalnictwa, lecz przypadkowo się zbiegły z wyczerpaniem kopaliny pożytecznej. 




Rys. 32. Odkrywka kopalni galmanu «Jerzy» pod Bolesławiem. 



Posuwając się od zagłębia węglowego na wschód i północny wschód, a czę- 
ściowo i ku północy, kolejno spotykamy wychodnie utworów, geologicznie coraz 
młodszych: za węglem trias i to kolejno wszystkie jego piętra, a dalej jurę. 
Wzdłuż ściany jury skalistej po stronie zachodniej spotykamy potężne płaty 
piasków; grzbiet triasowy od Sławkowa do Olkusza odcina część piasków na 
południu, których dalszym ciągiem są bezpłodne pustkowia koło Szczakowy, od 
północnego płatu tak zwanej pustyni Błędowskiej. Jest to owal 7-8 km. długi 
a 4 km. szeroki, wyniesiony 230 — 340 metra nad poz. morza, którego środkiem 
przepływa Przemsza Biała. Na krawędziach jest on zarośnięty rzadkim lasem, 
gdzie podglebie jest nieco mniej przepuszczalne, cały jednak ten obszar jest wy- 
jątkowo pozbawiony roślinności — skąd i pochodzi czasami używana nazwa 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



3Ś 



„polskiej Sahary", na której jakoby widywano miraże. Potężna masa piasków, 
przykrywająca tu wapień muszlowy, jest pochodzenia częściowo lodowcowego, 
częściowo zaś powstała z wietrzenia skał triasowych, przeważnie 
dolomitów bogatych w krzemionkę, a również i utworów geologicz- Błet i rL|<a 
nie młodszych — jury. Lodowiec północny częściowo domieszał 
pewne ilości materjału pod sobą przyciągniętego, częściowo zaś pomieszał pod 
swem ciśnieniem materjał miejscowy tem bardziej, że i wody polodowcowe tu 
silnie działały. Odnogi piaszczyste odchodzą od pustyni Błędowskiej, ciągnąc się 
po kilka kilometrów pomiędzy skałami jury. 

Na północy od pokrywy triasowej spotykamy utwory jury brunatnej, które 
w krajobrazie nie odgrywają żadnej roli. One się ciągną przeszło dwadzieścia 
kilometrów na południe od 
Częstochowy, a na zachód i po- 
łudniowy zachód znacznie da- 
lej, bo aż przekraczając gra- 
nicę polityczną Prus, dochodzą 
do Lublińca; na północo-za- 
chód od Częstochowy utwory 
jury brunatnej się- 




Rys. 53. T. zw. «Pustynia» Błędowska, 
(fot. Al. Janowskiego). 



Sferosyde- 
gają poza Prasz- ry ^ 

kę w Wieluńskie. 
Te utwory zawierają bardzo 
poważne zapasy uwarstwionej 
rudy żelaznej — sferosyderytu — 
niezbyt bogatej w żelazo, jed- 
nak bardzo cenionej w hut- 
nictwie dla łatwej topliwości. 
Już w XIV wieku te rudy były 
podstawą hutnictwa żelaznego. 

Ponad jurą brunatną, a bardziej ku południowi nad piaskami, pokrywającemi 
trias, wznosi się jura biała — t. zw. grzbiet Wieluńsko-Krakowski. Nazwa to nie- 
słuszna, bo w rzeczy samej skały wapienne, zaliczane do jury białej, sięgają w oko- 
lice Kalisza (Trojanów, Szklary), ale krajobrazowo one urozmaicają 
powierzchnię dopiero od Częstochowy na północy (Jasna Góra Grzbiet 
286 m.) ciągnąc się w kierunku południo-południo-wschodu aż do „ ie uns °" 
Krakowa i Tyńca na południu. Wiadomo, że i dalej jura znajduje 
się, bo w Kurdwanowie, o parę kilometrów od typowych skał fliszu Karpackiego, 
istnieje tylko pozorne zakończenie jury, a tak samo, jak nieco dalej na zachód 
fałdy łańcucha Beskidowego zostały nasunięte na utwory węglowe, tak tu zostały 
nasunięte na utwory jury, co stwierdza otwór świdrowy w Rzeszotarach, gdzie 
osiągnięto jurę dopiero na poważnej głębokości. 

Między Tyńcem a Piekarami W 7 isła przedziera się między skałami jury; moż- 
na przypuszczać, że dawniej Wisła miała kilka rozgałęzień, i że obecne koryto 
ustaliło się w czasach względnie nowych, może na kilkaset lat przed wystąpie- 
niem Krakowa na arenę dziejową. 



GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 3 



34 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Grzbiet Częstochowsko-Krakowski o kierunku, odpowiadającym Sudetom 
jest zbudowany przeważnie ze skał wapiennych, zaliczanych do górnej jury, *) 
a mianowicie do środkowego piętra oksfordzkiego i nadewszystko ze skał, do 
górnego okslordu należących. Jest to utwór nieuławicony, lub tylko pozornie 
zdradzający uwarstwienie, co mu zjednało nazwę wapienia skalistego; podstawą 
jego są uwarstwione pokłady środkowego oksfordu, a na wschodzie grzbietu jest 
pokryty plylowemi utworami, naleźącemi do młodszego piętra jury — kimerydu. 
Wapień skalisty odgrywa największą rolę w krajobrazie omawianych okolic; od 
zachodu sterczy on nieraz ścianą kilkunastu do kilkudziesięciu metrów wysoką, 
tworzy malownicze skały, wyraźnie zwaliska zamczysk przypominające, naprzy- 
kład w okolicach Kroczyc, Skarżyć, Ogrodzieńca lub Smolenia; on łatwo poddaje 




Rys. 34. Dolina Prądnika pod Ojcowem. 



się niszczącemu działaniu wody i pozwolił wodzie pożłobić potężne doliny, to 
też, przedstawiając tyle miejsc obronnych, w wiekach średnich został uwieńczony 
dwoma dziesiątkami zamków i klasztorów. 

Pas szerokości 20 do 30 km. ku wschodowi najczęściej niezauważalnie prze- 
chodzi w równinę, kryjąc się pod uwarstwionemi utworami górnej jury i dalej 
pod utworami epoki kredowej; od zachodu jego ściana mniej lub więcej wyraź- 
nie zaznaczona w krajobrazie jest następstwem niszczącego działania morza— tak 
zwanej abrazji, a zapewne i działania wód płynących z topniejącego lodowca. 
Sam grzbiet jak gdyby wskazywał na wypiętrzenie o kierunku sudeckim skał 
jurskich i triasowych w szerokie płaskie siodło, którego skrzydło zachodnie 



J. Siemiradzki. Geologja Ziem Polskich. T. I. 1903. 

J. Grzybowski. Geologiczna mapa przeglądowa Ziem Polskich 1912 r. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



35 



a częściowo i wierzch zostały zniesione. Zwietrzałe resztki stworzyły już wyżej 
opisane piaski. 

Zachodnia ściana grzbietu, naogół dość prostolinijna, posiada przed sobą 
gromadkę pagórów jurskich, sterczących ponad piaszczystą okolicą. Najważ- 
niejsze z nich dźwigają wioski Cięgowice (362 metry), Wysoką (392 m.— cemen- 
townia), Robitno Szlacheckie (384 m.) i Niegowonice z Grobową (435 m.), wów- 
czas gdy dokoła piaski — dalszy ciąg pustyni Błędowskiej— nie dochodzą 340 me- 
trów i pomimo gęstego zaludnienia okolicy jedynie las mogą na sobie utrzymać, 
i to często las dość lichy. 

Między wzniesieniami Wysoką i Rokitnem Szlacheckiem lekką wklęsłość 
zużytkowano celem przeprowadzenia kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, która tu 
posiada swe najwyższe wyniesienie nad poziom morza. 




Rys. 55. Dolina Prądnika. Grodzisko. 



Na południe od tych odosobnionych wysp jurskich, ściana zachodnia grzbie- 
tu Częstochowsko-Krakowskiego ulega zaokrąglonemu wygięciu ku wschodowi, 
otaczając tu już coraz niższą krawędzią triasowe zagłębie Olkuskie. 

Na południo-wschód od Olkusza malownicza ściana skalista rozpłaszcza się, 
a cały wał skalisty rozszerza się i zyskuje na wysokości (w najwyższych punk- 
tach aż do 500 metrów n. p. m.), tworząc wyżynę, która jest pokrajana szere- 
giem dolin, kierujących się przeważnie na południe. Jest to słynna wyżyna 
Ojcowska. 

Na wschodzie dolina Dłubni legła granicą pomiędzy jura a kre- 

Wvżvna 
dą, a na zachód od niej kolejno nieznaczna dolina Korzkiewska, naj- ojcowska 

okazalsza i największa Ojcowska z pobocznemi Sąspowską, Skałka- 

nią i Korytanją, głośna ze swych potężnych jaskiń Wierzchowska, znana ze swych 

dwóch maleńkich wodospadów Będkowska, Jerzmanowska i Racławska. 



36 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Na południe od Olkusza zachodnia krawędź jury skalistej skręca ku zacho- 
dowi i w len sposób obszar triasu rudonośnego jest półwyspem, wdzierającym 
się w obszar juiy. 

Na południu od omawianych miejsc w okolicach Miękini i Zalasu występują 
porfiry, a w bliskiem sąsiedztwie koło Regulic, Alwerni i w Niedźwiedziej Górze 
t. zw. melafiry (są to właściwie diabazy z szeregu najbogatszych w krzemionkę). *) 
Te skały wybuchowe są młodsze od permu, wylewały się więc najprawdopodob- 
niej w końcu permu lub w początkach triasu; niegdyś musiały tworzyć większą 
pokrywę, ale późniejsze działanie wody rozdzieliło ją na kilka rozerwanych pła- 
tów. Krajobrazowo nie odgrywają one pozornie znacznej roli, bo przeważnie 




Rys. 36. Dolina Szklarska (poludn.-zach. wyżyny Olkusko-Ojcowskiej). 
(Fot. P. ToW. Krajozn.)- 



pokryte są utworami młodszemi, bądź też produktami wietrzenia. Jednak materjał, 
oporny na wietrzenie, wolniej podlegał niszczącemu działaniu i wody i stąd po- 
wstały wyniosłości jak Niedźwiedzia Góra, góra Alwernja, dźwigająca klasztor, 
lub do 403 metrów sięgająca góra, uwieńczona zamczyskiem Tęczyńskiem. 

Te skały posiadają duże znaczenie gospodarcze, bo ułatwiają budowanie 
doskonałych dróg bitych. 

Ponieważ powierzchnia wyżyny Ojcowskiej jest pokryta przeważnie glinką 
nawianą, a tylko w mniejszym stopniu również rodzajną rędziną, przeto wysoka 



y ) Z. Rożen. Dawne lawy W. Ks. Krakowskiego 1910. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



37 




Rys. 37. Porfir w okolicach Miękini koło Krzeszowic, na zachód od Krakowa. 

(Fot. Z. Rozena). 




Rys. 3S. Kościót romański w Wysocicach (nad Dłubnią, dwie mile od Ojcowa), 
(fot. p. Pietraszewskiego dla Zagłębskiego oddziału P. Tow. Krajozn.). 



38 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



żyzność gleby połączona z łatwością jej obrobienia — zawsze sprzyjały rolnictwu. 
Brak wody na działach międzydolinnych przeszkadzał zaludnieniu tylko do pew- 
nego stopnia. Obecność dolin o ścianach prostopadłych sprawiała trudną dostęp- 
ność, co w połączeniu z mnóstwem jaskiń ułatwiło osadnictwo (Mników, Wierz- 
chowie, Maszyce, Ojców, Będkowice) w czasach przeddziejowych, a to staroży- 
tne zaludnienie mogło stopniowo stworzyć warunki, ułatwiające na zaraniu dzie- 
jów zagęszczenie ludności nad Budawą i Wisłą. 

Te same warunki, a również obecność wapniaka jako budulca i możność 
wypalania wapna, ułatwiająca, w przeciwstawieniu do Polski północnej, wznosze- 
nie budynków murowanych, sprawiły, że 
jeszcze w piastowskich czasach, w wie- 
ku XII i XIII te miejscowości posiadły 
budowle romańskie, a Wawel posiada 
oryginalny zabytek z pierwszej poło- 
wy X wieku 1 ). Część tych zabytków 
dotychczas przetrwała, naprz. w Kra- 
kowie lub jeden z najlepiej przecho- 
wanych w całej czystości romanizmu 
kościółek w Wysocicach (rys. 38;. 

Na południe od wyżyny Ojcow- 
skiej leży zapadłość Budawy, jest ona 
pochodzenia tektonicznego, chociaż 
wody topniejącego lodowca wielce się 
przyczyniły do dzisiejszego jej stanu. 
Pochylona ku wschodowi rozpoczyna 
się już na północy od wychodni me- 
lafirów i porfirów w Tęczynku i Be- 
gulicach i na południe od Miękini. Ta 
zapadłość zbiera w sobie wody poto- 
ków, z wyżyny Ojcowskiej spływające 
z wyjątkiem samej doliny Ojcowskiej, 
której Prądnik pod nazwą Białuchy sa- 
modzielnie zdąża do Wisły. Na po- 
łudnie od Budawy istnieje cała gro- 
mada skał jurskich, której najbardziej 
wschodnim krańcem jest kopiec Ko- 
ściuszki (333 m.), leżący w grupie Si- 
kornika, najwyższy zaś punkt docho- 
dzi w klasztorze Bielańskim 368 m. Między Sikornikiem a Begulicami jura przy- 
biera postać wyżynki, gdzie również istnieją jaskinie— słynne pieczary w Mniko- 
wie — ze śladami człowieka z czasów neolitu. Pokrywa z glinki nawianej podno- 
si rodzajność gleby, urozmaicenie zaś powierzchni miało rozstrzygający wpływ 
na powstanie Krakowa. 




■ o- 



Sfoot Jei 



ioo zn> ino 



mnź 



Rys. 39. Mapa hipsometryczna wyżyny Często- 
chowsko -Krakowskiej i kotliny górnej Wisły pod 
Krakowem. 



') A. Szyszko-Bohusz. Rotunda Świętych Feliksa i Adaukta na Wawelu. 1918. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



39 



Wyżyna 
Nidy. 



Jf 



J9 



Na wschód od grzbietu Częstochowsko-Krakowskiego pokłady jurskie po- 
woli i stopniowo zapadają pod utwory kredowe, aby wyłonić się dopiero w oko 
licach gór Śto-Krzyskich; całą tę przestrzeń zapełniły utwory kredowe, tworząc 
rozpłaszczone wgięcie (syklinę), ku południowi zapełnione utworami trzeciorzę- 
dowemu 

Jest to t. zw. wyżyna rzeki Nidy, odwodniona przez środkowy i dolny bieg 
tej rzeki, oraz częściowo na północy przez górną Pilicę. Pokłady 
kredowe tej wyżyny sięgają na północo-zachodzie do Radomska, 
na wschodzie do podgórzy gór Śto-Krzyskich, a z trzech stron, wy- 
jąwszy południowy wschód, są otoczone wychodniami jury. Na południu wyżyny 
nad kredą leżą utwory 
trzeciorzędowe, a mia- 
nowicie mioceńskie, 
przyczem linja, zazna- 
czająca północny kra- 
niec tego morza mio- 
ceńskiego jest wielce 
łamana i kreda tworzy 
kilka występów ku po- 
łudniowi, rozcinający cli 
miocen na szereg zatok. 

Najwyższe punkty 
na całej wyżynie rzeki 
Nidy leżą w obrębie 
kredy, ciągnąc się z po- 
łudnia na północ i pół 
noco-wschód; a miano- 
wicie na północ od Im- 
bramowic wyniesienie 
nad poziom morza prze- 
kracza 400 metrów 
i stopniowo się obniża, 
stanowiąc płaski, często 
dla oka niedostrzegalny 

dział wód. Ten grzbiet prawie nigdzie nie opada poniżej 300 metrów, ażeby 
w okolicach gór Śto-Krzyskich znowu się podnieść. Większa część kredy jest 
odwodniona przez górny bieg Nidy, a część kredy i miocen przez Dłubnię, Szre- 
niawę, Nidzicę i Nidę. Wapniaki trzeciorzędowe w kilku miejscach, naprz. t. zw. 
kamień pińczowski, stanowią malerjał budulcowy pośredniego gatunku. 

Tak samo kreda jak i miocen rzadko gdzie wychodzą na powierzchnię 
i wówczas na zwietrzałych wapniakach istnieją dobre gleby rędziny, naogół zaś 
wszystkie uwarstwione skały (kredowe, trzeciorzędowe lub najrzadziej jurskie), 
są pokryte przez zwały malerjałów czwartorzędowych. 

Nad Wisłą czwartorzęd jest wyrażony dwoma wielkiemi płatami gliny na- 
wianej, a mianowicie: 1) na zachodzie obejmuje ona całą wyżynę Ojcowską (na- 
wet wyspowo zjawia się na zachód od Bolesławia nad Białą Przemszą koło wsi 




Jf .} 7* 



m-^^ 



Rys. 40. Mapa warstwicowa gór Śto-Krzyskich i wyłomu Wisły 
między wyżyną Radomską a Lubelską. 



10 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Krzykawy) i ciągnie się do dolin Nidy, pokrywając x ) całe dorzecza Dłubni, Szre- 
niawy (z wyjątkiem źródeł) i Nidzicy, przyczem ku północy wysuwa się zębem 
obejmującym ujście Uniejówki do Pilicy, i 2) na wschód od rzeki Czarnej glina 
nawiana wzdłuż Wisły pokrywa całe Sandomierskie, a ku północy ciągnie się aż 
pod Bodzętyn, przyczem dokoła obejmuje grzbiet Opatowski, a nawet wyspami 
i smugami obejmuje główny grzbiet gór Śto-Krzyskich. 

Przestrzeń między rzekami Nidą a Czarną posiada warunki geologiczne dość 
urozmaicone, a mianowicie kąt między Czarną i jej dopływem Wschodnią jest 



ssw 




NNO 



Rys. 41. Poprzeczny przekrój przez góry Śto-Krzyskie. 

przeważnie pokryty przez gliny lodowcowe, między Wschodnią, Wisłą i Nidą 
występują piaski, wyspy pokładów starszych od czwartorzędu i śród nich na 
dziale wodnym Wschodniej i Nidy ocalał od erozji wodnej płaski grzbiet gliny 
nawianej, na którym rozrosło się miasto Stopnica. 

Ku północy cały dział wodny Pilicy- Wisły, t. j. Jędrzejowskie i Włoszczow- 
skie jest zajęte przez piaski lodowcowe, rzadziej przez gliny lodowcowe; o więk- 
szej wartości gleby zwykle stanowią częst- 
sze lub rzadsze wychodnie pokładów 
starszych. Ten skład gleby sprawił, że 
rodzajniejsze południe, w pobliżu Wisły 
leżące, było dawniej i gęściej zaludnione, 
wówczas kiedy miejsca najwyższe - piasz- 
czyste działy wodne — do dziś posiadają 
znaczne lasy. 

Dalej na wschód spotykamy jak 
gdyby wyspę utworów geologicznie bar- 
dzo starożytnych, bo sylurskich, dewoń- 
skich, a nawet karbońskich 2 ) otoczonych 
od południo-zachodu, północo-zachodu 
i północo-wschodu w kształcie podkowy 
skałami jurskiemi. 3 ) 

Są to góry Śto-Krzyskie, zwane cza- 
sem Kieleckiemi, Łysemi lub nawet Sandomierskiemi. 

Złożone przeważnie z kwarcytów 4 ) i piaskowców w swych częściach wschod- 
nich, a w częściach zachodnich pomiędzy innemi skałami posiadające wapniaki, 






Rys. 42. 



Fałda w skalach dewońskich 
w Domaszewicach. 



*) St. Lencewicz Etude sur le quaternaire du plateau de la Petite Pologne. 1916. 
2 ) J. Czarnocki. Kilka słów o odkryciu utworów karbońskich w górach Śto-Krzyskich. 1916 
3 j J. Lewiński. Przyczynek do znajomości utworów jurajskich na wschodniem zboczu gór 
Śto-Krzyskich. 1907. 

Ą ) G. Giirich. Das Palaeozoicum im polnischen Mittelgebierge. 1896. 

(Recenzja J. Siemiradzkiego we Wszechświecie 1898 i uzupełnienie autora 1899). 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



41 



t. zw. n?armury Chęcin i okolic, te góry stanowią szereg fałd, x ) ciągnących się 
na południo-wschodo-wschód — ich kierunek przecina się z równoleżnikiem pod 
kątem 22°. Wypiętrzenie tych pasem górskich nastąpiło w epoce 
svęglowej. Pasmo, najbardziej ku północy i wschodowi wysunięte, a. „ y . . 
jest najwyższe i osiąga w Łysicy, inaczej zwanej górą Ś-tej Katarzy- 
ny, 611 metrów oraz w Łysej Górze (Ś-go Krzyża) 593 metry nad poz. morza. 




Rys. 45. Góra ze zwaliskami zamku w Chęcinach. 

Są to nie tylko najwyższe punkty w Królestwie Polskiem ale razem z Sobótką na 
Śląsku (719 m.) najwyższe punkty na wielkim niżu europejskim między Harcem 
a Uralem. Dalszym ciągiem ku wschodowi najwyższego pasma jest znacznie niż- 
szy grzbiet Opatowski. Na zakończeniu wyżyny nad Wisłą w Górach Pieprzo- 
wych występują najstarsze utwory osadowe na ziemiach polskich — kambryjskie; 
odsłonięcia tych utworów jeszcze znajdujemy w obrębie omawianych gór koło 




Rys. 44. Schemat budowy geologicznej góry Zamkowej w Chęcinach, 
(jedna część antyklinali podług Sobolewa). 



Ptkanowa i Mąchocic. Na południo-zachód od pasma najwyższego istnieje sze- 
reg pasem coraz niższych (góry Dymińskie, Kieleckie i t. d.), a wszystkie te grzbie- 
ty nie posiadają urwisk, lub turni, śmiało strzelających w górę; niezbyt oporny 



l ) D. Sobolew. Ob obszczem charaktiere tektoniki Kielecko-SandomirskaWo Krjaża 1911 
(oraz dawniejsze prace tego autora). 

J. Samsonowicz. Utwory dewońskie wschodniej części gór Śto-Krzyskich 1917. 
J. Samsonowicz. Kambr i kambrosylur gór Śto-Krzyskich 1916. 



12 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 




Rys. 45. Krajobraz w Łysogórach koło Wsi Mąchocic. 
(fot. W. Gebla w zb. P. Tow. Krajozn). 




Rys. 46. Łysogóry — Gołoborze na szczycie Łysicy. 
(Fot, F. Greima w zbiorach P. Tow. Kr.). 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



43 



materjał — kwarcyty — nie sprzyja takiemu wyrzeźbieniu szczegółów, ale nade- 
wszystko wielka starożytność geologiczna tych gór doprowadziła do złagodzenia 
postaci. 

Góry Sto-Krzyskie przedstawiają szereg wałów dość rozpłaszczonych — naj- 
wyższe wzniesienia przedstawiają się kopulasto — a dolin, tego najistotniejszego 
upiększenia krajobrazu, właściwie nie posiadają. Części grzbietów zachodnie, 
chociaż coraz niższe, rysują się nieco wydatniej skutkiem obecności skał wa- 
piennych. 

Kamienistość gleby i jej przeważna jałowość oraz różnice poziomów nie 
sprzyjały przeprowadzeniu dróg, a znaczne odległości od rzek spławnych dopeł- 




Rys. 47. Dolina Czarnej Nidy w górach Śto-Krzyskkh. 
(Fot. W. Gebla w zbiorach P. Tow. Kr.). 



nialy wpływów geograficznych: był to zakątek kraju leśny i słabo zaludniony. 

Koło Kielc wytapiano miedź, w dalszych od Ś-go Krzyża okolicach — żelazo, 

bardziej ku północo-wschodowi do dziś dnia łamią piaskowiec tria- 

J , , . . ,, . , . . , . ,. ... Znaczenie gor 

sowy pod nazwą kamienia szydłowieckiego i krystaliczne wapniaki śto-Krzyskich 

dewońskie koło Chęcin, Malika, Zelejowej i t. d. pod nazwą mar- 
murów chęcińskich lub kieleckich — oto całe bogactwo kopalniane omawianych 
okolic. Do roku 1886, t. j. do czasu ukończenia kolei Dęblińsko-Dąbrowskiej 
był to wyraźnie odcięty zakątek kraju, a jeszcze w kilka lat później z lasu nie 
usuwano wywrotów i przez to jodłowe bory przedstawiały dziwnie pierwotny 
obraz kraju, położonego w samym środku Europy. 



tl POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

Południe wyżyny Małopolskiej posiada gleby rozmaite; x ) gdy w bezpośred- 
niem sąsiedztwie gór Śto-Krzyskich przeważają piaski i wogóle grunty piaszczyste, 
to ku zachodowi na wychodniach skał jurskich spotykają się rodzajne rędziny, 
ku południowi dają się spotykać gliny, a im bliżej Wisły tym częściej spotykamy 
jednolite płaty gliny nawianej, która tu zajmuje zwykle działy wodne, wówczas 
gdv na pochyłościach dolin występują najrozmaitsze gleby, a na ich dnie istnieją 
namuły rzeczne, utwory geologiczne najświeższe. 



§ 6. Wyżyna Lubelska. 

Na wschód od gór Śto-Krzyskich aż do wyłomu Wisły leży trójkątna rów- 
nina Radomska, ku północy przechodząca stopniowo w krainę wielkich dolin; jej 
podstawą są utwory kredowe te same, których dalszy ciąg za wyłomem Wisły 
od Zawichosta do Puław tworzy wyżynę Lubelską. Utwory wapienne kredowe 
te same, które na zachodnich krańcach omawianego obszaru tworzą malownicze 
wybrzeża Rugji, tu tworzą zbocza doliny Wisły, ograniczającej wyżynę od zacho- 
du. Śród szeregu miejscowości, znanych ze swego ładnego położenia, najbardziej 
ustaloną opinję posiada Kazimierz nad Wisłą. Tu podchodzi do Wisły dyslo- 
kacja, 2 ) zaznaczona słabą fałdą, która lekko wypiętrzyła pokłady dolnej kredy 
w czasach góruokredowych i oligoceńskich. Kierunek tej dyslokacji z pólnoco- 
zachodu na połudn.- wschód jest równoległy do Karpat Wschodnich — można ją 
uważać za dalszy ciąg grzbietu Lwowsko -Tomaszowskiego. 

Wyżyna Lubelska, zbudowana z uwarstwionych pokładów kredowych — 
przeważnie wapniaki, tam zwane „opoką" — i trzeciorzędowych, a mianowicie 
mioceńskich z wyjątkiem części północnej, jest wszędzie przykryta glinką nawia- 
ną, a przez to żyzne gleby lubelskie są dalszym ciągiem proszowskich i sando- 
mierskich, a nawet w południo-wschodnim kącie wyżyny, (okolice 
.... Hrubieszowa), gdzie warunki klimatyczne pozwalają na większe na- 
gromadzenie próchnicy, spotykamy typ czarnoziemu, bardziej zbliżo- 
ny do czarnoziemu stepowego. W niektórych miejscowościach wyżyny, przeważ- 
nie wyżej leżących, gdzie brak glinki nawianej wyłonił opokę, tam wytwory 
zwietrzenia opoki stworzyły t. zw. „borowinę"; jest to gleba, odpowiadająca rę- 
dzinie na lewym brzegu Wisły, a chociaż od czarnoziemu różni się i składem 
i własnościami fizycznemi, jednak stanowi glebę cenną, bo urodzajną. 

Własności fizyczne, a w podrzędnym stopniu i chemiczne glinki nawianej 
(lóssu), a mianowicie: nadzwyczaj drobne ziarno, obok krzemionki obecność krze- 
mianów, pewna ilość węglanu wapnia, drobne ilości gliny i nieobecność gliny 
koloidalnej — są przyczyną rodzajności gleb, powstających na podłożu 
rajo raz gjj^j nawianej. Te same własności glinki nawianej wytwarzają pew- 
ne cechy znamienne powierzchni: gdziekolwiek występuje ta glinka, 
czy to na lewobrzeżnym Górnym Śląsku, w ziemi Proszowskiej lub Sandomier- 

■) Sł Miklaszewski. Gleby Ziem Polskich oraz mapa gleboznawcza Królestwa Polskiego. 
Wydanie 2. 1912 r. 

2 ) J. Siemiradzki. O zjawiskach dyslokacyjnych W Polsce i w krajach przyległych. Kos- 
mos 1889. 



WYŻYNA LUBELSKA. 



45 



skiej, tu na wyżynie Lubelskiej, czy też dalej na wschód na wyżynie Podola 
i Ukrainy, lub aż hen, nad progami Dnieprowemi - - wszędzie krajobraz wy- 
gląda falisto, strumienie i rzeczki głęboko się wrzynają, tworząc prostopadłe zbo- 
cza dolin i jarów. 

Wszędzie na glince nawianej las szpilkowy ustępuje drzewom liściastym, 
śród których dąb i grab, jako najgłębiej sięgające swemi korzeniami, wypierają 
inne drzewa. Żyzna gleba zachęcała do wycięcia lasu i oddania ziemi pod pług, 
a jeżeli nawet gdzie się lasy na tej glebie utrzymały — prawie wyłącznie w miej- 
scach niższych — to zawsze jest to las, poprzerywany polankami. Taki las po- 
siadał znakomite warunki dla początków rolnictwa w czasach przeddziejowych, 
nic też dziwnego, że obszary glinek nawianych odgrywały ważną rolę w dziejach 
rozpostarcia osadnictwa a później i kultury rzeczowej. 



Cwry Świętokrzyskie 






w* 



1 ' ■ Vi' 




1. Obszar paleozoiczny Podola. 2. Obszar pal. gór 
Śto-Krzyskich. 3. Jura. 4 Flisz Karpacki. 5. Za- 
padłość Północno-galicyjsko-wołyńska. 6. Linje dys- 
lokacyjne, aa. Uskok wiślany (Kurdwanów-Zawichost). 
bb. Kowalówka-Smykowce (zachodnia granica dewonu). 
7. Linje dyslokacyjne systemu sudeckiego. 

Rys. 48. Schemat tektoniki zapadłości podkarpackiej. (Pódl. Tesseyre'a). 



Wyżyna Lubelska sięga na wschodzie do rzeki Bugu, dochodząc średniego 
wyniesienia przeszło 200 metrów n. p. m.; najwyżej położoną miejscowością jest 
wychodnia miocenu w Godziszowie 313 metrów. Na północy glinka nawiana się- 
ga do linji łamanej, idącej przez Puławy, Kurów, Markuszów, Lubartów, Łęczna, 
Krasnystaw, Uhanie i Horodło do Bugu, poza którą występują inne utwory lo- 
dowcowe, powierzchnia zaś czasem niedostrzegalnie, a czasem z wyraźną różnicą 
poziomu przechodzi w krainę wielkich dolin. 

Na południu granicę wyżyny Lubelskiej niezupełną tworzą doliny Tanwi 
(do Sanu) i Huczwy (do Bugu), które są rozdzielone pasem wyższym t. zw. grzbie- 



16 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

tem Lwowsko-Tomaszowskim, czyli Roztoczem. Ten grzbiet, stanowiący prze- 
dłużenie wyżyny Podolskiej, posiada kierunek południowo-wschodni i wznosi się 
nad zapadłością Małopolską, tworząc jej północno-wschodnią ścianę (patrz rys. 49). 
Roztocze zawdzięcza swoją postać linji uskokowej, x ) należącej do sudeckiego 
systemu linij dyslokacyjnych, czyli wieku przedkarpackiego (tak samo jak pół- 
nocno-zachodnia ściana omawianej zapadłości powstała przez również starożytny 
uskok). 

Począwszy od wschodniej części Sudetów widzimy, że ich kierunek powta- 
rza się w zniszczonym dzisiaj grzbiecie Dębnicko-Siewierskim, częściowo w wy- 
chodniach triasu, w grzbiecie Częstochowsko-Krakowskim, w kierunku zapadłoś- 
ci rzeki Nidy, w grzbietach gór Śto-Krzyskich i w Roztoczu — spotykamy się 
z tym systemem linij dyslokacyjnych i dalej na południo-wschodzie naszego 
obszaru. 

Wyżyna Lubelska właściwie stanowi część wielkiej płyty Czarnomorskiej, 
do której również zaliczamy wyżynę Podolską, Ukraińską i Wołyń. Cały ten po- 
tężny obszar, razem z równiną Radomską mierzący przeszło 200,000 km. kw., 
posiada pewną cechę wspólną, do pewnego stopnia odróżniającą jego budowę od 
budowy lądu Europy zachodniej. A mianowicie, kraje Europy zachodniej łącz- 
nie z górami Sto Krzyskiemi stanowią obszar górzysty, a nawet równiny tamtejsze 
zwykle posiadają mniej lub więcej złożoną budowę wewnętrzną, gdyż posiadają 
fałdy, uskoki i razem stanowią obszar, zwany przez uczonych niemieckich skibo- 
wym, t. j. składający się z olbrzymich płyt, potrzaskanych i zwykle 

. . . y . nie leżących poziomo; na wschód od gór Śto-Krzyskich i zapadłości 

tektoniczny. -,.,.£ i-n - • u a • ■ u • a 

podkarpackich cała wielka równina wschodnio-europejska posiada 

skały osadowe, mniej lub więcej poziomo leżące. Jest to cecha względna, bo 
sam fakt, że wielka równina wschodnio europejska, parokrotnie zalewana, bywała 
naprzemian dnem morza i lądem, wskazuje, iż musiały się tam odbywać w sko- 
rupie ziemskiej pewne ruchy, zapewne ruchy bardzo powolne, powodujące ła- 
godne wygięcia, jednakże dość znaczne, aby wpływały na wytworzenie dzisiej- 
szych postaci kraju. 

Cała płyta Czarnomorska jest potrzaskana na kilka płatów dość odrębnych, 
a wewnątrz tych płatów jeszcze można odróżniać jednostki drob- 

Płyta nieisze. Najczęściej słabo uwydatnione przyczyny tektoniczne skie- 
czurnomorsks ° 

' rowy wały żłobiące działanie wody w pewną stronę i przez to nie 

tylko wprost, ale i pośrednio wpływały na wytworzenie się obecnego stanu po- 
wierzchni. 

§ 7. Wyżyna Podolska. 

Chociaż wyżyna Czarnomorska stanowi jedną całość, jednak obecność gra- 
nitów w jej wschodniej części nakazuje wyodrębnić z niej wyżynę 
„ y .. : Ukraińską. Część zachodnią, poza wyżyną Lubelską należałoby roz- 

patrywać jako Wołyńsko-Podolską, ale dla ułatwienia opisu wyróż- 
niamy tu dwie ściślej określone krainy. 



') W. Tesseyre. Das palaozoische Horst von Podolien (Beitrage zur Pal. u. Geol. 1903) 
oraz inne prace tego autora. 



WYŻYNA PODOLSKA. 



47 



Wyżyna Podolska zaczyna się na zachodzie doliną Wereszycy. Od półno- 
cy jest ograniczona progiem do 150 metrów wysokości wznoszącym 
się ponad sąsiednią równiną; ten próg — północna krawędź wyżyny p J j " 
Podolskiej — chociaż w głównym zarysie jest pochodzenia tektonicz- 
nego, jednak został wyrzeźbiony działaniem wód nie tylko topniejącego lodowca, 
ale i erozją przedlodowcową. 

Prace W. Tesseyre'go *) wykazały, że ta krawędź — na zachodzie t. zw. Go- 
łogóry, na wschodzie Woroniaki, jak również i dalej na Wołyniu leżące wynio- 
słości Krzemienieckie — stanowi słabo zaznaczony grzbiet — antyklinę. Zdaniem 
J. Smoleńskiego 2 ) obecny stan dość stromej krawędzi zależy od względnie tward- 
szej pokrywy trze- 
ciorzędowej, spo- 
czywającej na 
miększych skałach; 
dawniej ten wy- 
raźny próg denu- 
dacyjny leżał da- 
lej ku północy. 
Cała północno- 
wschodnia część 
wyżyny Podol- 
skiej, pożłobiona 
działaniem wód 
rozpada się na 
gromadę wynios- 
łości, dawniej nie- 
słusznie zwanych 
górami Awratyń- 
skiemi, z pośród 
których wody roz- 
chodzą się do 
trzech znaczniej- 
szych rzek — tu na wschodzie bierze początek Boh, ku północy wody zmierzają 
ku Prypeci, a ku południowi płyną do Dniestru. 

Południowo-Zachodnia krawędź wyżyny Podolskiej jest dalszym ciągiem 
Roztocza, bo też wspólną posiadają przyczynę — uskok ciągnący się na południo- 
wy wschód aż do góry Berdo-Horodyszcze na Pokuciu (rys. 49). Dzisiejsza po- 
stać tej krawędzi jest następstwem erozyjnej działalności górnego Dniestru, a słusz- 
niej jego lewobrzeżnych dopływów. 

Krawędź południowa powstała przez żłobiące działanie samego Dniestru, 
który od Niżniowa aż do Okopów Ś-tej Trójcy (koło ujścia Zbrucza) wrzyna się 
w pokłady, tworzące wyżynę Podolską i odcina od niej Pokucie i Bessarabię. 
Te kraje tylko pozornie są geologicznie dalszym ciągiem Podola, bo w rzeczy 




Rys. 49. Woroniaki. (Fot. J. Konopackiego w zb. P. T. Kr.). 



') W latach 1893-5 drukowane W Kosmosie i Spr. Kom. Fizjogr. Ak. Urn. 
2 ) J. Smoleński. O powstaniu północnej krawędzi podolskiej i o roli morfologicznej młod- 
szych ruchów Podola 1911. 



IN 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



samej omawiana wyżyna posiada w swej budowie pokłady epok starożytnych 
svluru i dewonu oraz mezozoicznych jury i kredy, a z wierzchu ją przykrywają 
pokłady trzeciorzędowe — mioceńskie, wówczas gdy na Pokuciu starożytnych 
utworów niema, a całą głąb pokładów tworzą utwory mioceńskie. 

Za wschodnią granicę wyżyny Podolskiej możemy uznać rzekę Morachwę. 
Część wyżyny Podolskiej, leżącą na zachód od rz. Strypy, nazywają Opolem. 
W takich granicach omawiana wyżyna mierzy koło 36,000 km. kw. i stano- 
wi geograficzną całość, wyraźnie odbijającą od krain ją otaczających. Powierzch- 
nia wyżyny, naogół mniej lub więcej falista, wznosi się — nawet na wschodzie, 
a w tę stronę zlekka opada — do przeszło 300 metrów nad poz. m. — naogół 
ta wyżyna posiada wyraźniejsze pochylenie ku południowi. Najwyższe wzniesie- 
nia — pominąwszy Kamułę (477 m.), blisko krawędzi południowo-zachodniej le- 
żącą, spotykamy 
na północy w Go- 
logórach i Woro- 
niakach — jest to 
szereg wyniosłości 
kopulastych ciąg- 
nących się od źró- 
dłowisk Bugu na 
północo - wschód, 
dochodzących do 
470 metrów wy- 
sokości nad p. m. 
i często tworzą- 
cych północną kra- 
wędź Podola. 

Na północ- 
nym wschodzie — 

Rys. 50. Toltry koło Makowa (w pow. Kamienieckim). J uz właściwie na 

Wołyniu — dalszy 

ciąg Gołogór stanowi dużą pasmową odnogę wyżyny z gromadką 
Wyniosłości , » \ . " ■. , . ir -. . 

Krzemienieckie w y s P owo rozrzuconych wzgórz — są to wyniosłości Krzemienieckie, 

złożone ze skał kredowych, które tu dochodzą do 407 metr. nad 
poz. morza w Górze Zamkowej, powodują upiększenie bliższych i dalszych oko- 
lic tak samo Krzemieńca, jak Poczajowa lub Wiśniowca. 

Na zachód od wyniosłości Krzemienieckich w okolicach Brodów rozpoczy- 
nają się osobliwe wzgórza, czasami urwistą ławą sterczące, czasem zaś stożkami 
kilkudziesięciu metrów wysokości wznoszące się ponad okolicą. Od źródłowisk 
Seretu ciągną się te wzgórza pod ludową nazwą „Tołtry" lub ogól- 
lYl°iodoborv me J sz 3 „Miodobory" na południo-wschód, zlekka ku wschodowi wy- 
giętym łukiem o szerokości 5 — 7 km. na przestrzeni 250 kilometrów 
przez Podkamień (do 446 metrów), Zbaraż, Skałat, Grzymałów, Husiatyn (400 m.), 
Niehin, Maków, Kitajgród (te trzy miejscowości w powiecie Kamienieckim), Cho- 





Rys. 42. Tektonika gór Ś-to Krzyskich. 

1. Ś-to Krzyska fałda antyklinalna. 2. Dywańska. 3. Chęcińska. 4. Zbrzańska. 
5. 6. 7. Dyzlokacje w Bałtawie, Ździechowie i lnowłodzu. 8. Grzbiet Wojczo-Pin- 
czewski. 9. Smotryczewska. 10. Policzkowska. 11. Żaleźnicka fałda antyklinalna. 
a, b, c — drugorzędne fałdy antyklinalne: Bielińsko-Niewachlowska, Marzyska i Ra- 

dowicka (podług D. Sabulewa). 



WYŻYNA PODOLSKA. 



49 



cim i dalej wzdłuż Prutu w Besarabji do Stefaneszti. l ) Miodobory stanowią 
w swera wnętrzu rafę koralową morza trzeciorzędowego, pokrytą wapniakami 
młodszemi, która stosunkowo niewielkiemu uległa zniszczeniu, zachowując często 
wyraźnie stożkową postać atolów; przed 110 laty wzięto je za wygasłe -wulkany, 
jednakże wystarczy uwzględnić materjał — wapień, aby nad tym domysłem dłu- 
żej się nie zastanawiać. 

Krajobraz Opola różni się od właściwego Podola, gdyż postać w kierun- 
ku południkowym, właściwa całej wyżynie, tu zatarła się skutkiem rozwoju dolin 
bocznych, które łącznie z dolinami Wereszycy, Gniłej Lipy i Złotej Lipy rozbiły 
powierzchnię na mnóstwo pagórków, a całości nadały piętno falistości, a czasem 
nawet górzystości. 

Cała wyżyna jest pokrajana licznym szeregiem rzek, dopływów Dniestru, 
które, płynąc z północy na południe, czasami posiadają źródła niezbyt daleko od 
północnej krawędzi. Górny bieg tych rzek zwykle jest dość leniwy i dość płyt- 
kie doliny nie urozmaicają krajobrazu, 
nawet te wody często rozlewają się 
w płytkie stawy, a rzadziej w błota; 
w środkowym dopiero biegu te rzeki 
zagłębiają się, żłobiąc doliny o ścianach 
nieraz dość urwisto spadających — są 
to tak zwane jary podolskie. Każda z tych 
rzek — Lipa, Strypa, Seret, Zbrucz, Smo- 
trycz, Ladawa, Uszyca i inne — im bar 
dziej leży na wschodzie, tern głębiej prze- 
rzyna się w pokładach, a zawsze głębiej, 
niż rzeka sąsiednia od zachodu. Dniestr, 
płynąc ku wschodowi, tak samo prze- 
rzyna coraz starsze pokłady, aż koło 
Jampola doszedł do granitów — tu zja- 
wiają się progi na Dniestrze. Granity 
występują i dalej ku północy na wschod- 
niej krawędzi wyżyny Podolskiej, tworząc zachodnią granicę granitowej płyty 
Ukraińskiej. 

Jeżeli cała powierzchnia wyżyny Podolskiej jest częściowo równa, a najwię- 
cej falista, to jary przedstawiają zupełnie obraz odmienny — tu występuje kraj- 
obraz dolin górskich. Jary posiadają często znaczne wymiary (naprz. rozszerzo- 
na dolina Lanckorońska czyli Laskoruńska — nad Żwańczykiem), a zwykle lewy 
brzeg jaru jest bardziej spadzisty, wówczas gdy prawe zbocze, zwrócone ku wia- 
trom wschodnim, najczęściej posiada postać łagodniej pochyloną. Dno jaru czę- 
sto posiada łąki, łatwo pozwala człowiekowi tworzyć stawy, a daw- 
niej suchsze jary posiadały lasy. Kierunek dolin prostopadły do na Po ^ | u 
kierunku wiatrów przeważających wytwarza w głębi dolin często 
klimat nieco łagodniejszy, niż na sąsiedniej wyżynie, a że jednocześnie na wy- 
żynie bywa dość trudno o wodę, przeto ogromna większość ludności Podola 




Rys. 52. Jar nad Lądową (Podole). 
(Podług fot. K. Kulwiecia). 



') A. Michalski. O gieołogiczeskoj prirodie podolskich Toltr. 1895. 



GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI.- 






POWIERZCHNIA I BUDOWA. 




Rys. 53. Podole. Jar nad Smotryczem. (Fot. K. Kulwiecia). 

Powierzchnia wyżyny, pokryta glinką nawianą, stanów 
czarnoziem, a że glinka nieraz docho- 
dzi do znacznej grubości, więc pomi- 
mo dość obfitych deszczów, już w cza- 
sach najdawniejszych szata leśna na 
południu wyżyny nie była zwarta, lecz 
poprzerywana polanami, a bliżej Mo- 
rachwy las parkowy przechodzi w step, 
bogatsza zaś roślinność drzewiasta 
utrzymała się tylko na dnie, a cza- 
sem i na zboczach jarów. Te warun- 
ki z jednej strony ułatwiały wypas by- 
dła i nawet sprzyjały zjawieniu się rol- 
nictwa, z drugiej jednak strony są- 
siedztwo stepów przez napady koczow- 
ników nie pozwalało na znaczniejsze 
zagęszczenie ludności w dobie wczes- 
nodziejowej. Wprawdzie dane arche- 
ologiczne x ) stwierdzają bardzo staro- 

x ) F. Puławski. Wiadomości o dwu za- 
bytkach bronzowych, znalezionych na Podolu 
(Pam. Fiz. 18B9). 

W. B. Antonowicz. Areheołogiczes- 
kaja karta Wołynskoj gub. 1899. 

Swiasz. E. Sieczynskij. Archeoło- 
giczeskaja karta Podolskoj gub. 1899. (Obie 
mapy drukowane w «Trudy XI archeologiczes- 
kawo Sjezda w Kijewie*). 



zgromadziła się tam 
w jarach na ich dnie 
lub rzadziej — na zbo- 
czach, gdy one są ła- 
godne. 

Do zjawisk, ce- 
chujących Podole, na- 
leżą wertepy; są to 
lejkowate zagłębienia 
mniej lub więcej za- 
równane działaniem 
wody deszczowej — 
one powstały tam 
gdzie na głębokości 
kilkunastu metrów 
zjawiły się zapadliska, 
spowodowane wypłó- 
kaniem skały wapien- 
nej lub rzadziej gipsu. 
i glebę bardzo żyzną — 




Rys. 54. Kopalnia fosforytów w Dżurdżówce 
na Podolu. (Fot. P. T. Kr.). 



W. B. Antonowicz. Archeołogiczeskaja karta Kijewskoj gub. 1895. 



WYŻYNA PODOLSKA. 



51 



źytne zaludnienie, posiadające dość wysoki poziom techniki rzeczowej, pozosta- 
jącej pod niezaprzeczonym wpływem Grecji, a w w. II— IV po Chr. i Rzymu, 
jednak bliskość stepów utrudniała rozwój społeczny. Jedna tylko poważniejsza, 



&"" : " 




jako tako spławna rzeka Dniestr przepływa wzdłuż krawędzi, więc na całość wy- 
żyny wywiera wpływ dość pośredni i nieznaczny, a progi koło Jampola, mnóstwo 
wygięć i kamieni w korycie zmniejszały i bez tego skromne znaczenie Dniestru 



52 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Liczne dopływy Dniestru rozcinają wyżynę na szereg wąskich płatów, roz- 
dzielonych jarami. Jest to postać kraju niedogodna do przeprowadzenia dróg 
i wogóle stosunków międzyludzkich w kierunku równoleżnikowym; nieco lepiej 
się przedstawia możność przeprowadzenia w kierunku południkowym — tu trzy- 
mając się działów wodnych, t. j. miejscowości najsuchszych, niepoprzecinanych 
jarami wtórnemi, napotykało się bądź las, polami przerzedzony — na zachodzie 




_B_ii_n— n- C/r^fl^ca. *v*x/>łwaiuUv &ZGro>wy*& 



&*»» mi 



C&**tvi yr%$Ut 5o&r4*v. 

Rys. 56. Wyżyna Wołyńska, krajobraz poleski i część wyżyny Podolskiej. 



wyżyny, bądź też wyraźny step — na południowym wschodzie. Tu 
Znaczenie dzie- człowiek od czas( 5 w przeddziejowych wytworzył sobie szlaki drogo- 
we _ jednakże dalej ku północy za Wołyniem leżące Polesie z nie- 
zbrodzonemi bagnami, a na południe jar Dniestrowy i za nim bezludne góry 
Czarnohorskie odbierały wartość tym kierunkom połączenia. 

Ogół tych wymienionych warunków geograficznych utrudniał i w kierunku 
południkowym wytworzenie dróg o nieco poważniejszem znaczeniu handlowem, 



WOŁYŃ. 53 

czyli nie mogły się tam ani wytworzyć szlaki ożywionych stosunków w obrębie 
wyżyny Podolskiej, ani też przechodzić przez wyżynę szlaki służące stosunkom 
dalszym, które tak często wpływały dodatnio na krainy przecinane. 

Kraina bardzo bogata pod względem gleby, jest wprost ubogą pod wzglę- 
dem kopalnianym, gdyż poza fosforytami nad Uszycą i dalej na wschód, wydo- 
bywanemi od lat 30 z pokładów kredowych i częściowo sylurskich, żadnych po- 
ważniejszych kopalin przytoczyć nie można. Węgiel — brunatny, a i to w ilo- 
ściach małych. 

Skał wybuchowych, ani krystalicznych — wyjąwszy wschodnie kresy wyży- 
ny — ani nawet głazów narzutowych Podole nie posiada, stąd bicie dróg ulepszo- 
nych nawet dziś napotyka poważne przeszkody; nieliczne kamienie ciosowe — 
trębowelski i nieco rozmaitych wapniaków — nie mogą przeważyć braku innych 
pożytecznych kopalin. 

Te warunki fizjograficzne dostatecznie wyjaśniają, dlaczego Kijów łączył się 
z Krakowem przez Wołyń, obchodząc Podole, lub dlaczego nad Dniestrem Ha- 
licz mógł rozwinąć swą niezależność od Kijowa, a bogata między niemi leżąca 
kraina była dziejowo bierna. 



§ 8. Wołyń. 

Na wschód od Bugu, na północ od krawędzi wyżyny Podolskiej leży wy- 
żyna Wołyńska; ona ciągnie się na północy do granicy Polesia, t. j. do linji, idą- 
cej z półn.-zach.-zachodu na południo-wsch. -wschód od Bugu przez 
Uściguł, Włodzimierz- Wołyński, na północ od Łucka, przez Ołykę, Wołyń. 
na północ od Równego aż do rzeczki Korczyka, nad którym wy- 
chodnie granitów, idące na południe przez Szepietówkę i Starokonstantynów, two- 
rzą wschodnią granicę Wołynia i Podola. 

Granica między Polesiem a Wołyniem prawie wszędzie jest widoczna w kszał- 
cie progu kilka lub kilkanaście metrów mierzącego, jeżeli zaś nawet jest dla oka 
mniej zauważalna, to zaznacza ją wyraźna różnica gleby i roślinności. 

Niski i piaszczysty krajobraz poleski od wschodu przez Sławutę i Szepie- 
tówkę rozpościera się na zachód w głąb krajobrazu wołyńsko-podolskiego (patrz 
rys. 54 i 55), tworząc nizinę — na jej północno-zachodnim krańcu leży Ostróg, 
to też można ją nazwać Sławucko-Ostroską. Ta nizina dalej na zachód wzdłuż 
rzeki Zbytenki łączy się wąskim nizinnym pasem z niziną Krzemieniecko-Du- 
bieńską, przez G. Ossowskiego, zwaną Małem Polesiem, która ciągnie się nad Ikwą 
i tworzy wschodnie zakończenie niziny górnego Bugu. 

Krajobraz wołyński, leżący na północ od tego nizinnego pasa, we wschod- 
niej części jest rozbity rozgałęzieniami tych nizin na kilka mniejszych płatów 
wyżynnych, wyspowo wznoszących się nad rozszerzonemi dolinami Ikwy, Hory- 
nia, Stubły, Ujścia i Swypi. Cała wyżyna Wołyńska jest zbudowana z pokładów 
kredowych i czasem trzeciorzędowych leżących przeważnie prawie poziomo lub 
posiadających słaby upad ku połudn. -wschodowi; tylko płat wyżyny, leżący mię- 
dzy Ikwą i Styrem koło Pełczy, posiada budowę bardziej złożoną, gdyż tu uczest- 
niczą w budowie i starsze utwory geologiczne, a również i tektonika jest bardziej 



54 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



złożona. Cechą, wybitnie wyróżniającą krajobraz wołyńsko-podolski od pole- 
skiego, jest obecność gliny nawianej. 

Granica od Polesia jest pochodzenia tektonicznego — na wschodzie oma- 
wianego obszaru również przyczyna tektoniczna sprawiła wysunięcie krajobrazu 
poleskiego ku południowi, gdyż tu krajobraz poleski spoczywa na trójkątnej za- 
padłości Rówieńskiej, której wschodnia krawędź idzie nad Korczykiem do Sła- 
wuly i Zaslawia. *) Stąd krawędź zachodnia półkolem zawraca na północo-za- 
chód; dolina Horynia przez Ostróg, Chórów aż do okolic Równego mniej więcej 
odpowiada linji dyslokacyjnej. 

Ta zapadłość sięga czasów górnej kredy, a mianowicie końca senonu i po- 
czątków turonu; tworzeniu się uskoków towarzyszyły wylewy lawy, które w oko- 




Rys. 57. Rzeka Slucz koło Zwiahla (Fot. P. T. Kr.). 

licach Rerestowca. Złaźna i Policy dałyp oczątek bazaltom (słuszniej anamezy- 
tom). Chociaż te skały wybuchowe krajobrazowo nie posiadają znaczenia, jed- 
nak w przyszłości, kiedy głazy narzutowe moren czołowych na sąsiedniem Pole- 
siu ulegną wyczerpaniu, nabiorą dużego znaczenia gospodarczego jako materjał 
na drogi i kamień ciosowy. 

ile nizina właściwego Polesia jest pochodzenia tektonicznego, o tyle Małe 

Polesie z niziną Sławucko Ostroską i drobniejszemi nizinami nad- 
Małe Polesie, rzecznemi wskazują na żłobienie wód w czasach końcowo-trzecio- 

rzędowych, w każdym razie przedlodowcowych, a wody topniejące- 
go lodowca mogły te niziny rozszerzyć, pogłębić i zapiaszczyć. 



') W. D. Łaskarew. 
Rok 1915. 



Obszczaja geotogiczeskaja karta Jewropejskoj Rossji. List 17. 



WOŁYŃ. 



55 



Drogi, przechodzące przez Wołyń, chętnie mijały wyżynę, od północy kie- 
rując się południową krawędzią Polesia, albo od południa kierując się niziną nad- 
zbyteńską (Krzemieniec-Ostróg), również i w kierunku południkowym drogi trzy- 
mały się doliny Ikwy i Horynia. Ta okoliczność, przypominająca warunki gór- 
skie poniekąd, wskazu- 
je na odrębną rolę Wo- 
łynia od wyżyny Po- 
dolskiej, gdzie drogi nie- 
wolniczo trzymały się 
działów wodnych. Jed- 
nakże i tu wewnątrz 
płatów wyżynowych 
charakter płaskowyżu 
rządził kierunkiem dróg 
miejscowego przezna- 
czenia. Kolej od Rów- 
nego do Zdołbunowa, 
trzymająca się doliny 
czyni zakręt skądinąd 
niezrozumiały, ale wa- 
runki powierzchni wska- 
zały ten kierunek, tak 
samo jak dalej na 
wschód do Cudnowa 
lub na południowy za- 
chód do Radziwiłowa. 
gdyż doliny śród pła 
tów wyżynnych dykto- 
wały kierunek najdo- 
godniejszy. 

W czasach przed- 
dziejowych najprawdo 
podobniej w epoce pa- 
leolitycznej człowiek na 
Wołyniu nie mieszkał, 
zjawia się dopiero 
w późnym neolicie, ale 
też szybko dochodzi 
do względnej gęstości, 
a mianowicie zjawia się 
na wyżynach, głównie 
na krawędziach, tam 
gdzie łatwość otrzymania wody łączyła się z obronnością miejsca i gdzie była 
obfitość krzemienia, którego liczne buły, wypłókane z pokładów kredowych, sta- 
nowiły pewnego rodzaju bogactwo kopalne. Najwięcej stacyj krzemiennych zna- 
leziono na krawędziach silnie rozczłonkowanych płatów wyżynnych, gdzie obec- 
nie zbiegają się powiaty Dubieński, Ostroski i Krzemieniecki. 




5(5 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Gdy wyżyna Wołynia na podłożu gliny nawianej posiada znakomite gleby 
czarnoziemne, to krajobraz poleski ze swemi piaskami dotychczas posiada sporo 
lasów sosnowych. Czarnoziem przyciągał ludność i osadnictwo już 
Krajobraz \jjęło w swe posiadanie wyżynę, wówczas kiedy nizinny krajobraz 
a Wołyński je szcze pozostawał pustkowiem, to też w końcu XVI wieku na po- 
szczególnych wyżynach Wołynia już istniała mozaika *) włości pry- 
watnych większych i mniejszych, przeplatana dobrami narodowemi i nadaniami 
duchowieństwa obu obrządków, wówczas gdy na nizinie Sławucko-Ostroskiej lub 
na Małem Polesiu widzimy prawie wyłącznie olbrzymie dobra książąt Ruryko- 
wiczów lub Giedyminowiczów. 




Rys. 59. Rzeka Teterów pod Żytomierzem. (Ze zb. P. T. Kr.). 



Na wschodzie i południowym wschodzie Wołynia spotykamy szereg wy- 
chodni skał krystalicznych, tu bowiem, jak i na wschodzie Podola, występuje za- 
chodnia krawędź granitowej płyty Ukraińskiej. Wychodnie granitu znajdujemy 
w pow. Rówieńskim (Rudnia, Ludwipol), Zwiahelskim (na połudn.-zachód od 
Korca), Zasławskim (Szepietówka), koło Starokonstantynowa, w powiecie Laty- 
czowskim (Międzybórz) koło Baru aż do Wiszniowa nad Dniestrem — te miej- 
scowości mniej więcej zaznaczają bieg Słuczy, jej dopływu Korczyka i Bohu. 
Można przypuszczać i dalszy ciąg tych granitów dalej na zachód, 2 ) lecz są one 
przykryte potężnemi warstwami skał osadowych. 



') Al. Jabłonowski Atlas historyczny. Ziemie Ruskie Rzeczypospolitej. Arkusz 6. 1901. 
2 ) W. D. Łaskarew. Zamietki po woprosu o tiektonikie jużnoruskoj kristaliczeskoj płosz- 
czadi. 1905. 



PŁYTA UKRAIŃSKA. 57 



§ 9. Płyta Ukraińska. 

Na wschód od powyżej zaznaczonych miejscowości leży tak zwana granito- 
wa Płyta Ukraińska — pas szerokości 270—320 ki., ciągnący się na południo-wschód 
aż, hen, ku morzu Azowskiemu. Północna granica płyty idzie mniej 
więcej wzdłuż równoleżnika 51°30' szer. półn.; zachodnia od zetknie- ... y. a . 
cia się z Dniestrem dąży dalej wzdłuż tej rzeki aż do 48° szerokości, 
a dalej ku wschodowi przecina Boh, Inhuł, Inhulec i Dniepr między 47° a 48°. 
Wschodnia granica płyty biegnie naogół z północo-zachodu na południo-wschód 
z pewnym nieznacznym łukiem, skierowanym na południo-zachód; począwszy od 
Owrucza, ta granica idzie przez Radomyśl, Brusiłów, Białocerkiew, Bohusław, Ho- 
rodyszcze do Czehrynia, aby kolo Krylowa pod 49° szer. przeciąć Dniepr i prze- 
cinać dolne biegi dopływów lewobrzeżnych. Jest to obraz odmienny od tego, co 
istnieje na prawym brzegu, tam dopływy, jak Teterów lub Roś, zaczynają się na 
płycie krystalicznej, aby dolnym biegiem płynąć po młodszych pokładach nawar- 
stwionych. 

Sam Dniepr już od Kaniowa przybiera kierunek południowo-wschodni, gdyż 
od zachodu jest odpychany przez płytę, jednakże gdy krawędź płyty stopniowo 
się obniża, to wreszcie wody potężnej rzeki wdzierają się na płytę 
(patrz mapkę rys. 58) i dalej żłobią w niej swe koryto — są to owe r/ -9 ' 
słynne porohy Dnieprowe. W budowie płyty uczestniczą głębsze 
masy granitowe (hyperstenowe, syjenitowe i inne), pofałdowane jeszcze w czasach 
przedkambryjskich *) i wysoce zmetamorfizowane. Te starożytne granity po swem 
sfałdowaniu uległy zniszczeniu i wyrównaniu, a na nich spoczywają młodsze gra- 
nity, między któremi odmiana rappakiwi wyraźnie przypomina granitową płytę 
finlandską; ta młodsza serja granitów jest zaliczana do piętra jotnijskiego w al- 
gonkianie. 

Oprócz granitów, granititów i w mniejszej mierze innych skał krystalicznych 
(jak naprz. wielce ceniony w ozdobnem budownictwie labradoryt, wydobywany 
koło Kamiennego Brodu, Horodyszcza i in.) w budowie płyty ukraińskiej ucze- 
stniczą gnejsy, a w niektórych miejscowościach — szczególniej w częściach połu- 
dniowych płyty — istnieją i łupki krystaliczne. Niezależnie od tych skał krysta- 
licznych liczne skały wybuchowe różnego wieku przerzynają płytę w różnych 
kierunkach. Powierzchnia skał krystalicznych jest dość falista, naprz. w trójką- 
cie Boh-Jatryń-Siniucha różnice poziomu granitu dochodzą do 120 metrów, a wy- 
jątkowo nawet do 160, co jednak w krajobrazie ukraińskim nie odzwierciedla 
się wyraźnie, gdyż w wielu miejscach jest przykryta pokładami osadowemi, które 
leżą poziomo, lub prawie poziomo, a to wszystko jest przykryte wszędzie poza 
dolinami rzecznemi zwałami nieuwarstwionej glinki nawianej; wychodnie skał kry- 
stalicznych i wybuchowych, pospolicie występujące w dnach, a czasami i zboczach 
dolin rzecznych, na działach występują na powierzchnię tylko wyjątkowo. 

Wyżej wymienione granice płyty są w rzeczywistości krawędziami tektonicz- 
nemi — cała płyta jest to jak gdyby olbrzymi płat skorupy ziemskiej, otoczony 

l ) W- J. Łuczyckij. Rappakiwi Kijewskoj gub. i pryrody jewo soprowożdajuszczyja. 1911. 






POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Rzeki 
na Ukrainie. 



dokoła uskokami, czasem szeregiem uskoków schodkowych, przyczem krawędź 
może być rozmaicie powyginana. 

Południowo-wschodnia część płyty posiada wgłębienie, można przypuszczać, 
że wzdłuż południków Wierchnie-Dnieprowska i Bazawłuku istnieją linje uskoko- 
we lub pęknięcia połączone z wygięciem, które stwarzają obniżenie, zapełnione 
osadami geologicznie młodszemi — tylko istnienie tego obniżenia pozwoliło Dnie- 
prowi wkroczyć na płytę i poprzez porohy przebyć ją, inaczej bowiem wody 
Dniepru mogłyby dosięgnąć morza dopiero znacznie dalej na południo -wschód 
razem z ujściem Donu. 

Wyżyna Ukraińska stanowi na północy wyniesienie około 250 metr. nad 
poz. m., które stopniowo opada ku południowi do 150 m. 

Cała powierzchnia wyżyny Ukraińskiej posiada rzeki, przepełnione porohami 
i skałami, co odbija się na nieużyteczności Bohu, również lnhułu 
i Inhulca ku wszelkim celom spławnym; również następstwem tej sa- 
mej przyczyny są porohy Jampolskie na Dniestrze. Dniepr posiada 

przeszło 70-cio- 
kilometro wy od- 
cinek, napełnio- 
ny porohami i 
skalistemi wy- 
spami. 

Dość znacz- 
ne spadki po- 
mniejszych rze- 
czek człowiek 
stara się wyzy- 
skać do celów 
technicznych — 
dotychczas stale 
jeszcze w spo- 
sób dość prosta- 
czy. Ta dążność 
do wyzyskania 
spadków stwo- 
rzyła na wyży- 
nie Ukraińskiej, tak samo i na Podolskiej, mnóstwo stawów, co jest nawet cechą 
krajobrazową. 

Poważnych bogactw mineralnych cała wyżyna Czarnomorska nie posiada: 
Bogactwo oprócz już wspomnianych na Podolu fosforytów w dorzeczu Uszycy, 
kopalne w licznych miejscach Ukrainy i Wołynia gliny szlachetniejsze (ognio- 
U krainy, trwałe i nawet porcelanowe), wapniaki i małe ilości nieosobliwego 
węgla koło Kaniowa wyczerpują listę kopalin pożytecznych. Nie bez znaczenia 
dla Ukrainy jest obfitość skał krystalicznych i wybuchowych, których obecność 
powinna ułatwić przeprowadzenie gościńców bitych. Jest to rzecz niezmiernie 
ważna, bo kraj, pokryty glinką nawianą i na niej rozwiniętym czarnoziemem, po- 
siada uciążliwe drogi. Obfitość jarów o błotnistem dnie i roztopy wiosenne na- 




Rys 60. Rzeka Roś pod Białocerkwią. (Fot. P. Niedzielskiego ze zb. P. T. Kr.). 



P Ł Y T A U K R A I Ń S K A. 59 

kazywałyby korzystać ze znakomitego materjału, dotychczas jednak najbogatsza 
i najludniejsza okolica, gub. Kijowska, posiada zaledwie 514 km. gościńców bitych 
i brukowanych, co wynosi ledwie 10 metrów na km. kw. 

Największem bogactwem całej wyżyny Czarnomorskiej jest jej gleba, a mia- 
nowicie bogaty w próchnicę czarnoziem, co jest następstwem warunków geolo- 
gicznych—glinki nawianej i klimatycznych. Już na lewym brzegu Bugu w Hru- 
bieszowskiem rozpoczynają się rzeczywiste gleby czarnoziemne, ale dopiero na 
Wołyniu zawartość próchnicy znakomicie wzrasta i cały obszar wyżyny Czarno- 
morskiej jest głośny ze swej rodzajności. Wyjątek stanowią okolice 
niżej położone, bardziej błotniste i piaszczyste, jak naprzykład „ ' aj . raz 
odnogi krajobrazu poleskiego na Wołyniu, nizina między Latyczo- 
wem a Litynem, czasami otrzymująca nazwę Podolskiego Polesia, nizina Lasko- 
ruńska (Lanckorońska), idąca od Zbrucza aż za Żwańczyk, lub też bliżej Dnie- 
pru w dorzeczu Taśminy leżące bagna Irdyńskie i Dyżewskie. Te wyliczone 
niziny jak i wiele pomniejszych zawdzięczają swe powstanie erozji jeszcze przed- 
lodowcowej. 

W czasach klimatu suchego, t. j. w czasach osadzania się glinki nawianej, 
obniżenia powierzchni były pogrzebane pod ową glinką, lecz działanie wód bie- 
żących w okresie polodowcowym, bliższym do nas, dostosowywało się do warun- 
ków odporności miękkiej glinki i rzeźby kraju dawniejszej, przez co zniosło glinkę 
nawianą z dawniejszych nizin, tworząc obecne szmaty krajobrazu poleskiego niskie, 
piaszczyste i często błotniste wśród krajobrazu gliny nawianej. 

Posuwając się ku morzu Czarnemu, spotykamy niski pas nadbrzeżny — nizi- 
nę Czarnomorską czyli Pontyjską; geologiczna granica jest tu dość wyraźna, jednak 
między wyżyną Czarnomorską a niziną powierzchnia przeważnie obniża się stop- 
niowo i przejście jest prawie niezauważalne. Tu rzeki w swym dolnym biegu 
już nie posiadają porohów. Na powierzchnię rzadko występują czerwono-bru- 
natne gliny, gdyż najczęściej są one pokryte glinką nawianą 1 ). 

Prawa, rządzące wielkiemi ruchami mas powietrznych, sprawiają, 

Nizin?) 

że bliskość morza nie przeszkadza znacznej suchości klimatu na ca- r . 

łej nizinie Pontyjskiej; zależnie od nikłego wyniesienia nad poziom 
morza ta nizina posiada małe opady atmosferyczne, a jednocześnie latem klimat 
lądowy wywołuje ogromne wyparowanie. Jest to szczery step, poza dolinami 
wszelkich drzew pozbawiony. W takich warunkach rzeki drobniejsze nie docho- 
dzą do samego morza, lecz w swych obszernych dolinach — dowód, że kiedyś, 
w epoce lodowcowej niosły wody bez porównania więcej — są zamknięte: od mo- 
rza każdą dolinę oddziela peresyp— to, co na Bałtyku nazywamy mierzeją. Fala 
morska nagromadziła piasek przy ujściu nikłej rzeczki, aż wreszcie, odgrodziwszy 
jej ujście od morza, zgórowała w rzeczce poziom wody, która, rozszerzając się, 
wytworzyła wydłużone jezioro tak znaczne, że jego powierzchnia okazuje się wystar- 
czającą, aby mogła odparować roczny opad atmosferyczny, tu nagromadzony z całego 
dorzecza. Stopniowo peresyp stawał się trwalszym, nie przewyższając jednego me- 
tra nad poziom morza, natomiast owo jezioro zamknięte zczasem musiało się 
stać bardzo słone, a powierzchnia jego po latach gorących opada nawet o 3—5 



J. Lewiński. Z morfologji i geologji stepów czarnomorskich. 1916. 



(JO POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

metrów niżej sąsiedniego morza. Są to t. zw. limany: x ) Chadżybejski, Kujalnicki, 
Berezański, Suchy, Tiligulski, Mołocznyj, Mijus— najbardziej znane, których zawar- 
tość różnych stali starają się wyzyskać do celów leczniczych, jak również z nich 
otrzymują sól kuchenną. 

Kierując się ku morzu, limany rozrywają powierzchnię na szereg odcinków 

wydłużonych i tylko na grzbietach tych odcinków człowiek posiada 

najlepsze warunki do przeprowadzenia dróg. Międz3 r Dniestrem 

a Bohem, którego liman łączy się z limanem Dniestru, rachują do sześćdziesięciu 

limanów dłuższych i krótszych. 

Słoność wody, a czasem i gleby, odstraszała człowieka, to też dawniej była 
to pustka gorsza od stepu, leżącego nieco dalej od morza i tylko w miejscowo- 
ściach posiadających wodę do picia człowiek mógł się utrzymać i gromadzić. 

Na północnym wschodzie stepów, owych „Dzikich Pól" nad Inhulcem i Sa- 
ksaganiem, istnieje potężne bogactwo rud żelaznych, a mianowicie hematyt, często 
zawierający 60— 66°/ czystego żelaza, znajduje się w olbrzymich gniazdach, roz- 
rzuconych śród łupków krystalicznych w południowych częściach płyty granito- 
wej. Zużytkowanie tego bogactwa datuje się niespełna od lat czterdziestu. 



§ 10. Wpływ lodowca na powierzchnię kraju. 

W ziemiach, leżących na południu omawianego obszaru, nieraz spotykaliśmy 
się ze skutkami olbrzymiego niegdyś zlodowacenia; najczęściej widzieliśmy, jak 
glinka nawiana wytwarza postaci sobie właściwe, pokrywając, albo wprost za- 
grzebując pod sobą uprzednio istniejącą rzeźbę kraju. Kiedy wypada nam się 
przesunąć ku północy, to wchodzimy w obszary, gdzie lodowiec był najważniej- 
szym czynnikiem, kształtującym postać powierzchni 2 ). To zjawisko, które po 
epoce trzeciorzędowej rozpostarło się — nie mówiąc o Ameryce — na cały północny 
zachód i środek Europy, przez czas swego trwania wywierało wpływ przeważnie 
niwelujący, jednakże i odwrotnie umiało wytwarzać nowe nierówności gruntu, 
jako to moreny czołowe, doliny rzeczne i wgłębienia jeziorne. 

Wielki lodowiec, spływając ze Skandynawji i Finlandji na ziemie przez nas 
omawiane, kształtował postać powierzchni wielorako: 1) zrównywał wyniosłości, 
gdy były zbudowane z miękkich skał, zdzierał i zabierał ze sobą 
lodowe §l eD C * wytwory wietrzenia, 2) zasypywał dawniejsze doliny i wklę- 
słości materjałem tuż obok zabranym tak samo, jak i przyniesionym 
z dalekiej północy, 3) pokrywał powierzchnię materjałem kruchym, t. zw. mo- 
reną denną, oraz 4) w czasach swego cofania się zatrzymywał się dłużej w pe- 
wnych miejscach i tam gromadziły się potężne wały— moreny czołowe, które po- 
trafiły skupiać materjał, przyciągnięty pod lodowcem aż do grubości przeszło 140 
i nawet 150 metrów, czego przykłady stwierdzają wiercenia na Pomorzu i na 
Pojezierzu Pruskiem. 



') N. Sokołów. O proischożdienji limanów Jużnoj Rossji. 1895. 

2 ) K. Krajewski. Okres dyluwjalny i wpływ jego na oro-hydrografję W. Ks. Poznań- 
skego. 1905. 



WPŁYW LODOWCA NA POWIERZCHNIĘ. 



61 



Żeby zrozumieć i opisać powierzchnię przeważnej części ziem dawnej Pol- 
ski, nie wystarcza uwzględnić działanie lodowca, lecz należy zwrócić uwagę na 
stan powierzchni przed epoką lodowcową, t. j. w końcu trzeciorzędu, oraz musi- 
my uprzytomnić sobie wpływy polodowcowe, w czem należy odróżnić: 1) dzia 




3 
en 



c 
>» 

•N 

C3 
C 
N 



ca 
a. 



(fi 
>> 

OS 



łanie wód topniejącego lodowca, t. zw. zjawiska fluwjoglacjalne, 2) przenoszenie 
miałkiego materjału przez powietrze, 3) żłobiące działanie wody w czasach pó- 
źniejszych łącznie z zamuleniem jezior i dolnych części dolin rzecznych i wresz- 
cie 4) późniejsze ruchy skorupy ziemskiej. 



62 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Rzeźba kraju, rozpatrywana w najgrubszych zarysach, przed epoką lodowco- 
wą była dość podobna do dzisiejszej, z tą różnicą, że cały kraj był wyniesiony 
ponad poz. morza daleko mniej niż obecnie, a nawet częściowo to, 
Postać kraju co w ówczas było płytkiem morzem przybrzeżnem, dziś stanowi ląd. 
pr ' e Potężne błota Polesia wówczas zapewne stanowiły płaski ląd, może 
częściowo płytkie jeziorka, a zapadłość tektoniczna — przyczyna owych 
jeziorek, dotykała do wyżyny Wołynia i krystalicznej płyty Ukraińskiej; ku pół- 
nocy starsze pokłady geologiczne bardzo stopniowo wychylały się na powierzchnię. 
Na zachodzie omawianych ziem, również i w krajach przyległych głębokie wier- 
cenia stwierdziły x ), że cały prawie dzisiejszy Brandenburg i w znacznej części 
Pomorze były w epoce, poprzedzającej lodowcową, płytkiem morzem; również 
przy ujściu dzisiejszej Wisły istniała głęboko wrzynająca się zatoka, a między uj- 




Rys. 62. Morena czołowa na Pomorzu (widok od strony południowej). 



ściem Odry i Niemna brzeg morski leżał znacznie bardziej ku południowi aniżeli 
dziś. Cała Wielkopolska i kraje na wschód leżące były lądem mniej aniżeli dzi- 
siaj nad poziom morza wyniesionym, od północy zaś istniał nieco wyżej wynie- 
siony próg, będący podstawą dzisiejszej wyżyny (pojezierza) Pomorskiej i Pruskiej. 
Lodowiec, spływając ze Skandynawji, zapełnił morze, a wdzierając się na 
ów próg, na południu od Bałtyku rozciągniony, musiał częściowo niszczyć pół- 
nocną krawędź pokładów trzeciorzędowych, ale w daleko większym stopniu przed 
tą krawędzią musiał pozostawić materjał pod sobą ciągniony — swą morenę denną; 
stąd pochodzi, że utwory epoki lodowcowej wszędzie zaległy południowe wy- 
brzeża Bałtyku od Jutlandji aż do Kurlandji. Dawniejszy zrąb trzeciorzędowy, 



l ) F. Wahnschaffe. Die Oberflachengestaltung des norddeutschen Flachandes. 3 W. 1909. 



WPŁYW LODOWCA NA POWIERZCHNIĘ. 63 

a dalej na wschód — nad Niemnem środkowym i górnym — kredowy były podsta- 
wą, na której zwały morenowe obficiej się nagromadziły. 

Część wyżyny Bałtyckiej, zwana Pojezierzem Pruskiem (Mazurskiem). na po- 
łudniu stopniowo się obniżając, dochodzi aż do Wisły i tu tworzy wyniosły pra- 
wy jej brzeg między ujściem Bugo-Narwi a ujściem Drwęcy; tu potężne utwory 
lodowcowe pokrywają trzeciorzęd, który czasami występuje w przekrojach dolin 
rzecznych, jak naprz. w okolicach Płocka lub Dobrzynia nad Wisłą. Toż samo 
nad Niemnem, przypuszczalnie i nad Wilją południowa część wielkiej litewskiej 
podkowy morenowej, czyli wyżyna Lidzka i Oszmiańska, dzieląca wody Wilji od 
górnego Niemna, jak również wyżyna Nowogródzka (patrz rys. 61) mają podsta- 
wę z utworów starszych — trzeciorzędowych lub kredowych, na których nagroma- 
dzone zwały lodowcowe wytworzyły dzisiejsze garby powierzchni. 

Kiedy lodowiec nasuwał się, to ciągnął pod sobą różnorodny materjał prze- 
ważnie zmielony, a częściowo i grubszy, lecz zwykle dobrze przemieszany— jego 
nagromadzenie stanowi morenę denną. 

Kiedy krawędź lodowca przez czas dłuższy zatrzymywała się na miejscu, to 
wahania jego zasiągu co rok spychały morenę denną ku krawędzi, tworząc wał 
złożony z piasku, zaokrąglonych brył, brył 
krystalicznych, rzadziej osadowych, jak ró- 
wnież z glin, iłów i margli. Te wały, nie- 
raz bardzo pokaźnych dochodzące wy- 
miarów — moreny czołowe, podlegały dzia- 
łaniu wód, spływających z kra- 

, . . . i-i • Morena denna 

wędzi i z powierzchni topnie- . . 
. * r v i czołowa. 

jącego lodowca; wody wy- 

płókiwały materjał drobniejszy, unosząc 

go dalej od czoła lodowca— stąd zwykle 

morena czołowa składa się z piasków Rys. 63. Morena czołowa w Łomżyńskiem. 

z dużą zawartością głazów, a gliny i mar- (Podt. fot. F. Rutkowskiego). 

gle podrzędne zajmują miejsce. 

Od północy do takich moren przylega morena denna złożona z tego samego 
materjału, lecz o większej zawartości glin, iłów i margli, co stanowi dobrą pod- 
stawę naturalną dla rodzajnej gleby, jak naprz. ziemie czarne na Kujawach, na 
Żmudzi i t. d. Na południe od moren czołowych, na Litwie czasem na południo- 
wy wschód, słowem w kierunku posuwania się lodowca spotykamy zwały im bli- 
żej moreny czołowej tem bogatsze w głazy, żwir i piasek. Są to zandry geolo- 
gów niemieckich, krainy nieurodzajne, najczęściej rzadką jedynie pokryte sośni- 
ną lub wrzosami— wybitnym przykładem takiej krainy może być puszcza Tuchol- 
ska w Prusach Królewskich, a do pewnego stopnia Jańsborska w Książęcych lub 
dalszy jej ciąg na południu puszcza Kurpiowska w Łomżyńskiem. Te kamieniste 
i piaszczyste obszary nieurodzajne można w mniejszych lub większych płatach 
napotkać wszędzie, gdzie tylko istnieją moreny czołowe, największym zaś takim 
obszarem zandrowym jest Polesie (rys. 55). 

Jeżeli wały moreny czołowej parokrotnie się powtarzają w dość 
bliskiej odległości, to powstają między niemi wklęsłości, czasem dość . . 
znaczne, które w naszym klimacie— opad atmosferyczny większy od 




64 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



możliwej wyparowalności — muszą się wypełnić wodą, tworząc jeziora. Zwykle 
cały ten tak zwany krajobraz moreny czołowej posiada jezior dużo o kształtach 
bardzo nieregularnych, rzadziej wydłużonych. 

Dalej na południe od moreny czołowej zawartość głazów i grubszego pia- 
sku stopniowo się zmniejsza, zwiększa się natomiast zawartość glin, marglów 
i wreszcie najsubtelniejszych iłów. Na krańcach rozpostarcia lodowca w epoce 
jego cofania się następował kolejno okres tundrowy, a później stepowy — wówczas 
wiatr przewiał wysuszony ił z najdrobniejszym pyłem piaskowym i stworzył t. zw. 
glinkę nawianą (lóss), utwór już znany u podnóża Sudetów, a na lewym brzegu 
Odry w Głupczyckiem występujący jednolicie na znaczniejszej przestrzeni. Na 
prawym brzegu między Kłodnicą a Małopanwią, nad Przemszą Białą (odosobnio- 
nym płatem na północ od Sławkowa), tak samo jak na wschód od Złotego Po- 




Rys. 64. Jezioro Wigierskie, Widok na wieś Gawrychy, jeziorko Czarne i Wigierki. 

(Fot. K. Kulwiecia). 



toku, glinka występuje bardzo wyraźnie, a dalej rozpocząwszy się na wyżynie 
Ojcowskiej na południo-wschód od Olkusza ciągnie się na wschód, zrzadka prze- 
rywana wychodniami starszych utworów geologicznych, a częściej dolinnemi naj- 
młodszemi napływami rzek (aluwiami) przez Proszowskie i Sandomierskie, t. j. 
pokrywając południe wyżyny Małopolskiej między górami Sto-Krzyskiemi a Wi- 
słą. Dalej na wschód i południo-wschód glinka nawiana pokrywa większą część 
wyżyny Lubelskiej, południe Wołynia, Podola, południową część Ukrainy, okoli- 
ce porohów Dnieprowych ^i dalej kraje, leżące na lewym brzegu Dniepru. Ten 
sam utwór pokrywa też i podgórza Beskidów. 

Granica najdalszego rozpostarcia lodowca czyli pierwszego zlodo- 
lodowca wacema biegnie podnóżem Sudetów, wciska się ku południowi w Bra- 
mę Morawską, a dalej obejmuje od południa Cieszyn, od północy 



WPŁYW LODOWCA NA POWIERZCHNIĘ. 



65 



Białą, i zaznaczona jest wzdłuż brzegu l ) Karpackiego poza Dniestr, aby stąd, nie 
dochodząc Lwowa, skręcić na północo-wschód, a na Wołyniu przeciąć Styr nie- 
co na północ od Łucka i kieruje się na wschód, zlekka zwracając się ku połu- 
dniowi; od Żytomierza do przecięcia z Irpeniem idzie wprost na wschód i stąd 




Rys, 65. Głazy narzutowe kolo Przedborza (Fot. p, Liszewskiego w zb. P. T. Kr.). 

odchyla się nieco ku południowi, przybliżając się do Dniepru, który przecina 
dopiero na północ od porohów. Na Zadnieprzu ta granica wkrótce zagina się 
ku północo-wschodowi, aby później wprost skierować się na północ. Widzimy, 



l ) Bryły granitu północnego w Beskidzie znaleziono przeszło 400 m. nad poziom morza. 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 5 



66 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



że glinka nawiana na zachodzie obszaru mniej więcej trzyma się granicy pierw- 
szego zlodowacenia, na wschodzie zaś znacznie przekroczyła tę granicę ku po- 
łudniowi, wskazując na przeważający kierunek wiatrów w suchszej, stepowej od- 
mianie klimatu, która tu istniała do ustąpienia lodowca. (Utwór, przypominający 
glinkę nawianą, opisany w odosobnionym płacie na południo-wschodzie wyżyny 
Nowogrodzkiej, nie jest rzeczywistą glinką pochodzenia eolicznego). 

W czasie cofania się, lodowiec pozostawiał po sobie zwały lodowcowe, na- 
gromadzone w wyniosłe wały, lub szeregi wałów, gdy się w cofaniu zatrzymywał; 
pozostawiał moreny denne, gdy znikanie lodowca następowało szybko. Doszedł- 
szy do Kurlandji, szeroki lodowiec po raz drugi posunął się ku południowi, 




Rys. 66. Olbrzymi głaz koło Szauliszek. (Fot. P. T. Kr.). 

i tym razem najdalszy zakres jego rozpostarcia był mniejszy: pokrywał Wielko- 
polskę i północną część Śląska, dalej dochodził do podnóża gór Sto-Krzyskich. 
Czy grzbiet w czasie pierwszego zlodowacenia sterczał ponad skorupą lodową na 
wzór dzisiejszych nunataków grenlandzkich, o to długo się spierano, i naogół śród 
geologów przeważało zdanie, że albo nie był lodowcem pokryty, albo bardzo 
nieznaczną cienką powłoką. Dopiero znalezienie kamyków granitowych x ) na 
grzbiecie koło klasztoru pod glinką nawianą uprawnia do sądzenia, że krócej, 
czy dłużej — jednakże grzbiet był pokryty lodowcem. Począwszy od Sgo-Krzyża 
krawędź lodowca linją łamaną kierowała się na północo-wschód przez Litwę 
i Białoruś. 



! ) St. Miklaszewski. Ślady lodowca na górze Śto-Krzyskiej. 1911. 



WPŁYW LODOWCA NA POWIERZCHNIĘ. 



67 



Wzgórza, w kształcie podkowy otaczające dorzecze Wilji, zwrócone otwo- 
rem ku zachodowi i nieco ku północy, są szeregiem wałów morenowych lodowca, 
który tu w kształcie języka posuwał się na wschodo-południo-wschód s,ż do Be- 
rezyny i jej dopływu Hajny. Południowa część tych zwałów more- 
nowych wsparta na podłożu kredowem stanowi część wyżyny Litew- i -' t e w s k a 
skiej, t. zw. wyżynę Mińską. Przypuszczalnie już przed epoką lo- 
dowcową w miejscu dzisiejszego dorzecza Wilji istniała wklęsłość, a dzisiejsze 
nierówności powierzchni powstały przeważnie skutkiem nagromadzenia moren 
czołowych na garbach (antyklinalach), już dawniej wypiętrzonych. 




Rys. 67. Wydmy piaszczyste kolo Dylewa Nowego w Łomżyńskiem. 
(Fot. prof. L. Sawickiego w zb. P. T. Kr.). 

W Wielkopolsce znajdujemy moreny czołowe to rozrzucone, to skupione 
w rzędy, i one to tworzą jakie takie wyniosłości, dzielące wody Odry od Warty; 
dalszy ich ciąg południowo-wschodni przekracza Wartę w bliskości Częstochowy 1 ). 
Cofający się drugi lodowiec, jako ślad po sobie, pozostawił moreny czołowe, 
zrzadka rozrzucone, ale prawdziwe mnóstwo tych wałów morenowych znajduje- 
my w bliskości Bałtyku. Na wyżynie Pomorskiej i na Pojezierzu Pruskiem znaj- 
dujemy rozległe krajobrazy morenowe, którym obecność licznych jezior nadaje 
odrębne piętno. Toż samo istnieje na wyżynie Litewskiej, Inflanckiej i Witebsko- 
Rewelskiej za Dźwiną, wówczas gdy Nowogródzka w słabszym znacznie stopniu 
to wykazuje. 



') P. Koroniewicz. Ueber Glazialbildungen im Czenstochauer Juragebiete. 1911. 



68 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Lodowiec nasuwał się jeszcze po raz trzeci, ale wówczas pokrył tylko skra- 
wek Pomorza, a dolina sucha, t. j. nie posiadająca swej rzeki, ciągnąca się od 
Kaszubów aż w okolice Wolina mniej lub więcej równolegle do brzegu Bałtyku 
jest jego pozostałością. Ta dolina ciągnie się i za Odrą, tam jest ona ściśle ró- 
wnoległa do brzegu Bałtyku, a mianowicie do odcinka Stralsund-Gryfja. 

Wody. spływające latem z topniejącego lodowca oraz wody deszczowe szu- 
kały ujścia przed czołem lodowca, jakiś czas płynęły między innemi i Bramą 
Morawską, a w czasie ustępowania lodowca, wody musiały sobie szukać drogi 
wzdłuż krawędzi lodowca na wschód i na zachód. Te wody żłobiły potężne ko- 
ryta, slale przesuwające się ku północy — ich kierunek na wschód od Odry stale 




Rys. 68. Piaski lotne koto Nieborowa. (Fot. A. Janowskiego w zb. P. T. Kr.). 



równoleżnikowy, na zachód zaś od Odry zbacza ku północy, czyli wciąż wskazuje 
na czasowe położenie krawędzi ustępującego lodowca. 

Najbardziej południową drogę dla odpływu wód lodowcowych na zachód, 
możemy wyznaczyć w sposób następujący: dolina górnej Pilicy do Koniecpola, 
doliny Przyrówki, Warty (od Kuźnicy przez Mstów do Częstochowy), 
' S łTdT' 6 " Stradomki, Lizwarty, Małopanwi, Odry (aż do ujścia Kacbachy), a da- 
lej na zachód aż do przecięcia Czarnej Elstery z Łabą— jest to doli- 
na Wrocławsko -Magdeburska (niemieckiego geologa Berendta). 

Drugie wielkie koryto wód lodowcowych zlewa się z doliną dzisiejszej Ba- 
ryczy, z odcinkiem koryta Odry przez Głogów do Neusalz, dalej na zachód idzie 
przez Żegań równolegle do poprzedniej, aby złączyć się na północ od Magdebur- 
ga z doliną Łaby -■ jest to dolina Barycko-Głogowska. „Możliwą jest rzeczą, że 



WPŁYW LODOWCA NA POWIERZCHNIĘ. 6^ 

odcinek wydłużonej wklęsłości od Radomska aż do Kalisza, sianowi wschodnia 
część pradoliny Barycko-Głogowskiej" — twierdzi geolog P. Koroniewicz w pracy, 
wyżej przytoczonej. 

Dalej ku północy spotykamy trzecie wielkie koryto wód lodowcowych, któ- 
re na wschodzie rozpoczyna się od błot Polesia doliną Muchawca i Bugu; tu 
przy ujściu łączy się: 1) z doliną, idącą od Muchawca łukiem, ku południowi wy- 
giętym, doliną Krzny, Wieprza i Wisły od Dęblina do Modlina — te doliny jak gdy- 
by wyspę okrążają wyżynę Łukowską i 2) z doliną Narwi, Biebrzy, Netty i Czar- 
nej Hańczy — temi dolinami skierowały się ku w pewnej epoce wody Niemna, 
a doliną Mereczanki może i część dopływów Wilji do Bugu-Wisły. Od ujścia 
Bugu ta wielka dolina zlewa się z doliną Wisły do ujścia Bzury, z doliną Bzury, 
Neru, odcinka Warty, od Koła do Śremu, z doliną Obry i Odry od ujścia Nissy 
Łużyckiej, dalej doliną Sprewy i Łaby, tworząc wielką pradolinę Warszawsko- 
Berlińską. 

Czwarta wielka pradolina, Toruńsko Eberswaldzka jest właściwie północnem 
odgałęzieniem trzeciej, a mianowicie od ujścia Bzury ciągnie się doliną Wisły do 
ujścia Drwęcy, skąd wprost na zachód doliną dolnej Brdy i Noteci. Od niej 
w okolicach Piły ciągnie się pasowe obniżenie na południe do Obry, łączące 
czwartą dolinę z trzecią, to obniżenie zużytkowała Warta dla jednego ze swych 
ramion południkowych, nad którem leży Poznań. Od Piły wielce rozszerzona 
dolina Toruńsko-Eberswaldzka łączy w sobie wody Noteci z Wartą, a dalej zle- 
wa się z doliną Odry i od najdalszego wygięcia ku zachodowi tej rzeki kieruje 
się na zachód do miejsca, gdzie dolina Haweli łączy się z trzecią pradolina. 

Tworzenie się tych wielkich dolin było równoczesne z powstaniem zwałów 
moren czołowych, a ich głębokość i szerokość zależały od dłuższego zatrzymania 
się lodowca. Kiedy lodowiec już znikł z wyżyny Pomorskiej, to mógł trzymać 
się na wyżynie Litewskiej, a wówczas cala masa wód z górnego Niemna spływała 
częściowo poprzez obszary obecnego Polesia do Dniepru, a częściowo doliną 
Czarnej Hańczy i Narwi do Bugu. 

Cała masa wód z powierzchni między Sudetami i Karpatami na południu 
a działem na wyżynie Bałtyckiej na północy, wyżynie wówczas jeszcze nierozer- 
wanej przełomami Odry, Wisły i Niemna, cała ta Pra- Wisła spływała ku dolnej 
Łabie. Wówczas najpewniej poziom wód był o tyle wyższy, że doliną Muchawca 
część wód Prypeci zdążała do tej samej Pra- Wisły. 

Należy sobie uprzytomnić, że dawniej te potężne doliny nie odrazu traciły 
swój wysoki poziom wód, że owo posuwanie się łożysk rzecznych ku północy 
dokonywało się powoli; że cała powierzchnia wielkich dolin, wysoce jeziorzysta 
i bagnista, przez całe setki lat po obfitszych deszczach z powrotem wzbierała wo- 
dą, a w posuchę rozpadała się na szereg kałuż, śród których resztka wody się 
sączyła, dno się zapiaszczało, aż wkońcu wielkie doliny już na stałe zostały roz- 
łączone. Tylko w latach wyjątkowych powodzi zalewaniem nieznacznych dzia- 
łów wodnych przypominały o dawnych stosunkach, a przez to wielkie doliny 
z nieznacznemi rzekami wyglądają — podług trafnego określenia Berendta — jak 
klatka, z której „lew uciekł, a mysz pozostała". 

Następnie w tern miejscu, gdzie dziś istnieje ujście Odry, jakaś rzeczka, dzię- 
ki żłobieniu wstecznemu (a może i skutkiem jakichś ruchów górotwórczych 



70 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

w obszarze wyżyny Bałtyckiej— zjawisko na Rugji dowiedzione), utworzyła wyrwę 
poprzeczną w wyżynie, tak głęboką, że wiosenne wielkie wody Pra-Wisły, wów- 
czas stale trzymające się wielkiej doliny Eberswaldzkiej, zaczęły się 
Powstanie częściowo przelewać wprost do Bałtyku. Od tej chwili rzeczą czasu 

, było zapiaszczenie niektórych miejsc w wielkich dolinach, na zachód 
dzisiejszych 

od Odry leżących, i rozdzielenie dorzecza Łaby od reszty wód. 

Jeszcze dalsza epoka — kiedy lodowiec cofnął się dalej ku północy — sprawiła, że 
to wody wyłamały sobie drogę do zalewu Fryskiego w taki sam sposób jak Odra, 
i powstało ujście Wisły, a zapewne równocześnie lub nieco później Niemen skie- 
rował swe wody z doliny Czarnej Hańczy przez Szeszupę w dolinę Pregoły, póź- 
niej stworzył sobie drogę poprzez utwory kredowe w stronę Kowna, aby wkońcu 
przebić się pod Ragnetą drogą najbliższą do zalewu Kurońskiego. 

Wody płaskiego pojezierza Poleskiego znalazły sobie drogę do Dniepru jesz- 
cze przed epoką lodowcową. Ta zmiana kierunków rzecznych dokonywała się 
stopniowo, początkowo nowy kierunek tylko odprowadzał nadmiar wód wiosen- 
nych, a przy zwykłym poziomie wody dawnemi szły korytami, jednakże każde 
wkroczenie wód na nowe tory pogłębiało szlak nowy a zapiaszczało stary. Czy 
przytem nie odegrały niejakiej roli drobne ruchy natury epirogenicznej — trudno 
orzec, bo w niektórych miejscowościach stanowczo stwierdzono takie zjawiska 
w czasach już polodowcowych 1 ). 

Cztery wielkie pradoliny wód polodowcowych częściowo weszły w skład 
sieci rzecznej współczesnej, zawsze niosąc wody znacznie mniej, niż wymiary do- 
liny pozwalają; części tych wielkich dolin do dziś dnia pozostają bagnami, a części 
już są osuszone. Naogół te wielkie doliny w dzisiejszych warunkach są miejsca- 
mi, pozwalającemi na bardzo łatwe pod względem technicznym połączenie po- 
szczególnych dorzeczy kanałami 2 ). Po pierwszym rozbiorze Polski Fryderyk II 
połączył dolną Brdę z Notecią kanałem Bydgoskim w dolinie Toruńsko-Eber- 
swaldzkiej. Równocześnie w Polsce połączono Niemen z Prypecią 
Możność kanałem Ogińskiego i Prypeć z Bugiem-Wisłą kanałem Królewskim, 
k" łó ^ r * ^^ doszedł do skutku dawny pomysł Czackiego w przepro- 
wadzeniu kanału Berezyńskiego, łączący Dniepr— Berezynę z Dźwiną, 
ten kanał po stu latach stracił wszelkie znaczenie i doszedł do upadku. W roku 
1839 otwarto kanał Augustowski, który miał Warszawie otwierać drogę Niemnem, 
Dubissą i kanałem Windawskim do Windawy — ponieważ kanał Windawski, roz- 
poczęty przed 1830 r., do dziś dnia pozostaje w stadjum projektów i badań, prze- 
to Augustowski wielkiego znaczenia nie posiada. Ten stan lichego wyzyskania 
znakomitych warunków geograficznych i absolutne lekceważenie dróg wodnych 
na omawianym obszarze rażąco odbija od tego, co się dzieje na zachodzie Eu- 
ropy, a co widać już w uregulowaniu Odry, części dolnej Warty, dolnej Wisły, 
Pregoły i ujścia Niemnowego. 

Jako cechę wybitnie geograficzną należy zaznaczyć, że wielkie doliny polo- 



a ) A. Fleszar. Zur Evolution der Oberflachengestaltung der polnisch-deutschen Tieflan- 
des. 1913 

2 ) Stanisław Pawłowski. Niektóre kanały spławne na ziemiach polskich 1911. 



PAS WIELKICH DOLIN. 



71 



dowcowe łączą między sobą rzeki omawianego obszaru i związują z za- Najważniejsza 
chodem, ani Dniepru zaś, ani Diwiny nie łączą z dorzeczami, na wschód cecha sieci 
od nich hżącemi. rzecznej. 



§ 11. Pas wielkich dolin. 

Przez cały obszar ziem dawnej Polski ciągnie się z zachodu na wschód pas 
ziem niskich o mało urozmaiconej rzeźbie— jest to tak zwany pas Wielkich Dolin. 

Na wschodzie potężna kotlina Polesia, do dziś dnia — pomimo osuszań, od 
lat pięćdziesięciu prowadzonych— posiada wielkie płaty ziemi, które 
wiosną stoją pod wodą, a latem wystają ponad wodę jako grząska Polesie 
topiel. Zdaniem W. Nałkowskiego, a później i E. Romera te błota a P. rogi na 
jakoby zawdzięczają swe istnienie progom na Dnieprze, a dzieje się 




Rys. 70. Polesie Owruckie. Krajobraz typowy. (Fot. M. Wisznickiego). 



o w ten sposób, że oporne progi granitowe przeszkadzają pogłębieniu koryta 
Dniepru i jego dopływów, w górę od progów leżących. Gdyby progi były zbu- 
dowane z miększego materjału, to żłobienie wody bieżącej przepiłowałoby je, 
obniżyłoby koryto Dniepru, a przez to obniżyłby się i dolny poziom żłobienia, 
wywołując bardziej ożywione żłobienie wsteczne aż do ujścia Prypeci, a to pogłę- 
biłoby koryto dolnej Prypeci, a równocześnie i jej dopływów i osuszyłoby Polesie. 
Do niedawna powszechnie zapatrywano się na Polesie, jako na pozostałość 
wielkiego jeziora. Jednakże brak jeziornych pokładów ilastych zastanawiał już 






POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



piasków 
poleskich. 






iv; I 



dawniej (W. Nałkowski), olbrzymie zaś rozpostarcie piasków z charakterystyczne- 
rui raczej dla pustyń postaciami wydm i wzgórz piaszczystych zmuszają do in- 
nych domysłów 1 ). 

Obecna kotlina poleska, której pochodzenie tektoniczne jest oddawna stwier- 
dzone, w końcu trzeciorzędu musiała być zapełniona utworami kredowemi i trze- 
ciorzędowemi i stanowiła albo słabą wklęsłość, albo nawet równinę. Kiedy 
w okresie lodowcowym nastąpił klimat suchy, który obok ocieplenia 
Pochodzenie ^ył najważniejszą przyczyną ustąpienia lodowca, wówczas ustaliły się 
warunki stepowo-pustyniowe, i obecne rozległe piaski Polesia są do- 
wodem istnienia w tych miejscowościach pustyni, która ciągnęła się 
na północy do podnóży wyżyny Litewskiej. Obecność na południu i południo- 
wschodzie potężnych obszarów gliny nawianej, pośrednio potwierdza ten domysł. 

Następny o- 
kres wilgotniejszy 
zastał na obszarze 
dzisiejszego Pole- 
sia takie warunki 
topograficzne, że 
odpływ wód kiero- 
wał się na wschód, 
i przypuszczać na- 
leży, iż wchodzą 
tu w grę wiekowe 
ruchy — epiroge- 
niczne — w skoru- 
pie ziemskiej, któ- 
re od owych cza- 
sów stale działają 
w kierunku obni- 
żenia kotliny Po- 
leskiej. Ten do- 
mysł wiąże się z 
przypuszczeniem , 
że te ruchy, w po- 
łudniowych częściach granitowej płyty Ukraińskiej skierowane odwrotnie ku gó- 
rze, spowodowały powstanie porohów na Dnieprze. 

Przypuszczenie, że całe koryto Dniepru skutkiem żłobiącego działania wody 
obniża się, a zatem i jej dopływ — Prypeć, w okolicach na południowy wschód 






W, * 



&&«J&S*' 



j&igK 



Rys. 71. Krajobraz poleski w bliskości rzeki Stochodu. 
(Fot. leg. polskich). 



') P. A. Tutkowskij. Kratkij gieograficzeskij oczerk istorji centralnawo i jużnawo Pole- 
sja. 1910. (Oraz inne prace tego autora). 

A. Fleszar. Uwagi nad krajobrazem poleskim. 1916. Ten wybitny umysł, tak przedwcze- 
śnie zgasły dla nauki, jako podpułkownik legjonów polskich, zagnany losami wojny, we wrześniu 
1915 r. znalazł się na Polesiu i ostatni rok swego młodego życia poświęcił badaniu Polesia na 
zachód od Styru. Nie znając odnośnych prac autorów rosyjskich, doszedł samodzielnie do wnio- 
sków, które pozwalam sobie streścić, gdyż są one naukowo najbardziej dopuszczalne. 



12 



14 



16 



18 20 



IZ 24 26 28 30 32 34 36 



38 



58 



56 



54 



52 



50 



48 



46 



MAPA 
hydrograficzna Polski 

W3M Błota 

iSSl Doliny polodowcowe 
Główny dział wód 
Drugorzędne działy wodne 



44 




/ ' S^raalolCna Ą$/rv<>ćaw<^-J(<uxU&(rt>&a. 2. SJcrucio-$fi>a<m>(i&z. 3.Wwm(m><^-5(}€ffa4da (Wi4&-3ku^-^^ 



LIT Z MANITIUS. '-ODT. 



PAS WIELKICH DOLIN. 73 

od Mozyrza wrzyna się w podłoże, oddawna nasuwał domysł, iż ca- 
łe dorzecze Prypeci ulega stopniowemu osuszaniu — cofając wstecz Przypuszczalne 
to zjawisko, dochodzono do wniosku, że obecnie bagienne Polesie J ezlor ° 
musiało niegdyś stanowić jedno wielkie jezioro. 

Zdaje się, że tak nie było, bo — pominąwszy okresowe wahania większej 
i mniejszej dżdżystości klimatu— raczej można przypuszczać, że w ostatnich tysią- 
coleciach wrzynanie się koryta Prypeci za Mozyrzem szło ręka w rękę z rucha- 
mi tektonicznemi, które jako potomne w stosunku do dyslokacyj z okresu kredo- 
wego, pogłębiały kotlinę tektoniczną Polesia. Do tego wniosku, że nie było jedne- 
go wielkiego pra-jeziora poleskiego uprawniają i dane topograficzne: w razie zgó- 
rowania wody w dzisiejszem Polesiu brak od wschodu wyniosłości, któreby ogra- 
dzały to jezioro, jeżeli zaś rozciągać owo pra-jezioro aż za Dniepr w obszar 
Czernihowszczyzny, to otrzymamy brak obrzeżenia w dolinie Dniepru, i tędy 
wszelki nadmiar wody musiał sobie znaleźć ujście ku południowi. 

Można przypuszczać, że w czasach, dziejami objętych, stan błotnistości Po- 
lesia mniej więcej pozostawał niezmienny i człowiek jednakowo skąpe posiadał 
warunki dla swego istnienia. Gdyby istotnie, zgodnie z hipotezą pra-jeziora, 
w czasach dzisiejszych stale dokonywało się chociażby bardzo powolne osusza- 
nie Polesia, to dziwnąby się musiała wydać względnie gęsta ludność i kultural- 
ność Drewlan, zamieszkałych w X wieku na Polesiu Owruckiem, gdyż ta kraina 
i dzisiaj posiada nadmiar błot: przy zwiększonem zabagnieniu ludność tamtejsza 
posiadałaby zbyt nędzną podstawę do pracy gospodarczej. Jeszcze jaskrawszym 
dowodem, że w czasach dawniejszych, nawet w środku Polesia nad Prypecią nie 
było wyższego poziomu wód, aniżeli dzisiaj, jest fakt, iż w r. 1146 założono bi- 
skupstwo w Turowie, w jednej ze znaczniejszych stolic książąt ruskich — prawdo- 
podobnie warunki osiedlenia i pracy gospodarczej nie były gorsze od dzisiejszych, 
dla człowieka niesłychanie ciężkich. 

Na północ od progu Wołyńskiego (p. str. 54 i rys. 56), rozciąga się kraj 
równy, piaszczysty, a chociaż błotnistość tu występuje tylko nad rzekami, jednak 
stanowi już część Polesia. Ten pas przeszło sześciomilowej szerokości, ku wscho- 
dowi nieco szerszy, ciągnie się mniej więcej do linji, którą obecnie zaznaczają 
stacje kolei żelaznej Lubomla-Kowel Hulewicze-Czartorysk. Tu spotykamy more- 
ny czołowe x ) pierwszego zlodowacenia, odpowiadające potężnemu 
językowi lodowca, który swe względne odosobnienie zaznaczył fren- Moreny czoło- 
dzlą wałów kamienistych od Bugu do Horynia; na zachodzie morę . . »», i vn j a 
ny czołowe swem nagromadzeniem aż po Brześć, wskazują na za- 
chodnie ograniczenie lodowca, a kierunek wałów kamienistych, skierowanych na 
północo-wschód nad Horyniem, na wschodnie ograniczenie. 

Na wschód od Horynia drzeszło dwadzieścia mil niema moren czołowych, 
a piaszczysty krajobraz poleski ciągnie się aż za Uborć i wygina się głęboko ku 
północy. Te moreny czołowe stanowią na zachodzie Wołynia urozmaicenie po- 
wierzchni, a nagromadzenie żwirów i kamieni śród piasków (zrzadka piasków 
gliniastych) odpowiadają miejscowościom, najwyżej nad poziom morza wyniesio- 



') P. A. TutkoWskij. Koniecznyja moreny.... jużnawo Polesja. 1901. 



74 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

nvm i tworzą działy wodne między rzekami: Bugiem, Prypecią, Wyżewką, Turją, 
Stochodem, Styrem i Horyniem. 

Na północ od paromilowej szerokości pasa moren czołowych rozpościerają 
się piaski z przewagą bagien poleskich — te ostatnie czasem wzdłuż rzek wkracza- 
ją i w obszar krajobrazu moreny czołowej. 

Na wschód za Korczykiem i Słuczą, gdzie wyraźnie występują granity, Pole- 
sie wprawdzie posiada utwory moreny czołowej, ale są one słabiej rozwinięte. 

Cała Owruczczyzna stanowi na podstawie skał krystalicznych i mało co 
młodszych piaskowców owruckich obraz rozpostarcia moreny dennej; ta morena 
denna, skutkiem wiatrów klimatu suchego, który tuż obok wytworzył pokrywę 
gliny nawianej, została zubożona pod względem zawartości gliny i iłu i wbrew 
swym kujawskim lub żmudzkim rówieśnicom, pos-iada przewagę piasku. 

Na szerokości geograficznej 51°30' kończą się w Owruczczyżnie skały kry- 
staliczne i ta okoliczność krajobrazowo wcale się nie odbija, gdyż w tych miej- 
scach nad Uźem, Horyniem i Sławeczną do Uborci na zachodzie, ciągnie się krai- 
na błotnista, a ku południowi krajobraz poleski rozciąga się prawie 

Polesie ,j i m jj Żytomierz-Kijów. Chociaż jest to część Polesia, jednak mo- 
Owruckie(Ki- , . ,, . , , . , ,} , ., ' J ,,. 

., v zna ją uwazac za nieco wyodrębnioną całosc, która na wschodzie 

dochodzi do dolnej Prypeci, a w swym północno zachodnim kącie, 
przekracza Uborć i łączy się z resztą błot Polesia — jest to Polesie Owruckie, cza- 
sami zwane Polesiem Kijowskiem. 

Polesie Owruckie na północy dochodzi do miejscowości najsuchszych nad 
Prypecią, do słabo wyniesionej wyżyny Mozyrskiej, która leży po obu brzegach 
tej rzeki i na północ dochodzi do Berezyny. Wyżyna Mozyrska ja- 
IWo rska ko suchszy pas, oddziela zachodnią część Polesia — pospolicie zwaną 
błotami Pińskiemi, przez niemieckich zaś kartografów od nieznacz- 
nej miejscowości Bokitna zwykle zwaną bagnami Bokicińskiemi — od obszaru dol- 
nej Prypeci, gdzie ona zlewa się z Dnieprem. Jest to wschodnie przedłużenie 
Polesia, mniejsze od błot Pińskich, i składa się z kilku oddzielnych płatów ba- 
giennych, jako to: po obu stronach Dniepru od ujścia Berezyny do ujścia Pry- 
peci, w widłach rzecznych Sożu-Dniepru i Dniepru-Prypeci. 

Jakkolwiek prace nad osuszaniem Polesia w ciągu ostatnich lat pięćdziesię- 
ciu, znacznie się naprzód posunęły, jednak jeszcze i dziś potężne obszary mocza- 
rów nie są zdatne dla użytku człowieka. Na całem Polesiu od Brześcia aż za 
Dniepr, obejmując i Polesie Owruckie, piaski i błota, a gdzie woda ustąpiła, tam 
nędzne torfy trawiaste, razem zajmują przeszło sto tysięcy km. kw. 

Wobec niezmiernie małego spadku w dół od Pińska po prawej stronie Pry- 
peci, na t. zw. Zarzeczu, koryto rzeki głównej wielokrotnie się gubi śród płytkich 
rozwidleń, a że również zabagnione ujścia rzek czasami (Strumień, Stochod) łą- 
czą się z Prypecią w miejscach jej rozszczepienia na parę koryt, przeto otrzymuje 
się niesłychanie poplątana siatka rzeczna, inaczej wyglądająca przy wysokich wo- 
dach wiosennych, kiedy na kilka tygodni przybiera postać jak gdy- 
na Polesiu ^y znacznego jeziora, a inaczej w końcu lata, kiedy moczary i piaski 
sterczą ponad leniwo spływającemi wodami. 
Po lewej stronie Prypeci w dół od ujścia Jasiołdy, miejsc jako tako suchszych 
bardzo niewiele, i te wyspowo zebrały się bliżej rzeki, wówczas gdy o 4 — 6 mil 



PAS WIELKICH DOLIN. 75 

od Prypeci rozpoczyna się pasmo bagien o rzadkich suchszych wyniosłościach, 
rozszerzające ku wschodowi aż do Berezyny na północo-wschodzie i do 
względnie suchszej wyżyny Mozyrskiej na wschodzie. Na północy Polesie dość 
wyraźnym progiem graniczy się z wyżyną Litewską, ta granica da się przeprowa- 
dzić przez: Brześć Litewski, Kobryń, Słonim, Kłeck i Słuck do Studzianki nad 
Berezyną i dalej na wschód do rz. Druci. 

Na zachodzie od niziny Prypeci — gdzie dziś kanał Królewski, powierzchnia 
kraju wznosi się ponad 150 metrów n. poz. m., a już dolina Muchawca stanowi 
obniżenie, które szerokim pasem dochodzi do Bugu i tu przy ujściu Krzny do 
Bugu to obramienie przechodzi w dolinę, rozwidlającą się na północo-zachód 
(dolina Bugu) i południo-zachód (dolina Krzny i dolnego Wieprza), 
przyczem te doliny obejmują wzniesienie Podlaskie, a słuszniej jego p ^ y . 
część południowo-zachodnią. Jest to kraj równy onajwyższem wyniesie- 
niu, nie dochodzącem do 200 metr. i tylko dalej ku zachodowi część wzniesienia 
Podlaskiego stanowi wzniesienie Łukowskie, wyniesione do 200 metrów n. p. m. 

Na lewym brzegu Wisły, której średni poziom wód pod Warszawą wypada 
niżej 80 m., znajdujemy obszar bardzo równy, ciągnący się aż poza Odrę, słusz- 
niej do m. Północnego. Na tym obszarze należy odróżniać szereg słabo zaryso- 
wanych wyniesień. 

Tuż na zachód od doliny środkowej Wisły a na północ od dolnej Pilicy 
rozciąga się do Bzury i Bawki równina, która ku zachodowi stopnio- 
wo się wznosi; jest to równina Warszawska, na północy w pobliżu w . 
Wisły, posiadająca stosunkowo gorsze warunki odwodnienia, skut- 
kiem czego lasy— t. zw. Puszcza Kampinoska — przetrwały tu aż do najnowszych 
czasów. Obecność pewnych błot w pobliżu Wisły zmniejszało znaczenie wyjątko- 
wego węzła wodnego przy Modlinie, natomiast środkiem tej równiny, nieco ku 
północo-wschodowi kieruje się dział wodn) r , który pomimo znacznego rozpłasz- 
czenia od czasów przeddziejowych był najmniej stosunkowo zabagniony, a przez 
to jako wygodny szlak prowadził ku przeprawie przez Wisłę w miejscu, gdzie 
później powstała Warszawa. 

Za Bawką rozpoczyna się równina Skierniewicka, wznosząca się do 200 m. 
nad p. m., a na zachodzie nawet nieco wyżej; właściwie ona stano- 
wi wschodnie zakończenie wyżyny Zgierskiej, ciągnącej się na pół- 711, 
nocy do pradoliny Warszawsko-Berlińskiej (zbliżenie do Bzury w oko- 
licach Łęczycy) i na południo zachodzie do zapadłości, łączącej górny Ner i Do- 
brzynkę z Wolborką i Pilicą. Ta wyżyna na wschód od Łodzi osiąga 262 me- 
try wyniesienia nad poziom morza. 

Po prawej stronie Pilicy odróżniamy już wyżej wspomnianą równinę Ba- 
domską (patrz str. — ), dochodzącą do 150 metrów wyniesienia, która na zachód 
od linji Inowładz-Opoczno przechodzi w płaski grzbiet Opoczyńsko-Koński, nao- 
gół wyniesiony 250-300 metrów, jednak w stronę Szydłowca, dochodzący do 
350 m.; ten grzbiet, przynajmniej orograficznie, można uważać za dalszy ciąg 
gór Śto-Krzyskich. 

Dalej na południowy zachód po prawej stronie Pilicy, odróżnia- 
my słabo zaznaczony grzbiet, ciągnący się od Małogoszczy w stronę m a >o a nski 
Przedborza, zawdzięczający swą postać przyczynom tektonicznym, bo 



70 



POWIERZCHNIA 1 BUDOWA. 



chociaż nagromadzenie lodowcowe i późniejsza erozja wywarły swój wpływ po- 
ważny, jednak podstawą grzbietu jest tu fałda antykłinalna jursko kredowa. 

Na północo wschód od jurskiego grzbietu Częstochowsko-Krakowskiego, któ- 
ry od Żarnowca przez Lelów i Janów tworzy dość wyraźną krawędź, leży za- 
padłość, odgraniczająca jurę Krakowską od pasma Przedborskiego. Ta zapadłość 
ciągnie się przez Szczekociny do Koniecpola nad Pilicą, przekracza tą rzekę 
i przez Przyrów kieruje się ku Warcie koło Pławna, oddzielając ku północy wy- 
żynę Piotrkowską. 




Rys. 72. Wyżyna Wschodnio-Wielkopolska (Gnieźnieńska) i Kujawska: 1) Domnie- 
mane połączenie Noteci z dolną Brdą (obecnie kanał Bydgoski) 2) Szereg bagien 
i wysokich wód wiosennych na linji Kruszwica-Bachorka-Zgłowiączka-Włocławek. 
5) Domniemane połączenie Gopla przez Szyszynę w stronę Warty na zachód od 
Koła. 4) Zbliżenie Warty-Neru do Bzury w okolicy Łęczycy. 



Wyżyna 



Wyżyna Piotrkowska ciągnie się po lewej stronie Pilicy, do już 
wjrijfiia WS p 0mn i ane j zapadłości Neru-Wolborki, przyczem zapadłość rz. Wi- 
dawki (do Warty) i Łuczycy (do Pilicy koło Przedborza), oddziela 
od głównego tułowia wyżyny jej część południową najwyższą, gdyż między Ra- 
domskiem a Przedborzem, dochodzącą od 250 do 350 metrów wyniesienia, wów- 
czas, kiedy najwyższy punkt w okolicach Piotrkowa ledwie przekracza 290 m. 

Od wyżyn Piotrkowskiej i Zgierskiej, oraz od dolnego biegu rzeki Bzury, 
rozciągają się na zachód aż do Odry równiny, które, pominąwszy antyklinę jur- 
sko-kredową, mogącą wywierać wpływ na rzeźbę kraju w czasach przedlodow- 



PAS WIELKICH DOLIN. 



77 



cowych— naogół swój stan dzisiejszy zawdzięczają lodowcowi i zjawiskom, towa- 
rzyszącym jego ustąpieniu. 

Obszar, zwany „krainą wielkich dolin", stanowi jedną wielką równinę, która 
od działu wodnego Odry- Wisły, stale, choć łagodnie pochyla się ku zachodowi. 
Prawie jedynem urozmaiceniem krajobrazu, są szerokie doliny rzeczne, zwykle 
posiadające gleby piaszczyste lub błotniste, i te doliny rozbijają kraj na płaty po- 
szczególne, wyspowo wystające ponad dolinami. 

Powierzchnia owych płatów zwykle odpowiada morenie dennej, podstawie 
ziem najurodzajniejszych, wówczas gdy moreny czołowe, ciągnące się 
z zachodu na wschód lub na południowy wschód zajmują miejsca Krajobraz 

, . ,, . tui- w Wielkopol- 

naj wyższe, mniej urodzajne, az do piaszczystych włącznie. 

W krajobrazie moreny dennej w Wielkopolsce leżą liczne je- 
ziora o kształtach okrągławych lub nieprawidłowo rozczłonkowanych, natomiast 
moreny czołowe przeważnie stworzyły wydłużone postaci jeziorne. 

Prawy brzeg 
Wisły od Modli- 
na do ujścia 
Drwęcy, czyli 
południowa kra- 
wędź rozpłasz- 
czonego Poje- 
zierza Prusko- 
Mazowieckiego, 
oraz wielka pra- 
dolina Toruń- 
sko-Eberswaldz- 
ka, ograniczają 
krainę wielkich 
dolin od półno- 
cy, a pradolina 
Warszawsko - 
Berlińska roz- 
dziela tę krainę na część północną i południową. Na wschodzie do doliny (patrz 
rys. 72), Bzury podchodzi najbardziej rozpłaszczona równina Kujawska, na zacho- 
dzie jeziora Pakoskie, Gopło, Ślesińskie i inne ograniczają tę równinę jednostajną 
i żyzną, wzniesioną do 170 metrów. 

Kopalnie soli koło Inowrocławia, czynne od r. 1872, wydoby- 
wają tę pożyteczną kopalinę z pokładów permskich — jest to jedyny c v aw j„ 
wypadek poważniejszego bogactwa kopalnego na całą Polskę środko- 
wą i północną. 

Jeziora Pakoskie, Gopło i Ślesińskie, leżą w obniżeniu, oddzielającem Kuja- 
wy od właściwej Wielkopolski, w której odróżniamy równinę Gnieźnieńską 
(Wschodnio-Wielkopolską) i Poznańską (Zachodnio- Wielkopolską), rozdzielone 
odcinkiem Warty; ta rzeka od Śremu do Obornik płynie w kierunku południko- 
wym. Naogół ta niska kraina — najwyższy jej punkt wyjątkowo dochodzi do 179 
metr. n. poz. m. — posiada pewne urozmaicenie powierzchni w części zachodniej 




Rys. 73. Jezioro Ostizyckie i Wieżyca na Kaszubach. 
(Pod}, starego rysunku). 



78 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

skutkiem obecności moren czołowych. Równina Poznańska ciągnie się aż do 
Odry środkowej, ale rzeka Obra odcina od niej część zachodnią, która wchodziła 
w skład ziemi Lubuskiej, owej nadodrzańskiej ziemicy, zatraconej już w XIII wieku. 
Na południe od pradoliny Warszawsko Berlińskiej, leży równina Południo- 
wo-Wielkopolska. rozciągając się na południu do doliny rz. Baryczy (część pra- 
doliny Barycko-Głogowskiej), a na południowym wschodzie do izohipsy 200 m., 
mniej więcej odgraniczającej tę równinę przez Wieluń-Pabjanice od wyżyny Środ- 
kowo-Polskiej i Piotrkowskiej. Część zachodnia tej równiny, t. j. leżąca na za- 
chód od Prosny leży naogół niżej, przeważnie nie dochodzi 100 metrów i tylko 
na południu w Ostrzeszowskiem, w miejscowości Kobyla Góra, dochodzi do 264 
metrów. Wschodnia część, leżąca nad Wartą, stopniowo wznosi się ku południo- 
wi—moreny czołowe są tu czynnikiem, urozmaicającym rzeźbę powierzchni. 



§ 12. Wyżyna Bałtycka. 

Następnym ku północy pasem, ciągnącym się w kierunku równoleżnikowym, 
jest wyżyna Bałtycka, której przedłużeniem i rozszerzeniem jest wyżyna Litewska. 
Na podstawie już dawniej istniejącej, lodowiec składał obfity materjał jeszcze 
w czasie pierwszego zlodowacenia, ale najwięcej w czasie cofania się drugiego 
lodowca. Właściwie wyżyna Bałtycka już rozpoczyna się w Jutlandji, ciągnie się 
przez Meklemburg i Pomorze Zaodrzańskie, wchodzi w nasz obszar i tu dolinami 
rzek rozcina się na kilka części odrębnych. 

Między Odrą i Wisłą część wyżyny Bałtyckiej nazywamy wyżyną Pomorską 
(Pojezierze Pomorskie), jest ona niższa w sąsiedztwie Odry, a znacz- 
p J . . nie wyższa w swej części wschodniej, gdzie niezbyt daleko od ujścia 
Wisły dochodzi w Wieżycy do 331 metrów nad p. m. 
Tak zwana przez Niemców Kaszubska Szwajcarja jest krajobrazem moreno- 
wym x ), gdzie moreny czołowe nagromadziły się w nadmiernej obfitości, między 
niemi zaś mnóstwo jezior, czasem do 50 metrów głębokości dochodzących. Je- 
ziora przeważnie posiadają postać wydłużoną, czasem jednakże i bardziej złożoną, 
a prawie zawsze o zarysach nieprawidłowych. Dalej ku południowi od Kaszub- 
skiej Szwajcarji, znajduje się typowa kraina zandrowa, tak zwana Puszcza Tuchol- 
ska — szmat kraju piaszczystego i oprócz gospodarstwa leśnego, do niczego się 
nie nadający. 

Rozpatrując potężne wały moren czołowych w Meklemburgu, kierujące się 

ku południo-wschodowi i na Pomorzu, idące od Wieżycy ku południo-zachodo- 

wi, widzimy, że obie gałęzie, nim się zetkną na południu, załamu- 

Moreny czoło- ją sw ój kierunek ku południowi, a dalej łączą się wałami, roz- 

/e zac o nio- c iąg n j onem j w kierunku z zachodu na wschód. Ta, najbardziej na 

południe wysunięta część łańcucha moreny czołowej Meklembursko- 

Pomorskiej, jest przerwana doliną Odry, od południa zaś do nich przylega część 



') Pomorze Kaszubskie — wydawnictwo zbiorowe «Ziemi» 1911 r. 

A. Bludau. Die Oro und Hydrographie der preussischen und pommerschen Seeplatte. 
(Pet. Mitt. Zeszyt uzupełniający 1894). 



WYŻYNA BAŁTYCKA. 



79 



doliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, którą dziś kieruje się dolny bieg Noteci. Te 
moreny i dolina przed niemi, są świadkami i dowodem zatrzymania się lodowca 
wzdłuż równoleżnika 53°, a kierunek całego łańcucha moren Meklembursko-Po- 
morskich, wyraźnie określa granice cofającego się lodowca w czasie drugiego zlo- 
dowacenia i, zdaniem A. Rehmana, wskazuje, że na ukształtowanie łańcucha mo- 
renowego, mogła wpływać bliskość południowego zakończenia półwyspu Skandy- 
nawskiego. 

Na Pomorzu zaodrzańskiem i częściowo w Meklemburgu, ciągnie się sucha 
dolina (str. — i rys. 72), pośród wyniosłości lodowcowego pochodzenia, równole- 
gle do wybrzeża morskiego, na którem pobudowały się Stralsund i Gryfja, w środ- 
ku między wałami morenowemi a morzem; tylko niższe jej części są zużytkowa- 
ne przez koryta rzeczne. 

Dalszy ciąg tej doliny odnajdujemy i na wschód Odry, prawie równolegle 
do brzegu, w odległości 30 — 40 kilometrów, prawie przez całe Pomorze na pół- 
noc od wielkich moren czołowych, nierównolegle do nich; na Kaszubach, w oko- 










Rys. 74. Dolina Wisły w dolnym biegu pod Fidlicami. Z prawej strony dolina 
«zwięszona». (Podług Wahnschaffego). 



licach najpotężniejszych zwałów lodowcowych, od północy, widzimy ją już nieco 
płyciej zarysowaną, a w niej w dwie strony rozchodzą się rzeczki Reda i Łeba. 
Ta sucha dolina jest dowodem bodaj że trzeciego zlodowacenia lub zatrzymania 
się lodowca na krawędzi dzisiejszego Pomorza. 

Wyłom Wisły odgradza Pomorze od Pojezierza Pruskiego (Mazowieckiego). 
Potężne zwały lodowcowe, nagromadzone na dawniejszej podstawie trzeciorzędo- 
wej, pomiędzy niziną nadbałtycką, dolną Wisłą, wielką doliną Wisły- 
Narwi i Niemnem, stworzyły krajobraz, wielce przypominający Po- p P °^ Z 'i rze 
morze i dalej, za Niemnem leżącą Litwę. Miejscowości, najwyżej w j eck j ei 
nad poziom morza leżące, zgrupowały się na zachodzie od wyżyny 
Mławskiej w pagórach Grunwaldu i na wschodz ; e w Suwalskiem. 

Pojezierze Pruskie, na zachodzie wznoszące się do 313 metrów, swym opa- 
dem atmosferycznym zasila źródła Łydyni, Wkry (Działdówki), Drwęcy, Ossy 
i Pasłęki, jej powierzchnia ku południowi stopniowo się obniża, gdzie posiada 
jeziora jeszcze na szerokości Lipna. Ta jeziorzysta wyżyna, a w czasach daw- 



so 



POWIERZCHNIA I BUDOWA. 



Grunwald. 



niejszych. pełna moczarów i trzęsawisk niezbrodzonych, posiadała z północy na 
południe skierowany suchy przesmyk 6 — 7 km. szerokości, który leżał nieco na 
wschód od miejsc, najwyżej położonych; od północy przesmyku le- 
żał Tannenberg — było to jedno z trzech miejsc, któremi latem mo- 
żna się było przedostać przez błota i topiele pruskie. W roku 1410 — wobec 
obronności linji Drwęcy — Witold i Zyndram z Maszkowic tu się skierowali i pół- 
nocny wylot suchego przesmyku na wieki rozgłosili pod nazwą pola Grunwaldzkiego. 
Ku północo-wschodowi od wyżyny Mławskiej, leży mała jeziorzysta wyżyn- 
ka, z której spływają Orzyc i Omulew; ciągnie się ona aż do jeziora Śniardwy, 
największego na całem pojezierzu Pruskiem (z rozgałęzieniami 150 km. kw.). 

Wprost na wschód od wy- 
żyny Mławskiej, leży piaszczysta 
i błotnista równina, odwodniana 
pięcioma pra wemi dopływami Nar- 
wi: Orzycem, Omulewem, Rozoga, 
Skwą i Pissą. Jest to puszcza 
Kurpiowska, czyli Ostrołęcka, któ- 
rej dalszy ciąg ku północy stano- 
wi puszcza Jańsborska, obie zaś 
razem, stanowią niejako odpo- 
wiednik do puszczy Tucholskiej 
na lewym brzegu Wisły, gdyż sta- 
nowią obszar zandrów, położony 
na południowej pochyłości zwa- 
łów moren czołowych. Na wschód 
od Pisy, od południa, ograniczona 
Narwią, od wschodu Biebrzą, le- 
ży mała wyżynka do 210 metrów — 
Łomżyńska, a dalej ku północo- 
wschodowi, znajduje się wyżyna 
Suwalska, o najwyższem wynie 
sieniu, dochodzącem 309 metrów 
Tu z większych jezior, należy wy 
mienić Duś (5,2 km. kwadrato 
wych), Wigry *) (24,3 km. kwa 
dratowych), W 7 isztyniec i Metele (3,5). 

Wyżyna Suwalska musiała niegdyś stanowić jedną całość z Litewską, kiedy 
wody górnego Niemna spływały do Biebrzy— Narwi. Pierwsza z nich między 
Wisztyńcem a Wigrami, waha się powyżej 280 metrów, zwęża się 
ku wschodowi i podchodzi do doliny Niemna (rys. 75) wyniosłością, 
przeszło 170 metrów mierzącą, którą odnajdujemy zaraz za Niemnem, 
na północ od rzeki Mereczanki, a która w okolicach Trok osiąga 232 metr} 7 , 
a koło Wilna nawet 268. Jest to wał kredowy, przykryty zwałami lodowca, 
a w miejscu największego zwężenia i obniżenia, przerwany wodami Niemna. 




SlM> Jtf. 



Rys. 75. 



Dolina Niemna między Grodnem a Kownem. 
(Mapka hipsometryczna). 



Wyżyna 
Suwalska. 



') K. Kulwieć. Materjały do fizjografji jeziora Wigierskiego. (Pam. Fiz. 1904. tom XVIII). 



WYŻYNA BAŁTYCKA. 81 

Na wschód od Biebrzy, na północo-wschód od środkowego Bugu i obniże- 
nia, po którem kieruje się kanał Królewski, leży wzniesienie, słabo 
zarysowane o jednostajnej powierzchni, ciągnące się na północy do p ." . 
Niemna i do Szczary na wschodzie. Ponieważ nadbużańska część 
stanowi dalszy ciąg Podlasia, a ludność ku wschodowi białoruska, z domieszką 
polskiej i sama wysoce spolszczona, stanowi etnograficznie dalszy ciąg podlasia- 

ków, przeto cały ten obszar nazywamy Międzyrzeczem Podlaskiem. 

" Puszcza 

Są to okolice w swych miejscach suchszych i wyższych (na północy _. . . . 

do 240 metrów, w puszczy Białowieskiej 150—202) pokryte lasami, 

a bliżej rzek i w dolinach rzecznych, wysoce bagniste. 

Stąd wody rozchodzą się do Niemna, Prypeci— Dniepru i Wisły, tędy więc 
idzie wielki europejski dział wodny. We wschodniej części aż do wojny 1914 r., 
utrzymały się tu lasy tak potężne, jak puszcza Białowieska ze Swisłocką, w za- 
chodniej zaś istniały dość liczne osady, ważne w wiekach średnich, gdyż tędy 
musiało iść połączenie Litwy z Małopolską na Lublin, a później i z Mazowszem, 
w stronę Warszawy. Międzyrzecze Podlaskie, wtłoczone między bagna Polesia, 
a błota Pojezierza Pruskiego, musiało razem z Podlasiem stanowić pomost, łączą- 
cy Litwę z Europą wówczas, gdy krzyżacy odcinali Litwę od morza. 

Dalej na wschód aż do Szczary odróżniamy wzniesienie Wołkowyskie, się- 
gające do 220 metrów n. p. m. 

Między Szczarą a górnym Niemnem, spoczywa wyniosłość, tylko z wierzchu 
utworami lodowcowemi przykryta, lecz wytworzona utworami kredo- 
wemi i w pewnej części trzeciorzędowemi-jest to wyżyna Nowogródz- M ^ Z ^ h 
ka *), koło Nowogródka, dochodząca do 324 metrów. 

Znaczne urozmaicenie powierzchni istnieje tu skutkiem moreny czołowej, po- 
wstałej w czasie cofania się pokrywy lodowej drugiego zlodowacenia. 

Niewielką wyżynę Nowogródzką można uważać za część wyżyny Litewskiej 
od której oddziela się tylko doliną górnego Niemna. Właściwa wyżyna Litewska 
(rys. 61), wznosi się między bagnami Polesia, oraz dolinami Szczary, Niemna, 
Niewiaży i Lawenny, Dźwiny, Ułanki i Berezyny. Postać jej powierzchni da się 
porównać do podkowy, zwróconej otworem ku północo-zachodowi, 
której najbardziej na południe wysunięte miejscowości są najwyższe; i-^^^ 
koło Mińska dochodzą do 340 m. Opad atmosferyczny, spływający 
w stronę środkowego obniżenia podkowy, stwarza rzekę Wilję. 

Tak samo wyżyna Nowogródzka, jak Litewska, a nawet i za Dźwiną leżące 
Inflanty i Witebszczyzna skutkiem tej samej przyczyny — lodowca posiadają mnó- 
stwo jezior. Część z nich najpłytsza już potrafiła się przemienić w torfowiska, 
a nawet i w łąki nadrzeczne, jednakże ogólna ich liczba jest tak znaczna, że na- 
daje piętno krajobrazowi. 

Powierzchnia krain, po prawej stronie Dźwiny leżących, pagórkowata i jezio- 
rzysta, jak i wszystkie już opisane części wyżyny Bałtyckiej, jest następstwem co- 
fającego się lodowca ostatniego zlodowacenia. Musimy przypuszczać, że moreny 
czołowe, otaczające dorzecze Wilji 2 ) powstały tu w czasie zatrzymania się kra- 

1 ) Anna Missunianka. Przyczynek do geologji pow. Nowogródzkiego (Kosmos 1910). 

2 ) Anna Missunianka. Ueber die Endmoranen V Weissrussland und Litauen (Zeitsch. d. 
deutsch, geol. Ges. 19 '2). 

OEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 6 



82 POWIERZCHNIA I BUDOWA. 

wędzi lodowca w tej krainie, a mianowicie, że część lodowca, spływająca od po- 
krywy lodowej w kształcie języka, zwróconego ku południo-wschodowi, wytwo- 
rzyła na bokach i na czole zwały lodowcowe — moreny czołowe. Tak samo na 
północo-wschód od języka lodowcowego wilejskiego, musiał istnieć równoległy 
doń język dźwiński; jego boczna morena z prawej strony zlewała się z lewobocz- 
ną języka wilejskiego, tworząc dzisiejszy dział wodny między Wilją a Dźwiną, 
morena zaś lewego boku wytworzyła pagórkowatą i jeziorzystą postać Inflant 
i Witebszczyzny. 

Koryta Wilji i Dźwiny odpowiadają środkom owych języków lodowcowych, 
przez co można przypuszczać, że już w czasach przedlodowcowych, musiały tu 
istnieć słabe synkliny najpewniej tektonicznego pochodzenia, skierowane na pół- 
noco -zachód 1 ), a może słuszniej na zachodo-północo-zachód. 

Na prawym brzegu Dźwiny, Inflanty Polskie, a głównie powiat Lucyński, sta- 
nowią krainę „górzystą" podług wyrażenia jej mieszkańców, w rzeczy samej ten 
krajobraz morenowy, przypominający okolice Wieżycy na Kaszubach, jeziora na 
Mazurach lub góry Ponarskie, posiada znaczne różnice wyniosłości. Na zacho- 
dzie obniża się w okolicach jeziora Łubańskiego i na wschodzie znacznie jest 
obniżony w okolicach dorzecza Dryssy, za którem leży płat wysokiego krajobra- 
zu morenowego, ciągnący się z północy na południe — są to wyniosłości Newelsko- 
Witebskie. 

Między górnemi biegami Dźwiny i Dniepru, na wschód od ob- 
„ i . . niżenia Witebsk-Orsza, leży wyżyna Smoleńska, która jest odnogą 
wyżyny Środkoworosyjskiej, tak samo, jak Mścisławska. 

Na wschód od doliny Berezyny-Ułły do Dniepru, odróżniamy wyżynę Biało- 
ruską, na wschód zaś za Dnieprem do doliny Sożu — Mścisławska. 

Na wschód od Mścisławskiej, w okolicach Jelni i na wschód od Smoleńskiej, 
w okolicach Wiaźmy, powierzchnia płaska, nieurozmaicona i już jezior nie posia- 
dająca, dochodzi do 300 metrów nad poz. morza, tu one zlewają się z wyżyną 
Wielkorosyjską, względem której właściwie można je rozpatrywać, jako jej części 
zachodnie. W tych miejscach, tak jednostajnych co do powierzchni, przechodzi 
niezmiernie ważna granica klimatyczna, gdyż dopiero na wyżynie -Mścisławskiej, 
zjawiają się w całej czystości cechy klimatu wyraźnie lądowego. 



Na północ od wyżyny Pomorskiej, nad brzegiem morskim znajduje się wą- 
ski pas nizinny, który dopiero nad Wisłą, na północ od Pojezierza Pruskiego, 
rozwija się znacznie szerzej, obejmując i półwysep Sambijski, złożony nie tylko 
z utworów lodowcowych, lecz i trzeciorzędowych. 

Linja brzegowa 2 ) posiada kilka wygięć większych, jako to: 
1) Przy ujściu Odry, zalew Szczeciński, będący właściwie zatoką morską, 
do której wpływa Odra -ten zalew jest oddzielony dwiema wyspami: Urżną (Uznoj- 
mem, niem. Usedom) i Wolinem od Bałtyku. 



1 ) J. Siemiradzki. O zjawiskach dyslokacyjnych w Polsce i w krajach przyległych (Ko- 
smos 1882). 

2 ) W. Bartels. Die Gestalt der deutschen Ostseekiiste 1908. 



WYŻYNA BAŁTYCKA. 83 

2) Zatokę Gdańską, od zachodu częściowo oddzieloną od Bałtyku mierzeją 
Helską. Na południo-wschodzie długa mierzeja odcina zalew Fryski, do którego 
wpływają wody Nogatu, Pasłęki i Pregoły. 

i 3) Na północo-wschód od Sambji, mierzeja Kurońska odcina zalew Kuroń- 
ski, do którego wpływa odnoga Pregoły Dejma i Niemen. 

Zalewy Fryski i Kuroński, posiadają połączenie z morzem dopiero we wschod- 
niem zakończeniu — to powstało skutkiem rozwijania się mierzei od zachodu. 

Od ujścia Niemna, brzeg Bałtyku skręca ku północy, aby, okrążywszy Żmudź 
i Kurlandję, zagiąć się ku południowi i w dalszym ciągu wytworzyć wielką zato- 
kę Ryską. 

Od ujścia Niemna nizina, stworzona przez morenę denną i aluwja rzeczne, 
kieruje się wprost na wschód i podchodzi do wyżyny Litewskiej, w którą wkra- 
cza wąskim pasem, jako dolina Wilji. Od południa wpływa na tę nizinę Dolno- 
niemeńską Niemen, załamuje się ku zachodowi i łączy się z Wilją oraz Niewiażą. 
Taż sama nizina posuwa się ku północy, tworząc dolinę Niewiaży i Lawenny, 
która zakończa się u wybrzeża zatoki Ryskiej, gdzie kraj nadbrzeżny jest deltą 
kilku mniejszych rzek i Dźwiny. Nizina dolnego Niemna i Niewiaży — Lawenny, 
musiały w głównych zarysach istnieć w czasach przedlodowcowych, jednakże do- 
piero wody polodowcowe wytworzyły ich postać dzisiejszą. 

Na północ od dolnego Niemna, a na zachód od Niewiaży i La- 
wenny, leży wyżyna Żmudzko-Kurońska, dochodząca do 262 m. wy- Wzniesienie 
niesienia; jego podstawę stanowią utwory starożytne, bo począwszy mu z ?" u " 
od dewońskich, mamy tu na powierzchni skały permskie i jurskie, 
a mianowicie na granicy Żmudzi i Kurlandji, w Popielanach i Niegranden. Na 
tej geologicznie starożytnej podstawie lodowiec pozostawił morenę denną i czo- 
łową w swej miąszości, znacznie ustępującą zwałom Pomorza, Prus lub Litwy. 
I tu w dość szerokim pasie moren czołowych, znajdują się licznie rozrzucone je- 
ziora, na północ od nich, morena denna jest podstawą dla gleb rodzajnych - czar- 
nych ziem żmudzkich, a na południe spotykamy obszary bardziej piaszczyste. 



II. RZEKI. 



§ 13. Sieć wodna. 

Postać powierzchni warunkuje kierunek strumieni, rzeczek i rzek; sama po- 
stać powierzchni jest częściowo następstwem tektoniki, przeto i kierunek koryt 
rzecznych w odpowiedniej mierze będzie zgodny z wewnętrzną budową naszych 
krain. Im bardziej na powierzchnię występują pokłady starsze — jak np. w po- 
łudniowych okolicach wyżynowych od Odry aż do Dniepru — tem częściej można 
stwierdzić zależność kierunku koryt rzecznych od pochylenia warstw; ku północy 
i północo-wschodowi naszego obszaru czasy lodowcowe pokryły rzeźbę dawniej- 
szą zwałami piasków i glin, dawniejsze szczegóły rzeźby zarównały, a gdzie nie- 
gdzie stworzyły nowe. 

Jednakże ani dawniejsze wyniesienia, ani nowe — moreny czołowe — nie wa- 
runkują w zupełności biegu rzek naszych. Kierunki koryt w naszych rzekach, 
często innym ulegały losom w górnym biegu, a innym w środkowym lub dolnym. 
Pewnym wspólnym rysem na całym zachodzie naszego obszaru są tak zwane 
wielkie doliny, których na wschodzie nie odnajdujemy. Tam, gdzie wody lo- 
dowcowe mogły swobodnie spływać, mając gotowy dawniejszy odpływ, np. na 
południu do Dniestru - tam wielkich dolin niema. Podobnie i na równinie Wo- 
łyńskiej, między moreną czołową pierwszego zlodowacenia a krawędzią Podola, 
gdzie istniały dosyć wyraźne dawne łożyska rzeczne, wielkich dolin nie spotyka- 
my, gdyż nizin nad Ikwą, Zbytenką lub górnym Horyniem, nie można porównać 
do wielkich dolin Wielkopolski. 

Część wód zlewa się ku północy i północo zachodowi do morza Bałtyckie- 
go, część zaś ku południo-wschodowi do morza Czarnego. Do pierwszego z tych 
mórz zmierzają, nie licząc drobniejszych: Odra, Wisła, Pregoła, Niemen i Dźwi- 
na, ku drugiemu: Dniestr, Boh i Dniepr. 

Między ujściem Dniestru i Dniepru, na niżu Czarnomorskim cały szereg rze- 
czek, nieraz poważnych, bo 60 km. długości przekraczających, nie posiada od- 
pływu do morza, lecz zakończa swój bieg w limanach. 

Pomijając drobne rzeczki, rozpoczynające swój bieg na północnej stronie 
wyżyny, do Bałtyku nasz obszar wylewa swe wody pięcioma rzekami: 







ODRA. 






Długość w km. 


Długość W km. 


Powierzchnia 




rzeczywista 


w linji powietrznej 


dorzecza w km 2 


Odra . . 


. 860 


595 


114,000 


Wisła. . 


. 1068 


510 


198,500 


Pregola 


. 350 


165 


15,030 


Niemen 


. . 878 


440 


97,500 


Dźwina 


. 970 


580 


87,200 




Do morza Czarnego trzema rzekami: 




Dniepr . 


. 2150 


1024 


510,000 


Boh . . . 


. 773 


510 


62,900 


Dniestr. . 


. 1338 


680 


81,000 



85 



Odra. 



§ 14. Odra. 

Odra zaczyna się na południowej stronie Jesionika Morawskiego na wyso- 
kości około 630 metrów nad p. m. i w górach szybko spada na co- 
raz niższe poziomy, aby na równinie Bramy Morawskiej osiągnąć już 
spadek bardzo łagodny. Pod Boguminem przeciętny poziom wody nie dochodzi 
200 metrów nad poz. morza. Nieco niżej, koło Baciborza spadek nie przekracza 
0,3°/ 00 , to jest wynosi prawie tyle, co spadek pozostałej części rzeki aż do morza. 

Dopływy z Jesioniku, jak Łuha i Opawica, mają charakter potoków górskich 
a jedyne poważniejsze dopływy z Beskidu, Ostrawica i Olsza, są rwącemi potoka- 
mi w swym górnym biegu. 

Po połączeniu z Olszą, Odra wpływa na zapadłość górnej Odry, przyjmując 
z prawej strony szereg dopływów, z których najważniejsze są: Kłodnica, obecnie 
skanalizowana, wiodąca w głąb okolic węglowych, Małopanwia (Mała Panew, niem. 
Malapane), odwodniająca okolice bogate w rudy żelazne, cynkowe i ołowiane, 
a przez to krainy o wysokim rozwoju górniczo-przemysłowym, Stobrawa i Widawa. 

Z lewej strony, nieco większe znaczenie posiadają Nissa Śląska (Kładzka), 
zbierająca wody z kotliny Kładzkiej i kierująca odwieczne szlaki dziejowe wpo- 
przek Sudetów, maleńka Oława, przy której ujściu rozrósł się Wrocław, Bystrzy- 
ca (inaczej Wystrzyca) i Kacbacha. 

Od połączenia z Olszą, Odra utrzymuje kierunek północno-zachodni, od uj- 
ścia Kacbachy, koryto rzeki wytwarza parokrotnie wielkie załamy, gdyż teraz, 
przepływając przez obszar wielkich dolin, częściowo korzysta z niektórych odcin- 
ków owych dolin; tu otrzymuje dopływy prawobrzeżne, które w obszernych do- 
linach szeroko rozlewają swe koryta, powodując błotnistość okolic — takiemi są: 
Barycz i Zgniła Obra. 

Z lewej strony Odra otrzymuje dopływy, które w swym górnym biegu po- 
wstają w Sudetach, jak Czarna Woda, Czarna i najpoważniejsza z nich Bobra wa 
z Kwissą. Bobrawa, sięgając swemi dopływami w głąb gór Olbrzymich, odwadnia 
tak ważną w tamtejszem osadnictwie kotlinę Hirszberską i zbierając wody z prze- 
łęczy Kamieniogórskiej, sprawia, że jej dolina posiada znaczenie szlaku, łączącego 
Śląsk z Czechami. Dorzecze Kwissy stanowiło zachodnią krawędź Śląska, sąsiedni 
bowiem lewobrzeżny dopływ Odry, Nissa Łużycka, już leżała na Łużycach; doli- 



86 RZEKI. 

na tej rzeki prowadzi w górę, w stronę Czech i łączy Brandenburg z kotliną 
Czeską. 

Najważniejszym i największym dopływem Odry jest Warta, długości 350 km. 
Początek bierze tuż pod krawędzią jury Krakowsko-Częstochowskiej 
i zebrawszy wody sąsiednich strumieni, podąża mniej więcej równo- 
legle do tego pasma, aby pod Częstochową przedrzeć się w kierunku wschodnim 
przez pasmo, tworząc najbardziej malownicze i urozmaicone okolice około Msto- 
wa, skąd skierowywa się na północo-zachód, jednak ten kierunek jest tylko wy- 
padkowy, gdyż składa się z kilku odcinków o kierunkach bliskich do południko- 
wego i równoleżnikowego. Za Mstowem Warta zwraca się łukiem, ku wschodo- 
wi wygiętym, aby później wprost skręcić ku zachodowi, w tem miejscu przyjmuje 
Liswartę i odtąd staje się zdatną do stałego spławu. Od Ogrobli płynie na pół- 
noc, zbierając wciąż wody mniejszych dopływów, rozwidla się na kilka odnóg 
w okolicach Sieradza, aż wreszcie od wschodu przyjmuje Ner, płynący w potęż- 
nej dolinie o maleńkim spadku — Warszawsko-Berlińskiej. 

Na wschód od Neru, w tej samej dolinie, płynie Bzura ku Wiśle, a na ich 
dziale wodnym jest dogodne miejsce dla połączenia kanałem, Warty z Wisłą. 
Nieco dalej ku północy Warta ostatecznie skierowywa swe wody na zachód w tę 
samą dolinę, a w miejscu tego załamania powstało miasto Koło. W wielkiej do- 
linie koryto Warty często rozszerza się w błota lub też rozwidla się, tworząc wy- 
spy, przyjmuje z południa znaczniejszy dopływ Prosnę i sporo mniejszych rzeczek, 
utrzymując swój kierunek zachodni aż do Śremu, aby tam załamać się ku pół- 
nocy. Na północ od odcinka Warty Koło Pyzdry, leży pojezierze Kujawskie, 
z którego część wód spływa wprost do Warty, jak np. mnóstwo drobniejszych 
jezior, na południe od Gopła leżących (Ślesińskie, Pątnowskie, Gocławskie). Na 
środku odcinka Śrem-Oborniki, gdzie brzegi naogół są dość suche i twarde przy 
ujściu rzeczki Cybiny, leży Poznań (rys. 71). Od Obornik Warta jeszcze raz 
skierowywa się na zachód i tak płynie aż do Santoka, odkąd bieg jej aż do uj- 
ścia tworzy parę słabych wygięć. 

Przy Santoku, Warta łączy się z Notecią, której początek należy uważać 
w rzeczce Szyszynie, wpadającej do południowego końca Gopła. Je- 
zioro Gopło *) przy długości 29 km. i powierzchni około 37 km. kw., 
wylewa swe wody do rzeki Noteci; swą częścią północną Gopło leży w krajo- 
brazie moreny dennej, skutkiem czego jest ono płytkie, trzecia część jeziora wy- 
kazuje głębokość mniejszą od 5 metrów, a największa głębokość nie dochodzi do 
16 metrów, południową zaś częścią w krajobrazie moreny czołowej. 

Dział wodny między Gopłem, którego poziom wody leży na wysokości 77 
metrów nad p. m., a jeziorem Ślesińskiem (93 m.), wznosi się do 96 metrów. 
Podniesienie poziomu wody w jeziorze Ślesińskiem o parę metrów umożliwiało 
przelewanie wody i do Gopła, czyli Warta mogła się łączyć z Gopłem-Notecią, co 
w epoce przeddziejowej, w czasie roztopów wiosennych, mogło się zdarzać. 

Obecnie Gopło wylewa swe wody ku północy, oprócz tego, po stronie 
wschodniej posiada jeszcze dwie doliny, z których północna Bachorska, pasem 



l ) H. Schiitze. Goplosee. (Pett. Mitt. 1912. VI). 



ODRA. 



87 




błot prowadzi ku Zgłowiączce, dopływowi Wisły, południowa zaś Głuszyńska łą- 
czy się z Bachorską. 

Dział wodny na dnie doliny rzeczki Bachorki, t. j. dział miedzy Wisłą a Go- 
płem-Notecią-Odrą, leży na wysokości 85 metr., czyli na połączenie 
Wisły z Gopłem należałoby poziom wody zgórować w tem jeziorze 0d ° ąC ^"'? 
przeszło na 8 metrów. Jeżeli to kiedy było możliwe, to napewno 
wówczas, kiedy Kruszwica w dzisiejszem miejscu jeszcze nie istniała, bo leży ona 
5 metr. nad poz. Gopła. 

W każdym razie, połączenie naturalne wód Gopła z Wisłą wymagałoby wa- 
runków daleko bardziej wyjątkowych, jak np. ruchy epirogeniczne, niż połącze- 
nie Warty przez Ner i Bzurę z Wisłą, gdzie dział wodny między Nerem a Bzurą 
na błotach pod Łęczycą, wznosi się niespełna dwa metry ponad Nerem; w tem 
miejscu i obecnie wielkie wylewy wiosenne (np. wiosną 1888 r.), wytwarzają po- 
łączenie wód Neru-Warty z Bzurą. 

Noteć, wyszedł- 
szy z Gopła łamaną 
linją, dąży ku półno- 
cy i nieco ku zacho- 
dowi, przepływając 
przez kilka jezior aż 
do Nakła, odtąd dą- 
ży wprost na zachód, 

trzymając ., 

J J " Noteć 
się wiel- 
kiej doliny Toruńsko - 
Eberswaldzkiej. Na 

wschód od Nakła, dno tej doliny kieruje się ku Wiśle i przyjmuje dolną Brdę. 
Dział wodny między poziomem wody w Noteci pod Naklem a poziomem Brdy, 
wznosi się do 4,3 metra, to też był on łatwy do przekopania i od roku 1776 
istnieje tu kanał Bydgoski. 

Noteć, płynąc wielką doliną, czasem do 8 km. szeroką, rozlewa się bar- 
dzo szeroko, tworząc bagna nadnoteckie, które razem z potęźnemi lasami, dużo 
współdziałały w wytworzeniu odrębności Wielkopolski i Pomorza, a mianowicie 
poprzez całą dolinę Toruńsko-Eberswaldzką, między Odrą a Wisłą, istniały tylko 
trzy możliwe miejsca do przeprawy: 1) pod Santokiem, 2) pod Czarnkowem o 70 
km. w górę rzeki od pierwszego i 3) przez Brdę w bliskości Wisły pod Wyszo- 
grodem, o milę na wschód od dzisiejszej Bydgoszczy, o 110 km. od drugiego. 
To trwało aż do końca Xl stulecia, kiedy utorowano przeprawę pod Naklem — 
inne przeprawy, jak np. pod Drżeniem, Wieleniem i Ujściem, już w późniejszym 
okresie powstały. 

Noteć zbiera wody z południowej części Pojezierza Pomorskiego w całym 
szeregu rzeczek, z których najważniejszemi są Łobzonka, Głda (Chuda) i Drawa, 
aż wreszcie pod Santokiem zlewa się z Wartą. 

Całe dorzecze Warty mierzy przeszło 53 tys. km. kw., co wynosi przeszło 
47°/ dorzecza Odry— stanowi zatem prawie jego połowę. 



V. Kanał bydgoski 



Rys. 76. Pódl. St. Pawłowskiego. 



88 



RZEKI. 



Lewy brzeg Odry, od ujścia Nissy Łużyckiej aż do morza, poważniejszych 
dophwów nie posiada, to samo spotykamy po prawej stronie na północ od uj- 
ścia Warty. Odra po przyłączeniu Warty, skierowywa się ku północo-zachodo- 
wi, wkrótce rozwidla się w ten sposób, że prawe koryto Żóraw, sztucznie uregu- 
lowane, zbiera wody Odry przy zwykłym poziomie, lewe zaś, rozczłonkowane na 



73 



D 

c 

3 

r> 

•u 

o 

N 

O. 

o 
Si 



73 

OO. 



N 
7? 



> 

y 




kilka odnóg, coraz bardziej ulegające zapiaszczeniu, odprowadza nadmiar wód 
w czasie powodzi. W tem miejscu Odra osiąga swój najbardziej zachodni punkt, 
aby dalej skierować się ku północo-wschodowi. 

Dolina Toruńsko -Eberswaldzka przechodzi na lewy brzeg Odry, a mianowi- 
cie nawprost ujścia Warty tworzyła niegdyś olbrzymie bagna, dziś osuszone, któ- 
re były w związku z rozpoczynającem się rozwidleniem Odry; ta wielka dolina 



WISŁA. 89 

idzie i dalej na zachód, umożliwiając połączenie Sprewy z Odrą kanałem Finow- 
skim już w latach 1(505 — 1620. 

Wyżynę Bałtyku Odra przerzyna wyłomem 8-9 km. szerokim, a za wyło- 
mem rozpada się na kilka odnóg, które, przepłynąwszy przez jezioro Damsee, 
łączą się w jedno koryto, aby wpłynąć do zalewu Odrzańskiego, oddzielonego od 
Bałtyku wyspami Urżną i Wolinem; pomiędzy temi wyspami a brzegami lądu 
trzy cieśniny stanowią odnogi Odry: zachodnia odnoga — Piana (Peene), środko- 
wa — Świnia (Swine) a wschodnia — Dziewinów (Diwenow). 

Lewa część dorzecza Odry stanowi zaledwie 30°/ powierzchni całego dorze- 
cza, jeżeli zaś Nissę Łużycką — wobec jej kierunku, zgodnego z dolnym biegiem 
Odry — uważać za początek Odry, to ziemie, leżące na zachód od Nissy-Odry, 
z ledwością przekroczą 7°/ całego dorzecza. 



§ 15. Wisła. 

Wisła, ze wszech miar najważniejsza rzeka na naszym obszarze, zakreśla od 
Beskidu Zachodniego do Bałtyku krzywą linję, zbliżoną do litery „S". Wypływa 
ona dwoma potokami z pod Baraniej Góry i w czasie swego bie- 
gu górskiego zachowuje kierunek północny tak samo, jak i na pod- 
górzu. Od Strumienia zwraca się na wschód i wpływa w zachodnią odnogę za- 
padłości górnej Wisły— kotlinę Oświecimsko-Krakowską. Przebiegłszy 200 km., 
Wisła w okolicach Tyńca i Krakowa przełamuje się przez wapienne skały jurskie 
i wypływa na nizinę Południowopolską (Górnopolską), trzymając się krawędzi wy- 
wyżyny Małopolskiej, przez co z kierunku wschodniego przechodzi do północno- 
wschodniego. W górnym biegu Wisła na przestrzeni 55 kilom, posiada spadek 
przeszło 15°/ 00 , później zaś do ujścia Dunajca jej spadek waha się od 0,3 do 0,36°/ 00 , 
opadając jeszcze bardziej ku ujściu Sanu. W tym biegu Wisła otrzymuje z pra- 
wej strony Białkę, Sołę, przepływającą przez kotlinę Żywiecką, Skawę ze Skawi- 
cą, Babę i Dunajec z Popradem, które zbierają wody kotliny Nowotarskiej i ko- 
tliny Spiskiej i swemi dolinami łączą kraje, po obu stronach Beskidu i Tatr 
leżące. 

Wszystkie te dopływy posiadają wielki spadek, do 5,7°/ 00 dochodzący (tylko 
Baba nieco mniejszy), a razem z Wisłoka i Sanem, których spadek w górnych 
częściach odpowiada poprzednim, jednakże na niżu opada do spadku Wisły pod 
Sandomierzem — posiadają znaczne masy wód, gdyż ilość opadu w górach (patrz 
„Klimat") jest znacznie większa, niż w pozostałych ziemiach polskich. Te wody, 
z Beskidu płynące, znacznie wpływają na poziom wody w Wiśle w czasie rozle- 
wów wiosennych, a są wyłączną ich przyczyną w czasie wylewów letnich. 

San przy długości przeszło 400 km., mało co ustępuje górnej Wiśle, a swym 
lewobrzeżnym dopływem Wisłokiem (Jesiołkę można uważać za gór- 
ny bieg Wisłoka)), oraz swoim górnym biegiem odwadnia kotliny 
śródgórskie. Z prawej strony w swym dolnym biegu otrzymuje wolno płynącą 
Tanew. 

Wisła, po połączeniu z Sanem, przerzyna się między wyżyną Badomską 
a Lubelską, tworząc dolinę, czasami przekraczającą 8 km. szerokości i tylko na 



90 



RZEKI. 



północy, w okolicach Kaźmierza zwężającą się do V/ 2 km. W środku tego wy- 
łomu przyjmuje z lewej strony Kamienną, zbierającą wody z północno-wschod- 
niej części gór Sto Krzyskich, a z prawej strony z wyżyny Lubelskiej, żadnego 
poważniejszego dopływu nie otrzymuje, gdyż większa część wód z tej wyżyny 
spływa Wieprzem, nieco bardziej ku północ}'. Pomimo wyłomu, charakter rzeki 
równinowej utrzymuje się w całej pełni, spadek od ujścia Dunajca zmniejsza się 
minimalnie i w takim stanie wkracza w pas wielkich dolin. Tu przyjmuje z le- 
wej strony Radomkę i Pilicę, których dolny bieg był w dawnych czasach wyso- 
ce bagnisty, to też Radomka była granicą plemienną między Mazurami a Sando- 
mierzanami. 

Pilica, pomimo znacznej długości (326 km. przy spadku, przenoszącym l°/ 00 ), 
nie posiada znaczniejszych dopływów, ani też znacznych ilości wody, gdyż posia- 
da małe dorzecze, którego przeciętna szerokość wynosi zaledwie 44 km. W środ- 




Rys. 78. Wisła pod Kaźmierzem (Fot. ze zb. P. T. Kr). 



kowym i częściowo w górnym biegu ta rzeka stanowiła granicę plemienną mię- 
dzy Wielkopolanami i Małopolanami. 

Z prawej strony Wisły środkowej rzeczka podrzędnego znaczenia, Świder, 
poprzedza najpotężniejszy z dopływów Wisły, Bugo-Narew, którego dorzecze wy- 
nosi mniej więcej trzecią część dorzecza Wisły, a należy dodać, że ta rzeka przed 
ujściem jeszcze przyjmuje Wkrę (inaczej Działdówkę). 

Bug płynie z pod północnej krawędzi wyżyny Podolskiej, z miejscowości 
wielce bagnistych, wkrótce przyjmuje z lewej strony Huczwę, a z prawej strony 
Ług, rzeczki nieduże, jednakże niepozbawione znaczenia, gdyż wpływały na roz- 
kład dróg miejscowych. Płynąc wprost ku północy, Bug rozdziela wyżynę Wo- 
łyńską od Lubelskiej, a w nizinnym pasie wielkich dolin płynie środkiem Podla- 
sia; w miejscu zagięcia ku północo-zachodowi przyjmuje Muchawiec, którego do- 



WISŁA. 



91 



lina prowadzi do Prypeci, i to umożliwiło budowę kanału Królewskiego, 
(niedaleko od jego 
ujścia Bug zwraca się 
ku zachodowi), pra- 
wobrzeżny dopływ 
Bugu i lewobrzeżny 
Liwiec w grubych za- 
rysach, mogą być u- 
ważane za granicę 
Mazurów i Podlasia- 
ków. 

Narew, rozpoczy- 
nająca się na między- 
rzeczu Podlaskiem, 
łukiem ku północy 
zwróconym, kieruje 
się do ujścia Bugu, 
gdzie pod Serockiem, 
w odległości przeszło 
pięciu mil od ujścia 
do Wisły, łączy się 
z Bugiem. Większą 
część swych 
wód Narew 
otrzymuje z północy, 
a mianowicie Orzyc, 
Omulew , Bozoga", 
Skwa i Pissa, odwa- 
dniają bogatą w je- 
ziora część pojezie- 
rza Pruskiego, ostat- 
nia z tych rzek wy- 
pływa zjeziora Śniar- 
dwy (150 km. kw.) 
i jest połączona ka- 
nałem z rzeką Pre- 
gołą. W miejscu naj- 
większego wygięcia 
swego łuku ku pół- 
nocy, Narew otrzy- 
muje z północo- 
wschodu Biebrzę,któ- 
rej dopływ Netta u- 
możliwił połączenie 
Wisły z Niemnem 
przez dolinę Czarnej Hańczy, t. zw. Kanałem Augustowskim. 



Nurzec 



Narew. 




o 

■DO 
O) 



O 

CU 
C/3 



-a 
o 
O* 



CC 



02 



RZEKI. 



O pół mili przed ujściem do Wisły, Bugo Narew z prawej strony przyjmuje 
Wkrę z dopływem Łydynią — ta rzeka płynie z najwyższych okolic pojezierza 
Pruskiego, a mianowicie z jeziora Działdowskiego, na zachód od przesmyku Grun- 
waldzkiego; jest tu węzeł rzeczny, z którego również biorą początek Drwęca i Ossa. 

Połączenie Bugo-Narwi z Wisłą, jest bardzo ważne ze względu na stosunki 
ludzkie, a mianowicie wytwarza pewną liczbę odcinków kraju, poprzegradzanych 
rzekami, a zmierzających zwężonemi końcami w stronę Modlina, co jest przyczy- 
ną wielkiego znaczenia strategicznego omawianego zakątka. 

Niżej Modlina Wisła jest rzeką o potężnej ilości wód, gdyż już 4 / 5 dorze- 
cza tu zbiera nadmiar swych opadów, przyczem tu wchodzą i obszary, najbar- 
dziej obfitujące w deszcze —Karpaty; w dalszym ciągu kieruje się ku północo-za- 
chodowi, jak gdyby odpierana przez południowe rozpłaszczenie pojezierza Pru- 
skiego. Tu Wisła otrzymuje z prawej strony szereg drobniejszych rzeczek, z któ- 
rych najważniejsza Skrwa (prawobrzeżna), rozgraniczała Mazowsze od ziemi Do- 
brzyńskiej. Za ujściem Drwęcy, Wisła kieruje się ku północy i wschodowi. 

Z lewej strony Wisła otrzy- 






• 




muje Bzurę; powyżej jej ujścia la- 
tem od niepamiętnych czasów wy- 
stępują mielizny, które ułatwiały 
istnienie brodów (np. przeprawa 
Jagiełły w r. 1410); nieco niżej, 
prawie nawprost ujścia Skrwy 
(prawobrzeżnej) wpada Skrwa (le- 
wobrzeżna), która zgruba rozgra- 
nicza Kujawy od Mazowsza i da- 
lej Zgłowiączka, odprowadzająca 
wody z błot Bachorskich. 

W miejscu, gdzie Wisła two- 
rzy prawie prosty kąt, zwrócony 
ku zachodowi, otrzymuje Brdę, 
która dolnym biegiem zajęła ob- 
szerną dolinę Toruńsko-Eberswaldzką. Górna Brda spływa z wyży- 
ny Pomorskiej wprost na południe, tworząc jak gdyby przedłużenie 
kierunku górnej Prosny i jeziora Pakoskiego na Kujawach. Spadek wody w dol- 
nej Brdzie ku Wiśle, wbrew oczekiwaniu, jest dość znaczny, a to daje się objaś- 
nić względnie młodym wyłomem Wisły przez wyżynę Bałtycką, który tu wystę- 
puje ku północy, słowem Brda posiada cechy do pewnego stopnia rzeczki gór- 
skiej, która swą doliną, jak gdyby nieco zwieszała się nad doliną Wisły. 

Przełamując się przez wyżynę, rzeka wytwarza największe zwężenie pod 
Fordonem, skąd wkrólce rozpoczyna się rozszerzenie doliny, pokrytej żyznemi 
łęgami i rolą — darem Wisły, ciągnące się nieprzerwanie aż do morza. Nieco ni- 
żej od Fordonu, z lewej strony koło Świecia, wpada Wda, czyli Czarna Woda, 
odwadniająca puszczę Tucholską — tak samo jak i Brda, posiada ona znaczny spa- 
dek w swej części dolnej. Z prawej strony wpada Ossa i nieco dalej, na lewym 
brzegu od Nowego Miasta do Fidlic (rys. 74), występuje wyżyna prawie urwistą 
ścianą, do 60 metrów w} 7 soką, a na 9 km. długą. 



Rys. 80. Wisła pod Czerwińskiem. (Fot. K. KulwieciaA 



Ujście Brdy. 



WISŁA. 



93 



Na prawym brzegu, koło Kwidzyna, wpada Liwna, rzeczka o największym 
spadku na wyżynie Bałtyckiej. Otrzymawszy jeszcze z lewej strony Wierzycę, 
Wisła za Gniewem rozdziela się na lewą odnogę — Starą Wisłę i prawą — Nogat, 
który wpada do zalewu Fryskiego. 

W tem miejscu dawniejsza zatoka Gdańska, sięgała daleko w głąb i namuły 
Wisły zaniosły południową część zatoki, wytwarzając deltę, owe ży- 
zne Żuławy. Delta Wisły jest przecięta odnogami Wisły i Nogatem, Ujscie Wyty- 
ku północo-wschodowi zaś mierzeja Fryska jest dalszym ciągiem delty, chociaż 
w jej wytworzeniu uczestniczy nurt Nogatu i działanie fal morskich. Stara Wi- 
sła, rozdzieliwszy się i łącząc parokrotnie przed ostatecznem ujściem do morza, 







Rys. 81. Krajobraz rozszerzonej doliny, bliżej ujścia Wisty. 



odchyla się ku zachodowi, oddzielona wąskim pasem piaszczystym — dawną mie- 
rzeją—parokrotnie przerwanym: w latach 1841 i 1895 siła wody tego dokonała, 
i wody Wisły znajdowały same dla siebie bliższą drogę do morza. Celowa pra- 
ca człowieka uporządkowywa to zjawisko i dąży do tego, aby dawne ujście było 
bezpiecznym kanałem, doprowadzającym statki do Gdańska, który dziś leży przy 
odnodze, poniekąd martwej, w tem miejscu, gdzie Motława, przeważnie płynąca 
przez deltę Wisły, łączy się z Radunią, odwodniającą t. zw. Kaszubską Szwajcarję. 
Przewaga prawej strony dorzecza Wisły nad lewą występuje jeszcze wy- 
raźniej, niż u Odry, gdyż powierzchnia lewej strony, wynosi tylko 27°/ całego 
dorzecza. 



94 



RZEKI. 



Niemen. 



§ 16. Niemen. 

Niemen posiada źródła na południowym wschodzie wyżjny Litewskiej, na 
Białej Rusi, na wysokości 177 metrów nad poz. morza i początkowo w swym 
górnym biegu, t. j. aż do ujścia Kotry, powyżej Grodna, utrzymuje 
swój zasadniczy kierunek zachodni, chociaż parokrotnie dość znacz- 
nie się załamuje, tworząc: 1) odcinek, o kierunku północo-zachodnim do ujścia 
Klewy. 2) południowo-zachodni od ujścia Klewy do ujścia Zelwianki i 3) znowu 
północo-zachodni do ujścia Kotry (i nawet nieco dalej). Tu stopniowo spadek 
łagodnieje i z l,3°/ 00 , spada koło Stołbiec, gdzie Niemen zaczyna być spławnym, 
do 0,2, a za ujściem Szczary do 0,08°/ 00 . 

W dalszym biegu spadek się zwiększa, tam mianowicie, gdzie leży Grodno, 
między ujściem Kotry i Czarnej Hańczy, istnieje wyłom śród skał nieco tward- 
szych, i ta natura materjału, 
„ s4 a zapewne i najmłodsze ru- 
chy górotwórcze, nie pozwo- 
liła wyrównać dna tak szyb- 
ko, jakby to mogło się stać 
śród skał okruchowych, jak 
piaski, gliny i margle, wyłącz- 
nie spotykane w górnym bie- 
gu—spadek prawie trzykrot- 
nie się wzmaga i wynosi 0,23 
na tysiąc, aby przed ujściem 
Wilji jeszcze bardziej wzro- 
snąć. 

W górnym biegu Nie- 
mna najważniejszym dopły- 
wem jest Szczara, wygięta 
w podkowę, a przez to po- 
siadająca prawie cztery razy 
większą długość koryta, niż 
odległość powietrzna źródeł 
od ujścia. Szczara umożliwiła w r. 1781 połączenie Niemna z Prypecią t. zw. 
kanałem Ogińskim. 

Załamawszy swój bieg ku północy w okolicach Grodna, Niemen wkrótce 
z lewej strony otrzymuje Czarną Hańczę, która przepływa przez jezioro Wigier- 
skie (rys. 63). Ona pozwoliła połączyć Niemen z Wisłą kanałem Augustowskim 
w r. 1839. 

Uważając odcinek Niemna od ujścia Kotry do Wilji za środkowy bieg rze- 
ki, należy zaznaczyć obecność zagięć półkolistych i nawet kształtem podkowę 
przypominających; najgłośniejszym tego przykładem jest półwysep Birsztański, 
okrążony Niemnem na długości 48 km., przytem z powrotem podchodzi, zwęża- 
jąc szyję półwyspu do 4,6 km.; na tym odcinku poziom Niemna obniża się o 13 
metrów, czyli w razie przekopania otrzymanoby tu, jeżeli nie wodospad, to w każ- 




taotnt 



;, */-.- 



Rys. 82. 



Mapa hipsometryczna okolic Grodna i ujścia 
Czarnej Hańczy. 



NIEMEN. 



95 



dym razie pokaźny próg. Dzięki tym zakolom, które są właściwie meandrami 
wgłębionemi, na odległości 147 km. Niemen zakreśla swem korytem 318 km., co 
w wysokim stopniu zmniejsza pożyteczność tej rzeki. 

Zmieniwszy północny kierunek na zachodni, Niemen otrzymuje największy 
ze swych dopływów, Wilję ze Świętą. Wilja rozpoczyna się na 
wschodzie, na wysokości 210 metr. nad poz. morza i przy długości 
koryta 460 km., pokonywa około 190 metrów wyniesienia; jest to spadek znacz- 
ny, gdyż przeszło 0,4 na tysiąc, co świadczy o młodości krajobrazu; prawdopo- 
dobnie litewski czworobok, złożony (patrz rys. 61) ze zwałów moreny czołowej, 
później był od lodów uwolniony, niż górny bieg Niemna. 



Wilja. 




Rys 85. Czarna Hańcza. (Fot. ze zb. P. T. Kr.). 



Szczególniej zwraca uwagę odcinek rzeki w górę od ujścia Świętej, gdyż tu 
spadek jest wyjątkowo znaczny, bo wynosi przeszło 0,5°/ 00 ; taki sam spadek po- 
siada i dolny bieg Świętej. Ten duży spadek nie jest jednostajny, lecz rozpada 
się na szereg miejsc spadzistych -prądowin rzecznych i spokojniejszych odcinków, 
co wskazuje na stosunkową młodość Wilji, a szczególnie jej wyłomu, poprzez 
zachodnią część wyżyny Litewskiej. Widły między Wilja i Świętą stanowią ob- 
szar piasków lodowcowych, wówczas gdy prawy brzeg Świętej i lewy Wilji — 
obszar glin lodowcowych; przy połączeniu się tych rzek, wody przerżnęły się aż 
do pokładów trzeciorzędowych. Dopływ Wilji-Żejmiana, odwodnia dość znacz- 
ną ilość jezior, leżących w północnej części wyżyny, dalej ku zachodowi spływa- 
jąca Święta odprowadza wody jeszcze większej ich liczby. 



96 



RZEKI. 



Od zlania Wilji z Niemnem ten ostatni rozpoczyna swój dolny bieg, gdzie 
spadek znacznie łagodnieje (0,12°/ 00 ), i wkrótce z prawej strony przyjmuje Niewia- 
żę, która płynie w dolinie szerokiej, a spadek posiada dość znaczny, bo 0,44°/ 00 , 
górnym biegiem podchodzi do Lawenny — Muszy (dopływ Kurlandzkiej Aa). Da- 
lej, również z prawej strony, otrzymuje Dubissę, główną rzekę Żmudzi, która przy 
długości 145 km. posiada przeciętnie spadek 0,68°/ 00 , a nawet i przy ujściu nie- 
wiele mniejszy; te znaczne spadki (sąsiednia od zachodu Jura w górnym biegu 
przekracza 1 na tysiąc), wraz z obecnością jezior, dowodzą młodości krajobrazu. 
Dolina Dubissy rozcina wyniesienie Żmudzkie na większą część zachodnią i mniej- 
szą wschodnią. Od górnej części doliny, koło Kurtowian— przeszło 100 metr. nad 




k Ty no 




IV. Kanał augustowski. 



Rys. 84. (Podług St. Pawłowskiego). 



poz. morza — oddziela się 15 km. długa, 1 km. szeroka zapadłość, dochodząca 
w Kurlandji do rzeki Windawy koło wsi Terleje; jest to jak gdyby przez naturę 
wskazane miejsce na kanał Windawski, tem bardziej, że zasobne w jeziora części 
wzniesienia Żmudzkiego, dochodzą do 230 metrów nad poz. morza, przeto kanał 
na dziale wodnym mógłby z łatwością być zasilanym wodą. Jednakże znaczna 
płytkość Dubissy (w końcu lata 0,3 metra), zawieszałaby czynność kanału na 
znaczną część roku. Zachodnia część wzniesienia Żmudzkiego zbiera swe wody 
do rzeki Jury, której ujście leży mało co niżej od ujścia z lewej strony Niemna 
wpadającej Szeszupy. 



PREGOŁA, DŹWINA. 97 

Im bliżej ujścia, tern spadek dopływów niemnowych znaczniejszy— Szeszupa 
przeciętnie dla całej długości przekracza 0,7°/^ — z czego należy wnio- 
skować o stosunkowo niedawnem istnieniu dolnego Niemna, który ze szupa. 
prawdopodobnie najpierw doliną Szeszupy i Wystruci dążył do doliny Pregoły, 
a dopiero wkońcu przerwał nieznaczną wyżynkę koło Wilkiszek, w okolicach 
Ragnety. Poza Ragnetą, Niemen rozdziela się koło Kalmen na prawą odnogę 
Ruszę, która następnie znowu się rozwidla, zanim dojdzie do zalewu Kurońskie- 
go i na lewą Gilgę, która na południowym zachodzie kilkoma odnogami wpada 
do tego samego zalewu. 

Na wschód od Nogatu, pominąwszy małą Elblążkę i nieco znaczniejszą 
(120 km. długości) Pasłękę, która w Warmji zmierza wprost do zalewu Fryskiego, 
cała powierzchnia przeszło 15 tys. km. kw. pomiędzy dorzeczem Wisły i Niemna 
zlewa swe wody do Pregoły. 



§ 17. P r e g o ł a. 

Pregoła zbiera swe wody z kilku rzek mniejszych, razem po połączeniu, 
tworzących jedną rzekę. Od północo-wschodu płynie Wystruć czę- 
ściowo tą doliną, którą niegdyś Niemen dążył do Pregoły. Przy dłu- re 9° a - 
gości przeszło 100 km. ta rzeka w górnym biegu posiada znaczny spadek (0,7°/ 00 ), 
w dolnym zaś dość mały. Pissa, od wschodu płynąca z jeziora Wisztynieckiego 
wraz z Romintą, płynącą z południo-wschodu, posiadają te same właściwo- 
ści jeszcze w większym stopniu. Od południa z jeziora Mamry płynąca Węgorapa, 
jako rzeka wyżynowa, w górnym biegu posiada znacznie mniejszy spadek, niż 
w środkowym i dolnym (0,46 wobec 0,72°/ 00 ). Dolina tej rzeki zakreśla postać 
litery „S" i jest zużytkowana przez kanał, który tu łączy jezioro Śniardwy (a więc 
Pissę — dopływ Narwi) z Bałtykiem. Te trzy rzeki łączą się prawie w jednem 
miejscu— tu rozwinęło się miasto Wystruć (Insterburg) — odkąd już dalej tworzy 
się rzeka Pregoła o długości 126 km., która przy maleńkim spadku już prawie 
stale dąży na zachód. Z lewej strony otrzymuje dopływ Łynę (290 km.), której 
spadek przypomina Węgorapę — słaby w górnym biegu, staje się znaczniejszym 
przy zejściu z wyżyny. Osobliwością Pregoły jest jej naturalne rozgałęzienie na 
57 km. przed ujściem — prawe ramię Dejma, 37 km., długie, zdąża wprost na pół- 
noc do zalewu Kurońskiego. W dolnym biegu Pregoła parokrotnie się rozgałę- 
zia i znowu łączy, zanim trzema odnogami wpadnie do zalewu Fryskiego. 

Pominąwszy szereg drobnych rzeczek kurlandzkich, z których jedna tylko 
Windawa odznacza się poważniejszą długością, dalej na wschód spotykamy Dźwinę. 



^ 18. D ź w i n a. 

Dźwina, ostatnia z wielkich rzek bałtyckich naszego obszaru, rozpoczyna 
swój bieg na wyżynie Wałdajskiej, a właściwie na zachodniej części 
wyniesienia Wielkorosyjskiego, na wysokości koło 250 metr. nad poz. 
morza; początkowo ogólny jej kierunek jest południowo-zachodni, przyczem rzeka 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 7 






RZEKI. 



posiada spadek nieznaczny 1 / 8 na tysiąc. Od Witebska kierunek zmienia się na 
północno-zachodni i tu wykazuje spadek wogóle słaby, lecz jednocześnie nad- 
zwyczaj niestały: przeciętna 0,2°/ 00 nie cechuje biegu rzeki, bo ona, pominąwszy 
mielizny i pojedyncze kamienie, posiada całe szeregi kamieni, t. zw. „zapory", 
progi bądź pojedyncze, bądź całemi gromadami i wówczas spadek, zwykle ła- 
godny, staje się znaczniejszym, a więc: od ujścia Ułły znacznie poza Połock spa- 
dek wynosi 0,08°/ 00 , przed ujściem Dzisny- 0,64°/ 00 ; w okolicach Dynaburga— 0,06°/ 00 , 
a na progach Jakobsztackich aż l^G /^. 

Dopływy Dźwiny nie odznaczają 
się wielkością. W górnym biegu z pra- 
wej strony wpada Toropa (180 km.) 
i z lewej strony Kaspla (razem z Wy- 
drą 130 km ) — w tej części rzeki są to 
dopływy najdłuższe. W środkowym 
biegu Dźwina otrzymuje Dryssę, odwo- 
dniającą jeziora w Newelskiem (długa 
140 km., a razem z Uszczą 210 km.), 
a z lewej strony Łuczosę z Ułłą, ina- 
czej Ułanką, która, jeżeli weźmiemy za 
jej górny bieg Essę, przekracza 200 km. 
Essa przepływa jezioro Lepelskie x ) — 
można je nawet uważać za znacznie 
rozszerzone koryto Essy — w swej "gór- 
nej części zbliża się do dorzecza Be- 
rezyny tak, że można było tędy popro- 
wadzić kanał Berezyński, łączący Dźwi- 
nę z Dnieprem. 

W dolnym biegu, z lewej strony 
wpadająca Dzisna (140 km.) zbiera wo- 
dy z części pojezierza Litewskiego, 
a z prawej strony Ewikszla (przeszło 
100 km. długości odprowadza okólną 
drogą, gdyż początkowo na północ, wody z jeziora Łubańskiego 2 ). To ostatnie, 
jedno z największych na ziemiach dawnej Polski, gdyż 115 km. kw. mierzące, 
dość płytkie i otoczone potężnym pierścieniem moczarów i błot, zbiera wody 
przeważnie ze wschodu, gdzie Bzeczyca i Malta, długością mało ustępujące Ewi- 
kszcie, są strumieniami najważniejszemi. Ewikszta, rzeka graniczna Inflant Polskich 
i Szwedzkich jest spławna, a warunki pozwalałyby skrócić ją znakomicie, prze- 
prowadzając kanał od środkowego biegu rzeki do południowej części jeziora. 

Dźwina przy ogólnej długości 970 km., posiada znaczenie jako droga wodna 
i jako przeszkoda strategiczna dopiero od Witebska, t. j. na przestrzeni 611 km. 
Wysoce nierówne spadki wodne i mnóstwo kamieni w korycie rzeki, są świadec- 
twem względnej młodości dorzecza, gdyż tu lodowiec musiał jeszcze później ustą- 
pić, niż nad Wilją. 




Rys. 85. (Podług S. Pawłowskiego). 



ł ) W. Nałkowski. Jezioro Lepelskie. (Pam. Fizjogr. IV). 

*) G. Mantueffel. Jezioro Łuban w Inflantach Polskich. Ziemia 1910. 



DNIEPR. 



99 



Dniepr. 



$19. Dniepr. 

Dniepr tak samo, jak Dźwina, posiada źródła w błotach i jeziorach wznie- 
sienia Wałdajskiego. Po kilkudziesięciu kilometrach biegu w kierunku południo- 
wym, zwraca się ku południowemu zachodowi i tak płynie aż do 
Orszy prawie równolegle do górnego biegu Dźwiny, w odległości 
65-70 km. Stąd Dniepr płynie wprost na południe aż do ujścia Desny, gdzie 
skręca na południowy wschód i w tym kierunku płynie prawie aż do ujścia Sa- 
mary. Od tego miejsca rozpoczyna się krótki 70—80 km. odcinek z północy na 
południe, zapełniony porohami, za któremi Dniepr skręca ku zachodowi, a wkrót- 
ce ku południo-zachodowi i ten kierunek trwa aż do ujścia. 

Z pośród znaczniejszych dopływów, z prawej strony Druć i Berezyna (490 
km.), lewobrzeżny Soż (530 km.), tak samo jak równolegle między niemi płynący 
Dniepr od Smoleńska do Kijowa, posiadają spadek bardzo łagodny (0,09 do 0,ll°/ 00 ). 




II. Kanał 
Ogińskiego. 



Rys. 86. (Podt. St. Pawłowskiego). 



Prawobrzeżny dopływ Prypeć, przeważnie posiadająca spadek jeszcze wol- 
niejszy, odwodnia obszar błot pińskich (Polesie). 

W północo-zachodniej stronie dorzecza, na równinie, gdzie spadek wód jest 
ledwie zauważalny, przechodzi wielki europejski dział wód; w tych miejscach 
Prypeć łączy się ze Szczarą — Niemnem kanałem Ogińskim, na zachodzie zaś przez 
Muchawiec z Bugiem— Wisłą kanałem Królewskim. Oprócz tych dopływów, Pry- 
peć posiada cały szereg dopływów lewobrzeżnych z wyżyny Litewskiej, z któ- 
rych Ptycz jest najważniejszy (360 km.), Te dopływy poza górnym biegiem po- 
siadają spadek tak łagodny jak Prypeć. Inaczej się zachowują dopływy prawo- 
brzeżne, które tylko w dolnym biegu przypominają inne rzeki Polesia, nieco zaś 
dalej niż 100 km. od Prypeci równina Wołyńska swem pochyleniem ku północy 
warunkuje poważniejszy spadek Turji, Stochodu, Styru z Ikwą i Horynia ze Słu- 
czą; te ostatnie rzeki tylko w środkowym biegu posiadają znaczniejszy spadek 
(0,15 do 0,32°/ 00 ), w swym zaś górnym biegu w bliskości krawędzi Podola, spa- 
dek posiadają łagodniejszy. 



100 



RZEKI. 



73 

CO 

oo 



■V 
O 

G. 

c 
aa 

2 

CA 

*<; 

3 
o 
§ 

o' 

N 

co 



\Próg Staro -Kojddcki 



Oprócz Sożu z lewej strony Dniepr przyjmuje Desnę (840 km.), która swoim 
spadkiem zbliża się do Prypeci, czyli że dorzecze Desny, szczególniej w dol- 

nym odcinku jest 

jak gdyby dalszym 
ciągiem Polesia. Po 
połączeniu z De- 
sną, której wschod- 
ni dopływ Sejm 
sięga głęboko w 
wyżynę Wielko- 
rosyjską, Dniepr 
przyjmuje z prawej 
strony Teterew już 
o spadku nieco 
zmniej szon y m 
(0,22°/ o) ł takim sa- 
mym, jaki posiada- 
ją lewobrzeżne do- 
pływy,zmierzające 
doń w kierunku 
południkowym,jak 
Trubeż, Suła, Psioł 
lub Worskła, oraz 
od wschodu dążą- 
ca Samara. Sam 
Dniepr w tej czę- 
ści posiada spadek 
niewielki, a czasa- 
mi nawet, jak mię- 
dzy Kijowem a Try- 
polem spada do 
normy Prypeci i 
Desny. 

Tu Dniepr pły- 
nie potężną doliną, 
która się ciągnie 
od ujścia Sożu na 
północy (Łojew) 
do Krzemieńczuka 
na połu- 
dniu, czy- 
li 580 km., 
szerokość zaś tej 
doliny, zapełnionej 
najświeższemi u- 
tworami rzecznemi, waha się od 16 do 40 przeszło km., jak naprzykład koło Try- 




Dolina 
Dniepru 



DNIEPR. 



101 



pola i Rzyszczowa, naprzeciw ujścia rzeki Trubeżu, lub koło Czerkas naprze- 
ciw Zołotonoszy. Rzeka posiada koryto zaledwie 320—900 metrów szerokie, 
a wiosną może się rozlewać na 5 do 10 km., wytwarza odnogi i mnóstwo nizin 
zabagnionych, które utrudniały osadnictwo i przeprawę przez Dniepr, to też miej- 
sca łatwiejsze dla przeprawy, jak okolice Kijowa, Kaniowa lub Wityczowa, po- 
siadały dla człowieka znaczenie osobliwe. Od ujścia Irpenia prawy brzeg Dnie- 
pru, którym tu jest krawędź wyżyny Czarnomorskiej, odrazu występuje jako 
ściana, kilkadziesiąt metrów wznosząca się ponad rozszerzoną doliną, lewy, zra- 
zu niższy, dopiero stopniowo się podnosi. 

Prawobrzeżny dopływ Roś, jako zbierający wody z krystalicznej płyty Ukraiń- 
skiej posiada spadek tak znaczny, jak odcinek Dniepru, poprzecinany porohami. 





Rys. 88. Poroh Nienasytiec (Nenasyteć in. Did). 

Chociaż już pod Kryłowem (ujście Taśminy), prawie na 200 km. przed uj- 
ściem Samary, w dnie rzeki spotykają się skały granitowe, wskazujące, że Dniepr, 
odpychany ku wschodowi przez płytę granitową, tu wreszcie mógł wedrzeć się 
na nią, korzystając zapewne z szerokiego rowu uskokowego (patrz rys. 58), to 
jednak dopiero poniżej ujścia Samary rozpoczyna się 70-cio kilometrowy odci- 
nek rzeki, usiany porohami. Dolina w tem miejscu jest dość zwę- 



Progi 
na Dnieprze. 



żona, rzadko kiedy przekracza kilometr, brzegi doliny, chociaż łago- 
dnie zaokrąglone, wznoszą się nad wodą często przeszło na 40 me- 
trów, a w dnie rzeki spotykamy ławy granitowe, idące wpoprzek rzeki (czasem 
naukos); te ławy albo występują gromadnie, albo pojedynczo. Ławy granitowe 
zwykle nie dochodzą do brzegów, a przerwy po prawej stronie stworzyły t. zw. 
„stary", inaczej „kozaczy chód", po lewej zaś zostały wyzyskane dla pobudowa- 
nia czegoś w rodzaju kanałów, wielce poronionego tworu inżynierji z przed 70 
laty; woda, spadająca na całej szerokości, oznacza próg. 



102 H Z R K I. 

Żłobiące działanie potężnych ilości wody, poszczerbiło owe ławy i potwo- 
rzyło sterczące głazy, miejscowe spadki i wiry, co wzmaga niebezpieczeństwo 
wszelkiego spławu. Ławy skaliste, zniszczone i rozpadające się szeregi, a czasem 
i gromady skał, stanowią t. zw. „zapory" — dość poważną przeszkodę ruchu na 
rzece. Spadek wody na tym „porożystym" odcinku rzeki, dochodzący do 33,5 
metra, rozkłada się bardzo nierównomiernie, gdyż części rzeki pomiędzy proga- 
mi prawie żadnego spadku nie posiadają, na progach zaś, w mniejszym stopniu 
na „zaporach' 1 , spadek dość znaczny, naprz. na Nienasytcu — piąty z rzędu, naj- 
potężniejszy próg— przy długości ,.kozaczym chodem" 870 metrów, różnica pozio- 
mów wynosi 4,75 metra, czyli 5,5°/ 00 ! 

Niektóre zapory są tak znaczne, że ginie różnica między progiem a zaporą, 
a więc gdy wszyscy godzą się na istnienie dziewięciu progów, to dziesiąty „Ja- 
włennyj" przez niektórych jest uważany tylko za nieco potężniejszą zaporę. 

Zaraz za ostatniemi porohami, Dniepr zwęża się niesłychanie i stopniowo 
wkracza w wąski wyłom śród granitowych brzegów, prawie prostopadle wznoszą- 
cych się do 60—70 metrów — w tej miejscowości, koło wsi Kiczkas rzeka zwęża 
się do 170 metrów, a jej głębokość przekracza 40 metrów. Następnie rzeka roz- 
lewa swe wody i rozdziela się na dwie odnogi, pomiędzy któremi wznosi się na 
granitowem podłożu glinką nawiane pokryta wyspa Chortyca. Stąd Dniepr przy- 
biera zupełnie inny charakter— pozostałe 320 km. do ujścia, rzeka posiada spadek 
nieznaczny, początkowo taki, jak poniżej Kijowa, lecz stopniowo spadek się 
zmniejsza i już na 100 km. przed ujściem wynosi ledwie 0,02°/ 00 . 

Tuż za progami z lewej strony wpada Konka i koryto rzeki zaczyna się roz- 
padać na kilka odnóg, tworząc labirynt nie tylko wysp, lecz i mielizn, które zwy- 
kle są lądem, a tylko w czasie wyższego, to jest wiosennego stanu 

n . 9 wody znajdują sie pod woda. Od Aleksandrowska na południe, mię- 
Dniepru. - • n • • u • - v - • a 

dzy Konką a Dnieprem, powierzchnię można uwazac za jeden po- 
tężny łęg, przez lud zwany „pławni", 30 km. długi, a 20 km. szeroki, w niektó- 
rych miejscach nawet zarośnięty kępami dębu, sokory i wierzbiny, przepełniony 
błotami, gdyż wiosną woda prawie rok rocznie go zalewa. 

Kierunek rzeki za progami zakreśla łuk półkolisty ku wschodowi, aby na- 
stępnie zwrócić się wprost na zachód i dalej już do ujścia trzymać się kierunku 
południowo-zachodniego. Od ujścia Konki do Nikopola dolina zwęża się do 6—7 
km., a następnie znowu się rozszerza, przyjmując z prawej strony Buzułuk (Be- 
zawłyk) z Czertomelikiem (Czarlomłyk). Bozdzielając się parokrotnie i łącząc, 
Dniepr przyjmuje z prawej strony stepową rzekę Inhulec i wkracza w obszar uj- 
ściowy, gdzie z prawej strony jest ograniczony brzegiem dość wysokim (nawet do 
40 metrów), ostatecznie rozpada się na kilka „gardeł" („hirła") i wreszcie wpada 
do limanu, od południa ograniczonego niską mierzeją (t. zw. „kosa"), na której 
rozsiadła się miejscowość Kinburn. Wody Dniepru w limanie łączą się z Bohem 
i razem wylewają się do morza Czarnego po przebyciu 2240 km. 



DNIESTR. 103 



S 20. Dniestr. 

Dniestr rozpoczyna się w Beskidzie Wysokim na poziomie około 900 m. 
Początkowy bieg na północo-zachód i północ (a nawet pewne odcinki i na za- 
chód) rzeka przebywa w urwistych wąwozach i dopiero wychodząc 
w okolicach Spasa w okręg podgórza, wytwarza dolinę znacznie szer- 
szą, która następnie ulega zupełnemu rozpłaszczeniu, gdy wody Dniestru wkra- 
czają na zapadłość podkarpacką. Chociaż ta zapadłość jest pochodzenia tekto- 
nicznego, jednakże jej postać dzisiejsza jest następstwem działalności wielkiego 
lodowca północnego. 

Przed Samborem rozpoczyna się zabagnienie niziny. Taki sam pas niziny 
o nieznacznym spadku spotykamy od północy prawie równolegle do tej doliny 
górnego Dniestru, zużytkowany przez środkowy i dolny bieg Strwiąża i trzeci pas 
jeszcze bardziej ku północy, którym płynie strumyk Błożewka. Te trzy płaskie, 
o dość powolnym spadku doliny są pozostałością po okresie lodowcowym *■), kie- 
dy to przed krawędzią lodowca wody odpływały na wschód do Dniestru. Szcze- 
gólniej dolina północna, t. j. dolina Błożewki od Czyszek do Nowego Miasta pro- 
wadzi przez dział wodny, który tu jest wielkim działem europejskim. Wprawdzie 
nie przypomina to działów na niżu północnym (różnica poziomów Wyrwy i Bło- 
żewki wynosi 50 metrów), jednakże w przyszłości, jeżeli sieć dróg wodnych doj- 
dzie kiedy do skutku, to od Błożewki musi przejść kanał do Wyrwy (Dobromil- 
skiej), która wprost na północ wpada do Wiaru, dopływu Sanu. 

Przy połączeniu ze Strwiążem, sw} r m jedynym lewobrzeżnym, z gór idącym 
dopływem, Dniestr płynie na wysokości 260 metrów nad poz. morza. Pomimo, 
że Dniestr, przepływając przez kotlinę Górnodniestrzańską, posiada spadek dość 
znaczny (0,3°/ 00 i więcej, a na 10 kilometrach przed ujściem Łomnicy, dochodzi 
do 0,9°/ O o)' jednak ta kotlina aż do Niżniowa posiada moczary, które dopiero 
w ciągu ostatnich 20 lat zaczynają stopniowo podlegać odwodnieniu. Już od po- 
łączenia ze Strwiążem, kierunek Dniestru jest naogół południowo wschodni, a cho- 
ciaż w poszczególnych wypadkach, naprz. przy przerzynaniu się przez wyżynę 
Podolską wytwarza potężne zakola (meandry wgłębione), a za ujściem Zbrucza 
przez czas pewien trzyma się kierunku wschodniego, to jednak kierunek połud- 
niowo-wschodni stale powraca. Przed Niźniowem dolina Dniestru 2 ), rozległa 1,5 
do 2 km. o ścianach do 100 metrów wysokości dochodzących, daje za wiele miej- 
sca dla wód rzecznych, przeto tu Dniestr opisuje błędne zakola i przy skróce- 
niach wytwarza odcinki rzeki nawet martwe — t. zw. „duiestrzyska". Za Niźnio- 
wem dolina zwęża się do 3 / 4 km., a dopiero za Koropcem szerokość doliny waha 
się 200—500 m. Tu już Dniestr przerzyna się między wyżyną Podolską a Poku- 
ciem, dalej wpływa na wschodnie przedłużenie Podola, przyczem wcina się co- 
raz bardziej w głąb i, dotarłszy do granitów, wytwarza progi Jam- 
polskie. W tern miejscu rzeka się zwęża: kiedy koło Sambora prze- jamnoj-kie 
kracza 40 metrów, koło Niżniowa dochodzi 200, koło ujścia Zbrucza 



') E. Romer. Kilka przykładów do historji doliny Dniestru. (Kosmos 1906). 
2 ) St. Pawłowski. Przyczynek do znajomości doliny Dniestru. (Kosmos 1913). 



104 RZEKI. 

240. to pod Jampoleru rzeka wpada w granitową gardziel o 46 metrach szero- 
kości—to też tu była i jest przerwa w żegludze na Dniestrze. Przy ujściu Dniestr 
wpada do potężnego limanu o powierzchni 383 km. kw., przyczem deltę wytwa- 
rza wewnątrz tego limanu. 

Dopływy Dniestru prawobrzeżne (i lewobrzeżny Strwiąż) płyną z gór; wszyst- 
kie one: Stryj z Oporem, najważniejszy z dopływów, Łomnica, Bystrzyca Złota 
i Czarna (Sołotwińska i Nadworniańska), posiadają znaczny spadek i obfitość wo- 
dy, to też poziom wód w Dniestrze wiele zależy od tych dopływów, szczególniej 
powódź w początku lata na Dniestrze zależy od nawalnych deszczów w Beskidzie. 

Lewobrzeżne dopływy w liczbie paru dziesiątków, spływają z wyżyny Po- 
dolskiej, tworząc owe głośne jary w środkowym i dolnym biegu. Powstanie i roz- 
wój owych jarów jest w najściślejszym związku z historją Dniestru, a mianowicie 
dolina Dniestru jest antecedencyjna (przetrwała), a późniejsze ruchy górotwórcze 
w skorupie ziemskiej powodowały wznoszenie się płyty Podolskiej i przez to zmu- 
szały wody do głębszego żłobienia dolin; to samo spowodowało obnażenie granitu 
pod Jampolem. 

Dopływy wyżynowe, nieraz same przez się poważne co do długości i obsza- 
ru dorzecza, jak: Gniła Lipa, Złota Lipa, Koropiec, Strypa, Seret (3830 km. kw ), 
Zbrucz (3300 km. kw.), Smotrycz, Usza, i inne mniejsze aż do Murachwy, tak 
samo, jak jedyny nieco poważniejszy w dolnym biegu dopływ prawobrzeżny Beut, 
znaczenia dróg wodnych -nie posiadają. Górny a często i środkowy bieg tych 
rzek jest poprzerywany stawami, to też spław byłby możliwy tylko w dolnym 
biegu na kilku największych z pośród nich. 

§ 21. Bo h. 

Boh — jedyna z większych rzek Europy, której człowiek nie może zużytko- 
wać do żeglugi ani nawet do spławu. Źródła tej rzeki leżą na północo wscho- 
dzie wyżyny Podolskiej i początkowo śród często zmienionego kierunku, Boh 
jest strumykiem o małym spadku wody, a później, zwiększając swe wody, pierwej 
nim wpłynie na granitową płytę Ukraińską, trzyma się jej krawędzi zachodniej. 
Występowanie granitu, początkowo w postaci pojedynczych skał, później staje się 
stałem, i koryto rzeki przeważnie kieruje się śród tych twardych i opornych skał 
na południowy wschód. Natura dna sprawiła, że bieg bardzo wolny odcinków 
o spadku ledwie dostrzegalnym jest przerywany porohami, a nawet i pomiędzy 
niemi koryto nie jest wolne od skał i mielizn. Zaledwie w dolnym biegu kilka- 
dziesiąt kilometrów posiada równe dno i dość głębokie koryto, aby mogła tu 
istnieć żegluga. 

Z dopływów, które przeważnie są ubogie w wodę i dno takie same jak Boh 
posiadają, żaden niema poważniejszego znaczenia. Największy, Inhuł, blisko uj- 
ścia z lewej strony wpadający, posiada te same cechy co Boh i dalej na wschód 
Inhulec, do Dniepru wpadający. Prawobrzeżna Kodyma oraz część biegu Siniu- 
chy i Buźka z lewej strony dość ściśle odgraniczają Podole i Ukrainę czyli kraje 
już stepowe, ale posiadające domieszkę lasów, od szczerego stepu — one też były 
granicą Bzeczypospolitej od Dzikich Pól. 



III. KLIMAT. 



§ 22. Temperatura. 

Na obszarze ziem dawnej Polski, temperatura roczna waha się od 5 do 8 
stopni C. Linja, poprowadzona przez Racibórz, Poznań i Szczecin, oddziela kraje 
na zachodzie o temperaturze wyższej od 8°, reszta dorzecza Odry i dorzecze Wi- 
sły posiada 7—8° (tylko wyżyna Małopolska niżej 6°) (patrz rys. 89); nad Niemnem 
środkowym średnia temperatura roczna wynosi 6 — 7°, na Polesiu opada do 5,5°, 
a na Białej Rusi nawet spotykamy mniej od 5°. Między Dniestrem a Dnieprem — 
dochodzi do 8° i nawet przekracza tę liczbę. 

Temperatury roczne nie określają dokładnie warunków cieplnych dla miej- 
scowości poszczególnych— aby to urzeczywistnić, należy jeszcze zaznaczyć tempe- 
ratury miesięcy najcieplejszych i najzimniejszych. Pamiętając o ogólnych kierun- 
kach wiatrów w Europie, ustalamy fakt, że nasz obszar znajduje sie 

Kierunek 
pod przeważnym wpływem wiatrów, wiejących przeważnie w kie- ■ t ów 

runkach równoleżnikowych 1 ) lub do nich zbliżonych, przyczem wia- 
try zachodnie i wiatry z kierunkiem zbliżonym do zachodnich, posiadają przewa- 
gę nad wiatrami o kierunku wschodnim; ta przewaga jednakże nad Dnieprem 
i górną Dźwiną jest mniejsza, niż nad Odrą. Skutkiem tego mamy już wyżej 
zaznaczone zjawisko, że temperatura roczna ku wschodowi maleje, oraz że izo- 
termy styczniowe i lipcowe nie są podobne do rocznych. 

Izotermy styczniowe (rys. 90) posiadają kierunek prawie południkowy, szcze- 
gólniej na północy i zachodzie, czyli że zimą położenie miejsca bardziej ku po- 
łudniowi lub ku północy nie odgrywa dużej roli, bo zimą temperatura najbardziej 
zależy od położenia względem oceanu Atlantyckiego: im bliżej do linji Odry, tern 
styczeń cieplejszy (i wilgotniejszy) i tem bardziej zbliża się do klimatu morskiego. 

Izotermy lipcowe naogół posiadają kierunek wschodnio-północno-wschodni 
(rys. 91), czyli pod względem ciepła letniego każda miejscowość zależy od sze- 
rokości geograficznej i do pewnego stopnia od długości: im bardziej na wschód, 
tem wyraźniej występuje wpływ, ogrzewający masy lądu eurazjatyckiego. 



! ) A Pietkiewicz. O wiatrach w Warszawie. Pamiętn. Fizjogr. t. VII. 



100 KLIMAT. 

Te stosunki można scharakteryzować danemi temperatury tych miejscowości, 
które leżą prawie na jednym równoleżniku (54° szer. północnej): 

w Szczecinie w Gdańsku w Wilnie w Hory-Horkach 

Temperatura roczna wynosi . . 8,3 7,6 6,4 4,6 

styczniowa . . . — 0,7 — 1,3 —4,8 —8,0 

lipcowa .... 18,4 17,8 18,7 17,8 

Pole odmian (ampliluda) . . . 19,1 19,1 23,5 25,8 

Z tych zmian, zauważalnych w temperaturach, wraz z posuwaniem się ku 

wschodowi, wnioskujemy o niejakiej przejściowości klimatu. Właściwie mówiąc, 

przejściowość klimatu jest zjawiskiem powszechnem we wszystkich 

. . l v , krajach, jednakże inaczej się ona przedstawia na ziemiach dawnej 

WOSC K 1 1 III al U. 

Polski, inaczej zas na obszarach sąsiednich. Zmiany ku wschodowi, 
zobrazowane liczbowo na stopień długości i szerokości, wskazują, że owa przej- 
ściowość klimatu x ) jest wyrażona na ziemiach polskich mocniej latem, a słabiej 
zimą aniżeli w Niemczech, a mianowicie, gdy w Niemczech na każdy stopień 
długości temperatura stycznia ku wschodowi zmniejsza się o 0,38°, na ziemiach 
dawnej Polski tylko o 0,21°; temperatura zaś lipca na każdy stopień długości 
w Niemczech wzrasta o 0,07°, a na ziemiach polskich o 0,12. 

Te dane liczbowe jeszcze raz nam ilustrują zjawisko, że nasz obszar zimą 
w większej mierze podlega wpływom wiatrów atlantyckich, latem zaś — wiatrów 
wschodnich. 

Wpływ szerokości geograficznej, który w Niemczech zimą wcale się nie daje 
odczuwać — izotermy stycznia posiadają tam kierunek południkowy — u nas daje 
się odczuć, choć niezbyt znacznie: każdy stopień szerokości geograficznej powo- 
duje zmianę w temperaturze styczniowej przeciętnie o 0,37°, w lipcu zaś ta zmia- 
na jest prawie taka sama, jak w Niemczech — koło 0,5°. 

Liczb} r przeciętne charakteryzują naogół stosunki klimatyczne, do wykończe- 
nia jednak obrazu należy przytoczyć temperatury krańcowe, nie uwzględniając 
częstości zjawiania się takich temperatur wyjątkowych. 





Temp. najniższa 


Temp. najwyższa 


Pole odmian. 


we Wrocławiu . 


— 30.8° 


37,8° 


68,6° 


w Kijowie. . . 


— 31,7° 


36,7° 


68,4° 


w Hory-Horkach 


— 35,6° 


33,1° 


68,7° 



Dla lepszego zrozumienia tego zjawiska należy sobie uprzytom- 
empera ura n ^ ^ w g er j jn j e j w ta jj bliskim od Wrocławia Budziszynie, po- 
le odmian dochodzi do 61,9°, a w Moskwie, tak niedaleko od Hory- 
Horek wynosi 800°. 

Możemy przyjąć, że od Bramy Łużyckiej do ujścia Odry ciągnie się granica 
klimatyczna pomiędzy obszarem ziem dawnej Polski a Niemcami; od strony zaś 
wschodniej przez Białą Ruś i przez Zadnieprze ciągnie się wschodnia granica kli- 



') Eug Romer. Esquisse climatique de 1'ancienne Pologne, 1910 (jest to skrót z pracy 
tego autora «Klimat ziem polskich*. Encyklopedja Polska, Tom I). 

W. Gorczyński i S. Kosińska. O temperaturze powietrza w Polsce, 1916. 



TEMPERATURA. 



107 



matyczna obszaru (patrz mapkę „Dziedziny klimatyczne" rys. 93), która wyraża 
się szybkiem przejściem do mocniej zaznaczonego klimatu lądowego, kiedy bo- 
wiem pole odmian między styczniem a lipcem na wschodzie omawianego obszaru 
dochodzi 25—26° (naprz. w Hory-Horkach 25,8°), tuż blisko leżący Wysznij Wo- 
łoczok wykazuje 27,6°, co jest tem godniejsze zaznaczenia, że Hory-Horki leżą 
o 75 km. dalej od morza (zat. Fińskiej), niż Wysznij Woloczok. 



1\ <8 -U 




20 J2 2k 

Rys. 93. (Podług prof. E. Romera). 



Łagodzący wpływ morza Bałtyckiego zimą maleje ku wschodowi, co daje 
się objaśnić małem ciśnieniem barometrycznem (depresja), które się 
rozwija zimą nad Bałtykiem; ponieważ omawiany obszar znajduje Bał + y ku 
się przeważnie na prawej stronie depresji, więc wiatry pochodzenia 
morskiego nie sięgają daleko w głąb lądu. Na samem wybrzeżu Bałtyku wpływ 
morza jest bardzo znaczny, a w miejscowościach nadmorskich, lecz nieco zasło- 
niętych, jest już mniejszy. 



10S 



KLIMAT. 



Temper, w C° 



Na Helu. . . . 
w Libawie . . . 
w Neufahrwasser 
w Rydze. . . . 



stycznio- 
wa 



kwietnio- 
wa 


lipcowa 


paździer- 
nikowa 


roczna 


pole 
odmian 



różnica 

między pażdz. 

a kwietniem 



0,7 
2,0 
1.9 
4,4 



5,1 
4.1 
5,8 
4.4 



17,4 
16,7 
17,6 
17,7 



9,0 
7,4 
7,6 
5,8 



7,6 
6,5 
7,2 
5,8 



18,1 
18,7 
19.5 
22,1 



5,9 
3,3 
1,4 
1,4 



Wpływ morza Czarnego na swem pobrzeżu północnem w wyraźnem prze- 
ciwieństwie do Bałtyku nie ociepla miejscowości pobrzeżnych i nie łagodzi lądo- 
wości klimatu. Wyjątek stanowi wąski skrawek ziemi na południowym brzegu 
Krymu, gdzie w Jałcie styczeń posiada przeciętnie 3,9°, roczna wynosi 13,7°, 
a pole odmian między styczniem a lipcem dochodzi do 20,4° — ten wyraźnie śród- 
ziemnomorski klimat zawdzięcza swe istnienie łańcuchowi gór Krymskich. 

Wszystkie inne miejscowości na wybrzeżu morza Czarnego posiadają znacz- 
nie większe pole odmian— Odessa dochodzi prawie do 26° — styczeń zaś przeważ- 
nie posiada temperaturę niżej 0°. Te cechy klimatu lądowego, 
Wpływ A ," , ,, " . - . , J . •• * i *ł ■ - • ' 

Ca ao °-Osc CZ C S Ł° rozmącę się między sobą — co jest skutkiem częściowe] 

zależności od rzeźby lądu — naogół są wynikiem zasadniczych ruchów 
atmosfery, a mianowicie wiatrów północnych, przez obrót ziemi około osi zmie- 
niających ten kierunek na północno-wschodni. W następstwie tego, miejscowości, 
leżące na wybrzeżu morza Czarnego, posiadają przewagę wiatrów północno-wschod- 
nich, wiatrów suchych, a jako ciągnących z wnętrza wielkich mas lądowych, zimą 
mroźnych, a latem upalnych. Tylko jakie takie zasłonięcie od tych wiatrów po- 
zwala na nikłych skrawkach ziemi odczuwać łagodzący wpływ morza. 

Trzecia naturalna granica omawianego obszaru — Karpaty- wywiera naogół 
wpływ daleko mniejszy, niż można było przypuszczać. Rzeczywisty i głęboko 

sięgający wpływ Karpat na klimat dotyczy obszaru sąsiedniego, a mia- 
na kii t now i c i e , Karpaty uczestniczą w wytworzeniu zapadłości węgierskiej x ), 

która dzięki im, jest latem odgrodzona i osłonięta od chłodniejszych 
wiatrów północnych, przez co następuje znaczne ogrzanie powietrza nad niziną. 
Zimą te same Karpaty przeszkadzają dostępowi wiatrów północno-zachodnich, 
wytwarzając zastawanie się mas powietrznych, co powoduje obniżenie tempera- 
tury. Następstwem tych warunków jest lądowość klimatu na Węgrzech. 

Po stronie zewnętrznej łuku Karpackiego, t. j. na północy, ruch mas po- 
wietrznych ulega osłabieniu, przez co w kotlinach podkarpackich silniej się za- 
znaczają cechy lądowości. Taka rola Karpat da się zobrazować liczbami, doty- 
czącemi średniej temperatury stycznia: gdy w Krymie różnica jednego stopnia 
wypada na 25 km. (wyraźny wpływ pasma górskiego — • Jajły!), na linji łączącej 
Drezno z Petersburgiem — 165 km.; na linjach, łączących zapadłość węgierską 
z naszym obszarem otrzymujemy liczby większe, a mianowicie pomiędzy Buda- 
pesztem a Kijowem różnica jednego stopnia wypada na 225 km., a między Bu- 
dapesztem i Warszawą aż na 450 km. W ten sposób obecność Karpat zimą ni- 
weczy wpływ położenia geograficznego, a nawet w niektórych wypadkach na pół- 
nocy od tego łańcucha powoduje miejscowe podnoszenie temperatury. 



') R. Merecki. Klimatologja ziem polskich. 1915. 



TEMPERATURA. 



109 



Latem odwrotnie, Karpaty wpływają na silniejsze podkreślenie położenia 
geograficznego, czego następstwem jest większe zagęszczenie izoterm lipcowych 
(patrz mapę rys. 91). 

Obszar, leżący między Bałtykiem, Sudetami, Karpatami, morzem Czarnem, 
Dnieprem i Dźwiną, posiada klimat — wyjąwszy do pewnego stopnia części połud- 
niowo-wschodnie — dość jednostajny z pewnemi miejscowemi odchyleniami, o któ- 
rych już wyżej wspomniano. Naogół należy zaznaczyć, że postać powierzchni 
jest tu czynnikiem, obok położenia geograficznego, tak ważnym, iż nieraz zaciera 
wpływ odległości od oceanu Atlantyckiego. 

Wyżyna Bałtycka, tak nieznaczna co do swego wyniesienia nad poziom mo- 
rza, posiada swoiste warunki klimatyczne (patrz mapkę „Dziedziny klimatyczne" 
(rys. 93); jeszcze silniej wyrażone, do pewnego stopnia odrębne, znajdujemy sto- 
sunki klimatyczne na wyżynie Podolskiej i Ukraińskiej, które niczem nie różnią 
się od stosunków Bessarabji i Mołdawji (Multan), a przez to o tych czterech zie- 
miach pod względem klimatycznym można mówić jako o jednej prowincji Ukra- 
ińsko- Mołdawskiej (Pontyjskiej lub Czarnomorskiej). 

Wyżyna Bałtycka posiada klimat nieco bardziej lądowy, aniżeli miejscowości 
na wybrzeżu leżące i, co wydaje się dziwniejsze, cały pas wielkich dolin. Cechy 
tego klimatu: surowa zima, chłodna wiosna i ciepłe lato — już dostrzegalne na wy- 
żynie Pomorskiej — wzmagają się, gdy poprzez Pojezierze Pruskie posuwamy się 
ku wyżynie Litewskiej, ku źródliskom Dniepru, Dźwiny i aż nawet w okolice je- 
ziora Pejpusu (Pskowskiego). 

Pomiędzy wyżyną Bałtycką a Sudetami wiatry, ciągnące od Atlantyku, znaj- 
dują jak gdyby szerokie wrota, przez które dążą na wschód i tem stwarzają je- 
dnolite warunki klimatyczne w całym pasie wielkich dolin, łącznie z wyżynami: 
Środkowo-Polską, Lubelską i Wołyńską. Jest to klimat przejściowy pomiędzy 
morskim i lądowym, którego główne cechy dają się scharakteryzować następują- 
cemi liczbami: 



Średnia temperatura w C° 



stycznia 



kwietnia 



lipca 



paździer- 
nika 



roku 



pole 
odmian 



w Poznaniu 
„ Warszawie 
„ Krakowie 
we Lwowie, 
w Pińsku 
„ Żytomierzu 



- 1,5 

- 3,5 
-3,4 
-4,4 

- 5,0 

- 5,3 



7,7 
7,3 
7,8 
7,6 

7,4 
7,1 



18,7 
18,4 
18,4 
18,7 
18,7 
19,0 



8,2 
7,2 
8,2 
7,8 
6,4 
7,4 



6,2 
7,2 
7,6 
7,2 
6,6 
6,8 



20,2 
2r,9 
21,8 
23,1 
23,7 
24,3 



Bozpatrując te dane, widzimy dość poważne różnice średnich styczniowych: 
między Poznaniem i Żytomierzem różnica dochodzi 3,8°, jednakże pamiętając 
o odległości (na 1 stopień ciepła w styczniu wypadają 3 stopnie dłu- 
gości eeoer.) różnice te musimy uznać za nieznaczną, natomiast bar- Cec "y kl1 " 
» © s. ' " x J . . . T matu przewa- 

dzo bliskie temperatury roczna i jesienna z zaznaczoną jut wyżej uh dąż- ża ją Cego . 

nością zmniejszania się ku wschodowi, oraz zdumiewająco jednostajna 
wiosna i lato wytwarzają typ klimatu wysoce samoistny. 



110 



KLIMAT. 



Liczby, ilustrujące klimat pasa wielkich dolin, są otrzymane z szeregu spo- 
strzeżeń wieloletnich. Poszczególne lata odchylają się w rozmaitej mierze od da- 
nych przeciętnych i podług obliczeń A. Pietkiewicza *) wahania z roku na rok.są 
tern większe, im bardziej zbliżamy się do doliny Wisły (słuszniej jej części środ- 
kowej) Ani na zachodzie w klimatach mniej lub więcej morskich, ani na wscho- 
dzie śród klimatów lądowych niema tak znacznego pola odmian temperatur rocz- 
nych, jak w Warszawie; ma to być wyrazem zwalczania się wpływów zachodnich 
i wschodnich. 

Obszar UkraińskoMołdawski (Czarnomorski), leżący na południo-wschodzie 
od wielkich dolin, posiada klimat wyraźnie lądowy o znacznem polu odmian mię- 
dzy średniemi temperaturami stycznia i lipca, przez co zbliża się do klimatu oko- 
lic, leżących nad źródliskami Dniepru i dalej na wschód; różni się jednak od 
tamtego klimatu, gdyż kiedy na północo-wschodzie lądowość przeważnie wyraża 
się w surowej zimie, tu, na obszarze Czarnomorskim spotykamy jednocześnie wy- 
raźne upalne lato, oraz jesień chłodniejszą od wiosny. Następujące liczby zobra- 
zują omawiany klimat: 



Temperatura w C° 



nad poz. 

morza 
w metrach 



• 






paździer- 




stycznia 


kwietnia 


lipca 


nika 


roczna 


- 5,7 


7,0 


18,4 


6,9 


6,5 


- 6,4 


7.5 


19,8 


7,1 


6,8 


— 6,6 


8,4 


19,5 


8,8 


7,5 



pole 
odmian 



Tarnopol 

Kijów. 

Pancesti 



(w Mołdawji). 



320 
180 
170 



24,1 
26,2 
26,9 



Przyczyną, wywołującą taką odmianę klimatu nie jest ani położenie geogra- 
ficzne względem równika, ani też odległość od oceanu Atlantyckiego, lecz wy- 
łącznie postać powierzchni, a mianowicie: wzdłuż północnej krawędzi wyżyny 
Podolskiej i Ukraińskiej przez Lwów i Krzemieniec biegnie wyraźna granica kli- 
matyczna. Ten wyraźny wpływ, który na klimat wywiera wyniesie- 
Wpływ wyży- n j e W y£y n y naf i równinami, od północy przylegającemi, jeszcze bar- 
y ... . J dziej się odbija na opadach atmosferycznych i ostatecznie należy 
przyjść do wniosku, że na północnej krawędzi wyżyny Podolskiej koń- 
czą się wpływy oceaniczne, ażeby na wyżynach Podolskuj i Ukraińskiej dać możność 
rozwinięcia się typowemu, normalnen.u klimatowi lądowemu. 

Wpływ wyżyny Podolskiej i Ukraińskiej na klimat jest daleko ważniejszy, 
niż wpływ łuku Karpackiego. 

Klimat górski w Karpatach w wysokim stopniu zbliża się do morskiego — 
taż sama mała amplituda i jesień cieplejsza od wiosny. Jednakże znajdujemy tu 
sporo miejscowości klimatycznych lub dolin rozszerzonych, gdzie — odwrotnie — 
wyraźnie występuje lądowość klimatu. Poza temi miejscowościami wyraźną ce- 
chą będzie w Karpatach, jak i wogóle w górach, słabe zachmurzenie nieba i silne 
usłonecznienie. 

W przeciwstawieniu do nieznacznego pola odmian w ciągu roku, w Karpa- 
tach znajdujemy wysokie pole odmian temperatury dziennej i wreszcie znaczne 
wahania temperatury z dnia na dzień. Dla lepszego zobrazowania tego zjawiska 



') A. Pietkiewicz. Zmienność temperatury roczna w Warszawie. Pam. Fiz. t. II i III. 



OPADY ATMOSFERYCZNE. 



111 



Częstość 

zamarzań. 



należy zaznaczyć, że skok temperatury, przewyższający 6° w ciągu doby zdarz:i 
się na wybrzeżu Bałtyku dwa razy rocznie, 11 do 14 razy w pasie wielkich do- 
lin, 20—25 razy w stepach Ukrainy i 25 do 30 razy w dolinach karpackich. 

Częste wahania temperatury około 0°, t. j. około punktu zamarzania, mają 
wielkie znaczenie ujemne dla wytrzymałości materjałów budowlanych, gdyż ni- 
szczą zabytki budownictwa i rzeźby znacznie szybciej, aniżeli w kra- 
jach, gdzie mrozów nie znają (jak Egipt) lub gdzie mróz jest zjawi- 
skiem wyjątkowem (jak Włochy południowe). Równocześnie te wa- 
hania, ułatwiając wietrzenie skał, wpływają pośrednio na postać powierzchni, gdyż 
przyśpieszają ich zniszczenie i dążą do pozbawienia ich wyrazistości. 

Na ziemiach dawnej Polski wahania koło 0° są w porównaniu z Europą za- 
chodnią dość znaczne l ). Jeżeli przeprowadzimy linję od Bramy Łużyckiej na 
północo wschód (mniej więcej linję. odgraniczającą Śląsk i Wielkopolskę od Łu- 
życ i Ziemi Lubuskiej) do Noteci, dalej wzdłuż tej rzeki na wschód i przecią- 
gniemy ją za Wisłę działem wodnym między wodami Bałtyku a dopływami Wkry 
i Narwi w ten sposób, aby linja przecięła Niemen koło ujścia Dubissy, i popro- 
wadzimy do zatoki Ryskiej koło ujścia Liwońskiej Aa, to otrzymamy granicę 
dwóch obszarów: na zachód i na północ od tej łinji istnieje mniej, niż 80 wahań 
koło 0° w ciągu roku, a na wschód i południe więcej niż 80, a mniej niż 120. 
Tę liczbę przekracza Beskid z Tatrami, gdzie znajdujemy 120—160 wahań rocz- 
nie. Nieznaczna ilość wahań wskazuje na wyraźną zależność od morza, bo naj- 
mniej spotykamy w bliskości Bałtyku: przy ujściu Odry— 54, w okolicach Gdań- 
ska — 62, a przy ujściu Niemna 64 wahania rocznie. 



§ 23. Opady atmosferyczne. 

Jeżeli postać powierzchni warunkuje zjawiska cieplne w pasie wielkich do- 
lin, na wyżynach Bałtyckiej i Czarnomorskiej oraz w dolinach karpackich, to za- 
leżność opadu atmosferycznego od powierzchni jeszcze z większą występuje przej- 
rzystością. Spostrzeżenia wieloletnie stwierdzają, że miejscowości, leżące na wiel- 
kich nizinach między Berlinem a Moskwą, posiadają około 550 mm. opadu; na 
wyżynach przekraczają 600 mm., w obniżeniach zaś i nawet na skrzyżowaniach 
dolin rzecznych opadają niżej 500 mm. (patrz mapę rys. 92). 



Opad atmosferyczny 



w Putbusie 
(na Rugji). 



w Berlinie I w Warszawie j w Kijowie 



w Moskwie 



Opad atmosferyczny 
Pole odmian temper. 



585 mm. 
17,8° 



569 mm. 
19,2° 



547 mm. 
21.9° 



5t>l mm. 
26.2° 



556 mm. 

29,0° 



Gdy odbywają się wahania z roku na rok, to one dotyczą całego omawia- 
nego pasa nizinowego, wykraczając poza obszar ziem dawnej Polski. 



') P. Schroder. Kartę der Haufigkeit der Schwankungen urn den Frostpunkt. (Petterm. 
Mitt. 1912. V). 



11 KLIMAT. 



Opad atmosferyczny 


wynosił: 








w Berlinie 


w Warszawie 


we Lwowie 


W r. 1886 


520 mm. 


556 mm. 


716 mm. 


„ 1890 


467 , 


494 „ 


623 „ 



Krawędź wyżyny Podolskiej okazała się granicą dla wpływów oceanicznych 
pod względem ciepła; tak samo i pod względem opadu atmosferycznego stwarza 
ona zupełnie nowe warunki, niezależnie od takiej lub innej odległości miejsc po- 
szczególnych od oceanu Atlantyckiego. Zachodnia część tej wyżyny posiada opa- 
dów przeszło 600 mm., szereg wyniosłości Miodoborskich, ciągnących się od Tar- 
nopola do Kamieńca posiada opadów więcej, na wschód od Woło- 

Wpjyw kra- CZ y S k i Kamieńca spotykamy jednostajne opady, które stopniowo 
wędzi Podola ....,, . . . . ... , 

v . zmnieiszaia sie (równomiernie ze zmniejszeniem się wyniesienia nad 

na deszcze. J J ° * J x J 

poziom morza) i niedaleko od morza wynoszą 420 mm. Dalej spo- 
tykamy zjawisko, którego dawniej nie zauważono, jest ono jednak w zupełnej 
zgodzie z warunkami klimatycznemt omawianych krain: stacje pluwjometryczne, 
ustawione na samym brzegu morza w Tarchankucie (na zachodzie Krymu), w Odes- 
sie i przy ujściu Dniestru, wskazują tylko 270 mm. opadu atmosferycznego! 

Tak samo na wschodnim brzegu Rugji znajdujemy 350 mm. opadu atmosfe- 
rycznego, wówczas gdy w sąsiednich, nieco wyższych miejscach 500—550 mm. 
Jako stałe prawidło musimy tu stwierdzić związek między obniżeniem kraju na wy- 
brzeżu morskiem i zmniejszeniem opadu atmosferycznego. 

Na naszych nizinach i wogóle na równinach wszelkie urozmaicenie powierz- 
chni i wszelkie falistości zwiększają (i to stosunkowo znacznie) opady atmosfe- 
ryczne, czasami o 50 do 100 mm., a pasmo Wieluńsko-Krakowskie x ) zwiększa 
opad o 120 mm., tak samo jak góry Sto-Krzyskie. Pochodzi to stąd, że każda 
wyniosłość zmusza prądy powietrzne do wznoszenia się ku górze. 

Rozumie się, że w ten sam sposób działają i góry, tylko że ilość wypadają- 
cych opadów nie stoi w żadnym związku z wysokością gór. Na Śląsku, oddziel- 
nie stercząca Sobótka (718 metrów) wywołuje zwiększenie opadu 46 
. mm. na każde 100 metrów wzniesienia, na Śnieżce zaś (1605 m.) ten 
stosunek wynosi 36 mm. Pomimo słabszego wzrostu opadu ku gó- 
rze, w Beskidzie wypada przeszło 800 mm., w Tatrach 1000—1100 mm. 

Zauważono ciekawe zjawisko, że wzrost opadu atmosferycznego jest jedna- 
kowy na zboczach gór odosobnionych i na krawędziach płaskowyżów. Z anali- 
zy odnośnych danych, prof. E. Romer wyprowadza wniosek, że zwiększenie opa- 
du atmosferycznego nie jest zależne od wyniesienia nad poziom morza, ale jest 
następstwem wpływu, wywieranego przez rzeźbę powierzchni na ruchy mas atmo- 
sferycznych. Im górski krajobraz jest mniej zróżniczkowany, im bardziej jest maso- 
wo jednolity, tern zwiększenie opadu będzie znaczniejsze wraz ze wzrostem wyniesienia 
nad poziom morza. 

W Karpatach masy powietrzne, wznoszące się wpoprzek przez łańcuchy, 
przelewają się przeważnie przez przełęcze i przez grzbiety, znacznie mocniej 
ocierając się o strzelające w górę pojedyncze szczyty i w ten sposób staje się 



l ) K. Kwietniewski. Pam. Fizjogr. t. XV. Spostrzeżenia meteor, dokonywane w roku 189i. 



Oii Paryża 10 



IZOTERMY ROCZNE 

Średnie niskie 




IZOTERMY STYCZNIA 

Zimy łagodne 




OPADY ATMOSFERYCZNE. 113 

rzeczą zrozumiałą, że ku wierzchołkom gór najwyższych zauważymy słabsze 
zwiększenie (czasami zmniejszenie) opadu, wówczas gdy największy opad znajdu- 
jemy na środku stoku gór najwyższych, lub też w bliskości przełęczy. Brak do- 
statecznie gęstej sieci meteorologicznej, nie pozwala stwierdzić szczegółowo tej 
zależności, jednakże ubocznie — przez spostrzeżenia nad granicami lasów — można 
dojść do jej stwierdzenia, a mianowicie rozpostarcie lasów w Karpatach Wscho- 
dnich nietyle zależy od temperatury rocznej, ani też miesięcy krańcowych, co od 
opadów atmosferycznych. Granice lasów na źródliskach Łomnicy i Bystrzycy, 
prawobrzeżnych górskich dopływów Dniestru, wykazują wyraźną zależność od 
postaci powierzchni, czyli pośrednio potwierdzają zależność od niej i od opadów 
atmosferycznych. Sudety, Sobótka, Łysa Góra i wyżyna Podolska zwrócone pół- 
nocnemi stokami w stronę wiatrów oceanicznych, z tej strony posiadają najwię- 
cej opadów (wyżyna Podolska i od strony zachodniej). Karpaty nie przedsta- 
wiają takiej prawidłowości, na wschodzie stoki północne posiadają znacznie mniej 
(650 mm.) opadów niż południowe (950 mm.), co się tłumaczy— gdy chodzi o źró- 
dła Cissy — specjalnemi warunkami niziny Węgierskiej, obniżenie zaś opadu nad 
Prutem i Bystrzycą należy objaśnić północno-zachodnim kierunkiem łuku Kar- 
packiego, prawie równoległym do kierunku wiatrów oraz zasłonięciem przez kra- 
wędź wyżyny Podolskiej. 

Cały omawiany obszar posiada przewagę deszczów letnich (w Warszawie od 
1 czerwca do 1 września wypada około 39°/ opadu rocznego), zmniejszającą się 
na brzegach Bałtyku i morza Czarnego. Jednakże istnieją też i znacz- 
ne wahania, naprz. w górach, czerwiec-sierpień posiadają 45°/ opa- i e tnie 
du rocznego. Im bliżej wybrzeża morskiego, tern bardziej największe 
natężenie deszczów przesuwa s'ę ku jesieni, w stepach ku końcowi wiosny. Tak bli- 
skie południowe wybrzeże Krymu, jako typowy obszar nadśródziemnomorski, naj- 
więcej opadów posiada zimą. 

Nad Bałtykiem opady są częste lecz drobne; na jeziorzystych wyżynach prze- 
ciętna opadu mniejsza od 4 mm. przypomina klimat morski; w krainie wielkich 
dolin ta przeciętna przekracza 4, na wybrzeżach czarnomorskich dochodzi do 5, 
w stepach przekracza 5, a w górach nawet 6 mm. przekracza. Jako wynik osta- 
teczny mamy, że ziemie dawnej Polski posiadają opady słabe lecz częste — tylko stepy 
wykazują rzadkie lecz poważniejsze, góry zaś częste i obfite. 

Stepy posiadają stosunki najbardziej nieprawidłowe w zakresie opadów — 
czas posuchy jest przerywany nawałnicami, które są czynnikiem geologicznym, 
mianowicie mocno rzeźbią powierzchnię. Te nawałnice wcale nie łagodzą klima- 
tu krańcowo lądowego. 

Badania A. Pietkiewicza, dotyczące Warszawy r ) (a więc pośrednio i krainy 
wielkich dolin), wykazują wielką zmienność opadu z roku na rok, przyczem 
w ciągu dziesięciu lat siedem wypada suchszych od przeciętnej, a tylko trzy są 
wilgotniejsze. Ponieważ odwieczne doświadczenie rolników uważa u nas lata 
suchsze (wyjąwszy lata nadmiernej posuchy, jak rok 1904) za korzystniejsze dla 
rolnictwa, przeto należy ten fakt uznać za dodatnią cechę naszego klimatu. 



') A. Pietkiewicz. Stosunki opadu atmosferycznego w Warszawie. Pam. Fizjogr. t. IX. 

3E0GRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 8 



Ul KLIMAT. 

Xa ziemiach dawnej Polski, dla potrzeb rolnictwa jest wilgoci nie tylko do- 
syć, ale nawet pewien nadmiar— pod tym względem nasz obszar 1 ) należy do krain 
Europy zachodniej w przeciwstawieniu do trzech półwyspów południowych i ca- 
łego niżu Sarmackiego, zalegającego Europę na wschodzie aż do Uralu, gdzie 
istniejąca wilgoć z ledwością wystarcza. 

Roczne wahania opadu inny wywierają skutek w Europie zachodniej a inny 
za Alpami lub nad Wołgą, a mianowicie zwiększenie deszczów letnich ponad 
przeciętną w Anglji, Norwegji, Niemczech lub na ziemiach dawnej 
Stosunki je- p c lski, pociąga gnicie roślin okopowych, wyrastanie zboża na pniu 
na owe i utrudniony sprząt urodzaju, pewne zaś zmniejszenie deszczów po- 
niżej przeciętnej, znamionuje lata urodzaju. Jednocześnie zwiększe- 
nie deszczów wiosennych i wczesnoletnich na niżu Sarmackim powoduje urodzaj, 
a każde wahanie niżej normy przeciętnej, pociąga za sobą posuchę i nieurodzaj, 
co w krajach o ludności niezasobnej równa się głodowi. 

Chociaż na ziemiach dawnej Polski postać powierzchni rozstrzyga o stałych 
zasadniczych rysach klimatu, to jednak ilość opadu atmosferycznego w swych 
wahaniach z roku na rok jest często zależna od wiatrów, ciągnących od Atlan- 
tyku — co odbija się jeszcze nawet w Syberji Zachodniej — stąd wynika, że dosyć 
często ta sama przyczyna, a mianowicie większe natężenie wiatrów atlantyckich 
sprawia ciężkie warunki rolnictwa na zachodzie Europy aż do Dźwiny-Dniepru 
i urodzaj w ziemiach, dalej ku wschodowi leżących, ale też zarazem i odwro- 
tnie — zobrazowaniem tego były tak samo lata głodowe w Rosji 1891, 1898, 1904 
i 1905, jak i lata urodzaju 1908 i 1909. 



Do cech klimatu, wywierających wielki wpływ na roślinność i na człowieka, 
należy usłonecznienie. Chociaż odpowiednie badania prowadzone są od niezbyt 
dawna, również i stacje meteorologiczne, uwzględniające usłonecznienie nie są 
liczne, jednak już obecnie można przytoczyć szereg danych pewnych, cechują- 
cych nasz obszar. 

Przeciętny czas świecenia słońca w Krakowie 2 ) w ciągu ćwierci stulecia 
(1884-1908) wynosił średnio 4,57 godziny dziennie. Jednakże największe zachmu- 
rzenie nieba istniało — rozumie się — zimą (w grudniu tylko 1,44 go- 
. dżiny dziennie, w listopadzie zaś i styczniu po 1,9), wówczas gdy od 

kwietnia do września spostrzeżono godzin słonecznych więcej od 
przeciętnej; lipiec, najmocniej usłoneczniony, wykazał 7,48 godzin dziennie. 

Te przeciętne są nieco większe, niż na zachodzie Europy 3 ), mniejsze zaś, 
nieraz dość znacznie, niż na wschodzie 4 ). Kraków, nad którym słońce świeci 



Ł ) Ed. Briickner. Klimaschwankungen seit 1700 nebst Bemerkungen uber die Klimaschwan- 
kungen der Diluvialzeit. 1890. 

*) Wł. Gorczyński. O insolacji ziem polskich. (Encykl. Polska. 1912). 

') A. Eichhorn. EntWurf einer Sonnenscheindauerkarte fiir Deutschland. (Petter. Mitt 1903). 

4 ) E. Menger. Der Sonnenschein in Russland. 1909. 

Wł. Gorczyński i W. Wierzbicka. O rozkładzie geograficznym dni pogodnych i po- 
chmurnych w Polsce. 1916. 



OPADY ATMOSFERYCZNE. 115 

zaledwie 42,4°/ czasu możliwego, należy do miejscowości usłonecznionych nieco 
słabiej, niż przeciętne na ziemiach dawnej Polski. Warszawa posiada jeszcze 
mniejsze usłonecznienie, gdyż tylko 40,7°/ możliwego, niewiele więcej posiada 
Dęblin; te miejsca i wogóle cały pas wielkich dolin z obszerną kotliną Poleską 
posiada usłonecznienie najsłabsze. Liczby, cechujące to zjawisko, wzrastają ku 
północo-wschodowi (w Mińsku 44°/ ) i południo- wschodowi; szczególniej na po- 
łudniu od równoleżnika 50° słońce świeci znacznie dłużej, a więc Humań wyka- 
zuje 50,3°/ usłonecznienia możliwego, co jest poniekąd prawidłem dla wyżyny 
Czarnomorskiej, której część południowa, Bessarabja dochodzi do 51,6°/ . 

Następstwem tej cechy klimatycznej w Mołdawji i wogóle na południu wy- 
żyny czarnomorskiej jest między innemi możliwa znaczna wyparo- 
walność wody: gdy w Warszawie ona dochodzi 420 mm., to w Ode- no ^ m0 żliwa 
sie — 560 mm. Wiedząc, jaki wpływ wywiera światło słoneczne i wy- 
parowalność na życie roślinne, łatwo można zrozumieć, że praca człowieka 
w rolnictwie, a szczególniej w sadownictwie tu na południu wyżyny Czarnomor- 
skiej lepiej się opłaca, niż w krajach, dalej ku północy leżących. 



IV. ŚWIAT ROŚLINNY. 



§ 24. Pochodzenie szaty roślinnej. 

Ponieważ ziemie dawnej Polski, a właściwiej przeważna ich część, były przez 
pewien czas pokryte lodowcami, które wszelką dawniejszą roślinność zniszczyły, 
przeto dzisiejszy stan szaty roślinnej jest wynikiem licznych przemian, których 
łańcuch rozpoczął się wraz z ustępowaniem lodowca ku północy. Głównemi 
czynnikami, warunkującemi rozwój roślinności na omawianym obszarze x ), były: 

1) Stan roślinności w południowych częściach obszaru, w epoce lodowco- 
wej przez lodowiec niepokrytych, 

2) Obecność wału górskiego Sudecko-Karpackiego, 

3) Wahania klimatu, i wreszcie 

4) Działalność człowieka. 

Resztki szaty roślinnej przedlodowcowej, nie zniszczone przez oziębienie kli- 
matu, zostały wyparte na Podole, na południe Wołynia i Ukrainy ku podgórzom 
Karpat, do Siedmiogrodu i na półwysep Bałkański. Tam również zeszła dawniej- 
sza roślinność górska Karpat, wypierana przez lodowiec miejscowy. 

Wpływ Kiedy pola lodowe cofały się ku północy, za niemi posuwała się 
lodowca na ,,. ,, . , , , . . 

... .. zmieszana roślinność tundrowa z południa, a stopniowo za nią po- 
suwali się przybysze świata roślinnego: ze wschodu z wielkiego niżu 
Sarmackiego i z zachodu od strony niżu Niemieckiego. 

Ślady tej roślinności, klimatowi lodowcowemu właściwej, istnieją w Inflan- 
tach, na Pojezierzu Pruskiem i na Polesiu, a również w Krystynopolu pod Soka- 
lem i w Ludwinowie pod Krakowem, są to: wierzby arktyczne (Salix polaris, 
S. herbacea, S. phylicifolia i in.), dąbik (Dryas octopetala), Dryas reticulata, brzo- 
za karłowata, rdest alpejski (Polyg. viviparum) i skalnice (Saxifraga caespitosa 
i oppositifolia). 

Nieliczne pozostałości flory przedlodowcowej ocalały w miejscowościach wy- 
jątkowych, jako to: jałowiec sabiński w Pieninach, Schiwereckia w Miodoborach, 



x ) M. Raciborski. Dzieje rozwoju roślinności Polski. 1912. Encyklopedja Polska tom I. 



POCHODZENIE SZATY ROŚLINNEJ. 



117 



rozgłośna azalja ponfyjska (Rhododendron llavum) na Polesiu i w widłach rze 
cznych Sanu-Wisły pod Leżajskiem, wawrzynek karli na Wołyniu i niektóre inne. 

Szczątki roślinności tundrowych dotrwały przeważnie na torfowiskach, np. 
bażyna, łomikamień żółty, skalnica (sax. Aizoon) na skałach w okolicach Ojcowa. 
Przy następnych zmianach klimatu resztki tych roślin ocalały pomiędzy Sando- 
mierzem, Częstochową a Krakowem. 

Po klimacie tundrowym zapanował lądowy i wówczas równocześnie z two- 
rzeniem się potężnych glinek nawianych Ukrainy i Podola, rośliny stepom wła- 
ściwe, rozszerzały się ku zachodowi; od południa z Węgier toż samo się odby- 
wało przez obniżenie Dukielskie i wyłomem Popradu -Dunajca, a nawet i z ko- 
tliny Wiedeńskiej przez Bramę Morawską w dolinę Odry. Tędy z południa, jak 
również i przez Pokucie szły rośliny południowe jak ciemiężyca czarna (Vera- 
trum nigrum), rozmaite wargowe i motylkowe. Ocieplający się klimat sprzyja 
rozpostarciu roślin stepowych, do których zaliczamy: obie oslnice, żmijowiec 
czerwony, omany i t. d. 

Następny okres klimatu 
wilgotnego pozwala się roz- 
szerzyć lasom iglastym ku 
wschodowi. 

Kolejne zmiany roślin- 
ności leśnej, ustalone dla kra- 
jów Skandynawskich (brzo- 
za, sosna, dąb, buk, świerk) 
nie odpowiadały naszym sto- 
sunkom: południowy wschód 
obszaru posiadał roślinność 
dawniejszą, a nowi przyby- 
sze wkraczali z rozmaitych 
stron. Zdaniem prof. M. Ra- 
ciborskiego po epoce tundro- 
wej wkroczyły bory modrze- 
wiowe, rozpostarłszy się do 
Pojezierza Pruskiego, po Odrę 
na zachodzie a na południu 
wciskały się aż w Karpaty, 
i wówczas zapanowały: dąb, 




Rys. 94. 



Różanecznik (Azalea pontica inaczej Rhododendron 
flavum). (Zb. fot. P. T. Krajozn.). 



Następnie przeważyła odmiana klimatu lądowego 
klon, jesion, leszczyna i wierzba. Buk i jawor — 
prawdopodobnie - - dopiero później z nastaniem klimatu bardziej morskiego, za- 
chodniego, wkroczyły do nas razem z jodłą; rozpostarły się lasy mieszane, gdzie 
razem z bukiem i jodłą cis często się spotykał. 

Czynnikiem najpotężniejszym, od paru tysięcy lat powoli zmieniającym szatę 
roślinną, a w ostatnich dwustu latach bardzo znacznie, jest człowiek. Wycina- 
nie lasów, zaorywanie stepów i polan leśnych, osuszanie błot i nizin nadrzecz- 
nych zmieniają warunki istnienia dla roślin poszczególnych. Rozpowszechnienie 
kolei żelaznych sprzyja zakorzenieniu przybyszów z krain bardzo odległych. 



11S 



ŚWIAT ROŚLINNY. 



§ 25. Stan obecny roślinności. 

Liczba gatunków roślin kwiatowych, zbadanych na obszarach dawnej Polski — pominąwszy 
podgatunki (111)— dochodzi do 2285. Rodzinami najbogatszemi W gatunki są następujące: złożone 
z 289 gatunkami, trawy— 173, motylkowate— 126, turzyce— 126, krzyżowokwiatowe— 122, baldasz- 
kowate — 92, różowokwiatowe — 90, jaskrowate— 89, trędownikowe— 85; tych dziewięć rodzin obej- 
muje przeszło polowe gatunków. Ponieważ ziemie polskie obejmują obszary florystyczne, zna- 
cznie między sobą się różniące, przeto części poszczególne należy porównywać z całością i z całą 
Europą. W całej Europie narachowano 9395 gatunków roślin kwiatowych, z cze- 
b ysty go więcej niż polowa gatunków obejmują złożone, motylkowe, trawy, krzyżowo- 
gatunkow. ^ W j a t ow , e) baldaszkowe, wargowe, trędownikowe i lepnicowe. W okolicach Kra- 
kowa naliczono 1149, nad Seretem 891, w Królestwie Polskiem 1318, w Prusach Zachodnich 1217 




Rys. 95. Ostnica. (Stipa pennata). (Fot. R. Kobendzy w zb. P. T. Kr.). 



na Litwie 1221, w Inflantach Polskich 787 i wreszcie na Wołyniu i Podolu 1532. WszeazL* rodziny 

złożonych i traw posiadają najwięcej gatunków, ku północy wzrastają^ liczebnie turzyce, ku wschodowi i połu- 
dniowi motylkowe, wargowe i krzyżowokwiatowe . 

W Karpatach ku górze, obok złożonych i traw występują na miejsce naczelne skalnice, ja- 
skrowe i gwoździkowe. 

Gatunków drzew naliczono 44, krzewów i krzewinek 182. 

Roślin zimą zielonych o liściach trwałych (pominąwszy krótkotrwale i miękkie) naliczono 
33, z czego na Podolu zaledwie znajdują się 4. 

Roślin t. zW. endemicznych, t. j. spotykanych wyłącznie na ziemiach dawnej Polski istnieje 
niewiele, i są to przeważnie gatunki drobne, czyli mutacje młodego wieku. 

Skutkiem położenia w środku Europy nasz świat roślinny składa się z gatunków właści- 
wych i obszarom sąsiednim. Rośliny drzewiaste i krzewy^silniej od innych charakteryzują każdy 



STAN OBECNY ROŚLINNOŚCI. 



119 



obszar botanicznie i krajobrazowo. Na ziemiach dawnej Polski jako całości, pominąwszy wyższe 
góry i stepy Czarnomorskie, istnieją następujące rośliny drzewiaste: dąb pospolity, grab, leszczy- 
na, osina, dziesięć gatunków wierzb, brzoza brodawkowata, olsza siwa, lipa, wiąz, (długoszypul- 
kowy i pospolity), klon, trzmielina pospolita, jemioła, wilcze łyko, jarzębina, głóg pospol., irga (co- 
toneaster), tarnina, 
czeremcha, janowiec, 
kruszyna, szakłak, ber- 
berys, jesion, sucho- 
drzew, bez dziki, świ- 
dwa i kalina. Te ga- 
tunki, właściwe całej 
środkowej Europie 1 , 

każą cały omawiany ob- 
szar uważać za bliższy 
zachodowi niż wschodo- 
wi;*) Wiele z tych ro- 
ślin już dalej na pół- 
noc lub na wschód 
nie sięga. 

Wyżynie Podol- 
skiej brak jałowca, so- 
sny, jodły, wrzosu, Żó- 
rawiny, borówki czar- 
nej, modrzewnicy, ba- 
gna i maliny — wyjąw- 
szy tę ostatnią, są to 
rośliny zimą zielone. 
Brak iglastych, wrzo- 
sów, torfowisk wyżyn- 
nych i widłaków jest 
wybitną cechą wyży- 
ny, jak również obec- 
ność dębu (Qu. pu- 
bescers), sumaka gar- 
barskiego, gązewnika 
gorzkiej Wiśni i krze- 
wiastej trześni, migda- 
łu, tarwuły (Spiraea 
crenata), jesionu o- 
strego (Fraxinus oxy- 
phyl). dereniu i hor- 
dowiny. 

Karpaty posia- 
dają dziewięć gatun- 
ków, dalej ku północy 
już nie rosnących są 
to: mąkinia (Sorbus 
Aria), wierzba (Salix 
incana), kosówka, wi- 
ciokrzew czarny, mo- 




Rys. 96. Las modrzewiowy. (Fot. ze zb. P. T. Kr.). 



') M. Raciborski. Drzewa, krzewy i rośliny na ziemiach polskich. (1912 En. Pol. t. I). 
F. Koppen Geographische Verbreitung der Holzgewachse des Europaischen Russland 
u. des Kaukasus 1888 i 9. 



120 



ŚWIAT ROŚLINNY. 



drzew eur. oraz (tylko wschodnim Karpatom właściwe) olsza halna, porzeczka karpacka, wicio- 
krzew (Lonicera leptophylla), i rododendron (Rh. Kotschyi). 

Rośliny drzewiaste Karpatom właściwe, na niżu osiągają północną granicę swego rozsie- 
dlenia: wierzba śląska, jawor, bez koralkowy i września. 

Z gatunków górskich, które na niżu Polski bądź wcale, bądź tylko na pół- 
nocy się zjawiają, a właściwe są krajom podbiegunowym, należy wymienić: limbę '). 
rozpostarcia. j a j ow? j ec Uarli, bażynę, dziewięć gatunków wierzby i cztery drobne krzewinki 
(Azalea procumbens, Linnea borealis, Dryas octopetala i Atragane alp.). 

Odwrotnie siedem krzewów i krzewinek podbiegunowych u nas osiąga południową gra- 
nicę rozpostarcia. 

Wszystkie drzewa, wyżej wymienione, osiągają granicę południowo-wschodnią na stepie 
czarnomorskim, a niektóre już na krawędzi Podola. 

Z gatunków drzewiastych, 
Europie środkowej właściwych, 
dziewięć posiada swą granicę na 
ziemiach dawnej Polski, a miano- 
wicie: jodła, buk, dąb krótkoszy- 
pułkowy, bluszcz, cis 2 ), Wrzos 
prawdziwy, woskownica, szakłako- 
wiec (Hypophar ramnoides), żar- 
nowiec , janowiec. Odwrotnie , 
Wschodnie gatunki na naszych zie- 
miach, dochodzące do swych za- 
chodnich granic , są nieliczne: 
drobne tylko krzewy, jak karaga- 
na, modrzew polski, stanowiący 
postać przejściową między euro- 
pejskim a sybirskim: trzmielina 
karłowata na Podolu i Bukowinie 
oraz brodawkowata, sięgająca za- 
chodnich kresów naszego obszaru; 
azalja pontvjska, już wyżej przy- 
toczona i na Podolu wiciokrzew 
tatarski. 

Granicę północną rozpo- 
starcia osiągają buk i jodła, idące 
od zachodu i pięć gatunków, idą- 
cych od wschodu oraz liczne ga- 
tunki, Europie środkowej właści- 
we: białodrzew, sokora (topola nadwiślańska), dąb krótkoszypułkowy, bereka, trześnia, hebd, lipa 
wielkolistna, klon polny i mrzyglód. 

Z gatunków, właściwych Europie południowej, oprócz wyżej wymienionych gatunków po- 
dolskich, osiągają u nas swą granicę północną: jałowiec sabiński, wilcze łyko karle, klokoczka, 
szczodrzenica (Cytisus nigricans) i ligustr. 

Czynniki, przytoczone na początku niniejszego rozdziału, spowodowały dzi- 
siejsze rozpostarcie roślin, tak samo gatunków poszczególnych, jak również ich 




Rys. 97.' Orzech wodny (Kotewka — Trapa natans). 
spotykany na Polesiu. (Fot. ze zb. P. T. Kr.). 



') Limba obecnie i w Alpach należy do drzew coraz rzadszych. U nas na Babiej Górze 
jej niema, w Tatrach na północy bardzo nieliczna, liczniejsza na Krywaniu. Istnieje w Czarnej 
Horze, ale nadewszystko w Gorganach, naprz. na Parenkach (do 1757 metrów) i na Grafie (do 
1752) można spotkać stumorgowy las limbowy (M. Orłowicz w Pam. T. Tatrz. 1913). 

2 ) To drzewo, ginące w całej Europie środkowej, występuje w Kniaźdworze w pobliżu Ko- 
łomyi gromadnie: las trzydziestohektarowy zawiera 20— 30C00 sztuk tego drzewa co stanowi oso- 
bliwość europejską. (Kosmos 1913, str. £06. Dr. Wł Szafer). 



STAN OBECNY ROŚLINNOŚCI. 121 

skupień. Stan dzisiejszy pozwala wyróżniać trzy najważniejsze działy, zgruba od- 
powiadające pewnym działom fizjograficznym: Górski, Bałtycki i Czarnomorski. 
Ponieważ poszczególne krainy, fizjograficznie różne, odbijały na sobie wpływ 
czynników miejscowych, przeto każdy z tych działów należy rozbić na gromadę 
krain drobniejszych. 

A. Dział górski (patrz rys. 102). 1) Sudety, które w porównaniu z Karpa- 
tami posiadają mniej gatunków alpejskich, a nieco więcej północnych. 2) Pod- 
górza Sudeckie, gdzie obok lasów liściastych, są i mieszane o przewadze dębu, 
sosny i świerku. 3) Tatry o bogatej roślinności alpejskiej i ubogiej endemicznej. 
4) Pieniny i skałki Podhala o licznych zabytkach starej roślinności i z pewnemi 
endemizmami. 5) Beskidy aż do przełęczy Tatarskiej posiadają podłoże piaskow- 
cowe. Lasy świerkowe (przez człowieka popierane kosztem buku 

• ji v u i • .... • ji • Krainy 

i jodły), bukowe i w mniejszej mierze jodłowe zajmują tu znaczne . . . 

przestrzenie. Roślinność częściowo wspólna z Sudetami, częściowo 
odmienna, naprz. pospolita na kamieńcach potoków września (tamaryszek) w Su- 
detach nie rośnie. 6) Podkarpacie zawiera lasy mieszane, obfitość dębów. Glin- 
ka nawiana oraz sąsiedztwo Podola wpływają na szatę roślinną. 7) Karpaty Wschod- 
nie — dalszy ciąg Beskidów: jodła ginie, na grzbietach olsza halna, różanecznik i aza- 
lja (A. procumbens). 8) Pokucie, najcieplejszy zakątek naszego obszaru, posiada 
lasy bukowe; uprawa kukurydzy i sadownictwo. 

B. Dział Bałtycki: 9) Niż Wielkopolski, niegdyś kraina lasów sosnowych (dziś 
wyniszczonych), na pojezierzu od zachodu lasy bukowe, na wschodzie świerkowe. 
10) Wąski skrawek pobrzeża Bałtyckiego, noszący wyraźne piętno wpływów atlan- 
tyckich (wrzos — Erica). 11) Kraina niżu Śląskiego. 12) Kraina niżu Litewskiego z la- 
sami sosnowemi i świerkowemi, a na pojezierzu i dębowemi; ani na Podlasiu, ani Po- 
lesiu niema botanicznych granic wyraźnych. 13) Kraina wyżyny Małopolskiej posiada 
lasy mieszane, rozpada się na okręgi roślinne bardzo odrębne, jak ubogie florystycz- 
nie Łysogóry, wyżynę Ojcowską, dorzecze Nidy; tu znajdują się dość liczne ro- 
śliny wołyńskie i podolskie. 14) Roztocze pomimo bliskości Podola posiada ce- 
chy roślinności zachodnio-europejskiej. 15) Nizina Górnopolska z lasami miesza- 
nemi i kotlina górnego Dniestru, raczej błota pińskie przypominająca. 16) Pole- 
sie z borami sosnowemi, grząskiemi moczarami i na północy z nielicznym świerkiem. 

C. Dział Czarnomorski: 17) Kraina Wołyńska sięga na południe do granicy 
sosny, na wschodzie obejmuje północ Kijowszczyzny. 18) Kraina Podolska 
(z Ukrainą prawobrzeżną) nie posiada mchu (sphagnum), torfowisk wyżynnych, 
widłaków, drzew szpilkowych; jest to obszar lasu parkowego, który tylko w ja- 
rach i w szerszych dolinach, tu w zwartej postaci występuje. 19) Dzikie Pola, 
które tylko w dolinach i to w sąsiedztwie poprzedniej krainy posiadają nieliczne 
drzewa, a ku południowi tylko krzewy (z. nich już wyraźnie południowe migdał 
i karaganę — Amygdalus nana i Caragana frutescens). 



Na południowym wschodzie ziem dawnej Polski rozpościerają się krainy 
trawiaste — stepy. Linja, przeprowadzona od ujścia Reutu do Dniestru przez uj- 
ście Kodymy do Bohu mniej więcej na Krzemieńczuk, a stamtąd za Dnieprem 



122 



ŚWIAT ROŚLINNY. 



idąca ku północy przez Choroł i Lubnie, a dalej na Hadziacz ku wschodowi jest 
północną granicą stepu, na którym poza dolinami roślinność drzewiasta i krze- 
wiasta wcale się nie spotyka; ku północy na lewym brzegu Dniepru spotykamy 
roślinności drzewiastej stosunkowo nieco więcej. Na północ od tej linji wkracza- 
my w las parkowy — właściwy krajobraz ukraiński— jest to kraj przeważnie od na- 
tury stepowy i tylko w jarach i dolinach lesisty, tu dąb, grab i częściowo wiąz, 
największą odgrywały rolę. Na północy tej krainy bliżej Dniepru w szerokich 
dolinach, gdzie zamiast zniesionej pokrywy gliny nawianej zjawiają 
się piaski, można spotkać wyspowo rozrzucone laski sosnowe x ). 
Granicą między lasem parkowym a puszczą poleską, która jest również trudna 
do ścisłego wykreślenia jak i granica szczerego stepu, jest linja przeprowadzona 




Rys. 99. Las W Łysogórach. (Fot. W. Gebla W zb. P. T. Kr.). 



przez Włodzimierz (na Wołyniu), Łuck, Klewań, Ostróg, Połonne, Cudnów, Żyto- 
mierz, Kijów do Rómna na Zadnieprzu. Największy znawca Ukrainy Al. Jabło- 
nowski odróżniał jeszcze na południe od Kijowa granicę pierwszych zwartych la- 
sów, która idzie od Cudnowa na Berdyczów, Chodorków i Chwastów do Try- 
pola. Linje w ten sposób nakreślone, cały południowy Wołyń i wyżynę Podola 2 ) 
odnoszą do lasu parkowego, który im bardziej ku północy, a na Wołyniu i ku 
zachodowi tem bardziej przechodzi w las zwarty, lecz polanami przerywany. 



') J. Trzebiński. Flora Śmiły i okolic sąsiednich. (Pam. Fiz. XXI). 
2 ) J. Paczoski. (Kosmos 1914) uznaje na północy wyżyny podolskiej istnienie zwartego 
lasu za rzecz możliwą. 




Rys. 100. Limba. (Fot. K. Sławińskiego ze zb. P. T. Kr.). 



121 



ŚWIAT ROŚLINNY. 



Jeżeli za najważniejszą przyczynę szczerego stepu nad morzem Czarnem mo- 
żna uważać klimat, w którym wyparowalność możliwa znacznie przewyższa opad 
atmosferyczny, to poza wymienioną granicą warunki się zmieniają, tam las mógł- 
by rosnąć przy obecn} r ch warunkach wilgoci, lecz tu wchodzi w grę inny poważ- 
ny czynnik, obecny zresztą i w stepie, a mianowicie pokład gliny nawianej, 
wszystko tu przykrywającej. Lasy — to obszar najczęściej piasków, glin i mar- 
gli lodowcowych, step i las parkowy — to obszar przeważnie glinki nawianej. 




Rys. 102, Mapka geobotaniczna. Podług (M. Raciborskiego). 



Ta skała wytwarza glebę bardzo przepuszczalną skutkiem obfitości niesły- 
chanie miałkiej krzemionki, jednakże obecność glinki zatrzymuje pewną ilość 
wilgoci i przeto trawy, a zatem i zboża, znakomicie się tu udają. Inaczej ta gle- 
ba wpływa na roślinność drzewną, bo dla tych samych przyczyn 



Rola glinki 
na wianej. 



wszelkie drzewa, płytko rozpościerające swe korzenie, a więc naprz. 
wszystkie iglaste, tu posiadają zbyt mało wilgoci; mogą się prędzej 
utrzymać z liściastych te, które głębiej korzeniami sięgają po wilgoć, jako to: dąb, 
grab i rzadziej wiąz. 

Przyczyna geologiczna — gleba tu sumuje się z warunkami klimatycznemi 
i naogół te warunki pozwalają na las bardziej zwarty, niż obecny las parkowy, 
(Rozumie się, że tu nie uwzględnia się niszczycielskiej roli człowieka). Naogół 



STAN OBECNY ROŚLINNOŚCI. 125 

dzisiejszy step i jego pozostałość, las parkowy, są zabytkiem epoki geologicznie 
starożytniejszej, która poprzedzała czasy obecne, wówczas klimat był suchszym 
i step sięgał daleko w głąb Europy środkowej; zczasem, kiedy wilgotność kli- 
matu wzrastała, obszar leśny nasuwał się na step, a tylko miejsca, glinką nawia- 
ną pokryte, zachowywały się oporniej. Początkowo las pokrywał jary, doliny 
i miejsca niżej leżące, ale stopniowo zwiększone opady pozwalały mu zwartym 
płaszczem okrywać ziemię, pozostawiając tylko gdzie niegdzie polany i płaty lasu 
rzadszego, najczęściej na grubych zwałach glinki nawianej. W ten sposób po- 
łudnie Wołynia, Podole i większa część Ukrainy jest w stanie przejściowym, 
w którym las wzmaga się, posuwając się na południe i wschód. Takie rozłoże- 
nie szaty roślinnej wpływało bardzo głęboko na losy człowieka, te krainy za- 
mieszkującego, bo step, nie pozbawiony materjału drzewnego, wyjątkowo dobrze 
nadawał się do hodowli zwierząt domowych, do rolnictwa i do osadnictwa. Im 
bardziej ku południowi, tem w większym stopniu mogło występować pasterstwo, 
połączone ze stanem ludności nawpół koczowniczym. 



Na zachód od krain lasu parkowego, na ziemiach dawnej Polski, ciągnęły 
się wyspowo rozrzucone płaty trawiaste — polany, które czy to na podgórzu Be- 
skidu, czy też na wyżynie Lubelskiej lub na południu wyżyny Srodkowo-Polskiej 
były związane przeważnie z glebą, powstałą na glinkach nawianych. Oprócz tych 
polan, które na podgórzu Sudetów, ciągnąc się na zachód, nawet wychylają się 
poza nasz obszar, wszędzie można było spotkać mniej lub więcej szerokie pasy 
nadrzeczne, wolne od szaty leśnej. Te żyzne, lecz powodziom podlegające łęgi 
nadrzeczne (i nadjeziorne), Monia czy też łutyce, znakomicie się nadawały do 
osadnictwa i rolnictwa i odgrywały rolę podobną do lasu parkowego nad 
Dnieprem. 

Człowiek rozpoczynał walkę z lasem od stepu, polan i łęgów nadrzecznych, 
a skutkiem zbiegu warunków geograficznych i dziejowych śród krainy lesistej 
najpierw wywalczył większe płaty ziemi z pod lasu, t. j. stworzył większe pola 
na słabo wyniesionej, lecz bogatej w rzeki i jeziora wyżynie Kujawskiej około 
jeziora Gopła. 

Te pola bardzo wolno się rozszerzały, a pokrywające je rośliny uprawne, 
nie odrazu przedstawiały krajobraz o łanach, 

Malowanych zbożem rozmaitem, 
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem. 

W czasach zamierzchłej przeszłości na ziemiach polskich prawdopodobnie 
uprawiano niektóre rośliny pochodzenia miejscowego, jak naprz. kucmerkę x ), 
którą w Beskidzie Zachodnim spotkano w uprawie jeszcze przy wytykaniu kolei 
Tranwersalnej (koło roku 1879), jednakże właściwe rolnictwo przyszło do nas 
z krain Azji południowo-zachodniej — Mezopotamji, Syrji i krain przyległych. 



l ) J. Rostafiński. Miejscowe warzywo ze Stachys Palustris- (Wszechświat 1888). 



126 



ŚWIAT ROŚLINNY. 



Trudno ustalić kolejność napływania do nas przybyszów obcych wśród roślin 

uprawnych, w każdym razie orkisz, samopsza, emer, pszenica, pro- 

,ny so i ber, a prawdopodobnie i rzepa należały do roślin uprawianych 

UDl"ćlWn6 

w czasach najdawniejszych, być może iż jęczmień już wówczas się 
ziawił. Rozkwit Rzymu, a jeszcze wpierw Grecji z jej kolonjami nad morzem 
Czarnem musiał pociągnąć za sobą nowe ożywienie tych wpływów, dając nam 
inne rośliny (przypuszczalnie groch), wówczas kiedy żyto i owies — jak można 
przypuszczać — musiały przybyć z obszaru stepów czarnomorskich. Dla tych 
roślin, tak samo jak dla lnu i konopi klimat naszego obszaru okazał się najzu- 
pełniej odpowiednim. Z biegiem czasu ber, samopsza i emer zaginęły, proso na 
zachodzie w uprawie spadło do nic nieznaczących resztek, a tylko na południo- 
wym wschodzie i na wschodzie nieco więcej się utrzymuje; orkisz z trudnością 
da się odszukać, a natomiast nowe zjawiły się rośliny. 

Oddawna znana koniczyna w XVIII stuleciu nabrała znaczenia, w wieku zaś 
następnym stała się niezastąpionym czynnikiem w płodozmianie rolnym (na Litwie 
do dziś dnia dzięcieliną zwana). W końcu XVIII i jeszcze bardziej w początku 

XIX, w. rozpowszechniły się zie- 




Rys. 103. Winnica na Podolu. (Zb. P. T. Kr.). 



mniaki (kartofle, pyry, grule, bań- 
durki i t. d.) narazie jako materjał 
dla gorzelni, a zczasem- niestety — 
stały się przeważającą strawą lud- 
ności rolnej. Już w czasach now- 
szych zjawiły się: łubin na ziemiach 
piaszczystych i esparceta na wapien- 
nych rodzajnycb. 

Począwszy od r. 1826, burak 
cukrowy coraz bardziej się rozsze- 
rza, a chociaż klimat, z wyjątkiem 
północo-wschodnich krain wszędzie 
pozwala na jego uprawę, to jednak 
na zachodzie łagodniejsze stosunki 
klimatyczne bardziej mu sprzyjają; na rozpostarcie tej rośliny wpływają nie tylko 
stosunki klimatu i gleby — na Litwie mogłaby się dobrze udawać — ale też i go- 
spodarcze, jak obfitość taniej robocizny oraz państwowe (jak naprz. w zaborze 
austrjackim aż do wojny 1914 r. współzawodnictwo dawniej rozwiniętych, ponie- 
kąd uprzywilejowanych okręgów przemysłu cukrowniczego przeszkadzało upra- 
wie buraków, aczkolwiek one tam posiadają znakomite warunki). 

Oprócz pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa, na ziemiach dawnej Polski jesz- 
cze uprawiają zboże, które przybyło z Ameryki— kukurydzę. Właściwie ono doj- 
rzewa dopiero na wyżynie Podolskiej i na południu Ukrainy, a najlepiej się udaje 
na ciepłem Pokuciu, w reszcie zaś ziem naszego obszaru uprawiają tylko jedną 
z odmian — koński ząb, która jest zbierana dla paszy, dojrzewa zaś w latach wy- 
jątkowo gorących. 

Tak samo jak kukurydza jest zależna od klimatu— sprzyja jej gorętsze lato 
klimatu lądowego, — tak samo i pszenica prawie na całym obszarze ziem dawnej 
Polski udaje się ozima i dopiero na wschód od linji Dyneburg-Czarnobyl, prze- 



STAN OBECNY ROŚLINNOŚCI. 127 

waża pszenica jara. Na Zadnieprzu dział wodny Dniepru-Donu, wobec wzrasta- 
jącej surowości zimy w klimacie lądowym jest granicą pszenicy ozimej, która tak 
daleko sięga, jak daleko przed 300—400 laty sięgało państwo polsko-litewskie. 

Na ziemiach dawnej Polski sadownictwo i warzywnictwo jest uprawiane 
wszędzie, chociaż technika tych gałęzi pracy ludzkiej sporo pozostawia do życze- 
nia. Miejscowe wyjątkowo korzystne warunki zachęcają czasami do większego 
wyzyskania gleby, a więc w okolicach Trok ogórki są przedmiotem wielkiej upra- 
wy, zachodnia krawędź wyżyny Lubelskiej w okolicach Kaźmierza nad Wisłą 
jest pokryta śliwnikami, a południowa krawędź Podola posiada winnice i more- 
larnie, najwspanialsze jednak dla sadownictwa warunki na ziemiach dawnej Pol- 
ski istnieją na Pokuciu. 



V. ŚWIAT ZWIERZĘCY. 



§ 26. Pochodzenie fauny i stan obecny. 

Świat zwierzęcy, naogół znacznie mniej zawisły od klimatu, aniżeli roślinny, 
zależy najwięcej od szaty roślinnej, która mu dostarcza pożywienia i schronienia. 
Dzieje zasiedlenia naszego obszaru przez zwierzęta szły równolegle do szaty ro- 
ślinnej. Wraz z ustępowaniem lodowca, kiedy potężny pas kraju do niego przy- 
legający, posiadał warunki, przypominające dzisiejsze tundry, a stopniowo od po- 
łudnia posuwał się step, świat zwierzęcy zjawiał się odpowiedni do warunków 
fizycznych. Stan obecny świata zwierzęcego nie odpowiada warunkom natural- 
nym, bo w ciągu ostatniego tysiącolecia człowiek swoją pracą gospodarczą silnie 
wpłynął na świat zwierzęcy. 

Pod względem rozpostarcia zwierząt, ziemie dawnej Polski naogół należą do 

strefy palearktycznej *), a słuszniej do jej działu europejskiego, który zakreślają 

od izotermy rocznej zero na północy do gór, oddzielających świat nadśródzie- 

mnomorski. Na omawianym przez nas obszarze, śród zwierząt można odróżnić: 

1) faunę bałtycką na północy, 2) górską na południu i 3) czarno- 

f . . z ry morską na południowym wschodzie 2 ). Granica między pierwszą 

a drugą jest wyraźna, natomiast fauna czarnomorska od zachodu nie 

posiada konturów ścisłych, bo gdy jedne grupy zwierząt lub pojedyncze gatunki 

mają granicę na wyżynie Podolskiej, to inne dopiero na jej zachodnim krańcu. 

Fauna bałtycka jest dalszym ciągiem sąsiedniej zachodnio-europejskiej, 
a względna lesistość Litwy i błotnistość Polesia sprawiły, że tu mogły dochować 
się: żubr, bóbr i łoś — wszystkie są zresztą celowo ochraniane przez człowieka. 
Żubr, pominąwszy nieznaczną liczbę zadrobniałych osobników w Dagestanie, ma 
w puszczy Białowieskiej jedyne schronisko. Obfite jeziora zawierają ryby łoso- 
siowate (sieje, stynki, sielawy). Na wschodzie fauna bałtycka posiada śród zwie- 
rząt niższych pewną liczbę postaci miejscowych. 



') W. Kobelt. Die Verbreitung der Tierwelt. Gemassigte Zonę 1902. 

8 ) E. Niezabitowski. Świat zwierzęcy na ziemiach Polski. (Enc. Polska. T. I rok 1912). 



&/VZJ2AJO Ai h/VZ&WAVW 

foAZwg mii. 0\Axe\JoAyt6/RiefyO + 




1— &6w*c«c. 2 Soóna. S 6u ¥++**yodfa.5~™&uJk. 6—"ŚwiMJl.7»«"»8*o6. 8°°°°°£M- 9 - ^m^k^w. I0*%iomm k. }|~7*}g^gf; 12 °^S^ fe - 13 °° = 'fe?" 



POCHODZENIE FAUNY A STAN OBECNY. 



129 



Fauna czarnomorska posiada między innemi gatunki wschodnie stepowe, 
naprz. suseł perełkowaty jeszcze występuje tu w wielkich nieraz gromadach, spo- 
tyka się też ślepiec. Istnieją tu i gatunki południowe. 

Fauna gór zawiera gatunki tak samo bałtyckie, jak czarnomorskie, ale 
w Tatrach posiada też alpejskie i dalszej północy właściwe; oprócz świstaka i kozicy 
istnieją tu niektó- 
re niższe postaci 
zwierzęce, tym 
tylko krainom 
właściwe. 

W czasach 
dziejowych sto- 
sunki śród świa- 
ta zwierzęcego u- 
legły zmianie, a 
najbardziej śród 
gatunków najwię- 
kszych, t. j. krę- 
gowych. Na prze- 
łomie XVI i XVII 
wieku wyginął 
tur, przodek dzi- 
siejszego bydła 
rogatego, ostatnia 
rosomacha —zda- 
je się została za- 
bita w Kurlandji 
w r. 1876, wilk 
na całym zacho- 
dzie ziem daw- 
nej Polski w cią- 
gu ostatnich lat 
40 wyginął zupeł- 
nie, niedźwiedź, 
ryś i żbik tylko 
w Karpatach o- 
raz w błotnistych 
lasach nad Pry- 
pecią i górnym 
Dnieprem zrzad- 
ka się trafiają. 
Jeleń i łoś tylko 
w zwierzyńcach dają się widzieć. 

Praca człowieka, silnie zmniejszająca powierzchnię lasów i nieużytków, po- 
ważnie wpływa na zmniejszenie ilości ptactwa, szczególniej błotnego i wodnego; 
celowe tępienie i zmiana warunków zmniejszają też szeregi drapieżników ptasich. 







a: 

Cu 
o 



co 
c 
>> 

N 
S 

OJ 



CO 

"o 
o 



<u 
o 

X) 

o 

Xi 

CO 

"3 
N 

.5 
'c 
O 



o 
0. 



Od 



OEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 



130 ŚWIAT ZWIERZĘCY. 

Obecnie rachują 84 gatunki zwierząt ssących; przeszło 320 gatunków ptaków, z czego tyl- 
ko część przebywa u nas cały rok ogromna większość gnieździ się u nas, lecz na zimę odlatuje, 
wreszcie około 20 przylatuje do nas na zimę; gadów 15 gatunków; płazów — 17; ryb słodkowod- 
nych — 74. Mięczaków opisano 225 gatunków Z cztonkonogich narachowano blonkówek 2500 
gatunków, chrząszczów— 5000, motyli — 2500, dwuskrzydłych — przeszło 4000, pluskwiaków— 470, 
sieciarek— 255, prasiatnic — 76 i prostoskrzydłych przeszło 70 gatunków, Te liczby nie charakte- 
ryzują naszego obszaru wystarczająco, gdyż tylko krainy podkarpackie i do państwa Pruskiego 
należące, są opracowane w syosób wyczerpujący. Stan dzisiejszy badań pozwala wnioskować, 
że istnieje pewna analogja ze światem roślinnym, a mianowicie, że postaci endemicznych spoty- 
kamy tu niewiele, a wiele postaci wyraźnie wschodnich, południowych a nawet i zachodnich, tu 
znajdują granice swego rozpostarcia. 

Jeżeli zwierzęta dzikie gospodarczo żadnej nie odgrywają roli (pomijam 
zdziczałe króliki, które w kilku miejscowościach Wielkopolski, nadmiernie roz- 
mnożone, stają się dokuczliwe), to natomiast zwierzęta wielkie posiadają znacze- 
nie. Bydło rogate, koń i świnia są najpoważniejsze, owca zaś przy coraz droż- 
szej uprawie ziemi stale cofa się liczebnie i tylko na lichej glebie, na pustko- 
wiach i wrzosowiskach może się jeszcze opłacać. Koza, częściowa dostarczyciel- 
ka mleka dla ludności podmiejskiej i iabrycznej, oraz osioł, zupełnie podrzędną 
odgrywają rolę. 

Rybołówstwo rzeczne w ciągu ostatniego półwiecza bardzo szybko upadło, 
na co wpłynęło zagęszczenie ludności i zarazem zanieczyszczenie wód rzecznych 
oraz osuszenie bagien i płytkich wód stojących. 

Gospodarstwo rybne tylko na Śląsku nad górną Wisłą poważnie się przed- 
stawia, w innych okolicach ledwie zaczątki się spotykają. 

Ze zwierząt niższych, jedna tylko pszczoła jest przedmiotem poważnych za 
biegów. 



POCHODZENIE FAUNY A STAN OBECNY. 



181 




Rys. 105. Żubry w Puszczy Białowieskiej. (Fot. P. T. Kr.) 




Rys 106. Gniazda jaskółek-brzegówek (grzegótek) nad Narwią. 
(Fot. A. Chętnika w zb. P. T. Kr.). 



VI. LUDNOŚĆ 



§ 27. Pochodzenie ludności i stosunki antropologiczne. 

Człowiek na ziemiach dawnej Polski prawdopodobnie zjawił się wkrótce po 
ustąpieniu lodowca, a nawet w okresie międzylodowcowym. Ponieważ wyżyna 
Podolska i większa część Ukraińskiej nie podlegały zlodowaceniu, więc człowiek 
tam najwcześniej mógł się zjawić i rzeczywiście w jaskiniach Podola, powstałych po 
rozpuszczeniu gipsu lub wapniaka, spotykamy dowody istnienia człowieka najstaroży- 
tniejszego, bo z czasów istnienia kamienia łupanego. W innych miejscach glina 
nawiana ułatwiała człowiekowi pierwotnemu zamieszkiwanie w dołach, lub glina 
plastyczna ułatwiała stwarzać sztuczne jaskinie, czego wyraźne ślady istnieją dla 
okolic Kijowa. Na Podole i Ukrainę człowiek pierwotny dostał się z południa 
przez Bramę Czarnomorską, t. j. przez równinę między Karpatami Siedmiogrodz- 
kiemu a morzem Czarnem. 

Na zachodzie liczne jaskinie w wapiennych skałach jury Krakowskiej do- 
starczają dowodów istnienia człowieka z tych samych co i dla Podola czasów, 
a więc skała Okiennik koło Skarżyć 1 ), góra św. Bronisławy pod Krakowem (da- 
wniej Sikornikiem zwana, na niej kopiec Kościuszki), jaskinia w Piekarach nad 
Wisłą naprzeciw Tyńca lub też poza jurą Krakowską w Jaksicach nad Wisłą na- 
przeciw ujścia rzeki Raby. Gdy w trzech ostatnich miejscowościach znaleziska 
wskazują na podokres musteryjski, to w Skarżycach mamy dowody 
Najstaroży- istnienia człowieka jeszcze starożytniejszego, bo w czasach przejścio- 
wych pomiędzy podokresami aszelskim i musteryjskim. Te podo- 
kresy są ustalone d*ła Francji i nie mogą być zupełnie równoczesne- 
mi z odpowiednim stanem techniki i kultury rzeczowej w Polsce: tu warunki kli- 
matyczne sprawiły, że nasze ziemie, jako późno uwolnione z pod pokrywy lodow- 
cowej, prawdopodobnie nieco później aniżeli Francja pozwoliły zjawić się czło- 
wiekowi. 



') Wł. Demetrykiewicz i W. Kuźniar. Najstarszy paleolit na ziemiach polskich. 1914. 



POCHODZENIE LUDNOŚCI I STOSUNKI ANTROPOLOGICZNE. 



133 



Okres kamienia gładzonego dostarcza dowodów swego istnienia omal, że nie 
we wszystkich zakątkach ziem dawnej Polski, między innemi mieszkania nadwod- 
ne, właściwe okolicom jeziorzystym i obfitującym w bagna, coraz liczniej są od- 
krywane w środku i na północy ziem dawnej Polski. 

Położenie geograficzne i warunki klimatyczne sprawiły, że najwspanialszy 
rozkwit kultury rzeczowej z czasów kamienia gładzonego zjawia się na Ukrainie 
i na Podolu, t. j. na ziemiach, które albo lodowca wcale na sobie nie dźwigały, 
albo — co dotyczy naddnieprzańskiego pasa Ukrainy — wcześnie go się pozbyły 
i które to ziemie z powodu względnej bliskości kolebki cywilizacji wcześniej mo- 
gły podlegać dobroczynnym wpływom zewnętrznym. T. zw. kultura trypolska 1 ), 
odpowiadająca 
kulturze przed - 
mykeńskiej w 
Grecji, której 
przedłużenie 
znajdujemy na 
Podolu pod Za- 
leszczykami, 
gdzie jaskinię w 
Bilczu Złotym 
możnaby ponie- 
kąd nazwać 
Pompeją neoli- 
tyczną, wskazu- 
je na wysoki 
stan techniki i 
wogóle kultury 
rzeczowej w 
trzecim tysią- 
coleciu przed 
Chrystusem. 

Położenie 

w sąsiedztwie stepów było przyczyną upadku kultury trypolskiej i coraz nowe lu- 
dy z południowego wschodu wlewały się przez stepy czarnomorskie 
na obszar ziem, które potem weszły w skład Polski. Stopniowo wie- zew „2[ rZ n e 
wały się rozmaite żywioły ludzkie nie tylko od stepów, ale i w dal- 
szym ciągu od Bramy Czarnomorskiej, a również od strony Bramy Morawskiej 
a nawet od zachodu. 

W drugim tysiącoleciu istniały też stosunki i ze Skandynawją, która później 
była zwolniona od pokrywy lodowcowej, jednakże dzięki położeniu nadmorskie- 
mu znacznie szybciej mogła zagęścić swą ludność i podnieść swą kulturę rzeczo- 
wą, aniżeli ziemie polskie — dla Polski położenie śródlądowe zdała od morza 
Śródziemnego poza Karpatami i zdała od oceanu Atlantyckiego było wówczas 




Rys. 107. Jura Krakowska. Skala Okiennik koto wsi Skarżyć 
(8 km. od st. kol. Zawiercia). (Fot. Al. Janowski, ze zb. P. T. Kr.) 



J ) W. W. Chwojko. Kamiennyj wiek sredniawo Pridnieprowia. (Prace XI zjazdu arch. 
ros. w Kijowie 1899). 



134 



LUDNOŚĆ. 



wielce niekorzystne (rys. 108). Ze Skandynawji płynęły żywioły antropologiczne 
długogłowe, jasnookie i jasnowłose, a jednym z wielu dowodów tych odwiecznych 
stosunków ze Skandynawją jest znalezienie J ) w Wielkopolsce (we wsi Kaczorach 
koło Piły) w r. 1895 dziewięciu złotych przedmiotów z XIV wieku przed Chr., 
wyraźnie wskazujących na pochodzenie skandynawskie. 

Skutkiem tych warunków dziejowych, ludność ziem dawnej Polski, tak sa- 
mo jak całej Europy, stanowi mieszaninę kilku typów odrębnych. Prof. J. Cze 
kanowski dokonał z pomocą własnej metody 2 ) analizy cech fizycznych nad rdzen- 
ną ludnością ziem dawnej Polski 3 ) z pominięciem różnic etnograficznych i do 



"> ćl i;_*Ł-js— ^s.— 1&,— '** ~^V "**■.„ 




Rys. 108. Mapa równych odległości od morza (Podług P. Rohrbacha i W. Nałkowskiego). 



wiódł, że schemat trzech typów pomieszanych (północnego, śródziemnomorskiego 

i alpejskiego), właściwych Europie zachodniej i południowej, tu nie 

Różnorodność W y S tarcza. Na zasadzie badań L. Rutkowskiego, W. Olechnowicza, 

, . ." J Talki-Hryncewicza, L. Krzywickiego i innych profesorów, Czeka- 
pologicznych. . * . > . J & f ,,., 

nowski dochodzi do wniosku, że u nas należy wyróżnić cztery typy 

zasadnicze: 1) typ północny — a, 2) typ prasłowiański — (3, 3) typ sarmacki — y 

i 4) typ dynarski — S. 



') Sprawozdanie z pos. komisji antrop.-archeol. Ak. Um. w Krakowie z dn. 14/VI 1907. 
(Znalezisko jest obecnie własnością muzeum w Hamburgu). 

2 ) J. Czekanowski. Beitrage zur Anthropologie von Polen (Arch. fur Anthr., t. X). 

*) J. Czekanowski. Untersuchung iiber das Verhaltniss der Kopfmasse zu den Schedel- 
massen (Arch. t. Anthr. t. VI). 



POCHODZENIE LUDNOŚCI I STOSUNKI ANTROPOLOGICZNE. 

Te cztery typy charakteryzujemy w sposób następujący: 



135 





P 


T 


8 


Barwa oczu .... .... 


jasno-blondyn 

niebieskie 

168—170 

krótki 

77—78 

I9"ł mm. 

mała 
duża 

100-105 


ciemno-blondyn 
jasnopiwne 

161—163 

82—84 cm. 

170—172 cm 

81—82 

189 

152 

96—98 

137—139 mm. 

133-135 mm. 

105—107 mm. 

106—108 mm. 


blondyn 

niebieskozielone 

170-172 

86— 8S cm. 

174-176 cm. 

84-85 

190 

159 

92—93 

140-145 mm. 

136-138 mm 

109—111 mm. 

109—111 mm. 


Czarny (ciemny?) 

ciemne 


Tułów 


170 

długi 

86-87 

184 

158 




Wskaźnik twarzy 

Szerok. łuków jarzniow 

Długość twarzy 

Szerokość 

Najmniejsza szer. czoła . . . 


110 mm. 



Te cztery typy nigdzie nie występują w postaci czystej w tem znaczeniu, 
aby cała okolica stanowiła ludność jednego typu, nigdzie ich nie spotykamy 
w równowadze, a wszędzie można odnaleźć jeden typ przeważający z silniejszą 
domieszką drugiego, oraz ze słabszemi domieszkami pozostałych. Na północy 
należy wyróżnić rzadko spotykany typ piąty (przypuszczalnie z oznakami zwy- 
rodnienia), który jest od północnego niezależny: krańcowo długogłowy, jasnowło- 
sy (z odcieniem czerwonawym), piegowaty, niskiego wzrostu. 

Zależnie od tego, który z czterech typów przeważa, a który jest dodatko- 
wym, dla poszczególnych okolic można ułożyć następujące zestawienie: 



Ludność wiejska w pow. Płońskim . 
„ „ w Łomżyńskim 

,, „ w pow. Łęczyckim, 

w Lubelskim . 



)> 


)' 


»1 


Ił 


1J 


5J 


)ł 


Ił 


ł) 


łj 


)» 


>ł 


Jł 


>ł 


>J 


ł> 



na Podolu . . . 

,, Ukrainie. . . 

„ Polesiu . . . 

., Żmudzi . . . 

„ Litwie . . . 

,, Białorusi . . 

w Intlantach . . 

Polskich (Letgoła) 

Szlachta polska na Mazowszu (Płockie i Łomżyńskie) 

„ „ w Lubelskiem 

„ „ na Ukrainie 



Typ 

tvażając; 


Do- 

r datkowy 


Słabo 

występujący 


a 


P 


Y 


P 


a 


Y 


P 


a 


Y 


P 


Y 


8 


P 


Y 


8 


T 


8 


P 


P 


Y 


a 


Y 


P 


a 


Y 


P 


a 


P 


Y 


a 


P 


a 


Y 


P 


Y 


a 


Y 


P 


8 


Y 


P 


8 



Chociaż to zestawienie dotyczy tylko ziem, leżących w państwie Rosyjskiem, 
jednak pozwala wyprowadzić kilka wniosków: 



13(j LUDNOŚĆ. 

1) Ludność wiejska w t. z w. Królestwie Polskiem posiada przewagę typu 
prasłowiańskiego, który również przeważa na Polesiu i na Białorusi; nad dolną 
Wisłą na pierwszy plan występuje typ północny. 

2) Między Bugiem i Wisłą do wtórnego znaczenia (tak samo jak na Pole- 
siu i Białorusi) dochodzi typ sarmacki, który na Litwie i Żmudzi, oraz na Ukrai- 
nie dochodzi do przewagi. 

i 3) Fizyczny typ szlachty zawsze jest najbliższy do podłoża ludowego 
z pewnemi wahaniami i z dążnością do silniejszego zaznaczenia typu sarmackiego. 

Bozpatrując mapę (rys. 110) można wyprowadzić wniosek, że na równinie 
jak gdyby występowało rozstrzygające znaczenie rzek, naprz. nad 
Rzeki a typy Wisk^ Pilicą i nawet nad Wieprzem, ludność posiada wzrost wyższy, 
an ro- q^ k rze gó w Bałtyku obszary długogłowości wsuwają się w głąb lą- 
du wzdłuż Wisły i Dźwiny: wyraźna wskazówka, którędy posuwało 
się osadnictwo w pewnych okresach przeddziejowych. 

Ogniskiem krótkogłowości jest Beskid z Tatrami (prawdopodobnie tu spoty- 
kamy homo alpinus), oraz sąsiadujący z naszym obszarem Krym. Jeżeli obecność 
rzek, w czasach przeddziejowych jedynych szlaków rozsiedlania, ułatwiała wę- 
drówkę typów długogłowych, to zrozumiałą jest rzeczą, że Beskid z Tatrami, ró- 
wnie dobrze, jak niezbrodzone błota Polesia, mógł przechowywać ludność dawniej- 
szą krótkogłową. 

Większa stosunkowo długogłowość Ukrainy może wskazywać między inne- 
mi na znaczną domieszkę krwi mazurskiej, odwiecznie tam zasilającej ludność 
przybyszami z nad dolnej i środkowej Wisły. 

Odtwarzając przyczyny, które mogły wytworzyć obecny stan fizyczny ludno- 
ści można wnioskować, że cały omawiany obszar i hen, dalej na wschód pier- 
wotnie zaludniał typ prasłowiański, a na tem podłożu rozpostarł się typ sarmac- 
ki od Karpat do Wołgi, idąc ze stepów. Od Bałtyku rozlał się typ północny, 
głównie wzdłuż Dźwiny i Wisły. Typ dynarski nawarstwił się na Ukrainie i Busi 
Czerwonej, rozchodząc się od Bramy Dunajsko-Czarnomorskiej. 



Obecne stosunki antropologiczne, jako wynik odwiecznych różnorodnych 
mieszanin i nawarstwień, nie pozwalają na jednolitą a dokładną cha- 
Charaktery- rakterystykę plemienia polskiego, litewskiego lub ruskiego, można 
f . s y a tylko do pewnego stopnia zaznaczyć obecność pewnych cech, silniej 
występującą śród określonych odłamów ludności. Prof. J. Talko- 
Hryncewicz x ) w zależności od dzisiejszego stanu badań próbuje dać garść uo- 
gólnień. 

Ludność Wielkopolski i Mazowsza jest wzrostu miernego (niespełna 165 cm. — 
mężczyźni; 154 — kobiety); barwa skóry, oczów i włosów przeważa pośród niej 
jasna, szerokość czaszki dąży do pośredniej; twarz, czoło i potylica wąskie. 

Ludność Śląska Górnego i Małopolski (bez Podhala) posiada wzrost nieco 
niższy; przy typie wyraźnie jasnym spotykamy nieco czystszą domieszkę ciemne- 
go; krótkogłowość występuje wyraźniej; przy wąskim czole twarz i potylica szersze. 



J ) J. Talko-Hryncewicz. Człowiek na ziemiach naszych. 1913. 



POCHODZENIE LUDNOŚCI I STOSUNKI ANTROPOLOGICZNE. 137 

Różnice te między dwoma typami, północnym i południowym, zauważyć się 
dają śród męskiej połowy ludności — śród kobiet zaś zacierają się, coby wskazy- 
wało na ważną okoliczność, że w odwiecznych mieszaninach więcej uczestniczyli 
przybysze mężczyźni, a kobiety w daleko mniejszym stopniu. 

Odrębny typ przedstawiają górale — przeważnie związani z Podhalem, oraz 
z częścią Beskidu wyżej ponad 500 metrów nad poziom morza; taką samą lu- 
dność widzimy po węgierskiej stronie w dorzeczu Orawy, górnego Wagu, słowem, 
gdzie ludność pozornie jest słowacka, w rzeczy samej stanowi polski nieuświado 
miony materjał etnograficzny. Górale posiadają wzrost znacznie wyższy, budowę 
zgrabną i wysmukłą, przy wyraźnej krótkogłowości twarz wydłużoną i z boków 




Rys. 109. «Żale» w Mątklicach ,w pow. Łomżyńskim. Przypuszczalne cmentarzysko 
z czasów późnego neolitu. (Fot. A. Chętnika w zb. P. T. Kr.). 

spłaszczoną, mocne nadnosie i łuki brwiowe przy czole w tył odchylonem, nos 
jastrzębi; jest to typ ciemny. 

Litwini właściwi (na wschód od Niewiaży) cechami głowy przypominają Po- 
laków północnych, jednak są nieco wyżsi i stanowią typ bardzo jasny, wówczas 
gdy Żmudzini różnią się od poprzednich niskim wzrostem, i pośredniogłowość jest 
śród nich wyraźniejsza. Cechy Żmudzinów odnajdujemy i śród Łotyszów (Ło- 
twa w Inflantach polskich — Letgoła, Łatgoła), z maleńkiem odchyleniem co do 
barwy, gdyż typ jasny nie występuje tak jaskrawo, jak w poprzednich. 

Białorusini wykazują skłonność ku pośredniogłowości, są wzrostu niskiego, 
posiadają wąskie czoło, potylicę i twarz (tak samo, jak Polacy północni, Litwini 
i Łotysze); jest to naogół typ jasny, i tylko ku wschodowi obficiej spotykamy 



138 L U D N O S Ć. 

domieszki ciemniejsze. Łotysze różnią się od Białorusinów tylko wyraźniejszą 
pośredniogłowością. 

Poleszucy posiadają wzrost niski, typ jasny z domieszką ciemnego, są wy- 
raźnie krótgogłowi, a przy wąskiej twarzy i wąskiem czole, posiadają szeroką 
potylicę. 

Dość mocno od poprzednich odbijają Ukraińcy o wzroście wysokim, czasz- 
ce krótkiej, o szerokiem czole i potylicy, przyczem twarz posiadają szeroką a krót- 
ką; jest to typ przeważnie jasny. 

Podolacy przy wzroście wysokim (jednak z domieszką niskiego), przeważnie 
typu jasnego, ciążą ku pośredniogłowości, posiadają wąskie czoło i twarz, a poty- 
licę szeroką. 

Rusini na Podkarpaciu przy niskim wzroście posiadają przewagę typu ciem- 
nego, posiadają czaszkę krótką; czoło, potylica i twarz — szerokie. 

Górale ruscy są wzrostu wysokiego, typu ciemnego, wyraźnie krótkogłowi, 
posiadają potylicę i czoło wąskie, twarz natomiast szeroką. 

Ludność gór, chociaż można wykazać stopniowania, naogół dość wybitnie 
różni się od całej reszty zaludnienia ziem polskich. 

Typy zauważone na niżu i na wyżynach dadzą się sprowadzić do dwóch 
większych gromad: 1) na północy Białorusini, Litwa ze Żmudzią 
. . M Łotwą stanowią z północnemi Polakami dość spójną całość, a Po- 
leszucy będą poniekąd ogniwem przejściowem (chociaż dość odo- 
sobnionem) do gromady południowej i 2) na południu Ukraińcy, Podolacy i Ru- 
sini podkarpaccy bliżsi są Polakom południowym. 

Ponieważ można zauważyć pewne złagodzenie różnic między Wielkopola- 
kami i Małopolakami w miarę posuwania się ku zachodowi, przeto można przy- 
puścić, że w najogólniejszych zarysach ugrupowanie cech fizycznych ludności od- 
bija na sobie warunki geograficzne: góry wytworzyły (może słuszniej — zachowały) 
odrębność górali polskich i ruskich, błota Polesia nie tylko zachowały ludność 
wybitnie krótkogłową, ale i rozgraniczyły ludność, z których groma- 
Wpływ ziemi <j a pói n0 cna podlegała domieszkom fińskim i skandynawskim, a po- 
... " łudniowa — domieszkom stepowców i żywiołów, prących od strony 
półwyspu Bałkańskiego. Na zachodzie naszego obszaru, gdzie błota 
poleskie nie rozdzielają, różnica między dwoma grupami nie może dochodzić do 
takiego natężenia, jak między Białorusią a Ukrainą, a ponieważ tu szerokość 
wielkiego niżu europejskiego zmniejsza się, oraz stosunki geograficzne pozwalały 
na łatwą łączność w kierunku południkowym (Wisła, część Warty z Prosną, 
część Noteci i wreszcie Odra), przeto i cechy antropologiczne północne zaczy- 
nają się nawarstwiać na południowe *). 

Są pewne spostrzeżenia nad czaszkami i szkieletami ludności wielkopolskiej 
z czasów wczesnodziejowych. które świadczą, że ta ludność w stosunku do ziem 
sąsiednich ustępowała co do siły fizycznej, jednak wyróżniała się wysmukłą bu- 
dową i pewną subtelnością kości twarzowych — a więc plemię, które ze swych 
pieleszy nad Gopłem i dolną Wartą potrafiło uczynić kolebkę państwa i narodu, 



') L. Krzywicki. Charakterystyka fizyczna ludności ziem Polskich. (Encykl. Polska. T. I. 
1912 r.). Szczególniej str. 563-4 oraz wykresy Nr.: 12, 14, 20, 22. 



POCHODZENIE LUDNOŚCI 1 STOSUNKI ANTROPOLOGICZNE. 



139 



nie miało nad sąsiadami przewagi fizycznej, lecz tylko możność wykazania i roz- 
winięcia zasobów ducha. 




Stosunki 
ANTROPOLOGICZNE. 



Rys 110. Rozpostarcie wskaźnika głowy na ziemiach dawnej Polski i dalej na wschód. 

(Podług prof. J. Czekanowskiego. 

Oprócz ludności rdzennej, z rolą związanej, istnieją jeszcze rozrzucone gru- 
py pochodzenia nie miejscowego, lecz od wieków tu zamieszkujące. Pominąwszy 
grupy podrzędne, należy naznaczyć istnienie prawie sześciu miljonów ludności 
żydowskiej, która, nieliczna na zachodzie i nieznaczna w Beskidzie Zachodnim, 
dochodzi w Królestwie, na Litwie i na Rusi do potężnego odsetka, gdyż stanowi 
siódmą część zaludnienia. 



1 1() LUDNOŚĆ. 

Tak samo w Kijowie, jak i w Pradze Czeskiej, skąd żydzi najpierw przyszli 
do Polski, byli oni już w czasach przedchrześcijańskich, jednakże większa ich 
liczba zjawiła się dopiero w wieku XIV, a w 200 lat później, dopiero poczęli się 
osadzać poza miastami. W XVIII w. dopiero doszczętnie opanowali miasteczka 
i w czasach rozbiorów Polski (podług Staszyca) stanowili przeszło 8°/ ludności. 
Jeżeli fizyczne cechy ludności żydowskiej wykazują mieszaninę cech, to jednak 
w okresie ostatniego tysiącolecia należy uważać to zbiorowisko ludzkie za nie 
podlegające domieszkom z zewnątrz, czyli, że na ziemiach polskich żydzi prze- 
chowują się mniej więcej w takim stanie antropologicznym, w jakim do nas przy- 
byli. Odwrotne zjawisko przechodzenia żydów do ludności otaczającej, pozornie 
wszędzie i zawsze u nas spotykane, w rzeczy samej sprowadza się do nielicznych 
jednostek, skutkiem czego nie może być mowy o zmianie typu antropologiczne- 
go, spowodowanego domieszką semicką (tak samo śród ludności polskiej, jak 
litewskiej, białoruskiej lub ukraińskiej). 

Ogólną cechę fizyczną żydów w porównaniu z ludnością otaczającą, jest nie- 
co mniejszy wzrost i pewna delikatność budowy. Śród żydów wyróżniają się dwa 
jakoby odrębne typy: krótkogłowy szatyn (czasami aż do włosów jasnych i oczu 
niebieskich), często niezgrabnej budowy Aszkenaz różni się wybitnie od smukłe- 
go, długogłowego bruneta o ostrych, wysubtelnionych rysach twarzy — 
. . . Sefarda. Na ziemiach dawnej Polski drugi typ, wyraźnie przypomi- 
nający Araba lub mieszkańca starożytnej Assyrji, jest dość rzadki, 
stosunkowo częściej spotyka się na Ukrainie i Podolu. Można jednak stwierdzić 
nierzadko napotykane zestawienie cech obu typów w jednym osobniku, przyczem 
śród takich typów mieszanych zjawia się ugrupowanie cech, sprzeczne z aryj- 
skiem: gdy na zachodzie Europy wzrost wysoki łączy się z długą czaszką i wło- 
sami blond, to śród żydów wysoki wzrost częściej się łączy z czarnym włosem 
i mniejszą długogłowością. 



§ 28. Stosunki etnograficzne. 

Skład etnograficzny ludności nie znajduje się w żadnym związku z podście- 
liskiem antropologiczno-rasowem: w każdej grupie językowej można spotkać 
wszelkie składniki antropologiczne w najrozmaitszych skupieniach. Jeżeli ugru- 
powania poszczególnych cech antropologicznych w najogólniejszych zarysach po- 
zwalają się związać z danemi geograficznemi, jak Brama Czarnomorska, przełęcz 
Dukielska, Brama Morawska, Tatry i Beskidy, bliskość Bałtyku, doliny rzek lub 
bagna Polesia, to ugrupowania językowe w najgrubszych zarysach są wynikiem 
złożonych wydarzeń dziejowych, przyczem znaczenie czynników geograficznych 
najczęściej się zacierało, i tylko w obrębie poszczególnych języków — rzecz mało 
zbadana — możeby się udało pewne różnice między narzeczami związać z dane- 
mi fizjograficznemi. 

Żywioł etnograficznie polski w chwili obecnej zwartą masą sku- 

Granice pił s ię nad Wartą i Wisłą, a nawet na południowym zachodzie gę- 

y . w ' u sto skupił się nad górną Odrą, nieznacznie wkraczając na jej lewy 

brzeg; nad Wartą i Notecią dolny bieg tych rzek jest już zaludniony 



STOSUNKI ETNOGRAFICZNE. 141 

przez Niemców, którzy nad Wisłą obsiedli jej okolice ujściowe, szczególniej na 
prawym brzegu. Górny i środkowy Bug zajmuje żywioł ruski (podług nowej ter- 
minologji — ukraiński), a nad górnym Sanem ten żywioł równoważy się z polskim. 

Na zachód i północo-zachód, dawne plemiona polskie i pomorsko-polskie 
zostały częściowo wyparte przez Niemców, a częściowo zalane osadnictwem nie- 
mieckiem i zniemczone; tylko po lewej stronie dolnej Wisły resztki pomorców — 
Kaszuby, pozostały do dnia dzisiejszego. 

Ludność polska posiada od zachodu granicę wielce poplątaną. Linja, popro- 
wadzona od Opawy na Prudnik (Neustadt), Brzeg do Krotoszyna, odgranicza Po- 
laków od Niemców, przyczem ta linja pomimo rozrzuconych wysp językowych 
niemieckich po stronie polskiej i rzadszych - odwrotnie — wysp polskich po stro- 
nie niemieckiej — jest daleko wyraźniejsza, niż w Poznańskiem, gdzie ludność polska 
dochodzi do Wschowy i Międzychodu; tam granica jest bardzo poszarpana, a sam 
obszar polski posiada mniej lub więcej znaczne wyspy niemieckie. Wzdłuż No- 
teci aż ku Wiśle (przy ujściu Brdy) ciągną się niże nadnoteckie, tak bagniste, że 
w czasach przeddziejowych, przeszkadzały się rozszerzać żywiołowi wielkopolskie- 
mu ku północy, i dopiero w drugiej połowie XII wieku bezpośrednie sąsiedztwo 
i łączność zapomocą Wisły sprawiły, że żywioł wielkopolski przemknął się poza 
bagna Noteci. 

Jednakże te bagna przetrwały aż do pierwszego rozbioru Polski, co jest rze- 
czą tem dziwniejszą, że Wielkopolska i Prusy Królewskie należały do ziem naj- 
ludniejszych w Rzeczypospolitej. Dopiero Fryderyk II po zabraniu kraju, natych- 
miast przystąpił do połączenia kanałem Bydgoskim Wisły z Notecią, a przez to 
równocześnie obniżył poziom wód i na osuszonych łęgach nadnoteckich zyskał 
dla swego skarbu potężny szmat ziemi żyznej, na której osadził Niemców: w ten 
sposób w okolicach Bydgoszczy i Fordonu ludność niemiecka w kształcie języka 
sięga aż do Wisły, oddzielając ludność polską Prus Zachodnich (Krainiaków, Bo- 
rowiaków, Kociewiaków i Kaszubów) od żywiołu wielkopolskiego. 

Na północy ludność polska w Prusach Wschodnich (dawniej Książęcych), 
dochodzi do pasa jezior, zapełniających wyżynę Pojezierza Prusko-Mazowieckie- 
go i częściowo mieszka śród nich. Tutejsza ludność polska wyznania ewangielic- 
kiego stanowiła aż do wojny 1914 r. odłam najsłabszy pod względem poczucia 
narodowego. Ludność ta już w początku XVIII w. straciła swą szlachtę, a jedy- 
na inteligencja — duchowieństwo protestanckie — pośrednio przyczyniało się do 
zniemczenia; nigdy nie uczestnicząc czynnie w dziejach Rzeczypospolitej, ta lud- 
ność do pierwszej ćwierci XIX wieku była polska tylko etnograficznie, a nie 
z poczucia, to też długoletnie wysiłki rządu pruskiego, tu najpierw mogły przy- 
nosić owoce. Gdy w r. 1825 x ) Mazurzy stanowili większość w dziewięciu po- 
wiatach, dziś ledwie w pięciu, kiedy wówczas powiat Ełcki miał 88,8°/ Polaków, 
Ządzborski 86,6, Olecki 79,9, to przed wojną 1914 r. jakoby się tam znajdowało 
58,5, 56,7 i 37,9%. 

Na północnym wschodzie, Polaków od Litwinów oddziela poszarpana linja, 
przechodząca mniej więcej od jeziora Wisztynieckiego do ujścia Czarnej Hańczy, 

') Edw. Czyński. Etnograficzno-statystyczny zarys rozsiedlenia i liczebności ludności 
polskiej. 1909. 

A. Krzyżanowski i K. Kumaniecki. Statystyka Polski. 1915. 



142 LUDNOŚĆ. 

gdzie po obu stronach tej rzeki żywioł polski na przestrzeni przeszło dziesięciu 
kilometrów dotyka Niemna. Od tego miejsca granica etnograficzna polsko-biało- 
ruska od wsi Mikoszówki idzie na południowy zachód przez Goniądz. Tu ludność 
białoruska (zmieszana z polską i w języku nosząca ślady głębokich wpływów pol- 
skich) sięga najdalej na zachód, a mianowicie, okrążając polską wyspę etnogra- 
ficzną koło Knyszyna dochodzi do rzeki Biebrzy, skąd po prawej stronie Narwi 
cofa się na wschód, dochodząc prawie do Bielska, aby dalej iść wprost na 
południe. 

W okolicach Zabołocia ludność białoruska ustępuje ruskiej, a granica języ- 
kowa, nieco posunąwszy się na zachód, biegnie ku południowi, bardzo nieznacz- 
nie odchylając się ku zachodowi aż do rzeki Tanwi, a za tą rzeką przez t. zw. 
do 1919 r. Galicję, od zachodu wkracza zębem do Sieniawy i wybiega na wschód, 
aby od Radymna skierować się na południowy zachód. Ta linja, minąwszy 
Deszno, skręca na zachód, obejmując od południa Duklę, Żmigród, Gorlice i Gry- 
bów, od Ptaszkowej zaś idzie 
ku południowi do Popradu. Je- 
dnak na zachód od tej linji po- 
wiat Gorlicki posiada ludność sil- 
nie zmieszaną z ruską, okolice 
zaś Muszyny posiadają ludność 
przeszło w dwóch trzecich ruską x ). 
Nad Popradem po lewej 
stronie ludność jest polska nie 
tylko do węgierskiej granicy, lecz 
Mniszek na Spiżu i dalej w górę 
leżące wioski posiadają ludność, 
która niesłusznie uważano za sło- 
Rys. 111. Arkona. Północno-wschodnie zakończenie Rugji, wac k ą w rzecZ y samei polską; 
z resztkami okopów— t. zw. «Grodzisko Jaromira* było ^ x, . . , -, , . . 
ostatnim punktem obronnym, gdzie słowiańscy poganie srod te J ludnoscl J est rozrzucona 
ulegli Niemcom i Duńczykom d. 14 czerwca 1168 r. g arsc wiosek ruskich. Po lewej 

stronie Popradu, nad potokiem 
Ruskim (inaczej Grajcarek), siedem kilometrów od jego ujścia do Dunajca koło 
Szczawnicy, leżą 4 wioski ruskie (Szlachtowa, Jaworki, Czarna Woda i Biała Woda). 
Ta najdalej na zachód wysunięta okolica ruska stanowi jak gdyby wyspę etnogra- 
ficzną, gdyż w rzeczy samej wyżej wspomniane wioski ruskie na Spiżu, pomiesza- 
ne z ludnością polską, łączą omawianą podpienińską wyspę językową wąską smu- 
gą, ze zwartym obszarem ruskim, rozpoczynającym się na prawym brzegu Popra- 
du w okolicach Muszyny i Krynicy. Po prawej stronie Popradu wioska Wercho- 
mel, leżąca na północ od Żegiestowa jest ruska, a dalej ku północozachodowi Ło- 
mnica (na wprost Mniszka, leżącego po stronie Węgierskiej) jest wsią polską — dział 
wodny między potokiem Werchomlanką a Łomniczanką, jest granicą etnograficzną. 
Jak na zachodzie obszaru polskiego cała poszarpana granica językowa od- 
gradza kraje, gdzie na wschodzie istnieją liczne wyspy językowe niemieckie, a na 
zachodzie nieliczne polskie, tak samo i na wschodzie polskiego obszaru na wschód 




l ) J. Szpett. Mapa rozsiedlenia ludności polskiej W Galicji. 1910. 



STOSUNKI ETNOGRAFICZNE. 143 

od granicy etnograficznej istnieją potężne wyspy i gromady polskie, wówczas gdy 
na zachód śród ludności polskiej ruskie wyspy i grupy językowe są nieliczne. 

Liczebność ogólna żywiołu polskiego, pomijając potężne ilości rozproszo- 
nych robotników polskich (w Stanach Zjednoczonych około 3 miljonów, w Niem- 
czech przeszło 300.000, w Austrji i Rosji 400.000 i osadników w Ameryce Połud- 
niowej do 100.000), wynosi: 

w zaborze Pruskim 1 ) 4.200.000 

„ ,, Austrjackim po San . . . 2.800.000 

(Z Cieszyńskiem) 

„ Królestwie Polskiem 9.600.000 

Na ziemiach etnograficznie polskich Ki.600.000 

Na Litwie i Białorusi 1.800.000 

„ ziemiach Ukrainnych 700.000 

,, Rusi Czerwonej i Podolu do Zbrucza. . 1.300.000 

„ ziemiach rusko-litewskich 3.800.000 

., obczyźnie 3.800.000 

Ogół ludności polskiej co najmniej dochodzi do. . . . 24.200.000 

Oprócz tego na południe od Beskidu zachodniego, już w obrębie państwa 
węgierskiego mieszka liczna ludność, urzędowo uznawana za słowacką, któ- 
ra w rzeczy samej stanowi narodowo nieuświadomiony żywioł pol- 
ski 2 ), szczególniej cała północna część Słowaczyzny, a więc dorze- p . . . 
cze Kisuczy (okręg Czadecki), Orawy i górnego Popradu, jest języ- 
kowo polska, gdzie, skutkiem oderwania politycznego i społecznego od dawnej 
Rzeczypospolitej język, ludności nie uczestniczył w rozwoju równoległym z całą 
Polską, a nawet podlegał naleciałościom słowackim z południa i niemieckim od 
licznych osad miejskich, które w wiekach średnich tam się zagnieździły (np. licz- 
ne miasteczka na Spiżu). Liczba tych niby-słowaków prawdopodobnie przekra- 
cza 200.000. 

Na tym obszarze (bez Słowaczyzny północnej — przeszło 200.000 km. 
kw.) ludność polska używa języka bardzo jednolitego, gdyż z wyjątkiem narze- 
cza kaszubsko-pomorskiego (przeszło 200.000 ludności) oraz w znacznie mniej- 
szym stopniu podhalskiego (100—150.000), reszta narzeczy znacznie mniej się mię- 
dzy sobą różni, aniżeli narzecza każdego z języków zachodnio-europejskich. 

Kaszubszczyzna wywołała nawet gorące spory, czy jest pozostałością odręb- 
nego języka pomorskiego, najbardziej zbliżonego do polszczyzny, czy też gwarą 
języka polskiego, najbardziej odosobnioną. Dzisiaj zagadnienie to wyświetlono 
w ten sposób, że mowa Kaszubów stanowi odrębną całość 3 ), a chociaż jest ści- 
śle związana z jeżykiem polskim, jednak jej cechy sa tak odrębne, 

, ", . , . . Ł , , , . Gwara 

ze należy ją pomieszczać nie w szeregu narzeczy języka polskiego, Kaszubska 

ale przeciwstawić wszystkim jego narzeczom. Związek kaszubszczy- 



') E. Romer. Kresy Pomorskie i Pojezierne 1919. W r. 1910 autor ocenia ludność pol- 
ską na 4,066 tys. 

2 ) G. Smólski Lud polski na Górnych Węgrzech. (Ziemia. 1910). 
Kołodziejczyk. Ludność polska na Węgrzech 1911. 

3 ) K. Nitsch. Próba ugrupowania gwar polskich. 1910. 



lit 



LUDNOŚĆ. 



zny z językiem polskim istnieje na południu, to jest z gwarą Borowiaków, Krai- 
niaków i Wielkopolaków, a nie z pobliskim Kociewiem, które nosi cechy obsza- 
ru, względnie później przez polskość opanowanego. 

Polski obszar językowy można rozbić na części, odpowiednio do tego, czy 
mieszkańcy używają ś ć, i — s, c, z i sz, cz, £. Pierwszej grupy dźwięków niema 
na Kaszubach. Wszystkie trzy grupy w wymowie ludowej istnieją tylko w Wiel- 
kopolsce z Kujawami, oraz w ziemiach Chełmińskiej i Dobrzyńskiej, na prawym 
brzegu Wisły. Większa część polskiego obszaru etnograficznego, gdyż Mazowsze, 
Małopolska, ziemie Sieradzka i Łęczycka, posiadają tak zwane mazurzenie, to jest 
zamiast sz, cz, z wymawiają s, c, z. Można przypuszczać, że ludność nie mazurzą- 
ca stanowiła jądro zaludnienia pierwszych ziem piastowskich, a dzisiejsza ta ce- 
cha wymowy wskazuje, że południowa jej granica wyrobiła się w zależności od 
przyczyn fizjograficznych: linja Odry od ujścia Nisy aż do ujścia Baryczy z po- 




Rys. 115. Uroczysko Kumat w Grodzieńskiem, gdzie jakoby Jadźwingowie ponieśli 
klęskę d. 24 czerwca 1264 r. (Podług starego rysunku). 



tężnemi puszczami zaodrzańskiemi, oraz błota Baryczy aż do wieku XIII stano- 
wiły czynnik rozdzielający ludność, i tylko nieznaczne przesmyki suchsze przez tę 
granicę prowadziły na Śląsk. 

Ta granica międzygwarowa idzie dalej na południe od Kalisza, Turka, pod 
52° przecina Wartę, skąd idzie na północny wschód, tworząc na 120 kilometrach 
granicę, która od Ostrowa aż pod Kutno fizjograficznie wytłumaczyć się nie da, 
lecz musi oznaczać zasiąg wpływów, z Kruszwicy i Poznania idą- 
cych w górę Prosny i Warty. Od Kutna zlewa się z biegiem Skrwy 
lewobrzeżnej, a po przecięciu z Wisłą idzie z biegiem Skrwy pra- 
wobrzeżnej i jej dopływu Sierpienicy, t. j. z granicą odwieczną ziemi Dobrzyń- 
skiej i Mazowsza. Na południe i wschód od Sierpca, istnienie tej granicy można 
zrozumieć w ten sposób, że dalej ku północy leżały ziemie, zdobyte na Prusach, 
więc kiedy nad górną Drwęcę do ziemi Lubawskiej skierowało się osadnictwo 
z ziem nie mazurzących, to za Wkrę ku północo-wschodowi posuwali się Mazurzy. 



T. zw. 

mazurzenie. 



Ill l ll l lllll ll l l l (Sudety i Karpaty). 
i ^fc Błota i bagna. 

Step Czarnomorski. 

/ Rzymska droga handlu burszty- 

' nem (J. N. Sadowskiego). 

+ + + , + ( Najdawniejsze połączenia Wielkopolski 

l z Małopolską przez Śląsk. 

> Szlaki koczowników, później Tatarskie. 

1 — Multański (Złoty). 

JL — Kuczmeński. 

III — Czarny. 

11 — Brama Łużycka. 

2 — Przełęcz Kamieniogórska. 

3 — Kotlina Kłodzka. 

Ą — Brama Morawska. 

5 — Przełęcz Jabłonkowska. 

6 — Szlak Karpacki (Dunajec — Poprad). 

7 — Przełęcz Dukielska. 

8 — Odwieczne miejsce przeprawy koczowników 



SZLAKI DROGOWE 

NA ZIEMIACH DAWNEJ POLSKI 
OD CZASÓW NAJSTAROŻYTMEJSZYCH 
DO XV WIEKU 



przez Dniepr pod Wityozewem. 

9 — Przejście Grunwaldzkie. 

o o o o o o — Droga Alazowiecko-Litewska. 

I Szlak z Królewca przez Kowno, Wilno, Witebsk, 
\ Orszę do Smoleńska. 

( Od Zcmichosta przez Łuck 
»»>»»» | ( gzlak ■wołyfaty fo Kijewa 

««<««« — Szlak Kijowsko- Siewierski. 

( Szlak Śląsko-Krakowski 
(przez Sławków— Siewierz w. XII i później). 



I Połączenie Krakowa z .... , 

\ {przez Olkusz — Częstochowę w. XIV). 

{Szlak z Łubusza nad Odrą 
przez Poznań na Kujawy. 

/ Szlak Śląsko- Łużycki 

\ {Chrobrego, Krzywoustego i JBarbarossy). 

/ Szlak Krzyżacki z Brodnicy 

\ przez Malborg do Królewca. 

_ __ _ i Szlak przeddziejowy łączący Wielkopolskę 
\ z Rusią {domniemany A. Szelągowskiego). 

Szlak z Rygi przez Mitawę do Kowna 
i wzdłuż Niemna do Grrodna. 
: == = == — Szlak Krakowsko-Sandomierski przez Wiślicę. 

♦ ♦♦.^.».»( Szlak podkarpacki z Krakowa do Przemyśla 

\ iprzez dział wodny (Lwów) do Dniestru (Malicz). 
vwwww —Szlak Wileńsko-Kijowski. 
<= = ==* — Wielka droga Normannów do Grecji. 



i 




STOSUNKI ETNOGRAFICZNE. 145 

Oprócz Wielkopolski istnieje parę drobnych skrawków, nie stykających się 
z Wielkopolską, które nie mazurzą, wszystkie pod wpływem gwar lub języków 
obcych: 1) Na Górnym Śląsku Cieszyńskie i Raciborskie, jako leżące w bezpo- 
średniem sąsiedztwie Bramy Morawskiej i przełęczy Jabłonkowskiej, czynników 
geograficznych, odwiecznie ułatwiających zetknięcie z żywiołami obcemi — tu wpły- 
wała czeszczyzna. 2) nad dolną Czarną Hańczą— ziemia dawniejsza Litwy i 3) nad 
górnym Wieprzem (Krasnystaw i Zamość), oraz między Sanem i Wisłokiem (Ja- 
rosław i Sanok — kraj dawniej ruski. 

Na południe od Malborga istniejąca wysepka językowa oraz leżąca nad gór- 
ną Drwęcą ziemia Lubawska z południową Warmją posiadają pewną osobliwość 
językową, a mianowicie, że tam szeregi ś, ć, i, upodobniły się wzajemnie z 52, 
cz, &. Jest to następstwo bardziej złożonych wpływów, których istota kryje się 
w tym fakcie, że pierwotna ludność tych okolic była pruska. 

Wielce charakterystyczna cecha polszczyzny, a ścieśnione (inaczej pochylone), 
jest właściwa całemu zachodowi i środkowi polskiego obszaru językowego. Gra- 
nica wschodnia tej wymowy idzie od Gdańska na południowy-zachód, pod 54° 
zwraca się ku południowi, idzie działem wodnym między Czarną Wodą (Wdą), 
a Brdą, przecina Wisłę koło ujścia Wdy, a dalej po prawej stronie Wisły idzie 
mniej więcej przez Rypin, Sierpc, Raciąż, trzymając się linji Działdówki (Wkry) 
zbliża się do Wisły, do której najbliżej podchodzi o milę na wschód od Warsza- 
wy, a stąd na Siedlce i Łuków (dział wodny Bugu i Wisły), po wschodniej stro- 
nie od Lublina dochodzi do Sanu na wschód od ujścia Tanwi i wreszcie działem 
wodnym Sanu i Wisłoka opuszcza nasz obszar językowy. Ta granica wskazuje 
na zasadniczo starsze ziemice, posiadające a ścieśnione, i stosunkowo młodsze — 
najpewniej w dobie przeddziejowej— nabytki osadnictwa. Na wschód od tej gra- 
nicy istnieje parę wysp, posiadających a ścieśnione. 

Na lewym brzegu Wisły ta granica odcina Kaszubów i Borowiaków (ludność 
puszczy Tucholskiej) od Kociewiaków, co do których badania prof. K. Nitscha 
wskazują, że stanowią ludność względnie nowszą, a przynajmniej, że niegdyś lud- 
ność pruska siedziała na lewym brzegu Wisły. Odwrotnie Kaszuby, tak bardzo 
różniące się od Kociewiaków, najbliżej stoją Borowiaków. 

Ta granica na prawym brzegu Wisły aż do Wieprza, mało co odchyla się 
od innej granicy, a mianowicie wymowy nosówki ę jak nosowego a. Taka cha- 
rakterystyczna wymowa słyszy się (pominąwszy wyspy na Warmji, na Kurpiach 
i nad Bugiem) na całem prawem powiślu aż do Kazimierza i pod Lublin na po- 
łudniu; na lewym brzegu wąskim pasem ciągnie się od Kazimierza aż za ujście 
Bzury, a następnie obejmuje wszystkie gwary polskie, leżące na północ od Noteci. 

Cechą znamienną dla polszczyzny jest udźwięcznienie spółgłosek końcowych 
tak samo przed początkowemi dźwięcznemi jak i płynnemi, nosowemi i pełnogło- 
skami. W ten sposób brat robi słychać jak brad robi, boli lewy — bcg lewy, głos 
narodu— głoz narodu i jestem— jezdem. Jednakże północny-wschód tak nie mówi, 
a mianowicie Kociewie, Mazury i część Małopolski; jeżeli ziemia dobrzyńska mó- 
wi pod tym względem po wielkopolsku, to Skrwa prawobrzeżna po raz drugi 
występuje jako poważna granica gwarowa; od ujścia tej rzeki do Wisły granica 
udźwięcznienia za Płockiem odchyla się od rzeki i kieruje się na Grójec, Badom 
i prawdopodobnie Sandomierz. Na Mazowszu i w północno-wschodniej części 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 10 



146 LUDNOŚĆ. 

Małopolski nie tylko udźwięcznienia niema, ale mówi się ród jego jak rót jego, 
wóz Macieja— wós Macieja i t. d. 

Pominąwszy wiele cech mniej lub więcej ważnych, niektóre narzucone na 
mapkę (patrz rys. 114), uwidoczniają rozkład geograficzny podstawowych cech 
języka polskiego. 

Pozornie tak odrębna gwara góralska w rzeczy samej niewiele posiada cech 
samoistnych, któreby w małopolszczyźnie nie istniały mniej lub więcej wydatnie. 
Skutkiem warunków geograficznych wytworzył się tu pewien konserwatyzm języ- 
kowy tak co do wymowy (naprz. i po rz oraz po s, z, c zastępujących sz, z, cz 
a więc kozici, zidy, sija), jak i postaci (aoryst), co w połączeniu z naleciałościami 
ze słowackiego (czasem to dotyczy i nacisku), wytwarza pozorną odrębność tej 
gwary. 

Język polski literacki powstał w Wielkopolsce *), między innemi dowodami 
brak mazurzenia na to wskazuje; w XIV wieku zapanował w Krakowie i przez 
trzy stulecia nie zatracił zasadniczych cech wielkopolskich, uzupełniając się pew- 
nemi rysami małopolszczyzny. Od XVII-go wieku ogniskiem polsko- 
Pochodzenie g c j s f a ł a s ję Warszawa i odtąd język literacki narzucał się Mazowszu, 
... J y . . a sam do pewnego stopnia podlegał wpływom gwary mazowieckiej, 
czego dowodem może być zanik a ścieśnionego, gdyż taka wymowa 
była obca owym rojnym rzeszom drobnej szlachty, która tak gęsto mieszkając na 
północ, północo-wschód i na wschód od Warszawy, w XVIII i XIX wieku zalała 
większość stanowisk w zawodach wyzwolonych Warszawy. W ostatnich czasach 
zdaje się, że od Mazowsza zaczyna wchodzić do języka literackiego, a słuszniej 
do mowy klas oświeceńszych, brak udźwięcznienia (wyraz jestem już dawno wy- 
łamał się z pod rdzennej wymowy jezdem). 

Polszczyzna na Śląsku obok swoistych cech gwary miejscowej, posiada nie- 
raz wyrazy i zwroty z dawniejszej polszczyzny, naprz. z XVI w.; to samo doty- 
cz} 7 poniekąd Kaszubów, Mazurów Pruskich i nawet gwary na Podhalu. Jeszcze 
bardziej daje się to odczuwać śród ludności polskiej na Litwie, Rusi i Białorusi, 
gdzie nie tylko lud polski (przeważnie t. zw. drobna szlachta zagonowa, czynszo- 
wa) obok naleciałości z języków otaczających, używa też i zabytków językowych 
z wieków ubiegłych. Również zapożyczenia z polszczyzny z okresu świetnego 
panowania polskości głęboko tkwią w białoruszczyźnie i ukraińszczyźnie. 



§ 29. Ludność Litwy i Rusi. 

Ludność etnograficznie litewska zajmuje południową część wyżyn}' Żmudz- 
ko-Kurońskiej, dorzecze dolnej Wilji, oraz na lewym brzegu Niemna kraj aż do 
linji, idącej od ujścia Czarnej Hańczy przez Wisztyniec na północny zachód. 
Wilno od wieków wywierało wpływ białoruszczący i polszczący za- 
' razem i ten proces zanikania litewszczyzny w Wileńskiem dopiero 
w naszych czasach ulega powstrzymaniu. Przed laty 400—500 język litewski się- 
gał znacznie dalej na południowy wschód, pewnie aż za Wołożyn, a później to- 



x ) K. Nitsch. O pochodzeniu literackiego języka polskiego. (Poradnik językowy. 1913). 



LUDNOŚĆ LITWY I RUSI. 147 

pniejąc, pozostawił nieco znaczniejszą wyspę trójkątną (Biniakonie, Raduń, Dzie- 
wieniszki), zdała od rzek i gościńców położoną, bardziej na południe i na wschód 
zarzuconą wysepkę (Dowlany) i z osiem mil na wschód od Wilna wysepkę, po 
lewej stronie Wilji leżącą (Gierwiaty-Zabłocie). 

Na zachód i północ od Wilna granica językowa niewyraźna i poplątana, 
idzie prawie krzywą, cyrklem o promieniu 4—6 mil zakreśloną i rozdziela lud- 
ność litewską od białoruskiej, przemieszanej z polską. Ta granica na południu 
idzie łamaną linją, obejmując dla litewszczyzny Olkieniki, aż pod Dubicze, na 
północy zaś przez Podbrzezie, prawie wprost na wschód przez Podbrodzie, Łyn- 
tuny do Narkiewiczów na wschodzie. 

Administracyjnie obejmuje to północ i środek dawniejszej gub. Suwalskiej, 
gub. Kowieńską, w której na siedem powiatów w Jezioroskiem i Kowieńskiem, 
Litwini nie posiadają absolutnej większości (na wschodnim krańcu nad Dźwiną, 
występuje pomieszanie z Łotyszami i Białorusinami), oraz w północnej i zachod- 
niej części gub. Wileńskiej (części powiatów Trockiego, Wileńskiego, Lidzkiego 
i Swięciańskiego). W państwie pruskiem resztki Litwinów utrzymują się na pół- 
nocno-wschodnim krańcu Prus Wschodnich w pobliżu dolnego Niemna. 

Język litewski rozpada się na mnóstwo narzeczy, a jako jeden z najstaro- 
żytniejszych języków europejskich, jest przedmiotem głębokich studjów języko- 
znawczych. Tego języka w chwili obecnej używa: 

w dawnej gub. Kowieńskiej około 1.200.000 (co stanowi 68°/ ludności) 
„ Wileńskiej . . . 350.000 
„ Suwalskiej . . . 340 000 

„ Prusach 105.000 

Razem .... 1.995.000, czyli okrągło 2 miljony *). 

Język litewski aż do połowy XIX wieku był mową potoczną wyłącznie lu- 
du, bo klasy zamożniejsze, co prawie zlewało się z pojęciem oświeceńszych, 
już w XIV wieku zaczęły litewszczyznę zarzucać dla białoruszczyzny, która stała 
się językiem urzędowym Litwy, ale w rzeczy samej była mieszaniną martwego 
języka cerkiewno-słowiaóskiego z narzeczami białoruskiemi, a nawet i ukraińskiemi. 
W wieku XVI język polski zaczął zastępować śród szlachty i mieszczan litew- 
szczyznę na zachodzie, a na całej Litwie białoruszczyznę. Dopiero w drugiej 
połowie XIX w. dawniejsze nieliczne usiłowania drukowania po litewsku liczeb- 
nie się wzmogły, szczególniej gdy rząd po roku 1863 zaczął tępić żywioł polski, 
a do pewnego stopnia popierać litewski. Jednakże ten język, tak samo jak i pol- 
ski na Litwie do roku 1905, poza obrębem kościoła najzupełniej niedopuszczany 
do objawów życia społecznego, a z przeszłości nie posiadający spuścizny literac- 
kiego wyrobienia i dzisiaj rozwija się powoli. Do niedawna jednostki, przecho- 
dzące z ludu do klas oświeceńszych polszczyły się, dzisiaj ten proces nie jest 
zatamowany doszczętnie, większość jednakże takich jednostek bądź stara się stwo- 
rzyć zastęp inteligencji litewskiej, bądź też przed r. 1918 wsiąkała w narodo- 
wość rosyjską, żyjąc z chleba urzędniczego w Rosji. 

Pokrewna Litwie Łotwa zamieszkuje większą część t. zw. Inflant Szwedz- 
kich (gub. Liflandzką), Kurlandję słuszniej Kuronję, gdzie 550 tys. tej ludności 



') Liczba przybliżona, gdyż poszczególni badacze szacują na 1,6 miljona do 2,8. 



us 



LUDNOŚĆ. 



«-T> 




** 


1 


















\\ 




L\ N 




. 




LUDNOŚĆ LITWY I RUSI. 14<) 

stanowi 78°/ zaludnienia, oraz trzy zachodnie powiaty gub. Witebskiej — Lucyń- 
ski, Rzeżycki i Dyneburski— jest to t. zw. Łatgoła albo Letgoła w licz- 
bie 330 tys. Ta ludność była w silnym stopniu spolszczona i do- ° w a " 
piero przed pięćdziesięciu laty ten proces uległ powstrzymaniu. Ożywiony i głę- 
boki ruch odrodzeńczy, szerzący się śród Łotwy w Inflantach Szwedzkich i Ku- 
ronji, dość powoli przyciąga ku sobie ten katolicki odłam Łotwy. 

Na wschód od Polski, Litwy i Łotwy, na północ od Prypeci, resztę ziem 
dawnej Polski historycznej zamieszkuje żywioł białoruski, który na wschodzie wy- 
kracza poza omawiany obszar. 

Na południu od Zabłocia na Podlasiu, gdzie zbiegają się ludność polska, 
białoruska i ukraińska, granica etnograficzna białorusko-ukraińska idzie przez Bia- 
łowieżę, na północ przez Prużany, dalej wprost na wschód, zbliża się do Dawid- 
gródka nad Prypecią, tą rzeką do Mozyrza, skąd wprost na południe (nawet nie- 
co ku zachodowi), a następnie na północ od Owrucza kieruje się ku wschodowi. 

W tych granicach Białoruś posiada ludność, która przeważnie pochodzi od 
Dregowiczów, Krywiczów i częściowo Radymiczów. W XIII i w XIV wieku 
w ręku książąt litewskich cała Białoruś została zebrana w jedno pań- 
stwo i nawet swój język (pomieszany z cerkiewnosłowiańskim), na- 
rzuciła dworowi w Wilnie, to też odrębne koleje i wpływy obce wy- 
tworzyły język odrębny nie tylko od ruskiego języka Kijowa, ale zarazem i od 
wielkorosyjskiego języka Moskwy. 

Pominąwszy różnice gwarowe oraz wpływy pograniczne, które wytworzyły 
nad Prypecią gwarę przejściową ku ruskim gwarom, a nad górną Dźwiną i na 
wschodzie nad Sożem gwary przejściowe ku wielkorosyjskim, język białoruski 
posiada pewne cechy dźwiękowe, wyróżniające go z pośród innych słowiańskich x ): 
1) t. zw. akanie, kiedy nieakcentowane e lub o przed zgłoską akcentowaną prze- 
chodzi w a (biaru, biaroza, ciapier); 2) t. zw. dziakanie i ciakanie, kiedy d i t 
przed samogłoskami miękczącemi (ie, i, a nawet i przed w miękkiem) przecho- 
dzą w di i ć (dzied, ciarpieć, ćwiordy)— ta cecha zbliża białoruski do polskiego; 
3) spółgłoska g ma brzmienie h, co jest pokrewne ukraińszczyźnie; 4) zmiękczo- 
ne spółgłoski ń, l, ć, di przed samogłoskami oraz w przyrostkach; (nie, He, de, 
i dzie) zdwajają się; 5) spółgłoska r jest twarda (biaroza, biaresz); 6) spółgłoski 
w i / wymawiają się po samogłoskach jak u krótkie (karóu, byu); 7) spółgłoski 
h, k, eh przed miękkiem zakończeniem przechodzą w z, c, s (na parozi, u szapce, 
pry sasie; 8) spółgłoski przed samogłoską e zmiękczają się (aciec, siestra), co jest 
cechą wspólną z polskim i wielkorosyjskim, a różni się od ukraińszczyzny. 

Ludność białoruska społecznie stanowi prawie wyłącznie świat włościjański 
i wyrobniczy; w miasteczkach stanowi rolniczą ludność przedmieść, a wielu bez- 
rolnych i małorolnych wychodzi do Moskwy, Petersburga i wogóle do ognisk 
przemysłu. Jest to naogół materjał etnograficzny, który przed rokiem 1838 (znie- 
sienie unji na Litwie, Białorusi i Wołyniu) przechodził dość łatwo do polskości, 
od lat zaś siedemdziesięciu zmiana otoczenia wystarcza, aby prawosławny biało- 
rusin przechodził do narodowości rosyjskiej, katolik zaś — do polskiej. 

') Leon Wasilewski. Litwa i Białoruś. 1911. 

M. Federowski. Lud białoruski na Rusi Litewskiej, t. I— III. 1897—1903. 
E. Karskij. Bielorussy. 19U3. 



150 LUDNOŚĆ. 

Wobec braku poczucia wyraźnej odrębności, określić liczebność plemienia 
białoruskiego jest rzeczą wręcz niemoźebną. Mnóstwo jest tam typów etnogra- 
ficznie przejściowych, spotykać można dwie mowy w jednej rodzinie. Urzędowo 
w r. 1910 obliczano ludność białoruską na 6'/ 2 miljona, w czem przeszło piąta 
część miała być katolicką, a że równocześnie zbyt nisko szacowano ludność pol- 
ską, przeto można przypuścić, że tu nastąpiło zaliczenie do białorusinów wszyst- 
kich żywiołów etnograficznie wątpliwych. 

Dawna drobna szlachta z pochodzenia częściowo polska, a częściowo z miej- 
scowych żywiołów powstała, zepchnięta ze swej dawniejszej roli społecznej i zró- 
wnana z ludem białoruskim, częściowo utrzymała się przy języku polskim, a czę- 
ściowo stała się dwujęzyczną, używając języka polskiego na zewnątrz, a wewnątrz 
rodziny i wsi bądź białoruskiego, bądź też bez różnicy polskiego i białoruskiego. 
(„Mówić po prostemu"— oznacza mówić po białorusku). 

Na południowym wschodzie ziemi dawnej Polski zwartą masą mieszka lud 
ruski, czyli ukraiński *). Uczeni rosyjscy 2 ) zwykle nie uznają odrębności tej mo- 
wy i nazywają narzeczem (czasem gwarą) małorossyjskiem, uczeni zaś slawiści, nie- 
rosyjskiego pochodzenia, tę mowę uważają za język. Najmocniej trwają przy tem 
zdaniu uczeni ruscy, pracujący pod zaborem austrjackim 3 ), którzy uznają, że ten 
język rozpada się na dwa narzecza — północne i południowe. 

Północne obejmuje na zachodzie część Podlasia, leżącą na lewym brzegu 
Bugu, Polesie, południowo-zachodnią część Czernihowszczyzny, a nawet częścio- 
wo północne powiaty Połtawszczyzny. Na Ukrainie prawobrzeżnej narzecze po- 
łudniowe w całej czystości występuje właściwie dopiero na brzegach Rusi. Wszyst- 
kie gwary narzecza północnego są albo przejściowe ku białoruszczyź- 
Uk . — nie, albo z nią zmieszane, tam też spotykamy często twarde r, więk- 
szą twardość wszystkich spółgłosek, oraz archaiczne dyftonogi no, 
ue, yi (albo u, j%, u) w tych wyrazach, gdzie w wyrazach odpowiednich polszczy- 
zna posiada o lub e. 

Narzecze południowe, którego pewnemi odmianami są gwary podkarpackie, 
wołyńska, podolska i kilka daleko na wschód położonych aż nad Dońcem, wy- 
stępuje w swej najbardziej typowej postaci w Kijowszczyźnie na południe od Ro- 
sji, w Czehryńszczyźnie i Połtawszczyźnie, a podsławowe cechy tego narzecza 
przez utwory Kwitki, Kotlarewskiego i Szewczenki przeszły do języka literackiego. 
Temi cechami są nadewszystko dźwięki miękkie, więc np. tam, gdzie w języku 
polskim istnieje o ścieśnione, tam w języku ruskim może być uo (na północy u). 
ale w południowem narzeczu będzie i polski — koń=kuoń, kuń i kiń. Tam gdzie 



*) Dawniej W Polsce używano wyrazu Ruś dość nieokreślenie: każdego na wschodzie Rze- 
czypospolitej wyznawcę obrządku greckiego (lub później unickiego) określano słowem Rusin. 
Z czasem wyodrębniło się pojęcie Białorusin, a Rusinem nazywano mieszkańców ziem na południe 
od Prypeci. W drugiej połowie XVII wieku Rosjanie Wprowadzili nazwę Małonuin dla oznacza- 
nia mieszkańców Zadnieprza. Ponieważ Rusini pod zaborem austrjackim sami chcą siebie nazy- 
wać Ukraińcami, przeto tę ludność można nazywać podwójnie, jednakże dziejowo słuszną jest 
rzeczą używać tylko wyrazów: Ruś, Rusin i ruski. 

2 ) Sobolewsklj. Oczerk russkoj dialektałogji (Żiwaja starina 1892). 

3 ) E. Ogonowski. O najważniejszych właściwościach języka ruskiego. (Wydawn. Ak. 
Umiejętn. 1892). 



LUDNOŚĆ LITWY I RUSI. 151 

polskie ie, ia (rosyjskie jat') tam zawsze w ukraińskim i. Dźwięk e w polskim 
najczęściej zmiękczone brzmi w ukraińskim twardziej, niż polskie ie, jednakże 
nieco miękciej niż polskie e; tak samo i brzmi twardziej, ale niezupełnie zbliża 
się do polskiego y. Dźwięku g (poza polonizmami i germanizmami) w ukraiń- 
skim niema, lecz zawsze występuje h; ł — dźwięk, często zastępujący polskie /, na 
Ukrainie lewobrzeżnej często wymawia się jako dźwięk pośredni między / i ł; 
ten dźwięk przed spółgłoskami i w końcówce czasu przeszłego, przechodzi w u, 
ale również i w w (buu i buw, wouk i wonk). 

W większej części narzeczy dźwięczne spółgłoski na końcu wyrazu utrzy- 
mują się, a więc lob, did, niż, wiz (polskie — łeb, dziad, nóż, wóz, które zwykle tracą 
dźwięczność). 

Posuwając się od Dniepru ku zachodowi, miękkość dźwięków zmniejsza się, 
a jednocześnie zwiększa się wpływ polskiej odmienni w czasownikach. Te wpły- 
wy na zachodzie w gwarze Łemków, górali żyjących na zachód od źródeł Dnie- 
stru, sięgnęły tak głęboko, że nawet nacisk na wzór polskiego, ustalił się tam na 
przedostatniej samogłosce. 



VII. ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 



§ 30. Znaczenie rzek. 

Każde zjawisko geograficzno- fizyczne ma podwójne oblicze: jedno prawie 
stale, tylko kosmicznym i ziemskim ulegające wpływom (jak np. ruchy górotwór- 
cze, wyrównywująca działalność klimatu), drugie oddziaływające na człowieka. 
Ta druga strona zjawisk jest bardziej zmienna w zależności od epoki, a więc gę- 
stość zaludnienia, w jakiem człowiek występuje, jego stosunek do ziemi i stopień 
jej opanowania sprawiają, że to samo zjawisko coraz inaczej oddziaływa na czło- 
wieka: aż do końca XIV stulecia step czarnomorski był gościńcem, po którym 
ludy koczownicze z głębi Azji przelewały się na wschodnie krańce Europy, a cza- 
sem i w sam jej środek: do XVIII w. był siedzibą groźnego rojowiska, w wieku 
zaś XIX step najpierw umożliwił potężną hodowlę owiec, aby wkrótce stać się 
spichlerzem Rosji, a częściowo i Europy zachodniej. 

Rozpatrując ziemie dawnej Polski jako całość, należy zaznaczyć niektóre 
zjawiska geograficzno fizyczne, cechujące omawiane kraje w sposób mniej lub 
więcej wyraźny. Do takich cech podstawowych należy brak wybitnych działów 
wodnych pomiędzy poszczególnemi dorzeczami. 

Między Odrą i Wisłą można wyliczyć szereg możliwych połączeń kanało- 
wych: 1) Odra-Olsza-Gostynka-Wisła, 2) Warta-Widawka-Pilica, 3) Warta-Ner- 
Rzura, 4) Noteć-Gopło Rachorka-Zgłowiączka i 5) Noteć-Rrda. 

Należy uprzytomnić wpływ rzek na: a) osadnictwo w czasach pierwotnych, 
kiedy człowiek dopiero wywalcza ziemię z pod puszczy leśnej i b) na kierunek 
dróg. 

Co do sposobu osadnictwa w czasach najdawniejszych, to osiedla ludzkie 
w stosunku do rzeki można porównać do nici, na której zrzadka nanizane są pa- 
ciorki osady; taki szereg miejsc zamieszkałych nad rzeką związany jest z szero- 
kością, głębokością i prostym jej kierunkiem, słowem gęstość osiedlenia, a raczej 
stopień opanowania ziemi przez człowieka jest w zależności — nie przeoczając in- 
nych czynników — od rzeki jako drogi; jeżeli rzeki zbliżają się do siebie dość 
blisko, to dwa szeregi miejsc zaludnionych mogą się przerodzić w jedną ciągłą 
linję, tylko w pewnem miejscu ciągłość między jej ogniwami jest wyłącznie lądowa. 



ZNACZENIE RZEK. 153 

Odra i Wisła od wieków tak grupowały zaludnienie nad swe- 
mi dopływami, że ono stanowiło jedną całość etnograficzną, chociaż 
musiało rozpadać się na oddzielne szczepy i plemiona. Pierwsze z przytoczo- 
nych zbliżeń naturalnych, zlało ludność górnej Wisły ze Ślązakami, wszystkie zaś 
pozostałe leżą w obrębie Wielkopolski (tu należy dołączyć Łęczycę). 

Jeżeli w górach lub w krajobrazie pagórkowatym doliny rzeczne ściągają 
do siebie szlaki drogowe, to na nizinach odwrotnie: nadmiar wilgoci zmusza dro- 
gę do unikania doliny, droga kieruje się w bardzo błotnistych okolicach na działy 
wodne, w bardziej suchych, droga obiera kierunek możliwie bliski do rzeki, ale 
w każdym razie do niej równoległy, czyli, że rzeki wytwarzają kierunek dróg 
mniej lub więcej od nich zależny, co da się stwierdzić na omawianym dziale 
Odry-Wisły. Te najstarożytniejsze szlaki drogowe wzmacniają wiążącą rolę rzek. 

Chociaż Wisła posiada od północy przez jez. Śniardwy łatwość połączenia 
z Pregołą, jednakże ani w czasach zamierzchłych, ani w nowożytnych to połą 
czenie naturalne, żadnego nie posiadało znaczenia i nie mogło posiadać. Również 
zbliżenie Wisły do Niemna przez Narew, Biebrzę, Nettę i Czarną Hańczę, zazna- 
czone dzisiaj kanałem Augustowskim, niewielkie nawet dzisiaj może mieć znacze- 
nie, bo kanał łączy obszary zbyt fizjograficznie do siebie podobne, nie różniące 
się wyraźniej co do kultury od sąsiednich dorzeczy jednego morza Bałtyckiego. 
W przeszłości jednakże kierunkiem Narwi posuwało się plemię Mazurów, wrębu- 
jące się między Jaćwież, Litwę i Prusów. 

Zbliżenie Bugu Muchawca do Prypeci w czasach najdawniejszych poprowa- 
dziło Mazurów do zlania się z resztkami Jaćwieży i częściowo z Rusią, aby z tej 
mieszaniny wytworzyć ludność Podlasia. 

Błotniste okolice Włodawy przeszkodziły Mazurom sięgnąć dalej nad Bu- 
giem ku południowi. Inaczej rzecz się ma z Sanem, który tak blisko podchodzi 
do Dniestru (przez Wiar, Wyrwę do Błożewki), że sadyby ludzkie nad Sanem 
stanowiły dalszy ciąg szeregu osiedli ludzkich nad Dniestrem, a że postać po- 
wierzchni i gleba na glince nawianej wytworzyła pas jednolitych dla roślinność 
warunków na Podkarpaciu, przeto nic dziwnego że od czasów przeddziejowych 
ludność tu podlegała bądź mieszaniu, bądź też podobnym wpływom zewnętrznym. 
Nie mówiąc o grodach Czerwieńskich, już w r. 981 odebranych Mieszkowi przez 
Włodzimierza, gdyż mogło tu chodzić o dorzecze górnego Sanu, a może i o pra- 
wy brzeg górnego Bugu, mamy już za Chrobrego czasowe przyłączenie Halicza, 
a później sprawy te wciąż się plączą, aż ostatni z Piastów potrafił tę ziemię zlać 
z Małopolską. 

Niemen posiada takich zbliżeń znacznie mniej (p. mapę Wyż. Lit. rys. 61), 
gdyż pominąwszy połączenie z Pregołą przez Wystrucię-Szeszupę, co można po- 
równać ze spojeniami Wisły z Odrą, oraz już wspomniane, Czarnej Hańczy do 
Narwi, należy tu przytoczyć Szczarę, która prowadziła przez Prypeć, zmniejsza- 
jącą swe znaczenie niewygodnemi błotami, do Dniepru, tak samo jak Bug-Mucha- 
wiec do Wisły. Podobieństwo to jednak jest niezupełne i wypada na niekorzyść 
Niemna, gdyż Bug łączy się z Wisłą w miejscu największego rozkwitu Wisły, 
gdzie jej znaczenie stwarza Warszawę, a Szczara łączy się z Niemnem jeszcze 
nieznacznym, który jeszcze nawet Grodna nie wytworzył. Dalej Niemen Niewiażą 



lól ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOSC. 

podchodzi do Lawenny, a chociaż jest to rzeczka bez znaczenia, ale kierunek 
Niewiaży grupował ludność w szeregu osiedli, skierowanych ku ujściu Dźwiny. 

Znakomite zbliżenie Dubissy do Windawy niewielki wywarło wpływ, gdyż 
już samo dorzecze Dubissy leży krańcowo w porównaniu z dorzeczem Niemna, 
którego najważniejszą rzeką jest Wilja. 

Wilja nie zbliża wyraźnie kraju z innemi rzekami (wyjąwszy jej zbliżenie 
do Poni, dopływu Berezyny oraz Świętej, podchodzącej ku Dź winie), jednak ob- 
fitość jezior po obu jej brzegach wysoce podnosiło łatwość osadnictwa i obrony, 
a przez to pośrednio wzrastało środkowe znaczenie Wilji jako drogi i czynnika, 
skupiającego życie polityczne. 

Dźwina, pominąwszy zbliżenie Ułły do Berezyny, posiada zbliżenie do Dnie- 
pru między Witebskiem a Orszą, tem bardziej, że i Łuczosa tu pomaga x ). Owo 
zbliżenie już w czasach przeddziejow\ch z tych dwóch rzek wytwarzało jeden 
szereg osad ludzkich. Oprócz niego na prawym brzegu dorzecza możnaby zau- 
ważyć kierunek ku jeziorowi Pejpusowi przez rzekę Dryssę; szereg jezior i rzeka 
Wielika kieruje ku Ilmeniowi przez Dryssę lub Obole i jezioro Newelskie, albo 
Oświatę i to samo jezioro, jednakże to skupienie ludności dopiero nad tamtemi 
rzekami (Psków i Wielki Nowogród) da się odczuć, ich odpowiedniki nad Dźwi- 
na nie odczuły tego wpływu dobroczynnego, co należy tłumaczyć brakiem po- 
ważniejszych dopływów prawobrzeżnych. 

Dniepr oprócz owych czterech już wymienionych zbliżeń, innych poważniej- 
szych nie posiada, należy tylko wspomnieć Samarę, podchodzącą blisko do Doń- 
ca, ale położenie ujścia Samary tuż nad progami w bezludnych stepach sprowa- 
dzało do zera znaczenie tego zbliżenia. Z Bohem takich zbliżeń niema, a zresztą 
kamienista rzeka Boh żadnego prawie znaczenia nie posiada. 

Z lewej strony w najkorzystniejszem miejscu Dniepru (granica lasów, zebra- 
nie wszystkich wielkich dopływów), wpadająca Desna posiada dolinę wkrótce roz- 
szczepioną na doliny Desny i Sejmu; ten kierunek nie doprowadza do zbliżenia 
rzek Dnieprowych z żadnym poważniejszym dopływem Wołgi lub Donu. Zapew- 
ne, Desna miała swoje potężne znaczenie, ale ona kierowała działalność człowie- 
ka od Dniepru, lecz nie skuwała przyległych ziem — do dnia dzisiejszego żaden 
kanał nie łączy Dniepru z Wołgą lub Donem. 

Rozpatrując osiem rzek naszego obszaru, widzimy, że wyjąwszy Boh, wszyst- 
kie one; 

1) Wiążą się między sobą zbliżeniami poważniejszych dopływów. 
Rola rzek. 2) Na wschód od Dźwiny i Dniepru takich połączeń niema. 

3) Na południe wał górski wyłączał dawniej możliwość takich połą- 
czeń. W czasach jednak obecnych kanał Odra-Beczwa-Morawa jest w budowie. 
Istnienie łańcuchów osad ludzkich należy przypisać kotlinom, śród gór leżącym, 
a nie ich rzekom (np. Orawa- Dunajec). 

4) Na zachód od Odry takie połączenie istnieje. 

Zważywszy na wielkie znaczenie takich licznych połączeń rzecznych, należy 
wyprowadzić wniosek, że 1) cały omawiany obszar od czasów najdawniejszych miał 
warunki znakomitych połączeń wodnych, 2) te połączenia związywały z zachodem, ury- 



l ) A. Sapunow. Rieka Zapadnaja Dwina. 1893. 



ZNACZENIE RZEK. 155 

wały się na wschodzie i 3) z pośród rzek poszczególnych najwięcej takich połączeń 
miała Wisła i to jej dorzeczu zapewniało pewną przewagę nad pozostałemi. 

Wspólną cechą wielkich rzek, spływających do morza Niemieckiego i Bał- 
tyku jest niesymetryczność ich dorzeczy. Począwszy od Wezery z Allerem po- 
przez Łabę z podwójnym prawobocznym dopływem Sprewą i Hawelą. Odrę 
z Wartą i Notecią, Niemen z Wilją i Świętą aż do Dźwiny, która też znaczniej- 
sze dopływy z prawej posiada strony, mamy wszędzie zjawisko, że lewa część 
dorzecza jest znacznie mniejsza od prawej. 

Ażeby to zjawisko zrozumieć w stosunku do człowieka, musimy sobie uprzy- 
tomnić, że w czasach przeddziejowych, kiedy zaludnienie było ilościowo bardzo 
nikłe, kiedy puszcza leśna panowała nad człowiekiem, prawie go przytłaczając^ 
a człowiek od stulecia do stulecia tylko drobnych dokonywał zdobyczy na le- 
śnym ostępie, ulepszając swą kulturę rzeczową i wzrastając liczebnie. Wzory 
wyższej kultury prawie wyłącznie drogą wodną dochodziły; rzeki jedynemi były 
szlakami łączności, tak samo jak łęgi nadrzeczne jedynemi miejscami zdatnemi 
do osadnictwa i pracy gospodarczej. 

Pierwszy wzrost rolnictwa, początek wzmożenia się liczebnego ludności i jej 
organizacja mogły się tylko nad rzekami dokonać. Im zaś rzeka była większa, 
tem więcej mogła nad swemi brzegami zgromadzić ludności, lepiej zapewnić wy- 
żywienie i możność rozwoju społecznego a nawet i państwowego. W ten sposób 
w obrębie jednego dorzecza postęp najszybciej mógł i musiał się dokonywać na 
rzece najważniejszej, zwykle w jej biegu środkowo-dolnym, a w następstwie ła- 
twiej promieniował wzdłuż dopływów, aniżeli w głąb puszczy leśnej, która na 
działach wodnych najdłużej została oporną przed człowiekiem i jego pługiem. 

Po rzece najważniejszej przychodziła kolej na najważniejsze doptywy, czyli, 

że względny ówczesny nadmiar ludności, rozwój rolnictwa i pierwsze więzy spo- 

łeczno-państwowe kierowały się od głównego pnia rzeki w górę jej dopływów — 

na naszym obszarze to oznacza, że każda z tych rzek wylewała lud- 

Parcie na 
ność i zaczątki państwowości wzdłuż dopływów prawobrzeżnych, ... 

czyli na wschód, stąd żywiołowe, od sieci rzecznej zależne parcie na 
wschód, które plemiona giermańskie od końca VIII wieku przetworzyły na pań- 
stwowe od Wezery do Łaby, w IX — od Łaby do Odry; stąd w IX i X stuleciach 
parcie Polan nadgoplańskich ku Wiśle, a wkrótce później Bugiem i Sanem ku 
Busi i Haliczowi; stąd w XII i XIII w. rozlewność Mazurów nad Narwią i Bugiem, 
oraz początki osadnictwa w dorzeczu Dniestru. Tem samem zjawiskiem geogra- 
ficznem musimy objaśnić rozszerzanie się Litwy ku Dźwinie i Berezynie. 

Odpowiednikiem temu żywiołowemu kierowaniu osadnictwa i podboju nad 
Dnieprem było dążenie z ziemi Polan naddnieprzańskich na wszystkie strony: 
uniemożliwione wzdłuż Dniepru dolnego przez koczowników stepowych, wielce 
utrudnione nad błotnistą Prypecią i Berezyną, sięgało ono w górę Dniepru, a na 
wschód wzdłuż Desny najlepiej się mogło rozwinąć w stronę Siewierzan. 

I w tym wypadku Wisła znalazła się w położeniu odrębnem, gdyż znajduje 
się ona w tej części wielkiego niżu europejskiego, gdzie następuje znaczne roz- 
szerzenie tego niżu. Wówczas, gdy odległość bramy Łużyckiej od ujścia Odry 
wynosi 290 km., bramy Morawskiej od ujścia Wisły 520 km, to od Tarnowa na 
jego południku do ujścia Niemna 560 km., na południku Bygi 880 km., od ujścia 



lóti ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

zaś Dźwiny do Odesy do 1300 km. Niż rozszerza się, a jednocześnie wody jego 
zaczynają spływać ku dwum morzom i Wisła jest ostatnią, której dorzecze sięga 
od morza do gór, to też gdy rzeki na zachód od niej leżące (Odra, 
Łaba, Wezera) stykają się z każdej strony z jednem dorzeczem, to 
Wisła od zachodu ma Odrę, gdy od wschodu (pominąwszy Pasłękę 
i Pregołę) dotyka do 3 dorzeczy, a przeto ludność na jej dorzeczu od zachodu 
miała na sobie parcie z jednego dorzecza, ześrodkowanego, wówczas gdy od 
wschodu miała możność Narwią, Bugiem i Sanem wylewać się w stronę trzech 
dorzeczy, to też każdy z łych ruchów żywiołowych musiał być słabszym. Jednakże 
nawet la słaba strona w dorzeczu Wisły — jej zbyt rozwleczona ściana wschodnia 
miała swoje zalety, gdyż wielostronniejsze stosunki ułatwiały drogę dla wpływów 
zewnętrznych różnorodnych i przez to owe stosunki były pożądane i pożyteczne. 
Aby porównać poszczególne rzeki między sobą, musimy oddzielnie charakte- 
ryzować oba zlewiska. 

Między rzekami zlewiska Bałtyckiego, największa jest Wisła oraz jej dorze- 
cze jest najrozleglejsze (§ 15), wprawdzie ujście Odry leży bliżej zachodu, cieśnin 
duńskich i Skandynawji, ale natomiast ujście Wisły wiosną, wcześniej jest wolne 
od lodów; ujście Niemna przez obecność mierzei Kurońskiej, wysoce utrudniało 
dostęp do rzeki, tak dalece, że w początku wieków nowożytnych, korzystając 
z naturalnego rozwidlenia Pregoły-Dejmy, łączono ruch handlowy dolnego Nie- 
mna z Królewcem. Ujście Dźwiny leży zbyt daleko na wschodzie i na północy, 
aby mogło równać się z ujściem Wisły i Odry, tern bardziej, że progi, chociaż 
nieznaczne, w paru miejscach utrudniają żeglugę. Aczkolwiek ziemie polskie leżą 
w klimacie jednorodnym, a postać powierzchni poza pasem górskim nie stwarza 
różnic zbyt jaskrawych, jednak pasy wyżynowe i nizinne wytwarzają miejscowe 
warunki dość odrębne, które się różnią dość wybitnie między sobą. Ponieważ 
odległość od źródeł kultury i dróg kultury jest w każdym wypadku odmienna, 
przeto kultura ludności poszczególnych okolic nawet dzisiaj nieraz różni się mię- 
dzy sobą; im dalej sięgniemy w przeszłość, tem odrębności będą mocniej zazna- 
czone. Ważną rzeczą pozostaje fakt, że rzeki łączą i skuwają rozmaite krainy 
poszczególne, a pod tym względem żadna z rzek zlewiska Bałtyckiego nie może 
się równać z Wisłą, która całym szeregiem dopływów sięga w głąb Beskidu, Du- 
najcem sięga za Beskid, a Popradem za Tatry, łączy z resztą Polski nizinę Gór- 
nopolską, południowy pas wyżynowy, Sanem sięga nawet ku zachodowi wyżyny 
Podolskiej, wpoprzek przecina pas wielkich dolin, Bugiem sięgając Wołynia i Po- 
dlasia, a Narwią w stronę Litwy się zwracając, przerzyna wyżynowy pas Pojezie- 
rza i łączy się z nadbrzeżną niziną, obramiającą Bałtyk. 

W dorzeczu Wisły tak wielka liczba drobniejszych jednostek fizjograficz- 
nych jest połączoną, że — uwzględniając największe bogactwo kopalne właśnie 
w dorzeczu Wisły napotykane — mamy jako wynik wcześniejszy, żywszy i wszech- 
stronniejszy rozwój ludności tego dorzecza, aniżeli każdego z pozostałych. Tem 
bardziej to było możliwe, że kolebka państwowości, okolice Gopła, tak samo cią- 
żyły ku Warcie, jak i ku Wiśle, a nad górną Wisłą także istniały jakieś zaczątko- 
we ogniska państwowości — Tyniec, Kraków, Wiślica, a może i Sandomierz. 

Zlewisko morza Czarnego, pomijając Boh, składa się z dorzecza Dniestru 
i Dniepru. Dniestr do pewnego stopnia mógł mieć znaczenie jako przedłużenie 



POLSKA — OBSZAR PRZEJŚCIOWY. POLSKA — POMOST MIĘDZY MORZAMI. 157 

Sanu-Wisły, jednakże progi Jampolskie i wielkie zdłuźenie koryta 
skutkiem wężownic zmniejszały jego wpływ dziejowy. Znaczenie Zlewisko 
wyżyny Podolskiej nie wykraczało (str. ?) na zewnątrz. Bliskość 
źródła kultury — Grecji, z jej osadami nad m. Czarnem, tak samo dla 
Dniestru jak i dla Dniepru, równoważyła się jeszcze bliższem sąsiedztwem ko- 
czowników stepowych. 

Dniepr przez swą długość dopływów, przez potężne dorzecze, oraz przez łą- 
czenie kilku odrębnych krain fizjograficznych, byłby najpotężniejszą z rzek oma- 
wianego obszaru, jednakże obecność progów fatalnie niweczyła jego wpływ. Roz- 
maitość obszarów tylko do pewnego stopnia mogła się korzystnie odbijać na 
mieszkańcach jego dorzecza, bo stepy do końca XVIII wieku były gospodarczo 
czynnikiem zupełnie biernym, geograficznie — zawadą w zbliżeniu się do morza 
(progi w obszarze stepu — dwie przeszkody sumowały się), a nawet były klęską 
dla przyległych okolic lasu parkowego i zwartego lasu. Można mówić zaledwie 
o sumowaniu się wpływów lasu, lasu parkowego i obszaru błotnego, poza tem 
zbliżenia z Wisłą i Niemnem przez błota, mało podnosiły jego znaczenie. Acz- 
kolwiek dorzecze Dniepru mogło nad innemi przeważać rozległością (2 1 / 2 razy 
większe od dorzecza Wisły), to jednak bagna Polesia zmniejszały jego znaczenie, 
a brak zbliżenia wielkich dolin z Wołgą i Donem odosabniał je, wreszcie źródło 
kultury w czasach dziejowych — Bizancjum ustępowało źródłom, skąd czerpano 
kulturę nad Odrą i Wisłą. 

§ 31. Polska - obszar przejściowy; Polska — pomost między morzami. 

Rozpatrując ziemie dawnej Polski jako całość, będziemy mieli do czynienia 
nie z jednolitą jednostką fizjograficzną — jest to zresztą rzeczą nigdzie nie spoty- 
kaną, aby losy narodu kulturalnego były związane z jedną postacią fizjograficzną, 
gdyż zwykle podłoże narodu stanowi zbiorowisko krain czasem dość podobnych, 
czasem zaś wzajemnie uzupełniających się. Musimy w pewnych przyjętych gra- 
nicach rozpatrywać obszar ziem dawnej Polski, zakreślając jego granice nie linja- 
mi fizjograficznemi, ani nawet współczesnemi językowemi, lecz granicami, które 
istniały w zamierzchłej przeszłości, nie zawsze państwowemi, ile raczej kresem 
rozpostarcia i działalności pewnych skupień ludzkich, pewnych ustrojów politycz- 
no-państwowych i społecznych. Tak zakreślony obszar posiada wyraźne położe- 
nie środkowe w Europie, gdyż tu krzyżują się linje, łączące Nordkap z Matapanem, 
oraz kraniec półwyspu Iberyjskiego z północno-wschodnim krańcem Europy; jed- 
nakże ta jego środkowość w dziejach nie uwydatniła się w sposób korzystny. 
Daleko ważniejszą cechą jest położenie na wielkim niżu Europejskim na północ 
od górskiego łuku Alpejsko Karpackiego, tu środkowość występuje wyraźniej, ale 
skutki jej nie były korzystne: ziemie polskie były pomostem, po którym przeta- 
czały się ludy ze wschodu na zachód, a ponieważ źródło cywilizacji na południu 
znajdowało się i na południo-wschodzie, przeto było to w najszerszem pojęciu 
geograficznem położenie niekorzystne. 

Pogląd na całość dotychczas wypowiedzieli dwaj uczeni: W. Nałkowski J ) 



') W. Nałkowski. Terytorjum Polski historycznej jako indywidualność geograficzna. Wyd. 
dośmiertne. 1911. 



158 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

i E. Romer 1 ). Pierwszy z nich za cechę podstawową uważa przejściowość tych 
krain, rozumiejąc, że większość cech szczególnych na zachodzie jest 

°9 u - * a ^ sama z krajami przyległemi lub z cala Europą Zachodnią, ku 
wschodowi wspólne cechy zmieniają się bez wielkich skoków, aż na 
wschodzie przechodzą w znamiona, krainom wielkiego niżu Sarmackiego właści- 
we. Podkreśla też autor rozszerzenie (zwiększenie) jednostek fizjograficznych ku 
wschodowi i brak granic naturalnych, co miało wysoce utrudniać obronę 
państwa 2 ). 

Zupełnie inną cechę podnosi E. Romer. Autor rozwija myśl Fr. Ratzel'a, 
że dla krain większych (więc pomijając Grecję, Danję lub Norwegję) ważniejszą 
sprawą, niż rozgłośna linja brzegowa z jej urozmaiceniem jest możliwość powią- 
zania wnętrza kraju drogami. Przedewszystkiem więc najważniejszą rzeczą jest 
istnienie rzek, tworzących możliwie zwięzłą sieć. E. Romer podkreśla tę wielce 
korzystną cechę na omawianym przez nas obszarze, że te rzeki łączą się ku za- 
chodowi, odcinają zaś od wschodu. Dalej, że tak obficie w drogi wodne zaopa- 
trzony obszar zajmuje trzecie zwężenie (pomost) na lądzie Europy między Atlan- 
tykiem a morzem Śródziemnem. 

Pierwsze od zatoki Biskajskiej do morza Śródziemnego zajmuje zaledwie 
370 km., łączy z otwartym Atlantykiem i jest niezaprzeczenie najkorzystniejsze; 
drugie od morza Niemieckiego do Adrjatyku (970 km.) jest przedzie- 
R 9 ą lone wpoprzek Alpami, trzecie zaś, omawiany przez nas pomost lą- 

dowy ma słabą stronę w znacznem rozszerzeniu do 1200 km., oraz 
że łączy morza, zamknięte cieśninami. Ponieważ jednak ten obszar jest silnie 
wewnątrz powiązany siecią połączeń wodnych, to wielkie odległości są raczej ko- 
rzyścią, bo pozwalają opanować znaczne powierzchnie ziemi. 

Już po ogłoszeniu swych poglądów prof. Romer odnalazł jeszcze w danych 
klimatycznych czynnik, rozdzielający omawiany obszar od jego przedłużenia na 
wschód i poniekąd na zachód. 

Nie zaprzeczając faktów, podniesionych przez Nałkowskiego, można zazna- 
czyć, że jednak stopniowanie właściwości z trudnością da się pojąć jako cechę 
zasadniczą. Pogląd prof. Romera ma za sobą losy dziejowe omawianego obsza- 
ru, do którego kilkanaście razy ciążyły i Multany, klimatyczny i fizjograficzny 
dalszy ciąg Podola, jednakże trzeba tu wprowadzić i poprawkę, że ogrom błot 



') E. Romer. Przyrodzone podstawy Polski historycznej. 1912. 

2 ) Poglądy, wyrażane przez uczonych, zwykle są w związku z poglądami i myślami, panu- 
jącemi w pewnych kołach społeczeństwa. Przed laty 50-ciu, w okropnych dla Polski czasach po 
r. 1863 zaczęły sie szerzyć nawet w nauce europejskiej poglądy jakoby naukowe, jakoby epigo- 
nów O. Peszla o niemożebności istnienia państwa bez granic naturalnych i skutkiem tego o omył- 
ce dziejów, dzięki której tylko jakoby mogło istnieć państwo polskie. Te poglądy najczęściej 
zależne od urzędowych stanowisk ich autorów, wprowadzały historyków stronnych, urzędowych 
w zakres dla nich obcy-geografji W r. 1879 najglośniejszem u nas echem tych rządowych gdzie 
indziej uczonych była „Historja Polski" M. Bobrzyńskiego, w której autor z dziwną gorliwością 
przeprowadza ową niby-teorję. Ówczesna myśl naukowa w Polsce nie istniejąca, lub drzemiąca 
mało się tern zagadnieniem zajmowała, dopiero w osiem lat później, jako reakcja przeciw gwał- 
ceniu nauki, zjawiła się praca Nałkowskiego, która ograniczała pessymizm M. Bobrzyńskiego do 

niekorzystnych warunków granicznych, utrudniających obronę. 



CZYNNIKI ROZDZIELAJĄCE. 159 

Pińskich, utrudniając nieco ruch na Prypeci, robił go niemożliwym do przebyciu 
wpoprzek— Polesie było klinem, rozsadzającym omawiany obszar. 



32. Czynniki rozdzielające. 



Cały obszar wystawiamy sobie jako obramiony granicami: Bałtykiem, odcin- 
kiem 290 km. na równinie od ujścia Odry do bramy Łużyckiej, Sudetami, Kar- 
patami, 190 km. szeroką Bramą Czarnomorską, lub linją długą do 500 km. od 
Czeremoszu do ujścia Dniestru, morzem Czarnem oraz odcinkiem lądowym, idą- 
cym od ujścia Dniepru do progów do 350 km. długości, a stąd do Smoleńska 
(do 800 km.) i prawobrzeżnym działem wodnym Dźwiny do Bałtyku (do 600 km). 

Jeżeli zgodnie ze spostrzeżeniem prof. Bomera, za największy czynnik łą- 
czący należy uważać obfitość rzek i rzeczek dość znacznych, zdatnych do spła- 
wu i nawet do żeglugi od czasów najdawniejszych, to za czynnik rozdzielający 
trzeba uznać przedewszystkiem trzy większe obszary błot, t. j. Po- 

ZnrłP7Pnip 

lesie, Pojezierze Prusko-Mazowieckie i szereg błot nadnoteckich. ' .. . 
Drugie z nich obejmowało dział wodny na środkowej części wyży- 
ny Bałtyckiej, przyczem na jej zachodzie, na wyżynie Pomorskiej, jeziora i ba- 
gna daleko słabiej występowały, nie tworząc takiej przeszkody dla człowieka, 
a na wschodzie, na wyżynie Litewskiej, jeziora i rzeki poniekąd były czynnikiem 
twórczym, nadgoplańskie przypominając okolice. Polesie i Noteć zaległy najniż- 
sze części pasa wielkich dolin, 

Te trzy wielkie obszary bagienne wyciągnięte prawie w jednym pasie, wy- 
twarzają dwie przerwy i dwa pomost} 7 , obchodzące przeszkody od strony ze- 
wnętrznej. Przekraczając bagna koło Santoku można było z Wielkopolski dążyć 
do ujścia Odry, tak samo jak Odrą — jest to szlak, po którym Mieszko I rozsze- 
rzał swe wpływy na Pomorze. Przerwa między błotami noteckiemi i Pojezie- 
rzem Pruskiem posiada po lewej stronie przeprawę przez Brdę pod Wyszogro- 
dem (nie dzisiejszy Wyszogród, naprzeciw ujścia Bzury leżący!), posiada też Wi- 
słę, a po prawej stronie Wisły dość suchy przesmyk od Brodnicy do Wisły koło 
70 km. szerokości; ten skrawek ziemi, przecięty Drwęcą stał się etnograficznie 
polskim, przenosząc granice plemienia polskiego nad Ossę. 

Przerwa między bagnami pruskiemi a poleskiemi pozostawiała jako pomost 
Podlasie i międzyrzecze Podlaskie, po którem jedynie stały się możliwe stosunki 
między Polską a Litwą (a stąd szlaki szły na Bygę, Dyneburg Psków lub na Smo- 
leńsk-Moskwę). Na lewym brzegu Dniepru można było obejść błota Polesia i tu 
w związku z drogą wodną Berezyną i Dnieprem stosunki Busi od Polan Kijow- 
skich rozszerzały się powoli, szybciej jednakże się rozszerzając ku Dźwinie niż 
ku Berezynie (rys. 61 i 116). 

Oprócz tych wielkich obszarów bagiennych, ziemie polskie posiadały wiele 
błot mniejszych, które jednak wywierały wpływ miejscowy— liczba ich znaczna. 
Ujście Warty, zaznaczone potężnemi bagnami Odry na jej lewym brzegu, utru- 
dniało stosunki z Zaodrzem, nieco zaś ku południowi położona po obu stronach 
Odry ziemia Lubuska nawet posiadała bardzo poważne warunki rozwoju miej- 
scowego (analizując geograficznie, daleko lepsze od Berlina i Poznania!). 



100 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

Ta prastara ziemica piastowska była poniekąd odcięta od reszty Wielkopol- 
ski bagnami Obry miasteczka (Zbąszyń i Międzyrzec oznaczały prze- 
Ziemia Łubu- p raw ę przez te bagna), a że bagna ujścia Zgniłej Obry mniej utru- 
S a fih a9na dniały połączenie ze Śląskiem, aniżeli je łączyła Odra i jej lewe su- 
che wybrzeże, przeto kiedy Piastowicze dzielili ziemie polskie, to 
najstarszej linji po Władysławie II wyznaczyli razem ze Śląskiem i ziemię Lubu- 
ską, bliższą Śląskowi dzięki Odrze, niż Wielkopolsce. 

Bobrawa i Nisa Łużycka, zarówno jak i Sprowa posiadały w dolnym biegu 
poważne błota (część wielkich dolin), które ciągnęły się prawie aż do Odry. Stąd 
pochodziło, że za pierwszych Piastów najście Niemców na Wielkopolskę (do XIV 
wieku zwanej wprost Polską), mogło się odbyć dwoma drogami: 1) na północ 
od ujścia Nisy Łużyckiej czyli od strony słabo zaludnionego, ledwie że zdoby- 
tego Brandeburga na Lubusz, aby dalej spotkać błota dolnej Obry i 2) na połu- 
dniu od błot i pustkowi Żegańskich, skąd między błotami i puszczą można było 
przedostać się do Lignicy. Również można było przejść bardziej na południu 
od bagien, w puszczy leśnej po podgórzu, gdzie glinka nawiana nieraz była po- 
kryta lasem parkowym, aby dalej przez zwartą puszczę przedzierać się ku Wro- 
cławiowi. 

Ponieważ za Bolesława Chrobrego (1002—1018), Krzywoustego (1108) i jego'sy- 

nów (1157), Brandeburg leżał daleko od ludnych państw saskich, przeto wybierano 

bliższą drogę na Łużyce i Śląsk, a miarą potęgi Chrobrego i jego 
Pokój Budzi- . , , , " , , , , ,". r> Ł j • 

szvńs ki zrozumienia warunków może słuzyc pokój w Budziszyme, na mocy 

którego zrzekał się Drezna, lecz zatrzymywał Łużyce z Budziszynem, 

bo ten gród panował nad drogą z Czech do Brandeburga, nad drogami na Śląsk 

prowadzącemi i nawet nad szlakiem, prowadzącym od Pragi lub Drezna nad 

Odrą środkową do ziemi Lubuskiej. 

Błota górnej Obry przeszkadzały pewnej spoistości Wielkopolski, lecz w stop- 
niu dość ograniczonym, natomiast błota Baryckie stały się granicą plemienną 
Wielkopolski i Śląska i zmuszały do obchodzenia od zachodu przez miejsce, 
gdzie później powstał Rawicz, lub od wschodu, stwarzając znaczenie Kalisza. 

Błota górnej Odry w górę od Raciborza utrudniały zaludnienie w dolinie 
rzeki, stwarzając miejscowe przeszkody przy przeprawie, przez co podnosiły do- 
godne położenie Raciborza, gdyż połączenie Pragi Czeskiej przez Opawę z Kra- 
kowem, musiało obchodzić te błota od północy. 

Drobne błota na wzniesieniu Gnieźnieńskiem (koło Gopła) naj- 
Bagna mniej- p 6W niej były częściowo przez człowieka opanowane jeszcze na pa- 

9 . " ręset lat przed Mieszkiem, a dopiero na wschód leżąca dolina Ba- 
chorska była nieużytkiem aż do XIX wieku. 

Dolna Pilica i Radomka posiadały brzegi dość bagniste, przez co, utrudnia- 
jąc stosunki międzyludzkie, wytworzyły różnice plemienne między Mazurami 
a Sandomierzanami. Dolny bieg Wieprza w ten sam sposób wytwarzał różnicę 
plemienną po prawej stronie Wisły. 

Wisła nie posiada nad swemi brzegami błol poważniejszych, a nawet w od- 
cinkach, gdzie dolina dzisiejszej Wisły znalazła się w dolinie pra-Wisły, to i tam 
niema bagien takich, jak nad Odrą, naprzeciw ujścia Wisły, gdzie nurt rzeki pa- 
rokrotnie się rozdziela. W całej szerokiej dolinie Wisły jej dno bywa zalewane 



CZYNNIKI ROZDZIELAJĄCE. 161 

w czasach powodzi, gdyż rzeka nie jest uregulowana, ale błotnistość jest najczę- 
ściej czasowa, czyli po powodziach ziemia przeważnie obsycha i, pominąwszy 
miejscowe kałuże i biota, dolina Wisły nie przedstawia zwartego pasa bagiennego. 

Nad Wkrą są miejscowości dość błotniste, jeszcze bardziej nad Narwią, 
gdzie wzdłuż wielkiej pra-doliny błota -dziś znacznie osuszone — często się spo- 
tykają, a nawet dalszy ich ciąg znajdujemy nad Mereczanką, która swemi błota- 
mi sięga w wyżynę Litewską. Błot na wyżynie Litewskiej nie było brak, jednak 
one posiadały bardziej miejscowe znaczenie, tak samo jako nadbrzeżne przy uj- 
ściu Pregoły i Niemna, a częściowo nawet Dźwiny i Kurońskiej Aa. 

W widłach rzecznych Wisły-Sanu pewna błotnistość przeszkadzała zaludnie- 
niu, a sprzyjała do czasów obecnych lasom. 

Nad górnym Dniestrem, błota Samborskie odejmowały pługowi sporo gleby 
(po osuszeniu bardzo rodzajnej), zmuszając drogi do pewnego ich obchodzenia. 
Drobne ilości błot można zaznaczyć na wyżynie Podolskiej, w miejscach bliższych 
krawędzi północnej, przez co te miejsca (jedyne dla poprzecznego łączenia, jako 
wclne od jarów) miały utrudnione możliwość połączenia w kierunku zachodnio- 
wschodnim. Tak samo i na południu Wołynia, na t. zw. Małem Polesiu, rzeki 
biorą najczęściej początek w miejscach błotnistych, co najwyraźniej występuje 
nad górnym Bugiem, a w bliskości krawędzi Podola, miejscami stwarza warunki 
dość ciężkie dla dróg. 

Na wschodzie obszaru należy wspomnieć o błotach, które od błot pińskich 
rozciągają się ku północy wzdłuż Berezyny i Dniepru, nie stanowiąc takiej prze- 
szkody w ruchu poprzecznym, jak niegdyś błota nadnoteckie, lecz w każdym ra- 
zie odsuwają drogi na działy wodne i nadewszystko nie pozwalają na zagęszcze- 
nie ludności. Dolina Dniepru na całym biegu środkowym posiadała czasami 
znaczną szerokość; miejscami dno zalewane przez powodzie, docho- 
dzące 5 —10 km., a nawet 15—40, przypomina dolinę Wisły od W T ar- Błota na 

szawy do Torunia. Ta dolina latem osycha dostatecznie, prócz błot . , . . . 

• J J ' ^ ziem polskich, 

miejscowych, a miejscami przechodzi w tak poplątany stan, że srod 

błot stałych, koryto się co roku zmienia — tu Dniepr, nie przestając być znakomitą 
drogą wodną, był potężną przeszkodą w ruchu poprzecznym. Miejscowe błota 
na Zadnieprzu, przy ujściu Trubeża, zmuszały do obejść i spowodowały rozwój 
Perejasławia. Doliny Desny i Sejmu obszerne i błotniste kierowały drogi równo- 
legle do siebie na sąsiednią wyżynę. 

Obfita woda, ujęta w postać rzeki, jest czynnikiem korzystnym dla rozwoju 
miejscowego, a jednocześnie łącznikiem okolic dalszych, jeżeli jednak rzeka po- 
siada zbyt wiele wężownic, przez co ruch na niej lub równolegle do niej podle- 
ga zbyt wielkim wygięciom (np. wężownice wgłębione Niemna od Grodna do 
Kowna lub Dniestru, przy przedzieraniu się przez wyżynę Podola), to rzeka staje 
się raczej zawadą, niż czynnikiem pożądanym dla człowieka. Również, gdy rze- 
ka posiada kamienie, prądowiny, liczne mielizny lub progi, to jej część (lub na- 
wet całość — Boh) przestaje być czynnikiem twórczym, a jednocze- 
śnie jest przeszkodą dla ruchu wpoprzek tej rzeki. Ponieważ taka . ~T 
część rzeki kulturalnie nieczynna lub nawet szkodliwa, nie ściąga 
ludności, to i przeprawy na nich są utrudnione. Na ziemiach dawnej Polski jako 
takie bierne części rzek poważniejszych można przytoczyć znaczną część Noteci, 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 11 



162 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

Bugu i Narwi l ), duży odcinek Niemna, Dźwinę w kilku miejscach, Prypeć, czę- 
ściowo Berezynę, Dniepr w kilku miejscach i nadewszystko na porohach, wszyst- 
kie rzeki na granitowej płycie Ukraińskiej płynące i w paru miejscach Dniestr. 
Z tego zestawienia widać, że Wista była najbardziej wolna od przeszkód, a po 
niej Odra. co też odbijało się na szybkim rozwoju kulturalnym w epoce, kiedy 
znaczenie rzeki, jako drogi doszło do zenitu, to jest przy końcu średniowiecza, 
gdyż później wystąpiły na pierwszy plan drogi lądowe. 



§ 33. Czynniki łączące. 

Warunki fizjograficzne ułatwiają lub też utrudniają przeprowadzenie dróg 
lądowych, które rzadko kiedy spotykają równinę wolną od lasów, jarów, różnic 
poziomów lub dolin rzecznych. Każda droga rozpoczynała się niegdyś jako 
ścieżka od jednego osiedla ludzkiego do drugiego. Jeżeli warunki naturalne nie 
przeszkadzały, a ludność zagęszczała się, to utorowywały się ścieżki w mniej lub 
więcej prostym kierunku, łączące szeregi osiedli człowieka. W pewnych wypad- 
kach rolnicza stałość osiedlenia może jeszcze nie istnieć, a wówczas ludy paster- 
skie, koczując wzdłuż najdogodniejszych pastwisk, zczasem wytwarzają szlaki go- 
towe, po których zacznie posuwać się kupiec, zdobywca, aż wreszcie i rolnik 
z pługiem. 

W kolei dziejów musimy szukać najdłuższego szlaku, łączącego wielkie prze- 
strzenie o rozmaitych warunkach fizjograficznych, tam, gdzie lasu nie było, jeżeli 
zaś istniał, to posiadał przerwy, polany, nie posiadał zaś błot i innych przeszkód, 
gdzie względnie najłatwiej było wydeptywać ścieżki. Wolnym od lasów był step. 
Nie należy siebie jednak wystawiać, aby ten step kwiecisty, ten łan, wiosną od- 
razu zakwitający mnóstwem roślin cebulkowatych, lub w końcu wiosny mnóstwem 
roślin dwuliściennych (motylkowatych, jaskrowatych, gwoździkowatych. złożono- 
kwiatowych i t. d.), był zawsze tylko takim kobiercem natury — on miał jeszcze 
cechy swoiste, które, zdaniem takiego badacza, jak Izmailskij 2 ), były znaczną 
przeszkodą w ruchu człowieka. Nie tylko dno jarów mogło być po- 
p ' kryte lasem lub częściej (im bardziej ku południowi) splątanemi krze- 
wami i drzewami, ale i zbocza, jeżeli tylko niezbyt urwiste, były pokryte krze- 
wami, a nawet krzew}' jakoby silną ramą miały obejmować krawędzie jarów 
i tylko działy wodne były tem, co w życiu potocznem jest uważane za step. 
Odsuwając się zaś od środka pasów wyżynowych, a zbliżając ku krawędzi jarów, 
spotykało się mnóstwo zeszłorocznych, jeszcze nie zbutwiałych badyli roślin ko- 
mosowatych i złożonokwiatowych (zbiorowa nazwa na Ukrainie dla ostów i roślin 
pokrewnych, t. zw. „bodiaki") coraz bardziej zmieszanych z krzewami, jak mi- 
gdał (na południu), tarnina i wiele innych. To też pominąwszy pasy, zwykle 
położone na działach wodnych, dogodne dla pasterstwa i dla przesuwania się 



') Na Mazowszu odróżniano ,.ziemię Zawkrzyńską", czyli, że Wkra swemi biotami nad- 
rzecznemi wyrosła na czynnik rozgraniczający. Na mapie rys. 114 ona częściowo staje się gra- 
nicą międzygwarową. 

2 j A. Izmailskij. Włażnost' poczwy i gruntowyja wody w swiazi s reljefom miestnosłi 
i kulturnym sostojaniem powierchnosti poczwy. 1894. 



CZYNNIKI ŁĄCZĄCE. 163 

wzdłuż ich kierunku, reszta była dla człowieka niedostępna, i tem się tłumaczy 
wiele danych dziejowych, jak możliwość przytulenia się pojedynczych rodzin rol- 
ników w pewnych jarach, jak łatwość nagromadzenia się ludzi nad porohami 
Dniepru i jeszcze bardziej za niemi, a nadewszystko robią się zrozumiałe owe 
szlaki, z których najważniejsze odwiecznie same się wytworzyły, czyli przez ko- 
czownicze plemiona były wydeptane w niewolniczej zależności od warunków 
przyrodzonych. 

Szlak Murawski, prowadzący od Krymu ku północy działem wodnym, po le- 
wej stronie Dniepru, nie wchodzi w nasz zakres, dopiero (patrz rys. 116). 

I szlak Czarny, jako dział wodny między Bohem a Dnieprem, ściślej mówiąc, 
między Inhułem a Inhulcem, ze szczerego stepu prowadził w krainę lasu parko- 
wego i rozwidlał się na północy parokrotnie. Najważniejsze z rozgałęzień było 
na północo-wschód, gdzie przecięcie szlaku z Dnieprem stwarzało okolicę łatwiej 
od innych się rozwijającą (późniejsi Polanie z Kijowem) i na północny zachód. 

II, między Bohem a Dniestrem szlak Kuczmeński. prowadził w okolice wy- 
niosłości Awratyńskich, rozpadł się na kilka słabszych odnóg, a że tu Boh już nie 
stanowił przeszkody, więc łączył się z przedłużeniem Czarnego. 

III złoty czyli Multański, szedł po prawej stronie Dniestru, aby na Pokuciu 
rozgałęzić się na drobne odnogi, przekraczające Dniestr W stronę Podola x ) i w dal- 
szym ciągu szedł na Podkarpaciu. Przedłużenie wszystkich trzech szlaków ku 
zachodowi wkraczało najpierw w las parkowy, a później i w obszar leśny, jednak 
posiadający przerwy. Dwa pierwsze zlewały się, przechodząc 1) na północy— 
w szlak wołyński i 2) na południu -w szlak Lwowski, a trzeci Złoty — w Podkar- 
packi. Jak wiemy, całe południe omawianego obszaru wskutek najświeższych 
dziejów geologicznych posiadało gliny nawiane (§ 10), a na nich las niezawsze się 
udaje, przeto przedłużenie omawianych szlaków, ku zachodowi warunkuje się 
częstemi polanami i często napotykanym rzadkim lasem. 

Wyżyna Podolska (str. 47), musiała być omijana przez szlaki, więc chociaż 
na jej północy zczasem wytworzył się szlak wiodący przez Płoskirów, Zbaraż 
i Zborów do Lwowa, jednak od czasów przeddziejowych mamy takie warunki, 
że śród potężnych zwałów glin nawianych, wyżyna Podola na swej północy czasa- 
mi bywa nieco błotnistą, swoją krawędzią i wilgotnemi aż do błotnistości źródliskami 
dopływów Prypeci była przeszkodą, a nie czynnikiem łączącym Dopiero na pół- 
noc od tej przeszkody, a na południe od błot Polesia istniał pas szeroki 40 km., 
a na południu od niego właściwa wyżyna Wołyńska, na południe od Bównego 
i Łucka — leśna, lecz gęsto polanami przerywana — najczęściej typowy las parkowy 
na glince nawianej, wówczas, gdy w miejscowościach piaszczystych 
Małego Polesia bory sosnowe stanowiły całe ostępy: od Bugu do woły^je 
Dniepru na długości przeszło 500 km. były dość korzystne warunki 
naturalne, które pozwalały się człowiekowi posuwać - w porównaniu z okolicami 
krawędzi Podolskiej, a jeszcze bardziej z błotami i puszczami Polesia — ■ bardzo 
swobodnie. Tu szlak 1 i II znalazły swe przedłużenie, tędy również wydeptał się 
szlak ku Dnieprowi, wówczas, kiedy Kijów i Praga były ogniskami ruchu han- 



l ) Al. Jabłonowski. Ukraina. 1911. 
R. Zanoni. Atlas. 1774. 



164 



ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 



dlowego, a więc w końcu VIII i napewno w IX wieku (handel, t. zw. arabski). 
Pomiędzy poszczególnemi miejscowościami ucierały się rozmaite tory, a zczasem 
zbiegły się w dwóch najważniejszych między sobą równoległych: 

Przy przecięciu z Turją, ze Styrem, z Horyniem, ze Słuczą i z Teterowem 
szlak północny, 
idący od Chełma- 
Dubienki podnosi Turzysk. 
a południowy, idą- 
cy od Zawicho- 
sta-Włodzirnierza 



Łuck, Równe, Zwiahel i Radomyśl 



Dubno, Ostróg, Miropol i Żytomierz 

(rz. Ikwa) (lub Zastaw) 

Można jeszcze odnaleźć bardziej południową odnogę przez Krzemieniec, Za- 
sław (lub Lachowce) i Starokonstantynów, która kierowała na szlak Kuczmeński. 

Ku zachodowi Wołynia wszelkie drogi, w kierunku równoleżnikowym idące, 

muszą na południu unikać błot źródeł Bugu i kierować się na północ od ujścia 

Ługu, nie dochodząc jednak do błot Poleskich. Odcinek Bugu, nnjsuchszy, mniej 

więcej od Uściługu do Dubienki, posiada najobficiej archeologiczne 
\^^l g i |(i szlsk u iii 

. . . dowody 1 ) starożytnego zamieszkania tych okolic, to też nam w^ja- 

południowy. J ' jo j > . j 

śnią np. miejsce przeprawy przez Bug i rozprawy z Rusią Bolesława 
Chrobrego, albo też umiejscowienie prawie jedynego poważnego starcia w r. 1792, 
kiedy to Dubienka zwróciła uwagę współczesnych na Kościuszkę — Siechnowickiego. 

Za Bugiem nie kończą się owe dogodne warunki, owszem na północ od do- 
liny Huczwy i Tanwi szlak się przeciągał na zachód, a dążąc do Pragi, musiał 
omijać ujście Sanu i tu w wygodnem miejscu przecinał Wisłę, a miejsce to — Za- 
wichost — musiało oddawna posiadać dość poważne znaczenie, jeżeli już w pierw- 
szych latach XIII w. Roman Halicki tu się przeprawił (gdzie w bitwie zginął), lub 
jeżeli w pół wieku potem, Wstydliwy tu zakładał klasztor Klarysek; to było moż- 
liwe tylko w miejscowości ludnej, od wieków obronnej. Powstanie Sandomierza 
między innemi przyczynami zawdzięcza swój rozkwit temu szlakowi, który dalej 
po lewej stronie Wisły sięgnął do Krakowa, przecinając żyzne gleby, zwykle gli- 
nie nawianej właściwe. Aż w Miechowskie 2 ) ciągną się archeologiczne ślady ko- 
czowników stepowych, z czasów, najpewniej poprzedzających wielkie wędrówki 
narodów. Temu szlakowi należy przypisać istnienie osobliwej krzewinki w oko- 
licach Sandomierza — parolislu wschodniego (Zygopbyllum Fabago), Azji Mniejszej 
właściwego; roślina ta, która najprawdopodobniej przywędrowała z koczownika- 
mi, obecnie pod Sandomierzem znajduje się w stanie wymierania. 

Dziejowo rozwinięty szlak Krakowsko-Sandomierski nawet w XIV wieku słu- 
żył dla połączenia ze Lwowem, wówczas, gdy „nowa" droga popod krawędziami 



') E. Majewski. Toporki kamienne w okolicach górnego Bugu i Styru (Pam. Fiz. 1898). 

2 ) Podtug łaskawie mi udzielonej wiadomości przez p. M. Wawrzenieckiego, który groma- 
dzi te dane. Z tych danych wynikałoby, że t. zw. kopiec Wandy, we wsi Mogile nad Dlubnią 
niedaleko Wisty, jest takim zabytkiem. (Częściowo ogłoszone w wydawnictwach Ak. Umiej. 
w Krakowie. Mat. tom X r. 1908). 



CZYNNIKI ŁĄCZĄCE. 165 

podgórza przez Bochnię, Rzeszów i Jarosław, tak znacznie krótsza, dopiero w XV 
wieku ostatecznie się ustaliła x ). 

Za Krakowem, a nawet i na północ od wyżynki Ojcowskiej, tej pod paro- 
ma względami minjatury Podola, liczne piaszczyste płaty ułatwiały, z pominięciem 
Krakowa, ruch w kierunku zachodnim, liczne płaty zaś gliny nawianej na grzbie- 
cie triasowym, po prawej stronie Odry, oraz na całem podgórzu sudeckiem, 
były dalszym ciągiem polan i lasu parkowego aż do Łużyc i dalej w środek 
Niemiec. 

Widzimy, że od brzegów morza Czarnego i od Dniepru, pomiędzy ujściem 
Desny a Trubeża, istnieje szlak, ciągnący się na zachód przez cały obszar ziem 
polskich w jego części południowej; len szlak dalej łączy się z analogicznemi 
szlakami w Europie zachodniej wzdłuż gór środkowo-uiemieckich. Ten szlak, 
używany przez człowieka od czasów najstarożytniejszych, silniej był uczęszczany 
w IV — VI stuleciach, a później jego znaczenie jeszcze raz się zaznaczyło, kiedy 
t. zw. Mongołowie, przepędziwszy zimę w Krakowie, 18 kwietnia 1241 r. spotkali 
opór pod Lignicą. 

Jeszcze parę razy (1259, 1287) tym szlakiem zapuszczali się t. zw. Mongoło- 
wie za Wisłę (nawet za Kazimierza Wielkiego), a późniejsze ich natarcia nie wy- 
chylały się za Bug. Szlak ten nie tylko oznaczał możność napadu, ale także od- 
wrotnie, korzystne warunki rolnictwa, a więc i zagęszczenia ludności i ułatwio- 
nych wszelkich stosunków międzyludzkich, musi więc być uważany za czynnik 
geograficzny dodatni dla rozwoju naszego obszaru i dla jego zjednoczenia. 

Na południe od tego wielkiego szlaku, następny szlak Złoty (Multański) cią- 
gnął się dalej po podkarpaciu, czasem wkraczając na podgórze, bo tam jako na 
glinie nawianej las był rzadszy lub nawet polanami świecił. Możność przesuwa- 
nia się, chociaż tamowana poniekąd dolinami rzek, z Karpat płynących, jednak 
istniała po prawej stronie Dniestru, a dalej po jego lewej stronie, mniej 
więcej od Jarosławia szlak rozdzielał się, a) wzdłuż Sanu szedł ku . za .. 
widłom Wisły-Sanu i b) odsuwał się od rzek, trzymając się podsta- 
wy trójkąta niziny Górnopolskiej, a dalej prawym brzegiem Wisły, aby od miej- 
sca, gdzie Wisła przerzyna skały jurskie (t. j. od Krakowa) posuwać się po obu 
stronach górnej Wisły i przeszedłszy w Głupczyckiem za Odrę, zlać się z wiel- 
kim, powyżej opisanym szlakiem. Znaczenie tego szlaku podgórskiego było mniej- 
sze, aniżeli poprzedniego, jednakże szczególniej od II st. po Chr. (t. j. od chwili 
podboju Dacji przez Rzymian) ruch na nim się ożywił 2 ). 

Z biegiem czasu, kiedy burzliwe wędrówki narodów, które najpewniej w w. 
III— VI absolutnie zmniejszyły liczebność zaludnienia — ucichły, a ludność w po- 
zornym letargu, w rzeczywistości zaś w pewnym spokoju mogła z powrotem zno- 
wu mocniej zwalczać opór przyrody, karczować lasy i nieświadomie, żywiołowo 
podnosić kulturę rzeczową, rozpoczęły się dwa zjawiska: od północy napady 
Normanów, Odrą i Wisłą dokonywane, od wschodu zaś — handel arabski. Mo- 



') St. Kutrzeba. Handel Polski ze wschodem (Przegląd Polski. 1903). 

St. Kutrzeba. Handel Krakowa w wiekach średnich (Rozpr. Ak. Umiejętn. 1903). 

2 ) K. Hadaczek. Kultura dorzecza Dniestru w epoce cesarstwa rzymskiego (Mater. antr.- 

arch. Ak. Urn. t. XII r. 1912). 



IGO 



ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 



nety, 
nowe 



c/j 



w 



wyroby ozdobne z kamieni, tylko w Azji spotykanych, oraz wyroby filigra- 
ze srebra, znaczą częste jego ślady i ). 

Poza wielkim szlakiem od stepów idącym, poza je- 
go uzupełnieniem podgórskiem i najbliższemi odgałęzie- 
niami, warunki przyrodzone na całym pozostałym obsza- 
rze przedstawiają już większą jednostajność, przyczem 
dla człowieka walka z lasem była tu daleko uciążliwsza, 
niż na południu, bliżej gór. Jeżeli nie brano w rachu- 
bę rzek, to drogi lądowe musiały się kierować przez las, 
słuszniej przez puszczę leśną. Łęgi nadrzeczne, dosko- 
nałe dla wypasu zwierząt domowych i dla zaczątków 
rolnictwa, tylko zrzadka pozwalały na wydeptanie ście- 
żek, deszcze bowiem lub wylewy rzeki zmuszały do 
przekładania równoległej ścieżki już w puszczy leśnej. 
Tu warunki miejscowe, jak żyzna gleba pod lasem w bli- 
skości łęgów, oraz łatwość stosunków międzyludzkich 
sprawiały, że kiedy kraj cały szumiał puszczą leśną, nad 
rzekami i jeziorami dawniejszy rybak i łowca przedzierz- 
gał się stopniowo w typ przejściowy, który do swego 
wyżywienia wprowadzał coraz więcej płodów rolnictwa 
i hodowli. 

Stosunki pokojowe czy też wrogie najłatwiej było 
drogą wodną odbywać, na lądzie zaś, gdy chodziło o ze- 
tknięcie z osadą, nie leżącą nad tą samą rzeką, człowiek 
musiał przez puszczę deptać ścieżki, a im był dalej od 
od wody, im był bliżej działu wodnego, tem ścieżka sta- 
wała się trwalszą i dogodniejszą. 

Stosunki międzyludzkie już w czasach neolitu spra- 
wiły, że bursztyn, któremu wówczas przypisywano wła- 
sności lecznicze i mityczne, rozchodził się daleko od 
Bałtyku, a w czasach kultury halsztackiej celowo za- 
puszczano się po bursztyn przez zachodnie krainj r na- 
szego obszaru do Bałtyku. W Etrurji, utrzymującej sto- 
sunki z krajami, nad górnym Dunajem leżącemi, nie 
mniej ceniony bursztyn sprowadzano z za Alp, co wresz- 
cie spowodowało ruch kupców etruskich w stronę Bał- 
tyku, a mogło się odbywać tylko przez Bramę Moraw- 
ską. Geograf rzymski, Plinjusz Młodszy, w I w. po Chr., 
opisuje wyprawę rycerza rzymskiego do Bałtyku, odby- 
tą za czasów Nerona. Ptolemeusz w II w. 
Droga handlu £, przytacza szereg miejscowości, le- 

bursztynowego. f , r , J , , ,f , 

żących na drodze handlu bursztynowego, 

pomiędzy Carnuntum nad Dunajem a ujściem Wisły. 



') Naprz. Znalezisko w Grodźcu (Zagłębie Dąbro\vskie),"przechowywane w zbiorach Tow. 
Krajozn v) Dąbrowie Górniczej. 



CZYNNIKI ŁĄCZĄCE. 1 67 

Dzięki pracy I. N. Sadowskiego x ) dzisiaj wiemy, że ta droga kierowała się po- 
czątkowo z Bramy Morawskiej lewym (suchszym!) brzegiem Odry, następnie prze- 
kraczała Odrę, omijała błoto Baryczy, zbliżając się do Prosny, którą przebywała 
w miejscu Calisia, a stąd szła ku brodom na Warcie koło Konina, tam skręcała 
ku zachodowi, obchodziła Gopło i dalej na Żnin i Osielsk dochodziła do prze- 
prawy nad dolną Brdą (w dół od dzisiejszej Bydgoszczy), a dalej posuwała się 
lewym brzegiem Wisły, aby ją przekroczyć przed rozgałęzieniem i skierować się 
ku morzu. Ta droga lądowa zlewała się najczęściej z drugorzędnemi działami 
wodnemi i fizjograficznie niczem dodatniem się nie wyróżniała, odwrotnie, mu- 
siała parokrotnie wymijać błota miejscowe, a jedynym czynnikiem geograficznym 
było położenie między ujściem Wisły z jego bursztynowem pobrzeżem Pruskiem 
a Bramą Morawską. 

Miejscowości, przecięte tą drogą, musiały szybciej podnosić się kulturalnie 
w porównaniu z miejscowościami, dalej od niej leżącemi. Wzory kultury rze- 
czowej, a za niemi i wzory pewnych związków społecznych tu musiały najpierw 
się zakorzenić, a przez to ludność prędzej od innej umiała obrabiać metale, roz- 
wijać garncarstwo, tworzyć miejsca obronne (zdaje się, że w niektórych, t. zw. 
„okopach szwedzkich", najstarszych, poprzedzających właściwą epokę grodzisko- 
wą, można doszukać się pośredniego wpływu obozu rzymskiego), 
a to pozwalało ulepszać rolnictwo, rozszerzać pola i stwarzać pewne ^ 

zaczątki państwowości. Przejście takiej drogi handlowej przez okolice może nie- 
co zbyt bagniste, lecz żyzne i obfitujące w łąki nadrzeczne i nadjeziorne, mu- 
siało wywołać podniesienie okolicy, która i bez tego miała swoje wielkie do- 
godności w licznych jeziorach i rzekach, gdyż te ułatwiały wyżywienie, dzięki ry- 
bactwu i ułatwiały wszechstronne stosunki międzyludzkie. 

Po wielkich wędrówkach narodów III — VI stuleci, zapewne, ziemie nad Go- 
płem leżące, wiele ludności utraciły, jednak stosunkowo stały wyżej od sąsied- 
nich, będących przeważnie zwartą puszczą leśną. 

Wkrótce po śmierci Karola W., zachód Europy zaczął podlegać całej grozie 
najazdów normańskich, ale te napady, zanim dosięgły dalekich okolic, już daleko 
dawniej musiały istnieć w bliźszem sąsiedztwie. Wielkie rzeki były drogami Nor- 
manów, z wielkich rzek zaś lądu Europy najbliżej Skandynawji leży ujście Odry, 
to też nie będzie przesady, jeżeli przyjmiemy, że najazdy Normanów w dorzeczu 
Odry, a później Wisły, musiały być znane już w VIII stuleciu. Dowody, zebrane 
przez Szajnochę w „Lechickim początku Polski", nie przekonywują o normańskim 
początku państwa polskiego, ale stwierdzają obecność Normanów na ziemiach 
Polski. Te najazdy zmuszały do rozwinięcia większej sprężystości gromadzkiej 
śród mieszkańców nad Wartą. Notecią i Wisłą, a łupiestwo i podbój, trzymając 
się dróg wodnych, dążyło do miejsc najludniejszych, i musiało się ześrodkować 
w okolicach Gopła. gdzie wyższy poziom kultury, łatwiejsze wyżywienie liczniej- 
szej ludności, połączenie obronności z obecnością dróg wodnych sprawiło, że 
rozwój polityczno-społeczny szybciej się tu potoczył. Z normańskich najazdów 
mogły pozostać zaledwie pojedyncze jednostki, ale plemiona przeszły ze stanu 



l ) I. N. Sadowski. Drogi handlowe rzymskie i greckie w dorzeczu Odry i Wisty (Wyd. 
Ak. Umiej. 1876). 



ItJ.S ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

federacji zaczątkowych do silnych monarchij. małych, lecz licznych, a walka 
między niemi doprowadziła do tego, że początkowo wypłynęła jakaś dynastja nad 
Gopłem (legenda o Popielu), aby ustąpić miejsce dynastji z nad Lednicy *) (Pia- 
stom). W tych czasach człowiek już zapanował nad puszczą leśną, łęgi rozrosły 
się w żyzne pola, to też mieszkańcy od sąsiadów byli wyróżniani jako mieszkań- 
cy pól, czyli Polanie a sama ziemia jako przymiotnik od wyrazu „pole" polską 
ziemią została nazwana, co w skróceniu na Polskę wyszło. (Analogja do „Hrvatska" 
lub w języku greckim, gdzie np. Indje nazywano Indike — hora). 

Ten szlak handlu rzymskiego od Bramy" Morawskiej do ujścia Wisły w cza- 
sie wielkich wędrówek narodów, uległ częściowo zarzuceniu i dopiero później 
stopniowo wrócił do życia, przyczem niektóre odcinki ożyły, jako miejscowego 
znaczenia drogi w wiekach średnich, inne zaś, przy dalszem opanowaniu lasu 
przez człowieka uległy skróceniu (np. od Konina do przeprawy pod Wyszogro- 
dem przez Brdę udało się skrócić na Inowrocław zamiast Żnina). 

W wieku IX i w początkach X, wraz z umocowaniem się między Odrą i Wi- 
słą państwo Piastów rozlewało się we wszystkie strony, na zachodzie Odrę prze-, 
kraczało, jednakże samo zetknięcie przez żyzne i ludne Kujawy z Wisłą, mu- 
siało wytworzyć parcie żywiołowe do rozlania państwa wzdłuż 

D o ppip 

. tej najdogodniejszej i najważniejszej z rzek zlewiska bałtyckiego. 
Nie tylko sieć rzek do tego ciągnęła, ale i zachęcały do tego lądo- 
we stosunki handlowe z odległym, lecz blaskiem kultury rzeczowej pociągającym 
Bizancjum i z bliższym Kijowem, który świecił przeważnie odbitem światłem od 
Bizancjum. 

Łatwe usadowienie się na Mazowszu pozwoliło wytknąć połączenie ze szla- 
kiem wołyńskim, a mianowicie wzdłuż prawego (niektóre miejsca na lewym brze- 
gu, np. Sieciechów, uczestniczyły w ruchu na tej drodze) brzegu Wisły aż poza 
ujście Wieprza, a stąd na wschód— wyżyną Lubelską. Zdaniem A. Szelągowskie- 
go 2 ) tą drogą odbyło się wyciągnięcie ręki Piastów po Ruś, jeszcze zapewne 
przed chrztem Polski Znaczna odległość od Poznania — Gniezna — Kruszwicy, 
a nawet od grodów nadwiślańskich Mazowsza sprawiła, że w roku 981 Włodzi- 
mierz, korzystając z kłopotów Mieszka na zachodzie, mógł z łatwością zająć gro- 
dy Czerwieńskie (które oprócz Przemyśla nad Sanem pewnie obejmo- 
roga w s roną wa jy dorzecze Sanu i może dorzecze górnego Bugu i Ługu). Szlak 
ten, chociaż lądowy, jednak częściowo i kierunkiem Wisły został 
wyznaczony i właściwie nigdy już później nie upadał, gdyż na prawym, wysokim 
brzegu Wisły, pominąwszy dość liczne doliny rzeczek i paru rzek większych, po- 
ważniejszych przeszkód drogi nie napotykały, odwrotnie wielce starożytne zalud- 
nienie nadwiślańskiego Mazowsza i dość rodzajne gleby sprawiły, że droga la aż 
do Bugu — Narwi obsługiwała kraj ludny i zamożny; nie gorszym był szlak od uj- 
ścia Wieprza do Bugu, który fizjograficznie odpowiadał poniekąd szlakowi wo- 
łyńskiemu, gdyż glinka nawiana bardziej tu sprzyjała lasom rzadszym i polanom. 
Ten szlak, ciągnący się od (Kijowa, Bugu) Puław wzdłuż Wisły, w okolicach 
Płocka, Dobrzynia i Włocławka, mający połączenie z lewym brzegiem rzeki i dalej 



*) M. Sokołowski. Zwaliska na ostrowie jeziora Lednicy. 1876. 
2 ) A. Szelągowski Najstarsze drogi z Polski na wschód 1909 



CZYNNIKI ŁĄCZĄCE. 169 

stąd, bądź przez Łęczycę, Koło, Konin i Pyzdry, zmierzający na zachód od Go- 
pła, bądź nieco ku północy przez Kruszwicę, Trzemeszno, Gniezno i działem 
wodnym wzdłuż Warty, między rzekami Główną a Cybiną, dochodził do Poznania. 

Od Poznania ten szlak prowadził wprost na zachód, głównie trzymając się 
lewobrzeżnego działu wodnego Warty przez Międzyrzecz do Lubusza 
(którego znaczenie w XIII w. przeszło na Frankfurt) i bardziej ku vvielkono] ke 
południowi przez Krosno przy ujściu Bobrawy do Gubina; pierwsza 
odnoga szła do Marchji, druga przyłączała się do wielkiego szlaku południowego. 

W wiekach średnich— jak widzimy, szlak północny wielkopolsko-mazowiecki 
wzmocnił czynniki, łączące omawiane kraje. 

Od drugiej połowy XII wieku rozpoczyna się ożywienie szlaku podgórskiego 
między Krakowem a Haliczem. 

Między północnym a południowym istniały połączenia, chociaż przed X wie- 
kiem, musiały być one bardzo podrzędnego znaczenia. Najważniejszą wówczas 
klamrą, łączącą Wielkopolskę z jej wyrobioną siecią dróg, promieniście rozcho- 
dzących się z Poznania ze szlakiem południowym podgórskim, był szlak, idący 
z Poznania ku Odrze, od zachodu obchodzący błota Baryczy mniej więcej tam, 
gdzie później wzrósł Rawicz, do brodów na Odrze, później nazwanych Dyhern- 
furtskiemi, skąd przypuszczalnie po obu stronach rzeki były szlaki do Opola 
i Raciborza i stamtąd, okrążając od południa właściwą wyżynę Gór- 
nośląską, unikając jednocześnie błotnistego działu wodnego miedzy Łączność Po- 
Odrą — Olszą a Wisłą, dosięgał górnej Wisły, aby dalej, okrążając ko- „ . 
tlinę Oświecimsko-Krakowską, od południa przez Tyniec dojść do 
Krakowa (na północy od tej kotliny musiało iść odgałęzienie, wkraczające w za- 
padłość Rudawy i dochodzące mniej więcej działem wodnym około Sikornika do 
Krakowa). Zczasem wytworzył się szlak krótszy, a mianowicie od Opola działem 
wodnym między Małopanwią a Kłodnicą po falistym grzbiecie, pokrytym gliną 
nawianą, gdzie później się zjawiły Wielkie Strzelce, Toszek i Pyskowice do By- 
tomia i dalej ku dolinie Rudawy. Bytom, chociaż leżał po prawej stronie Bry- 
nicy, tym szlakiem był związany z Krakowem tak dalece, że reszta tych więzów jako 
zależność od diecezji krakowskiej, dopiero przed stu dziesięciu laty została porwaną. 

Wiek XII znowu skraca ten szlak, gdyż od Krakowa odważa się skierować 
między wąwozy wyżyny Ojcowskiej na Przeginię (w XIV w. tu rozwinie się Ol- 
kusz), Sławków, Gołonóg, Sączów, Tarnowskie Gór} r do Toszka, a kiedy wiek XIV 
oderwie Śląsk od Polski, wówczas dopiero zjawi się konieczność dalszego skró- 
cenia drogi z Wielkopolski do Krakowa, która unika granicy śląskiej, a również 
i nie chce wkraczać w skalisty pas jury Częstochowsko- Krakowskiej, wówczas 
ożywiają się dwie odnogi szlaku w Wielkopolsce 1) od Poznania działem wodnym 
po lewej stronie Prosny (na Jarocin, Ostrów, Ostrzeszewo i Kępno) do Wielunia, 
albo też 2) przeciąwszy Prosnę w Pyzdrach lub w Kaliszu, działem wodnym 
między Prosną a Wartą do Wielunia, skąd do Częstochowy. 

Tu nowa miejscowość wówczas nabierała dzięki tej drodze znaczenie i od 
niej szlak miał iść na Żarki, Kromołów, Włodowice, Łosień do Sławkowa l ). 



l ) W XIV wieku wytworzyła się sieć dróg, krzyżujących się w Skale, na północ od Oj- 
cowa, 'de ona miała znaczenie bardziej miejscowe, na dalszy zaś cel mogła prowadzić ku Ma- 
zowszu, a nie ku Poznaniowi. (Liber Beneficiorum — Długosza). 



170 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

W tym czasie używano też bardzo okólnej drogi z Krakowa na Miechów, Przed- 
bórz do Kalisza. 

Ten sam wiek XIV przyniósł inne wielkie połączenia poprzez ziemie dawnej 
Polski, które swem znaczeniem już do końca XVIII wieku przeważało nad inne- 
mi szlakami. 

Potężniejąca Litwa, wzmagająca się w ludzi i ziemie, ustrojem zaś państwo- 
wym przypominająca zaledwie ustrój grodowy pierwszych Piastów, niechętna dla 
narzucającego się żywiołowo feodalizmu, a zagrożona od Bałtyku, musiała przez 
Niemców szukać pierwiastków cywilizacyjnych; nie mogła ich czerpać od sąsia- 
dów ze wschodu, którego ziemie jedne za drugiemi przyłączyła, ani od Tatarów, 
ani od dogorywającego Bizancjum, jedyną drogę widziała w zachodzie Europy, 
z którym chciała się łączyć niejako ponad głowami Niemców; to musiało Litwę 
skierować w jedyną stronę — w stronę Polski, która wówczas duże czyniąc postę- 
py, silnie poczynała się zbliżać ku Europie, a pozbawiona przez zakon krzyżowy 
polskich ziem przy ujściu Wisły, łatwo mogła się związać z Litwą. 

Wyżyna Podlaska a również międzyrzecze Podlaskie, które skutkiem małych 
stosunków z Litwą (lub wrogich — przysłowie na Mazowszu „tu Litwa popasała") 
były krainami, które wolno się rozwijały i przez to w sąsiedztwie błot i borów 
Poleskich mógł się przy źródłach Narwi utrzymać potężny szmat puszczy Biało- 
wieskiej. Jako kraje dość suche, musiały teraz zobaczyć zagęszczony ruch mię- 
dzy stolicą nad Wilją się rozwijającą, a dorzeczem Wisły. Początkowo droga na 
Kraków, krzyżując się z drogą wielkopolsko-mazowiecko-wołyńską, 

podniosła Lublin, z którego rozchodziła się na Kraków i Lwów, ale 
z Litwą. r ° x 

w ciągu stu lat utarła się droga do Węgrowa i Sokołowa, na zachód 

ku środkowi Wisły, gdzie na miejsce wymierających Piastów zogniskowywało się 

nowe życie państwowe Polski. Ta droga, która od Wilna skierowywała się na 

południowy zachód, wchodziła na dział wodny między Kotrą a Mereczanką i przy 

przecięciu z Niemnem podniosła Grodno, dalej skierowywała się na Białystok ku 

Drohiczynowi i Węgrowu. 

Gdy teraz ośrodkiem przyciągającym stała się Warszawa, to droga okazała 
się okólną i, stopniowo skrócając odległość, przeniosła się od Białegostoku na 
dział wodny między Bugiem a Narwią, przecinając Bug na wschód od Sierocka. 
Ponieważ jedną z przyczyn powstania Warszawy było jej położenie na zakończe- 
niu działu wodnego nad Wisłą, po którym łatwiej mogły być utorowane szlaki 
na południowy zachód na Bawę i Piotrków lub na Łęczycę, przeto wytworzył 
się szlak potężny od Wrocławia lub Poznania na zachodzie przez Warszawę, 
Grodno do Wilna. Tu on się nie kończył, bo nie mówiąc o skrzyżowaniu ze 
szlakiem, idącym wpoprzek z Bygi lub o odnodze do Dyneburga, odchodziły tu 
ku wschodowi szlaki, które trzymały się jako celu — Bramy Smoleńskiej. 

Te szlaki z Wilna nie szły wprost na wschód do Smoleńska, lecz dwoma 
odnogami bardziej ku północy i bardziej ku południowi skierowanemi, omijając 
źródła Wilji, trzymały się przeważnie kierunku moren czołowych, przyczem sa- 
ma droga nie trzyma się grzbietu nierównego i kamienistego, lecz idzie doń rów- 
nolegle po takich miejscach, gdzie pewna stoczystość nie pozwala na błota i za- 
hagnienie okolicy. 



GRANICE ZIEM DAWNEJ POLSKI. 171 

W ten sposób wiek XVI posiadł utorowany i uczęszczany szlak od środko- 
wych Niemiec przez Warszawę, Wilno, na Smoleńsk i Wiaźmę do Moskwy. 

Istniały i szlaki bardziej miejscowego znaczenia, które uzupełniały szlaki 
wielkie. Jak w zaraniu dziejów państwowych Polski szlaki południowe schodziły 
się w Krakowie, tak od XVI wieku w Warszawie, od samej zaś Warszawy wy- 
tworzyły się poważne szlaki do Królewca, jeszcze dawniej do Malborga przez 
Brodnicę, teraz przedłużone do Gdańska. W stronę południa, Warszawa połą- 
czyła się przez Kielce z Krakowem (i w stronę Wiednia). Ten szlak kierował się 
zapadłością Nidy przez Miechów, aby ominąć góry Śto-Krzyskie i wyżynę Olkuską. 

Na Litwie istniały szlaki od Rygi przez Kowno do Grodna i od Rygi przez 
Wilno, Mińsk w stronę Kijowa, który to szlak podrzędnego znaczenia był ponie- 
kąd spadkobiercą świetnych tradycyj wielkiej drogi normańskiej do Grecji. 

§ 34. Granice ziem dawnej Polski. 

Najważniejsze szlaki wodne i lądowe były czynnikami, łączącemi omawiane 
kraje. Jeżeli możność stosunków wewnątrz obszaru była czynnikiem wyrówny- 
wającym, to wpływy zewnętrzne przedostawały się ze wszystkich stron i były 
czynnikami różniczkującemi, skutkiem tego granica w zależności od swego poło- 
żenia i od swej istoty nabierała znaczenia czynnika wielce wpływowego, równo- 
znacznego z drogami wewnątrz obszaru. 

Granice naszego obszaru składały się z 

A. granic naturalnych: a) Bałtyk, b) m. Czarne i c) Sudety z Karpatami i 

B. z granic lądowych, w stosunku do losów człowieka niestałych, jako to: 
d) granica Odry, e) linja Dniestru (lub brama Dunajska), f) granica wschodnia. 

Brzeg Bałtyku od Rugji do Parnawy sam w sobie nie był zakończeniem lądu, 
bo wody Bałtyku, chociaż dość burzliwe, jednak płytkie, były bodźcem do rybo- 
łówstwa, które tu pracę człowieka świetnie opłacało. W czasach przeddziejo- 
wych człowiek był tu bardzo nieliczny, a same wybrzeża niewiele posiadają 
miejsc wyjątkowo uposażonych, któreby ułatwiały zagęszczenie ludności i jej 
rozwój. Dzięki wielkim rzekom, rola samego brzegu dla mieszkańców raczej 
mogła być bierna, niż czynna, tern bardziej, że szereg niedużych rzek, nieprzekra- 
czających wyżyny, pomagał tylko miejscowemu rozwojowi. Rozstrzygającym 
czynnikiem był wyższy poziom kultury rzeczowej i domniemane zróżniczkowanie 
społeczne po drugiej stronie Bałtyku. 

Dzieje rozpostarcia cywilizacji, a nadewszystko kultury rzeczowej z jej pra- 
źródeł nad Eufratem i Tygrysem wskazują, że stopniowo dość szybko zostały 
poddane jej wpływom kraje śródziemnomorskie, a później kiedy te wpływy pro- 
mieniowały wprost ku północy, to spotkały przeszkodę — Alpy. Do ziem polskich te 
wpływy docierały i przez drugą przeszkodę— Sudety i Karpaty. Jednocześnie brze- 
giem morskim dookoła półwyspu Iberyjskiego i przez ląd dolinami rzek starożytnej 
Galji, wpływy cywilizacji doszły do morza Niemieckiego i silnie zaczęły podnosić po- 
ziom kultury rzeczowej w Brytanji, Jutlandji i Skandynawji; to też w czasach neolitu 
i bronzu mieliśmy obraz taki, że wpływy, z południa przedzierające się do ziem pol- 
skich, jeszcze bardzo niewiele zdziałały, kiedy w Skandynawji już doszło do pewnego 
rodzaju rozkwitu, do wytworzenia miejscowych właściwości w zakresie kultury 
rzeczowej. 



172 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

Dwa obszary, zamieszkane przez ludzi, nie przedzielone pustynią ani góra- 
mi, lecz morzem — czynnikiem wysoce łączącym, dadzą się porównać do dwóch 
naczyń połączonych, w których płyn z wyższego poziomu prze w kierunku niż- 
szego, i taki właśnie mamy wyraźny obraz wpływu krain północnych na ziemie 
polskie. 

Ten schemat dziejowo-geograficzny wpływów cywilizac}'jnych, przejrzyście 
ujęty przez Sophusa Mullera *), doskonale charakteryzuje treść, a mianowicie, że 
środkowość naszego położenia za górami sprawiła, iż ziemie dawnej Polski rozwi- 
jały się później od Europy południowej, zachodniej i nawet od Skandynawji. 

Jeżeli ujścia czterech wielkich rzek ułatwiały wtargnięcie w głąb (wielka 

droga Normannów do Grecji w VII do X wieku, była tylko najsilniej wyrażonym 

wypadkiem poszczególnym, od dwóch tysięcy lat stopniowo przygotowanym), to 

ujścia tych rzek i cały szereg rzek mniejszych jak Persanta, Słupia, 

Bałtyku Łeba, Pasłęka, Pregoła i t. d., ze swemi wybornemi przystaniami 

w ujściach, ułatwiały wtargnięcie w głąb prawie na wyżynę Bałtycką, 

a to sprawiło, że całe pobrzeże Bałtyku aż po Niemen było kulturalnie związane 

Bałtykiem ze Skandynawją, a błotami Noteci i Pojezierza Pruskiego oddzielone od 

reszty obszaru, tem należy tłumaczyć trudność stosześćdziesięcioletnich wysiłków 

Piastów nad przyłączeniem Pomorza. 

Dolna Wisła, przerwa w błotach w jej sąsiedztwie i starożytna droga handlu 
bursztynowego sprawiły, że krwawa praca Krzywoustego, na zachodzie już w czter- 
dzieści siedem lat po jego śmierci zmarnowana, nad ujściem Wisły mogła po- 
ważniejsze przynieść wyniki. 

Tak samo Kuronja i ujście Dźwiny w związku były ze Skandynawją, a ten 
odwieczny stosunek wpływów, od Skandynawji przez morze idących sprawił, że 
w w. XVI i XVII Szwecja sięgała poprzez morze do ziem polskich nad Bałtykiem 
leżących, tak samo jak na zachodzie Norwegja z Danją mogły stanowić unję 
osobistą. 

Inne zupełnie znaczenie miało morze Czarne; jego wybrzeże od ujścia Du- 
naju do ujścia Dniepru, tak bliskie Grecji — zdawałoby się— powinno być łączni- 
kiem ziem dawnej Polski z Azją Mniejszą. Przecież od ujścia Dniestru do wzgórz 
Hissarliku, które legendową Troją, a słuszniej rozwiniętą kulturą mikeńską świe- 
ciły na 1500 lat przed Chr., jest tylko 750 km., t. j. odległość Warszawy od Ka- 
niowa. Najważniejszą przyczyną było, że to, co mogło stanowić siłę, tu było 
przeszkodą, a mianowicie stepy, z głębi Azji pasem nadmorskim się- 
P gające Podola, a przedłużające się lasem parkowym poprzez cały 

nasz obszar, ułatwiały wtargnięcie silnych organizacją zbrojną ste- 
powców, nie podnoszących kulturalnie, lecz rozbójniczych, a to przeszkadzało 
posuwaniu się wpływów pokojowych. Wprawdzie wpływy od Grecji szły nieza- 
przeczenie, ale stepy, za czasów Herodota, w V wieku przed Chr., aż do Dunaju 
były w ręku Scytów pasterskich i dopiero od w. III-II przed Chr,. mogły wpły- 
wy greckie posuwać się żwawiej, gdy Olbja nad limanem Dnieprowsko-Buskim 
nabrała znaczenia — wówczas jednak ten wpływ snadniej szedł wzdłuż Dniepru, 
niż Dniestru. 



J ) S. Muller. Urgeschichte Europas (tłum. niemieckie z duńskiego r. 1905). 



GRANICE ZIEM DAWNEJ POLSKI. 173 

Poziom kultury na wielkim niżu europejskim, dotychczas podległy wpływom 
stepowym i słabym wpływom ze Skandynawji, pozwalał na posunięcie się wzdłuż 
Dniepru. Kiedy ten wpływ posuwał się po podgórzu, spotykał wpływy kultury 
halsztackiej, idącej od Łużyc i od Bramy Morawskiej. Nadewszystko przeszka- 
dzała wpływom, od m. Czarnego idącym, ta okoliczność, że progi Dniepru niwe- 
czyły znaczenie tej wielkiej rzeki jako drogi, Boh był nawet do spławu nieprzy- 
datny, a Dniestr (patrz str. 103) posiadał dwie słabe strony i ta przyczyna działała 
od czasów neolitu aż do drugiej połowy XIX w., kiedy to kolej żelazna mogła 
skutecznie zwalczać przeszkody, stawiane człowiekowi przez rzeki. 

Wał sudecki i karpacki odgradzał od wpływów cywilizacyjnych tak skute- 
cznie, że drugiem następstwem było, iż te krainy daleko później zostały zalud- 
nione. Jeżeli od czasów najdawniejszych spotykamy dowody istnienia ludności 
w górach, to wyłącznie w dolinach lub kotlinach, ułatwiających przejście przez 
góry, np. w kotlinie Kładzkiej, nad Dunajcem i t. d., poza tem ludność wpierw 
się musiała zagęścić w kotlinach podgórskich, nawet na pasie wyżynowym i do- 
piero później posuwać się dolinami w górę rzek poszczególnych. 

To miało między innemi i następstwo etnograficzne, bo gdy ludność sło- 
wiańska po obu stronach Sudetów istniała pewnie od III — IV w., Sudety poza ko- 
tlinami Kładzką, Waldenburską i Hirszberską, oraz poza nielicznemi dolinami, 
były pustkowiem, a w XIII w., kiedy jednocześnie Piastowicze ścią- 
gali osadników Niemców, a toż samo czynili Przemyślidzi od strony . . . 

r u * i i • Ł • i- .i • i j - ■ • • • jako 9 ranica - 

Czech, to okazało się, ze nieliczne zaczątki ludności miejscowej zo- 
stały zalane falą przychodźców niemieckich, karczujących lasy na zboczach gór 
i wdzierających się dolinami coraz wyżej. Kiedy na podgórzu i nad Odrą ludność 
polska była nieco zmieszana z niemiecką, a tylko miasta wyrastały niemieckie, 
już wał gór Sudeckich został niemieckim. 

W Karpatach dzieje odmiennemi poszły torami. I tu zjawiały się miejsca, 
gdzie 6 — 8 nazw niemieckich zjawia się obok siebie, ale dzisiaj po tym żywiole 
z XIV w., innego śladu prawie nie zostało. Parcie ludności w góry odbywało 
się kilkoma szlakami. W Beskidzie zachodnim wogóle ludność posuwała się 
w górę dolin rzecznych, we wschodnim zaś od Czarnohory od cza- 
sów niepamiętnych istniał prąd wzdłuż podgórza po ziemiach ro- Ru p^ 
dzajnych, łatwych do uprawy, pokrytych lasem rzadkim; ten prąd, . . 

wolno w ciągu szeregu wieków odbywający się, da się objaśnić nie 
tylko przybywaniem nowych gromad ludzkich od stepów, lecz wystarczy przypu- 
ścić, że na wschodzie wyżyny Podolskiej lub na południe od niej następowało 
starcie ze stepowcami i przez to gromady ludzkie, usuwając się, wywierały pew- 
ne parcie na ludność osiadłą dawniej. W takim wypadku sąsiednie grupy zalud- 
nienia wywierały na siebie nacisk i powolne przesuwanie się w kierunku za- 
chodnim. Możność przenoszenia się i takie parcie skłaniały do słabszego zwią- 
zywania się z ziemią aniżeli przez pług, a więc większe zaufanie do „statku", to 
jest do zwierząt domowych. Takie posuwanie się ludności wołoskiej, które do- 
konywało się i wzdłuż południowego podgórza Karpat, czyli od strony Węgier, 
przypada na czasy już ustalonego zaludnienia na podgórzu i częściowo w doli- 
nach gór, to też pasterze wołoscy obejmowali resztę podgórza i grzbiety. W osta- 
tecznym wyniku mamy wypadkową dwóch ruchów, przyczem Polacy posuwali 



ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

się w głąb gór ławą od Krakowa po Sandomierz, Rusini w kierunku równole- 
głym do wału Beskidowego, a ich wypadkową jest dzisiejsza granica językowa 
w Beskidzie: nad górnym Sanem, w kotlinach, gdzie przeważa rola — istnieje prze- 
waga Polaków, w górach ludność mieszana, im zaś głębiej w góry, tem większa 
przewaga Rusinów, a lewe skrzydło posuwającej się ławy ruskiej (i wołoskiej) 
poniekąd najpóźniej musiało się zetknąć z ludnością polską i mogło się posunąć 
najdalej na zachód. To nam tłumaczy ich dojście do Grajcarka (inaczej Ruski 
Potok, albo Ruska Rzeka) aż pod Szczawnicę 1 ). 

Osadnictwo posuwało się w góry na zachodzie, a na wschodzie Karpat, nie- 
zależnie od ruchu na zachód, istniał też ruch i w stronę gór. Rozumie się, iż 
podobny kierunek osadnictwa istniał i na nizinie Węgierskiej, jednak te dwa ży- 
wiołowe ruchy nie zetknęły się na wielkich działach wodnych Beskidu, ale prze- 
waga okazała się po stronie ruchu, idącego z północy. Jeżeli tu mogła istnieć 
przyczyna w czasie, a mianowicie, po której stronie te wysiłki żywiołowe wcze- 
śniej wylały się w pewne ustalone czynniki państw, lub w czynniki, opierające 
się na państwie, to okazałoby się, że Węgrzy rozpoczęli to wcześniej 2 ). 

Stan obecny, czyli zamieszkiwanie Rusinów na południu Karpat wschodnich, 
a również i język polski, pod pozorem słowackiego istniejący nad górnym Po- 
pradem, Kisuczą, Orawą, i słowem, w wielkim rowie podbeskidowym, musi mieć 
przyczynę bardziej geograficzną, a mianowicie: od strony południowej spadki rzek 
i potoków są większe, niż od północnej (przeważnie stosunek jak 5 do 2). co do- 
skonale ilustrują przełęcze, np. Łubkowska i Dukielska, łagodnie opuszczająca się 
ku północy, daleko stromiej ku południowi, a to jest okolicznością, ułatwiającą 
posuwanie się człowieka szybsze od północy, niż od południa. 

Wał Sudecko-Karpacki, jako przeszkoda naturalna i górskie pustkowie leśne 
miały przerwy i każda z tych przerw miała znaczenie, już w §§ 2 i 3 omawiane. 
Nie należy jednak zapominać, że nawet najważniejsza z nich, Brama Morawska, 
traciła wielce, gdyż drogę ku Włochom zawsze zamykały potężne Alpy 3 ). W są- 
siedztwie takich przerw, na drodze, prowadzącej do przełęczy lub przerwy, albo 
i śród kotlin górskich, następowało ożywienie stosunków ludzkich, podniesienie 
kultury rzeczowej, a w wiekach średnich i ożywienie handlowe. Do najważniej- 
szych należą: kotlina Kładzka, północna część Bramy Morawskiej, Cieszyńskie, 
niektóre miejsca w zapadłości Nowotarskiej, kotlina Sądecka, „doły" Jasielskie 
i Sanockie, a do pewnego stopnia i kotlina Oświęcimsko-Krakowska 4 ). 

Zachodnie krańce ziem dawnej Polski Piastowskiej, ciągnęły się od bramy 
Łużyckiej do ujścia Odry. Przeszło dwieście lat ta linja była osią, około której 
toczyły się walki z Niemcami, i spadkobiercy Krzywoustego nie utrzymali dorze- 
cza Nissy Łużyckiej wówczas, kiedy o posiadanie Łużyc dbał Mieszko, a syn 
jego, Chrobry, silnie w nich się usadowił. Natomiast utrzymali granicę po lewej 



') Są jakieś niemożliwe do sprawdzenia podania o obecności Rusinów w Krościenku n. 
D. i w Grywałdzie. Jeżeli tak było, to lawa osadnictwa polskiego, prąca od północy, ogarnęła 
jakieś maleńkie forpoczty ruskie w XIV czy w XV Wieku. Takie podanie spotyka się nawet 
w Zub-Suchem koło Poronina. 

2 ) St. Zachorowski. Węgierskie i polskie osadnictwo Spiżu do połowy XIV w. 1909 r. 

3 ) Uwaga, po raz pierwszy uczyniona przez prof. E. Romera w Enc. Polskiej (1912). 
*) L Sawicki. Trzy bramy Karpackie (Kosmos 1911). 



GRANICE ZIEM DAWNEJ POLSKI. 175 

stronie Odry środkowej, zlewającą się z działem wodnym. Dopiero w roku 1185 
złożenie hołdu przez książąt na Szczecinie cesarzowi niemieckiemu 
i ustąpienie w tych czasach Śląska z ziemią Lubuską synom Włady- nJ y ' 

sława II, było początkiem cofania się narazie politycznego, a to pociągnęło za 
sobą i zmiany plemienne. 

Linja od Bramy Łużyckiej, lewym brzegiem Odry poprowadzona, 290 km. 
długa, była dość krótka w stosunku do obszaru Polski ówczesnej, przeszło 270 
tys. km. kw. mierzącej, tem bardziej, że strategicznie należało pomijać północny 
odcinek, a myśleć o obronie tylko 160 km. Wówczas puszcza leśna po lewej 
stronie Odry pomagała bronić kraju tak dalece, że raz jeden tylko Barbarossa 
w roku 1157 zdołał ją przebyć. 

Jeżeli nawet przypuścić zniknięcie puszczy (a więc i pomnożenie ludności 
do obrony), to linja ta była znakomitą do obrony; tylko obecność błotnistej Odry 
za Irontem, mogła nieco przeszkadzać, ale tak samo oba odcinki Obry mogły 
być drugą linja obronną, natomiast szlaki lądowe oraz Odra, Warta i Noteć, zna- 
komicie mogły łączyć różne okolice wnętrza kraju dla obrony Zaodrza środko- 
wego, błota zaś naprzeciw ujścia Warty, ochraniały prawe skrzydło od Brande- 
burga. Nieco trudniejsza linja Nissy Łużyckiej lub później Kwissy-Bobrawy, była 
bardzo krótka (do 100 km.), a do pewnego stopnia mogła tu pomagać obecność 
rzek równoległych. Jeżeli więc chodzi o granice, to od zachodu dawna Polska 
Piastów posiadała raczej warunki doskonałe, aniżeli niekorzystne. 

Znaczenie handlowe i kulturalne tej najważniejszej granicy, było tu nie- 
znaczne. Wprawdzie jest to na niżu Europejskim (do którego należ)' włączyć 
i góry Niemiec Środkowych aż do Alp) największe zwężenie pasa równinowego, 
ciągnącego się od Pirenejów aż do Uralu i w głąb Azji, jednakże ruch handlowy 
i wogóle międzyludzkie stosunki, odbywające się wzdłuż osi tej równiny, wcale 
nie były tak skrępowane, aby granic tej równiny, t. j. gór i morza nie miały ob- 
chodzić, Bez względu na to, czy te ruchy dotyczyły najazdu nowych plemion, 
handlu, osadnictwa pokojowego, czy też pielgrzymstwa lub wszelkich stosunków 
osobistych, to ruchy posiadały równoległą linję Dunaju, na południe od dorzecza 
Wisły, szlak odwiecznie bardzo ożywiony. Przez to w naszem zwężeniu nie było 
wzmożenia stosunków ludzkich i przyśpieszenia pulsu życia ludzkiego, gdyż 1) ruch 
w kierunku równoleżnikowym silnie się trzymał Pragi i wychylał się na nasz ob- 
szar z Kotliny Kładzkiej lub z Bramy Morawskiej, 2) ruch ten nie obcy był i na 
morzu na północy i 3) przerwy w wale górskim i kierunki rzek, zachęcały do 
ruchu w kierunku południkowym. 

Tylko południowa część tej linji— Łużyce— wciąż nabierała zna- 
czenia jako brama, wiodąca z ziem polskich w obszar kulturalnych y . 
Niemiec południowych i zachodnich i to znacznie wzmogło się w XIV 
i XV stuleciach. 

Na południowym wschodzie, historycznie najbardziej utrwaliła się granica 
przez Pokucie i Dniestr, w której można byłoby odróżniać niebezpieczną bramę 
Pokucką, 40 km. szeroką i względnie dość łatwy do obrony Dniestr. Nie tylko 
teoretyczne rozumowania, ale i historja kilkanaście razy za Jagiellonów narzucała 
granicę nieco dalej, a mianowicie granicę od wschodniego zagięcia Karpat Siedmio- 
grodzkich do ujścia Dunaju, wszystkiego 190 km.; jeżeli przyznać, że odnogi 



17(i ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

Dunaju 110 km. od Galaczu stwarzają warunki odrębne, które prawie za granicę 
naturalną można uważać, to otrzymamy wąski pas ziemi, niecałe 80 km., bramę 
Czarnomorską. 

Wielokrotne szukanie przez hospodarów mołdawskich opieki pierwszych Ja- 
giellonów, zagęszczało nici, wiążące Mołdawję z państwem polskiem, a szlak Złoty 
przez to ożywiał się, to też kiedy Konstantynopol w dziewięć lat po Warnie upadł, 
myśl polityczna w Polsce, załatwiwszy się z ujściem Wisły, musiała myśleć o Moł- 
dawji. Wyprawa Olbrachta 1497 r., rozpatrywana z punktu widze- 
" ac nia geograficzno-państwowego, da się porównać tylko z pokojem 

Budziszyńskim Chrobrego, zapewniającym Polsce północne Morawy 
i Łużyce lub też z nieugiętością Krzywoustego, gdy dążył do brzegów Bałtyku. 
Klęska Olbrachta, która na domiar złego pomogła żywiołom odśrodkowym do 
dalszego rozbioru władzy królewskiej, nie znalazła w Polsce należytej oceny i to 
później bez końca mściło się na potomności. W tym wypadku chodziło o za- 
gadnienie całego południowego wschodu państwa polsko-litewskiego. 

Przyłączenie ostateczne Multan przeniosłoby granicę z nad Dniestru na bra- 
mę Czarnomorską, co miałoby swą stronę niekorzystną w znacznem oddaleniu od 
kulturalnej i ludnej Wielkopolski i od rojnego w lud rycerski Mazowsza, a rów- 
nież obciążałoby Polskę znaczne przybliżenie do ogniska sił przepotężnego wroga, 
do Konstantynopola, który miał z tą granicą łatwe połączenie lądem i morzem. 
Dodatnie strony natomiast niezmiernie przeważałyby, bo czyniłyby granicę krótką 
i łatwo obronną, odejmowałyby Multany od rzeszy przypuszczalnych przeciwni- 
ków, a włączały do państwa Jagiellonów, gdzie, jako „wolni z wolnymi i równi 
z równymi", Wołosi weszliby w skład obrońców, a nadewszyslko umożliwiałoby 
to pokojowy rozwój ziem ruskich. 

Właściwie to zagadnienie ściśle się łączyło z drugiem, a mianowicie z ko- 
czownikami stepów, Tatarami. Ci niszczyciele i tępiciele wszelkiej pracy gospo- 
darczej i twórczej na Rusi, byli groźni tylko swem opieraniem się o Turcję i nie- 
zbyt wytężoną dążnością państwa polskiego na południowy wschód, umocowanie 
się zaś Polski w Multanach, odciągałoby stepy tatarskie od Turcji i daleko łatwiej 
możnaby było przywrócić granicę Witolda, gdy za pierwszych Ja- 

Step giellonów posiadano komory celne nad m. Czarnem. Nieutrzymanie 

tej granicy i nieprzyłączenie Multan wystawiło kraj na nieskończone 
najazdy Tatarów i wojny z Turcją; pociągało za sobą sprawę ko- 
zacką na Ukrainie i paraliżowało myśl i czyn państwa na wszystkich innych gra- 
nicach, a również nie dawało spokoju dla pracy i reform wewnętrznych. 

Nie utrzymawszy granicy morskiej na południo-wschodzie, Polska straciła 
szczery step; wówczas pozornie była to strata nieznaczna, ale ten step okrążał 
od północy m. Czarne i czynił z niego jezioro tureckie. Granica Polski więcej 
niż przez 300 lal chwiała się wzdłuż Kodymy i Siniuchy w kierunku do Dnie- 
pru, dość dobrze odgraniczając step, poprzerywany lasem od prawdziwych Dzi- 
kich Pól. 

Ta granica, pomimo ciągłych niepokojów tatarskich, a później i kozackich, 
nie była pozbawiona handlu, i to takiego, który dostarczał towarów dość drogich 
aż do zbytkownych, a co ważniejsza, o ile handel zachodu i przez Gdańsk miał 
dla Polski bilans czynny, o tyle tu zawsze był bierny, bo kupcy ormiańscy i inni 



GRANICE ZIEM DAWNEJ POLSKI. 



177 



ze wschodu przywozili towar drogi, a sami wywozili niewielkie ilości towarów, 
przeważnie tanich. 

Najdłuższą granicą lądową była wschodnia, i jeżeli utyskiwania, już XVI 
wieku sięgające o nieobronności granic gdzie mają słuszność, to od 
strony wschodu. Jednostajna równina śród krain leśnych, czasami Wschodnia 

«^PI3łl3» R7P* 

urozmaicona błotami, ale nigdzie w jednolity pas nie zgromadzonemi, ... . 

w czasach rzadkiego zaludnienia, trudna była nawet do ustalenia. 




B dboĄ 
D .©<,, 
L if-fA. 

P ftlcJk 
c <• 



Zoo .'/, 



Rys. 118- Brama Smoleńska. 



Należy wyróżnić kilka wielkich odcinków, tem bardziej, że w rozmaitych 
epokach niejednakowe posiadały znaczenie. Odcinek po prawej stronie Dźwiny 
był przeważnie dość bierny, słabe zaludnienie i liczne jeziora, a jeszcze bardziej 
i błota, przy nieco urozmaiconej powierzchni tu nie przedstawiały wprawdzie gra- 
nic naturalnych, ale powodowały znaczne utrudnienie ruchów we wszystkich sto- 
sunkach ludzkich. 

Bliżej morza, w Inflantach, dla handlu i dla prowadzenia wojny, za najdo- 
godniejszy czas uważano zimę, gdyż w innych porach roku, błotnistość wielce 



fiEOGRAFJA DAWNEJ POLSKJ. 



12 



178 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

przeszkadzała. Jeżeli gdzie można było spotkać się z nieco wyższym poziomem 

kultury rzeczowej, to w niemieckich Inflantach, jednakże średniowieczne feodalne 

stosunki w kraju o ludności rolniczej, absolutnie zdobywcom obcej, 

nie pozwalały na istnienie samodzielne owym średniowiecznym utwo- 

W inilfUlLaCn. ł Tir _i_ i i *i • 

roni rycerskim. Wyższa kultura ich mogła ciągnąc bądź do Szwe- 
cji, bądź do Polski — od pierwszej odpychała silna ręka monarchów: ponad pro- 
testancką Szwecję, woleli katolicką Polskę, bo instytucje wydały im się pokrew- 
niejsze; o sąsiedzie wschodnim o tyle myślano, aby w Polsce Zygmuntów i Ba- 
torego, przeciw niemu szukać opieki i oparcia. Niezdolni do samodzielności po- 
litycznej, dość kulturalni, umieli nawet w XVIII wieku tak swe interesy stanowe 
poprowadzić, że w zmienionej postaci potrafili do XX wieku przeciągnąć swoje 
położenie uprzywilejowane. 

Ten kawałek granicy był ciężkim dla państwa, tem bardziej, że w porówna- 
niu z etnograficzną Polską, a nawet z Rusią Halicką i ze Żmudzią były to krainy 
słabiej zaludnione, a jeżeli co kazało tu wysiłki kierować, to zabezpieczenie brze- 
gów Bałtyku; tu myśl Zamojskiego i Batorege wykazała zrozumienie zagadnienia. 
Po sześćdziesięcioletniej zależności od Polski (i to z przerwami), Ryga odpadła 
od Polski w roku wysiłków bohaterskich pod Chocimiem: na to, ażeby jednocze- 
śnie starczyć na dwa fronty tak odległe - sił nie było. 

Od Inflant do Witebska granica była dość spokojna, tylko za czasów Ol- 
gierda i Witołda te okolice miały znaczenie strategiczne, aby odżyć w szeregu 
wojen w drugiej połowie XVI wieku i w XVII wieku. 

Największe znaczenie posiadała Brama Smoleńska, gdzie wprost odległość 
między Wilnem a Moskwą 820 km., dzieliła się między państwa proporcjonalnie 
do rozporządzalnych sił wojennych, do poziomu techniki wojskowej, a czasem 
i poziomu oświaty w przewodnich kołach ludności, częściej do sprawności machi- 
ny państwowej. Rok 1812 przyniósł ostatnie starcie orężne na tym szlaku. 

Na południu od Smoleńska aż do stepów, granica chwiała się mniej więcej 

na zachodniej krawędzi wyżyny Srodkowo-rosyjskiej, przyczem obszary błotniste 

Polesia leżały dość blisko granicy, co utrudniało zagęszczenie ludności i ruchy 

wojskowe oraz handlowe: Czernichowszczyzna z Siewierszczyzną, tak 

\ am \ samo jak północ Witebskiego, były trudne przy ówczesnych drogach 
do utrzymania i do zlania kulturalnego. Państwo, od wschodu są- 
siadujące, miało granicę bliżej swych ognisk i błot (oprócz błot miejscowego, 
małego znaczenia) tam było niewiele, to też w każdej wojnie, bez względu na jej 
zakończenie, w początku państwo polsko-litewskie musiało ustępować. 

Im bardziej ku południowi, tem wartość gospodarcza krain zadnieprowych 
wzrastała, ale jednocześnie wzrastało niebezpieczeństwo, gdyż szlak Murawski oa 
Krymu na północ prowadził działem wodnym między Dnieprem a Donem. 

Cała granica wschodnia skutkiem słabego zaludnienia tych krain, wielkich 
odległości od najludniejszych i najzamożniejszych krain, na zachodzie leżących 
i małej ilości dróg, była wielce ciężka strategicznie. Pod względem handlowym 
tożsamość warunków fizycznych nie doprowadziła do poważniejszego ruchu obro- 
tów, to też dowóz do Moskwy jak i wywóz z Moskwy przez ziemie dawnej Pol- 
ski, mógł być przeważnie tranzytowym. Ten brak potrzeby, jaki panował w za- 
kresie handlu łącznie z dosyć wyraźną zmianą w klimacie (na wschód wyraźniej 



KRAINY DZIEJOWO CZYNNE I BIERNE. 179 

lądowy, str. 86), a może nadewszystko odmienność już nie poziomu kultury, lecz 
typów kulturalnych, sprawiły, że stosunki na tej granicy były bierne, 
w razie zaś istnienia stosunków handlowych, zarabiała tylko garść Bierność han- 
kupców w miastach białoruskich nad Dźwina, a wpływu podnieca- °w a granicy 
• ii, i • • , , ,,.... . . T , z Moskwą. 

jącego kulturalnie nie było po wschodniej stronie tej granicy. Jedy- 
na rzecz, która na wschodzie była siłą rzeczywistą, machina państwowa, choć 
sprawna i działająca skutecznie, dzięki małej oświacie i prostactwu wykonawców, 
nie była oceniona należycie ani w Polsce, ani na zachodzie Europy, dopóki 
w w. XVIII nie przyjęła zewnętrznych pozorów europejskich i nie okazała się 
potęgą. 

Ogół granic poza wschodnią ścianą, można uważać za wielce korzystny; 
utrzymanie ściany wschodniej było możliwe tylko przy utrzymaniu takiego stanu 
granic innych, aby pochłaniały jak najmniej wysiłków, tymczasem myśl polityczna 
rzadko skierowywała się w tę dziedzinę i wprost doprowadziła do rzeczy niezro- 
zumiałych, jak np. Prusy Książęce, shołdowane w połowie XV wieku, leżące 
w samym środku ziem polsko litewskich, nie tylko stopniowo nie uległy silniejsze- 
mu związaniu i wcieleniu, ale w dwieście lat później były zwolnione z lenna 
i połączywszy się z Brandeburgiem, dały hasło do uczynienia swego pomostu 
z ziem, leżących nad dolną Wisłą. 



§ 35. Krainy dziejowo czynne i bierne. 

Połączenia wodne i przeszkody pod postacią błot, szlaki dróg lądowych 
i przeszkody, napotykane w rzeźbie powierzchni, jak góry, krawędzie wyżyn lub 
jary, żyzność gleby i łatwość jej opanowania lub też piaszczystość i nieurodzaj- 
ność, rozmaitość szaty leśnej i dawność wpływów kulturalnych zewnętrznych, 
sprawiały, że zależnie od rozmaitego zestawienia i jakościowego na- 
pięcia tych czynników, na wielkiej równinie, na której państwo i na . 
ród polski się rozwijały, zjawiły się od czasów najdawniejszych pew- 
ne okolice, jak gdyby uprzywilejowane wobec pozostałych. Były to pierwsze 
ogniska, w których ludność prędzej doszła do pewnej zamożności, dzięki rol- 
nictwu, gdzie walka z przyrodą czyli z dzikim lasem, zwierzem, bezdrożem 
i z mrozem zimy o tyle się posunęła, że gromady ludzkie mogły swobodniej pra- 
cować na chleb powszedni. 

Pewien nadmiar wolnego czasu i rozporządzalnych sił, odpowiednio ujęty 
w karby zaczątkowej państwowości, mógł być skierowany na okolice sąsiednie, 
gdzie z zewnątrz przybywająca pomoc w karczowaniu lasów i sypaniu grodzisk, 
przyśpieszała zwiększenie zaludnienia w okolicach, które same przez się jeszcze 
nieprędko wynurzyłyby się z sennego sosen uroczyska. 

Każda z takich krain przodujących, inną odgrywała rolę, zależnie od epoki, 
gdyż położenie względem ognisk zewnętrznych kultury, oraz względem sąsiednich 
ziem polskich, nie było rzeczą niezmienną: z biegiem dziejów, jedne okolice upa- 
dały, inne się wznosiły; jeżeli wciągniemy do rysu porównawczego i czasy naj- 
nowsze, to otrzymamy obraz zgoła odmienny, jakkolwiek większość rysów teraź- 
niejszych, wyraźnemi korzeniami tkwi w zrozumiałej dla nas przeszłości. 



180 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

Najstarożytniejsze ogniska, skupiające ludność i organizujące ją państwowo, 
a zarazem różniczkujące ją społecznie, spotykamy dwa — jedno na zachodzie nad 
Gopłem (patrz str. 86), od którego promieniście rozszerzały się wpływy na 
wszystkie strony, oraz drugie — nad środkowym Dnieprem. 

Potężna rzeka, wprawdzie przerwana progami, była wielkim łącznikiem dla 
kmin, leżących nad nią i nad wielkiemi jej dopływami, i znaczenie tego łącznika, 
najlepiej się mogło wyrazić tam, gdzie najważniejsze dopływy już się połączyły 
z Dnieprem, a więc dopiero za ujściem Desny, tem bardziej, że w tem miejscu 
zwarty las kończy się, a rozpoczyna las parkowy; na lewym brzegu las mniejszą 
stanowił człowiekowi przeszkodę dla ruchu. 

Potężna dolina ze smugami starych koryt rzecznych, stawiała pewną prze- 
szkodę dla ruchu poprzecznego, a ponieważ step na Rusi dalej mógł ku północy 
stepowców doprowadzić na lewym brzegu, niż na prawym, przeto ludność szyb- 
ciej zaczęła się zagęszczać na obronnym, t. j. prawym. Tu się szybciej zaczęły 
rozszerzać pola i ziemia ta zupełnie jak nad Gopłem dała swym mieszkańcom na- 
zwę Polan. Główna ich siedziba była między Irpeniem, Rosią i Dnieprem. 

Obecność wielkiej kępy na Dnieprze (Truchanów Ostrów) ułatwiała przepra- 
wę i tu niespełna milę od ujścia Desny na łatwoobronnym wysokim prawym 
brzegu powstało miejsce, które skupiało handel, idący z Bizancjum, 
Warunki oraz ściągało wszelki ruch na wielkiej drodze normańskiej. Rozgło- 
geogra iczne , w IX i X stuleciu Kijów, promieniował swvm handlem zapewne 
Kijowa. .... , , . . . ... ,, 

już najmniej o sto lat wcześniej, wyciągając swe szlaki na północny 

wschód wzdłuż Desny. Był to raczej ruch osiedleńczy i później zdobywczy, 
wówczas, gdy wszechstronny rozwój najżwawiej mógł się dokonywać wzdłuż gra- 
nic lasu zwartego — ostatecznie nabrał znaczenia szlak wołyński. 

Trzeciem co do czasu powstania ogniskiem samodzielnem była ziemia Wi- 
ślan, ona obejmowała kotlinę Oświęcimsko-Krakowską, zachodnią część Krakow- 
sko-Sandomierskiej czyli zachodnią część niziny Górnopolskiej, przyległy skrawek 
podgórza i południowe, przylegające zakończenie wyżyny Srodkowopolskiej. 

Tu nad drogą wodną, Wisłą, ludność miała możność związania się w całość 
plemienną; bardzo starożytne ślady osiadłości na zachodzie tej okolicy (badania 
Kirkora), świadczą o bardzo starożytnych wpływach z za gór, co jest zrozumiałe 
wobec bliskości Bramy Morawskiej. Szereg rzek, z Beskidu płynących, ułatwiał 
ludności osiedlenie się na niżu, w bliskości podgórza, w miejscach łatwych dla 
rolnictwa, gdzie ludność dolin miała łatwość schronienia i obrony w lesistych 
górach, a rozszerzenie zaludnienia z łatwością wychylało się na nizinę, rozpo- 
startą nad Wisłą. Drogi, idące wzdłuż rzeki, musiały się do niej przybliżyć 
w miejscu zwężenia, gdzie skały jurskie, podchodzące do Beskidu, zostały prze- 
rwane przez Wisłę, tem bardziej, że te wzgórza i skały wzmagały 
Warunki obronność. Dawne ślady mieszkań przeddziejowych w Mnikowie, 

pows anią ng 5j[ (orn i| iU (gdzie później stanął kopiec Kościuszki) i w jaskiniach 
Krakowa. , . _ _ _, 1TT , n j 

Piekar wskazują, ze grzbiet między doliną Wisły a Rudawy (wcze- 
śniej aniżeli Wisła ustaliła się w swem obecnem korycie) jako miejsce obronne 
było wyzyskane jeszcze w paleolicie i neolicie. To samo dotyczy Skałki, Wawelu 
lub najbardziej się ku temu nadających Krzemionek (z t. zw. „kopcem Krakusa"), 
to też kiedy ludność poczęła się zgęszczać, to na tem połączeniu drogi wodnej 



KRAINY DZIEJOWO CZYNNE I BIERNE. 181 

z lądowemi, w miejscach obronnych skupiła się ludność, stwarzając Kraków. 
Rodzajność gleby w okolicy ułatwiała pracę człowieka, a bliskość wyż\ny Oj- 
cowskiej jako płat ziemi, przydatny do wyżywienia człowieka a wielce obronny, 
korzystnie uzupełniał warunki rozwoju. 

Najpóźniejsze co do czasu potężne ognisko samodzielnej państwowości nad 
Wilją, warunkami geograficznemi w pewnej mierze przypominało Gopło. Pełna 
jezior okolica z łęgami nadjeziornemi pozwalała wyżywić się okolicy i łatwo 
bronić się na wyspach jezior i na półwyspach, gdzie Troki ze swemi 

grodziskami i murami zamkowemi, wyraźnie wskazują na sztuczna Warunki 

. . , . vw..° ,, rp , Ł geograficzne 

obronność miejsc, znacznie poprzedzającą mury Witołdowe. loz a * 

samo dotyczy Krewa i Miednik. Te miejscowości były zalążkami, 

oddawna kiełkującemi pod wpływami drogi wodnej dolnego Niemna i Wilji, która 

wprowadzała w zetknięcie z kulturą rzeczową, rozwiniętą w Skandynawji. 

Najpewniej czasy najazdów normańskich i dorzecza Wilji nie oszczędziły, 
tylko, że posiew normański musiał tu cztery stulecia wschodzić w ukryciu, zanim 
go Mendog nie wyprowadził na światło dzienne, Witenes zaś uczynił wszystkie 
przygotowania dla Gedymina i jego synów genjalnych, którzy stworzyli państwo, 
będące prawie, że „ruską księgą o litewskim tytule". W XIV w. położenie nad 
Wilją, w środku między Dźwiną, Berezyną i Prypecią, było dość odlegle od Krzy- 
żaków, aby spokojnie zbierać nici rządów, a dość bliskie, aby Kowno wesprzeć 
w potrzebie, a brzegów Dubissy i Szeszupy pilnować. 

Każde z takich ognisk, rozwijając się, wciągało w siebie sąsiednie opola, na 
Rusi pohosty, przyczem następował większy spokój i stałość stosunków, a przez 
ułatwione karczowanie lasów i pewność zbiorów rolniczych. Od Kruszwicy pro- 
mieniejąc, więzy państwowe Popielów a później Piastów doszły do Wisły, na za- 
chodzie Gniezno objęły, a gdy Poznań przy ujściu Cybiny do Warty stał się no- 
wym obozem, z którego łatwiej było pośpieszyć za Odrę, jednocześnie w IX 
i w początku X w., prawobrzeżne Mazowsze wchodziło opole za opolem, gród 
za grodem w krąg polityki Piastów; jest w tem jakby pierwowzór tego, co w XIV 
wieku nad Wilją się odbywało. 

Prawy brzeg Wisły od Drwęcy (słuszniej Ossy) do Bugu-Narwi, już wówczas 
stosunkowo gęsto zaludniony, nie był samodzielnem ogniskiem państwa, ale mu- 
siał się tu żywioł rycerski i osadniczy raźno posuwać w górę rzek, kiedy po 

upadku Śmiałego, jego następcy tu stolice przenieśli, przeszło pół wie- 

i ., . . , • t A ■■ • x a • m i • n • iv Mazowsze, 

ku unikając świeżej trad\cji moznowładczej w Krakowie. Dwaj Pia- 
stowie stąd usiłują żelazną ręką kierować podbojem Pomorza. Obecność dworu 
monarszego silnie musiała podnieść okolicę, to też pierwszej połowy XII w. się- 
gają romańskie świątynie w Płocku i Czerwińsku. 

Jak rozwój rojnego Mazowsza nad Wisłą był odbitem na wschód światłem 
z nad Gopła i Warty, tak samo ognisko zaludnienia nad Odrą, Wrocław doszedł 
do znaczenia, jako odbicie pracy i siły Piastów w południowo-za- 
chodnim kierunku. Bliskość przyłęczy Kamieniogórskiej i kotliny 
Kładzkiej, drogi na zachód przez Łużyce, względna bliskość Bramy Morawskiej, 
dokąd prowadziła droga wodna, Odra, była świetnemi warunkami, ale na zaraniu 
naszych dziejów, ludność była rzadka, a wiara w obronność puszczy leśnej raczej 



182 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

radziła odstępować od Łuźyc, niż z siekierą i pługiem wedrzeć się w lasy za- 
odrzańskie. 

Niezależnem zupełnie ogniskiem było ujście Odry, które w sobie łączyło 
parę rozmaitych szczegółów fizjograficznych: północno-wschodnie zakończenie wy- 
żyny Meklenburskiej, wyspę Rugję, ujściowy niż nadodrzański z potężną drogą 
wodną, z wyspami Urżną i Wolinem, zalewem Szczecińskim i jeziorami, oraz pół- 
nocno-zachodnią krawędzią wyżyny Pomorskiej. 

Czas rozkwitu w zaraniu dziejów, przypada na wiek IX i na połowę X, a po- 
dania i historyczne wiadomości o Julinie, wyraźnie świadczą nie o rozwoju pier- 
wiastków miejscowych, lecz o wpływie ze Skandynawji. Nie ujście Odry było 
pod wpływem ziem dawnej Polski, ale odwrotnie raczej, jako miejsce postoju 
normańskiego, wpływało na dorzecze Odry. Dopiero w późnem średniowieczu 
wpływ Rugji i Szczecina rozszerzył się na pewne części lądu, politycznie wytwa- 
rzając księstwo zachodnio-pomorskie, które początkowo w w. XII związane z Pol- 
ską, przy osłabieniu siły Piastów, przesunęło się do cesarstwa Niemieckiego. Po- 
łożenie' ujściowe zawsze nadawało znaczenie tej ziemicy, od czasu zaś rozrostu 
Berlina w XVIII w. Szczecin zyskuje coraz więcej jako przystań morska, obsłu- 
gująca Berlin. 

Chociaż ujście Wisły leży dalej ku wschodowi (patrz str. 155), jednak wa- 
runki fizjograficzne sieci rzecznej sprawiły, że rozwój Gdańska u jej ujścia zna- 
cznie prześcignął Szczecin. Ten rozwój był dokonany kosztem Rzeczypospolitej 
nie tylko materjalnym, ale i politycznym, bo istnienie prawie niezależnego mia- 
sta, niesłychanie bogatego, u wrót Polski było jednym z rysów niezupełnego 
zjednoczenia się państwa. Przez to mógł się utrzymać obcy języko- 
wo charakter miasta. Bogactwo miało takie następstwo, że gmina 
kupców, żyjąca i bogacąca się handlem z Polską, mogła się dzięki temu utrzy- 
mać na dość wysokim poziomie kultury. Szczególniej w zakresie kultur) rzeczo- 
wej Gdańsk dochodził nawet do pewnych rysów samodzielności (odrodzenie wło- 
skie w architekturze) i przez to posiadał raczej siłę przyciągającą dla ludności 
sąsiedniego Kociewa i Kaszubów — ta prawie rzeczpospolita Gdańska, położona 
w najważniejszym geograficznie punkcie Rzeczypospolitej, była czynnikiem od- 
środkowym. 

Królewiec przy ujściu Pregoły mógł stanowić mocne ognisko w zakresie sto- 
sunków miejscowych, gdyż położony nad ujściem rzeki, która składa się z czte- 
rech żeglownych strumieni, promieniście rozchodzących się, mógł korzystać przez 
Dejmę z handlu Litwy i częściowo Gdańska. 

Ognisko życia nad górną Wisłą zczasem rozszerzało się wzdłuż tych szla- 
ków, których istnienie podnosiło znaczenie samego Krakowa, a więc 1) przez 
żyzne okolice po lewym brzegu Wisły aż po Sandomierz, wytwarzając mnóstwo 
miejscowości z gęstszą ludnością, która w XVI w. kulturalnością poczęła wyprze- 
dzać Wielkopolaków, i 2) wzdłuż krawędzi podgórza, stwarzając cały szereg 
miejscowości, zależnie od fizjografji, jak Wieliczka, Bochnia, Tarnów, Rzeszów, 
Jarosław, Przemyśl, przyczem ostatniemi ogniwami tego wpływu należałoby uznać 
na południu miasta dołów Jasielskich i Sanockich, na wschodzie zaś — Lwów. 

Nad Dniestrem, w miejscu, gdzie nizina górnodniestrzańska przewęża się na 
dwa płaty — Samborski i Stanisławowski, a więc gdzie wyżyna Podolska przybliża 



KRAINY DZIEJOWO CZYNNE I BIERNE. 183 

się do podgórza, czyli w warunkach przypominających Kraków, przy ujściu Łu- 
kwi prawdopodobnie koło X stulecia nastąpiło zagęszczenie ludności. Miejsco- 
wości Krylos, Pitrzycz, oraz S-ty Stanisław, dawniejsze od dzisiejszego miasteczka 
Halicza, razem tworzyły nagromadzenie sił zbrojnych, a później i duchowieństwa, 
czyli stały się stolicą obszaru, dość samodzielnie rozwijającego się. 

Zapewne, że zamierzchły wpływ Rzymu, który w II i III stuleciach, tu naj- 
bliżej swemi granicami (podobno w Zaleszczykach) podszedł, był tu bardzo zna- 
czny, jak tego wyraźnie dowodzą dane archeologiczne. Jednakże położenia na 
szlaku podkarpackim dawniej bardzo dogodne — w IV i V stuleciach mogło się 
odbić tragicznie, bo hordy tędy przelewające się, mogły unicestwić opanowanie 
ziemi przez człowieka, wprost zabierając z sobą większość zaludnienia. Wpływy 
zewnętrzne, korzystnie działające można stwierdzić raczej te, które szły od Bi- 
zancjum, niż skądinąd, i to w niewielkim stopniu; one zapewne wkrót- 

C U Q I j p 7 

ce po uspokojeniu się wędrówki narodów wznowiły się, odległość 
zaś od ognisk państwowości w Krakowie i Kijowie, pozwoliła na rozwój dość sa- 
modzielny. Osiadający tu Rurykowicze unikali wiecznych waśni o tron kijowski, 
a natomiast pragnęli ugruntowania władzy i stworzenia potęgi na miejscu. Ła- 
twość rolnictwa na żyznych ziemiach i niejaka droga wodna, ułatwiały to zada- 
nie tak dalece, że rozpościerały swą władzę na podkarpaciu w dorzecze Wisły, 
na Przemyśl i Chełm. Kulturalny rozwój istniał nawet bardzo zdrowy, gdyż stop- 
niowy i formami spolecznemi w wyższym stopniu, niż w stronę Kijowa, skłaniał 
się ku Europie zachodniej. 

W XIII stuleciu najazdy Tatarów zmiotły samodzielność książąt Halickich, 
to też ludność kulturalniejsza cofała się bardziej ku zachodowi, aż spotkała się 
z żywiołowem dążeniem mieszczan niemieckich, idących na wschód i rolników 
mazurskich, wdzierających się w górę Bugu i Sanu. Jako wypadkowa tych dą- 
żeń zjawiła się osada ludzka na dziale wodnym, czyli pozbawiona dobrodziejstwa 
dróg wodnych, natomiast leżąca na szlaku, łączącym Dniestr, Bug i San, niedale- 
ko od szlaku podgórskiego, na zachodnim krańcu wyżyny Podol- 
skiej. Tu Lwów, leżący przy obniżeniu Roztocza, miał otwartą moż- 
ność skierowania dróg na wschód w stronę Wołynia i północy Podola, w stronę 
wyżyny Lubelskiej i na zachód znakomicie się łączył z Krakowem. Te warunki 
geograficzne w połączeniu z dziejami osadnictwa mazowieckiego i parcia miesz- 
czan Niemców na wschód, spowodowały powstanie Lwowa, do potęgi zaś dopro- 
wadził Lwów jeden ze zwrotów w dziejach handlu światowego (na miarkę XIV 
wieku!), a mianowicie, gdy równolegle do handlu ze wschodem na morzu Sród- 
ziemnem, obsługiwanem przez Wenecję i częściowo Genuę, pewna, dość znaczna 
odnoga tego handlu utrwaliła się na m. Czarnem przy pomocy Genueńczyków, 
oraz od ujść Dniepru i Dniestru skierowała się po podkarpaciu na północny za- 
chód. Ten handel podniósł do pewnego stopnia Kamieniec, ale nadewszystko 
Lwów i Kraków, od bramy Morawskiej zaś oddzielał odnogi na Wiedeń i Pragę, 
a nawet ożywiająco oddziaływał na Wrocław. 

Upadek Konstantynopola chwilowo wywołał zupełny zastój, lecz w ciągu lat 30 
pośrednictwo Ormian ułatwiło częściowe ożywienie tego handlu. Tak samo jak 
Gdańsk wzamian zboża oraz wytworów rolnictwa i leśnictwa wprowadzał przed- 
mioty komlortu i zbytku, a rzadko kiedy przedmioty pożyteczne, tak samo Lwów 



184 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

za gotówkę z Polski płynącą, przy nieznacznym wywozie polskim w tę stronę, 
wprowadza! wschodnie towary takiego samego gospodarczego przeznaczenia jak 
i Gdańsk. Tu jednakże podobieństwo się kończy, bo mieszczaństwo lwowskie, 
złożone z kilku pierwiastków plemiennych z częścią składową polską, już w koń- 
cu XV w. było polskie; kiedy w Gdańsku literatura niemiecka znajdowała uzna- 
nie, Lwów dostarczał niepoślednich pracowników pióra polskiego; 

an ^ kiedy zazdrosny o swą odrębność Gdańsk, za kolosalne zyski, z han- 
dlu polskiego ciągnione, tylko ustępując pod przymusem z ledwością, 
zrzadka i skąpo się przyczyniał pieniężnie do zaspokojenia potrzeb państwa, 
wówczas dbały o swe przywileje Lwów, organizował nie tylko swój handel, ale 
często i obronę murów z wyraźnym pożytkiem rzeczypospolitej x ). Tam przykład 
wyłamywania się, tu przykład porządku. To też Lwów był nazywany i był „przy- 
sporzycielem polskości. 

Kijowskie ognisko państwowości i kultury promieniowało niby na wszystkie 
strony, ale Halicz mógł mu się przeciwstawić, wnosząc do swego życia społeczne- 
go pierwiastki zachodnio-europejskie; tak samo też Wołyń, tak samo i wyżyna 
Podolska, politycznie bierne jednostki nie stawały się podporą Kijowa; jego wpływ 
skutecznie szedł tylko szlakiem siewierskim na północny wschód, gdzie zczasem 
śród plemion fińskich i tursko-tatarskich stworzył nową potęgę państwową wów- 
czas, kiedy nici między Suzdalem a Kijowem były porwane. Kijów promienio- 
wał też na północ wzdłuż drogi normańskiej i tu skrzyżowanie tej drogi ze szla- 
kiem, łączącym Wilno z Moskwą, podnosiło gospodarczo i poniekąd kulturalnie 
Orszę, Smoleńsk, Połock i Witebsk, jednakże te ośrodki nieznacznych księstw 
nigdy nie doszły do znaczenia czynnika, nawet wtórnem światłem świecącego — 
były to punkty strategiczne dla handlu ryskiego, nawet handlowe, ale kulturalnie 
i politycznie bierne, jak i przez cały ciąg dziejów bierne były losy Białorusi, 

Promieniowanie Wilna, najpóźniej dochodzącego do głosu, było znaczne i na 
wszystkie strony dość równomierne, ale nigdzie nie wywołało jakiegoś ogniska 
wtórnego, co jest tern osobliwsze, że położenie Kowna jest wyjątkowo znakomite 
między ujściem Niewiaży i Wilji ze Świętą do Niemna, przy jego załamie. 

Ujście Dźwiny z Rygą były w zmniejszonym stopniu obrazem Szczecina 
i Gdańska, gorszy zaś klimat i wąskie dorzecze Dźwiny, pozbawione poważniej- 
szych dopływów, poniekąd wyrównywało się łącznością handlową Połocka i Wi- 
tebska z Orszą i Smoleńskiem, a więc z ruchem na górnym Dnieprze. 

Między dolnym Niemnem, obfitym w wodę i wygodnym dla żeglugi, a uj- 
ściem Dźwiny z rozwiniętym handlem Rygi. leży półwysep Kuroński, którego śro- 
dek zajmuje wyżyna Żmudzko-Kurońska. Ten kraj może korzystać na zewnątrz 
z Niemna, Dźwiny i nadewszyslko morza, a wewnątrz może korzystać z Jury, 
Dubissy, tak blisko i wygodnie podchodzącej do Windawy oraz Niewiaży. pod- 
chodzącej do Lawenny. Kraj, posiadający gleby, nieraz bardzo żyzne choć zimne 
na morenach dennych, z obfitością dużych głazów narzutowych i niepozbawiony 
wapna, a więc mający ułatwione warunki budownictwa, kraj od zamierzchłych 
czasów podlegający wpływom Skandynawji, który w Kownie, przy ujściu Niewia- 
ży do Niemna posiadał tak znakomite warunki dla większego miasta, obszarem 



'.) W. Łoziński. Prawem i lewem 1906 



PODZIAŁ ZIEM DAWNEJ POLSKI. 185 

dochodzący do 60 tys. km., nigdy nie był ogniskiem samodzielnem, a nawet 
i przyjmując biernie wpływy zewnętrzne, nigdy nie podniósł się na nieco wyższy 
poziom kulturalny. Da się to wytłumaczyć tem, że te doskonałe warunki geogra- 
ficzne we wpływach na człowieka nie sumowały się, a działając częściowo, wy- 
twarzały zjawiska, oddzielnie oddziaływające na losy ludności i kraju, a nawet 
były sobie przeciwstawiane, bo już w XIII w., kiedy na wschód od Kowna rozpo- 
czynało się zcalenie państwa Litewskiego, tu odwiecznie działające 
czynniki geograficzne, z pokrewnych plemion wytworzyły dwie gro- . „ . 
mady o nieco odmiennych językach; jak wpływał daleko Niemen swe- 
mi dopływami, tam była Żmudź, gdzie morze— tam Łotwa, a bliższa morzu i Ry- 
dze Łotwa odrazu była zajęta przez Niemców, wówczas, gdy Żmudź, oparta 
o Kowno- Wilno, nie dała się opanować. Od w. XV kultura polska zaczęła wkra- 
czać na Żmudź, gdy na Łotwie Kurońskiej Niemcy się gruntowali; ten podział 
między wpływy różnorodne nie wytworzył całości, lecz kilka składników, albo 
zwalczających się, albo biernie sobie przeciwstawnych. Dopiero w XIX stuleciu 
ten szmat kraju wysunął się nieco po przed ziemie, otaczające względnie lepszą 
technikę rolną, oraz pewnem dążeniem całej masy ludowej Łotyszów i Zmudzi- 
nów do oświaty. 



§ 36. Podział ziem dawnej Polski. 

Wiek XIX zmienił rolę krain poszczególnych: granice polityczne zaczęły wy- 
twarzać odrębne, czasem rozbieżne interesy gospodarcze, ciążenie państwowe do 
ognisk władzy, leżących poza naszym obszarem stwarza warunki nowe, wciąż 
nieumocowane w przeszłości, często z odwiecznemi dążnościami sprzeczne. Prze- 
prowadzenie kolei, zaniedbanie dróg wodnych (częściowe w państwie austrjac- 
kiem, zupełne w państwie rosyjskiem), uwłaszczenie włościan, powstanie kilku 
miast wielkich i zjawienie się węgla kamiennego, tego ożywczego czynnika, na 
zbiegu granic trzech państw, są to czynniki, które wciąż jeszcze działają, przera- 
dzając dawne ogniska i więzy gospodarcze oraz społeczne. 

Zobrazowanie tego przewrotu może być dokonane tylko w części szcze- 
gółowej. 

Na obszarze ziem, które w jednej czy innej epoce wchodziły w skład daw- 
nej Polski, śród rozmaitych warunków łizycznych widzimy, że przeważna część 
krain poszczególnych, była dziejowo bierna — wytworzyło się mniej lub więcej 
samorzutnie kilka ognisk czynnych i większa ilość zależnych od poprzednich. 
Poza niemi ogromna większość krain była bierna, przyczem nawet jednostki fizjo- 
graficzne, tak podatne dla pracy człowieka jak wyżyna Lubelska lub Wołyńska, 
życia samodzielniejszego nie wytwarzały, a nawet bierna była Żmudź z Kuronją. 
Dzieląc cały obszar na krainy geograficzne, t. j. takie, na których człowiek znaj- 
dował pewne podobieństwo warunków, musielibyśmy wprowadzić wiele podzia- 
łów bardzo szczegółowych, przyczem wytwory życia dziejowego musiałyby być 
porozrywane (Małopolska), natomiast wypadałoby łączyć krainy o dziejach od- 
rębnych (Zachodnie i Wschodnie Pomorze). To też należy tu ostrożnie się po- 
siłkować granicami fizjograQcznemi, a zarazem uwzględniać warunki, wytworzone 



18(5 ZIEMIE DAWNEJ POLSKI JAKO CAŁOŚĆ. 

przez historję, czasem nawet współczesne warunki gospodarcze i wogóle zakres 
pracy ludzkiej i oddziaływań stosunków społecznych. Taki podział nie może być 
jednolitym (każda klasyfikacja jednolita musi być sztuczna), lecz musi być wyni- 
kiem różnych czynników, oddziaływujących pośrednio na losy człowieka. 

Od zachodu leży: 1) Pomorze Zachodnie do Persanty, tu Odra, chociaż prze- 
rywa wyżynę, jednak nie należy jej uważać za czynnik rozdzielający J ), gdyż prze- 
prawy są tu łatwe, a nizina na północ od najwyższych miejsc wyżyny Bałtyckiej 
jest dość szeroka. 2) Ziemia Lubuska, na północy sięgająca błot ujściowych No- 
teci i ich dalszego ciągu, na wschodzie do rzeczki Ołoboku. 3) Śląsk do Bary- 
czy na północy, do grzbietu jurskiego na wschodzie i zakończenia wyżyny Ślą- 
skiej na południo -wschodzie, a) Ziemia Opolska i b) Śląsk właściwy. 4) Pomorze 
Gdańskie. 5) Wielkopolska z Mazowszem, a) Wielkopolska z ziemią Sieradzką i Łę- 
czycką, b) Kujawy, c) Ziemia Chełmińska, d) Ziemia Dobrzyńska, e) Mazowsze lewo- 
brzeżne i f) Mazowsze prawobrzeżne. 6) Małopolska, a) Krakowskie i Sandomier- 
skie i b) wyżyna Lubelska z dorzeczem rzeki Sanu. 7) Halickie z Pokiuiem. 
8) Ruś, a) Wołyń, b) Podole, c) Unraina. 9) Polesie. 10) Litwa. 11) Białoruś. 
12) Witebszczyzna. 13) Inflanty i 14) Żmudź z Kuronją, a) Zmudż i b) Kuronja. 



x ) E. Romer. Wstęp do fizjografji powiatu Mieleckiego (Kosmos 1911). Autor robi słuszne 
spostrzeżenie, że Wisła tylko tam jest granicą, gdzie z obu stron podchodzi do niej wyżyna, gdy 
zaś podchodzą niziny, chociaż z jednej strony, tam rzeka nie rozdziela, lecz łączy. 



VIII. KULTURA POLSKA 



§ 37. Pochodzenie kultury dawnej Polski. 

Ani kultura rzeczowa, ani cywilizacja, które stały się własnością ludów, za- 
mieszkałych między Bałtykiem a Karpatami, nie powstały samodzielnie na miej- 
scu, co więcej — poszczególne ich pierwiastki przybywały z zewnątrz, a nie zdą- 
żywszy rozwinąć się dalej samoistnie, znowu podlegały wpływom obcym. 

Jakie to były wpływy i skąd pochodziły? 

Pomijając skład plemienny ludności na omawianym obszarze, należy zwró- 
cić uwagę na położenie geograficzne względem najdawniejszych ognisk cywiliza- 
cji, z których wykwitła dzisiejsza cywilizacja europejska. Za najstarsze ognisko 
cywilizacji uważamy dziś Mezopotamję, Egipt za nieco młodsze, lecz dalej posu- 
nięte; promieniowanie tych ognisk przez Syrję, Fenicję i Azję Mniej- 
sza sprawiło, że w Grecji ludzkość znalazła warunki najbardziej ... 

. . -, i • • „ , ^ e . J cywilizacji, 

sprzyjające dalszemu rozwojowi, zapoczątkowanemu nad Lulratem 

i Nilem. Świat helleński nie tylko wchłonął w siebie pierwiastki cywilizacji egip- 
skiej i chaldejskiej (nie mówiąc o wpływach mniejszego znaczenia, idących od 
ludów Azji Mniejszej, które świeciły światłem, zapożyczonem z tych samych ognisk), 
ale przetworzył je, zwiększył, udoskonalił i nadawszy im piętno swoiste, rozpo- 
wszechnił po całem zlewisku morza Śródziemnego, a nawet promieniował poza 
ten obszar. 

Cywilizacja grecko-rzymska najlepszy grunt znalazła tam, gdzie panuje kli- 
mat właściwy morzu Śródziemnemu, t. j. tam, gdzie bywa umiarkowanie upalne 
i suche lato, a zima względnie ciepła i dżdżysta nie strąca liści z drzew. Obsza- 
ry te są oddzielone od Europy Środkowej łańcuchami gór: Pireneje, do pewnego 
stopnia południowa i wschodnia krawędź wyżyny Środkowo-Francuskiej, Alpy, 
Alpy Dynarskie, Bałkany, góry Krymu i Kaukazu. Poza temi górami, niektóre 
okolice, związane geograficznie z wybrzeżami morza Śródziemnego, podlegały tym 
wpływom cząstkowo: Galja nad Saoną, nizina środkowego Dunaju, step czarno- 
morski przy ujściu Dniepru i Bohu. Tu grecka kolonja Olnja stworzyła coś w ro- 
dzaju nowego ogniska, w którem cywilizacja grecka występuje w postaciach 
uproszczonych, obniżonych w porównaniu z macierzą, ale wchłaniając w siebie 
koczowników stepowych, podniosła ich kulturalnie i tym sposobem wytworzyła 
coś pośredniego, mieszanego, a mianowicie — kulturę scytyjsko-grecką. Reszta 



188 KULTURA POLSKA. 

krajów Europy, a w ich liczbie i omawiane ziemie w dorzeczu Odry, Wisły, Nie- 
mna, Dźwiny. Dniestru i Dniepru, wolno i stopniowo stwarzały i rozwijały pier- 
wiastki kultury rzeczowej, w znacznej części zapewne samodzielnie x ), jak to zna- 
leziska w mieszkaniach nawodnych Szwajcarji dobitnie potwierdzają. 

Jednakże od czasów najdawniejszych, wpływy krajów wyżej rozwiniętych, 
oddziaływały na kraje zacofane. W dolinie górnego Dunaju i Lechu zjawia się 
w wyraźnej zależności od kultury Etruskiej, kultura rzeczowa— jest to tak zwany 
okres kultury hallsztackiej, która już w ósmym wieku przed Chr , będąc wyraźnie 
rozwinięta, była w niezaprzeczalnej łączności z krajami, leżącemi nad Odrą i Wi- 
słą. Czasów tych sięga handel bursztynem 2 ), a on był przewodnikiem pierwiast- 
ków cywilizacyjnych świata rzymskiego do krajów, leżących między 

f j . Brama Morawska a ujściem Wisłv. Bvć może, iż dawniej jeszcze, 
z południa. * 7 , 

a co najmniej równocześnie, dorzecze górnej Wisły podlegało wpły- 
wom z niziny Pannońskiej 3 ). Ta nizina— dzisiejsza równina węgierska — nad środ- 
kowym Dunajem leżąca — w czasach przeddziejowych znajdowała się pod wpły- 
wem kultury greckiej, a mianowicie po przez labirynt gór. napełniających półwy- 
sep Bałkański, wpływy helleńskie posuwały się od morza Egejskiego doliną War- 
daru i zbliżoną do niej doliną Morawy Serbskiej, aby, przekroczywszy Dunaj 
w okolicach dzisiejszej Semendrji, dosięgnąć omawianej niziny. Niewątpliwie 
ludność tej niziny, podlegając takim wpływom, kulturalnie stała wyżej od ludno- 
ści zakarpackiej— to też wygodna dolina 

1) Hornadu —Tarczy — Popradu — Dunajca 4 ) była najważniejszym szlakiem, po 
którym te wpływy przedzierały się za Karpaty. 

Oprócz tego kierunku, wielki rów, okalający Karpaty południo- 
Drogi cywili- W o-zachodnie, prowadził od Dunaju 

p J . . ."! y 2) doliną Wagu i Kisuczy na przełęcz Jabłonkowską, 

oraz doliną Wagu i 

3) doliną Orawy i Dunajca łączył się z drogą Popradową. 

Ten trzeci szlak, który stworzył Nowy Targ i podniósł znaczenie Nowego 
Sącza, dopiero w wiekach średnich nabrał znaczenia. W czasach przeddziejo- 
wych zarówno szlak drugi jak czwarty, 

4) prowadzący przez największe obniżenie i zwężenie Karpat — przełęcz 
Dukielską, niewielkie miały znaczenie (patrz rys. 116). 

Drugi szlak mógł nabrać niejakiego znaczenia dopiero w II — IV-ym wieku 
po N. Chrystusa, kiedy Carnunlum na prawym brzegu Dunaju (dzisiejszy Deutsch- 
Altenburg o pół mili od Hamburga) stał się osiadłością rzymską. 

Największe znaczenie posiada Brama Morawska. Tędy już w czasach tak 
zwanego okresu Hallstackiego, handel bursztynem łączył wprost (a częściowo bez- 
pośrednio) kraje naddunajskie z ujściem Wisły, a pośrednio łączył i Etrurję z nad- 
odrzań-ikiemi i nadwiślańskiemi równinami. Liczne znaleziska archeologiczne są 
wymownym świadkiem tego okresu. 



») O. Heer. Die Pflanzen der Pfalbauten (1865). 

2 ) J N. Sadowski. Drogi Greków i Rzymian w dorzeczu Cdry i Wisły (Pam Ak. Urn 
w Krakowie 1876). 

') A. Szelągowski. Najstarsze drogi z Polski na Wschód 1909. 
*) L. Sawicki. Z fizjograf ji Karpat Zachodnich 1909. 



POCHODZENIE KULTURY DAWNEJ POLSKI. 189 

Nie bez znaczenia też musiały być kolonje greckie nad morzem Czarnem. 
Jeżeli wpływ kultury grecko-scytyjskiej tak wymownie setki razy dał się udowod- 
nić przez badanie kurhanów Ukrainy (t zw. skarb ryżanowski w zbiorach Aka- 
demji Umiejętności w Krakowie), to byłoby dość śmiałe twierdzenie, że ta kul- 
tura nie promieniowała w stronę Karpat. Warunki fizjograficzne (patrz mapkę 
rys. 116) pozwalały na dwa wyraźne szlaki, któremi mogły posuwać się wpływy 
greckie (lub zmienione grecko-scytyjskie): 

1) od szlaku Czarnego lub później z ziemi Polan naddnieprzańskich przez 
Wołyń i 

2) działem wodnym po prawej stronie Dniestru — późniejszy szlak Złoty — 
do jego doliny w górnym biegu, aby po podgórzu Karpackiem wzdłuż 

górnego Dniestru, Sanu i Wisły dosięgnąć górnej Odry. W XIlI-em _ 
stuleciu oba te szlaki (pierwszy w wyższym stopniu) łącznie z doli- 
ną górnej Odry aż do Lignicy, były zużytkowane przez najazdy Mongołów, a moż- 
na przypuszczać, że dawniej były one znane już w czasach wielkich wędrówek 
narodów. 

Jednakże wolno przypuszczać jeszcze dawniejsze, bo ginące w pomroce 
wieków wpływy kulturalne. Wiadomo, że owies i żyto x ) nie były roślinami 
właściwemi kulturze grecko-rzymskiej. Wprawdzie Gradman, pragnąc udowodnić 
samoistność germańskiej kultury materjalnej, przytacza owies, żyto i samopszę 
jako pierwiastki germańskie, ale dzieje roślin uprawnych wskazują na coś inne- 
go, a mianowicie, że owies i żyto pochodzą ze stepów czarnomorsko-śródazja- 
tyckich. Te rośliny były przyswojone przypuszczalnie przez człowieka nad Amu- 
darją (wpływ kultury chaldejskiej) i przez ludy stepowe, będące w zetknięciu 
z kulturą grecko scytyjską, albo zostały rozszerzone daleko na zachód, albo też 
przez ludy scytyjskie zostały wciągnięte do uprawy — w obu wypadkach owies 
i żyto, rozpościerając się na zachód, musiały od Słowian przejść do Germanów. 
Dość dawne zaznajomienie Germanów z owsem i żytem, wskazuje na stosunki 
środka Europy ze stepami czarnomorskiemi po przez ziemie polskie; znaleziska 
archeologiczne potwierdzają te dane. A więc, w dobie najwcześniejszej, obok 
wpływów kulturalnych, idących od świata grecko-rzymskiego z południa, należy 
stwierdzić i wpływy azjatyckie. Stan ten trwał do Wielkiej wędrówki narodów. 

Jeżeli twierdzenie historyków jest słuszne, że wraz z upadkiem cesarstwa 
rzymskiego, kultura rzeczowa uległa cofaniu na całym obszarze dawnego impe- 
rjum zachodniego, oraz, że ludność w wieku VI-ym była znacznie mniej liczna, 
niż w wieku II — Ill-im, a takoż, że nawet w Niemczech nastąpiło potężne zmniej- 
szenie obszarów uprawnych na rzecz lasów, to coś podobnego musiało się doko- 
nać i na ziemiach, obecnie przez nas omawianych. Najprawdopodobniej bezpo- 
średnio najmniej ucierpiały ziemie prusko-litewskie, bardzo niewiele białoruskie, 
pośrednio zaś oba obszary mogły znacznie ucierpieć skutkiem zawieruchy, która 
trwała wieki, a więc unicestwiała nie tylko stosunki z ośrodkami kultury ościen- 
nej, ale nawet i same te ośrodki. W tych więc czasach drogi, któremi docho- 
dziły wpływy kultury halsztackiej i etruskiej, pannońskiej i greckiej, jak również 



x ) R. Gradman. Der Getreidebau im deutschen und rómischen Altertum 1909. 



190 KULTURA POLSKA. 

i południowo-wschodnie, musiały opustoszeć — słabe wtedy jeszcze zaczątki rol- 
nictwa znowu się cofnęły. Kraje tu leżące, podzieliły los krajów zachodniego 
państwa rzymskiego, a mianowicie, zapadły w letarg, aby w paręset lat później 
dźwignąć się, zorganizować państwowo, skupić się przeważnie nad Gopłem, 
w mniejszym stopniu nad górną Wisłą, oraz mocno nad środkowym Dnieprem. 

W tej epoce wpływy zewnętrzne zaczynały dochodzić i innemi drogami: 
rzymskie, zmienione i przerodzone wskutek pośrednictwa niemieckiego, docho- 
dziły od strouy Bramy Morawskiej, jeszcze bardziej zmienione szły z Czech przez 
przełęcze Kładzką i Kamieniogórską; nizina węgierska otrzymywała po Hunnach 
Awarów; w jej części północno zachodniej, krótko jaśniejące państwo Wielko- 
Morawskie, wywierało mały wpływ na „Wiślan"; szlak od brzegów morza Czar- 
nego opustoszał; szlak wołyński się ożywił; od północy Odra i Wisła były szla- 
kami prawie rok rocznie znaczonemi pożogą i chwytaniem jeńców przez Norma- 
nów. Ci czasami osiedlali się celem stałego podboju, częściej przebiegali kraj 
w zamiarach rabunkowych, w jednym i drugim wypadku przeszkadzali spokojnej 
pracy twórczej — walce człowieka z lasem, ale pośrednio wielce pomagali dla pracy 
przyszłości, bo bezwiednie współdziałali zorganizowaniu się utworu państwowego 
nad Goplem. (Na wschodzie historja wręcz uważa ich za twórców państwa nor- 
mańsko-słowiańskiego). Zjawiał się też i nowy kierunek, idący od zachodu od 
Niemców. Dynaslja Saska uspokoiła rozterki wewnętrzne państewek niemieckich 
i skierowała germańskich spadkobierców resztek kultury rzymskiej na wschód. 
Dopiero w roku 960, Niemcy po raz pierwszy przekroczyli Odrę. 

Pośpieszna organizacja państwa polskiego, które największym rozkwitem na- 
pełniło pierwszą ćwierć XI-go stulecia, celowo szukała pierwiastków kultury wyż- 
szej; brała je, skąd się dało, ale też z rozmysłem sięgała do źródeł dalszych, ale 
bliższych praźródia — Rzymu. Stąd sprowadzanie oświeconych zakonników z Fran- 
cji, które geograficznie musiało dokonywać się przez Niemcy i starania o stosunki 
z Rzymem z pomioięciem Niemców, co prowadziło do wskrzeszenia przeddzie- 
jowych dróg, któremi szły wpływy kulturalne z nad morza Śródziemnego za 
Karpaty. 

Nad Dnieprem organizacja państwa innemi szła drogami. Narzucona przez 
Normanów, w postaci odrazu wyrobionej, umiała szybko objąć wielkie przestrze- 
nie ziemi, które tylko częściowo były w naszym obszarze. Lesistość i błotnistość 
krain, oraz potężne odległości między miejscowościami, nieco gęściej zaludnio- 
nemi, pozwalały skuć w jedną całość polityczną tylko miejscowości, leżące nad 
wielkiemi drogami wodnemi, przeważnie nad Pejpusem, Ilmeniem z ich rzekami 
Wieliką i Narową, spływającemi ku północy, a nad górną Dźwiną i Dnieprem na 
południu. Błota Prypeci stawiały pewną zaporę: łatwiej szło rozszerzać podbój 
i ustrój polityczny na lewym brzegu Dniepru w górę Desny i Sożu — to też Pola- 
nie naddnieprzańscy, którzy ze swego ogniska — Kijowa rozwijali się ku północy; 
pierwszą większą rzekę, napotkaną z prawej strony, nazywali Desną (prawicą), 
wówczas, gdy w stosunku do Dniepru, jest ona dopływem lewobrzeżnym. Wpływy 
podboju normańskiego na zachód, mogły posuwać się tylko szlakiem wołyńskim 
i tu spotykamy zetknięcie nad Turją i górnym Bugiem z państwem Piastów. Sla- 
bem spojeniem geograficznem z Dnieprem, należy tłumaczyć względnie samo- 
dzielne i odrębne stanowisko księstwa w Haliczu. 



POCHODZENIE KULTURY DAWNEJ POLSKI. 191 

Główna droga wodna „iz Warjag w Greki", była osią życia politycznego 
i kulturalnego. Już od czasów niepamiętnych, szlakiem tym rozchodziły się 
wpływy rzeczowej kultury greckiej, napotykając przeszkody w progach dniepro- 
wych. Wpływy te upadały wraz z upadkiem kolonij greckich przy jednoczesnem 
opanowaniu stepów czarnomorskich przez nowe fale koczowników. Cały od- 
wieczny dorobek kulturalny został wyzyskany przez Normanów, celem szybkiego 
zorganizowania państwa. Aby zwyciężyć ludzi, wystarczała dziel- 
ność i spoistość normańskich garstek, aby zwyciężyć przestrzeń, t j. Droga nor- 
zapobiec rozpadaniu się oddzielnych plemion słowiańskich, należało . n ,. 

' " 1 A " A Ul 1 , •- • • 1 '• d ° GreC J'- 

zagęścić ludność, co można było uskutecznić, zapewniając spokój, 
trzebiąc lasy, popierając kulturę. Normanowie nie mieli innego wyboru, musieli 
ją czerpać z Bizancjum, o Rzymie mogli nie wiedzieć, był on za górami, a w do- 
datku Bizancjum mogło imponować Normanom podwójnie: pod względem kultury 
rzeczowej, przewyższało wszystkie inne ogniska (świat muzułmański czerpał z tego 
źródła), i pod względem politycznym stanowiło państwo pozornie potężne, bo 
posiadające sprawną maszynę biurokratyczną z armią na zawołanie, z odwiecznie 
wyrobioną skarbowością— słowem, Bizancjum uosabiało ideał, o którym Warego- 
wie ledwie mogli marzyć. 

Stan kulturalny źródeł, skąd brano pierwiastki cywilizacyjne w IX — XI stu- 
leciach, określa później rodzaj kultury krain, czerpiących światło, a więc kraje 
w dorzeczu Odry i Wisły wówczas są wciągnięte w krąg kultury 
rzymskiej, najogólniej mówiąc, zachodnio-europejskiej, kraje zaś, le- SC hńd 

żące w dorzeczu górnej Dźwiny i Dniepru, są wplątane w dziedzinę 
wpływów greckich, słuszniej wschodnich. Pomimo niższego na zachodzie pozio- 
mu kultury rzeczowej, ów zachód posiadał już w swej organizacji społecznej za- 
czątki przyszłego wszechstronnego rozwoju, a więc gminy miejskie nieliczne, lecz 
już samorządne, oraz stan rycerski, klóry walczył z monarchami, i chociaż osła- 
biał przez to spoistość państwa, lecz jednocześnie, właśnie może 
skutkiem tego, wyrabiał pojęcie o prawach jednostki. Wynikiem tej Z R JU 
walki zjawia się w Anglji zasada nietykalności osób „habeas corpus" 
z jego o parę wieków późniejszym odpowiednikiem w Polsce „neminem captiva- 
bimus nisi iure victum", jak również dumnie noszona dewiza „Dieu et mon droit" 
z nieco późniejszym odpowiednikiem w Polsce „de non praestanda oboedientia". 

W niezależnym od władzy świeckiej kościele, zachód posiadał na razie źró- 
dło walki wewnętrznej, lecz w przyszłości niezmiernie cenny czynnik rozwoju cy- 
wilizacyjnego; równocześnie sprzyjały też rozwojowi tradycje prawa rzymskiego, 
dążące do pewnych norm — do ładu wewnętrznego. Zachód, prostaczy w po- 
równaniu z Bizancjum, był pełen zarodków rozwoju i ruchu, to też wciągał w wir 
swego wpływu nowe kraje i zmuszał je do naśladownictwa postaci państwowych 
i społecznych, będących w sianie ciągłego przeradzania. 

Wschód olśniewał swą kulturą rzeczową, przepychem dworu w Bizancjum 
i wyrobionym sprawnym mechanizmem państwowym. Współcześni nie mogli tego 
ocenić, że ta machina państwowa, działając odwiecznie, nie udoskonalała się, lecz 
raczej rdzewiała, że życie miast zakrzepło w dawniejszych postaciach, że brak 
walki o władzę, sprawił jej odwieczne i nierozerwalne połączenie w jednem ręku 
władzy wykonawczej i prawodawczej, że kościół, podległy bez szemrania władzy 



192 KULTURA POLSKA. 

świeckiej, nie stwarzał nowych warunków życia, słowem — przy powierzchownej 
świetności swej kultury, Bizancjum było światem jak gdyby skamieniałym, wstrzy- 
manym w rozwoju, a wszechpotężna machina urzędnicza była zdolna do bardzo 
wielu rzeczy, lecz nowych postaci życia społecznego ani stworzyć, ani znosić obok 
siebie nie mogła. Stąd poszło szybkie przeszczepienie kultury materjalnej nad 
Dniepr w XI stuleciu, pozornie nawet podnoszące pierwiastki samodzielności 
(rozwój języka), a jednocześnie zakorzeniające i cezaropapizm, niedopuszczający 
do walki między państwem a kościołem, walki tak płodnej w następstwa na 
zachodzie. 

Cechy zasadnicze kultur rzymskiej i bizantyjskiej, przeszczepione w IX, X 
i XI stuleciach, przewijają się jak nić przewodnia po przez wszelkie fazy czaso- 
we rozwoju. 



§ 38. Rozwój kultury na ziemiach polskich. 

Obszar, leżący między dolną Wisłą, Bałtykiem a błotami Pojezierza Pruskie- 
go, oraz błotami Piypeci — litewskołotewski stał się areną wpływów zachodnich; 
im bardziej na wschód, tem więcej było pośrednich domieszek, wiodących swój 
ród z Bizancjum. 

Nad górną Dźwiną, nad górnym Dnieprem i nad Berezyną, już w czasach 
przeddziejowych ustaliły się wpływy skandynawskie, co — jak wiadomo — znalazło 
swój wyraz w rozkwicie dróg normańskich, w wiekach VIII — X. To odwieczne 
przesączanie się wpływów zachodu, od czasów unji jagiełłowej wzmogło się, a dwa 
stulecia, które upłynęły od unji Lubelskiej do pierwszego rozbioru Polski, były 
okresem przemagających wpływów zachodu nad pierwiastkami bizantyjskiemi. 

W dorzeczach Odry i Wisły, na ziemiach etnograficznie polskich, począwszy 
od czasów świetności, która otaczała najgenjalniejszego z Piastów, Bolesława I, 
wpływ zachodni — wręcz niemiecki walczył z wpływem rzymskim. Z odleglej- 
szego Rzymu, a często przez jego aprobatę i poparcie, przybywają do Polski za- 
konnicy z wszelkich szczepów Europy Zachodniej — krzewiciele kultury rzeczo- 
wej, nowych postaci władania ziemią, ideałów religijnych i pierwsi siewcy tego 
ziarna, które miało wejść na naszych niwach nazwiskami: Ciołka, Grzegorza z Sa- 
noka, Wojciecha z Brudzewa, Kopernika. Z bliższych Niemiec, drogą przez Łu- 
życe na Wrocław, obok zakonników zaczynają napływać początkowo prawie wy- 
łącznie na Śląsk, od połowy zaś XIII w. i później, rolnicy i mieszczanie. Względne 
przeludnienie w niektórych okolicach nad Renem i w Turyngji, sprawia napływ 
do nas rolników niemieckich; nie przynoszą oni jednak ulepszeń w technice rol- 
nej, bo ta na ziemiach piastowskich nie była gorsza od niemieckiej — przynoszą 
lepsze postaci ustroju wiejskiego, a słuszniej przyczyniają się do społecznego prze- 
tworzenia wsi. 

Ci przybysze zaszczepiają gotowe wzory życia miejskiego, wchła- 

P ywy n j a ją C w n owe miasta żywioły, już dawniej oderwane od rolnictwa; 
żywioły te, tak samo zupełnie jak i częściowo oderwane od roli, do- 
tychczas gromadziły się przeważnie w podgrodziach, podzamczach, oraz w wio- 
skach narokowych monarchy i dygnitarzy kościoła. 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 193 

Kraj ustrojem społecznym zbliża się ku zachodowi, ziemia może wyżywić 
więcej ludności: osada rolnika w czasach ostatniego Piasta, wymaga na swe wy- 
żywienie znacznie mniej ziemi, niż 200—300 lat wstecz 1 ). 

Kraj, że pominiemy mury świątyń Krakowa z X wieku, od czasów Krzywou- 
stego budujący świątynie romańskie z ciosu kamiennego, pokrywa się teraz mia- 
stami już częściowo murowanemi z cegły, z drobnym dodatkiem ciosu, świątynie 
ostrolukowe coraz liczniej i częściej na miejsce drewnianych strzelają wieżycami 
murowanemi. Zamki magnatów i monarchy umacniają bezpieczeństwo i spokój. 
Ta kultura, szybko przyjęta w tym okresie przez ludność, nie wszędzie zagłusza 
przeszłość. 

Prawda, że wschód i środek ziem etnograficznie polskich, przetrawia żywioły 
napływowe, lecz zachottnie Pomorze, ziemia Lubuska i Śląsk zachodni, ulegają 
zniemczeniu— paręset lat wegietują i więdną tam jeszcze resztki ludności polskiej, 
stopniowo rozpływając się w ludności niemieckiej. 

Wchłaniając ludność niemiecką na wsi i przetwarzając miasta całość kul- 
tury, zaczyna wytwarzać pewne cechy, czasami drobne, lecz swoiste. Język prze- 
twarza liczne naleciałości 2 ), inne usuwa, a chociaż biednieje gramatycznie, jednak 
składnię zachowuje oryginalną, nie tak, jak to się stało z czeszczyzną, która ule- 
gła wówczas daleko większemu przeobrażeniu pod wpływem języka niemieckiego. 

W zakresie budownictwa, gotyk na obszarze ziem polskich i krain nad Bał- 
tykiem, w dwunastoletniej wojnie przez Polskę shołdowanych, dochodzi do pewne- 
go rozkwitu i nabiera cech swoistych; rzeźba, sztuka zdobnicza kościelna, prze- 
chodząc z gotyku rozkwitłego do odrodzenia, stwarza pewne piękne rysy miej- 
scowe — czasy Wita Stwosza. 

W budownictwie drzewnem 3 ) trwa dawniejsza tradycja, jednak podlega ono 

powoli wpływowi miejskiej ciesiołki i czasami zaczyna mur naślado- 

v , tv . . . VłT J , . , . . J . , Rozkwit 

wac. Pierwsza cwierc XVI stulecia, znamienna rozszerzeniem dru- V1W . v .„ 

, , . , . , . , , . , , w XIV i XVI w. 

karni polskich i wprowadzeniem polszczyzny zamiast łaciny do kan- 

celarji królewskiej na Wawelu (1524 r.), może być uważana za czas triumfu, 
swojszczyzny nad naleciałościami obcemi. 

Ten okres siły, walki, rozkwitu i życia w XIV i XV wiekach, miał częścio- 
wo przyczynę w warunkach geograficznych, a mianowicie, Polska południowa zna- 
lazła się na jednej z odnóg wielkiego handlu ze wschodem (patrz str. 169). W tych 
czasach wschód dostarczał Europie zachodniej nie tylko korzeni i kości słonio- 
wej, lecz również zbytkowych tkanin i wyrobów z metali, o cechach artysty- 
cznych. Główna część tego handlu szła przez Syrję, a nawet i przez Egipt, aby 
zbogacać kupców arabskich i ich odbiorców Wenecję, a częściowo Genuę i in- 
nych; mniejsza część tego handlu szła drogą lądową na północ od morza Czar- 
nego, ale dawniejszy potężny odbiorca— Kijów, po r. 1240-ym stanowił kupę gru- 
zów, droga tego handlu przeto, przekroczywszy dolny bieg Dniepru, skierowała 
się wzdłuż kotlin podkarpackich — w ten sposób powstał i doszedł do znaczenia 
Lwów, zakwitł Kraków. 



1 ) Fr. Bujak. Studja nad osadnictwem Małopolski (1903) 

2 ) A. Bruckner. Dzieje języka polskiego (1906). 

3 ) K. Moktowski. Sztuka ludowa w Polsce (1903). 

GROGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 13 



194 KULTURA POLSKA. 

Stopniowy upadek handlu ze Wschodem, sprawiły: odkrycie drogi do Indyj 
dookoła Afryki i rozkwit przemysłowy Europy zachodniej, która poczęła już 
współzawodniczyć ze wschodem w wytwarzaniu kosztownych tkanin i przedmio- 
tów rzemiosła artystycznego. Stosunki te wpłynęły na stopniowe powolne zubo- 
żenie Krakowa i Lwowa. Ten ostatni zaczął coraz częściej tracić pośrednio, bo 
krainy, śród których leżał, cierpiały od nawały tatarskiej, a reszty zubożenia do- 
konały: oblężenia Tatarów, Kozaków i zajęcie przez Szwedów za Karola XlI-go. 
Kraków świecił dłużej, ale coraz więcej jako stolica, to też przeniesienie siedziby 
rządów nad Wisłę środkową, było początkiem upadku Krakowa. ■ 

W tym samym czasie rolnictwo się wzmagało i z początkiem XIV-go stule- 
cia, coraz częściej wysyłało zboże— Gdańsk zaczynał nabierać znaczenia. W związku 
z tem, wojna dwunastoletnia, która w r. 1466 powróciła Polsce ujście Wisły, po- 
zwoliła rozwinąć handel na Wiśle i jej ważniejszych dopływach tak dalece, że 
podupadanie handlowego szlaku podkarpackiego, stawało się mniej dotkliwe. 
Wiek XVI i pierwsza połowa XVII— okres rozkwitu Gdańska i podupadania Kra- 
kowa ze Lwowem — skierował linję handlową z kierunku równoleżnikowego bar- 
dziej na południków}', a razem z tem, oba wpływy kulturalne zmieniły swój 
kierunek. 

Wiek XVI-ty rozwinął do potęgi, od stu lat wzmagający się kulturalny 
wpływ — włoski, wpływ dość korzystny umysłowo; ale płynął on z tych Włoch, 
które stanowiły nie państwo, lecz pojęcie geograficzne; państwo zaś, 
w i y h znajdujące się u szczytu potęgi, potrzebowało wpływów wręcz od- 
wrotnych. Wpływ włoski wzmacniał nadmiernie stanowisko łaciny, 
aby w sto lat później ta łacina mogła poniekąd zepchnąć ze swego stanowiska 
polszczyznę. 

Architektura włoska z cudownemi podcieniami, jakoby niezupełnie była od- 
powiednia do naszego klimatu, jednak szybko przyjęła się i podbiła upodobania; 
stało się to przypuszczalnie dlatego, że już od wieków budownictwo drzewne 1 ) 
ze swemi podcieniami przygotowało grunt dla lekkiego a pięknego budownictwa 
włoskiego. 

Można śmiało twierdzić, że ówczesne wpływy włoskie sięgnęły głębiej, niż 
to się zwykle zaznacza; stosunki z krajem, który Francję uważał za kraj barba- 
rzyński, zbiegły się z okresem młodzieńczym warstwy szlacheckiej, a ta „młodość — 
rzeźbiarka" „wykuła" wpływy oświeconych Włoch „ciosem dłuta wiekotrwałym" 
na „żywot cały". 

Gdańsk, jako pośrednik w odbiorze wpływów obcych, nie dostarczał wzo- 
rów wyłącznie niemieckich, lecz wogóle związywał z północnym germańskim za- 
chodem Europy, a nawet i z Francją — była to jednak kultura prawie wyłącznie 
materjalna. 

Takim samym również był wpływ muzułmańskiego wschodu. Stosunki te 
zostawiły ślady w kulturze polskiej, np. w języku. Pośrednio (ciągłe walki z na- 
jeźdźcami stepowemi, z Turcją i z Kozactwem) wschód pochłaniał zbyt jedno- 
stronnie, w jednym kierunku uwagę mężów stanu i powodował wycofanie się 
z wszelkich akcyj na zachodzie, oraz zaniedbanie stanowiska na Bałtyku. Można 



') L. Puszet. Chata. 1903. 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 195 

twierdzić stanowczo, że chociaż wpływ ten obdarzył nas strojem, który, otatecznie 
ugruntowany za Batorego, przez dwa i pół stulecia cechował klasy posiadające, po- 
średnio wpływał też i na strój mieszczan, a w niewielkim stopniu i na 
ludowy, to naogół wpływ wschodni nie był ani głęboki, ani korzystny. ^ . . 

Technika, którą w pewnych zakresach Turcy się szczycili, jak np. 
budowa mostów sklepionych, wyrobu stali i tkanin zbytkownych — wcale do Pol- 
ski nie przeszła. Wyszywanie srebrem na Podolu, pewien dział tkactwa (pasy 
słuckie, kilimy) rozpowszechniły się późno, jednostronnie i ilościowo nieznacznie. 

Sumując wyżej powiedziane, należy przyznać, że omawiany przez nas ob- 
szar, wciąż podlegał obcym wpływom kultury rzeczowej, ale przeważnie i sku- 
tecznie oddziaływały tu wpływy południowe, t. j. rzymskie i zachodnie. 

Co do kultury niematerjalnej, to wpływy, kształtujące stosunki religijne i pań- 
stwowo-społeczne oddziaływały najmocniej od zachodu, jednakże na wschodzie 
drogą od Normanów do Grecji, zawsze silnie pulsowały wpływy Bizancjum. Unja 
z Litwą włączyła te kraje do wpływów zachodu, a wydarzenia dziejowe, jak po- 
kój Andruszowski (1667 r.), rozbiór Polski (1772, 1793 i 1795). oraz rok 1831 (upa- 
dek państwa), były etapami, znaczącemi cofanie się wpływów zachodu, tak samo, 
jak pokój Batorego w Zapolskim Jamie (1582), rozejm w Dywilinie (1618), po- 
kój w Polanowie (1634), lub też pochód młodego wojska polskiego na Litwę 
i Białoruś w r. 1919 niosły światło Europy Zachodniej na wschód. 



Dość szybkie zmiany, jakim uległy kierunki i źródła wpływów obcych, na- 
suwają porównanie, że w innych krajach wpływy te trzymały się stałej pewnych 
szlaków geograficzno-handlowych, a więc w Rzymie starożytnym 

jedność państwa i kultury stworzyła się po wykończeniu i połączę- ,erun ! wp 7" 
J, i ........ t^, " V .. . /-.,.- wow obcych. 

niu na Forum drogi Appijskiej i Haminskiej; w Galji starożytnej 

i średniowiecznej Francji, oś handlu i ruchu szły doliną Rodanu, Saony, przez 
obniżenie Autun koło Morwanu, aby dojść do Atlantyku 1 ); Anglja posiadała taką 
oś ruchu od ujścia Tamizy do Severnu. 

W Polsce nie było takiego szlaku, któryby niezmiennie przez długie epoki 
był osią ruchu, handlu i wpływów obcych. Wprawdzie kierunek południkowy 
(patrz mapę rys. 116) wracał parokrotnie, jednak już pierwszy długi szlak tego 
kierunku, szlak handlu bursztynowego z Etrurją i Rzymem, pomimo potężnego 
wpływu kulturalnego, nie trzymał się jakichś wytycznych fizjograficznych: czasa- 
mi szedł wzdłuż rzek, czasem je przekraczał, obchodził błota, a po wygaśnięciu, 
już po raz drugi w swej całości nie ożył. Inne kierunki bardziej fizjograficzne, 
jak np. dział wodny między Pilicą a Wartą i Bzurą, który umożliwił rozwój mia- 
sta Warszawy, lub szlak podkarpacki, też nie wyrosły do znaczenia wyżej przy- 
toczonych osi. Pierwszy z nich, przedłużony na północny wschód, przez wyżynę 
Podlaską aż do Wilna i do Bramy Smoleńskiej, mógł być jeszcze uważany za 
oś ruchu od czasów Batorego; zaletę jego stanowiło to, że łączył Wartę, Wisłę, 
Niemen z górną Dźwiną i Dnieprem, a słabą stroną był kierunek równoległy do 
morza i znaczne odeń oddalenie, ale najgorsze było to, że czasy powolnego roz- 



P. Vidal de la Blachę. Tableau de la gśographie de la France. 1905. 



196 KULTURA POLSKA. 

stroju funkcyj państwowych nie sprzyjały, aby ten szlak odegrał rolę skutecznego 
łącznika kulturalnego i politycznego. 

Wpływy kulturalne nigdy nie doprowadziły do takiego wrośnięcia w krew 
i ciało, aby się zupełnie przetwarzały na coś własnego; pierwiastki kultury, wy- 
rastające w ten sposób, nie nabierały głębszych samoistnych cech i znacznej mo- 
cy, gdy już napływała nowa fala wpływów. Daremną rzeczą jest wytykać to ja- 
ko wadę lub słabą stronę, bo to jednak znamionowało pewną żywotność i zna- 
czną przystosowalność. Kultura polska, tak jak się wytworzyła w ciągu wieków, 
naogół jest dzieckiem zachodu, które za niem postępuje i z niego czerpie nowe 
pierwiastki; dziś trudno ją sobie inaczej wystawić. 

Wiek XIX, ten osobliwy okres w dziejach ludzkości, kiedy wszystkie ludy 
cywilizowanej Europy zaczęły pracować nad świadomem i celowem podniesie- 
niem kulturalnem, oraz nad zdemokratyzowaniem zdobyczy kultury, inaczej upły- 
nął dla Polski: od końca XVIII wieku tylko miejscami i tylko w poszczególnych 
okresach czasu i to cząstkowo istniała możność celowej i głębszej pracy nad wła- 
snym rozwojem kulturalnym. 

W Europie zachodniej, poszczególne ludy, opierające się na dawniejszym 
dorobku kulturalnym, mogły robić szybkie postępy; jednak w tym wieku niesły- 
chanego rozwoju techniki, wszystko to odbywa się przy pomocy zorganizowanych 
już nie grup, stanów lub miast, jak w wiekach średnich, lecz przy pomocy wszech- 
władzy państwa z jego jednolitem prawodawstwem, sprawnie działającą machiną 
władzy wykonawczej, przymusem i potężnemi środkami materjalnemi. U nas od- 
wrotnie, ludność, zamieszkująca ziemie dawnego państwa polskiego, znalazła się 
pod tym względem w niekorzystnem położeniu: [nie było instytucyj, a więc i na 
wielką skalę podejmowanych usiłowań, dążących do wzmocnienia samoistności 
i do rozwoju kulturalnego. Z dwóch stron promieniejące działania, skierowane 
do zatarcia wszelkiej samodzielności, a obojętność i uboczne własne cele z trze- 
ciej, sprzyjały zastojowi, bo nawet zwykłe zapoczątkowanie w zakresie kultury 
rzeczowej lub umysłowej, zjawiają się tu zawsze spóźnione, nieprzykrojone do 
zasobów kulturalnych dawniejszych i mające zawsze cechę obcości. 

Dawny dorobek kulturalny, osłabiony w drugiej polowie XVlI-go wieku i za- 
bagniony za czasów saskich, w ciągu 60 ciu lat w w. XIX, idzie dawnym rozpę- 
dem; współdziałają tu pojedyncze grupy ludności i jednostki, większe zaś zrze- 
szenia tylko wypadkowo (Poznańskie w latach 1836—1846, Królestwo w latach 
1815—1830, lub cząstkowo w 1861-2, zabór Austrjacki po roku 1867) mogą skie- 
rować celowe i uzgodnione usiłowania. Niższy aniżeli na zachodzie Europy po- 
ziom kulturalny zależy od tych warunków, które panowały w wieku XIX. Zja- 
wiły się pojęcia kultur odrębnych od polskiej, jako to: litewskiej, ukraińskiej, 
a w wieku XX-ym i białoruskiej. Na czem ma polegać ta odrębność? 

Kultura polska — przez pewne zwichnięcie żywiołów społecznych w wieku 
XVI— odsunęła miasta polskie od machiny państwowej. To pozwoliło tej machi- 
nie nie dostosowywać się do zmieniających się potrzeb ku szkodzie całości, i ży- 
wioł miejski, już zupełnie spolszczony, dość silny kulturalnością i zasobnością, 
stawał się odciętym od reszty, a przy zbiegu niekorzystnych warunków handlo- 
wych i politycznych, niezauważalnie przestawał żyć, wegetując aż do przełomo- 
wego panowania Jana Kazimierza— później szybkim krokiem począł się chylić do 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 197 

upadku, w który go pogrążył okres wojny Północnej. Funkcje państwowe, ze- 
środkowane wyłącznie w ręku szlachty — właścicieli ziemi, słabo działały, ale wy- 
starczyło tych paruset lat absolutnej przewagi jednego stanu, aby wszystkie inne 
części składowe (resztki mieszczaństwa, duchowieństwo włącznie z unickiem), 
które mogły mieć jakiś wpływ społeczny, stopniowo przystosowały się do świa- 
topoglądu i zwyczajów właściwych tej warstwie przewodniej. 

Rozumie się, że to mimowolne naśladownictwo sięgnęło głębiej, bo przez 
ludność królewszczyzn aż do upoddaniowej ludności wsi dziedzicznej. 

Cała kultura materjalna x ) tego ludu da się sprowadzić do takich właśnie 

naśladowali i zapożyczali od dworu, plebanji lub miasteczka— więc też życie ludu 

zaczęło sie układać podług wzorów, przeszczepionych z zachodu; sa- 

, . , . . . • .i • j i • • i u Kultura pol- 

morzutne prasłowiańskie pierwiastki prawie doszczętnie wyginęły, bo . .^, 

nawet takie dziedziny, jak zdobnictwo, poezja ludowa, język poto- 
czny z jego porównaniami i przysłowiami, pojęcia religijne z bogatą dziedziną 
zwyczajów i obrzędów, silnie podległy wpływom klas oświeconych. 

Działo się to nie w jednakowej mierze na całym omawianym obszarze. Po- 
minąwszy okolice zniemczone i takie, gdzie żywioł polski niezauważalnie dogasał 
śród otoczenia niemieckiego (na Pomorzu lub na zachodzie Śląska), wpływy za- 
chodu na lud były silniejsze śród krain etnograficznie polskich, słabsze zaś tam, 
gdzie polszczyzna była językiem tylko klas posiadających i oświeceńszych, jak 
na Rusi, lub jeszcze bardziej na Litwie, lub na Łotwie w Inflantach Polskich. 

Okolice trudniej dostępne, jak górskie Podhale lub nadmorskie Kaszuby — 
te ostatnie wbrew bliskości Gdańska -pomimo ludności rdzennie polskiej, wolniej 
podlegały wpływom zewnętrznym — tam też język zachował postaci starożytniej- 
sze. Tam również przy całem prostactwie można się doszukać pierwiastków kul- 
tury bardziej samodzielnej, a jeżeli niezawsze samoistnej, to wolniej i głębiej 
przerastającej całe życie człowieka, jak np. w zakresie budownictwa drzewnego 2 ), 
które nosiło piętno, wyraźnie wyróżniające go od drzewnego, również budownic- 
twa Wielkorosji, Szwajcarji lub Norwegji. Również posiada rysy samodzielne 
i polskie zdobnictwo iudowe. 

Kultura polska nabrała cech właściwych jej posiadaczom i wogóle żywiołom, 
które ją wytworzyły, czyli nabrała cech szlachecko-ziemiańskich. 

Pozbawiona poważnych uczestników i przedstawicieli w miastach, ta kultura 
ściągała zarzuty, że jej przedstawiciele nie lubią, czy też z trudnością wytrzymują 
systematyczną pracę, że właściwością jej w zakresie ducha, jest łatwe przyswoje- 
nie i zrozumienie pomysłów cudzych, lecz mała twórczość i orygi- 
nalność, że w zakresie woli skłonniejsi są raczej do poważnych po- Cechy kultury 
święceń krótkotrwałych, niż do wytrwałego znoszenia przeciwności; ' 50 ^ ° l ^. z . a " 
to też jakoby wybuchem, „rozumni szałem" dokonywali rzeczy nieo- 
czekiwanych, przechodzących siły obliczone, ale nie osiągali rzeczy możebnych, 
gdy chodziło o stopniowe, powolne zwalczanie codziennych przeciwieństw. Szcze- 
gólniej, podobno, niechęć do karności stwarzała trudne warunki do wszelakich 
ruchów masowo-skoordynowanych. Tak zwany słomiany ogień miał jakoby być 
cechą kultury szlacheckiej, rozciąganej na całe pojęcie kultury polskiej. 



!) M. Wawrzeniecki, Współczesne zewnętrzne strony życia ludu. 1911. 
2 ) W. Matlakowski. Budownictwo ludowe na Podhalu. 1892. 



198 KULTURA POLSKA. 

Z dużą słusznością można jej zarzucić nieopatrzność w zakresie gospodar- 
stwa i brak wyrachowania, skrystalizowane w potępionej dziś maksymie: „jakoś 
to będzie", lub w życiu nad stan. Cechy te łatwo zrozumieć, jako wynik stosun- 
ków pańszczyźnianych. Jednocześnie nie odmawiają przedstawicielom tej kul- 
tury zdolności nawet wybitnych, pojętności, a nawet, przy jakiem takiem 
skoordynowaniu woli, możliwości do wytworzenia jednostek nietuzinkowych. 
Również cechą tej kultury, słuszniej jej stanu w XIX wieku ma być szczerość, 
rozlewność uczuć, duża bezinteresowność, uczynność, gościnność, dość wysoki 
poziom artystyczny, bardzo żywe odczuwanie spraw natury ogólniejszej i duża 
ofiarność z tem związana, dość wysoki poziom etyczny, który szczególniej w żeń- 
skiej połowie ludności kulturalnej mógł wytrzymać najszczegółowsze porównania 
z Europą zachodnią. 

Stanowisko kobiety w Polsce, jest osobliwe: wbrew dążnościom czterech pra- 
wodawstw, obowiązujących aż do końca niewoli, t. j. do r. 1918 na ziemiach 
dawnej Polski, kobieta posiada wielki wpływ, nie tylko w takim zakresie stosun- 
ków rodzinnych, jak gospodarstwo domowe, lub wychowanie dzieci, 

V? 3 lecz zajmuje ona stanowisko rozstrzygającego doradcy w sprawach 
majątkowych i wywiera wpływ swą opinją i udziałem czynnym na- 
wet na sprawy szerszego znaczenia. Stanowisko to prawie wcale nie gwaranto- 
wane, a nawet istniejące wbrew prawu, jest znacznie wpływowsze, niż stanowi- 
sko kobiety na zachodzie Europy; a jest rzeczą godną zastanowienia, że to doty- 
czy nie tylko warstw wykszlałceńszych, lecz również i warstw ludowych. 

Ten fakt, do pewnego stopnia osobliwy, da się wytłumaczyć: że wschodnie 
zwyczaje zamykania i upośledzenia kobiet, nie znalazły oddźwięku w stosunkach 
polskich, to jest rzeczą zrozumiałą, ponieważ cała kultura polska, aż do stosun- 
ków towarzyskich włącznie, jest zachodnia, a wiek XVI-ty głęboko wyciskał swe 
wpływy włoskie wówczas, gdy stanowisko kobiety we Włoszech, było nieskoń- 
czenie korzystniejsze, niż w reszcie Europy. 

Oprócz tego, istnieje przyczyna druga bardziej bezpośrednia: kiedy państwo 
polskie za czasów saskich doszło do ostatnich granic rozprzężenia, a wszelkie 
funkcje społeczne zaczęły się wypaczać, kiedy w warstwie szlacheckiej — jedynej 
przedstawicielce całości narodowej— oświata, pracowitość, rządność ustąpiły życiu 
nad stan, pijaństwu i bezmyślności — wówczas jeden tylko składnik warstwy szła 
checkiej pozostał społecznie i moralnie zdrowym, a mianowicie kobieta. Praco- 
witość i zaradność w zakresie gospodarstwa nie tylko domowego, lecz i częścio- 
wo wytwórczego (t. zw. kobiecego), trzeźwość, wysoka moralność płciowa, pra- 
wość i szczera religijność sprawiły, że kobieta pozostała na stanowisku dorobku 
kulturalnego, z przeszłości daleko wyższem, niż mężczyzna. To też wszelkie wy- 
siłki, skierowane ku odrodzeniu społeczeństwa, zawsze znajdowały oddźwięk 
w kobiecie polskiej; oddźwięk ten wpływał mocno na nastrój ogółu, a pośrednio 
wytwarzał ten znaczny, a zwykle dodatni wpływ kobiety polskiej na bieg spraw 
prywatnych i publicznych. Gdy w drugiej połowie XIX stulecia warunki gospo- 
darcze i rozwój dziejowy, przenoszą punkt ciężkości do miast, kobieta polska 
zaczyna przechodzić do roli czynnej w zakresie gospodarczym, a nie chcąc tra- 
cić nic z zalet, odziedziczonych po prababkach, dąży do większego wykształce- 
nia, czem znowu podtrzymuje swe wpływowe stanowisko. 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 199 

Właściwie złe i dobre, słabe i mocne strony kultury polskiej, cechują war- 
stwę ziemiańską z tradycjami rycerskiemi, warstwę, rządzącą w państwie bez 
przeciwwagi i kontroli innych czynników. Ta kultura, o cechach wyraźnie szla- 
checkich, w XIX wieku posiadała swoje dzieje. Po upadku państwa stała się ona 
wyrazicielką polskości, a już od pierwszych prób i przebłysków od- 
rodzenia, sfera szlachecka wchłaniała w siebie to wszystko, co tylko Demokratyzo- 
wjTastało ponad lud: z mieszczan, włościan po królewszczyznach, ani ^ " . ur ^ 
z duchowieństwa unickiego lub też z cudzoziemców, którzy wówczas 
zrastali się z krajem. Wobec tego, ta kultura zwolna przystosowuje się do no- 
wych warstw, demokratyzuje się, a jednak zachowuje wyraźną ciągłość cech za- 
sadniczych, zwolna usuwając cechy niezgodne z warunkami gospodarczemi no- 
woźytnemi. 

Druga połowa XIX-go wieku, była świadkiem rozbudzenia się poczucia na- 
rodowego w szerszych masach ludowych, na całym obszarze etnograficznie pol- 
skim — najpierw w Poznańskiem i Prusach Królewskich, później w zaborze au- 
strjackim, najpóźniej i najsłabiej pod panowaniem rosyjskiem, gdzie proces ten 
odbywa się jeszcze do tej chwili. Warstwy ludowe, żyjące dawniej w zacieśnio- 
nem otoczeniu swej wsi i parafji, zaczynają gwałtownie wchłaniać pierwiastki kul- 
tury wyższej, często przez pobyt na robocie w Ameryce lub na Sasach, często 
przez pracę po fabrykach. Zmiana zaczęła się od cech zewnętrznych odzieży 
i mieszkania, ale stopniowo wzrasta jednocześnie samodzielność i sprawność ro- 
bocza. Co się tyczy oświaty, to ta — zależnie od okoliczności zewnętrznych— ani 
ilościowo nie rozpościera się dość szybko, ani też jej istota nie jest skoordyno- 
wana z potrzebami ludu. Kultura ludu się podnosi, a ponieważ kultura warstw 
oświeceńszych żywiołowo — poza świadomością ludzką — zwolna poczyna się de- 
mokratyzować, przeto wyłania się osobliwe zjawisko, że samowiedza zbiorowa, 
wbrew zorganizowanym wysiłkom zewnętrznym, pogłębia się i rozrasta. 



Odbywa się to przy strukturze społecznej, wielce niekorzystnej dla narodo- 
wości polskiej, która w porównaniu z narodami Europy zachodniej, przedstawia 
pewne rysy osobliwe, dla nas w swych skutkach bardzo uciążliwe. Od czasów 

średniowiecza w Europie zachodniej, każde państwo, mniejsze czy 

• i ii • i j " ■ ■ i • - i aa i a Struktura 

większe, starało się o ludność miejska; na wsi zas każda władza 

państwowa tak gospodarowała, aby ludność rolnicza, a przynajmniej 
jej część, pracująca w majątkach państwa, czy monarchy, cieszyła się dobroby- 
tem. Upadek władzy monarszej w Polsce, między innemi, miał i to następstwo, 
że miasta nie miały nad sobą dość opieki, ludność zaś rolna doszła do poddań- 
stwa, które w dobrach prywatnych było najcięższe. 

Wiek XVI ukazuje nam zamożne mieszczaństwo polskie, ludność zaś na wsi, 
chociaż już prawnie zepchnięta ze stanowiska, na którem ją postawili ostatni Pia- 
stowicze, jednak kulturalnie zachodowi Europy w tym zakresie nie ustępuje. 
Przy następnych królach obieralnych, dzieje społeczne dadzą się streścić w trzech 
okresach: 1) pewien zastój (w miastach) lub powolne cofanie się (na wsi) aż do 
wojen kozackich, 2) gwałtowne obniżanie się do drugiego najazdu szwedzkiego, 
i^3) okres najgłębszego rozprzężenia za Sasów aż do St. Augusta. Odtąd datują 



200 KULTURA POLSKA. 

się usiłowania podniesienia, z doskonałem zrozumieniem, na czem miało ono po- 
legać: na podniesieniu miast i wzmożeniu gospodarczem i oświatowem ludności 
wiejskiej. Tymczasem epoka St. Augusta, była okresem tylko pozornej nie- 
zależności, a ponieważ takie reformy wymagały ofiar pewnych grup i warstw, 
to łatwo bvło samolubnym grupom i jednostkom zawsze osiągnąć 

. . pomoc z zewnątrz, celem przeszkadzania poprawie. Mieszczaństwo 

czanstwa. r - r r r 

w znaczeniu ludności nie żyjącej z roli, było bardzo nieliczne, a lud- 
ność wiejska, przeważnie ciemna i zacofana. Ciągłe przewroty polityczne, wojny 
i powstania złemi były czasami dla rozwoju ludności miejskiej, to też chociaż 
absolutnie w ciągu XIX wieku ludność miejska znacznie się rozrosła, ale jej skład 
jest tylko częściowo polski; tu największą domieszkę stanowi ludność żydowska. 

W strukturze społecznej nie było stopniowania, a i dziś go jest za mało. 
czyli, że nie było stanu średniego Na wsi stanu średniego wiejskiego można 
było się doszukać na Mazowszu (w Wielkopolsce drobne ilości, a w Małopolsce 
prawie wcale) w tak zwanej drobnej szlachcie, w miastach było gorzej, a to prze- 
szkadzało wyrobieniu się jednolitego poczucia narodowego, któreby obejmowało 
wszystkie żywioły od najciemniejszych do najoświeceńszych. 

Gdy narody zachodnio-europejskie wytworzyły swój własny mocny żywioł 
mieszczański, a zatem nie znają takiej struktury społecznej, przy której czynno- 
ści miejskie pełnią żywioły innej narodowości, to po krajach słowiańskich, na 
Węgrzech, w Rumunji oraz Turcji, zjawisko to jest dość pospolite. Naród pol- 
ski zatracił swój dorobek kulturalny — własny żywioł miejski, który wszędzie był 
wytwarzany nie bez czynnej opieki państwowej, to też zaczynać len proces w w. 
XX. po raz wtóry, przy czynnikach państwowych temu nieprzyjaznych, było za- 
gadnieniem trudnem. Z jednej strony, nadmiar ludności wiejskiej, musi szukać 
pracy poza wsią rodzinną, z drugiej - miasta, rozwijając się, jak gdyby zapraszały 
do siebie, ale w rzeczy samej, pierwsza fala wychodźcza ze wsi, szuka takiej 
pracy, do jakiej przywykła, idzie więc na Sasy, byle do robót w polu, w tym 
samym celu do Ameryki, a tylko bardzo rzadki robotnik idzie do fabryki, aby 
możliwie najprędzej wrócić do roli. 

Aż do wojny r. 1914, nieposiadanie mieszczaństwa i powolne lecz stałe za- 
nikanie większej własności, przy niedostępności urzędów, doprowadzało do oso- 
bliwego zestawienia zamożności: gdy na całym przemysłowym zachodzie, a na- 
wet i w Skandynawji, majątek narodowy wzrasta, a wraz z tem i do- 
Zbiedmenie brobyt klas najbiedniejszych najemników tak dalece, że obcych spro- 

. ' . wadzą się do pracy ciężkiej lub nieprzyjemnej, w tym samym cza- 
sie, z pośród narodów Europy, Polacy odsetkowo poczynają dostar- 
czać najwięcej tanich wyrobników niewykwalifikowanych— powoli stopniowo na- 
ród polski przesuwa się w stronę sproletaryzowania, powoli przechodzi gospo- 
darczo na stanowisko nędzarza; parjasy polityczne Europy dążyły do stanowiska 
parjasów w życiu gospodarczem i społecznem. 



Zupełnie odrębne stosunki kulturalne panują w tych ziemiach dawnej Polski, 
gdzie masy ludowe nie były etnograficznie polskie, lub gdzie tylko drobna mniej- 
szość była polska. 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 201 

W dorzeczu środkowego i dolnego Niemna, nad Jurą, Dubissą, Niewiaźą 
i dolną Wilją, zwarta ludność litewska w drugiej połowie XIX wieku, rozpoczęła 
rozwijać się samodzielniej. Cała jej szlachta spolszczyła się dawniej, 
od miast kultura polska i częściowo język, stopniowo rozszerzały się ... k 

w głąb kraju; nad górną Wilją ludność ta zwartą masą stopniowo 
traciła swój język na rzecz białoruskiego. Wilno było tern ogniskiem, które na- 
wet okoliczny lud rolny potrafiło spolszczyć: granice Litwy etnograficznej leżą 
o dwadzieścia kilka kilometrów od Wilna na zachód. 

Zacofana ludność włościańska, która przetrzymała swój język, zaczęła bu- 
dzić się z letargu, szczególniej gdy po r. 18B3, warunki zewnętrzne nie tyle sprzy- 
jały rozwojowi litewszczyzny, ile ograniczały — wprost tępiły polskość na Litwie. 

Jeżeli wiek XIX-ty wogóle budził ludy zapomniane, nie posiadające dawniej 
własnego państwa, to skutecznie przedewszystkiem te ludy, które dawniej posia- 
dały własną kulturę (Czechy, Serbowie, Bułgarzy, Grecy), słabiej zaś te, które 
przeszłości samodzielnej nie posiadały (Bretonowie, Irlandczycy, Prowancja, 
Platdeutsch). 

W omawianym przez nas wypadku, pomoc zewnętrzna odegrała dużą rolę. 
Nowowytworzony ruch litewski miał przedstawicieli wyłącznie śród ludzi, pocho- 
dzących z ludności włościańskiej, do niedawna zależnej społecznie od szlachty 
spolszczonej lub polskiej. Dawna niechęć włościanina do szlachcica, stała się 
w tych stronach Litwy treścią ruchu litewskiego, w stosunku do polskości. Kul- 
tura litewska wychodzi jakoby z podłoża ludowego, ale ten lud wcale nie był 
kulturalnie wyższy od ludu etnograficznie polskiego, raczej było odwrotnie; te 
same wpływy zachodnie przez te same ogniwa pośrednie oddziaływały na lud 
litewski co i na polski, mniej wpływów włoskich, a więcej niemieckich, było tu 
cechą wyraźną, zresztą od 300 tu lat wszystkie wpływy szły przez Polskę. Od- 
rębny język opóźniał szybkość przesiąkania wpływów zewnętrznych, lecz wcale 
nie wytwarzał pierwiastków kultury samoistnej. Dzisiaj ilość ludności litewskiej, 
już wyłamującej się z pod wpływów polskości, lecz jeszcze prawie nie posiada- 
jącej (poza garścią duchowieństwa) swej inteligencji, wynosi do 2.000.000. 



Na południo-wschodzie, ludność używa języka ruskiego, pokrewnego zarówno 
polskiemu, jak i rosyjskiemu. Język ten (§ 29), przez znaczną część językoznaw- 
ców rosyjskich, nie jest uznany za odrębny, lecz za narzecze rosyjskiego— narze- 
cze małorosyjskie, mniejsza część i uczeni slawiści z zachodu, uważają tę mowę 
za język samoistny (skutkiem długich wpływów, napełniony zapożyczeniami z pol- 
skiego)— na Zadnieprzu również i z rosyjskiego. 

Po roku 1848-ym, rząd austrjacki zaczął usilnie popierać (historycznie for- 
muła niezupełnie słuszna, lecz charakterystyczna: „namiestnik Stadion stworzył 
Rusinów") ruch Rusinów; ci zczasem, uznając swój język za odrębny, pragną, aby 
cała ludność dorzecza Dniepru (bez górnego odcinka), Bohu i Dnie- 
stru nazywać ukraińska, a jezvk — ukraińskim. Chociaż ta ludność u , r ? 

ruskiccio 
podlegała odwiecznym wpływom bizantyjskim (nadewszystko w za- 
kresie stosunków kościelnych), jednak należenie do państwa polsko litewskiego 
po paruset latach, wywarło taki skutek, że wpływy zachodu głęboko sięgnęły, 



202 KULTURA POLSKA. 

sięgnęły, a im bliżej Polski etnograficznej, tembardziej weszły w krew ludu. Ruś 
Podkarpacka przez sąsiadowanie z oświeconą Małopolską, przez istnienie Lwowa, 
owego „przysporzyciela Polski", oraz przez liczne osadnictwo, płynące tu z Polski, sta- 
nowi dziś kraj o ludności mieszanej, gdzie na 3300 tysięcy Rnsinów-unitów miesz- 
ka 1200 tysięcy Polaków łacinnikó w, i ludność ruska — podług życzenia swej inte- 
ligencji—ukraińska, poza językiem — wysoce podobnym do polskiego i przerośnię- 
tym zapożyczeniami z polskiego— oraz poza obrządkiem kościelnym (unja zresztą 
jest katolicka) kulturalnie mało się różni od ludności polskiej. 

Można wynaleźć pewne subtelne, lecz dość poważne rysy, wyróżniające pro- 
sty lud ruski. Tak samo na Podkarpaciu, jak i na wyżynie Podolskiej, Wołyń- 
skiej lub Ukraińskiej, lud ten odznaczał się w porównaniu z chłopem polskim, 
mniejszą dbałością o teraźniejszość i o przyszłość materjalną; najazdy koczowni- 
ków stepowych wyrabiały lekceważenie zabiegów gospodarczych, a natomiast 
większe przejęcie się stroną życia odświętną, przyjemniejszą. Lud ten był w swej 
istocie pierwotniejszy, a więc bardziej poetycko nastrojony i z dziecinną prostotą 
hodował upodobania do zdobienia, śpiewu i muzyki. Odległe wpływy Bizancjum 
tliły się w głębi, a bezpośrednie zetknięcie ze światem muzułmańskim, nie sprzy- 
jało rozwojowi zasadniczych pierwiastków kultury: od wroga przyjęto zamiłowa- 
nie do błyskotliwych upiększeń broni i stroju (patrz § 60), np. płótna u ludu na 
Podolu, przetykane nitkami srebrnemi i rytm tańca, zwanego kozakiem — w zasa- 
dzie jednak niepewność życia, wolaości i mienia, raczej potęgowały lekceważenie 
systematycznej pracy, a wyrabiały podziw dla męstwa, hulaszczości i używania. 

Wpływy polskie wobec takich warunków, układały się dwojako: wszystkie 

żywioły oświeceńsze, kulturalmejsze, w całości przechodziły do kultury i języka 

polskiego, tak dalece, że duchowieństwo unickie w XVIII wieku, ja- 

py y P - k języka domowego, wyłącznie używało polskiego, a dyzunickie, 

SK!G HS KUSI. ° ii- . *«ii • i i 

walcząc z katolicyzmem, jednocześnie było może mimowolnym lecz 
gorliwym szerz} cielem wpływów polskich, oraz języka polskiego, czego objawem 
była między innemi, dyzunicka akademja Mohyły w Kijowie. 

Z drugiej strony, lud wiejski, płynący z Polski, a słuszniej, uciekający z pod 
ucisku dziedziców, szedł w olbrzymiej większości bez kobiet, to też, zakładając 
na ziemiach ruskich rodziny, dawał dzieciom matkę rusinkę, a sam znajdował 
się społecznie w warunkach bez porównania lżejszych, niż nad Wartą lub Wisłą. 
Czuł się swobodnym, lub prawie swobodnym, a zewnętrzna strona życia bardziej 
barwna i urozmaicona, oraz mniej troszcząca się o przyszłość, szybko przycią- 
gała ku sobie x ). Mazur czy Podlasiak, Kujawiak czy Krakowiak, po kilkunastu 
latach zlewał się z ruskiem otoczeniem, a działo się to tem łatwiej, że brak ko- 
ściołów katolickich przy małżeństwach mieszanych, stopniowo przesuwał go do 
kościoła wschodniego. Przed unja, niechęci między wyznawcami dwóch odłamów 
chrześcijaństwa nie było, jednak odrębność tych wyznań do pewnego stopnia 
przeszkadzała zlewaniu się z otoczeniem, a wraz z nastaniem unji, zjawił się czyn- 
nik, uprawniający do zrywania z kościołem „łacińskim", do chrztu dzieci bez 
różnicy obrządku— słowem, unja była czynnikiem etnograficznie wielce dogodnym 
dla Rusi, bo zaprzepaszczała kulluralniejsze osadnictwo polskie w otoczeniu ru- 



') F. Bujak. Galicja. T. I. 1908. 



ROZWÓJ KULTURY NA ZIEMIACH POLSKICH. 203 

skiem. W ten sposób fala osadnicza za falą, niosła żywioł polski ku Ukrainie, 
zapełniała szczerby, dokonywane przez walkę z Tatarami i jassyr, stopniowo nie- 
świadomie wyrównywała w pewnej mierze różnice kulturalne między Polską etno- 
graficzną a Rusią, ale stale nie stwarzała poważnego żywiołu ludu polskiego na 
Ukrainie — odwrotnie, raczej wzmacniała żywioł ruski liczebnie i jakościowo. 

Dziś, gdy nad górnym Dniestrem, przy opiece rządu centralnego w Wiedniu, 
rozwija się kulturalnie narodowość ruska, nad Dnieprem najczęściej słychać było 
deklamacje marzycieli o 30-miljonowym narodzie, ale objawów odrębności lub 
dążeń do samoistnego podniesienia kulturalnego swego narodu, aż do wojny 
1914 r., niewiele było widać. W latach 1905—7, ruch ten na pewien czas oży- 
wił się, ale potem znowu słabnie, bo zewnętrzne warunki państwowe nie sprzy- 
jają temu ruchowi, odwrotnie, państwowość rosyjska, jak wiadomo, uważa całą 
tę ludność za Rosjan, a ich język — za narzecze rosyjskiego. 

Zakończenie wielkiej wojny, niczego Rosjan nie nauczyło. 

Jedna z najważniejszych cech tej odrębności, język, przy licznych gwarach 
miejscowych, im bardziej na wschód, tem więcej posiada naleciałości wielkoro- 
syjskich. W rzeczy samej, pod panowaniem rosyjskiem, ten język utrzymuje się 
w jakiej takiej czystości tylko na wsi, i to dalej od miast: większe miasta, wę- 
złowe stacje kolejowe, często nawet fabryki, są rozsadnikiem języka wielkorosyj- 
skiego, ludność w tym wypadku mówi mieszaniną przejściową, cechy zewnętrzne, 
aż do zwyczajów, zaczynają się tam zlekka przystosowywać do wzorów wielko- 
rosyjskich, a nawet tak rozgłośne pieśni, dumki i szumki ukraińskie, zwolna ustę- 
pują miejsca niewybrednym śpiewom żołnierskim. 



Na północ od Prypeci, w dorzeczu Berezyny, górnej Dźwiny i Dniepru, żyje 
lud białoruski. Chociaż w wieku XIV, bezwiednie narzucił państwu litewskiemu 
mieszaninę swego języka z cerkiewno-słowiańskim, a później chociaż 
do dnia dzisiejszego ten żywioł posuwał swe granice ku zachodowi . . . . . 
kosztem litewszczyzny, jednak lud wciąż był bezgranicznie bierny. 
Zależność od szlachty — wbrew stosunkom, na południe od Prypeci panującym — 
tu dochodziła do największego napięcia; unja najłatwiej się tu przyjęła i najła- 
twiej była zniesiona. Do pewnego stopnia i tu można zaznaczyć, że im bardziej 
ku zachodowi, tem większa domieszka krwi mazurskiej, a nadewszystko grun- 
towniejsze i dłużej działające wpływy zachodnie, wytworzyły dla kultury polskiej 
mocniejsze podstawy. 

Dopiero od lat kilkudziesięciu, datują się skromne usiłowania, zmierzające 
do zbadania folkloru i stosunków etnograficznych tego ludu, od lat zaś kilkuna- 
stu, nieśmiałe próby oddziaływania kulturalnego na lud przez zaczątki prasy 
białoruskiej. 

Zakończenie wielkiej wojny otwiera widoki i dla Białej Rusi na lepszą 
przyszłość. 

Na północ od Litwy, Łotwa znajduje się pod kilkuwiekowym wpływem kul 
tury niemieckiej — Bałtyk był tu drogą, zacieśniającą te stosunki; w wieku XIX 
doszła do pewnej samowiedzy, szczególniej w zakresie języka i prasy, oraz do 



204 KULTURA POLSKA. 

pewnej kultury społecznej. Dawniejsze Inflanty Polskie, gdzie ludność łotewska 
jest katolicka, później i słabiej zaczęły w tym ruchu uczestniczyć. 



Na całym północo-wschodzie dawnego państwa polskiego, kultura polska, 
a na północy i niemiecka, styka się z litewszczyzną, łotewszczyzną i białoruszczy- 
zną, a żadna z nich aż do wielkiej wojny, a słuszniej do upadku Rosji, pomi- 
nąwszy do pewnego stopnia Niemców nad Bałtykiem, nie posiadała zewnętrznych 
warunków rozwoju 1 ), gdyż samo istnienie ich było zaprzeczane przez państwo- 
wość panującą, jednak skrystalizowane zasoby wpływów zachodu są tam mocne, 
i w takich nawet warunkach, nie cofają się. 

Na południowym wschodzie, bodaj, że wpływy kultury zachodniej wyrażają 
się w pewnym postępie technicznym (rolnictwo i przemysł, najbardziej cukrownia- 
ny), nieco wyższym, niż na Białej Rusi, naogół jednak czynniki kultury zachod- 
niej, znajdują się tam raczej w stanie cofania. 



§ 39. Stan obecny kultury rzeczowej. 

a) Rolnictwo. 

Ziemie dawnej Polski oddawna doszły do tego, że gleba jest przez człowie- 
ka rzeczywiście opanowana. Najdawniejsze siedziby ludzkie, pomijając okres ka- 
mienia gładzonego, skupiały się nad jeziorami, leżącemi dość blisko od dróg han- 
dlowych, oraz nad większemi rzekami. Przy slopniowem zwiększaniu się zalud- 
nienia, człowiek bardziej zwartemi skupieniami posuwał się w górę i w dół rzek, 
aby stopniowo osiedlać się coraz bardziej wzdłuż dopływów: góry i wielkie działy 
wodne, były pokryte puszczą leśną. Prostacze rolnictwo, połączone z hodowlą, 
nie wyłączając poważnego źródła wyżywienia, płynącego z rybołówstwa, a cza- 
sami cząstkowo i z łowiectwa, w r ymagało znacznych obszarów ziemi na wyżywie- 
nie rodziny. 

Gęściejsze zaludnienie udoskonalało rolnictwo, ten najważniejszy na ziemiach 
naszych rodzaj walki człowieka z przyrodą i równocześnie człowiek wrębywał 
się w odwieczne knieje i rozszerzał powierzchnię pól dla gospodarki rolnej. Ta 
chwila dla różnych okolic nie jednocześnie następowała. W Polsce Piastowskiej 
(niesłusznie odnoszona wyłącznie do wpływów osadnictwa niemiec- 
. oc . zą . kiego XIII i XIV wieku), była wynikiem przyczyn wewnętrznych, 
jako to: znacznego zróżniczkowania społecznego, zagęszczenia ludno- 
ści i polityki Piastowiczów; lepsze wyzyskanie roli. pozwoliło zmniejszyć powierz- 
chnię roli, wystarczającej do wyżywienia rodziny, to też kraj mógł wyżywić da- 
leko większą liczbę ludności, tembardziej, że potężne obszary leśne, jeszcze sta- 
nowiły zapas ziemi w odwodzie. Te warunki pociągnęły ku Polsce falę wychodź- 
twa niemieckiego. Najazdy Tatarów w 1240 -41, 1259 lub 1287, miały znaczenie 
miejscowe i szybko przemijające. 



') Leon Wasilewski. Litwa i Ruś. Przeszłość, teraźniejszość i tendencje rozwojowe. 1912. 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 205 

Wiek XIV dokonał dzieła reformy w zakresie osadnictwa wiejskiego, zakła- 
dania oraz przenoszenia miast i częściowo techniki rolnej: czasy ostatniego Pia- 
sta wprowadziły i ugruntowały trzypolówkę. Rozpatrując w szczegółach ówcze- 
sne stosunki widzimy, że Wielkopolska z Kujawami wciąż posiadały większy od- 
setek roli, niż Małopolska lub Mazowsze. W Małopolsce i na Mazowszu, bardziej 
zwarte lasy pozostawały zdała od Wisły i ważniejszych dopływów. 

Kraje, dzierżone ręką Rurykowiczów aż do śmierci Monomacha (1125), mniej 
więcej przypominały gospodarkę pierwszych Piastowiczów. Tu jednakże sąsiedz- 
two stepów sprawiało, że osadnictwo, bądź wylewało się na podobieństwo fali 
z obszarów leśnych i lasu parkowego w stepy, bądź też, zmiatane na stepach 
z oblicza ziemi, kurczyło się w lasy. Postęp techniki rolnej, pomimo względnie 
wysokich wzorów Rizancjum, uskuteczniał się nad Dnieprem, Desną i Irpeniem 
wolniej, niż nad Wartą, górną Odrą i Wisłą. Najazdy Tatarów, spotykając rozro- 
dzoną rzeszę, wzajemnie zwalczających się a rozdrobniałych książątek, na Rusi 
nie trafiły na żadną Lignicę. To też wytępienie ludności na ziemiach skrajnych, 
a potężne zdziesiątkowanie w najgłębszych ośrodkach sprawiło, że w końcu XIV 
wieku, Ruś więcej miała obszarów pustych, niż pięćset lat wcześniej, gdy najeźdźcy 
normańscy narzucali tu ustrój państwowy — o postępie technicznym, w rolnictwie 
mowy nie było. 

Nieco lepiej ułożyły się stosunki na Wołyniu, gdzie już nieco dawniej 
Litwa, a na południo-zachodzie i Polska (1366), zapewniły spokój niezbędny dla 
rozwoju. 

Najkorzystniej ze wszystkich ziem ruskich, układały się stosunki na Rusi 
Czerwonej, gdzie już w w. XII Rościsławicze zapewniali więcej ciągłości dla wszel- 
kich poczynań gospodarczych, a wpływ Polski z jej ruchem osadniczym niemiec- 
kim, obdarzył Ruś podkarpacką zakładaniem miast, to też nawet po- 
gromy tatarskie, kiedy to na głos Burundaj-Chana, książęta sami bu- n lP w .° 
rzyli mury miast i rozrzucali okopy, nie szczędząc złotemi kopułami 
świecącego Halicza, nie zniszczyły rolnictwa tak dalece, jak nad Dnieprem. W dru- 
giej polowie XIV w., spokój, zaprowadzony przez Kazimierza Wielkiego i potężna 
opieka nad celowemi poczynaniami gospodarczemi sprawiały, że dorzecze górne- 
go Dniestru i Sanu, mało co ustępowało Polsce. 

Inna była kolej rozwoju gospodarczego nad Bałtykiem. Na Pomorzu bli- 
skość morza z możliwością handlu (potęgowane przez ujścia Wisły i Odry) 
i zyskownego rybołówstwa morskiego, doprowadziło w pewnych miejscowościach 
do szybkiego zagęszczenia ludności i nawet zróżniczkowania społecznego, jednak 
rolnictwo nie opanowało tu wielkich przestrzeni: nie tylko puszcza Tucholska z jej 
piaskami i kaszubska malownicza ziemica stawiały przeszkodę czło- 
wiekowi (do dnia dzisiejszego te lasy przetrwały), ale cały środek p ni w 
wyżyny Pomorskiej i większa część jej pochyłości południowej, t. j. 
nadnoteckiej, w chwili podboju przez Krzywoustego (r. 1120), był jedną zwartą 
puszczą leśną. Koniec XII stulecia, a szczególniej XIII stulecie, sprawiły tu wiel- 
kie zmiany: spokój i zalew osadnictwa niemieckiego, przyśpieszyły rozwój stosun- 
ków społecznych, to też na zachodniem Pomorzu, trzypolówka wraz z osadnic- 
twem niemieckiem, już się zakorzeniła w końcu XIII wieku. 

Pomorze Polskie (Gdańskie), rozwijało się nieco wolniej, a po opanowaniu 



206 



KULTURA POLSKA. 



przez Krzyżaków, mniej więcej równocześnie z Polską Kazimierzową, doszło do 
tego samego stopnia opanowania ziemi. 

Obszar między dolnym Niemnem i dolną Wisłą, długo zapóźniony w roz- 
woju, po podboju krzyżackim szybko został skolonizowany, osadnicy zaś, spro- 
wadzeni z okolic o wyższej technice rolnej przynieśli ją z sobą, co nie przeszka- 
dzało, że potężne obszary leśne i błotne, bardzo powoli były wciągane pod pług. 

Toż samo stosuje się do Kurlandji i prawego pobrzeża dolnej Dźwiny. 

W drugiej połowie XIV wieku, kraje litewskie łącznie z białoruskiemi, przed- 
stawiały „senne sosen uroczysko", powierzchnia ziemi, wydarta lasom, była nie- 




Rys. 119. Ziemie orne. 



znaczna, może więcej nieco było roli w okolicach starych stolic książęcych na 
Białej Rusi. Witebsk, Połock i Smoleńsk, dzięki geograficznemu położeniu, ścią- 
gały ludność handlową, a zagęszczenie sprzyjało rolnictwu. Dopiero wiek XV 
i XVI sprawiły, że spokój państwowy oraz wpływ, idący od ujścia Niemna- Wisły, 
a najbardziej od Mazowsza i Małopolski, pozwoliły nieco rozszerzyć obszar, płu- 
gowi podległy, a nadewszystko wprowadziły lepsze wyzyskanie ziemi: trzypolówka 
zapanowała. 

Odrębne dzieje walki człowieka z przyrodą, posiadały południowe ziemie 
ruskie. Spokój wewnętrzny, płynący z połączenia w jedną całość państwa pol- 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



207 



sko-litewskiego, oraz dopływ osadników początkowo wojskowych, a później rol- 
ników i równocześnie mieszczan, rokował szybkie zaludnienie i zajęcie gleby pod 
pług, a żadna z ziem Rzeczypospolitej nie posiadała tak świetnych po temu wa- 
runków geograficznych, jak Ukraina i Podole. Stepy, stopniowo i nie- 
zauważalnie przechodzące w obszar leśny, swemi polanami podcho- 
dziły aż prawie ku ujściu Desny— temu, między innemi przyczynami, 
zawdzięczał swe powstanie Kijów. Przysłowiowej rodzajności gleba na polanach 
i w stepie (po którym jednak wciąż napotykano rozrzucone szmaty lasów aż za 
porohami) ściągała osadnika, który nie potrzebował karczować i zapewniała mu 



Rolnictwo na 
Ukrainie. 




Rys. 120. Lasy. 



wielki dobrobyt. Ale step był zarazem dla fal najezdniczych drogą, a wytworze- 
nie kozactwa — wynik warunków geograficznych, społecznych i państwowych — 
było tylko wzmocnieniem niepewności politycznej od strony stepów. Fale osad- 
nictwa i zwycięstwa pługa, ustępowały falom najazdów tatarskich i ruchawek ko- 
zackich, to też aż do początków XVIII w., ilość roli była tu wciąż chwiejna, a trzy- 
polówka niedbale była stosowana i często lekceważona, bo gleba byle jaką pracę 
zawsze sowicie opłaciła. 

Wyjąwszy zatem Ziemie Ukrainne, obszar ziemi ornej od wieku XIII nad 
Odrą dolną, od XIV — na ziemiach etnograficznie polskich i na Rusi Czerwonej, 



208 KULTURA POLSKA. 

a od XV wieku na Litwie bardzo powoli wzrastał, w pracy na roli zapanowała 
trzypolówka, tu i owdzie w kmiecych gospodarstwach ustępująca czteropolówce, 
a zczasem, głównie na zachodzie, zaprowadzając drobne ulepszenie pod postacią 
przesiewków w polu ugorowem. Stan taki trwał aż do pierwszej ćwierci XIX 
wieku i pojedyncze części składowe obszaru pod względem obfitości roli, utrzy- 
mywały się w jednakowym między sobą stosunku: w Wielkopolsce rola zdoby- 
wała najwięcej, a posuwając się ku wschodowi, spotykano coraz większy odsetek 
lasów. Na Litwie, naogół jeszcze potężnemi kniejami pokrytej, stosunek się od- 
wrócił: ziemie białoruskie w sen zapadły, wolniej uczestnicząc w rozwoju kultu- 
ralnym Europy — im bliżej wschodu i błot Polesia, tem wyraźniej się to zaznaczało. 
Co się tyczy ziem etnograficznie litewskich, to znaczenie Wilna, promienie- 
jącego przez Polskę idącemi wpływami zachodu i położenie geograficzne między 
Królewcem, morzem, Rygą i Wilnem sprawiły, że te ziemie, teraz więcej posia- 
dały ziemi ornej i praca rolna na Żmudzi oraz w Wileńskiem była lepsza, niż na 
Białej Rusi. 



W XX stuleciu, na ziemiach dawnej Polski, lasy jeszcze zajmują pewne ob- 
szary, naogół większe niż w krajach nadatlantyckich, mniejsze jednak niż w Niem- 
czech lub Austrji. Dorzecze Prypeci, Berezyny i górnego Dniepru, tak samo jak 
Beskid Wysoki, posiadają lasów więcej, niż 1 / s powierzchni; coś podobnego spo- 
tykamy też w Kurlandji — tu wszędzie licha gleba i nieznaczna gęstość zaludnie- 
nia, idą ręka w rękę z brakiem dróg, umożliwiających wywóz. Podobna obfi- 
tość lasów w Sudetach, przetrwała dzięki opiece rządu. Poza Beskidem, cała 
Polska etnograficzna, Prusy Wschodnie i Żmudź, posiadają lasów 15— 20°/ , tak 
samo jak Ukraina środkowa. Dorzecze Wilji, oraz Prusy Królewskie, dochodzą 
do czwartej części powierzchni, a najmniej lasów znajdujemy na południowym 
wschodzie, co zależy od warunków fizycznych. Kilkuletnia gospodarka niemiecka 
w czasie wojny, barbarzyńsko wyniszczyła lasy polskie i litewskie. 

Ziemie orne, najkorzystniejsza postać wyzyskania gleby, na całym zachodzie 
obszaru aż do Niemna i Bugu, zajmują 54 do 60°/ powierzchni, a w Poznańskiem 
przeszło 60°/ , co jest rzeczą osobliwą nawet w cywilizowanej Europie zachodniej. 
Bliski do tego lub nawet większy, stosunek, istnieje na Podolu i Ukrainie (55 do 
70°/ \ co należy przypisać rodzajności gleby i malej powierzchni lasów. Następ- 
ne miejsce zajmuje dorzecze Wilji, a Żmudź posiada stosunkowo mniej roli (38°/ ), 
a więcej łąk, co częściowo wskazuje na wpływ klimatu nadmorskiego. Na pra- 
wym brzegu Dźwiny, oraz na wschodniem Polesiu, niema nawet V 3 kraju pod 
pługiem. 

Jeżeli 3 / 5 powierzchni kraju pod pługiem w Wielkopolsce oznacza, że opa- 
nowanie ziemi przez człowieka doszło do wysokiego stopnia, to jeszcze większy 
stosunek w krajobrazie ukraińskim, wcale na to nie wskazuje, gdyż cechą roz- 
strzygającą jest jakość techniki rolnej. Rozpatrując rolnictwo na zie- 
. . . miach polskich, z punktu widzenia opłacalności pracy człowieka wi- 

dzimy, że największa wydajność ziarna i ziemniaków z hektara (ta- 
blica na str. 209) istnieje w zaborze pruskim, wówczas, gdy gleby znakomite od 
natury, wydają znacznie mniej: jeżeli wydajność z hektara na Rusi oznaczymy na 



STAN OBECNY KULTURY POLSKIEJ. 

Wytwórczość rolna ziem polskich. 



209 





Zabór 
pruski 


Zabór 

austrjacki 

i Śląsk 

Królestwo 
Polskie 


Litwa, 

Białoruś 

i Kurlandja 


Ruś 


Powierzchnia kraju w tysiącach km a 


120,0 


83,6 


123,5 


551,4 


165,0 


Powierzchnia pól w tysią- 


zbożowych 


57,4 


25,4 


42,4 


55,9 


44,5 


cach km 2 


ziemniaków 


9,9 


5,5 


10,1 


7,2 


2,8 


/ zboża 
| w mil. q. 

Produkcja l 

ziemniaków 
l w mil. q. 


62,7 


24,9 


42,5 


56,2 


42,8 


124,5 


61,5 


97,5 


46,5 


21,5 




na 1 km 2 
powierzchni 


523,0 


297,0 


542,0 


109,0 


259 


Produkcja zboża w q. 


na 1 hektar 
roli 

na 1 miesz- 
^ kańca 


1 

16,7 


10,6 


10,0 


6,6 


9,7 




6,3 2,9 


5,4 


2,7 


5,5 




na 1 km 2 
powierzchni 


1040,0 


735,0 


788,0 


140,0 


129,0 


Produkcja ziemniaków w q. 


na 1 hektar 
w q. 


125,0 


112,0 


96,0 


64,0 


75,0 




na 1 miesz- 
kańca 


12,5 


7,1 


7,8 


5,4 


1,7 



(Powyższa tablica jest wzięta z «Atlasu Polski» prof. dr Eug. Romera. 1915-16. q=-100 
kilogr.— t. zw. centnar metryczny). 

sto, to w Wielkopolsce otrzymujemy 172, a na Białej Rusi stosunek znacznie gor- 
szy, bo niżej 2 / 3 tego, co otrzymują na Rusi. 

Jeżeli obliczyć ilość ziarna, w ostatnich czasach przed wojną przeciętnie 
otrzymywanego na całym obszarze ziem polskich, to otrzymamy poważny nad- 
miar w zaborze pruskim, maleńki nadmiar na Rusi, Litwa etnograficzna nie po- 
siada dowozu, raczej maleńki nadmiar, Królestwo Polskie wobec licznego inwen- 
tarza i znaczniejszego zużycia ziarna w miastach wykazuje dość znaczny niedo- 
bór 1 ), również niedobór posiada zabór austrjacki, a największy Białoruś. Obszar 
ziem dawnej Polski, rozpatrywany jako całość, przed wojną posiadał prawie do- 
stateczną ilość zboża na wyżywienie swej ludności, pomimo tu i owdzie istnieją- 



*) Obliczenia, dotyczące dowozu ziarna do Królestwa nie uwzględniają, że w Królestwie 
Polskiem przed wojną stało wojska rosyjskiego o 150 -140 tys. więcej, aniżeli pobierano miesz- 
kańców do Wojska -na potrzeby tego wojska (z liczną kawalcrją) szła część dowozu z Rosji. 

GKOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 14 



210 KULTURA POLSKA. 

cego przemysłowego zagęszczenia ludności. Możliwość znacznego ulepszenia te 
chniki rolnej i związanej z tern wydajności na znaczny czas zapowiada wyslar 
czanie własnem zbożem. 

Zachód ziem polskich nie tylko wyróżnia się wysoką wydajnością z hektara 
zboża, ziemniaków i buraków cukrowych, ale też wielką rozmaitością uprawianych 
roślin, co wskazuje na racjonalne wyzyskanie przyrodzonych właściwości gleby 
i na umiejętne dostosowanie się do warunków rynku zbożowego. 

Ostatnie czterdziestolecie przyniosło znakomitą poprawę wydajności roli 
w Poznańskiem, co jest wynikiem przyczyn różnorodnych. Bardzo powierzchow- 
ne byłoby przypuszczenie, że tylko wysokie ceny zboża zachęcały do gospodar- 
stwa nakładowego, gdyż wchodzi tu w grę i kulturalność ludności — Wielkopol- 
ska, najstarsza z kulturalnych ziem w dawnej Polsce, zawsze w dziejach przodo- 
wała innym ziemiom Rzeczypospolitej swoją techniką rolną. 



Obfitość zwierząt domowych, świadcząca o kulturze rolnej, oraz o zamożno- 
ści ludu, jest uzupełnieniem danych, powyżej przedstawionych. Jeżeli przerachu- 
jemy cały inwentarz żywy na teoretyczne bydło rogate (wół = 4 / 5 konia = 4 świ- 
niom=10 owcom), to dla epoki przedwojennej na kilometr otrzyma- 
Obfitość m y liczby naogół znacznie mniejsze, niż w Europie zachodniej, ale 
ą . stosunkowo znajdziemy dużą obfitość pod byłym zaborem pruskim, 
a nawet pod byłym austrjackim, jakoby znanym ze swej biedy, na- 
tomiast ku wschodowi te liczby znacznie maleją, przyczem żyzna, ludna i bogata 
Ukraina z Podolem rzucają się w oczy swem ubóstwem co do inwentarza żywe- 
go — to wskazuje na przewagę większej własności i wzrastające zubożenie ludno- 
ści włościańskiej. 

Mapa (rys. 121) okazuje ten stan przed wojną. Jeżeli zamiast obrachowy- 
wać na km 2 powierzchni, uczynić to na km 2 roli (t. j. na sto hektarów), to otrzy- 
mamy obraz, również jaskrawo wskazujący, że ta sama powierzchnia ziemi 
uprawnej w zaborze austrjackim wyżywiała dwa razy więcej zwierząt domowych, 
aniżeli w Królestwie Polskiem lub na Rusi. 

Po przerachowaniu na teoretyczne bydło rogate na 100 hektarach roli 

Zabór austrjacki posiada 108,4 sztuki 

„ pruski 90,4 „ 

Litwa z Białorusią 76,6 „ 

Królestwo Polskie 57,5 „ 

Ruś 56,9 „ 



b) Budownictwo a krajobraz. 

Z biegiem czasu zjawił się też wyższy stopień opanowania ziemi czyli roz- 
wój miast, które znacznie się wzmogły w wieku XIV, wiek jednak XVI był już 
objawem rozkwitu. Od połowy wieku następnego rozpoczął się zastój i upadek, 
którego najbardziej ponurym obrazem był stan za drugiego Sasa. Częściowy zanik 
handlu a częściowe jego uproszczenie i zwyrodnienie, ustąpienie w miastach ży- 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



211 



wiołu miejscowego przed ludnością żydowską, która w tych czasach wypierała 
i na wsi ludność z zajęć nierolnych (rzemieślniczych i handlowych), sprawiały, 
że w ciągu dwóch trzecich wieku XVIII (na zachodzie wieku oświecenia!) na zie- 
miach Rzeczypospolitej rozwój społeczny ludności ulegał cofaniu: zamiast, aby 
naturalny przyrost ludności rolnej w części stopniowo przechodził do miast, cały 
ten przyrost, chociaż miejscami nader nikły, pozostawał na wsi, sprowadzając 
częściowo rozdrobnienie ziemi włościańskiej, a naogół jej zbiednienie. Tymcza- 
sem stanowiska rzemieślnicze, przemysłowe, handlowe i zawodów wyzwolonych, 
zajmowane tylko częściowo przez krajowców, a przeważnie przez cudzoziemców 




Rys. 121. Zwierzęta domowe. 



lub Żydów, wciąż pozostawały obce dla ludności polskiej, litewskiej, a jeszcze 
bardziej ruskiej lub białoruskiej. 

Wiek XIX przyniósł zmiany niesłychanie doniosłe. Włościanie zostali osta- 
tecznie uwłaszczeni w zaborze pruskim i nawet austrjackim (w r. 1848); w tak 
zw. Królestwie Polskiem wolni od r. 1808, uwłaszczeni w r. 1864; 
na Litwie i Rusi, gdzie po trzecim rozbiorze zrównani w położeniu 
z włościanami Rosji, wprost z uciążliwego poddaństwa, wistocie ni- 
czem nie różniącego się od niewoli, przeszli do wolności osobistej i zostali uwłasz- 
czeni w r. 1861. Ten fakt, a do pewnego stopnia i ogólny rozwój życia gospo- 



212 



KULTURA POLSKA. 



darczego Europy, sprzyjał wielkiemu wzrostowi zaludnienia — lasy gwałtownie 
ustępowały, z ledwością przechodząc pod opiekę praw ochronnych, niezawsze 
skutecznych. Na przełomie XIX i XX stulecia, jak to widać z mapy (rys. 120) — 
naogół tylko na wschodzie obszaru lasy zajmowały poważniejsze odsetki po- 
wierzchni, jednakże te lasy przeważnie już nie stanowią „ostępów", „kniej" lub 
„mateczników", odwrotnie — najczęściej 

Rówienniki litewskich wielkich kniaziów, drzewa 
Białowieży, Świtezi, Ponar, Kusielewa 

znikły, a jeden z większych płatów leśnych, Puszcza Białowieska ze Swisłocką, 
jeżeli posiada nawet coś w rodzaju ostępów, to wola człowieka, szczędząca żu- 
^ brów, na to wpły- 



nęła. Czasu wojny 
gospodarka nie- 
miecka wyniszczy- 
ła tę puszczę. 

Dość liche lasy 
często ostały się 
łącznie z błotami 
na Polesiu. Praw- 
dopodobnie naj- 
wspanialsze u nas 
las}' można spotkać 
w Karpatach 
Wschodnich: nad 
Prutem i Czeremo- 
szem las wydaje 
się niemniej pier- 
wotnym, niż na Bia- 
łej Rusi, a nawet 
poszczególne drze- 
wa są znacznie do- 
rodniejsze. Las ustąpił miejsca roli, a przez to nawet tu i owdzie obnażyły się 
piaski i stworzyły nieużytki. 

Krajobrazowo zmiana dokonała się daleko większa: miasta stały się większe 
i liczniejsze, a wieś 1 ), dawniej z dwóch odrębnych części złożona, z folwarku 
z dworem oraz z mniejszej lub większej ilości osad włościańskich, teraz się zmie- 
nia. Bardzo często dwór niknie zupełnie, a ilość gospodarstw wło- 
k ob e ściańskich potężnie wzrasta, przyczem typ zabudowania wsi na ca- 
łym zachodzie omawianego obszaru, ustalony w wieku XIV, teraz 
zmienia się zasadniczo: przeciąga się wzdłuż dróg, mniej się staje zależnym od 
bliskości i kierunku wód bieżących. W każdym razie na zachodzie ziem dawnej 
Polski prawidłem są liczne dość niewielkie wioski, ku wschodowi i jeszcze bar- 
dziej ku południo- wschodowi stają się rzadsze, a ludniejsze; przekształcenie 




Rys. 122. Jezioro Lednica (część poludniowo-zachodnia). 
(Podług Schiitze'go). 



l ) St. Hupka. Die Entwickelung der Dorfzustande in Westgalizien. 1910. 
O. Balcer. Chronologja najstarszych kształtów Wsi polskiej. H08. 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



213 



w kierunku zaniku dworów i gospodarstwa folwarcznego na południo-wschodzie 
aż do roku 1918 mniej się dawało odczuwać. 

Na Podolu i południowej Ukrainie sioła trzymają się wyłącznie dolin rzecznych. 

Domy mieszkalne, i wogóle zabudowania, jak przystało na obszar leśny, od 
wieków były stawiane z drzewa i tylko na zachodzie promieniując od okolic 
Gopła i Lednicy, na południu od wzgórz Wawelu, oraz na wschodzie od Kijowa. 
w wieku XI zaczął się ukazywać mur— początkowo wyłącznie do użytku świątyń 
i miejsc obronnych. Jeżeli w wieku XIV mur zaczął się pokazywać w miastach 
Polski etnograficznej i nad Bałtykiem, to jednak poza obrębem miast wsie były 
budowane prawie wyłącznie z drzewa, co trwało aż do drugiej połowy XIX wie- 
ku, kiedy to od zachodu drożyzna drzewa i większe wymogi życiowe sprawiły, 
iż na wsi poczęły zjawiać się włościańskie domy murowane. Jednakże i dziś, 




Rys. 123. Zwaliska na wyspie jeziora Lednicy. (Podt. rys. prof. M. Sokołowskiego). 

pominąwszy okolice podmiejskie, szczególniej w bliskości stacyj kolejowych, ogół 
kraju posiada jeszcze domy mieszkalne z drzewa. 

Chata polska (sam wyraz przez lud na Rusi używany w znaczeniu podwój- 
nem domostwa i pokoju, w Polsce etnograficznej wyraz ten jest ludowi znany, 
ale używany tylko przez warstwy oświeceńsze, gdyż lud dom swój mieszkalny 
nazywa chałupą, rzadziej izbą, najrzadziej domem), jako cechę charakterystyczną 
posiada sposób budowy, a mianowicie ściany z płaz, układanych poziomo, two- 
rzą w węgłach zamek lub inny sposób zmocowania. Naogół, w przeciwstawieniu 
do budownictwa niemieckiego l ), a częściowo i skandynawskiego, chata stanowi 

') L. Puszet. Studja nad polskiem budownictwem drewnianem. I Chata. 1903. 

J. Karłowicz. Chata polska, studjum lingwistyczno-archeologiczne. (Pam. Fiz.). 1884. 
W. Pessler. Die geographische Verbreitung des altsachsischen Bauernhauses in Pom- 
mern. Globus. 1906. 

Chr. Ranek. Kulturgeschichte des deutschen Bauernhauses. 1913. 



214 



KULTURA POLSKA. 




Rys. 124. Kaszuby. Chata. (Zb. P. T. Kr.) 



zrąb, unika zaś w węgłach słupu. Ten sposób, chociaż można odnaleźć najroz- 
maitsze typy, pokrewne mu wszędzie tam, gdzie za materjał musiało służyć drze- 
wo, prawdopodobnie w bardzo wielu obszarach doprowadził do samodzielnego 
sposobu budowania, a jednaki materjał— drzewo szpilkowe, pozbawione konarów, 
doprowadził do jednakiego sposobu budowy. Nie rozpatrując tego powinowac- 
twa z całym wschodem Europy, gdzie 
fińska chata przechodzi w wielkoro- 
syjską, trzymając się sposobu węgło- 
wego (co również dotyczy Czech i po- 
łudniowych Węgier), należy zaznaczyć, 
że na ziemiach polskich jest on cha- 
rakterystyczny. 

Sposób budowania na węgieł, zda 
niem L. Puszeta, jest właściwy górom 
i równinom północy, czyli obszarom 
o lasach szpilkowych. Tam, gdzie prze- 
ważały lasy liściaste, tam drzewo z ko- 
narami zachęcało do budowy ramo- 
wej, tam zaś, gdzie brak był drzewa 
wogóle, jak np. w pewnych okolicach 
Wielkopolski, skutkiem odwiecznego 
zamieszkania, lub na Ukrainie wskutek 
warunków fizjograficznych— tam posiłkowano się częściowo gliną lub malerjałem 
drzewnym cienkim, który musiano kombinować z gliną i słomą. 

Izba, zbudowana na węgieł (odróżniają najmniej sześć sposobów ciesielskiego 
zmoco wania węgłów), była zalążkiem, 
z którego rozwinęła się chałupa 
współczesna, a mogła się ona rozwijać 
dwojako. 

Najstarszym typem chaty jest 
jednoizbowa, która, dostawiana obok 
drugiej izby lub przedzielona na 
dwie, mogła się rozrosnąć w cały 
zbiór pokojów i pomieszczeń gospo 
darczych, czasami utrzymując pod- 
cienie lub ganek od szczytu. Po- 
mimo pokrewieństwa z domem sta- 
rogreckim, trudno przypuścić wpływ 
bezpośredni, bo wówczas, gdy bu- 
downictwo w Grecji od drzewa prze- 
chodziło do muru, przypuszczalnie 

w czasach kultury mikeńskiej 2000 — 1000 przed Chr., to o żadnych 
.... wpływach Grecji na ziemie między morzem Czarnem a Bałtykiem 

nie może być mowy, tem bardziej, że i późniejsze stosunki z Greka- 
mi, gdy ci osiedli na wybrzeżu Czarnomorskiem, musiały z mieszkańcami Polski 

















plr 


f iiHMK 








K 'iJSf — ' 


0L 


































■ Q 1 


















« » .• "• 



Rys. 125. Chata na Kurpiach (typ nowszy) 
(P. Tow. Kr.). 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



215 



h !,,„;■ JS 




Rys. 126. Chałupa dwuizbowo-symetryczna na Podhalu. 
1) Przekrój poprzeczny. 2) Widok licowy i 3) Plan (Pódl. Wł. Matlakowskiego). 

odbywać się przez stepy, materjału drzewnego pozbawione; należy też pamiętać, 
że wówczas Grecy o budownictwie drzewnem już zapomnieli. 

Chociaż w zakresie techniki wpływ okolic, stojących wyżej, na pozostałe już 
w czasach najdawniejszych jest niezaprzeczony, to jednak można przypuszczać 



216 



KULTURA POLSKA. 



i 



3 



że jednoizbowa chata, czy to jako zrąb z pni drzew iglastych, czy też jako wy- 
niesienie ziemianki ponad ziemię, mogła się dokonać w wielu miejscach kuli ziem- 
skiej mniej lub więcej samoistnie, i jeżeli działały tu wpływy obce, to w całej 
Europie jednakie, tylko że w głębi obszaru zwartych puszcz leśnych później, ani- 
żeli na wybrzeżach morskich. Obecnie chata jednoizbowa spotyka się w pewnych 

ilościach, rozrzucona między przeważającą dwuizbo- 
wo-symetryczną na Kujawach i na Pomorzu; w po- 
jedynczych oknzach, zapewne jako przypadkowy wy- 
jątek, może się trafić w każdej ziemicy. Poważnie 
zaś, jako typ przeważający, zjawia się w Cie- 
szyńskiem, oraz w północno-zachodniej czę- 
ści wielkiego rowu podbeskidowego, t. j. w do- 
rzeczu Kisuczy i Orawy, a stąd stopniowo 
rozszerza się i dalej w stronę Dunajca, oraz 
ku północy, gdzie śród Babiogórców (przy- 
puszczalnie od półtora wieku) zaczyna się 
ugruntowywać. 

_0 L Gdy izba nie wystarczała 

rozrastającej się rodzinie, to 
dawniejszą pozostawiano dla ce- 
lów gospodarczych, dla po- 
mieszczenia zaś rodziny budo- 
wano nową, obie zaś 
pokrywano wspólnym 
dachem, przez co po- 
wstawało domostwo z 
dwóch izb, i ten typ, od- 
rębny od jednoizbowe- 
go, typ dwuizbowo-sy- 
metryczny zczasem u- 
stalił się. 

Jeżeli podstawą by- 
ła izba, zbudowana na węgieł, to 
potrzeba większych, obszerniejszych 
budynków nie mogła być zaspoko- 
jona tak prosto, jak w budownictwie 
w „słup" („sumik"), gdzie ilość 
przęseł można dowolnie dostawiać, 
tylko zamiast rozszerzania izby, mu- 
siano pomnażać ich ilość, stawia- 
jąc dwie jednakowe izby pod jed- 
nym wspólnym dachem. W całym 
wykończonym rozwoju można spotykać okazy tego budownictwa na Podhalu, 
gdzie rozwinął się z dwóch izb (patrz rys. 126): białej — mieszkalnej i czarnej, 
przeznaczonej przeważnie dla celów gospodarczych, oraz przestrzeni między nie- 
mi (sieni), ogrodzonej „w słup". Podział izb wpoprzek lub też dalsze dostawia- 




Rys. 127. Rozwój chaty jednoizbowej. (Podług 

L. Puszeta). I. b = izba biała. I. cz. = izba czarna. 

S. = sień. K. = komora. O. = obora (stajnia). B. = 

boisko (klepisko) z sąsiekami. P. = podcienie. 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



217 



nie nowych izb pozwala domostwu rozwinąć się, a nawet w ciągu ostatnich lat 20 po- 
zwoliło na budowę obszernych domostw w Zakopanem, pełnych smaku artystycznego. 

Chałupa dwuizbowo -syme- 
tryczna, która w nowszych cza- 
sach przerodziła się w t. zw. czwo- 
raki (a rzadziej w ośmioraki), jest 1 
podstawowym budynkiem miesz- 
kalnym prawie na całym obsza- 
rze ziem dawnej Polski. Chału- ., 
pa dwuizbowa poza 
naszym obszarem jest Chata 
właściwa niektórym dwui ^°wo- 

. ,. c .. . t symetryczna. _. 

okolicom Szwecji, jest 9 

pospolita w Rosji Europejskiej aż 
po Ural, na zachodzie zaś jest 
ona pospolita jako typ frankoń- 
ski domostwa (celtyckiego pocho- 
dzenia) w całych Niemczech po- o 
łudniowych. 

Zaznaczmy fakt, dziejowo u- 
stalony, że taka chałupa już w XV 
stuleciu była w Polsce pospolita, 
osadnictwo zaś niemieckie szło 
z różnych okolic Niemiec, ale wię- 4 
cej od Sasów i ujścia Renu, ani- 
żeli z południowych Niemiec. Za- 
znaczmy również, że chałupa sta- 
rosaska, posiadająca pod jednym 
dachem mieszkanie ludzkie, spi- 
chrze i pomieszczenie dla bydła 
z klepiskiem naprzestrzał wzdłuż - 
budynku, słabo się u nas przyję- 5 
ła, gdyż na wschód od Koszalina 
(na Pomorzu) pojedyncze tylko 
wypadki dawniej notowano. Wo- 
bec tego musimy przyznać, że 
Niemcy w XIII i XIV stuleciach 
stosowali się w Polsce do bu- 
downictwa miejscowego, bo co 
najwyżej tylko częściowo wpro- 
wadzili na Śląsku i na Pomorzu 
po miastach t. zw. dzisiaj mur 
pruski („fachwerk"). 

Zdaje się, że najsłuszniej bę- 



6 




Rys. 128. Rozwój chaty dwuizbowo-symetrycznej 
(frankońskiej ucz. niemieckich) (Podług L. Puszeta). 



dzie twierdzić, iż chata dwuizbowo-symetryczna zjawiła się na ziemiach polskich 
samodzielnie, tak samo, jak w wielu innych miejscowościach Europy. 



218 



KULTURA 



O L S K A. 



Zależnie od rozporządzalnego materjału, plaży bywały dawniej szersze, pó- 
źniej węższe, okrąglaki zawsze szły na budowę budynków gospodarskich. Gdy 
znakomitego budulca było dosyć pod ręką — chata była jakoby związana „sosrę- 
bem" (inaczej „siostrzanem"), wpoprzek podtrzymującym belki, ale gdy drzewo 
drożało, potrzeba nauczyła lepiej wyzyskiwać wytrzymałość materjału drzewnego 
i budować oszczędniej bez sosrębu 




Rys. 129. a. = Chatą ze szczytem i okapem przyźbowym. b. = Chata z podcieniem, 
c = Chata z dachem naczółkowym. (Podług St. Szyllera). 

Dawna czterospadowość strzechy pozostała w drobnych daszkach bocznych 
pod szczycikami, które same stanowią cechę bardzo ważną rozpoznawczą. Kie- 
dy w Czechach, w Niemczech południowych, lub na zachodzie Europy szczyt 
wystaje ponad ścianą szczytową, to w chacie polskiej x ) jest on zawsze nieco 
w głąb cofnięty, a w chacie wielkorosyjskiej niczem nie zaznaczony szczyt sta- 




Rys. 130. Trzy typy przekroju ściany szczytowej w budowlach drewnianych. 
a. — w Europie zachodniej, b. = w Europie środkowej (i w Polsce), c. = w Europie 

wschodniej (w Rosji). 



nowi dalszy ciąg ściany szczytowej (patrz rys. 129 i 130). Ten szczegół późoiej 
zachował się w budowlach murowanych. 



*) St. Szyller. Tradycja budownictwa ludowego w architekturze polskiej. (Przegl. Techn. 
1916 i 1917). 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



215) 



Takie szczyciki często przepuszczały dym, gdyż chata dawniej pospolicie 
była kurną. Jeszcze obecnie można spotkać takie chaty bezkominowe na Żmu- 
dzi, na Białej Rusi, a również w Beskidzie, gdzie kurna chata, jeszcze bardzo 
obficie występująca, jest związana z trudno dostępnem położeniem śród gór. 

Niskie wejście, dawniej dość powszechne, było bodaj że związane z pewną 
obronnością domostwa 1 ). 

W Beskidzie, gdzie deszcze są znaczne, wystające końce belek, _ . , . 
czyli t. zw. „rysie" podtrzymywały dach, tworzący w ten sposób wy- budownictwa 
stęp nad czołem chaty, występ, ułatwiający obchodzenie gospodar- drzewnego, 
stwa w czasie desz- 
czu pod jaką taką 
zasłoną. Śród nie- 
których miaste- 
czek w Beskidzie 
i nawet na jego 
podgórzu można 
spotkać połączenie 
całego szeregu do- 
mostw, które nad 
chodnikiem wy- 
twarzają pewnego 
rodzaju zabezpie- 
czenie od deszczu. 
Jeżeli takie zwisa- 
jące części dachu 
„okapy" podpiera- 
no, to otrzymywa- 
no podcienia, „so- 
botami" zwane, 
które najczęściej 
się trafiały w do- 
mach miejskich, 
przy rynku poło- 
żonych (tak samo 
w domostwach ty- 
pu dwuizbowo-sy- 
metrycznego , jak 
i jednoizbowego), 
a również przy 

wszelkich budynkach użytku publicznego, jako: kościoły, ratusze, kramy lub su- 
kiennice. 

Jeżeli soboty przykościelne były zjawiskiem rodzimem od czasów dawnych, 
to były one poniekąd wywołane klimatem naszym, który, szczególniej w Beskidzie, 
nieraz przeszkadza w pracy człowiekowi swemi deszczami, a również dodać 




Rys. 131. Typowy kościółek małopolski, często z XVII lub XVIII wieku, 
zwykle uw&żany za modrzewiowy, dokoła otoczony t. zw. «sobotami». 



l ) M. Wawrzeniecki. Współczesne zewnętrzne strony życia ludu. 1911. 



220 



KULTURA POLSKA. 



należy, iż w średniowieczu, a nawet aż do czasów względnie najnowszych, cały 
handel odbywał się pod gołem niebem, a co najwyżej, w podcieniach 
podcieniowe. lub na S anku > to też kied y nastał w budownictwie romanizm w XII 
wieku, to zastał już skłonność do krużganków w dawniejszych bu- 
dowlach drzewnych. Niektórzy badacze przeszłości gotowi są przypuszczać, że 

odwrotnie, romanizm, a 
później w XVI wieku od- 
rodzenie, stworzyły u nas 
włoski zwyczaj krytych od 
słońca chodników, ale 
głębsze badania uznają to 
za szczegół rodzimy. Ła- 
twość rozpowszechnienia 
się w XVI w. owych ko- 
lumnad po miastach i mia- 
steczkach (ulica w Malbor- 
gu, cały rynek w Hirszber- 
gu w g. Olbrzymich, ry- 
nek w Zamościu, w Kro- 
śnie i tyle innych przy- 
kładów) tylko w ten sposób da się wytłumaczyć, że już dawniej w budownictwie 
drzewnem istniała skłonność do takich postaci, że już w Polsce istniała predy- 
spozycja do podcieni, kolumnad i do łuku, który już dawniej istniał w drzewie. 
Stosunkowo więcej pozostałości dawniejszego budownictwa drzewnego znaj- 
dujemy w Małopolsce, gdzie napotykamy najrozmaitsze przejścia do współcze- 




Rys. 152. Dawne domy miejskie w Wiśniczu. 



■nggi 



. 













-^a^aa 



Rys. 133. «Kolkowane» odrzwia na Podhalu. 



snych czworaków lub też większych domostw, wyglądających bardziej kosmo- 
politycznie. 

Im okolica była trudniej dostępna, im dłużej lasy się dochowały, tern bar- 
dziej budownictwo drzewne wyodrębniało się, dochodząc na Podhalu do swoi- 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



221 



stego wyrazu. Rozumie się, w tem, t. zw. zakopiańskiem, a słuszniej podhalskiem 
budownictwie można wyróżnić wpływy obce: spiczasty dach pewnie się wykształ- 
cił pod wpływem gotyku: ale wgięcie dachu samoistnie powstało, pomimo pozor- 
nego podobieństwa, nie mając nic wspólnego z Chinami, tak samo, jak kryte pod- 
cienia powstały niezależnie od wpływów Odrodzenia. Cały Beskid posiada taki 
typ budowli, a im okolica dostępniejsza, tem więcej odchyleń od czystej podhal- 
szczyzny. 

Ten sposób budowania objął i kościoły, mianowicie typ kościoła murowa- 
nego po miastach i miasteczkach, przeniesiony na wieś i wykonany w drzewie 
(bardzo często w modrzewiu), dał typ swoisty (rys. 131), który przetrwał do dziś 
dnia w licznych miejscach Małopolski i szczególniej w Beskidzie tak dalece, że 
przekroczył granicę polityczną byłej Rzeczypospolitej, w stronę Słowaczyzny i Ślą- 
ska Górnego, a nawet częściowo i Dolnego. Również to samo można powiedzieć 
i o cerkwiach na Rusi Czerwonej, które, wzorując się na budowlach bizantyj- 
skich a ), wykonane w drzewie, na- 
brały cech, nieraz silnie przypo- 
minających podhalszczyznę (ry- 
sunek 134). 

Typ staroświecki budowli 
drzewnych, odchylający się od 
podhalszczyzny, lecz posiadają- 
cy niektóre jej cechy, dawniej 
szeroko rozpostarty, pozostawił 
dowody swego rozpostarcia w ca- 
łej Małopolsce pod postacią za- 
jazdów, domów z podcieniami 
(najczęściej przyrynkowych), a na- 
wet i synagog (rys. 135). 

Na Ukrainie południowej, w 
budowie dawniejszej kurnej cha- 
ty, obok drzewa, pewną rolę od- 
grywała też i glina. W nowszych 
czasach miasta, stacje kolei że- 
laznej , a czasami cukrownie 
rozpowszechniają lepsze budynki drewniane, przypominające czworaki. Te drew- 
niane budynki, tak samo jak i wszelkie murowane, kryją blachą, malowaną na 
zielono: w ten sposób, w ciągu ostatnich 40—50 lat wygląd zewnętrzny osad 
ludzkich na Ukrainie zaczął się zbliżać do Rosji środkowej. 

W miastach na zachodzie obszaru prawie wyłącznie zapanował mur, a po- 
suwając się ku wschodowi, stopniowo spotykamy udział drzewa, aby na Litwie 
i Rusi spotkać zupełną przewagę drzewa poza większemi miastami. 

Mur już poważnie przedstawiał się na zachodzie obszaru w XIII wieku 
w świątyniach i zabudowaniach klasztornych, i bardzo rzadko w warowniach. 
Tak zwane kościoły „Duninowskie" w Wielkopolsce (na Kujawach i nawet 




Rys. 134. Cerkiew unicka w Mikotajewie. 



') W. Szczerbakiwśkij. Architektura u riżnych narodiw i na Ukraini. 1910. 



222 



KULTURA POLSKA. 



w Czerwińsku na Mazurach) są dowodem wyraźnego romanizmu (rys. 38), oprócz 
nich, dosyć liczne były murowane budowle na Śląsku, na Pomorzu i w Małopol- 
sce — tu sąsiedztwo Krakowa wcześnie promieniowało wpływami zachodu. Czer- 
wińsk, Sulejów 7 , Wąchock, a bodaj nawet Sieciechów, oraz Sando- 
mierz ze swym kościołem Ś-so Jakóba, sa miejscowościami, najbar- a X ,! 
dziej na w 7 schód wysuniętemi, na ziemiach piastowskich, gdzie bu- 
dowle romańskie przetrwały. Zabytki romanizmu na Rusi Czerwonej (np. w Ha- 
liczu) na inne wskazują wpływy, na Bizancjum. 

Ruś Kijowska przyjęła budownictwo murowane z Bizancjum, a rozpościera- 
jąc szeroko swe wpływy polityczne, upowszechniała i budowle murowane. Nie- 
litościwe burze dziejowe sprawiły, że zabytków tego budownictwa do naszych 




Rys. 135. Pilica. Wnętrze synagogi drewnianej (Wpływ miejscowego budownictwa 
drzewnego). (Fot. K. Kłosa w zb. Tow. op. nad zabytkami). 



czasów przetrwało bardzo mało — sam Kijów zadziwiająco niewiele ich posiada. 
Najdalej na zachód sięgały wpływy średniowiecznego budownictwa kijowskiego 
do Włodzimierza nad Ługiem (dopływ Bugu) i do Kamieńca Litewskiego nad 
Leśną (dopływ Bugu, na północ od Brześcia Litewskiego). 

W czasach, kiedy w całej Europie obudziła się prawie religijna cześć dla 
zabytków przeszłości — w XIX wieku w b. Królestwie Kongresowem, gdzie zabytki 
własnemu były pozostawione losowi, w barbarzyński sposób zmarnowano bezpo- 
wrotnie kilka zabytków romanizmu. 

Daleko więcej zabytków przeszłości, sięgającej XIV i XV wieku, a więc za- 
bytków gotyku, posiadają ziemie dawnej Polski. Ten wpływ szedł od zachodu 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



22.'i 



i od Bałtyku. Jeżeli niektóre z zabytków mogą uchodzić za budo- 
wle, właściwe w końcu średniowiecza całemu środkowi i zachodo- . °.,-[ . . 
wi Europy, to mnóstwo z nich posiada pewne cechy odrębne: zakoń- 
czenie absydy, 

dach nad presbi- 
terjum, częste wy- 
stępowanie jednej 
wieży na froncie, 
oraz szczegóły w 
laskowaniach o- 
kiennych i zakoń- 
czeniu portali wy- 
twarzają sumę wła- 
ściwości, które ra- 
zem pozwalają te 
budowle wyodrę- 
bnić w nadwiślań- 
ską odmianę stylu 
gotyckiego 1 ). Geo- 
graficznie gotyk 
sięga bez porówna- 
nia dalej ku wscho- 
dowi, niż roma- 
nizm: na Litwie — 
Wilno ze swemi 
świątyniami gotyc- 
kiemi (nie mówiąc 
o zwaliskach w 
Trokach, Miedni- 
kach i Krewię), a 
na Rusi — Droho- 
hycz z kościołem 
Jagiełłowej funda- 
cji , są miejsca- 
mi, najbardziej na 
wschód wysunię- 
temi. 

Odrodzenie po- 
tężnie wpłynęło na 
Polskę murowaną. 
Gdańsk i Kraków, 
obok gotyku, po- 
siadają całe dziel- 
nice, wzniesione w XVI i w pierwszej połowie XVII wieku, które nieraz zdra- 
dzają wielką kulturę, promieniującą z Włoch w nasze strony. 




Rys. 136. Baszta z XII— XIII wieku w Kamieńcu Litewskim— jeden 
z najbardziej na zachód wysuniętych zabytków budownictwu ruskiego. 
(Podług rys. kredkowego). 



') J. S. Zubrzycki. Styl Nadwiślański. 1910. 



224 



KULTURA POLSKA. 



Odrodzenia. 



Budownictwo czasów zygmuntowskich, pomimo swej włoskiej 

Zabytki budów- sza ty > niejeden szczegół wprowadziło rodzimy, z których najważ- 
nictwa czasów . . . . ,. , ,. ... ,. ... . 

niejszym jest attyka *), upiększająca irontony kamienic, ratuszów 

i sukiennic. Szczegół pochodzenia dawniejszego, mający na celu 

obronę i walkę 
z pożarami (rys. 
139), który po- 
przez wpływ 
włoski nadaje 
tyle swojskiego 
charakteru bu- 
dowlom starego 
Krakowa, Kaź- 
mierza, Lwowa, 
a pojedynczo 
jeszcze spotyka 
się w rynku Sta- 
rego Miasta w 
Warszawie , w 
ratuszach Szy- 
dłowca, Sando- 
mierza, Tarno- 
wa i w wielu 
innych miej - 
scach. 

Mnóstwo 
miast i miaste- 
czek w Polsce 
etnograficznej 
(a również poza 
nią w Wilnie, 
we Lwowie) za- 
pełniły się mu- 
rowanemi d o- 
m a m i miesz- 
czańskiemi, nie 
mówiąc o siedzi- 
bach magnac- 
kich i gmachach 

Rys. 137. Gotycki kościół Dominikanów w Krakowie. użytku publi- 

cznego , które 
można spotkać po wszystkich ziemiach Rzeczypospolitej, z tern jednak wyjaśnie- 
niem, że dalsze ziemie ruskie, podlegając nawałom tatarskim i kozackim, poza 




J ) S. Szyller. O attykach polskich i polskich dachach wklęsłych. 1909—1913. 
Cz. Thullie. Jak wyglądały domy w dawnych miastach polskich 1914. 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



225 



paroma miejscami, nie zachowały 
żadnych murów, noszących cechy 
odrodzenia włoskiego. Później- 
sze prądy w budownictwie Eu- 
ropy zachodniej — barok, rokoko, 
style cesarstwa, znajdowały swe 
odbicie w miastach naszego ob- 
szaru, szczególniej na zachodzie, 
jednakże pominąwszy liczne ko- 
ścioły barokowe (t zw. czasami 
styl jezuicki), nie nadawały piętna 
wydatniejszego. Dopiero wiek XIX, 
z rozmaitemi wpływami w bu- 
downictwie, często przeradzające- 
mi się w bezstylowość, oraz z roz- 
powszechnieniem wogóle muru. 
zaczyna naszym miastom (z bar- 
dzo nielicznemi wyjątkami) nada- 
wać wyraz szablonu, tandety bu- 
dowlanej i pozbawia je wyrazi- 
stości zewnętrznej, na której tle, 
im bardziej ku wschodowi, tern 
więcej nad miastami zaczynają się 
wybijać złociste kopuły, wieńczące 
cerkwie i dzwonnice prawosławne. 





Rys. 138. Brama miejska w Brodnicy. 
(Podług A. Ambrassafa). 




W* 




c. 



Rys. 139. Przekroje ściany licowej budowli polskich. 
a ) Szczyt kościelny, b.) Warownia z attyką. c.) Dom wielopiętrowy. (Podług St. Szyllera). 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 15 



226 



KULTURA POLSKA. 



Dzisiejsze czasy, zamiast rozwinąć te odwieczne szczegóły miejscowej kul- 
tury budowlanej, które zdołały się wytworzyć, przyniosły prawie powszechną ich 
zagładę, bo tylko cudem ocalone jakieś domy w rynku Sławkowa, Kaźmierza 
lub Kielc, nie wywołują naśladownictwa, a raczej są zabytkami. Jeżeli sięgniemy 
do przyczyn, które sprawiły, że zamiast swobodnego rozczłonkowa- 
Obecna n j a domostw, nowożytny ich sposób budowania przechyla się do 
bezstylowość kosmopolitycznej, skulonej w sobie postaci domów pojedynczych, 
u ow ana. ^ .^ wi ę ksze skupienie, tern bardziej dąży do koszarowej jednostaj- 
ności i do drapaczów, to musimy przytoczyć przyczyn kilka. Najpowszechniej- 
szą i pewnie najważniejszą przyczyną jest nihilizm estetyczny, powszechnie u nas 
panujący w miastach; poza Gdańskiem i Krakowem, trudno przytoczyć jakieś po- 
ważniejsze wysiłki, mające na ce- 
lu wiązanie nici architektonicznej 
z przeszłością. Żywiołowo od- 
działywają też czynniki gospodar- 
cze, jak np. zwyczaje, przenoszą- 
ce wszelkie czynności handlowe 
do wnętrza domostw, drożyzna 
miejsc w miastach i poniekąd ta- 
niość szkła, które pozwala daw- 
niejsze podcienia najpierw zaopa- 
trzyć w lekkie ściany, z dużą po- 
wierzchnią szyb, a później i za- 
trzeć po nich wszelkie ślady. 



c) Drogi. 

Drogi, ten charakterystyczny 
środek walki człowieka z przyro- 
dą i zarazem miernik, w jakim 
stopniu ziemia już jest przez czło- 
wieka opanowana, wskazują na 
ziemiach dawnej Polski, w drob- 
nej tylko mierze na zależność od 
warunków fizjograficznych, a w głównej mierze na warunki państwowe. 

Drogi wodne w dawnym zaborze pruskim są doprowadzone do pewnego 
stanu wykończenia i jeżeli podejmują nowe roboty wodne w wielkim stylu, to 
one dążą do pogłębienia pewnych odcinków dróg wodnych. W dawnym au- 
strjackim dziale ziem polskich, gdzie tylko górne części rzek spoty- 
Stan dróg kamy . § ro dk wy bieg Dniestru, odnośne prace inżynierskie są w peł- 
nyc . ^^ biegu — większe rzeki i niektóre rzeczki już są uregulowane, 
a tylko potoki górskie w znacznej części jeszcze nieuregulowane, wyrządzają 
szkody mieszkańcom nadbrzeżnym, lecz rok po roku ręka ludzka wywalcza po- 
tokom nieużyteczne „kamieńce". 




Rys. 140. Attyka polska. (Podług St. Szyllera). 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



227 



W dziale rosyjskim, wyjąwszy maleńkie gdzie niegdzie odcinki rzeczne w są- 
siedztwie wielkich miast, wszystko jest jeszcze do zrobienia. Rzeki znajdują się 
tu w stanie zupełnego zdziczenia, a człowiek od lat kilkudziesięciu nie wybrnął 
z okresu badań przygotowawczych i projektów, których brak środków stale nie 
pozwala wykonać. Miarą braków w tym zakresie może służyć przybliżony koszto- 
rys, obrachowany 
w pierwszych la- 
tach XX stulecia: 
w Królestwie Pol- 
skiem, a więc w 
kraju, zajmującym 
geometryczny śro- 
dek Europy, któ- 
rego gęstość za- 
ludnienia docho- 
dziła do 100 ludzi 
na km. kw., ure- 
gulowanie Wisły 
pochłonęłoby 100 
mil. rubli, a dru- 
gie tyle kosztowa- 
łoby uporządko - 
wanie dopływów 
Wisły i Warty. 

Nieinaczej rzecz 
przedstawia się z 
drogami bitemi. W 
dawnym zaborze 
pruskim każda wio- 
ska jest połączona 
z siecią dróg bi- 
tych, a pomimo to, 
sieć ta jeszcze się 
zagęszcza, a w o- 
kolicach bardziej 

przemysłowych, 
jak np. na Śląsku 
Górnym , okolice 
podmiejskie otrzy 
mują zamiast szos, 
gościńce, wykłada 

ne granitem kostkowym. W dawnym zaborze austrjackim sieć dróg bitych po- 
woli lecz nieustannie wzrasta i dzisiaj, jeżeli ustępuje w swej gęsto- 
ści zachodnim prowincjom państwa, to jednak już obecnie mniej wię- 
cej odpowiada gospodarczym wymaganiom kraju. W Królestwie Pol- 
skiem sieć dróg bitych, zakreślona i mocno zapoczątkowana w głównych rysach 




Rys. 141. Ratusz w Sandomierzu. (Fot. Tow. Op. nad Zab. Przeszłości). 



Bite 
gościńce. 



228 



KULTURA POLSKA. 



za czasów Królestwa Kongresowego, później tylko bardzo powoli była uzupeł- 
niana. Chociaż Królestwo Polskie przed wojną, co do obfitości dróg bitych ra- 
zem z gub. Petersburska i Moskiewską, stało na pierwszem miejscu w państwie 
rosyjskiem, to jednak biorąc rzecz porównawczo z krajami europejskiemi, Kró- 
lestwo posiada sieć szosową niezmiernie nikłą, a samo doprowadzone do stanu 
takiej gęstości, jaką posiada Poznańskie, wymagałoby sum kolosalnych. Na Litwie 
i Rusi długość szos jest tak znikoma, że kraje te stanowią już wyraźne przejście 
do Rosji Europejskiej, gdzie czasami całe gubernje dróg bitych nie posiadają. 
Porównawczo można to tak przedstawić, że gdy na każdy kilometr kwadratowy 




Rys. 142. Kraków. Dziedziniec t. zW. pałacu Jabłonowskich. (Ze zb. P. T. Kr.). 



Francja *) przed wojną posiadała 1048 metrów drogi bitej, Anglja— 813, Niemcy— 
486, Austrja — 333, to 

Zabór pruski 237 

„ austrjacki ....... 194 

Królestwo Polskie 08 

Trzy gubernje ruskie 14 

Sześć gub. litewsko-białoruskich . 13 

Koleje żelazne, ta najpotężniejsza dźwignia dzisiejszych stosunków gospodar- 
czych, swoim stanem przed wojną odpowiadały drogom wodnym i gościńcom 
bitym. W zaborze pruskim sieć kolejowa dochodzi do niesłychanej gęstości 



') M. Nesterowicz Stan dróg kołowych Królestwa Polskiego. 1913. 



STAN OBECNY KULTURY RZECZOWEJ. 



229 



w okręgu węglowym na Górnym Śląsku, rzednie w okolicach rolniczych, jednak- 
że Poznańskie i Prusy Zachodnie posiadają w stosunku do powierzchni sieć ko- 
lejową trzy razy znaczniejszą, niż Królestwo Polskie 1 ). W krajach 
podkarpackich sieć kolejowa, dwa razy gęściejsza, niż w Królestwie ,° eje 
Polskiem, posiada swą cechę osobliwą — łączność ku Wiedniowi, oraz 
7-krotne poprzez Karpaty połączenie z Węgrami, czyli w stosunku do potrzeb 
kraju sieć zbudowaną wręcz nieracjonalnie, bo z myślą nie o Polsce, lecz 
o Wiedniu. Ta sieć powoli się jeszcze 
rozrasta i jako tako odpowiada potrze- 
bom gospodarczym. 

Wspólną cechą kolei pruskich i au- 
strjackich jest mnogość odnóg, podcho- 
dzących do dawniejszej politycznej gra- 
nicy rosyjskiej, lecz za nią nie znajdują- 
cych swego przedłużenia. Od Kłajpedy 
do Sosnowca istniało przed wojną mię- 
dzy Prusami a Rosją zaledwie siedem po- 
łączeń kolejowych, a na całej długości 
granicy austrjacko-rosyjskiej— wszystkiego 
trzy. Dopiero czasy wojny tu przynio- 
sły niejaką poprawę. Sieć kolei w dawnem 
Królestwie Polskiem, jakoby przystosowa- 
na do potrzeb strategicznych rosyjskich, 
była naogół bardzo niedostateczna dla 
celów gospodarczych, co najciężej odczu- 
wało lewe pobrzeże Wisły, najbardziej 
przemysłowa część Polski, wówczas, gdy 
okolice, leżące na wschód i północo- 
wschód od Warszawy, stosunkowo mniej 
ludne i pozbawione przemysłu, posiadały 
kolei najwięcej. 

Litwa z Białorusią posiadają parę 
linij znaczenia strategicznego, ześrodko- 
wujących się wachlarzowato w Warsza- 
wie (jak np. kolej Warszawsko-Petersbur- 
ską, Siedlecko-Bołogowską i Brzesko-Mo- 
skiewską), oraz wpoprzek tamtych szla- 
ków, parę o znaczeniu wyraźnie gospodarczem, jak np. szlak, łączący port Lipa- 
wy z Ukrainą Zadnieprową, lub też łączący Rygę przez Smoleńsk z Moskwą. 
Do tego, aby można mówić o jako tako wystarczającej sieci litewskiej, jeszcze 
bardzo daleko! 

Stosunkowo więcej posiadają kolei ziemie ruskie, między morzem Czarnem, 
Dnieprem i granicą rumuńską, oraz austrjacką; chociaż tu czarnoziemne okolice 




Rys. 143. Ratusz w Poznaniu. 
(Podług fot. Br. Preibisza). 



') Samo Poznańskie nawet przeszło 3 l / 2 razy więcej, niż Królestwo Polskie. 



230 



KULTURA POLSKA. 



Ukrainy i Podola już dość gęsto są zaludnione, to jednak co do gęstości sieci 
kolejowej nie mogą się równać z krainami podkarpackiemi. 



Wszystkie objawy kultury rzeczowej, nie tylko najważniejsze, co dopiero 
uwzględnione (obszar lasów i roli, budowle i drogi, technika rolna i przemysło- 
wa), ale również starania o uporządkowanie miast i zadrzewienie dróg, starania 
o zdrowotność publiczną w najprzeróżniejszych objawach, dążące do udogodnie- 
nia i uprzyjemnienia życia w zakresie materjalnym, spotykają się w najsystema- 
tyczniejszej całości pod byłym zaborem pruskim, w wielkiej mierze nie obce są 




Rys. 144. Tratwy na Narwi. (Fot. A. Chętnika w zb. P. T. Kr.). 



i byłemu zaborowi austrjackiemu, chociaż nieraz tamtemu ustępują, a najmniej 
dają się odczuwać w byłem Królestwie Polskiem, na Litwie i Rusi. Odwiecznym 
rozpędem, Królestwo Polskie jeszcze wciąż naogół stoi wyżej od pozostałych 
dzielnic zaboru rosyjskiego, jednak w dziewięciu gubernjach, t. zw. zachodnich, 
samorząd miejski, przy swej całej wadliwości, w ciągu ostatnich lat trzydziestu, 
dużo uczynił dla załagodzenia braków kulturalnych tamtych miast, wówczas, gdy 
Królestwo, pozbawione tego czynnika, postępowało znacznie wolniej. 



STAN KULTURY NIEMATERJALNEJ. 



231 



§ 40. Stan kultury niematerialnej. 

a) Struktura społeczna. 

Ludność, zamieszkująca omawiany obszar, tak niejednolita etnograficznie, 
w bardzo przeważającej części zajmuje się rolnictwem, z wyjątkiem żydów, któ- 
rzy znajdują wyżywienie w handlu, pośrednictwie i cząstkowo w rzemiosłach, ale 
wogóle stanowią żywioł najzupełniej miejski, od pracy na roli oderwany. Niemcy 
posiadają pewien dość poważny odsetek ludności miejskiej, a za nim idą Polacy; 




Rys. 146. Ludność miejska. 

Rusini, Litwini i Białorusini, tylko w nikłych odsetkach, stanowią żywioł miejski. 
Dzisiejsza gęstość zaludnienia na ziemiach dawnej Polski nie pozwala wyżywiać 
się ludności wyłącznie z rolnictwa. 

Śląsk na wschód od Kacbachy, wschód Wielkopolski i Małopolska aż do 
Wisły i Sanu są najgęściej zaludnione, gdyż, pominąwszy dawne gu- 
bernje Kielecką i Radomską, których gęstość wynosi poniżej 100 na . ^. s . osc . 
km. kw., omawiane ziemie posiadają 100 do 130; okolice z przemy- 
słem węglowym, przypominają stosunki Belgji lub Westfalji. Wyżyny Lubelska 
i Podolska, oraz Ukraina, posiadają przeszło 80 na km. kw., co wyraźnie uwy- 



2 $2 



KULTURA POLSKA. 



datnia wpływ gleby. Ku północy i wschodowi gęstość znacznie opada. Należy 
zaznaczyć małą gęstość zaludnienia w zaborze pruskim, gdzie w Poznańskiem 
wysoki odsetek ziemi ornej, łącznie z dzielnością ludu, nie w stanie przeważyć 
warunków politycznych ostatniego stulecia. 

Na zachodzie ziem dawnej Polski gęste zaludnienie znajduje wyżywienie 
poza rolą w przemyśle, a jednak częściowo musi wychodzić na zarobki na ob- 
czyźnie. Niski odsetek ludności, w miastach pracującej, stwarza, iż wieś jest 
przeludniona i powoduje wychodztwo do miast i nadewszystko wytwarza wy- 
chodztwo sezonowe. Nawet nad górnym Dnieprem, gdzie mieszka ledwie 44—47 
na km. kw., mała powierzchnia ziemi ornej i licha gleba nie mogą wyżywić 
ludności, która już od kilkudziesięciu lat musi uprawiać wychodztwo zarobkowe. 



Ludność rolnicza wciąż stanowi treść i jądro narodu polskiego. 

Uwzględniwszy możliwą niedokładność danych liczbowych, można przyjąć, 
że ilość gospodarstw włościańskich na ziemiach etnograficznie polskich nie do- 
chodzi trzech miljonów. 

Różna wielkość gospodarstw, niejednakowość gleby, bardzo rozmaite pozio- 
my techniki rolnej i odległości od rynków miejscowego znaczenia sprawiają, że 
trudno określić, jaka rozległość gospodarstwa włościańskiego oznacza samodziel- 
ność zupełną, a jaka tylko częściową. 

Można przyjąć, że gospodarstwa poniżej dwóch hektarów (z wyjątkiem nie- 
licznych podmiejskich, o typie ogrodów), są dodatkiem do pracy najemnej: że 
gospodarstwa od 2 do 5 hektarów, są w połowie gospodarstwami samodzielnemi, 
a w połowie zmuszają właścicieli i ich rodziny do szukania zajęcia poza własnem 
gospodarstwem; że dopiero gospodarstwo, powyżej 5 hektarów, jest rzeczywiście 
samodzielnem, t. j. nie zmusza do szukania zarobku na uboczu. W ten sposób 
można rachować, że wszystkie gospodarstwa, powyżej 5 hektarów i połowa go- 
spodarstw od 2 do 5 hektarów, są samodzielne. 

Następująca tablica zestawia dane liczbowe: 



Śląsk 
Górny. 



SI. Cie- 
szyński. 



Po- 
znań- 
skie. 



Prusy 
Król. 



Ma- 
zury. 



Galicja. 



Kroi. 
Kongre- 
sowe. 



Suma 



a) Gospodarstw włościańskich 
wogóle (tysięcy) 

b) Poniżej 2 hekt 

c) Od 2 do 5 hekt 

d) Powyżej 5 hekt 

e) Polowa pozycji c) . . . . 

f) Gospodarstw samodzielnych, 
t. j. poz. d) + '/, poz. c). . 

g) W tej liczbie gospodarstw 
polskich 

h) Polskich gospodarstw niesa- 
modzielnych, t. j. b) -f- 7 2 c) 



195 


35 


275 


207 


70 


1(04 


1090 


127 


20 


184 


138 


38 


444 


273 


35 


8 


26 


21 


10 


367 


432 


53 


7 


65 


48 


22 


195 


385 


17 


4 


15 


11 


5 


183 


216 


50 


11 


78 


59 


27 


376 


601 


30 


9 


52 


28 


18 


207 


520 


120 


19 


132 


72 


29 


290 


430 



2876 

1224 

899 

753 

499 

1204 

864 

1092 



Od Paryża 10 



MAPA GĘSTOŚCI ZALUDNIENIA 



Niżej 20^ na kilometr kw. 

fna Polesiu). 

od 20-40 - » 
od 40-60 » » 
od 60 - 80 » » 
od 80-100 » " 
od 100 - 130 - » 
powyżej 130 mieszkańców na km.kw. 




STAN KULTURY NIEMATERIALNEJ. 233 

Te liczby nasuwają pewne wnioski. Oto w rękach włościanina polskiego, 
drobnej szlachty i drobnych mieszczan, było przed wojną 1,092 tysiące gospo- 
darstw niesamodzielnych, czyli 60°/ ogólnej ich liczby. Stosunek gospodarstw 
samodzielnych 1 ) w polskiem ręku był lepszy, gdyż wynosił 71°/ , ale to wyłącznie 
dzięki dawnemu Królestwu Kongresowemu, gdzie dochodził 83°/ , gdyż w dawnej 
Galicji nie dochodził 55°/ — obecność Rusinów to sprawiła, a w Prusach Królewskich 
opadał poniżej połowy — Niemcy to osiągnęli, dzięki polityce, zapoczątkowanej 
przez Fryderyka II. 

Jeżeli liczebność rodziny rolnika polskiego ocenimy przeciętnie na 5 osób, 
to w liczbach okrągłych otrzymamy, że było polskiej 

ludności rolniczej w gospodarstwach samodzielnych . . . 4.300.000 

„ „ małorolnej 5.500.000 

bezrolnej 4.000.000 

miejskiej 3.500.000 

Ta ostatnia liczba wskazuje na słabe znaczenie polskiego żywiołu wiejskie- 
go, gdyż obok półczwarta miljona Polaków na omawianym obszarze ludność ży- 
dowska wynosi 2 800.000, a na zachodzie obszaru istnieją liczne rzesze niemieckiej 
ludności miejskiej. 

Śród ludności wiejskiej zaledwie 31°/ stanowi żywioł gospodarczo-samo- 
dzielny, reszta jest albo połowicznym wyrobnikiem, albo zupełną biedotą bezrolną. 
Trzeba sobie uprzytomnić, że w miastach żywioł polski mało posiadał jednostek 
zamożnych, ogromna większość — to robotnicy, rzemieślnicy i niezamożna inteli- 
gencja i otrzymamy jaskrawy obraz, do czego żywioł polski spadł w czasie wie- 
kowej niewoli — do poziomu jednego z najbiedniejszych ludów Europy. 



Jeżeli w niektórych okolicach Polski rdzenny żywioł polski pracuje po fa- 
brykach i w handlu, to wogóle zawody nierolnicze mniejszy wywierają wpływ, 
niżby się liczbowo mogło wydawać, gdyż ta ludność od niedawna porzuciła rolę. 
często dopiero w pierwszem pokoleniu. Należy jednak zaznaczyć, że nie tylko 
w większych miastach i ogniskach przemysłowych pracuje robotnik polski. Ode- 
rwany od pługa, włościanin małorolny lub wiejski robotnik bezrolny z zaboru pru- 
skiego pracuje nieraz po fabrykach Saksonji, Berlina lub Nadrenji, 

a ze wszystkich trzech zaborów w St. Zjednoczonych. Ponieważ Związanie 
.j,.,. . ,. , . ii- ludności 

]ednak jest to praca nie na roli dopiero w pierwszem pokoleniu, z i e mia 

zrzadka w drugiem, przeto robotnik ten często przekłada robotę go- 
rzej płatną, lecz na roli — tak samo w Niemczech jak i w Ameryce. Ten robotnik 
ciągnie do ziemi, jego bohaterskim wysiłkom pracy i oszczędności stale przy- 
świeca nabycie kawałka ziemi na własność i przez to mamy tam pozornie dziwne 
zjawisko, że na Śląsku austrjackim i jeszcze bardziej w Beskidzie zachodnim 
ludność góralska, zamiast przechodzić do miast, woli zdobywać ziemię pod pług 



') Samodzielność gospodarcza jest tu przyjęta nieco optymistycznie, bo w razie, jeżeli za 
gospodarstwo samodzielne uznamy obszar 5 hektarowy i wyżej, to liczba gospodarstw samodziel- 
nych w polskiem ręku spada do 540 tys., a cała ludność tej kategorji do 2.700.000, co czyni mniej, 
niż piątą część ludności rolniczej. 



234 KULTURA POLSKA. 

na zboczach i grzbietach górskich, już czasami przekraczając 1000 m. nad pozio- 
mem morza, co stwarza niesłychanie niewdzięczny warsztat pracy rolnej 1 ). 

Całe mnóstwo robotników polskich w obczyźnie poświęca fabryce 10—12 
lat, czasem i więcej, aby następnie wrócić do kraju i „okupić się", najczęściej 
spłacając działy rodzinne i wrócić do roli. To posiada niesłychanie wielkie zna- 
czenie kulturalne, gdyż przyzwyczaja całe mnóstwo wychodźców do wytężonej 
pracy i rozszerza widnokrąg myśli i czynu ludu wiejskiego, nie mówiąc o za- 
robkach, spływających do kraju i pozwalających wyżywić rodziny, pozostałe po 
wychodźcach. Pominąwszy wszelkie dodatnie i ciemne strony wychodźtwa za- 
robkowego, należy stwierdzić, ze część tej ludności, szukająca pracy w miastach, 
sprzyja przejściu ludności od roli do miast. Drobna cząstka odrazu 
Wędrówka pozostaje w fabryce, ale ponieważ odbywa się to na obczyźnie, to 
, . . ona przeważnie dla kraju ginie; jednakże wpływ kilkunastoletniej 
pracy w przemyśle wytwarza z ludności rolnej typ przejściowy, 
a mianowicie dzieci tych czasowych robotników fabrycznych łatwiej i w większej 
mierze już mogą przejść do handlu i zajęć fabrycznych. Fabryki Łodzi, War- 
szawy, Białegostoku oraz kopalnie węgla na zbiegu trzech dawnych zaborów, jak 
również i Borysław, są taką szkołą przygotowawczą do zmieszczanienia ludności 
rolnej. Ten sam proces w mniejszym nieco stopniu dotyczy i Litwy etnograficznej, 
w pewnym stopniu Białej Rusi, której wychodźtwo zarobkowe od niedawna kie- 
ruje się do Ameryki, gdy dawniej kierowało się do hut na południu Rosji i do 
stolic Rosji. 

Na Rusi ten proces, wbrew dość znacznej gęstości zaludnienia, odbywa się 
stosunkowo wolno. 

To, co się mówiło o związaniu ludu polskiego z rolą, to się do pewnego 
stopnia stosuje i do warstw oświeceńszych. Dawniej w XVIII wieku, wobec ni- 
kłego życia miast, jedynem środowiskiem oświaty były warstwy szlacheckie, po- 
litycznie uprzywilejowane. Dopiero w ostatniej ćwierci XIX w., żywioły inteli- 
gencji zawodowej, a stopniowo i handlowe oraz przemysłowe, zaczynają wzra- 
stać w liczbę, jednakże i dziś stan obecny nie pozwala mówić o mieszczaństwie 
polskiem, jako sile społecznej poza Warszawą, Lwowem, Krakowem i poza Wiel- 
kopolską, gdzie fala żywiołu mieszczańskiego, początkowo prawie wyłącznie od 
dołu, ale stanowczo i silnie wzbiera. 



b) Stan obecny kultury umysłowej. 

Pod względem kultury umysłowej, ziemie dawnej Polski przedstawiają widok 

bardzo niejednolity, a w swych szczegółach prawie nigdzie nie przy- 

, " pominajacy wzorów z krain, przodujących ludzkości. Oświata ele- 

ktorze pruskim. r , , . , -. . , -i. 

mentarna szkolna stoi najwyżej w Prusach, dzięki długoletniemu tam 

przymusowi szkolnemu. Jednakże ta oświata, wszczepiana w obcym języku, tylko 



') Hakatystycznie usposobiony geograf Erw. Hanslik chce -widzieć w tern stronieniu chło- 
pa polskiego od miast, zaludnionych przez Żydów, objaw społecznej starości, ale jego krytyk, 
prof. Alfr. Grund, z daleko większą słusznością widzi w takiem stronieniu od miast, a parciu 
W niewdzięczne gleby górskie, objaw młodzieńczej świeżości. 



STAN KULTURY NIEMATERJALNEJ. 235 

pośrednio przynosi pożytek. W dawnym zaborze austrjackim, owym okrzycza- 
nym jakoby kraju analfabetów, rzeczy stoją daleko lepiej, niż się zwykle głosi. 
Już przed wojną sieć szkolna doszła do tej gęstości, że wyjąwszy nie- 
liczne wioski w zapadłych okolicach górskich, cała młodzież już mo- . z f ( ! r . ze 
Tii xt , -. . , . , . austrjackim. 

ze otrzymywać naukę szkolną. Na zachodzie zaboru austrjackiego, 

w chwili obecnej ludność męska między 8—35 rokiem życia, prawie w całości 
umie czytać i pisać, żeńska połowa ludności nieco gorzej się przedstawia; wscho- 
dnia część ruska (ukraińska) niewiele ustępuje zachodniej polskiej. 

Co do Królestwa Polskiego, to cyfrowo niepodobna scharakteryzować stopnia 
oświaty ludowej, bo tu żadnych wiarogodnych danych niema, a liczby drukowa- 
ne, dotyczące umiejętności czytania i pisania, są zbierane sposobami niejednako- 
wemi i wręcz wadliwemi. Na podstawie znajomości stosunków, mo- 
żna tylko wnioskować, że sprawa stoi bardzo niepocieszajaco, szkoły p . . . 
początkowe były przeraźliwie nieliczne, jakościowo liche i obarczo- 
ne celami politycznemi, w życiu niewykonalnemi — prawie wcale nie wpływały na 
stan początkowej oświaty ludowej. To, co lud umie (a mowa tu nie tylko o czy- 
taniu i pisaniu), umie dzięki samouctwu, bardzo rozpowszechnionemu tak samo 
śród ludu, jak i wśród warstw oświeceńszych. 

Osadnicy niemieccy, rozrzuceni w Królestwie, znajdowali się stale w poło- 
żeniu uprzywilejowanem, gdyż mogli posiadać własne szkoły, to też śród nich 
oświata początkowa, ustępując stosunkom w Niemczech, wyżej stoi, niż śród 
ludności rdzennej. Tak samo ludność żydowska, uprzywilejowana przez Rosjan 
pod względem szkół początkowych, nie zna analfabetyzmu, przynajmniej w swej 
męskiej połowie. 

Na Litwie i Rusi stosunki niewiele różnią się od Królestwa, ta sama nie- 
pewność statystycznych danych urzędowych, takie same szkoły, ale samouctwo 
w niektórych rdzennie litewskich i źmudzkich okolicach, już od dość dawna 
znacznemi mogło poszczycić się wynikami (tu statystyka często ludność wprost 
oświeconą zaliczała w czambuł do analfabetów, gdyż ta ludność nie umiała czy- 
tać w języku urzędowym). 

Nie najgorzej stoją t. zw. „okolice" szlacheckie. 

Im bardziej ku wschodowi, tern stosunki przedstawiają się bardziej pier- 
wotnie. Dość liczne szkoły cerkiewne, posiadając swe cele odrębne, niewiele 
wpływają na rozwój oświaty początkowej na Riałej Rusi. Może nieco lepiej, niż 
na Riałej Rusi, rzecz się przedstawia na Ukrainie i Podolu, lecz i tu nie dzięki szko- 
łom, nie uznającym odrębności języka ruskiego, lecz dzięki większemu zagęszcze- 
niu ludności, liczniejszym stacjom kolei żelaznych, licznym fabrykom z rolnictwem 
związanych, a także i pewnemu wychodźtwu. 

Żydzi na Litwie i Rusi, tak samo jak w Królestwie i pod byłym zaborem 
austrjackim, stanowią żywioł piśmienny w całej masie. 

Można wyprowadzić uogólnienie, że na ziemiach dawnej Polski oświata ludu 
naogół (nie wyjmując i Poznańskiego, skądinąd przodującego) jest bardzo lichą 
podstawą dla kultury umysłowej społeczeństwa, którego klasy średnie i wyższe 
posiadają życie umysłowe z jednej strony, przekazane przez rozwój dziejowy, 
z drugiej strony wzmacniane wpływami, z Europy dochodzącemi. Prędzej można 
mówić o wpływie z góry na lud, niż o zasilaniu ruchu umysłowego od dołu. 



236 KULTURA POLSKA. 

W zaborze pruskim lud wielkopolski i częściowo zachodnio-pruski dostar- 
cza inteligencji jednostek zupełnie pożądanych; jednak szkolnictwo pruskie, skut- 
kiem barbarzyńskiego tępienia polszczyzny w szkołach i przymusu do znienawi- 
dzonej niemczyzny, w wysokim stopniu szkodziło oświacie polskiej 
Zastój umysło- j zmniejszało korzystne wyniki przechodzenia jędrnych co do charak- 

z *. °" teru jednostek z ludu do szeregów inteligencji. Cała inteligencja 
rem pruskim. _, J , , . , , ..,-,, .? , , ^ , „ 

w Poznańskiem była zaprzątnięta bądź walką o byt, bądź tez walką 

polityczną, przez co atmosfera umysłowa znacznie się obniżyła w porównaniu ze 
stanem z przed siedemdziesięciu laty. Wybitniejsze umysły emigrowały do Kró- 
lestwa lub do zaboru austrjackiego, a ten objaw źle się odbijał na stosunkach 
miejscowych: przesadny separatyzm, brak inicjatywy, oraz mały udział w ruchu 
umysłowym całej Polski były następstwem tego stanu. 

W zaborze austrjackim dopływ świeżych sił z ludu dokonywa się zbyt 
gwałtownie a mianowicie po roku 1867 fałszywa, bo pseudodemokratyczna poli- 
tyka, zbyt powoli krzątała się koło oświaty ludu, a zbyt gorliwie zakładała szkoły 
średnie. To też biedne kraje podkarpackie stosunkowo posiadają więcej mło- 
dzieży w gimnazjach i szkołach realnych, niż zamożne Czechy; a nie jest to obja- 
wem zdrowym, gdyż z jednej strony szkoły te działały wadliwie, wypuszczając 
młodzież niedostatecznie przygotowaną do studjów uniwersyteckich a z drugiej 
strony, kraj nieprzemysłowy nie mógł zająć takiej mnogości kandydatów do po- 
sad urzędniczych. Dzisiaj ludzie o wykształceniu uniwersyteckiem, zajmują sta- 
nowiska tak niewybredne, jak nigdzie w Europie. Stan ten powoli ulega zmia- 
nie na lepsze, gdyż z jednej strony szkoły jakościowo podnoszą się, a z drugiej 
strony, drugie pokolenie inteligencji z ludu będzie już posiadało kulturę ducha 
bez porównania wyższą, niż pierwsze pokolenie. 

Szereg wyższych uczelni (dwie wszechnice, politechnika, akademja leśna, 

weterynaryjna, agronomiczna i zamierzona górnicza), stopniowo lecz 

Umysłowość s [ a \ e doskonalących sie, oraz Akademja Umiejętności były regulalo- 

pod zaborem .,. ", c . • i j i t • j »•-•** • 

austriackim rami z y cia umysłowego i poniekąd skuteczną jego dźwignią, to tez, 

pominąwszy wszystkie braki życia umysłowego w byłym zaborze 
austrjackim, należy stwierdzić, że ogół stosunków umysłowych idzie tam ku lep- 
szemu i już dzisiaj nie przedstawia się źle. 

Odrębny a wielce swoisty obraz życia umysłowego widzieliśmy przed wojną 
w Królestwie Polskiem. Tu nić tradycji dziejowej, pomimo gwałtownych wstrzą- 
śnień, najmniej się rwała, tu ściągali i ściągają jeszcze często ludzie oświeceńsi 
z Poznańskiego, Litwy i Rusi. Ale sama tradycja, pomimo, że znajdowała pod- 
trzymanie w dużej ilości jednostek, na zachodzie Europy pobierających lub uzu- 
pełniających swe wykształcenie, nie wystarczała, bo brak warunków, które pod- 
trzymują i udoskonalają życie umysłowe Krakowa i Lwowa, sprawiała, że życie 
umysłowe i wogóle kultura ducha od lat czterdziestu zaczynały się wstrzymywać 
w rozwoju. Warszawa zaczynała się oddalać od Europy, objawem tego i gro- 
źnym znakiem było wychodźtwo uczonych z Królestwa, Litwy i Ukrainy do Kra- 
kowa i Lwowa, to też przed wojną, bez przesady można powiedzieć, że życie 
umysłowe pod zaborem austrjackim znacznie wyprzedziło zabór rosyjski, a przy 
takich warunkach, jakie istniały przed wojną, gdy Lwów i Kraków podnosiły się, 
zczasem cała kultura duchowa na Podkarpaciu musiałaby wyprzedzić Warszawę. 



STAN KULTURY NIEMATERIALNEJ. 237 

Należy jednak przyznać, że ten proces, wysuwający były zabór austrjacki 
na czoło, nie odbywa się gładko ani szybko; ciągła nić dziejowa, związana 
z przodownictwem Warszawy, starała się ciężkiemi wysiłkami jedno- 
stek budować to, co gdzie indziej (a również i w zaborze austriackim) Umysłowość 

XAI n Kfll A C t \A/1 P 

z łatwością dokonywało się zarządzeniami i środkami państwa. p . .. 
W Królestwie nawet powstawały instytucje, chcące podnosić życie 
umysłowe, a te wysiłki, niezawsze mogąc sprostać bezpośredniemu zadaniu, swoją 
drogą przynosiły duży pożytek pośredni. 

O życiu umysłowem Polaków na Litwie i Ukrainie trudno mówić, bo naj- 
wybitniejsze jednostki ulegały prądowi wychodźczemu, nie znajdując warunków 
pracy na miejscu. ile w życiu duchowem Królestwa przeważa typ wyszkole- 
nia umysłowego, bezpośrednio wskazujący na zachód, o tyle na Litwie i Rusi 
wpływ Europy dokonywał się drogą okólną przez uniwersytety rosyjskie. 

Litwini etnograficzni, głoszący swą odrębność kulturalną, nie wyszli jeszcze 
poza publicystykę ludową, a nieliczne jednostki, wyrastające umysłem ponad oto- 
czenie, do niedawna tonęły w umysłowości polskiej, przed wojną zaczynały dą- 
żyć na północ i wschód. Białorusinach jeszcze mniej można powiedzieć. 

Rusini posiadali w zaborze austrjackim własne szkolnictwo niższe i średnie, 
oraz dążyli do wytworzenia uniwersytetu. Pod panowaniem rosyjskiem, gdzie 
jakoby mieszka osiem razy więcej Rusinów-Ukraińców, niż w Austrji, przed woj- 
ną na nic podobnego nie zanosiło się; najczęściej Ukrainiec, wraz z wyższem wy- 
kształceniem, ba, nawet z kilkoma klasami średniego, ginął dla kultury i języka 
ukraińskiego, natychmiast stawał się pół-Rosjaninem a dążność do karjery urzędni- 
czej, była tu bodaj że czynnikiem rozstrzygającym. 

Naogół ludność Litwy i Rusi, bez różnicy narodowości rozpatrywana, nie ma 
sobie równych w Europie pod względem małej wytwórczości duchowej, a jedną 
z najgłębszych przyczyn jest fakt, że Wilno nie było ogniskiem wiedzy uniwersy- 
teckiej, a Kijów, będąc niem pozornie, w samej rzeczy jest dość niedostatecznym 
pośrednikiem między umysłowością kraju a życiem umysłowem Europy zachodniej. 
Polityczne zmiażdżenie żywiołu polskiego i staranne jego tępienie, bez możności 
zastąpienia go innym żywiołem, były najgłębszą tego zjawiska przyczyną. 

Życie umysłowe Polski, krępowane przed wojną 1914 r., znajdowało jeżeli 
nie opiekę, to przynajmniej tolerancję w zaborze austrjackim, tam też ono zaczy- 
nało się ześrodkowywać i nawet kwitnąć i jeżeli porównywać jego objawy z od- 
nośnemi danemi Europy zachodniej to, uznawszy pewną niższość polskiego życia 
umysłowego, wypada zarazem podziwiać jego żywotność i stałą chęć dorówna- 
nia Europie. 

Życie artystyczne w Polsce, jeżeli nie wprost utożsamiane z życiem umysło- 
wem, wyraźnie wskazujące między innemi i na poziom duchowy, . 
istnieje i rozwija się, a niezamożne społeczeństwo nie może wyżywić artV st V czne 
znacznej części swych przedstawicieli sztuki plastycznej, którzy mu- 
szą żyć i pracować poza granicami ojczyzny. 

Literatura piękna, której od lat dziewięćdziesięciu nigdy nie brakło wybi- 
tnych przedstawicieli, jest związana z życiem nie tylko politycznem narodu, lecz 
i ze zmianami społecznemi: od dworu wiejskiego przechyla się ku miastu i ku 
chałupie chłopskiej. Śród literatur ludów europejskich twórczość polska odznacza 



238 KULTURA POLSKA. 

się jakiemiś niewygładzalnemi rysami obywatelskości, a wszelki wybujały ego- 
tyzm, szczególniej, gdy ma przechodzić w samolubstwo, nie nęci czytelnika pol- 
skiego, odwrotnie, pod najrozmaitszą postacią, można wciąż spotkać takie tematy, 
jak cierpienie całych gromad, cierpienie jednostki, nie z własnej winy wynikające, 
bezwzględny kult obowiązku, słowem, tematy, dające się wyrazić kilkoma głębo- 
kiemi słowami Mickiewicza: „nie znalazł szczęścia w domu, bo go nie było 
w ojczyźnie". 



§ 41. Stan kultury religijnej i moralnej. 

Życie religijne na ziemiach dawnej Polski odznacza się śród ludu żywem 
natężeniem. 

Od zachodu i drobnemi grupami, wszędzie można spotkać Niemców-ewan- 
gelików; Polacy nielicznie do tej religji należą: w Cieszyńskiem, na Śląsku środko- 
wym i na Mazurach, wszędzie poza tem można spotkać pojedyncze jednostki, po- 
chodzące z rodzin niemieckich, od paru pokoleń u nas osiadłych. Nieliczne 
gniazda kalwińskie, sięgające XVI stulecia, posiadają znaczną część rdzennych 
Polaków, co również i na Litwie się spotyka. Dodać należy kilkadziesiąt tysięcy 
unitów języka polskiego, pewną ilość Żydów Polaków, oraz coraz mniej liczne 
grupy mosleminów, czyli t. zw. Tatarów litewskich, aby co do reszty w olbrzy- 
mio przeważającej większości, uznać katolicyzm za wyznanie Polaków. 

Lud, mówiący po litewsku, wyjąwszy mały ułamek (przeszło 100 tys. w Pru- 
sach Książęcych), jest również katolicki, jak i część Białorusinów, oraz w Inflan- 
tach polskich paręset tysięcy Łotyszów. Unja, zniesiona siłą w r. 1793 na Ukrai- 
nie i Podolu, w r. 1838 na Wołyniu i we wszystkich ziemiach dawnej Litwy, 
a w r. 1875 w Królestwie Polskiem, pozostała pod dawnym zaborem austrjackim, 
gdzie obejmuje 3.400.000 ludności ruskiej (ukraińskiej), i zaledwie kilkadziesiąt 
tysięcy polskiej. 

Skutkiem tego, że dwa rządy rozbiorcze uosabiały dwa obce dla Polski 
wyznania, to chęć tych rządów zatarcia resztek odrębności polskiej pchnęła je 
na tory polityki wprost (czasami ubocznie) dla katolicyzmu nieprzychylnej, albo 
nawet wrogiej i to sprawiło, że w najróżnorodniejszych kombinacjach politycznych 
u nas katolicyzm utożsamiał się — niekoniecznie zawsze słusznie — z polskością. 
To mimowolne utożsamienie sprawia, że nawet warstwy oświeceńsze 
. y . . polskie pod względem religijnym z zasady nie przeciwstawiają się 
ludowi, który odznacza się wielkiem przywiązaniem do kościoła. 
Jest to zjawisko znamienne, że nawet warstwy robotnicze i miejskie, na zachodzie 
Europy z natury swej bardziej liberalnie nastrojone, u nas z nielicznemi wyjątka- 
mi są głęboko i szczerze religijne. Jest to rzecz tak głęboko wrośnięta, że sfery 
robotnicze w XX stuleciu mogły się stać podłożem dla szczepienia fanatycznych 
sekt, które jednak szybko powstawszy, szybko zaczęły topnieć. 

Jeden z głębszych znawców ludu polskiego twierdzi *), że światopogląd reli- 
gijny ludu często jeszcze tchnie pod pokrywką chrześcijaństwa pozostałościami 



l ) S. Hupka (wyżej cytowano). 



STAN KULTURY RELIGIJNEJ I MORALNEJ. 239 

naiwnego animizmu. W każdym razie należy stwierdzić, że stan ten ulega po- 
prawie i że śród gromad najmniej oświeconych ofiarność, związana z objawami 
życia religijnego, jest jedynym zakresem życia, gdzie najbiedniejsi zaspokajają 
popędy bardziej idealistycznej natury. 

Życie odświętne ludu wiejskiego, a bardzo często i najpowszedniejsze obja- 
wy życia codziennego, związane są z mnóstwem zwyczajów i obrzędów: zaduszki, 
wigilja, gody, jasełka, Wielkanoc i wiele innych, które czasami zlewają się ze 
zwyczajami i obrzędami kościelnemi. Gorąca wiara tego ludu wytwarza przy ta- 
kich zwyczajach nastrój wprost uroczysty i podniosły, nastrój, przechowywany 
od wieków. Obojętną jest rzeczą (Wawrzeniecki, Bruckner), że te strony życia 
mają najpewniej niewiele wspólnego z życiem duchowem pra-Słowian, owszem, 
stopniowo wsiąkały jako wpływy z Rzymu, rzadziej z zachodu, lub ze Skandy- 
nawji dochodzące i są raczej pozostałością zakrzepłą wpływów, dawniej działa- 
jących na klasy przodujące. Jednakże naogół te zjawiska, bardzo jednostajne na 
całym obszarze etnograficznym, a nawet często obejmujące sobą Litwinów, Ruś 
i Białoruś, są faktem kulturalno-społecznym, który mocniej trzyma się wsi, a sła- 
bnąc w życiu ludu miejskiego, coraz bardziej słabnie, aż do zanikania śród warstw 
oświeceńszych. 

Wierzenia ludu prawie od stu lat wpływają na inteligencję w zakresie sztuki. 

Ukraińcy poza Austrją są prawosławni, jak i większa część Białorusinów. 

Żywioł protestancki stanowią przeważnie Niemcy na zachodzie, oraz Łoty- 
sze poza Inflantami polskiemi i resztki Litwinów w Prusach Wschodnich. Cho- 
ciaż niemieccy geografowie gotowi są w protestantyzmie widzieć przyczynę nieja- 
kiej wyższości kulturalnej, jednak słuszniejszą jest rzeczą wyjaśnić 

to zjawisko historycznie: w XVI wieku ludność miejska, niemiecka wa "9 e ICV 
; i . . . i ..,, ,.. ., w Polsce, 

z pochodzenia, już dawniej kulturalniejsza, przyjęła protestantyzm 

i pewna różnica poziomu w oświacie i uspołecznieniu utrzymuje się częściowo 

do dnia dzisiejszego, co nie ma nic wspólnego z wyznaniem. 



Zbrodniczość, a słuszniej występczość, trudno da się porównywać w czte- 
rech najważniejszych częściach składowych naszego obszaru, bo ludność nie tylko 
posiada rozmaity skład antropologiczny, językowy i religijny, ale podlega różnym 
wpływom zewnętrznym (państwowość, stosunki gospodarczo-prawne). Między 
innemi czynnikami sądownictwo z odrębnemi kodeksami, odrębnemi procedura- 
mi sądowemi i rozmaitym składem osobistym sadowników wytwarzały stosunki, 
nie nadające się do porównania. Z wyjątkiem Królestwa Polskiego, które w sa- 
mym środku Europy obywało się bez sądów przysięgłych, reszta ziem omawia- 
nych sądy przysięgłe posiadała. 

Ludność etnograficznie polska historycznie wytworzyła wraz z kulturą ry- 
cersko-ziemiańską poszanowanie prawa. Własność ziemi, uporządkowana zapo- 
mocą hipoteki, już w XVI wieku wytworzyła podstawę dla pojęcia własności, 
zupełnie ugruntowanego i dopiero po przyłączeniu do państwa rosyjskiego kraje 
litewskie i ruskie w dwieście lat później na tym punkcie uległy cofnięciu. Stąd 
Królestwo Polskie oraz zabory austrjacki i pruski posiadają większe zapewnienie 
wszelkich pretensyj pieniężnych, większą przejrzystość majątkową, niż kraje 



J40 KULTURA POLSKA. 

litewsko ruskie, a ta obecność hipoteki pośrednio wpływa dobroczynnie na ca- 
łokształt stosunków gospodarczo-prawnych. Jeszcze za czasów Stanisława Augu- 
sta, a więc w epoce rozpadania się państwa polskiego, ambasador Repnin narze- 
kał na chorobliwie przesadne poszanowanie prawa („sumosbrodnoje poczitanje za- 
kona") śród Polaków. 

W rzeczywistości nawet tu i owdzie spotykana wada— pieniactwo, jest tylko 
potwierdzeniem wiary w prawo i sprawiedliwość. Stosunki sądowo-prawne w XIX 
wieku nie zachęcały ludności do takiej wiary. Kodeksy, nie wyrosłe historycznie 
na własnej glebie, lecz z zewnątrz -wprowadzone, procedura, z wyjątkiem działu 

austrjackiego, w obcych prowadzona językach i przez urzędników 
u u r a obcych pochodzeniem i całym światopoglądem, czyniła, że do czasu 

wojny wymiar sprawiedliwości był czemś mechanicznie z zewnątrz 
narzuconym, a nie zwyczajną funkcją społeczną. W takich warunkach najzupeł- 
niejszy brak anarchizmu w teorjach myślicieli polskich i w praktyce wskazuje 
na głęboko zakorzenione poszanowanie prawa, wpojone w społeczeństwo polskie 
wraz z cywilizacją rzymską. 

Niedokładna i na niejednolitych podstawach oparta statystyka nie daje da- 
nych, do porównania nadających się, jednakże można z pewnem przybliżeniem 
wnioskować, że ludność rdzennie polska unika wielkich zbrodni, czy to przeciw 
osobom, czy przeciw własności dokonywanym, wielkich oszustw oraz występków 

przeciw moralności płciowej. Nawet nożownictwo po ogniskach fa- 
Przestępczość brycznych, a również bandytyzm — obydwa zjawiska, gnębiące Kró- 

.... lestwo Polskie od kilkunastu lat, są tylko wskazówka nienormalno- 

polskiej. r * -e j i 

ści stosunków, liczebnie jednak w porównaniu z Europą zachodnią 
wcale nie stawiają nas w rzędzie narodów, silnie w zbrodniczości posuniętych, 
odwrotnie, liczby te raczej dobrze świadczą o społeczeństwie polskiem. Drobne 
przestępstwa przeciw własności x ) są częstsze, a rzeczą niezmiernej uwagi jest fakt, 
że udział odsetkowy skazanych śród Polaków i w tej części powoli, lecz stale 
się zmniejsza. 

Ludy Europy zachodniej wszystkie mniej lub więcej czynią postępy w za- 
kresie kultury rzeczowej, do pewnego stopnia mogą się poszczycić powodzeniem 
w zakresie oświaty, jednakże najzamożniejsze z nich, czyniąc ogromne kroki 
w kulturze rzeczowej, zaczynają przekonywać się, że ten najłatwiej- 
Poziom cywili- SZ y ro d za j postępu, postęp materjalny zaczyna coraz bardziej pogłę- 

7 3 f 1 1 \A/ 7 3 h C\ ■ 

. . biać przedział między zewnętrznem otoczeniem człowieka a jego 
uspołecznieniem. Polacy pod zaborem pruskim wytężali wszelkie 
siły, aby nie zaprzepaścić cech samoistnych, ale coraz bardziej rozumieją, że, 
rozwijając pierwiastki ducha, zyskują broń wobec nacisku, który zaznacza roz- 
dźwięk między rozwojem materjalnym, dobrobytem i mechanizmem z jednej stro- 
ny a rozwojem stron duchowych, moralnych i społecznych z drugiej strony. 

Inny obraz widzimy w zaborze austrjackim. Brak zamożności długi czas 
przeszkadzał rozwojowi kultury rzeczowej, jej braki nieraz dopiero teraz są usu- 
wane, brak stanu średniego stwarzał pewną nadmierną łatwość przerzucania się 

') S. Korczyński. Stan moralny społeczeństwa polskiego. 1911. 



STAN KULTURY RELIGIJNEJ I MORALNEJ. 241 

z ludu do sfer inteligencji, co pierwiastkom cywilizacji ducha nie nadawało po- 
żądanej ciągłości, spoistości i mocy, uspołecznienie kraju czyniło powierzchownem. 
Pozbawienie masy ludowej wszelkich pierwiastków oświeceńszych na rzecz sfery 
urzędniczej przeszkadzało istotnemu podniesieniu całych rzesz ludowych i demo- 
kratyzacji społeczeństwa. Dziewięćdziesiąt lat centralistycznych rządów austrjac- 
kich sprawiło, że nawet w latach wolniejszych po r. 1866 zabór austrjacki rozwi- 
jał się pod względem kultury rzeczowej zbyt powoli, a co do kultury ducha je- 
dnostronnie i niedoskonale, jednakże z każdym dziesiątkiem lat dawniejsze tra- 
dycje kultury zachodnio-europejskiej, zakorzenionej w dawnej Polsce, coraz bar- 
dziej wybijają się na wierzch i pierwiastki cywilizacji ducha, jak oświata, przyj- 
ście do głosu mas ludowych i ich uspołecznienie, są na znacznie lepszej drodze, 
niż można było przewidywać przed 20-30 laty. 

Ziemie, należące do państwa rosyjskiego, wyraźnie rozpadają się na Króle- 
stwo Kongresowe i t. zw. kraje zabrane. Król. Kongresowe, dzięki bliskości za- 
chodu, przewadze etnograficznej żywiołu polskiego oraz . dzięki obecności War- 
szawy, z którą związane było całe życie, mniej lub więcej samo- 
dzielne do r. 1831, która i później ogniskowała wszystkie myśli i po- stan c y wi, j- 
czynania, całość Polski mające na względzie — owo Królestwo Kon- z p J . .. 
gresowe jest krajem, gdzie cywilizacja współczesna znajduje swój 
obraz odwrócony. Zamiast przewagi materji nad duchem, mieliśmy tu — jak wia- 
domo—powstrzymanie rozwoju rzeczowego, niedoskonałą, a nadewszystko niedo- 
stosowaną do potrzeb kraju maszynę państwową, a równocześnie poczucie bra- 
ków ogromne i chęć zaradzenia złemu środkami prywatnemi. 

Tam, na zachodzie Europy, gdzie do zwalczania nałogów i wad społecznych, 
iak pijaństwo, tytuń, prostytucja, lub do popierania poczynań pożytecznych wy- 
stępują urządzenia państwowe, samorządne i wolne stowarzyszenia, tam nieraz 
nie dochodzą do takich (rozumie się, w stosunku do środków!) wyników, jak 
w Królestwie Polskiem, gdzie samorządu aż do czasu wojny nie było, urządzenia 
państwowe absolutnie inne, odrębne miały zadania, a stowarzyszenia, dopiero na- 
prawdę istniejące od r. 1905, z ledwością były tolerowane. Działo się to w spo- 
sób dla mieszkańców Europy zachodniej niezrozumiały, a mianowicie, agitacja 
przez skromną i skrępowaną prasę odgrywała rolę nieraz skuteczną, a wpływ 
rodzin i stosunków prywatnych szedł ręka w rękę z dużą ofiarnością na cele 
niesamolubne. 

Ciągłość tradycji dziejowej i nieustanne zetknięcie z Europą są tu czynni- 
kiem najważniejszym. Pomimo warunków zewnętrznych, tak różnych od Europy 
zachodniej, rzesze ludu wiejskiego stosunkowo dość szybko się rozwijają i uspo- 
łeczniają; jeżeli jednak lud wiejski i miejski, w gorszych kulturalnie warunkach 
znajdujący się, niedość skutecznie podąża za wzorami Europy, to, rozpatrując 
przyczyny, raczej poziom jego umoralnienia należy uznać za wysoki, niż zły. 

W dawnem Królestwie Kongresowem co krok widzimy załatwianie mnó- 
stwa czynności mniejszej i większej wagi, które na zachodzie są objęte zakresem 
pracy państwa i samorządu, a które tu prywatnemi środkami są zaspokajane. 
Można tu przytoczyć wszelkie zaspokajanie potrzeb artystycznych, kształcenie 
średnie inteligencji, częściowo wyższe, kształcenie sił zawodowych rzadziej po- 



GKOGRAFJ* DAWNKJ POLSKI. 



16 



242 KULTURA POLSKA. 

trzebnych, a jednak niezbędnych krajowi, badania i wydawnictwa naukowe, całe 
potężne zakresy dobroczynności, a nawet często i sprawy zdrowotne. Jeżeli się 
doda, że zaspokojenie tylu potrzeb spadało na barki inteligencji zawodowej (sfery 
bogate były temu prawie obce), nie posiadającej zabezpieczonej sta- 
Znaczenie r ości, odsuniętej od urzędów państwowych, wśród warunków ze- 
wnętrznych, wszystko krępujących, to możemy nie dziwić się, że 
przewodnia rola dawnej szlachty stopniowo przechodzi do kół inte- 
ligencji zawodowej. Te koła w porównaniu z takiemi samemi żywiołami Europy 
zachodniej często różnią się od nich mniejszą sprawnością zawodową, ale je 
przewyższają większą dzielnością osobistą, większem uspołecznieniem, ofiarnością 
i wykształceniem ogólnem. 

Sumując dane, świadczące o stanie obecnym cywilizacji w Królestwie Pol- 
skiem, należy uznać ogromne zapóźnienie kultury rzeczowej, niedostosowanie 
maszyny państwowej do potrzeb kraju, potężny analfabetyzm i jednocześnie 
obecność licznych żywiołów uspołecznionych, czyli że troska Europy zachodniej, 
przerost materji nad duchem, wcale tu nie istnieje, odwrotnie raczej jakie takie 
duchowe pierwiastki cywilizacji ratują położenie od cofania się społeczeństwa 
w stronę zdziczenia. 

Litwa i Ruś — jeżeli mówić o ich żywiole polskim, częściowo uczestniczyły 
w ruchu umysłowym i społecznym Warszawy, cząstkowo zaboru dawnego au- 
strjackiego (artyści, uczeni), na miejscu zaś od r. 1864 skazane nie tylko na mil- 
czenie i bezczynność, ale nawet i na zagładę, nie mogły u siebie rozwijać takie- 
go napięcia ducha i pracy, jak Królestwo Polskie, to też tylko pojedyncze jednostki, 
rzadziej grupy nabierają takiego znaczenia, jakie zdobyła w Królestwie inteligen- 
cja zawodowa. Rząd umiał siłą zmusić do milczenia żywioł polski, ale społecznie 
żaden inny żywioł naprawdę polskiego nie zastąpił: żywioł urzędniczy, prze- 
ważnie wielkorosyjski, a częściowo z miejscowych prawosławnych, Riałorusinów 
i Ukraińców złożony, ani może wywierać dobroczynnego wpływu kulturalnego, 
ani też, zaabsorbowany innemi zadaniami, chce podejmować się tej roli. 

Rok 1919 wraz z usunięciem najazdu obcych wskrzesił uniwersytet Ratorego 
w Wilnie. 

Żywioł litewski, etnograficznie od polskiego odrębny, w dużej mierze prze- 
siąknięty kulturą polską, a może słuszniej zachodnio-europejską, otrzymywaną za 
pośrednictwem Polski, całe wysiłki pracy kulturalnej łoży na stworzenie języka 
literackiego i na podkreślanie swej odrębności, to też nie jest w stanie objąć roli 
po Polakach, a nie chce się godzić na rolę obok Polaków, którą rzeczywistość na- 
rzuca nad dolnym i środkowym Niemnem oraz nad dolną Wilją. 

Tern mniej można mówić o ż} r wiole białoruskim. 

Co się tyczy ziem ruskich, na południe od Prypeci leżących, to tam należy 
odróżnić część, która wchodziła w skład państwa austrjackiego i państwa rosyj- 
skiego: pierwsza z nich, to ludność katolicka — ruskiego obrządku — t. zw. unici 
pod opieką — początkowo wprost cieplarnianą — rządu austrjackiego, dochodziła 
do wyników dość poważnych, jednak kulturalnie jest jeszcze słaba i można mieć 
nadzieję, że w kraju mieszanym, gdzie Polacy stanowią więcej, niż czwartą część 
ludności, przy spokoju politycznym mogą skutecznie pracować na polu kultural- 
nem obok Polaków, pod dawnem zaś panowaniem rosyjskiem jest to ludność 



STAN KULTURY RELIGIJNEJ I MORALNEJ. 



243 



prawosławna, którą rząd pomimo to traktował wrogo: ruch ukraiński aż do roku 
1916 żadnej widocznej roli nie odgrywał. 

Najświeższe wypadki w każdym razie postawiły samodzielność kulturalną 
i polityczną Ukrainy-Rusi na porządku dziennym. 



Śród ludności, zamieszkującej ziemie dawnej Polski, osobli- 
wą rolę odgrywają Żydzi. Liczba ich jest znaczna, a miano- Sta J lud " oscl 
wicie: 

°/o zaludnienia 
W byłym zaborze pruskim, w Poznańskiem, 1 

w Prusach Królewskich 94 000, co sianowi 1,7 
i na Śląsku górnym 

„ „ austrjackim do Sanu . . . 240.000 8,0 

„ „ „ za Sanem . . 020.000 12,0 

W Królestwie Kongresowem 1.700.000 13.5 

gub. Kowieńskiej 250 000 13,8 

„ Grodzieńskiej 350.000 17,4 

„ Wileńskiej 250.000 12,8 

„ Witebskiej 220.000 11,7 

„ Mińskiej 440.000 10.0 

,. Mohylowskiej 280.000 12,1 

„ Wołyńskiej 530.000 13.2 

„ Podolskiej 480.000 12,3 

„ Kijowskiej 540.000 12,2 

6.044.00TT 

Olbrzymia większość Żydów trudni się handlem i pośrednictwem w najszer- 
szem znaczeniu tego wyrazu. W jednych okolicach stanowiąc część (np. w za- 
borze pruskim) żywiołu handlowego, w innych posiadają przewagę aż do wyłą- 
cznego opanowania tych źródeł zarobkowania. Oprócz tego ludność żydowska 
zamożniejsza zajmuje się przemysłem, biedniejsza — rzemiosłem. 

W niektórych miejscowościach udział w życiu gospodarczem doprowadził 
ludność żydowską do opanowania większej części majątku narodowego, najpierw 
ruchomego, a później i nieruchomego, szczególniej w miastach. 

Siła społeczna, ześrodkowana w rękach Żydów, nosi w sobie i zarodki sła- 
bości. Żydzi opanowali miasta i nierolnicze stanowiska na wsi, między połową 
XVII w. a panowaniem Stanisława Augusta i od tego czasu mogli zwiększać się 
liczebnie, zapełniając miasta i miasteczka. Postać ówczesnego pośrednictwa w ży- 
ciu gospodarczem przeżyła się i dzisiaj drobne kramarstwo i nadewszystko po- 
średnictwo wyżywia w Królestwie, na Litwie i Rusi, w zaborze austrjackim, szcze- 
gólniej na wschód od Sanu potężne ilości żywiołu żydowskiego, posiadającego 
niesłychanie kruche podstawy istnienia. 

Każde usiłowanie do ześrodkowania obrotów handlowych, albo też do usu- 
nięcia zupełnie zbytecznego pośrednictwa prowadzi do pozbawienia chleba licznych 
/zesz żydowskich. Postęp gospodarczy idzie ręka w rękę ze zbiednieniem mas 



KULTURA POLSKA. 

żydowskich i ich wychodźtwem. Najdawniej rozpoczęło się to w zaborze pru- 
skim, gdzie parcie żywiołu niemieckiego na polski wytworzyło stosunki zaostrzo- 
ne, które wcześnie przeniosły się na grunt gospodarczy, nie pozwalając na wege- 
towanie przeżytych postaci handlu i pośrednictwa. 

Druga połowa XIX wieku jest świadkiem zaniku ludności żydowskiej w Po- 
znańskiem, która, trzymając się handlu, szuka pola dla pracy w Berlinie, Ham- 
burgu i innych ogniskach handlu i przemysłu niemieckiego. Poza zaborem pru- 
skim stosunki gospodarcze dopiero w XX stuleciu zaczynają ulegać zmianom 
w kierunku racjonalniejszego przetworzenia handlu i możliwie największego usu- 
nięcia pośrednictwa. Proces czysto gospodarczo-społeczny, wobec odrębności 
gruntu religijnego i językowego, zaczyna się przetwarzać nawet w rasowo-poli- 
tyczny, grożąc wstrząśnieniami gospodarczemi. Obecnie można przewidywać 
wzmożone wychodźtwo tych żywiołów żydowskich, które gospodarczo nie są do- 
strojone do postaci przemysłu, handlu i pośrednictwa, wiekowi XX właściwych. 



B. CZEŚĆ SZCZEGÓŁOWA. 



IX. ŚLĄSK 



§ 42. Granice. Śląsk Dolny i Środkowy. 

Stara ziemica piastowska, rozpatrywana jako całość, tylko częściowo posiada 
granice naturalne, a mianowicie na południowym zachodzie i południu Sudety 
i cząstkowo Beskid Zachodni, który zresztą cząstkowo przekroczono, zajmując 
dorzecze Kisuczy. Od wschodu możnaby granicę poprowadzić działem wodnym 
między Sołą a Skawicą, doliną Przemszy dolnej, Brynicą oraz linją umówioną, 
obejmującą górne odcinki Liswarty i Prosny. Od północy granicę 
Śląska na wschodzie zaznaczają bagna nad Baryczą, od jej ujścia zaś ó/ 3 "'^ 
ku zachodowi granica ta zlewa się z Odrą. Jeżeli w tej stronie Śląsk 
posunął swe granice na prawym brzegu Odry, to było to dopiero skutkiem dzia- 
łów rodzinnych między Piastowiczami. Od zachodu przyjęto uważać za granicę 
rzekę Kwissę i dolną Bobrawę, jednakże nie była ona stała, już położenie Zegania, 
stolicy jednego z księstw udzielnych nad Bobrawą, na zachód od ujścia Kwissy 
wskazuje, że lewe pobrzeże Kwissy, t. zw. dziś pustkowie Żegańskie, a nawet 
i dorzecze rz. Czarnej jeszcze do Śląska doliczano. Najprawdopodobniej należy 
uważać, że zachodnia granica Śląska starożytnego szła śród bagien i lasów, mniej 
więcej podchodząc do Nissy Łużyckiej i dopiero w wiekach średnich te ziemie, 
względnie świeżo skolonizowane, odpadły do Łużyc i do Marchji Brandeburskiej, 
Śląsk zaś został na wschód od Kwissy i Bobrawy. 

Sama nazwa właściwie dotyczyła tylko krain, obejmujących dzisiejszy Śląsk 
Dolno-Srodkowy, wówczas gdy dzisiejszy Śląsk Górny — na południowy wschód 
od Nissy Kładzkiej i Stobrawy — stanowił ziemię Opolską. Granica wschodnia 
owej ziemi Opolskiej, a później Śląska była nieuchwytana, bo w czasach, kiedy 
Piastowicze organizowali Polskę, te — najludniejsze dzisiaj okręgi — były rzadko 
zaludnione, ku wschodowi stawały się coraz bardziej pustką, która wzmagała się 
aż do skał wapiennych jury Krakowskiej: towarzyszące jej piaski nieraz nawet 
istnienie lasu uniemożliwiały. 

Właściwie Śląsk, jako całość fizjograficzna, oznaczyć się nie da; jest to kraj 
podsudecki i nadodrzański i tylko ziemia Opolska miałaby więcej granic natural- 
nych, ale i większą rozmaitość części składowych. Jedyną więzią geograficzną. 



ŚLĄSK. 

łączącą te ziemie w pewną całość, była Odra ze swą doliną oraz szlaki drogowe 
podsudeckie między wzgórzami Dalkowskiemi a krawędzią Sudetów. Cieszyńskie 
właściwie fizjograficznie należy nie do Śląska, lecz do Beskidu i jego przedgórzy. 
Najstarsze siedziby ludzkie trzymały się Odry i w mniejszym stopniu jej dopły- 
wów, a wzmożone osadnictwo niemieckie w XIII i XIV stuleciach od tej rzeki 
rozpoczynało, posuwając się w górę dopływów lewobrzeżnych w głąb Sudetów 
i najpóźniej w stronę działów wodnych między te dopływy. 

Na prawym brzegu Odry wyżyna Tarnowska otrzymała dość wcześnie prze- 
mysł górniczy, który przesunął się ku wschodowi, nie wytwarzając w obrębie 
Śląska większych skupień ludzkich, a pogranicze Śląsko-Krakowskie tylko na pod- 
górzu Beskidu wykazywało ciągłość osiadłości (Odra-Olsza — dział wodny — Wisła 
z Białką i Sołą), zresztą zaś stanowiło prawie pustkę leśną, ku wschodowi piaszczystą. 
W XIV wieku na nowo potężniejąca Wielkopolska przy Kaźmierzu odebrała 
od Śląska Wschowę, a w XV wieku Polska Jagiellońska wchłonęła Siewierz i Oświę- 
cim z Zatorem, przez co pojęcie naturalnej granicy od wschodu zatarło się, ale 
ten proces zatrzymał się i Śląsk już później z Polską się nie łączył. 

Powierzchnia od południa górzysta, a na nizinie posiadająca nieraz trudny 
odpływ, była od czasów przedwiecznych puszczą leśną pokryta; często ta puszcza 
na bagnach się sadowiła, a to wytwarzało warunki trudne do przebycia, czasami 
nawet wręcz niemożebne. Najliczniejsza ludność była stosunkowo 
. . . . . w ziemi Opolskiej, na Śląsku zaś właściwym wcale nie była liczna, 
to też jeszcze w połowie XII wieku potężne lasy, rozciągające się na 
wschód od Nissy Łużyckiej między Odrą i Sudetami, były potężnem ostępem nie- 
ledwie dziewiczym, zrzadka przerywanym polanami. Te lasy stanowiły granicę 
w pojęciu średniowiecza, czyli prawie niezamieszkałą pustkę. Wprawdzie glinka 
nawiana na przedgórzach Sudeckich sięga na zachód od rzeki Osobłoki, a razem 
z tem i polany, ułatwiające stosunki ludzkie w stronę południowego wschodu, 
ale dorzecze Nissy Kładzkiej, a nade wszystko Bobra wy i Czarnej były ową roz- 
głośną w dziejach granicą 1 ), w której Piastowicze wielokrotnie zwalczali najazdy 
cesarzów niemieckich, a dopiero Barbarossa, korzystając z wewnętrznej słabości 
synów Krzywoustego, mógł przebrnąć przez te mroczne mateczniki (4/VIII 1155). 

W końcu XII wieku i pierwszej połowie XIII wieku potomkowie Włady- 
sława II ciążyli w stronę zachodu, pragnęli podnieść wydajność swego uposaże- 
nia, a przez to ludność dawniejsza, nagromadzona w bliskości Odry i nieco nad 
większemi dopływami, otrzymała przypływ osadników niemieckich. Wówczas 
szlaki, niezauważalne dawniej śród puszczy leśnej, wystąpiły na jaw, człowiek 
musiał unikać zarówno gór, jak i błot, towarzyszących wielkim dolinom, przez 
co powstały drogi, które szły równolegle do wielkich dolin, do Odry, a czasem 
aż na działach wodnych dopływów Odry. 

Na skrzyżowaniu dróg z rzekami powstały nowe miejscowości zaludnione. 

Jeżeli przełęcz Kładzka od czasów przeddziejowych była używana jako droga, 

to w wiekach XIII i XIV w Sudetach zjawiło się więcej dróg. Pia- 

sa mc w s t ow } cze posuwali osadnictwo niemieckie w górę Bobrawy, Katzba- 

ehy, Bystrzycy, i dosięgli kotliny, która później otrzymała nazwę 

Hirszberskiej. W górach rozpoczęto szukać płodów kopalnianych. 

') S. Smolka Mieszko Stary i jego wiek. 1880. 



GRANICA. ŚLĄSK DOLNY I ŚRODKOWY. 247 

Jednocześnie królowie czescy osadzali pustkowia nad górną Łabą również 
osadnikami niemieckimi, a przez to bardzo nieliczne sadyby czeskie i polskie 
były otoczone przez żywioł niemiecki, a język słowiański na wale sudeckim i jego 
przedgórzach najpierw zamilkł. Prawie równocześnie planowe, a szeroką falą 
płynące osadnictwo, posuwało się na działy wodne między dopływami lewobrze- 
żnemi Odry, przez co polskość jeszcze utrzymywała się nad Odrą i dolnemi częściami 
dopływów, i to przeważnie na miejscach suchszych, względnie dla człowieka 
lepszych. Ziemie wilgotniejsze lub lżejsze później zostały objęte przez Niemców, 
ale równocześnie przy dawnych grodach zaczęły się zjawiać niemieckie osady 
miejskie, na podgrodziach odwieczna czeladź zamkowa została liczebnie wzmo- 
żona żywiołem obcym, aż wreszcie koło 1370 r. osadnictwo zupełnie ustało: na 
całym Śląsku z ziemią Opolską nieliczne miasta stały się prawie wyłącznie nie- 
mieckiemi, w nich żywioł polski raczej dogorywał, niż istniał. Miasta oddziały- 
wały na ludność polską podmiejską nietyle swoją wyższą kulturą, ile zamożnością, 
przywilejami i opieką władzy państwowej. 

Co do ludności wiejskiej, to ona stanowiła mozaikę polsko-niemiecką, przy- 
czem na Dolnym Śląsku mniejszości polskie były otoczone przez Niemców, na 
Środkowym zaś Śląsku i na Górnym większość polska zmagała się z niemczyzną. 
Na Górnym Śląsku w} r nik był korzystny dla żywiołu rdzennego, bliskość Krakowa 
i zależność (usunięta dopiero w początku XIX wieku) religijna Bytomia i Katowic 
od biskupstwa krakowskiego nie były tu bez znaczenia; na Dolnym polskość bar- 
dzo powoli i stopniowo zapadała w odrętwienie; tylko w powiecie Sycowskim 
i Namysłowskim polskość się przechowała. Osadnictwo niemieckie przynosiło dla 
ludności rdzennej zwiększenie ciężarów, szczególniej przez to, że powinności sta- 
rodawne, nieraz bardzo uciążliwe, pozostawały ciężarem ludności rdzennej, na 
prawie polskiem siedzącej, a przybysze— wolni od tych ciężarów — mogli się lepiej 
gospodarczo rozwijać. 

Powierzchnia lasów i nieużytków stopniowo malała, jednakże zawsze jeszcze 
poważny wynosiła % powierzchni. Można przypuszczać, że, pominąwszy pewne 
wahania wsteczne (wojny husyckie, 30 letnia, 7-letnia), ilość lasów stale zmniejszała 
się. Od lat przeszło 100 lasy zaczęły podlegać pewnej opiece i dzisiaj stanowią 
29$ powierzchni. 

Naogół rolnictwo na Śląsku stoi na wysokim stopniu rozwoju, rola tu obej- 
muje 55$ powierzchni, las dobrze zagospodarowany, a łąki — często nawadniane — 
8,8$, a że ogrody (jest tu nawet 1300 hektarów winnic w okolicach Zielonej Góry), 
zabudowania, drogi, wody i t. p. cele użyteczne zabierają 5,5$, przeto rzeczywiste 
nieużytki zajmują niecałe 2$ — stosunek, rzadko gdzie nawet w Europie zacho- 
dniej spotykany. 

Równina, między krawędzią Sudetów a Odrą słabo opadająca ku północy, 
jest urozmaicona trzema wynioślejszemi grupami wzgórz. 

1) Sobótka, naogół z granitów złożona, a cała górna jej część mniejsza z gab- 
bro, skały biednej w krzemionkę, dochodzi do 719 m. nad poziom morza. 

2) Góry Strzelińskie do 393 m. i 

3) Strzygawskie do 353 m., które nad granitem posiadają zakończenia 
bazaltowe. 



24S ŚLĄSK. 

Bliżej ku Odrze poziom opada niżej 150 ni. i tylko w okolicach bliższych 
Odry, między ujściem Katzbachy i Bobrawy, istnieją wzgórza pochodzenia lodow- 
cowego, złożonego z iłów, glin, margli i żwirów. Te wzgórza morenowe, czasami 

nieco górnolotnie „górami" Dalkowskiemi zwane, dochodzą zaledwie 
o ewej do 219 metrów nad poziom morza, urozmaicają jednak powierzchnię, 

gdyż Odra pod Głogową, gdzie te wzgórza najbliżej podchodzą do 
doliny rzecznej, wychodzi na zupełną równinę. 

Piaski pozostawiono pod lasami, ziemia rodzajniejsza stała się rolą, a dawniej- 
sze błota przeważnie stały się łąkami o wielkiej wydajności. Przedgórza i geolo- 
gicznie starożytne góry Sudety zawierają niejedną kopalinę pożyteczną, wprawdzie 
złoto, tu i owdzie wydobywane w czasach średniowiecznych, już od paruset lat 
nie opłaca się, tak samo jak i wydobycie miedzi koło Schónau, ale kotlina Wal- 
denburska posiada doskonały węgiel, którego wydobycie z łatwością się opłaca, 
stanowiąc V 25 część wydobycia w Ces. Niemieckiem. 

Znacznie poza węglem idzie ruda żelazna, w pewnych ilościach otrzymywana 
w Schmiedebergu, jednakże życie przemysłowe wraz ze zmniejszeniem wydobycia 

rudy nie upadło, lecz tylko zmieniło postać, bo zjawił się przemysł 

Przemysł pluszowy i dywanowy. Nad górną Katzbachą wyłamują marmur, 

a, . n . koło Bolesławia istnieje przemysł garncarski, w okolicach Walden- 

burga wyrób porcelany. W wielu miejscowościach, dzięki czystym 
piaskom i lasom dawniej bezwartościowym, istnieją huty szklanne, naprz. nad Za- 
ckenen, a często dawne zagęszczenie ludności doprowadziło do płóciennictwa 
i wogóle tkactwa domowego, którego czasy jednak już minęły. Na równinie 
ziemię objęło rolnictwo, a nawet w okolicach Lignicy rozwinęło się warzywnictwo, 
wysyłające towar daleko poza granice Śląska. Poważne źródło dochodu ludność 
miejscowa w górach posiada w całym szeregu miejsc leczniczych i letnisk, nie- 
kiedy bardzo szeroko rozrzuconych; między niemi wieś Schreiberhau w górach 
Olbrzymich pierwsze zajmuje miejsce. 

W wiekach średnich klasztory w Henrykowie l ) nad Oławą i w Kamieńcu 
nad Nissą były pierwszemi rozsadnikami osadnictwa niemieckiego. Z tych osad 
rozwinęły się zczasem miejscowości: Luboń (15000 m.), Bolesław (16 tys. m.), 
Schónau, Hirszberg (do 20), Nissa (26), Landeshut, Bolkenhain, Waldenburg (17), 
Żegań (15), Lignica (do 60), Kładzko (17), Świdnica (30) i bli' sj Odry leżąca 
Głogowa (24). 

Na prawym brzegu Odry między bagnistą Baryczą a Stobrawą bliżej Odry 
poziom kraju stopniowo się wznosi i dalej przekracza 150 — 200 m., środkiem 
płynie Widawa, od niej na północ ciągnie się dalszy ciąg wzgórz Dałkowskich, 
które tu tworzą „góry" Trzebnickie, inaczej Kocie, dochodzące do 311 m. wynie- 
sienia. Tu w Trzebnicy istniał klasztor cystersów, jak również położony w prostej 
od niego linji na zachód klasztor w Lubiążu przy samym załamie Odry, naprze- 
ciw ujścia Katzbachy — te dwa klasztory były rozsadnikami osadnictwa niemiec 
kiego na prawym brzegu Odry. 



') Wpierw zwany Jaworowem. 



GRANICA. ŚLĄSK DOLNY I ŚRODKOWY. 



240 



Na północy nad Baryczą dawniej bagnista okolica obecnie została prze- 
ważnie osuszona, a wodę ujęto w stawy. Z większych miejscowości istnieją tu 
Namysłów i Olesno. 

W samej dolinie Odry istnieje Brzeg l ) (26000 m.), miejsce przeprawy przez 
rzekę dla gościńca z Kładzka do Kalisza. Oława leży przy ujściu rzeki tegoż 
nazwiska i przy rozgałęzieniu Odry. 

Ponad inne miasta śląskie wyrósł Wrocław. Ten odwieczny gród śląski leży 
w miejscu ułatwionej przeprawy przez wyspę, która tu była najstarszem jądrem 
osiadłości; w miejscu, gdzie po lewej stronie dopryw Odry Ślęza, a po prawej 
Widawa pod ostrym kątem zbliżają się do Odry, z dwóch stron zja- w . . 
wiły się kliny ziemi, łatwiejsze do obrony. Sama Odra była już w wie- geograficzne 
kach średnich drogą wielkiego znaczenia, a jej dolina w górę rzeki Wrocławia. 




' . Yifmtiilliński nb.rzar Jcśntf. 



*- r . 1 to^Wto 



j Halino (idry 

U. i^ J Lasy nad Stobrawąi MalJipanwrĄ 

5. gj |J linJiutt wapienny (muszlowi/) 

6 — i Okrtt/ oJrtMZiohu/rtlczy 

7 ' j /'ni njnsku- HybnićJsie. 



Rys. 147. Podział Śląska Górnego. (Podł. J. Partsch'a). 

prowadziła do Bramy Morawskiej i Kotliny Wiedeńskiej, a przed wejściem do 
Bramy Morawskiej przez przełęcz Jabłonkowską do doliny Wagu i na Węgry. 
W tem miejscu, gdzie leży Wrocław, mogły przecinać się drogi, idące od prze- 
łęczy Kładzkiej lewym brzegiem Wystruci i od przełęczy Kamieniogórskiej, a wielka 
pra-dolina znaczyła możliwy szlak drogowy między sobą a wałem Sudetów przez 
Lignicę, Zgorzelec na Drezno i Lipsk. Na północ łączność była ułatwiona, gdyż 
szlak, omijając od zachodu błota Baryczy, szedł na Śrem do Poznania, drugi zaś, 
przecinając te błota przez brody koło Milczą, szedł przez Pyzdry do Torunia, 
a wreszcie dość wyraźna grupa wzgórz Trzebnickich była po południowej stronie 
znakomitym kierunkiem dla szlaku drogowego na Namysłów, skąd drogi się roz 



l ) W r. 1675 W Brzegu umarł ostatni Piast, udzielny książę na Brzegu. 



25(1 Ś L Ą S K. 

chodzih r na Kalisz, Sieradz (Warszawę-Wilno) lub na Częstochowę-Kraków. Te 
dane geograficzne sprawiły, że już w wieku XIV Wrocław mógł się rozwinąć, 
znalazłszy się na jednej z odnóg drogi handlu ze wschodem, która podniosła 
Lwów i Kraków. 

W XVIII wieku Wrocław stał się ośrodkiem zamożnej prowincji pruskiej, 
a dawniejsze dobre strony położenia działały i w XIX wieku z wyjątkiem łączno- 
ści ku wschodowi, bo tu częściowo granica polityczna kładła tamę (kolej Herbsko- 
Kielecka dopiero w 1911 r. została uskuteczniona). Wrocław znalazł się pomiędzy 
węglem ze Śląska a Berlinem oraz na szlaku, prowadzącym z Berlina do Wiednia, 
Pesztu i Konstantynopola - to tłumaczy wielki rozwój tego starożytnego miasta 
Piastów i jego stanowisko w szeregu miast Bzeszy niemieckiej— dziś ludność jego 
dochodzi do pół miljona. Wojna w swoich wynikach pociągnie za sobą wielkie 
pogorszenie warunków Wrocławia. 

Z wyjątkiem powiatu Sycowskiego, Namysłowskiego i części 

a. . Brzeskiego, cały Śląsk Środkowy i Dolny jest niemiecki; te trzy po- 
wiaty posiadają część ludności polskiej, ale że jest ona przeważnie 
protestancka, to jej uświadomienie narodowe raczej cofało się, niż rozwijało. 

Ludność Śląska Środkowego i Dolnego przy powierzchni 13484 i 13610 km 2 
wynosi w r. 1910 przeszło 2.500.000, co czyni 92 na km. kw., na Dolnym — gęstą 
ludność gór i przedgórzy równoważą lasy, gdyż takie pustkowie, jak Zegańskie, 
liczy ledwie 40; Śląsk Środkowy liczy 135 na km 2 , na co wpływa i ludny Wrocław. 



§ 43. Śląsk Górny. 

Na południowy wschód od Nissy Śląskiej (częściowo na jej lewym brzegu) 
i na południe od Stobrawy leży Śląsk Górny. Na lewym brzegu Odry odróżniamy 
okręg leśny Niemodliński, który na wschodzie dochodzi do doliny Odry, (patrz 
rys. 147), a na południu mniej więcej do równoleżnika Leśnicy (50°26'). Do dzi- 
siejszych czasów jest to obszar słabo zaludniony, czego przyczyny 
Gó należy szukać w ubóstwie gleby, która tylko w dolinach (Nissy, Oso- 

błogi i Ścinawy) posiada nieco ziem rodzajnych, ale i tam błotnistość 
gleby w dawnych czasach często przeszkadzała; naogół są to gleby piaszczyste. 
Kopalin pożytecznych żadnych tu niema. Ten kraj był lasem granicznym pomię- 
dzy Śląskiem Środkowym i Górnym, przyczem drogi sudeckie, zmierzające ku 
Odrze, omijały ten zapadły kąt kraju. Wszystkie miasteczka, nie wyłączając naj- 
większego z nich Niemodlina, są maleńkie o 2 — 3 tys. mieszkańców. 

Ku południowi gleba się poprawia, a nawet na południe od linji Koziaszyja- 
Głogówek, od ujścia Birawki już rozpoczyna się zwarta pokrywa glinki nawianej, 
która zmienia postać kraju najzupełniej: 4?ó lasu i 89% ziemi pod pługiem cha- 
rakteryzują tę „najbogatszą w cesarstwie Niemieckiem chłopską krainę". Najważ- 
niejsza miejscowość Głupczyce (przeszło 14 tys.) rozwija się powoli, szybciej prze- 
mysłowy Prudnik. Bliżej ku zachodowi leży Nissa na podgórzu (26 tys.), która 
rozwinęła się dzięki położeniu nad rzeką. 
Granica jez. ^ północy na południe biegnie tu łamana granica językowa 

polskiego, (rys. 148), ona przecina Odrę przy ujściu Nissy o 12 km. na wschód 



ŚLĄSK GÓRNY. 251 

od Brzegu, przesuwając się na wschód od Szurgoszczy i Niemodlina na zachód 
od Frydlandu przez Białą, Glogówkę i Piotrowice, aby wkońcu, idąc równolegle 
do Odry, w odległości 4 — 5 km. przeciąć tę rzekę po raz drugi nieco na zachód 
od Bogumina. 

Wąskim pasem po obu stronach Odry ciągnie się jej dolina i miejscowości 
do niej przyległe: posiadają one odrębne warunki geograficzne tak co do gleby 
żyznej, chociaż nieraz podległej powodziom, jak i co do ułatwionych stosunków 
międzyludzkich. Chociaż przemysł górniczy dopiero w XII stuleciu 
rozwinął się na Śląsku Opolskim, to znaczy, że na zaraniu dziejów ° '"* 9 orne -l 
bogactwo kopalniane nie mogło wywierać ożywczego wpływu, to 
jednak i bez tego dolina górnej Odry była miejscem zetknięcia dość rozmaitych 
obszarów. Od wschodu glinka nawiana sięgała poprzez Śląsk Górny do Odry; 
przedgórza Sudetów po lewej stronie Odry ze swemi polanami w lasach na żyznej 
glebie pozwalały rozwijać się rolnictwu i osadnictwu ludzkiemu, a w dolinie Odry 
wpływy zewnętrzne już w czasach neolitycznych są niezaprzeczalne (znalezienie no- 
żów obsydjanowych pod Raciborzem z materjału, właściwego Węgrom północnym). 

Bliskość Bramy Morawskiej, przełęczy Jabłonkowskiej a poniekąd i kotliny 
Kładzkiej sprawiały, że tu na skrzyżowaniu szlaków lądowych z Odrą powstawały 
grody, przeradzające się zczasem w miasta. Opole powstało w miejscu, gdzie 
Odra wychyla się z obszaru, obfitującego w kamień budulcowy na równinę dylu- 
wjalną, a zarazem zawdzięcza swe istnienie skrzyżowaniu dróg lądowych z Odrą, 
która dawniej, gdy ruch na rzece był dokonywany małemi statkami, była żeglow- 
na aż do Raciborza. Droga lądowa, która szła wzdłuż środkowego 
biegu Odry od Wrocławia do Krakowa, w tem miejscu opuszczała ^ 

dolinę rzeki, a idąca po lewym brzegu, tu musiała przecinać Odrę, tem bardziej, 
że spotykała dwie wyspy, ułatwiające przeprawę i wzmagające obronność; to 
miejsce przeprawy było tem ważniejsze, że stąd do Krakowa szlak był poniekąd 
przez przyrodę wytknięty, a mianowicie korzystał z obniżenia w grzbiecie wapie- 
nia muszlowego między Strzelcami a Toszkiem. W Opolu, leżącem na wyższym, 
prawym brzegu, droga z Kładzka-Nissy przecinała Odrę w stronę Częstochowy 
i Warszawy oraz, obchodząc bagna Baryczy, przecinała Odrę ku północy w stronę 
Kalisza. To położenie geograficzne sprawiło, że Opole było stolicą jednego z księstw 
górnośląskich, a chociaż zczasem upadło, jednak w wieku XIX stało się siedzibą 
urzędów regencyjnych oraz węzłem dla sześciu szlaków kolejowych, to też jego 
ludność przekroczyła 30 tysięcy. 

Na północ od Opola nizina odrzańska została uporządkowana, dzięki czemu 
przy ujściu Stobrawy, Małej Panwi i Nissy istnieją obszerne plantacje wikliny, 
będące podstawą dla domowego przemysłu koszykarskiego, który wyżywia prze- 
szło 1000 ludzi, a jego wartość wytworu ma dochodzić do 1 / 2 miljona marek. 
O trzy mile na południe od Opola na lewym brzegu Odry, przy ujściu Osobłogi 
leżą Krapkowice, miejscowość przeszło dwa tysiące mieszkańców licząca. W tem 
miejscu do rzeki dochodzi od w r schodu zakończenie grzbietu złożonego z wapienia 
muszlowego, przez co okolica posiada dogodny budulec kamienny, a same brzegi 
Odry odznaczają się urozmaiceniem. 

W doskonałem od natury położeniu znajdują się Koźle, gdyż leży nad Odrą 
w tem miejscu, gdzie schodzą się rozmaite obszary gospodarcze; chociaż leży na 



2512 



ŚLĄSK. 



Koźle, krawędzi rodzajnego obszaru Głupczyckiego, jednak może go obsłu- 
giwać, gdyż szlaki drogowe — dziś koleje — łączyły go z Prudnikiem 
na zachodzie i Opawą na południu; od wschodu tu podchodzą do Odry okręgi 
górniczo-fabryczne, od półDoco-wschodu zaś rolnicze i leśne. Stolica jednego 
z udzielnych ksiąstewek w średniowieczu, w czasach nowożytnych stała się twier- 
dzą, przez co rozwój gospodarczy uległ skrępowaniu, a wreszcie epoka kolei 
stworzyła ważny węzeł kolejowy o 7 km. na wschód w Kędzierzynie, a że jedno- 
cześnie i stacja przeładunkowa z kolei na Odrę zbyt daleko leż) od Koźla, przeto 
owo miasteczko nie rozwija się i mało co przekracza ponad siedem tysięcy 
mieszkańców. 



LUDNOŚĆ 

na 

GÓRNYM ŚLĄSKU. 

[1 Polacy 



JYiemcy 
(kesi 




Rys. 148. 



Nad Odrą, w miejscu, gdzie w wiekach średnich rozpoczynała się żegluga 
na tej rzece, leży odwieczna siedziba ludzka, Racibórz, w wiekach średnich jedna 
ze stolic Piastowiczów Śląskich. Kiedy w wieku XIII i XIV Czechy przeprowa- 
dziły drogi przez przełęcze sudeckie, wówczas ustalił się szlak do Krakowa, który 
przecinał Odrę w Raciborzu. Znaczenie Raciborza podniosło się w XIX wieku, 
ponieważ stare miasteczko znalazło się otoczone wieńcem wiosek przemysłowych, 
które stopniowo stają się przedmieściami i wytwarzają skupienia do 
40 tys. mieszkańców. Rozwój górnictwa w okręgu rybnickim jest 



Racibórz. 



ŚLĄSK GÓRNY. 253 

główną podstawą dla rozwoju Raciborza, gdyż tu ładują węgiel na statki, docho- 
dzące do 150 tonn. W przyszłości przypuszczalny kanał Odra-Dunaj-Wisła miał- 
by wielkie znaczenie i dla Raciborza. 

Na prawym brzegu Odry, między Stobrawą a Małopanwią, rozciąga się obszar, 
wykazujący powierzchnię z utworów lodowcowych dość ubogich w glinę — star- 
sze pokłady bardzo zrzadka się tu trafiają. Koło Lublińca nie są pozbawione 
znaczenia wychodnie jury brunatnej, która zawiera znane z dobroci rudy żela- 
zne (sferosyderyty); gleba tu niezbyt opłaca wysiłki człowieka i lasów na piaszczy- 
stych gruntach utrzymało się dużo. Na powierzchni około 3500 km. kw. jest 
54°/ lasów — rzadki w środku Europy wypadek — a wobec niewiel- 
kiego przemysłu i lichej gleby, ludność tu z ledwością przekracza ». * 
50 na km. kw., na północ zaś od Toszka wynosi tylko 32! Poza 
rolnictwem i leśnictwem znajduje tu wyżywienie z ledwością 13— 14°/ zaludnie- 
nia. Lasy i liche grunty sprzyjają wielkim posiadłościom: 3 / 5 powierzchni nale- 
ży do skarbu i do kilkunastu magnatów. Najpoważniejszą miejscowością jest sta- 
cja węzłowa Kluczborek (dawny Kruczborek), o przeszło 10 tys. mieszkańców. 
Olesno (5 tys.) i Lubliniec (3500), na dziale wodnym, w leśnej okolicy powstały 
na odwiecznej drodze, idącej z Krakowa przez Sławków, Siewierz do Wrocławia. 

Między Stobrawą a Małopanwią, kraj jest gospodarczo zacofany, obfitość zaś 
lasów sprawia, że ludność mieszka przeważnie w domach drewnianych. Nawet 
architektura kościołów (często drewnianych) jest taka sama jak w Pszczyńskiem 
i Rybnickiem to jest jak w całej południowej Małopolsce, na podgórzu i w Re- 
skidzie (rys. 131); to drewniane budownictwo jest do pewnego stopnia odcięte od 
reszty obszaru swego rozpostarcia przez okrąg przemysłowy. 

Na południe od Małopanwi, a na północ od Kłodnicy ciągnie się ze wscho- 
du na zachód pas wapniaków muszlowych. Ten słabo wyniesiony grzbiet na 
zachodzie dochodzi nieco za Odrę, o dwie mile zaś przed Odrą występują ba- 
zalty, które sprawiły, że w tem miejscu istnieje wyniosłość najwyż- 
sza na całym górnym Śląsku, gdyż dochodzi do 385 m. Jest to góra £ w A 
S-tej Anny 1 ). Klasztor franciszkański, zbudowany na jej szczycie, 
założony w 1655 r. celem zwalczania reformacji, dziś stanowi punkt, ściągający 
ludność górnośląską (rys. 30). 

Razalty dają dobry materjał na drogi, a wapień muszlowy — na budulec i słu- 
ży do wypalania, z czego do 200 tys. tonn wychodzi poza Śląsk. 

Gleba na zwietrzałej opoce— analogiczna do krakowskiej rędziny, lub lubel- 
skiej borowiny— znakomicie nadaje się do rolnictwa i nieraz dźwiga na sobie 
wspaniałe lasy bukowe. Ten grzbiet na południu i południowym zachodzie przy- 
kryty jest glinką nawianą, z którą związane jest pewne piętno krajobrazu i ży- 
zność gleby. Sam wierzch grzbietu i jego pochyłości, odwiecznie nadawały się 
do przeprowadzenia drogi z Krakowa przez Rytom do Opola, a znaczne obniże- 
nie w grzbiecie wapienia muszlowego, koło Toszka ściągnęło tu skrzyżowanie 
dróg podrzędniejszego znaczenia do Raciborza i Gliwic. Najważniejsza na tym 
szlaku miejscowość, Strzelce (przeszło 6 tys. mieszk.), należy do bardzo staro- 
żytnych, na co wskazuje duży skarb monet rzymskich, odnalezionych pod Rłotnicą. 



*) Starożytna jej nazwa - Chełmek 



254 ŚLĄSK. 

Ta droga do pewnego stopnia rozdziela dwa podobszary: południowo-zachodni 
rolniczy i obfitujący w kamieniołomy i bardziej lesisty, północno wschodni. Wo- 
góle na całym grzbiecie wapiennym odsetek lasów nie dochodzi do 20°/ , a gę- 
stość zaludnienia zbliża się do 100 na km. kw. 

Na wschód od rzeczki Dramy (dopływ Kłodnicy), od strony prawej i częścio- 
wo koło Gliwic na lewym jej brzegu, po obu stronach Brynicy, stanowiącej gra- 
nicę państwową i po obu stronach Przemszy Czarnej rozciągnął się obszar gór- 
niczo- hutniczy, którego charakter dzisiejszy stworzył człowiek w czasach naj- 
nowszych, gdyż na zachód od Brynicy w drugiej połowie XVIII wie- 
ku, na wschód zaś od Brynicy dopiero w XIX wieku. Chociaż nie 
czo-nutniczv. •/■/.! 

brak tu dowodów zamieszkania człowieka w czasach dawniejszych 

(we wsi Siemonia groby typu łużyckiego, a na Grodźcu srebrne wyroby filigra- 
nowe — wyraźne wpływy arabskie z IX wieku x ), jednak był to kąt kraju mało za- 
ludniony, zawsze pozostający poza uczęszczanemi szlakami handlowemi. 

Na powierzchni 850 kilometrów kw. dzisiaj ogółem tu mieszka przeszło 900 
tys. mieszkańców. Wspólną cechą całego obszaru będzie górnictwo węglowe 
i podrzędniejszego znaczenia rudziane oraz hutnictwo z innemi zakładami fa- 
brycznemi. Jednakże zależnie od stosunków państwowych te dwie części, roz- 
dzielone Brynicą, posiadają fizjonomję dość odrębną, co się daje wytłumaczyć 
nie tyle znacznie większem uposażeniem od natury, ile dawnością rozwoju prze- 
mysłowego i górniczego. Dawniejsza część pruska da się wytknąć jako trójkąt, 
którego wierzchołki stanowią Gliwice, Tarnowskie Góry i Mysłowice, tu na prze- 
strzeni 602 km. kw. mieszkało przed wojną koło 680 tys. ludności. Już oddawna 
Kłodnicę uspławniono, jednakże tylko nieznaczne berlinki mogą po niej chodzić, 
cały zaś ruch fabryczny jest obsługiwany przez koleje, których sieć doszła do 
niesłychanej gęstości. W r. 1910 pracowało w przemyśle węglowym koło 100 tys. 
górników 2 ), przeszło 12 tys. na rudach cynkowych i przeszło 1000 na rudach że- 
laznych, w hutnictwie żelaznem i w przemyśle, z niem związanem przeszło 40 
tys., w hutnictwie zaś cynkowem 11 — 12 tys. — razem 190 tys., co od roku 1902 
oznaczało l8°/ przyrostu — a że przyrost naturalny mógł ledwie cząstkę tego po- 
kryć, więc i sąsiednie powiaty Górnego Śląska w okręgu przemysłowym znajdują 
ujście dla nadmiaru swej ludności. 

Obszar przemysłowy, przemieniając dawniejsze wioski w nagromadzenia mu- 
rowanych domostw, stracił dawniejszą fizjonomję. Kultura rzeczowa stopniowo 
lecz stale bez przerwy święci tu swoje zdobycze. Jednakże są to zdobycze nie- 
jednokrotnie pozorne, gdyż 1) dobrobyt wcale nie sięga głęboko, odwrotnie wy- 
nagrodzenia robotników są tego rodzaju, że górnik i hutnik przy stałem popiera- 
niu Niemców a tępieniu Polaków masami uciekał stąd nad Ben lub do Francji, 
a natomiast na ich miejsce nachodziły nowe fale Ślązaków lub nawet robotni- 
ków z Austrji aż do Businów włącznie, przez co ludność miejscowa nie zrasta się 
ze swoim przemysłem, a tylko stanowi odrębny świat od przemysłowców, 2) ce- 



2 ) Znaleziska z Siemoni i Grodźca znajdują się w muzeum Tow. Krajoznawczego w Dą- 
browie. Odnośne prace Sekcji Zagtębskiej Polskiego Tow. Kr. drukiem jeszcze nie ogłaszane. 

2 ) E. Kaspari. Rozmieszczenie geograficzne górnośląskiego przemysłu górniczo-hutnicze- 
go (Ekonomista. 1911). 



ZAGŁĘBIE DĄBROWSKIE. PSZCZYNA. CIESZYN. 255 

Iowo usuwane cechy polskości nie pozwalały niemieckiej kulturze zagnieździć się 
na Górnym Śląsku ze wszystkiemi objawami: jest to tylko kultura rzeczowa, poza 
zewnętrznym porządkiem zalet kultury niemieckiej posiadająca niewiele. 

Ziemia należy bądź do magnatów, bądź do Tow. akcyjnych, a nieliczni 
włościanie, którzy nie wyzbyli się ziem, zbogacili się szybciej, niż podnieśli kul- 
turalnie. Stając się mieszczanami, w znacznej części zniemczyli się i dzisiaj nao- 
gół cała zamożniejsza część ludności jest niemiecka z języka, chociaż dość rzadko 
z pochodzenia. 

W tym zakątku Górnego Śląska rozwinął się potężny przemysł, oparty na 
bogactwie górniczem. Górnictwo węglowe zmroku na rok potężnie się rozwija 
i doszło do czterdziestu kilku mil. tonn rocznego wydobycia, a to się stało pod- 
stawą do potężnego przemysłu hutniczo żelaznego, który musi nawet z zewnątrz 
dowozić bogatsze rudy żelazne. Huty cynkowe i przemysł chemiczny uzupełniają 
to wielkie mrowisko przemysłowe, w którem wioski porozrastały się z amery- 
kańską żywiołowością, często pozlewały się i wytworzyły szereg miejscowości 
przemysłowych jak Hutę Królewską, dochodzącą do 80 tys. ludności, Zabrze 
(które w czasie ostatniej wojny chciano przechrzcie na „Hindenburg") do 70, sta- 



Rys. 149. Góra Św. Doroty na Grodźcu. Najwyższy punkt w Zagłębiu węglowem 

582 metry nad poz morza. 

rożytny Bytom, wszelkich cech dawności pozbawiony, do 75, Gliwice do 73, Hutę 
Laurę 16, Mysłowice 20 z ich ośrodkiem zarządu górniczego w Katowicach, które 
przekraczają 50 tys. mieszkańców. 



§ 44. Zagłębie Dąbrowskie. Pszczyna. Cieszyn. 

Na wschód od rzeczki Brynicy leży bezpośrednio dalszy ciąg zagłębia wę- 
glowego w obrębie dawnego Królestwa Polskiego, czyli t. zw. Zagłębie Dąbrow- 
skie. Tu powierzchnia przedstawia najpierw garb między Brynicą a Przemszą 
Czarną, z górą Ś-tej Doroty (do 382 m. nad poz. morza), dalej kotlinę tej rzeki, 
tworzącą pozorny wyłom pod Będzinem i grzbiet na wschód od Przemszy Czar- 
nej, dochodzący w Gołonogu do 334 m. nad poz. morza, stąd stopniowo i nie- 
znacznie opada ku wschodowi. 

Węgiel, który próbowano wydobywać w r. 1787, naprawdę stał się przed- 
miotem górnictwa w ostatnich latach XVIII wieku za t. zw. czasów pruskich. Już 
za Księstwa Warszawskiego zakładano huty cynkowe celem zużytkowania węgla 



256 ŚLĄSK. 

na miejscu, gdyż— jak wiadomo — przy procesach hutniczych więcej wagowo sic 
zażywa węgla niż rudy cynkowej a później Bank Polski pomyślał o hutnictwie 
żelaznem. Dopiero doprowadzenie kolei Warszawsko- Wiedeńskiej do Zagłębia 
(1846) pozwoliło więcej węgla wydobywać, a później stopniowe wyniszczanie la- 
sów, szczególniej w Królestwie, dokonywane po powstaniu 1863 ro- 
ag ^ i?- k u ' kiedy zachwiana większa własność ziemska ratowała się, sprze- 
dając lasy. zagęszczenie ludności, wzrost fabryk Łodzi i Warszawy, 
pozwoliły rozwinąć się górnictwu węglowemu. Pomocną się też okazała „wola 
górnicza", oddzielająca prawo do wnętrza od prawa własności do powierzchni 
od roku 1870 w stosunku do węgla, ołowiu i cynku, od 1892 r. — i żelaza. Jednym 
z czynników najpoważniejszych okazało się zwiększone zażądanie węgla dla ko- 
lei. Te przyczyny stale działają i do dnia dzisiejszego, to też przed wojną wy- 
dobycie węgla przekroczyło 7 miljonów tonn. 

Kiedy po r. 1877 polityka celna państwa rosyjskiego weszła wyraźnie na 
drogę protekcjonistyczną, to niektóre zakłady przemysłowe niemieckie, z obawy 
utraty rynków zbytu w tem państwie, przenosiły się z Niemiec do Rosji, lub bu- 
dowały filje w obrębie państwa rosyjskiego, a niektóre z nich zechciały to robić 
możliwie blisko granicy pruskiej i wybór padł na Zagłębie, które posiadało wów- 
czas wielkie zalety: kolej, węgiel, bliskość granicy i licznego robotnika, chociaż 
niewykwalifikowanego, lecz dość kulturalnego, potulnego i taniego. W ten spo- 
sób zjawiło się tu parę zakładów hutniczych, wielkie przędzalnie, zakłady me- 
chaniczne, jak np. olbrzymia fabryka kotłów parowych i niektóre drobniejsze. 
Już przed 60 laty powstała cementownia w Grodźcu, a więc wkrótce po zapro- 
wadzeniu tej fabrykacji na zachodzie, długi czas jedna z dwóch cementowni na 
całe Królestwo Polskie. 

Wszystkie te zakłady ściągały ludność robotniczą, szczególnie po wykończe- 
niu kolei Dęblińsko-Dąbrowskiej w r. 1886 z Kieleckiego, podlegały wahaniom 
rynku, ale naogół wszystkie się rozrastały, i oto na powierzchni, mało co prze- 
wyższającej 260 km. kw., ludność dochodziła przed wojną zapewne do 220 
tysięcy. 

Dawniejszy wygląd okolicy zmienił się, jedyne miasteczko murowane, Bę- 
dzin, przed 40 laty mało co przekraczało 5 tys. mieszkańców, przed wojną prze- 
kroczyło 30! Czeladź i Modrzejów, które i dziś w podziw wprawiają resztkami 
budownictwa drzewnego, tak dziwnie bliskiego podhalskiemu, przetwarzają się 
powoli we współczesne bezstylowe nagromadzenie domów murowanych. Dawniej- 
sze sadyby, tak wyraźnie położone do słońca (Czeladź, Grodziec, Będzin, częścio- 
wo Gołonóg) rozlały się we wszystkich kierunkach. Nad samą gra- 
nicą leżący Sosnowiec, który rozrósł się dzięki stacji kolei i komo- 
rze celnej, stopniowo wchłania sąsiednie miejscowości i przekracza podobno 80 
tys. mieszkańców. Jak potwór potężnemi mackami wyciąga się owo miasto, eu- 
ropejskich jednak cech nie posiadające, wzdłuż kolei ku Będzinowi. Ten stary 
gród ze swym zamkiem rozłożył się nad Przemszą Czarną w miejscu przeprawy 
i w punkcie panującym nad drogami, wzdłuż rzeki idącemi, jednak trzymającemi 
się nieco zdała od koryta, aby uniknąć bagien rzecznych. 

Będzin był tu zamkiem granicznym i miejscem nieraz ważnych 
^ z ł n ' spotkań dyplomatycznych, gdyż tędy prowadziła droga do Raciborza, 



ZAGŁĘBIE DĄBROWSKIE. PSZCZYNA. CIESZYN. 257 

owego węzła dróg śląskich. Dzisiejszy Będzin swemi zakładami fabrycznemi za- 
czyna zlewać się z Dąbrową Górniczą, która 30 tys. mieszkańców dochodzi 
i zczasem zleje się z ludną wsią górniczą Zagórzem. 

Oprócz tych miejscowości jeszcze na zachód od kolei (tu trzymającej się 
doliny Przemszy) istnieją cztery ważniejsze ogniska przemysłu węglowego i kilka 
na wschód od toru kolejowego. 

W samem Zagłębiu ludność jest dość jednolicie polska, poza domieszką Ży- 
dów, jakoby l(5°/ dochodzącą, inne domieszki, chociaż wysoce uprzywilejowane, 
nie były liczne. Jednakże ci obcokrajowcy Francuzi, przedstawiciele kapitału, 
głównie ciągnącego odsetki z górnictwa, lub Niemcy, liczebnie nie posiadają zna- 
czenia, zarówno jak przed wojną Rosjanie — urzędnicy, wywierali gospodarczo 
i społecznie na stosunki żywiołu miejscowego nieraz wpływ przygniatający. Za- 
leżnie od zbyt wielu gospodarzy w tym zakątku kraju, nawet kultura rzeczowa 
była tu w zarodku, drogi przed wojną nie odpowiadały nawet częściowo krzy- 
czącym potrzebom, zdumiewająco mała liczba gmachów państwowych i wogóle 
publicznych szła ręka w rękę z "ciasnotą mieszkań robotniczych, a brak zielono- 
ści i miejsc spacerowych idzie w parze z małą oświatą i uspołecznieniem szero- 
kich warstw ludności. 

Jest to zakątek podobny do Łodzi złemi stronami gospodarki przemysłowo- 
kapitalistycznej, a brakiem stron dodatnich, ale bodaj jeszcze ustępujący Łodzi, 
gdyż mało urabia żywioł robotniczy, który tu najczęściej krócej pracuje, aby wró- 
cić na wieś. Wobec tego, ciągły rozrost przemysłu, łącznie z celowem protego- 
waniem obcokrajowców utrudnia zasiedzenie się żywiołu robotniczego i wogóle 
technicznego, bez czego nie może być mowy o kulturalnem podniesieniu rzesz 
robotniczych, a w każdym razie zasiedziały żywioł fabryczny stanowi odsetek 
zbyt nikły, aby dostarczać sił krajowych, w drugiem lub trzeciem pokoleniu 
w przemyśle pracujących. 

Węzłowa stacja Ząbkowice, jak również stacje kolei Wiedeńskiej, na północ 
od Zagłębia leżące: Łazy, Zawiercie z potężnym przemysłem włóknistym i Myszków, 
są miejscowościami fabrycznemi. 

Trzy mile na północ od Będzina przez Czarną Przemszę istniała odwieczna 
przeprawa, gdyż z tą rzeczką krzyżował się już w XII wieku gościniec, z Kra- 
kowa przez Sławków zmierzający do Opola. Kaplica romańska na cmentarzu 
w Siewierzu świadczy o jego dawności, a zwaliska zamku, panującego niegdyś 
nad przeprawą przez błotnistą dolinę rzeczną, przypominają średniowiecze, kiedy 
to potężny kardynał Oleśnicki nabywał ksiąstewko Siewierskie dla biskupstwa 
Krakowskiego. 

Na poludnio-wschodzie Śląska Pruskiego ciągnie się Pszczyńskie i Rybnic- 
kie — równina pagórkowata; za jej granice można uznać Kłodnicę, Odrę, Wisłę 
i dolna Przemszę. Dział wodny Olszy i Wisły, zaledwie 258 m. nad 

° PSZCZVtl3. 

poz. morza wzniesiony, nie stanowi urozmaicenia w krajobrazie, tern . R . ? k 
bardziej, że część kraju, wysyłająca swe wody do Przemszy — Wisły, 
nigdzie nie dochodzi do 360 m. nad poz. morza, część zaś nadodrzańska jest 
niższa i równiejsza. Najstarożytniejsze drogi, sięgające XIII stulecia, a mianowi- 

GKOGKAKJA I.AWNKJ POLSKI. — 17 



258 Ś L Ą S K. 

cie szlak, idący od Opola (przez Toszek i Pyskowice), w Gliwicach rozwidlał się 
na dziale wodnym odrzańsko-wiślańskim 1) do Pszczyny i Bielska, oraz 2) na 
Mikołów, Bieruń po lewej stronie rzeczki Gostynki do Oświęcimia i Krakowa. 
Jest to szlak (patrz rys. 116), który najdawniej łączył Wielkopolskę przez Opole 
z Krakowem, a wczesną wiosną 1241 r. poprowadził hordy najeźdźców pod 
Lignicę. 

Względnie suchsze miejsca na dziale wodnym, jednak nie pozbawione sta- 
wów, ściągnęły ku sobie ruch i w kierunku poprzecznym, a mianowicie od By- 
tomia (Będzina, Częstochowy, z głębi Polski) do Bogumina i na Morawy — tu na 
przecięciu ze szlakiem Baciborz- Bybnik- Pszczyna wyrosło miasteczko Żory 
(4—5 tys.). 

Na wschodzie od działu wodnego dorzecze Wisły w tych okolicach posiada 
wody wolno płynące, które niegdyś były szeregiem bagien, np. Gostynia i Pszczyn- 
ka, w wiekach średnich przemieniły się w szereg stawów rybnych i miejsce prze- 
prawy przez tę ostatnią rzeczkę stało się siedzibą książęcą. 

Mnóstwo z tych stawów do czasów dzisiejszych przetrwało, prowadząc do- 
skonałe gospodarstwo rybne, część zaś osuszona dała znakomite rozległe łąki lub 
pola. Na południe od Pszczyny położone Goczałkowice od r. 1858 stały się miej- 
scem leczniczem dzięki swej solance. Te błotniste okolice przerywały sobą po- 
tężne lasy, które i dziś przetrwały, stanowiąc 36°/ powierzchni w Pszczyńskiem 
i Bybnickiem. 

W dorzeczu Odry starsze pokłady wychodzą na powierzchnię, tworząc sze- 
reg wzgórz (koło Pszowa 311 m.), które dzielą wody Olszy od wód Bybniczanki 
i Budy. Tu znowu występuje górnictwo, wprawdzie jeszcze nieznaczne, gdyż ko- 
palenki węgla dość liczne nie posiadają szybów głębokich, ale tu człowiek już 
poważnie bada wnętrze ziemi. W wiosce Paruszowice, nieco na wschód od 
Bybnika, głęboki otwór świdrowy po raz pierwszy na kuli ziemskiej przekroczył 
dwa tys. metrów. Bównież poważne badania, a nawet i zaczątki w przyszłości 
wielkiego górnictwa węglowego zjawiają się koło Pszczyny. Naogół chociaż gle- 
by są nieszczególne, sporo roli odbierają stawy i las}^ jednak ludność tu jest 
gęsta, bo przekracza 90 na km 2 . Większych miast lub miasteczek tu niema wcale. 
Śląsk Górny, od wieków oderwany od Polski, przetrzymał ludność rdzennie 
polską, która nawet wchłonęła w siebie nieliczne osadnictwo niemieckie z XIII 
i XIV wieku. Kiedy jednak żywioł polski doszczętnie zaginął na Śląsku Dolnym, 
a w Środkowym— resztki ludności, mówiącej po polsku, wymierały w wieku XIX 
i tylko w powiecie Namysłowskim, Sycowskim i Brzeskim częściowo polskość po- 
została, tu zwarta ludność polska przetrwała, stanowiąc nieraz w poszczególnych 
powiatach przeszło 90°/ zaludnienia, zachodnia jednak granica językowa, idąca 
po lewym brzegu Odry, cofnęła się w porównaniu ze stanem polskości z przed 
paruset laty. 

Na lewym brzegu Odry w Głupczyckiem granica językowa cze- 

Polskość sko-polska idzie od Baborowa, przez Piotrowice, kierując się 5 km. 

cT ol^k' na zacn ód °d Bogumina. Tu w okolicach Opawy, już do dawnego 
Śląska Austrjackiego należącej, i Hulczyna mieszka w zmieszaniu 
z Polakami i Niemcami 60—70 tys. ludności czesko-morawskiej. 



ZAGŁĘBIE DĄBROWSKIE. PSZCZYNA. CIESZYN. 259 

Granica językowa odcina 11500 km. powierzchni, gdzie ludność polska za 
mieszkuje zwartą masą, jednakże miasta i ogniska przemysłowe nie noszą cech 
polskości. Jest to zgodne ze strukturą społeczną, a mianowicie, że żywioł polski 
stanowi tu ludność najbiedniejszą, co nie tylko miast dotyczy, ale i na wsi daje 
się stwierdzić. Miejscowa szlachta, czasem nosząca polskie lub tylko z niemiecka 
przekręcane nazwiska, po wojnie trzydziestoletniej łatwo zniemczyła się. 

Cechą charakterystyczną tych okolic są potężne latifundja, które cały wpływ 
społeczny zogniskowały w rękach nielicznej gromadki magnatów. Jeżeli na całym 
Górnym Śląsku przy powierzchni 13225 km. kw. 52°/ powierzchni należy do 
większej własności, to ten odsetek na prawym polskim brzegu dochodzi do 57°/ , 
a przeszło trzecia część kraju (4705 km. kw.) należy do 54 posiadaczy, z których 
najmniejszy, najuboższy posiada przeszło 130 włók ziemi. Przeszło czwarta część 
Górnego Śląska należy do 7 posiadaczy 1 ). Te fortuny w ręku ludzi zupełnie ob- 
cych, murem chińskim odgrodzonych od ludności polskiej włościań- 
skiej, sprzyjały wytworzeniu stosunków prawie irlandzkich. Reformy a ' un Ja * 
agrarne w Prusach z lat 1807 i 1811 były przez magnatów górnośląskich wstrzy- 
mane, aż wreszcie w r. 1827 tak zmienione, że ta krzywda chłopska poruszyła 
opinję w Prusach. I rok 1848, zakończający uwłaszczenie ludności wiejskiej, przy- 
niósł tę reformę w wykrzywionej postaci z daleko mniejszym dla włościan po- 
żytkiem, niż się to działo w niemieckich prowincjach Prus. Skutkiem tego ludność 
polska— to ludność bezrolna lub małorolna, z nieznacznym odsetkiem zamożniej- 
szych włościan. 

Wszystko, co wyżej od ludu wiejskiego stanęło zamożnością, oświatą, czy 
też stanowiskiem społecznym — to Niemcy lub zniemczeni Ślązacy. Położenie ludu 
pogarsza się jeszcze przez stosunki posiadania ziemi. Niedość, że jest to kraj 
latifundjów, ale tu w liczbie posiadaczów ziemi ogniwa średnie od- 
grywają wprost nikła rolę, natomiast l5°/ powierzchni (198 tvs. hek- Stosunki spo- 
tarów) należy do 132 tys. właścicieli, którzy tworzą przypuszczalnie. . . .. .. . 

30°/ zaludnienia— ludność małorolną, zmuszoną do wyszukiwania ro- 
bót dodatkowych. Zaledwie 26°/ powierzchni należy do 80 tys. włościańskich 
gospodarstw samodzielnych (5—20 hektarów) — z tego jednak bardzo poważna 
część w niemieckiej, zachodniej części Głupczyckiego. 

Polskość jest więc tu przedstawicielką małorolnych, bezrolnych i z nich po- 
wstających robotników fabrycznych, oraz kopalnianych z tern zastrzeżeniem, że 
zwartą masą zajmują tylko miejsca od dołu drabiny społecznej. Inteligencja 
polska, niesłychanie nieliczna i przeważnie z Poznańskiego przybyła, nie odgry- 
wa tej roli, jaka powinna przypadać w udziale przedstawicielom rdzennej, 1.500.000 
wynoszącej ludności. Duchowieństwo, pochodzące z ludu, tylko częściowo szło 
z ludem, nacisk od góry wywoływał nieraz działalność sprzeczną z interesami 
ludu. W ostatnich latach 20—30 zaczyna się też wytwarzać i stan trzeci, ale ten 
nie posiada tego wyrobienia, co w Poznańskiem, ani też nie przejmuje kultury 
po rzeszy szlacheckiej, bo szlachty polskiej naokół siebie nie spotyka. 



') A mianowicie rząd posiada 852 km., dalej idą książęta na Ujeździe, Pszczynie, Racibo- 
rzu, Stolberg-Wernigrode, Hohenlohe-Ingelfingen (z Koszęcina) i najuboższy z nich Donnersmarck 
W Neudecku z 220 km. kw. 



260 ŚLĄSK. 

Od dolnego biegu Olszy do załamu górnej Wisły, w miejscu gdzie rzeka 
zmienia kierunek z północnego na wschodni, ciągnie się pas niższy, w którym 
dział wodny między dorzeczami Wisły i Odry dochodzi do 261 m. nad poziom 
morza. Na południe od tej zapadłości rozpościera się podgórze Karpat, właści- 
wiej Beskidu, a dalej i okolice górskie. Część dorzecza Ostrawicy, dorzecze Ol- 
szy, górnej Wisły i lewa część dorzecza Białki stanowią ks. Cieszyń- 
ąs , . skie. Część północna, dość słabo pagórkowata, posiada wyniesienie 
mało co nad 200 m., a jeżeli dawniej najniższe miejsca posiadały 
mniejsze znaczenie z powodu mokradeł, to dzisiaj jest to bogata kraina węglowa, 
która na 98 km. kw. koło Ostrawy i Karwiny potrafiła zgromadzić 140 tys. miesz- 
kańców, co wynosi potężną gęstość 1400 na km. kw., na podgórzu waha się od 
220 do 260, w górach zaś, które tu wznoszą się od 800—1000 m., zaludnienie 
rzednie, np. w okolicach góry Baraniej, do 20—25 na km. kw. 1 ). 

Ukształtowanie powierzchni i związane z tem warunki życia i pracy wytwo- 
rzyły kilka typów ludowych, a więc odróżniają Lachów na falistych równinach 
przedgórskich, Wałachów w miejscowościach wyższych aż poza 400 metrów i Gó- 
rali w dolinach górskich, najwyżej położonych. 

Cieszyńskie na północo zachodzie sięga od ujścia Olszy do Odry, zajmuje 
więc wyjątkowe świetne położenie na zbiegu szlaków, idących przez Bramę Mo- 
rawską i przez przełęcz Jabłonkowską. Kiedy równina właściwej Bramy Mo- 
rawskiej była często zbyt wilgotna, to ruch musiał się przenosić na przedgórza, 
przez co okolice nadodrzańskie kierowały się albo przez Karniów (Jagerndorf). 
Opawę i Świniów do Przerowa albo z Karniowa, skracając drogę, opuszczały się 
prawdziwie górskim wąwozem ku Ołomuńcowi. Ta droga, już w wiekach śre- 
dnich wytworzona, obecnie posiada i tor kolei żelaznej. 

Z nad górnej Wisły - z Krakowskiego, chociaż częściej — szczególniej latem — 
używano dalszego szlaku przez Racibórz (jak Sobieski w r. 1683), jednak niekie- 
dy skracano drogę w ten sposób, że przybliżano się ku Beskidowi, omijając ni- 
zinę, a wchodząc na podgórze Beskidu (patrz rys. 4), trzymano się 

dość stale poziomu 330 — 370 m. nad poziom morza, a w ten sposób 
szvnski6m 

od Frydka (Mistka) nad Ostrowicą ta droga szła przez Cieszyn, gdzie 

przecinała Olszę, przez Skoczów, gdzie krzyżowała się górną W r isłą do Bielska- 
Białej na przecięciu z Białką, aby dalej podążać na wschód. 

Każda z dolin górskich prowadziła w głąb gór, jednak ponieważ Olsza pro- 
wadzi na przełęcz Jabłonkowską (550 m.) i dalej doliną Kisuczy do Wagu, skut- 
kiem czego tą doliną szedł handel odwieczny, to skrzyżowania z drogą, idącą 
wzdłuż podgórza, wytworzyły szereg miejscowości, zależnie od wielkości i zna- 
czenia przecinanej doliny: najznaczniejszym musiał być Cieszyn w dolinie Olszy. 
Dalej — niedaleko przed przełęczą — powstało miasteczko Jabłonków o bardzo ru- 
chliwej ludności handlowej. Oprócz 2 / 3 ludności polskiej, mieszka tu jeszcze 
pewna ilość Czechów, a najmniejszy odsetek ludności — Niemcy, posiadający tu 
wszelkie przywileje przy pozorach równouprawnienia. 

Łatwość przedostania się przez wał beskidowy sprawiła, że stosunki między- 
ludzkie przez przełęcz Jabłonkowską przyłączały do Śląska dorzecze Kisuczy — 



') L. Sawicki, Rozmieszczenie ludności w Karpatach zachodnich. 1910. 



ZAGŁĘBIE DĄBROWSKIE. PSZCZYNA. CIESZYN. 261 

dopływu Wagu, które stanowi okrąg Czadecki. Stosunki polityczne zawsze łą- 
czyły ten okrąg ze Śląskiem i tylko słabość rozrodzonych Piastowiczów śląskich 
wobec potęgi państwa węgierskiego była przyczyną, że książęta na Cieszynie 
stopniowo tracili Czadeckie, a dopiero w początku wieku XVIII ostatecznie do- 
rzecze Wagu zostało zlane z koroną św. Stefana. 

Ze te stosunki przez przełęcz Jabłonkowską istniały odwiecznie, tego również 
dowodzi język ludności w Czadeckiem, a mianowicie dwanaście wsi oraz główne 
miasteczko Czacza mówią językiem polskim o narzeczu śląskiem, a tylko najbar- 
dziej na wschód wysunięta wieś Skalite używa narzecza małopolskiego, co jest 
następstwem połączenia przez Zwardoń i dolinę górnej Soły z Małopolską. 

Na 407 km. kw. Czadeckie posiada zaludnienia 33 tys., w czem Polacy prze- 
kraczają 90°/ . 

W Cieszyńskiem śród ludności polskiej, zajmującej przeważnie wieś, większość 
stanowią ewangelicy. 

Na stosunki społeczne, polityczne i narodowościowe prz} f gniatający wpływ 
wywiera istnienie t. zw. kamery arcyksiążęcej — tak się nazywa zarząd dóbr, 
obecnie będących w posiadaniu jednego z arcyksiążąt, który, po zmiennej losów 
kolei, dziedziczy dobra, które dawniej były własnością Piastowiczów cieszyńskich. 
Dobra te, wynoszące poważną część kraju, z mnóstwem fabryk i lasów, utrzymują 
w zależności od siebie całe mnóstwo dzierżawców, oficjalistów i robotników, 
a pośrednio ta zależność odbija się na stosunkach handlowych i przedstawicie- 
lach pracy wyzwolonej. 

Jeżeli księstwo Cieszyńskie posiada fizjonomję odrębną od sąsiedniej części 
Małopolski, pochodzi to nie z warunków fizjograficznych, gdyż te ciągną się da- 
lej na wschód, bardzo stopniowym ulegając zmianom, ale położeniu na załamie 
pasa górskiego Sudecko Karpackiego u wylotu Bramy Morawskiej i doliny Olszy 
oraz zawdzięcza przyczynom dziejowym, z tem położeniem związanym. Nade- 
wszystko oderwanie Śląska od ziem polskich jeszcze w wiekach średnich i silny 

dopływ ludności niemieckiej, która— chociaż w końcu XIII wieku już 

Bielsko-Biała 
przeważnie tu zakończyła swój zalew na wsi — jednak w XIV wieku 

jeszcze dokończała swego usadowienia się po miastach, zaważyły najwięcej. 
Z tamtych czasów pochodzi niemieckie miasto fabryczne Bielsko z odpowiedni- 
kiem Białą (10 tys. mieszkańców) po prawej stronie rzeki Białki. Pierwsze z nich 
dzięki opiece książąt śląskich zachowało swoją niemieckość, a w XIX w. nawet 
i za mostem leżącą Białe w czasach centralizmu wiedeńskiego potrafiło znacznie 
zniemczyć, wówczas, gdy osadnictwo niemieckie dalej na wschód posunięte, wsią- 
kło stopniowo w polskie otoczenie. 

Na przełomie XV i XVI wieku już Kraków był miastem polskiem, a po na- 
tężonem osadnictwie w w. XIV, które jak wiadomo tylko w pewnej części było 
niemieckie, a przeważnie było reformą wewnętrzną stosunków agrarnych, pod 
bodźcem osadnictwa niemieckiego dokonaną, pozostała dwoista organizacja wsi — 
dwór i włościaństwo oraz najczęściej jej postać zewnętrzna 1 ). Jak po ustąpieniu 
wysokiej fali pozostają w zagłębieniu nieliczne stawy, tak po fali osadnictwa nie- 



M. Jarosz. Śląsk Cieszyński. 19U9. 

F. Popiołek, Dzieje Śląska Austrjackiego. 1914. 



262 



ŚLĄSK. 



mieckiego pozostały tu i owdzie nazwy niemieckie wiosek tak obfite, np. w do- 
linie Nowotarskiej, a naw r et i niemiecka ludność miast w Cieszynie, Bielsku i Białej. 
Północ Cieszyńskiego obejmuje część wielkiego zagłębia węglowego śląsko- 
polsko-morawskiego, które od południowych górskich okolic różni się niesłycha- 
nie. Okolice węglowe z kopalniami koło Karwiny, huty żelazne w Witkowicach 
i inne zakłady przemysłowe, zwykle grupujące się koło węgla, ściągają ludność 
robotniczą z przeludnionego Beskidu i przypominają tak swoim krajobrazem jak 
i stosunkami spolecznemi okrąg przemysłowy Katowicki lub Dąbrowski. 



Na południe od Zagłębia Dąbrowskiego, a na wschód od dolnej Przemszy, 
rozciąga się do Wisły południowy stok wyżyny środkowo-polskiej, który w swo- 
jej części zachodniej jest dalszym ciągiem zagłębia węglowego na Śląsku pruskim 
i w Królestwie. Ten szmat ziemi należał do państwa austrjackiego — tam później za- 
częto wydobywać węgiel. Dziś, gdy poszukiwania węgla zostały uwieńczone po- 
myślnym wynikiem, wiadomo, że tu węgiel, w warunkach umożliwia- 



Jaworzno- jących przemysł górniczy, ciągnie aż do podgórza. Po lewej stronie 
Trzebinia. 



Wisły i nawet poważnie na wschód rozpoczyna się wzmagać wydo- 
bycie węgla w b. zaborze austrjackim, gdzie najważniejszą miejscowo- 
ścią jest Jaworzno. Miasteczko powiatowe, Chrzanów (13 tys. mieszkańców) za- 
czyna nabierać charakteru miejscowości przemysłowej, tak samo jak Trzebinia, 
Szczakowa i Siersza Wodna. Przy gęstości zaludnienia do 130 mieszk. na km. 
kw., odsetek ludności żydowskiej wynosi tyle, co przeciętnie dla zaboru austrjac- 
kiego — przeszło 10°/ . Poza Chrzanowem, gdzie ludność żydowska się skupia, 
jest to jedna z rdzennych okolic polskich, gdyż Niemcy znikomą stanowią do- 
mieszkę- 



X. POMORZE GDAŃSKIE. 



§ 45. Wyżyna Pomorska. 

Na północ od wielkiej doliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, a na zachód od do- 
liny Wisły, leży wyżyna Pomorska, dochodząc na zachodzie do Odry. a na pół- 
nocy Bałtyku sięgając. Chociaż w XII stuleciu politycznie należała do Polski 
w całości, jednak w zmiennej losów kolei tylko wschodnia część wyżyny była 
związana z Polską, a mianowicie ostatecznie od pokoju Toruńskiego w r. 1466 
do pierwszego rozbioru Polski, co było spowodowane wpływem Wisły, łączącej 
w jedną całość ziemie, nad nią leżące. 

Wyżyna Pomorska powoli się rozpłaszcza i dochodząc do otaczających ją 
dolin, urywa się pod postacią dość wyraźnej krawędzi. Nad Notecią i dolną Brdą 
ta krawędź waha się od 80 do 100 metr. nad poz. morza i posiada postaci ła- 
godne. Od ujścia Brdy nad doliną Wisły, jak wiadomo, geologicznie młodszą 
w tem miejscu od wielkiej doliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, krawędź wyżyny 
jest wyraźniejsza i przeważnie posiada 90 m. wyniesienia nad poz. 
morza (rys. 74); jednak tu poziom wód Wisły znacznie się obniża, Krawędź 
a przeto te względne różnice sprawiają, że krajobraz, oglądany od p WyZ ^ • 
strony rzeki, sprawia wrażenie górskiego. Najwyższe wyniosłości 
istnieją na północnym wschodzie, gdzie zwały moreny czołowej nagromadziły się 
do 331 m., a że bliskość morza sprawia tu znaczne różnice poziomów, przeto 
krajobraz pomimo zaokrąglonych grzbietów i kopiastych pagórów, posiada wyraźne 
cechy górskie w dolinach rzecznych, gdzie znaczny spadek wody wytwarza stro- 
me zbocza dolin 1 ). 

Na północy od ujścia Wisły tak samo nad „małem" morzem, t. j. zatoką 
Gdańską, jak i nad „wielkiem" wyżyna niejednokrotnie podchodzi wprost do mo- 
rza; nad zatoką Gdańską tworząc w kilku miejscach malownicze urwiska, nad 
Bałtykiem zaś przeważnie podchodząc równomiernie rozpłaszczoną równiną, gdzie 
często bardzo płaskie wybrzeże przyrasta przez piaszczyste ławy i dawniejsze za- 
lewy, przechodzące zczasem w moczary nadbrzeżne. 



') «Ziemia». 1911. Zbiorowy numer Kaszubom poświęcony. 



264 



POMORZE GDAŃSKIE. 



Najwyższe miejscowości w dorzeczu górnej Raduni i Wieżycy jak i na po- 
łudnie od nich leżące dorzecza górnej Wrdy i Brdy są pokryte zwałami piaszczy- 
stemi — są to do dziś dnia okolice leśne (t. zw. góry Szymbarskie 
dI^I^ * puszcza Tucholska), reszta zaś wyżyny do koła tych miejsc nieu- 
rodzajnych posiada krajobraz moreny dennej, który najczęściej idzie 
ręka w rękę z żyznością gleby. 

Mnóstwo jezior śród lasów od czasów najdawniejszych pozwalało ludności 
wyżywiać się z rybołówstwa, jednakże nieco gęściejsza ludność J ) była związana 
z krawędzią wyżyny, przyległą do Wisły, a jednocześnie, jak to znaleziska archeo- 
logiczne 2 ) stwierdzają, ludność posuwała się w górę rzek Brdy i Wdy. W XIII 
wieku Niemcy usadowili się na prawym brzegu dolnej Wisły, a w początku XIV 
wieku i na lewym, jednakże już wpierw klasztory niemieckie byłv rozsadnikami 
osadnictwa niemieckiego. 

Jeżeli na Górnym Śląsku i w Wielkopolsce ziemie żyzne, jako najdawniej 

osiadłe, utrzymały się przy Polakach, to 
na wyżynie Pomorskiej Polacy utrzymali 
się w okolicach lesistych, wyżej położo- 
nych. Niemcy zaś poza miastami trzy- 
mali się łęgów wiślanych i dolin rzecznych. 
Dopiero po przyłączeniu do Prus po 
pierwszym rozbiorze Polski 

Polskość napłynęła nowa fala osadnic- 
w Prusach . , . . . 

Królewskich. tvva niemieckiego, kierując 
się w strony dawniej omija- 
ne — leśne i piaszczyste, która, popierana 
całą potęgą Prus, już po 130 latach zmie- 
niła skład etnograficzny pomorskiej zie- 
micy, i dzisiaj na południowym zachodzie 
powiat Wałecki można uważać za rdzen- 
nie niemiecki (podobno 1 — 2°/ Polaków), 
a nad górną Głdą pow. Człuchowski po- 
siada zaledwie 1 / 6 część ludności polskiej. Dawniejsze błota, a dziś żyzna dolina 
Noteci jest jak gdyby ośrodkiem niemieckości, od której ku północy i północne- 
mu wschodowi przybywa ludności polskiej: kiedy między dolną Głdą a Brdą 
mamy w pow. Złotowskim 28°/ ludności polskiej, to w Chojnickim ten odsetek 
wzrasta do 56, a w Tucholskim do 70 dochodzi. Jeżeli zaludnienie w powiecie 
Świeckim zawiera tylko 57°/ Polaków, to należy zauważyć, że tu wyżyna, tak 
samo jak cały powiat Starogrodzki, jest daleko bardziej polska, natomiast nizina 
nad dolną W f isłą 3 ) na północ od ujścia Mątwy, a jeszcze bardziej na południo- 
zachód w widłach Wdy i Wisły jest osiadła przez Niemców. 




Rys. 150. Erzeg morski pod Radłowem nad 

zat. Gdańską czyli nad t. zw. Matem Morzem. 

l^Fot. Al. Majkowskiego). 



J ) Ks. St. Kujot. Dzieje Prus Królewskich. I. 1915 r. 

2 ) A. Lissaner. Die prahistorischen Denkmaler d. Prov. Westpreussen u. der angrenzenden 
Gebiete. 1887. 

G. Ossowski. Mapa archeologiczna Prus Zachodnich. 1881. 

3 ) Fritz Braun. Ueber die Landschaftsformen des deutschen Weichsellandes. (Geogr. 
Zeitsch. 1914). 



WYŻYNA POMORSKA. 



265 



Te liczby napewno okażą się dla polskości znacznie korzystniejszemi, gdy 
spisy ludności będą wolne od nacisku pruskiego. 

Ludność polska, bliżej Noteci mieszkająca, nosi nazwę Krainiaków, nad gór- 
ną zaś Brdą bez jej źródlisk Borowiaków i chociaż w swej gwarze posiada ce- 
chy wspólne z Kaszubszczyzna, to jednak językowo stanowi wyraźną część Wiel- 
kopolski 1 ). 

Jeżeli od ujścia Wdy (Świecie) poprowadzimy linję na zachód, następnie 
działem wodnym Brdy i Wdy, a nie dochodząc Czerska, pociągniemy ją na Gdańsk, 
to szmat kraju, leżący między tą linją i Wisłą, stanowi Kociewie. Język tej zie- 
micy pomimo bezpośredniego sąsiedztwa Kaszubów jest od nich odrębny, nao- 
gół jest on raczej bliższy wschodniego Mazowsza. Zdaniem prof. K. Nitscha jest 
to obszar dla polszczyzny nabyty od innego plemienia (najpewniej Prusów), co 
jest tem godniejsze zastanowienia, iż w czasach wcześnie dziejowych nie Pruso- 
wie sięgali na zachód, lecz władza książąt pomorskich sięgała na wschód od 
Wisły 2 ). 

Dorzecze Wdy, Brdy, Głdy i w części dorzecze Drawy posiadają znaczny °/ 
lasów (21°/ dla prowincyj Prus Kró- 
lewskich rozkłada się nierównomier- 
nie, gdyż na prawym brzegu znacznie 
mniej), gleba piaszczysta i tylko bli- 
żej Wisły lepsza, a że przemysł, han- 
del i rzemiosło nawet 1 / i części lu- 
dności nie wyżywia, przeto naogół lu- 
dność tu rzadka: w Bydgo- 
! • • „.i , ■ Gęstość 

skiem i wogole w czeso ... . 

& , , * zaludnienia, 

wyżyny, wchodzącej w 

skład Wielkopolski 56 na km 2 , ale 
obecność paru ludnych miast pozo- 
stawia dla wsi gęstość dość skąpą; 
w powiecie Wałeckim 29 na km. kw. 
jest osobliwością w Europie środko- 
wej; w Borach Tucholskich 30-40, a w Świeckim najzamożniejszym, gdzie nad- 
rzeczne łęgi podnoszą dobrobyt, gęstość zaludnienia wynosi ledwo 54, to też nie- 
ma tu miast znaczniejszych. Dość ludnem miastem są Chojnice, (12000), pamiętne 
bitwą z Krzyżakami, niedaleko na północo-wschód Czersk (6200), dawniej w śre- 
dniowieczu węzeł dróg, dziś śród lasów posiada poważny przemysł drzewny. 
Tuchola (przeszło 4000) w zachodniej części t. zw. puszczy Tucholskiej; Człuchów 
na przesmyku między jeziorami, w średniowieczu leżał na dość dogodnej dro- 
dze, dziś liczy ledwie 3600 mieszkańców Złotów (4300) i Wałcz (7700), poło- 
żone jak Człuchów śród jezior, przed wojną rozwijały się jako ośrodki admi- 
nistracyjne. 

Pierwsze miejsce śród osad miejskich zajęła Bydgoszcz, siedziba R . 
urzędów obwodu rejencyjnego; położona w wielkiej dolinie Toruń- 















^PiSHj 































Rys. 151. Brzeg morski pod Chlapowem (Kaszuby). 
(Fot. St. Thugutta). 



') K. Nitsch. Próby ugrupowania gwar polskich. 1910. 

2 ) Fr. Duda. Rozwój terytorjalny Pomorza Polskiego. 1909. 



266 



POMORZE GDAŃSKIE. 



sko-Eberswaldzkiej w miejscu, gdzie Brda wpływa z północy na dolinę, Bydgoszcz 
posiada łączność wodą w stronę Wisły i kanałem ku Noteci-Odrze, a że leży 
zarazem na skrzyżowaniu kolei żelaznych, przeto wzrost tego miasta był bardzo 
szybki. Zabytków starożytności bardzo niewiele tu można znaleźć. 

Ludność dochodzi do 60 tys. (z przedmieściami 90), w czem ludność polska 
jakoby wynosiła zaledwie V 6 część, a i to prawie wyłącznie śród klas biedniejszych. 

Nakło nad Notecią, pamiętne walkami Krzywoustego (wówczas leżało na 
krawędzi wyżyny, na wygodnej przeprawie przez błotnistą dolinę) z Pomorzana- 
mi, leży w miejscu, gdzie kanał łączy się z rzeką (9 tys. mieszk.) i Piła nad Głdą, 
blisko jej ujścia do Noteci (26 tys. mieszk.) zawdzięczają swój stan obecny kolei, 
łączącej Berlin ze wschodem. 




Rys. 152. Paprocie w lesie pod Jastarnią. (Na mierzei Helskiej). 



Północno-wschodnią część wyżyny Pomorskiej obejmują źródła Brdy, górny 
bieg Wdy, Wieżycy i Baduni posiada najpoważniejsze wzniesienia, a znaczna 
różnica poziomów, głęboko wcięte doliny rzeczne i mnóstwo jezior, przeważnie 
śród lasów położonych, nadaje pewne piętno górskie, stąd niemieckie przezwisko 
„Kaszubskiej Szwajcarji" i stąd liczne rzesze turystów niemieckich i polskich, 
zwiedzające ten zakątek. 

Okolica nie tylko dzięki lesistości i różnicom poziomu zachowała piętno sta- 
roświecczyzny i cechy językowe swoiste — bodaj że większą przy- 
czyną było położenie pozornie dobre, gdyż w bliskości ujścia Wisły 
z Gdańskiem oraz w bliskości morza, ale w rzeczy samej położenie — przed cza- 
sem przeprowadzenia dróg bitych i kolei— wysoce odosobnione. Z Wisłą żadnego 



WYŻYNA POMORSKA. 



267 



połączenia niema, bo jej dopływ Radunia, dość niezasobna w wodę, wcale drogą 
wodną nie była, nawet do spławu się nie nadawała, dolina zaś tej rzeki, wielce 
powyginana, nie ma charakteru dolin górskich, łatwo dających się wyzyskać dla 
szlaków drogowych. Nawet obecnie tylko częściowo kolej się nią posługuje. 

Morze mogło działać ożywczo tylko na l. zw. kępy: Radłowską, Oksywską, 
Rzucewską i inne, prawie wyłącznie dotykające do zatoki Gdańskiej, od północy 
zaś potężne pasmo wydm i bagien (pierwsze od wschodu Karwijskie) oraz płytkie 
zalewy utrudniały zetknięcie z morzem, a nieznaczne rzeczki swemi 
ujściami wcale nie wpływały na wytworzenie typu morskiego śród oc jd z jałvwa 
mieszkańców. Dopiero Słupa jako tako mogła przy ujściu stworzyć 
osiedla ludzkie z morzem związane, ale bagna i piaszczystość gleby rozrywały 
związek takich punktów z Kaszubami. W ten sposób Kaszuby okazały się kątem 




Rys. 155. Oset nadbrzeżny. (Eryugium Maritimum — właściwie Mikołajek morski, 
roślina, umacniająca piaski brzeżne). 



zapadłym, dokąd wszelkie wpływy później dochodziły i cechy językowe ludu 
mogły się w znacznej czystości utrzymać. Kulturalnie mogła tu oddziaływać bli- 
skość Gdańska, ale różnica wyznania ten wpływ wielce zmniejszała, a katolicka 
lecz niemiecka Warmja zbyt jest odległa, aby mogła wpływać na ludność ka- 
szubską. Śród nich położony klasztor trapistów w Kartuzach dopiero w końcu 
istnienia Rzeczypospolitej posiadł zakonników krajowców i pędził życie odosobnio- 
ne. Polskość jest tu połączona z kościołem, w którym Kaszuba słucha kazania 
w języku polskim, zresztą każdy Kaszuba umie się po polsku rozmówić. Dzisiej- 
sze drogi bile i koleje ułatwiły zetknięcie ze światem. 

Ostatnie kilkadziesiąt lat przyniosły powolne, lecz mocne wpływy niemieckie: 
wojskowość, szkołę i wychodztwo zarobkowe. 



268 



POMORZE GDAŃSKIE. 



Jak w całych Prusach Królewskich, tak i na Kaszubach z czasów polskich 
pozostała warstwa zamożnych rolników, którzy społecznie zajmują stanowisko po- 
średnie między włościanami a większą posiadłością, są to t. zw. gbury. 
Nieraz ci gospodarze posiadają parę włók ziemi — są to dawniejsi 
kmiecie w majątkach narodowych, w t. zw. starostwach i dobrach stołowych kró- 
lewskich oraz duchownych. Jako żywioł na ziemi pracujący a zamożny, jest on 
społecznie względnie niezależny, jednakże przy działach rodzinnych czasami bie- 
dnieje, a dawniejsza warstwa włościan z wiosek dziedzicznych i bezrolni dzisiaj 
dostarczają proletarjatu bezrolnego, idącego w głąb Niemiec i do Ameryki. 
Powiat Tczewski, ku Wiśle bardziej zniemczony, na wyżynie bardziej 



Polaków. 



polski, posiada do 44°/ ludności polskiej, wówczas gdy rdzenne Ka- 



szuby, które językowo sięgają w powiaty Chojnicki, Starogrodzki i Człuchowski, 




Rys. 154. Dom w Helu. (Pódl. A Ambrassafa). 



w powiecie Kościerzyńskim przekraczają 55°/ . w Kartuskim i Wejherowskim 65, 
a w Puckim 71°/ zaludnienia *). Najrzadsza ludność istnieje w powiecie Puckim 
(46 na km 2 ), co jest w związku z moczarami, najgęściejsza w Wejherowskim (72), 
co należy przypisać nieco lepszej glebie i poniekąd zaczątkom przemysłu. 

Z poważniejszych miejscowości należy wymienić Starogród (już w XII stu- 
leciu wspominany) — obecnie liczy do 11 tysięcy mieszkańców, leży 
nad rzeczką Wieżycą; w dół nad tą samą rzeczką leży Pelplin, stoli- 
ca diecezji. Wejherowo (do 10 tys. mieszkańców)— nad rzeczką Redą w dolinie, 



Puck. 



') Jak wszędzie w b. zaborze pruskim, gdzie ludność jest mieszana, liczby te nie są abso- 
lutnie pewne, wolałem przytaczać dane ostrożnie — jestem przekonany, że W rzeczywistości są 
one dla nas znacznie korzystniejsze (przyp. autora). 



DOLINA DOLNEJ WISŁY. 



C M 



która łączy małe morze z Bałtykiem — w przeciwną stronę w tej dolinie płynie 
Łeba. Nad górną Wieżycą leży Kościerzyna (do 7 tys. mieszk.), a śród jezior 
w lasach leżą Kartuzy, wieś z dawnym klasztorem kartuskim. Nad „małem mo- 
rzem" leży Puck (2200 mieszk), związany z planami Władysława IV, dotyczące- 
mi floty na Bałtyku. Z ówczesnych fortyfikacyj pozostały liczne ślady robót 
ziemnych. 

Dalej ku północy odchodzi od lądu 37 km. długa mierzeja Pucka, od 400 
do 800 metrów szeroka, piaszczysta, dźwiga na sobie 5 wsi— 4 polsko-kaszubskie 
i jedną na samem zakończeniu — niemiecką. 

Na południe od Pucka nad morzem leży szereg wsi w pięknem położeniu, 
jak Bzucewo, Oksywie, miejscowość kąpielowa Gdynia, Orłów i Sopoty, które 
obecnie z miejsca kąpielowego urosły do miasteczka 15-tysięcznego. Zaraz za 
stacją kolejową Kaczka- 
mi na krawędzi wyży- 
ny rozpoczynają się du- 
że lasy bukowe, należą- 
ce do rządu. 

§46. Dolina dolnej Wisły. 

Oddzielną fizjogra- 
ficzną całość sianowi do- 
lina Wisły. Południo- 
wa krawędź wyżyny Po- 
morskiej na wschód za 
Wisłą znajduje swe na- 
turalne przedłużenie — 
nie podchodzi do samej 
rzeki, lecz ogranicza jej 
dolinę, część owej pra- 
doliny Toruńsko-Eber- 
swaldzkiej. Przestrzeń 

od Ostromecka nad Wisłą do Grębocina (w bliskości Drwęcy) ogranicza dolinę 
Wisły, która nieco poniżej Torunia rozszerza się do 10 11 km. Następnie doli- 
na Wisły przechodzi na zachód w dolinę dolnej Brdy, a koryto Wisły uchodzi ku 
północy, przechodząc przez ścieśnioną gardziel między Fordonem a Ostromeckiem. 

Dolina dolnej Wisły wkrótce rozszerza się i jeżeli nawet czasem przekracza 
swą szerokością dwanaście km., to przeciętnie wynosi pięć km. lub mało co wię- 
cej. Ujścia dopływów wytwarzały zabagnienie, tem bardziej, że niektóre z tych 
dopływów, jak z lewej strony Mątwa, a z prawej stary Nogat, zna- 
czną część (po 20 km.) płyną w dolinie Wisły równolegle do niej. . . 
Pierwotne dawniejsze osadnictwo niechętnie schodziło z wyżyny (jak 
np. miasto Świecie), której okolice naddolinowe często posiadały dobre gleby, 
a drogi, chociaż musiały przekraczać wąwozy dopływów Wisły, wolały tę niedo- 
godność, niż bagnistą dolinę, nieraz poprzecinaną staremi odnogami, t. zw. „ła- 
chami" i zapełnioną mokradłami. 




Rys. 155. Typowe budynki na nizinie Chełmińskiej 
(Podt. A. Ambrassafa). 



270 



POMORZE GDAŃSKIE. 



Osadnictwo niemieckie rozpoczęło się w XIII, a w XIV stuleciu dokończyło 
opanowania tej doliny. Na krawędziach wyżyny zaczęły się gnieździć nowe rze- 
sze rzemieślników i kupców niemieckich po dawnych podgrodziach książęcych 
na lewym i na prawym brzegu do ujścia Ossy; dalej ku północy po prawej stro- 
nie po nowych podzamczach krzyżackich. Jednocześnie okolice tych 
miast w znacznej części już miały odwieczną ludność polską i tu 



Osadnictwo 
niemieckie. 



niewiele można było na karczunkach osadzić Niemców, a niska do- 
lina była prawie bezludna, tu się skierowali z nad dolnego Renu osadnicy świa- 
domi walki z wodą i bagnem i tu stopniowo wydzierali żyzną glebę z pod 
dawnych częściowo bagien, a najwięcej żyznych łęgów, dwa razy do roku zagro- 
żonych powodzią. 

Obwałowanie tych łęgów stworzyło znakomitą rolę, a dobrobytowi osadni- 
ków towarzyszył rozkwit miast z ich gotyckiemi murami obwodowemi, świąty- 
niami, ratuszami, targo- 
wiskami, a nawet i do- 
mami zamożnych miesz- 
czan. Obok żyzności 
gleby daleko większe 
znaczenie posiadała Wi- 
sła, jako droga wodna 
i była właściwą przy- 
czyną tego rozkwitu o- 
kolicy. 

To piętno krajo- 
brazu jako naturalnego 
pasa żyznych łąk i pól, 
ujętego jak w ramy w 
dwie ściany 60—70 me- 
trów wysokie, przecię- 
tego Wisłą, a często i jej 
odnogami, jest uzupeł- 
nione przez pracę czło- 
wieka: mnóstwo zamo- 
żnych gospodarstw o siedzibach, tonących w zieleni sadów i mnóstwo miast i mia- 
steczek, wyrosłych na odwiecznem podłożu polskiem i cząstkowo pruskiem, 
a rozkwitłych przy pomocy mieszczan niemieckich, wyłamujących się z pod jarzma 
krzyżackiego i dążących do opieki Jagiellonów. 

Ceglane budowle gotyckie miast i licznych kościołów tak się tu zrosły z kra- 
wędziami wyżyn nad Wisłą, że nowe budowle, o ile do starych nie są dostro- 
jone, rażą oko widza, odczuwającego treść tego krajobrazu. 

Obecnie po obu stronach doliny przeprowadzono kolej żelazną, a że Wisła 
mogła być przeszkodą w łączności nowożytnego cesarstwa Niemieckiego z Pru- 
sami Wschodniemi, przeto obecnie na przestrzeni 218 km. dolnej Wisły w byłym 
zaborze pruskim przekracza ją pięć mostów kolejowych, wówczas gdy na 400 
km. Wisły w Królestwie istniały tylko dwa mosty kolejowe. 




Rys. 156. Kościół w Świeciu. (Podt. A. Ambrassafa). 



DOLINA DOLNEJ WISŁY. 



271 




UH 



Rys. 157. Ratusz w Toruniu (Fot. ze zb. Tow. Op. nad Zab. Przesz}.). 



Jeszcze nad wielką pradoliną, przy ujściu Drwęcy zwaliska Zło- 



Toruń. 



torji mówią o minionej świetności, ale dopiero Toruń (47 tys. mieszk., 

w tem przeszło 60°/ Polaków), imponujący swemi budowlami gotyckiemi, przy- 



272 



POMORZE GDAŃSKIE. 



Chełmno. 



pominą, że tu zakon krzyżowy wpierw gospodarzył, niż w innych posiadłościach 1 ), 
że w XIII stuleciu było to jedno z większych targowisk w zlewisku Bałtyku, któ- 
re nie odrazu ustąpiło palmy pierwszeństwa Gdańskowi. Tu w XIII do XIV wie- 
ku zbiegały się nici handlu polskiego tak samo ze Śląska i Wielkopolski, jak 
z Krakowa, Sandomierza i przez Lublin z Rusi. Przed wojną to miejsce rodzin- 
ne Kopernika było potężną twierdzą, broniącą jakoby węzła kolejowego, który 
łączył kierunek północny w stronę ujścia Wisły i w stronę Niemna. 

Jako ognisko polskiego życia umysłowego dla Prus Królewskich istnieje tu 
Towarzystwo Naukowe. 

Za wyłomem Fordońskim Wisła rozszerza się w potężną kotlinę, a tam gdzie 
znowu zwęża się do 2 — 3 km., tam na prawym wyniosłym brzegu rozsiadł się 
bardzo dawny polski gród Chełmno. Ten gród, jako położony w miejscu obron- 
nem, a równocześnie nad rzeczkami, ułatwiającemi przeprowadzenie 
kilku odrębnych szlaków w głąb kraju, stał się główną miejscowo- 
ścią dla ziemi, leżącej między Drwęcą, Wisłą i Ossą. Tu skupiała się organizacja 

obrony rzeki Ossy przeciw 
Prusom, a później krzyżacy 
otrzymali tę ziemię w upo- 
sażeniu od nieopatrznego Pia- 
stowicza i tu razem z Toru- 
niem założyli swoją podsta- 
wę dla przyszłych podbojów. 
Już w roku 1233 Cheł- 
mno otrzymało prawa miej- 
skie i stąd prawna podstawa 
miast w ziemiach krzyżackich, 
a często i polskich prawem 
chełmińskiem się nazywała 
(włóka, łan chełmiński). Mia- 
sto liczy dziś przeszło 11 tys. 
mieszkańców. 

Milę niespełna w dół 
Wisły na lewym jej brzegu 
w widłach Wdy i Wisły leży miasto Świecie, osada, pamiętająca odwieczne czasy. 
Zdaje się, że z pośród polsko-pomorskich grodów w czasach przedkrzyżackich 
był to gród po Gdańsku najznaczniejszy. Obecnie liczy przeszło 8 tys. mieszkań- 
ców, a że dużo cierpiał skutkiem powodzi, przeto przed 30 laty czę- 
ściowo przeniesiono go na sąsiednie wynioślejsze miejsca, Grudziądz 
leżący na prawym brzegu Wisły (40 tys. mieszk.), był miejscowością odwieczną 
przy ujściu Ossy. Tuż istnieje w okolicy poważna twierdza, dziś przezwana 
twierdzą Courbiere. 

Po lewej stronie spotykamy Neuenburg (5 tys. mieszk), a na prawej krawę- 
dzi doliny, w pętlicy starego Nogatu Kwidzyn (13 tys. mieszk.), który 




Rys. 158. Kościół i kapituła w Kwidzynie. 
(Podt. A. Ambrassafa). 



Świecie. 



Kwidzyn. 



na mocy drugiego pokoju Toruńskiego pozostał wąskim pasem złą- 



') H. Oestreich. Die Handelswege Torns. 1886. 



DOLINA DOLNEJ WISŁY. 



273 



czony z resztą dawnych ziem zakonu, a przez to Fryderyk II miał możność 
w trzysta lat potem wszcząć t. zw. „sprawę Kwidzyńską", czyli chciał panować 
nad całym handlem gdańskim. 

Obsadzenie doliny żywiołem niemieckim sprawiło, że jest to pas ludności 
niemieckiej, który rozdziela polski żywioł wyżyny Pomorskiej od ziemi Chełmiń- 
skiej. W okolicach na północ od Torunia osady polskie dotykają do doliny Wi- 
sty i to samo powtarza się na południe od Gniewa. 

Za Gniewem wąska dolina rozszerza się i przechodzi w deltę, równinny 
szmat kraju, do dwóch tysięcy km. kw. mierzący, który, jeżeli nie w całości jest 
darem Wisły, to wierzchnie rodzajne warstwy w takim są stosunku do Wisły, 
jak Egipt do Nilu. Jednak tu człowiek zapomocą grobli unika dalszego odkła- 




Rys. 159. Zamek Malborski, oglądany z lewego brzegu Nogatu. 
(Fot. ze zb. Tow. Op. nad Zab. Przeszt.). 



dania „mady" — użyźniającego iłu. Gleba tu daje urodzaje niesłychane i z rol- 
nictwa wyżywia 100 mieszk. na km. kw. 

Te żuławy Wisły, przecięte drogami wodnemi Wisłą i Nogatem, na swych 
krawędziach dały możność rozwinięcia się nad zachodnią odnogą czyli Wisłą 
Tczewowi i Gdańskowi, nad wschodnią czyli Nogatem Malborgowi i pośrednio 
Elblągowi. Jeżeli Tczew (do 17 tys. mieszk.) odpowiada Malborgo- 
wi (14 tvs. mieszk.), to Gdańsk (170 tys. mieszk.) niesłychanie prze- a Elb ] aq 
ścignął Elbląg (do 60 tys. mieszk). W przeszłości działała tu przy- 
czyna geograficzna, a mianowicie Gdańsk był bliżej zachodu i leży tylko o sie- 
dem km. od morza, Elbląg zaś był zmuszony daleko na wschód obchodzić mie- 



'łEOORAFJA DAWNEJ POLSKI. 



18 



274 



POMORZE GDAŃSKIE. 



rzeją Fryską, aby przez Pilawę, bądź też okólną drogą na Gdańsk, wydostawać 
się na morze. W nowszych czasach koleje i kanały na Żuławach nieco zrówno- 
ważyły warunki, jednak Gdańsk bardziej ześrodkował handel, Elbląg zaś przemysł — 
znane są zakłady mechaniczne Schichau'a z warsztatami okrętowemi. 

Jeżeli Elbląg posiada bardzo poważne zabytki budowlane, Tczew nie jest 
ich pozbawiony, a Malborg swym zamkiem należy do najgłośniejszych zabytków 
gotyku, to Gdańsk przez swe budowle gotyckie, nadewszystko XVI 
i XVII wieku sięgające gmachy w stylu odrodzenia, posiadł zasłużo- 
ną sławę. Godną uznania rzeczą jest staranność miasta około zacho- 
wania wyrazu dawnego Gdańska, który wyrobił się w czasach rozkwitu, t. j. 
w czasach związku z Polską. 



Architektura 
gdańska. 




Rys. 160. Gdańsk. Przystań nad Motlawą. 



Przyczyn świetności Gdańska w XVI i XVII wieku należy szukać w warun- 
kach geograficznych, jako to: w przewadze Wisły ponad innemi rzekami Bałtyku 
(§ 30), we wcześniejszem odmarzaniu i dość późnem zamarzaniu ujścia Wisły, 
oraz w łączności z Litwą, która była pośrednio z Gdańskiem związana. 

Ujście Niemna, samo przez się dość niedogodne, gdyż zmuszało do obcho- 
dzenia sto kilkadziesiąt km. długiej mierzei Kurońskiej, w czasie burz jesiennych 
lub wczesną wiosną zachęcało do unikania drogi morskiej, a skierowywania ruchu 
handlowego zalewem Kurońskim w stronę Dejmy. Do tego zachęcały i częste 
wojny z nieodłącznem korsarstwem na morzu. Dejmą kierowano się do Pregoły, 
tą rzeką w dół do zalewu Fryskiego i przez to podnosiło się znaczenie Królewca. 
Zalewem Fryskim kierowano się często do ujścia Nogatu, w górę Nogatu, do 
Wisły i do Gdańska. W ten sposób towar droższy, idący z Litwy (potaż, skóry, 



DOLINA DOLNEJ WISŁY. 



275 






-. "•; ":.•■"' : 







Rys. 161. Gdańsk. Frauengasse z widokiem na kościół N. M. P. 
(Fot. ze zb. Tow. Op. nad Zab. Przeszłości). 

futra, wosk, miód i len), wzbogacił Królewiec i Gdańsk, nie stwarzając żadnego 
większego miasta przy swojem ujściu, gdyż Kłajpeda była lichą mieściną w po- 
równaniu z Rygą, Królewcem, Gdańskiem lub Szczecinem. 



276 



POMORZE GDAŃSKIE. 



W okolicy Gdańska dawny klasztor Oliwa posiada wspaniały kościół go- 
tycki, przerobiony z romańskiego, z grobowcami książąt Pomorza. To miejsce 
było świadkiem jednego z najzgubniejszych kroków politycznych Polski: tu za- 
warto pokój (10(30 r.), zwalniający elektora z lenna Prus względem Rzeczypo- 
spolitej. 

Konferencja paryska d. 28 czerwca 1919 wbrew inleresom Polski stworzyła 
z Gdańska i okolic dziwny nowotwór państwowy. Na przestrzeni 1916 km. kw. 
tu mieszkało (podług spisu 1910 r.) 330 tys. ludności, w czem Polaków jakoby 12%. 




Rys. 162. Kościół gotycki i pałac opatów w Oliwie pod Gdańskiem. 
(Podł. A. Ambrassafa). 



Z ziem, leząc3 T ch nad dolną Wisłą, głównie po lewej stronie oraz z dawnej 
ziemi Chełmińskiej wykrajano 16433 km. 2 , o ludności dochodzącej miljona, w czem 
jakoby Polaków tylko 58°/ — jeit to obecne województwo Pomorskie z siedzibą 
urzędów w Toruniu, które dochodzi do zaloki Gdańskiej, obejmuje mierzeję 
Helską i opiera się o Bałtyk brzegiem do 30 km. długości. Na zachód od obe- 
cnych granic Rzeczypospolitej pozostawiono poważne ilości Polaków w paszczy 
państwa pruskiego. 



XI. WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 



§ 47. Wielkopolska północna. 

Wielkopolska z Kujawami, ziemia Sieradzką i Łęczycką jest krainą równą— 
najwyższe punkty dochodzą tu zaledwie do 284 m. nad poziomem morza (w Ko- 
bylej Górze), wówczas gdy najniższy punkt leży 24 m. nad poz. morza — tam 
gdzie Warta opuszcza Wielkopolskę. Pewne urozmaicenia powierzchni przytra- 
fiają się tylko czasami na zboczach wielkich dolin. Na północnym wschodzie 
Wielkopolski na slabem wzniesieniu Kujawskiem (rys. 72' mnóstwo jezior, z któ- 
rych największe są: Gopło (3G km. kw.), Pakoskie (8 km kw.). Powidzkie (13 km- 
kw.) i Przemęckie (7.0 km kw ); te jeziora na zachód od Poznania są nieco 
mniej liczne. Do ważniejszych nalepy zaliczyć Lednicę ze swym słynnym ostro- 
wem, jezioro Śmigielskie, które jest kryptodepresją, gdyż dno jego sięga niżej 
poziomu morza (4 ( .) m. głębokie przy położeniu zwierciadła wody na 39 m. nad 
poziomem morza) oraz jezioro Popielewo koło Trzemeszna, najgłębsze w Wiel- 
kopolsce, gdyż przekracza 50 m, 

Jeziora spotykają się tak samo na płaskich wyżynach, t. j. w krajobrazie 
moreny dennej (są to zwykle płaskie o płytkich brzegach — znaczna ich część 
uległa w czasach historycznych pewnemu zmniejszeniu, a nawet zupełnemu za- 
torfieniu), jak i w krajobrazie moreny czołowej, np. południowa czę£ć Gopła, 
w okolicach Chodzieży lub koło Mosina. Są też jeziora i w wielkich dolinach, 
zazwyczaj o postaci wydłużonej, czasami połąe;:one drobnemi rzeczkami, ciągną 
się szeregiem nakszlalt różańca, np. koło Zbąszynia. Odróżniają jeszcze jeziora 
okrągłe, wydrążone siłą spadku wód topniejącego lodowca: są one zwykle nie- 
duże, zjawiają się licznie na wyżynach — wodę posiadają nie stale. 

Dzisiejsza równa powierzchnia Wielkopolski nie odpowiada budowie warstw 
głębszych, lecz do pewnego stopnia odpowiada powierzchni trzeciorzędu, a jeszcze 
bardziej zawdzięcza swą postać dzisiejszą zwałom lodowcowym i żłobiącemu 
działaniu wód polodowcowych. 

Klimat naogół jest lu najłagodniejszy na ziemiach dawnej Polski, co należy 
tłumaczyć położeniem wysunięlem ku zachodowi i małem wyniesieniem nad po- 
ziom morza. Na zachodzie skrawek ziemi na południu od Babimostu nad gra- 
nicą śląską posiada winnice o łącznej powierzchni kilometra kwadratowego. 



278 



WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 



Wielkie pradoliny, oraz łączące je doliny poprzeczne, rozbijają te niziny na 
szereg odosobnionych równin, słabo ponad doliny wyniesionych. Można wyróżnić 
na zachodzie: 

1) Między Odrą na północ od ujścia Nissy Łużyckiej, pradoliną Toruńsko- 
Eberswaldzką na północy, Warszawsko-Rerlińską od południa i od- 
cinkiem Warty między Obornikami i Śremem równinę Wielkopolski 



Powierzchnia 
Wielkopolski. 



zachodniej, która jeszcze jest dość wyraźnie rozbita na część za- 
chodnią i wschodnią rzeką Obrą — jest to równina Poznańska. 

2) Na południe od niej do błot Baryczy i do Prosny na wschodzie wy- 
różniamy południową Wielkopolskę i 

3) Na wschód — wschodnią Wielkopolskę (równinę Gnieźnieńską), za jezio- 
rem Pakoskiem i Notecią, przechodzącą we wzniesienie Kujawskie; to wzniesie- 
nie od południa ma granicę w Warcie i Nerze, od wschodu we Skrwie lewo- 
brzeżnej, od pół- 
nocy zaś i wscho- 
du w Wiśle. 

Tak pojęta 
fizjograficznie 
Wielkopolska na 
południe od War- 
ty niezauważalnie 
przechodzi ku 
wschodowi w y e 
wzniesienie Kali- 
skie — dorzecze 
Prosny, klóre na 
południe od błot 
Baryczy docho- 
dzi do najwyż- 
szego wzniesienia 
nad poziom mo- 
rza. 

Pojęcie 
Wielkopo Iski, 
która do XIV wieku nazywała się wprost Polską, z biegiem czasu zmieniało się. 
Jak wiadomo, jeziorzyste Kujawy były kolebką państwa polskiego — stąd rozsze- 
rzało się państwo Piastów, niosąc ze sobą ujednostajnienie życia społecznego, go- 
spodarczego i nawet zlanie gwar miejscowych. Dane językowe wskazują na nie- 
słychanie starożytną łączność północnej Wielkopolski z Kujawami i ziemią Do- 
brzyńską, a nawet Chełmińską (patrz mapkę rys. 114), a natomiast wskazują na 
późniejsze zlanie się z okolicami Kalisza, a jeszcze bardziej Sieradza. 

Wiadomy dziejowo fakt, że siedziba Piastów przesuwała się od Kruszwicy 
wprost na zachód przez Gniezno, Lednicę do Poznania można wytłumaczyć w ten 
sposób, że jest to kierunek rozpostarcia najważniejszych wałów morenowych. 
Zbocza tych wałów, szczególniej miejsca najmniej wyniesione nad sąsiednią rów- 
ninę, musiały być w krainie, posiadającej jeziora, a w wielkich dolinach nawet 




Rys. 163. Jezioro Goplo. 



WIELKOPOLSKA PÓŁNOCNA. 279 

bagna, najdogodniejszym kierunkiem dla ścieżek, a później i dróg: to też gdy na 
wschód nęciły rodzajne brzegi Wisły ze wspaniałą drogą wodną, to 
żelazna energja zdobywców, promieniejąca na wszystkie strony, mo- K |eru "ki dróg 
gła się łatwo wylewać również i na zachód. Od północy błota No- . . 
teci były tak wielką zaporą, że kiedy te błota wciąż jeszcze odgra- 
niczały państwo Mieszka I od Pomorza, to na zachodzie ono sięgało za Odrę. 

Dwa szlaki tu prowadziły z Poznania: 1) północny na Pniewy i Skwierzynę 
niewolniczo wzdłuż moreny czołowej — do Kościeszyna (Kustrin;, panującego ra- 
czej nad drogą wodną, niż nad bagnistemi okolicami i nadewszystko do Lubusza, 
który, położony na lewym brzegu, był strażnicą ziem piastowskich *) i 2) bardziej 
południowo-zachodni, który przesuwał się między jeziorami i błotami dolnej Obry, 
przesmykiem koło Zbąszynia ku Odrze w miejscu ujścia Bobrawy; tu Krosno, 
położone w widłach rzek, pozwalało Mieszkowi dawać baczenie na Śląsk (nad 
Odrą najgęściej zaludniony) i poprzez słynne lasy zaodrzańskie sięgać po Gu- 
bin — północny klucz Łużyc. 

W tym czasie Wielkopolska na południu obeszła błota górnej Obry i posu- 
wała się jednocześnie wzdłuż Odry — Wrocław już do Mieszka należał — i, jedno- 
cześnie obchodząc od wschodu błota Baryczy, posuwała się w górę 
Prosny i Warly. Można przyjąć, że posuwanie się w górę rzek Wi- Rozrost 
sły, Warty, Prosny i Odry odbywało się w stosunku prostym dozna- p- +' 
czenia tych dróg wodnych, a więc w połowie X w., kiedy państwo 
Piastów sięgało nad Wisłą najpewniej Wieprza i Radomki 2 ), nad Odrą musiało 
przekraczać za Wrocław, sięgając może pod Racibórz, to Kalisz i Sieradz wzglę- 
dnie słabiej były spojone. 

Już na zaraniu dziejów Piastowie przekroczyli graniczną Odrę i ziemia Lu- 
buska stanowiła część Polski aż do r. 1249, kiedy to Piastowie Śląscy ustąpili ją 
margrabiom na Brandeburgu. Wschodnią granicą ziemi Lubuskiej była rzeczka 
Ołobok, wprost z północy płynąca do Odry. 

W XII wieku Wielkopolska już przekroczyła błota noteckie, a mianowicie 
za Krzywoustego najpierw przyłączono Nakło 3 ), a później pas ziemi po prawej 
stronie Noteci od ujścia Drawy, który to pas nad Brdą najdalej się rozszerzał ku 
północy — obszar ziemi pomorskiej przyłączony do Wielkopolski przekraczał 60 
mil (3300 km. kw.). 

Utrata ziemi Lubuskiej była tylko jednem ze zdarzeń w łańcuchu strat, po- 
noszonych na zachodzie przez Polskę na rzecz Niemców. Fala bran- 

deburska biła o rozszarpana, w częstych zawieruchach osłabiona Znaczenie 

" Santoka 
Wielkopolskę, posuwając się najskuteczniej wzdłuż Noteci, aż dosię- . 

gła Santoka, leżącego przy zlaniu się Warty z Notecią i Drezdenka 

(Drżenia). Te dwa odwieczne grody leżały w miejscach, jedynie możliwych dla 

przeprawy przez błota noteckie, gdyż między Odrą a Wieleniem — w linji po- 



') Codex diplomaticus Maioris Poloniae (dodatek z mapą do t. IV), wydawnictwo Bibljo- 
teki Kórnickiej. Ife8l. 

2 ) A. Szelągowski w pracy «Najstarsze drogi z Polski na Wschód» 1909 r uważa, że gro- 
dy Czerwieńskie, utracone w r. 981, byty związane z Wielkopolską Wisłą i Bugiem. 

3 ) Ks. St. Kujot. Dzieje Prus Królewskich. Część I. (Rocznik XX Tow. Naukowego 
w Toruniu). 1913. 



280 



WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 



wietrznej 110 km. - poza temi grodami nigdzie przeprawy nie było. Była to po- 
tężna strata, gdyż stosunki gospodarcze ze Szczecinem zupełnie wypadały z rąk 
Piastów, którzy też nie ustawali w wysiłkach odzyskania tych grodów, co się 
dopiero Kazimierzowi Wielkiemu udało, ale już w kilka lat po jego śmierci Drżeń 
i Santok znowu wpadły w ręce brandeburgów. 

Ten sam monarcha poirafił odzyskać od Śląska Wschowę z okręgiem. 
Przez czterysta lat zmian tu nie było. aż dopiero w okresie rozbiorów Pol- 
ski, na lat osiem przerwanych Księstwem Warszawskiem. losy oddały w r. 1815 
większą część Wielkopolski i część Kujaw Prusom pod nazwą Wielk. Księstwa 
Poznańskiego. Tę nazwę po wojnie 1870 — 1 r. zniesiono wraz z resztkami odrę- 
bności i rozpoczęto nazywać prowincją Poznańską. 

Część Wiel- 
kopolski, która by- 
ła tą nazwą obję- 
ta i zostawała pod 
panowaniem pru- 
skiem,posiada'2100 
tys. ludności, co 
wynosi przeszło 70 
na km. kw , wów- 
czas gdy ciąg dal- 
szy Wielkopolski, 
stanowiącej cześć 
t. zw. Królestwa 
Polskiego, a mia- 
nowicie w b. gub. 
Warszawskiej Ku- 
jawy do Skrwy le- 
wobrzeżnej i nad- 
graniczne powia- 
ty w gub Kaliskiej 
posiadają 100 m. 

na km. kw. Jest to zjawiskiem ciekawem, że ta Wielkopolska, która odwiecznie 

przodowała gęstością zaludnienia za czasów polskich, a w XVI i w XVII 

Cęstość wieku miała o 150 mieszkańców na milę kwadratową więcej od Kra- 

" " menia k 0AVS ] { j e g i^ dzisiaj dała się prześcignąć reszcie ziem etnograficznie 

polskich, szczególniej na zachodzie zaboru austrjackiego i ruskich, 

nie ustępując tylko Litwie z Białorusią. Podług prof. Fr. Bujaka 2 ), kulturalne 

państwa Europy środkowej wszystkie mają zachodnią połowę gęściej zaludnioną — 

może razem z wilgocią i ciepłem, ciągnącemi od Allanlyku, tędy posuwają się 

i wpływy cywilizacyjne, dość że i w dawnej Polsce tak samo było i przetrwało 

w Księstwie Warszawskiem. 




Rys. 164. Kamienista morena czołowa kolo Pleszewa 
(Pódl. fot. prof. Pfula). 



') A. Pawiński. Źródła dziejowe. Polska w XVI W. pod względem geografiezno-staty- 
stycznym. 1385-97. 

2 ) Fr. Bujak. Galicja t. I. 



WIELKOPOLSKA PÓŁNOCNA. 



281 



Kiedy przed 100 laty kongres w Wiedniu jeszcze raz rozdzierał ziemie pol- 
skie, to zachodnia część, Poznańskie miało zaludnienie do 28 mieszk. na km. kw., 
wówczas gdy wschodnia miała 25. Po stu lalach w Królestwie gęstość wzrosła 
prawie 4 razy, gdy pruska część Wielkopolski mało co ponad 2,5. Należy uwzglę- 
dnić, że czynnik gospodarczo geograficzny, a mianowicie wczesne i dokładne osu- 
szenie błot, powinien wpływać wręcz odwrotnie, jak również wyraźny czynnik 
społeczny, uwłaszczenie chłopów w Poznańskiem, klóry wcześniej, niż w Króle- 
stwie Polskiem był dokonany. 

Najważniejszemi przyczynami były nasfepujące: Królestwo Kongresowe miało 
szesnaście lat samodzielnego rozkwitu i gospodarczo pod wieloma względami 
zbiera żniwo z ówczesnego siewu oraz len fakt, że zostało złączone z państwem, 
które nie miało rozwiniętego przemysłu, przytłaczającego rozwój przemysłowy 
nad Wisłą. 

Poznańskie było widownią mniej lub więcej wyraźnych a nieustannych usi- 
łowań rządu, których celem było wzmocnienie żywiołu niemieckiego, a jednocze- 
śnie Poznańskie było połączone z państwem, już przed stu laty stosunkowo 
uprzemysłowionem, co nie pozwalało na 
miejscu rozwijać się przemysłowi. Je- 
dnym z widocznych objawów tego po- 
łączenia z Prusami był los sukiennictwa 
i płóciennictwa, klóremi Wielkopolska 
szczyciła się od wieku XIV aż do roz- 
biorów. Pod panowaniem Prus te ga- 
łęzie pracy utraciły odbyt w reszcie ziem 
polskich, a jednocześnie podległy współ- 
zawodnictwu sukien i płócien śląskich 
i nadreńskich — żywioł rękodzielniczy 
miast i miasteczek podupadł, zamiast 
być zarodkiem żywiołu przemysłowego. 

Pod względem składu narodowo- 
ściowego Wielkopolska pruska posiada- 
ła co najmniej 63°/ Polaków prawie wyłącznie katolików, a resztę Niemców, śród 
których przeszło 8°/ jest katolików. Do Niemców zalicza się i l,5°/ ludności 
żydowskiej, która przed 100 lały stanowiła koło 8°/ zaludnienia, czyli że Żydzi 
przy zastoju przemysłowym i podniesieniu w kraju techniki handlowej stopniowo 
opuszczają Poznańskie. Chociaż Polacy stanowią prawie 2 / 3 zaludnienia, to jednak 
ilość powiatów i gmin o znacznej przewadze polskiej mało co wykracza poza 
połowę, co jest następstwem lego, że Polacy zajmują wyżyny rodzajniejsze, od- 
wiecznie wzięte pod pług, a przez to gęściej zaludnione, wówczas, gdy Niemcy 
zajęli miejscowości dawniej bagienne, leżące w wielkich dolinach. Miejscowości 
te były dawniej pustkowiem lub krajem słabo zaludnionym i dzisiaj też posiadają 
zaludnienie nieraz trzy razy słabsze niż rodzaj ne równie, leżące w krajobrazie 
moreny dennej. Ta okoliczność ciężko zaważyła na losach Polski na konferencji 
pokojowej w Paryżu, kiedy to zwycięzcy, głosząc wspaniałe hasła sprawiedliwości, 
skwapliwie odrywały od Polski wszystkie powiaty lub gminy, dokąd gwałt pruski 
zdołał wtłoczyć żywioł niemieckich osadników, a nieuczciwa statystyka pruska stwa- 




Rys. Ifi5. Krajobraz w Śmigir Iskiem. Drumlin, 

wydłużony owal piaszczysty kolo Sączkowa 

(Podt. fot. prof. Pfula). 



282 WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

rżała fikcyjną większość niemiecką. Reszta Wielkopolski poza Prusami już po- 
siada odsetek ludności niemieckiej mniejszy, a więc nadgraniczny powiat Nie- 
szawski posiada przeszło 10°/ . przy odsetku ludności żydowskiej, nie dochodzą- 
cej 4°/ . Słupecki (13,9% i 3,6°/ ), Koniński (10,2% i 5,2%), w pozostałych ludność 
niemiecka odsetkowo znacznie spada i wzrasta ludność żydowska. 

Uprawa ziemi tak samo śród większej własności jak i włościańskiej po obu 
stronach granicy politycznej stoi wyżej, niż gdziekolwiek na ziemiach dawnej 
Polski zajęcie ludności uzupełnia przemysł, związany z rolnictwem, a mianowicie 
cukrownie i gorzelnie. Lasy stanowią po stronie pruskiej do 19% powierzchni 
i zajmuje ziemie najgorsze, a więc po obu stronach Ohry dolnej oraz nad Note- 
cią, gdzie wzdłuż kamienistych wałów moreny czołowej często można spotkać 
wydmy piaszczyste. Rola dochodzi 61,7% powierzchni i wogóle pług 

tu może już za wiele wydarł ziemi z pod lasu, bo np. nad Wełna 

gospodarcze. J J r r ^ 

role są bardzo liche. Dodawszy łąki i pastwiska, będziemy tu mieli 

nieznaczne ilości nieużytków — 6%. Trzecia część roli, a piąta część całej po- 
wierzchni jest pod żytem, drugie miejsce zajmuje ziemniak, a dalej owies, ję- 
czmień, pszenica i burak cukrowy. Jeżeli wogóle na zachodzie, południu i w środ- 
ku trzy pierwsze rośliny przeważają nawet w znaczniejszym stosunku, to na Ku- 
jawach aż do Kutna znaczenie pszenicy z burakiem, a częściowo i jęczmieniem 
jest daleko większe. 

Odwieczne opanowanie ziemi przez człowieka *) pozostawiło ślady w gro- 
dziskach, przez lud zwanych okopami szwedzkiemi, których ilość w samej pru- 
skiej części dochodzi setki. Tego samego dowodzi wytapianie żelaza w Wielko- 
polsce już w II wieku przed Chr. 2 ). Dawnej, na miejscu zasiedziałej kultury rze- 
czowej mamy dowody i w zabytkach budowlanych, sięgających XII wieku (zwa- 
liska na wyspach jeziora Lednicy mają jakoby sięgać dawniejszych czasów). 

Liczne budowle romańskie (najczęściej t. zw. duninowskie) znajdu- 
Dawna kultu- . T r • ■ - ■ • A , • i , A 

jemy rozsiane po Kuiawach, a częściowo i dalei ku zachodowi. 
ra rzeczowa. J v J J 

Wprawdzie niektóre uległy takim przebudowom, jak np. w Lądzie 

lub Krobi, że śladu romanizmu prawie nie zostało, ale naogół Kościelec, Strzelno, 
Giecz, Inowrocław, Lubień, Kotłów, Kruszwica lub Tum pod Łęczycą wskazują, 
że pierwsi następcy Krzywoustego podnosili kraj cywilizacyjnie. Gotyk tu posia- 
da przedstawicieli daleko liczniejszych z katedrami w Gnieźnie i Włocławku na 
czele. Jeżeli czasy odrodzenia zajaśniały mocniej w innych dzielnicach Polski, 
to jednak ratusz poznański (rys. 143) jest wspaniałym zabytkiem owych wpływów 
włoskich, które potrafiły rozpowszechnić i rdzennie polską atŁykę. 

Nowsze czasy przynoszą zatarcie dawniejszego wyrazu swoistego w budo- 
wlach po miastach i nawet po wsiach, gdzie pod względem rozpowszechnienia 
muru Wielkopolska pierwsze miejsce zajmuje na całym omawianym obszarze. 
W częściach Wielkopolski, niepodległych Piusom, mur również silnie zaczyna 
się rozpowszechniać po miasteczkach i czasem nawet po wsiach, wypierając bu- 
dynek drewniany. 



') J. Korzeniowski. Wielkopolska w czasach przedhistorycznych. 1914. 

2 ) A. Szulczewski. Spuren praechistorischen fcisengewinnung in Brudzyn (Kreis Żnin) 



Ztf. d. nat. Abt. 18. lbll r. 



WIELKOPOLSKA PÓŁNOCNA. 



283 



Drogi w Wiel- 
kopolsce. 



Drogi Wielkopolski w czasach obecnych wybitnie się różnią w części zacho- 
dniej, należącej do Prus, i w części wschodniej. W Poznańskiem mniej więcej 
każda poważniejsza wieś jest połączona z siecią dróg bitych, a każde poważniej- 
sze miasteczko — z siecią kolejową. Warta i Noteć oraz niektóre 
związane z niemi jeziora służą do ruchu towarowego, a kanał bydgo- 
ski odgrywa nawet rolę pośrednika przy sprowadzeniu drzewa drogą 
wodną z nad górnego Dniepru i Sożu do Berlina, ^tan dróg po wschodniej stro- 
nie granicy politycznej różni się zasadniczo od powyższych stosunków. 

Wielkopolska zajmuje geograficznie znakomite położenie w środku niżu Eu- 
ropejskiego, ale przypuszczalny olbrzymi ruch przewozowy obchodzi ją po pół- 
nocnej krawędzi (linja Bydgoszcz-Nakło-Kostrzyń odpowiada linji Noteci) i nie 
czyni z Poznania ogniska handlowego dla tych samych powodów, dla jakich 
Gdańsk, geograficznie przeznaczony do ośmiokrotnie większej roli, nie mógł jej od- 
grywać: przeszka- ___ 

dzały temu grani- 
ce polityczne ze 
wszystkiemi na- 
stępstwami. 

Brak przemy- 
słu fabrycznego 
sprawia, że w Po 
znańskiem ludność 
rolnicza nie ma 
ujścia do miast i od 
kilkudziesięciu lat 
opuszcza kraj bądź 
za morze na stałe, 
bądź na zarobki 
czasowe do Sta- 
nów Zjednoczo- 
nych, jak również 
w głąb Niemiec. 
Ludność niemiec- 
ka szczególniej z małych miasteczek, a czasem i ze wsi chętnie dąży na zachód, 

a to mogło było doprowadzić do poważnego zczasem osłabienia niem. . , , . 

%,.,.,.. . u a • • i •' Żywioł polski 

czyzny. Przeciwdziałając temu, a jeszcze bardziej chcąc wzmocnić J niemiecki 

żywioł włościański niemiecki, który na zachodzie Niemiec już często 

zaczyna się przeradzać w żywioł na pół miejski, rząd pruski wprowadził w roku 

1886 Komisję Kolonizacyjną. 

Większa własność w połowie polska i niemiecka naogół kurczy się wobec 
wysokich cen ziemi, do czego doszła częściowo skutkiem działalności Komisji 
Kolonizacyjnej, ale więcej skutkiem dążenia chłopa polskiego do ziemi; ziemia tu 
często jest środkiem lokaty dla oszczędności, płynących z wychodźtwa zarobko- 
wego. Powolne lecz stałe wypieranie żywiołu polskiego oraz dawność kultury 
w tej polskiej ziemicy sprawiła, że tu lud polski doszedł do największego uświa- 
domienia narodowego i do największej dzielności gospodarczej. Równolegle z tern, 




Rys. 166. Grodzisko pod Dąbrówką (Poznańskie). 



284 WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

rolnik-Niemiec był często jak gdyby protegowany, to też Niemiec osadzony przez 
Komisję Kolonizaeyjną nie zawsze wydobywał z siebie odpowiednią energję, bo 
za jego niepowodzenie często nie on odpowiadał, lecz skarb. Duża też istnieje 
różnica w zaspokajaniu potrzeb, gdy ludność polska stara się oszczędzać, nie- 
miecka z powodu większych wymagań życiowych wydawała zazwyczaj więcej. 

Najdawniejsze osady ludzkie, nieraz sięgające początkiem czasów przedchrze- 
ścijańskich, wybrały sobie miejsca nad wodą, co było związane z obronnością 
miejsc, mniej lub więcej otoczonych wodą i biotami. Chętnie wybierano wy- 
sepki na jeziorach, jak na Gople, Lednicy, półwyspy śród zakrętów rzeki lub je- 
ziora, miejsca w widiach rzecznych lezące albo leż, co w późniejszych czasach 
częściej się zdarzało, przy skrzyżowaniu dróg lądowych z wodnemi. W takich 
wypadkach miejsce przeprawy, ułatwione przez istnienie wysp na rzece (jak np. 
w Kaliszu lub Sieradzu), powoływało do życia poważniejszą miejscowość. Rzeki 
i jeziora w Wielkopolsce oddziaływały nie tylko swą obronnością, ale też jako 
arlerje komunikacyjne. 

Z pośród czynników, wpływających na rozwój miast, najważniejszemi są 
drogi, to też miejscowości historyczne w Wielkopolsce, sięgające wieków pia- 
stowskich, a nawet i czasów przedchrześcijańskich, najczęściej w czasach nowo- 
żytnych znalazły się w warunkach wyjątkowo niedogodnych: to, co 
Topografja dawniej ich broniło, dzisiaj przeszkadza doprowadzeniu kolei i na- 

zy " yc wet dróg bitych, to też wiele z miejscowości wspomnianych w wie- 
ku XII i wcześniej, dziś zapadło w stan wegetowania, a tylko kilka 
rozwinęło się (Poznań Gniezno, Kalisz, Włocławek)— wszystkie one dzięki dogo- 
dnemu położeniu, a mianowicie, gdzie drogi lądowe krzyżują się z rzekami lub 
jeziorami. 

W Wielkopolsce, poczynając od zachodu, spotykamy maleńkie miejscowo- 
ści, z których Z ląszyń powstał przy skrzyżowaniu starożytnego gościńca, wiodą- 
cego z Poznania na Krosno i Gubin do Lipska z błotnistą Obrą Miasteczko (koło 
4,5 tys. mieszkańców) leży na zachodniej krawędzi wzniesienia ponad błotnistą 
doliną. Obecnie leży nad szlakiem kolejowym, który łączy Poznań przez Frankfurt 
n. Odrą z Berlinem. 

Międzyrzec (6000 m.) leży w kotlinie przy ujściu Pakłicy, inaczej Jordanem 
zwanej, do Obry, przez co niegdyś miał znaczenie obronne, a położenie na dro- 
dze, idącej nie<>d\ś z Poznania do Luhusza, a później do Berlina, zapewnia mu 
przyszłość. Okolice wykazują ledwie 21°/ Polaków, jeszcze gorszy stosunek znaj- 
dujemy w pow. Skwierzyńskim, gdzie nawet G°/ jakoby nie dochodzi. Miaste- 
czko Skwierzyna (67(J0 m.) przy ujściu Obry do Warty leży w dolinie Warty, 
tak samo jak Międzychód (5200) i Wronki (do 5000). Pierwsze z tych miast leży 
w okolicy, gdzie ludność więcej niż w połowie jest polska. Błota Obry po osu- 
szeniu ściągnęły osadników niemieckich. Miejsca dalej ku wschodowi, gdzie nie 
brak piasków, jako dość słabo zaludnione, mogły l\ Iko pewną ilość osadników- 
Niemców pomieścić (np. w pow. Nowolomyskim), i dopiero ku wschodowi, gdy 
wkraczamy w krajobraz moreny dennej, w ziemie żyzne, tam spotykamy odwie- 
czne gęste osadnictwo i przewagę Polaków, przekraczającą 80% zaludnienia. 

Szamotuły (do 7 tys. m.) w żyznej równinie, gdzie uprawa buraków podnosi 
okolicę. 



WIELKOPOLSKA PÓŁNOCNA. 



285 



Na obu brzegach Warty, w miejscu, gdzie suche zlekka wyniosłe brzegi 
odwiecznie ułatwiały przeprawę, a gdzie ujście Cybiny i Głównej wzmagało obron- 
ność, w miejscu, gdzie drugorzędne działy wodne podchodziły do Warty, rozsiadł 
się Poznań. To miasto, założone niegdyś na prawym brzegu Warty i nad C}bi- 
na, a w czasach odwiecznych pewnie już w zaczątku istniejące między Główną 
i Cybiną, w połowie XIII w. zostało przeniesione na lewy brzeg Warty, a najsla- 

rożytniejsze miijsco- 

wości, gdzie dzisiaj Ka- 
tedra i Cbwaliszewo, 
zostały przedmieściem. 

Położenie Pozna- 
nia względem powierz- 
chni kraju jest tego ro- 
dzaju, że obie części 
Wielkopolski północ- 
nej tu mają swoje 
główne ognisko i łą 
czność między sobą. 
tem bardziej, że War- 
ta zawsze była poważną 
drogą wodną. Ta o- 
koliczność ściągała sa • 
dyby ludzkie ku wo- 
dzie, tak samo jak Mię- 
dzychód i Wronki, tak 
też Oborniki (4300), 
Śrem (do 7 tys.) i sam 
Poznań. 

Bedac stolica po- 

Cr i, > I 

lityczną pierwszych 
Piastów, Poznań jesz- 
cze za Chrobrego był 
raczej wielkim obozem 
warownym, niż mia- 
stem, chociaż wówczas 
już wyrósł ponad gród 
miejscowego znacze- 
nia. Zczasem służebna 
ludność przedgrodzia 
rozrastała się, a do- 
pływ osadnictwa niemieckiego znalazł już Wielkopolskę oddawna dość gęsto za- 
ludnioną, co pomogło do założenia mnóstwa miasteczek. Chociaż miasteczka 
przeważnie były rolnicze, to jednak społecznie znaczyły bardzo wiele, gdyż 
1) ludność rolnicza była zupełnie wolna i dość zamożna i 2) posiadała część 
ludności rzemieślniczej i rękodzielniczej, jako to sukienników i płócienników. 
Jak gdyby stolicą owej rzeszy maleńkich miasteczek był Poznań, co sprawiło, że 




Rys. 167. Katedra W Poznaniu. 
(Fot. ze zb. Tow. Op. nad Zabyt. Przesz!.). 



286 



WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 



przeniesienie stolicy do Krakowa, a później do Warszawy nie pozbawiło Pozna- 
nia znaczenia społeczno-gospodarczego. Obecnie miasto przekroczyło 170 tys. 
mieszkańców, w czem Polaków przeszło 90°/ , czyli jest najbardziej polskiem mia- 
stem Rzeczypospolitej. Jako stolica prowincji, posiada mnóstwo urzędów, jako 
ośrodek życia krainy i jako skrzyżowanie kolei oraz stacja na dość uporządkowanej 
rzece Warcie, Poznań posiada podstawy do samodzielnego życia wielkiego miasta. 
O sześć mil na wschód od Poznania, w okolicy jeziorzystej, która przed ty- 
siącem lat posiadała błota — dziś osuszone, w okolicy nie pozbawionej suchych 
pr/.esmyków między jeziorami i błotami, a skutkiem tego obfitującej w t. zw. 
„szwedzkie okopy", t. j. w grodziska, sięgające czasów przedchrześcijańskich, leży 
Gniezno. Okolica swemi wykopaliskami archeologicznemi świadczy o względnie 




Rys. 168. Katedra w Gnieźnie. (Ze zb. Tow. Op. nad Zabyt Przeszl.). 

znacznem zaludnieniu jeszcze w czasach halsztackich i nawet dawniejszych. Ży- 
zność okolicy, mogącej uprawiać buraki cukrowe, oraz skrzyżowanie odwiecznych 
szlaków drogowych sprawiają, że to miasto przekroczyło 26 tys. m. ludności. 

Jeden z tych szlaków, który odwiecznie prowadził od Kruszwicy przez Gnie- 
zno i Poznań na zachód, w XIII w. zmienił o tyle kierunek, że od Mogilna skie- 
rował się na północo-wschód przez Inowrocław do Torunia, a zatem i do zako- 
nu krzyżackiego. Drugi szlak, zdawna znany, lecz za Jagiełły urzędownie zaka- 
zany, prowadził od Kalisza (gdzie zbiegały się drogi z Górnego Śląska i z Mało- 
polski) przez Pyzdry, Gniezno do Nakła. Oba te kierunki są dzisiaj wyzyskane 
przez kuleje żelazne. Gniezno posiadało liczną załogę wojskową, co miało na 



wielkopolska południowa i kujawy. 287 

celu sztuczne nadanie miastu cech niemieckości. W powiecie obecnie ludność 
w 67°/ jest polska. Samo miasto, pominąwszy katedrę i parę kościołów, ma wy- 
gląd zupełnie nowożytny, pozbawiony wszelkiego samoistnego wyrazu. 

W przeciwstawieniu do Warty Noteć była dość lichą drogą wodną; w cza- 
sach przeddziejowych w kilku miejscach nagromadzone pnie i piasek wytwarzały 
zatory, które zalewały odcinki rzeki, leżące powyżej i utrudniały ruch na rzece. 
To też błotnista dolina nie przyciągała sadyb ludzkich, a tylko na krawędzi nad 
doliną musiały wytworzyć się szlaki drogowe, równoległe do Noteci. Na tej to 
krawędzi rozsiadły się znaczniejsze siedziby ludzkie. Tak ważny 
w dziejach Wielkopolski Santok leży w ten sposób na krawędzi wy- . *• . 
żyny Pomorskiej, przy połączeniu Warty z Notecią, Drezdenko (Drżeń) 
po stronie wielkopolskiej, Wieleń (4500 m.), gdzie ludność polska jakoby spada 
do 30°/ , Czarnków (5000 m.) przy załamie Noteci i tak smutnie wsławione Ujście 
(2500 m.), naprzeciw ujścia Głdy, trzymają się dróg, biegnących blisko błotnistej 
doliny, lecz jeszcze po krawędzi wzniesienia. 

Chodzież leży śród nieco urozmaiconego krajobrazu moreny czołowej nad 
bagnistą niegdyś doliną Noteci, w pewnem oddaleniu od rzeki, w miejscu, gdzie 
wygodnie było z Poznania przedostać się do Ujścia; stacja kolejowa i nadewszyst- 
ko zużytkowanie „poznańskiej" gliny trzeciorzędowej na wyroby fajansowe i por- 
celanowe pozwoliły Chodzieży przekroczyć siedem tys. mieszkańców. Dokoła 
Gniezna istnieje jeszcze dziś wiele miasteczek, sięgających średniowiecza, jak Wą- 
growiec (do 7000 ni.) na wyspie rzeki Wełny, Żnin (do 5000 m.) na wyspie rzeki 
Gąsawki, który bodaj że jako Setidawa razem z Kaliszem pamięta czasy handlu 
rzymskiego z I w. po Chr. Na północny wschód na drodze do Inowrocławia leżą 
Trzemeszno i Mogilno, swemi kościołami sięgające czasów romanizmu. 

Na południu, w załamie Warty leży Śrem w miejscu odwiecznej przeprawy 
na gościńcu łączącym Poznań z Wrocławiem; Środa (przeszło 7000 m.) na dro- 
dze z Kalisza do Poznania na równinie prz} r pominającej żyznością prawie Kuja- 
wy oraz Września (nieco ludniejsza od Środy) pod względem gleby posiada te 
same warunki, sprzyjające cukrownictwu. W dziejach pamiętna wypadkami 1848 
roku oraz dzikiem katowaniem dzieci polskich za protest przeciw pacierzowi nie- 
mieckiemu w r. 1902. 

Na prawym brzegu Warty, nieco powyżej ujścia Prosny leżą Pyzdry, nie- 
gdyś bardzo ważny punkt przeprawy na gościńcu, łączącym Poznań z Łęczycą, 
w miejscu, gdzie było skrzyżowanie z gościńcem, idącym do Wro- 
cławia przez Starogród (Pyzdry), Kwieciszewo, Inowrocław do Toru- 
nia. Przed wojną to miasteczko należało do państwa rosyjskiego, a że leżało na 
samej granicy politycznej, a kolei nie posiadało, przeto zapadło w zupełny letarg. 



§ 48. Wielkopolska południowa i Kujawy. 

Na południe od wielkiej pradoliny Warszawsko-Berlińskiej — górna Obra 
i Warta na wschód od Śremu— aż do Baryczy na południu i do Prosny na wscho- 
dzie leży wzniesienie Południowo-Wielkopolskie, które posiada glebę bardzo nie- 
jednostajną: nad Obrą błota i wydmy, ku środkowi i wschodowi gleby rodzajne. 



288 WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

Bliżej Obry leży na wzniesieniu Śmigiel (do 4 lys.) i Kościan (do 8 tys ) w oko- 
licach, które razem ze środkową częścią wzniesienia są rdzennie polskie (83 — 90°/ ), 
wówczas gdy od zachodu starożytna Wschowa (do 8 tys), odzyskana przez Kaź- 
mierza Wielkiego, leży w okolicy, liczącej jakoby ledwie do 30°/ Polaków. 

Wzdłuż południowej krawędzi wzniesienia, ciągnie się odwieczny szlak z Gło- 
gowy do Kalisza, i na nim szereg mniej lub więcej znacznych miejscowości, szcze- 
gólniej, jeżeli odłączały się od nich drogi, prowadzące ku północy. 

Oprócz Wschowy, na drodze z Głogowy do Poznania, leży lu Leszno, liezą- 
ce do 17 tys. mieszkańców; w powiecie rachują ledwo do 37°/ Polaków. Miasto 
rozwinęło się dopiero w XVI w. w związku z ruchem protestanckim. Obecnie 
jest ważnym węzłem kolejowym. Na przedłużeniu drogi z Leszna ku Wrocła- 
wiowi leży Rawicz (przeszło 11 tys. mieszk .), w okolicy znacznie bardziej pol- 
skiej niż samo miasto. Krotoszyn (13 tys mieszk ) jest pobudowany 
na skrzyżowaniu traktu Głogowsko-Kaliskiego i Gnieźnieńsko-Wro- 
cławskiego. Na wschodzie omawianego wzniesienia Jarocin i Pleszew, a nade- 
wszyslko Ostrów zawdzięczają swój rozwój szlakowi, idącemu z północy od Gnie- 
zna z ominięciem bagien Baryczy na Górny Śląsk, przyczem Ostrów (17 tys. mieszk.) 
leży na skrzyżowaniu lej samej kolei (niegdyś gościńca), która ożywia Krotoszyn. 

Do tych miejscowości należy dołączyć Kalisz, wprawdzie leżący już nad 
Prosną, ale dziejowo zawsze związany z południową Wielkopolską. Wspomniany 
w II stuleciu przez Ptolemeusza już pod obecną nazwą (Calisia) leżał nad Pro- 
sną w tern miejscu, gd<de wyspa ułatwiała przeprawę śród obszernych łęgów, do- 
godn}'ch dla pasterstwa i rolnictwa. Chociaż Ptolemeusz wymienia go jako sta- 
cję na gościńcu, prowadzącym z południa na północ, jednak ruch 
i wpoprzek Prosny tu odwiecznie był znaczny, bo wzniesienie po- 
łudniowo wielkopolskie nad Baryczą z jej bagnami musiało kierować człowieka 
równolegle do Baryczy. Ten kierunek, przedłużony ku wschodowi, przecinał Pro- 
snę w miejscu, gdzie dwa strumienie, wpadając od wschodu, czyniły okolicę ła- 
two obronną. Od Kalisza Prosną, mogła być uważana — szczególniej wiosną — za 
żeglowną. 

W XIII wieku miasto Kalisz, przeniesione na wyspę, było po Poznaniu naj- 
ważniejszem skupieniem ludzkiem w Wielkopolsce i zawsze odgrywało pewną 
rolę nie tylko gospodarczą (jak większość miast wielkopolskich, trudniło się pló- 
ciennictwem lub sukienniclwem), ale i kulturalną. Tu mieli szkoły jezuici, a później 
do 1830 rokn istniał korpus kadetów. W XIX wieku Kalisz, odcięty od reszty Wiel- 
kopolski granicą polityczną, rozwijał się powoli i dopiero w XX stuleciu otrzymał 
kolej, przez co jego dotychczas podwójny charakter miasta urzędniczego i miasta 
o przemyśle zbytkowym (koronki fabryczne, hafty) zaczyna zmieniać się na typ 
handlowo-przemysłowy. Zabytki gotyku, zewnętrzny wygląd śródmieścia z przed 
80- 90 lat i obfitość mostów nadawały Kaliszowi odrębne piętno miasta, nie da- 
jącego się z innemi w Polsce porównać. W poc/ątku sierpnia 1914 r. dzikie 
hordy niemieckie „dla zastraszenia ludności" przez osiem dni paliły i grabiły 
miasto, które w ten sposób straciło całe śródmieście i nieprędko może być od- 
budowane. 

Na południe od wzniesienia Południowo-Wielkopolskiego w dolinie (dawniej 
bardzo błotnistej) górnej Baryczy, leży Odolanów (2500 mieszk.), a na południe 



WIELKOPOLSKA POŁUDNIOWA l KUJAWY. 289 

za Baryczą leży kraik (pow. Ostrzeszewski, Kępiński i część Odolanowskiego), 
który fizjograficznie stanowi wschodnią część wyżyny Srodkowo-Ślą- . 

skiej, oddzielony odeń t. zw. Potokiem Polskim. Kraik ten wynie- Wie i kopo i sk j 
siony znacznie wyżej od całego Poznańskiego, w Kobylej Górze do- 
chodzi 284 m. nad poz. morza. 

Gleba rozmaita, lecz naogół nieco gorsza, jak zwykle w krajobrazie moreny 
czołowej, bliżej Baryczy i Prosny nieco lepsza. W dolinie Baryczy, w miejscu 
dawnych bagien są otrzymywane poważne ilości rudy łąkowej, wywożą ją na Śląsk. 
Ludność, mniej więcej o gęstości 70 na km. kw., jest w 90°/ polska. 

Odwieczna droga, idąca od południa do Kalisza, sięgająca może epoki hal- 
lsztackiej, a więc z 500 lat przed Chrystusem, musiała się trzymać miejsc suchszych 
i stąd odwieczne istnienie Ostrzeszowa (5400 mieszk.) i Kępna (przeszło 6000). 
Kępno leży na skrzyżowaniu kolei, na szlaku, idącym od Wrocławia i kończą- 
cym się przy granicy rosyjskiej, odległej tylko o 11 km. To miasteczko w ciągu 
ostatniego półwiecza z niemieckiego — słuszniej żydowskiego — stało się polskie. 

Na wschód od Prosny do Warty i do jej równoleżnikowego ramienia na 
północy leży wzniesienie Kaliskie x ), którego granicę od południowego wschodu, 
czyli od ziemi Sieradzkiej, można zaznaczyć linją, prowadzoną od Błaszek do zla- 
nia Warty z Nerem. Jest to okolica o powierzchni niebardzo urozmaiconej, prze- 
ważnie żyzna, to też rolnictwo odwiecznie było tu prowadzone bardzo starannie. 
Nieznaczny przemysł fabryczny, historycznie rozwijający się wzdłuż dawnego go- 
ścińca WarszawskoKaliskiego (Kalisz, Opatówek, a dalej Sieradz, Zduńska Wola, 
Łask, Pabjanice i sama Łódź) i dość poważny wielki przemysł rolny, obejmujący 
gorzelnie i poniekąd cukrownie, uzupełniają obraz gospodarczy okolicy, która, 
chociaż leży w obrębie Królestwa, jednak dużo przypomina Poznańskie. 

Pomimo dość znacznego zagęszczenia ludności, brak większego przemysłu, 
nadgraniczne położenie i do niedawna brak kolei sprawiły, że ta 
rzutka ludność wielkopolska, posiadająca kulturę rzeczową i społe- K .. . . 
czną, jedną z najstarszych w Polsce, nie stworzyła większych sku- 
pień ludzkich. Gęstość zaludnienia w okolicach Kalisza wynosi przeszło 100 na 
km. kw., dalej rzednie, i w powiecie Tureckim nie dochodzi 90. 

Domieszka ludności niemieckiej (7°/ ) idzie ręka w rękę z nieznacznym od- 
setkiem ludności żydowskiej (5°/ ). Pominąwszy Kalisz, który geograficznie nale- 
żało doliczyć do Wielkopolski południowej, można tu wskazać jedynie Turek 
(8 tys. mieszk), i to miasteczko ma w znacznej części charakter urzędniczy. 

Na północy dolina Wisły rozdziela omawiane wzniesienie od kraju prawo- 
brzeżnego, który już wypada zaliczyć do Kujaw. Sama dolina w miejscach prze- 
praw przez Wartę pozwoliła powstać poważniejszym miejscowościom, jak Konin 
(9000 m.) i Koło (przeszło 11.000 m.), które posiada wyrób fajansów i szlachetniej- 
szych wyrobów ceramicznych, opartych na glinach trzeciorzędowych. Oba te 
miasta leżały na szlaku, łączącym Poznań z Warszawą, i równocześnie były miej- 
scem skrzyżowania dróg, idących na północ. 

Na południo-wschód odróżniamy ziemię Sieradzką, która historycznie obej- 



') Nałkowski przeciągał tę jednostkę na południe i razem obejmował nazwą «Międzyrze- 
cze Wielkopolskie- 

GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 19 



290 WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

mowała już wzmiankowane wyniesienie Ostrzeszowskie, na południu dochodziła 
do Liswarty i od jej ujścia do Warty, na wschodzie do Pilicy (do Koniecpola na 
południu i do Tomaszowa na północy), a stąd jej granica po lewej 
S' '^'k stron i© rz - Wolborki, mniej więcej działem wodnym między Wartą 
a Bzurą po połączeniu się Warty z Nerem. Fizjograficznie, pomi- 
nąwszy górny bieg Prosny i pas nad Pilicą, było to dorzecze części Warty — po- 
łudniowo-wschodnia część wyodrębnia się w wyżynę Piotrkowską. 

W miejscu, gdzie Warta wkracza w szeroką, często podmokłą dolinę i przez 
to rozdziela się na parę odnóg, wyspa, leżąca na takiej rzece spławnej, posiadała 
duże dane, korzystne dla osiedlenia człowieka w czasach najdawniejszych. Jest 
tu pewne podobieństwo Sieradza z Kaliszem pod względem obronności, łatwości 
rolnictwa i pasterstwa, oraz ułatwienia przeprawy; jeżeli Sieradz roz- 
siadł się nad większą rzeką, będącą ważniejszą drogą wodną, to Ka- 
lisz miał odwieczną przewagę w położeniu nad drogami handlowemi, nieraz na- 
wet bardzo wielkiego znaczenia. Miasteczko, ożywione przez przeprowadzenie 
kolei, przekracza zaledwie 10 tys. mieszkańców. 

Na południowym zachodzie leży miasto powiatowe Wieluń. Bliżej Prosny, 
w okolicach Praszki obfite pokłady rudy żelaznej w jurze brunatnej, mogłyby 
być podstawą hutnictwa żelaznego, ale brak kolei sprawia, że wydobycie rudy 
może rachować jedynie na wywóz za granicę. 

Sieradz nad Wartą prawdopodobnie był tu jednem z ważniejszych ognisk 
osadnictwa przeddziejowego, to też rz. Warta, jako najbardziej ożywiająca oś 
ruchu, posiadała niżej dwa miejsca przeprawy: Wartę i Uniejów, miejscowości 
w wiekach średnich ważne (klasztor z uprawą wina i rezydencja biskupów). 

Na wschód od Sieradza leży Zduńska Wola (20 tys. m.) i Łask w okolicy 
gęsto zaludnionej, bo do 120 mieszk. liczącej na 1 km. kw. Te 
a . ° a ' miejscowości, jako siedziby tkactwa przeważnie domowego, zyskały 
w kolei Kaliskiej czynnik nie tyle podtrzymujący dawne postaci go- 
spodarcze, ile przetwarzający. 

Tak samo na wyżynie Kaliskiej jak w Sieradzkiem ludność jest zbyt gęsta, 
aby się mogła utrzymać z rolnictwa, to też istnieje wychodztwo zarobkowe, tak 
ożywione dzięki granicy, że nieraz na miejscu brak robotnika rolnego. 

Na wschód leżąca wyżyna Piotrkowska, fizjograficznie bliska wyżynie Srodko- 
wo-Polskiej, była znacznie później wciągnięta w wir osiedlenia ludzkiego, to też 
pomimo niezaprzeczalnych śladów osadnictwa przeddziejowego gęstość zaludnie- 
nia była tu zawsze słaba i dopiero promieniowanie Wielkopolski, Kujaw i Mazow- 
sza skierowało tu w epoce rozdrobnienia państwa piastowskiego gęściejsze fale 
osadnictwa. Trzebienie lasów pozwoliło obejmować rolnictwu dość żyzny grzbiet 
wyżyny, a rządy Łokietka, torujące drogi z Wielkopolski ku Busi, zaczynały prze- 
cinać te miejsca w kierunku wschodnio-zachodnim. 

Wzmożenie się Warszawy, o ile było między innemi następstwem dróg, idą- 
cych od Wrocławia, Kalisza (i Poznania) działem wodnym między Bzurą a dolną 
Pilicą, o tyle wywołało ożywienie działu wodnego na wyżynie Piotrkowskiej, jako 
drogi, znakomicie ułatwiającej łączność Warszawy, a więc Wilna, Smoleńska, 
a nawet Moskwy ze Śląskiem. Ta droga wiodła przez Częstochowę, która już 
w pierwszej połowie XVII wieku była tak rozgłośna. 



WIELKOPOLSKA POŁUDNIOWA I KUJAWY. 



291 



Na tym to szlaku, lub w jego bliskości rozrosły się ważniejsze miejsca na 
wschodzie ziemi Sieradzkiej, a wiek XIX utrwalił znaczenie tego kierunku prze- 
prowadzeniem kolei i podniósł całą wyżynę Piotrkowską przez rozwój górnictwa 
węglowego w dość bliskiem sąsiedztwie. 

Gęstość zaludnienia dochodzi ledwie 90 m. na km. kw., a kilka miejscowo- 
ści posiada zaczątki przemysłu, między innemi Radomsko (zwane 
zwykle Noworadomskiem, dochodzące do 22 tys. mieszk.) posiada , F ^ b r^, k ,! P rz . y 
fabryki mebli i przemysł metalowy— zakłady cudzoziemskie, które tu ko- 
rzystają z toru kolejowego, bliskości węgla i taniej robocizny na miejscu. 

Na wschód od Radomska nad Pilicą leży zapadła mieścina Przedbórz— pe- 
wien rozkwit w wiekach XV— XVII zawdzięczała szlakowi handlowemu, który 



kolei Wiedeń- 
skiej. 




Rys. 169. Przedbórz. 



starał się obchodzić Kraków z jego prawem składu i łączyć Śląsk z Rusią przez 
Lublin lub Sandomierz. Skały wapienne w okolicy, rzeka Pilica i pewien szlak 
handlowy z Krakowa na północ, krzyżujące się tu z drogami o kierunku wscho- 
dnio-zachodnim, były czynnikami na owe czasy potężnemi, aby miasto dźwignąć 
na znaczny poziom zamożności, czego ślady istnieją w tej zapadłej miejscowości. 
Kamińsk z fabryką mebli giętych i poniekąd Piotrków (33 tys. m.), miasto zresztą 
czysto urzędnicze z fabryką przędzalniczą w okolicy, są przedstawicielami wiel- 
kiego przemysłu, tak samo jak na północnym wschodzie Tomaszów (Rawski, ina- 
czej Fabryczny), który leży na prawym brzegu Wolborki, niedaleko od Pilicy, 
jednak gospodarczo stanowi rozgałęzienie ogniska przemysłowego — Łodzi. Prze- 
mysł tkacki doprowadził Tomaszów do 28 tys. mieszk. 



WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

Na wschód od Piotrkowa, o niespełna dwie mile nad Pilicą, leży na wy- 
chodniach skał jurskich Sulejów, który w XIII wieku posiadł opactwo cystersów. 
Od lat kilkudziesięciu okolice Sulejowa dostarczają słynnego z dobroci wapna i to 
spowodowało pobudowanie kolejki wąskotorowej z Piotrkowa do Sulejowa. 

Na wschód od wzniesienia Poznańskiego, mniej więcej za Notecią, jeziorem 
Pakoskiem i jeziorem Powidzkiem leżą Kujawy, których południową granicę sta- 
nowi Warta 1 ) od Pyzdr aż do ujścia Neru, wschodnia linja stąd poprowadzona 
do ujścia Skrwy, a od północy Wisła i kanał bydgoski. Na samej północy wy- 
stępują wydmy piaszczyste, i stąd nieco lasów utrzymało się tam. Zresztą jest to 
krajobraz moreny dennej, a więc bardzo żyzny, który tylko w południowej czę- 
ści Gopła przechodzi w krajobraz moreny czołowej, czyli nieco bardziej urozmai- 
cony i o glebach gorszych. Istotną jego cechę stanowią rodzajność 
11 J a W Y- i na zac hodzie jeziorzystość, jak również małe różnice poziomu, które 
wobec wyniszczenia lasów sprawiają wrażenie jednostajności. Jednakże widoki 
kujawskie w czasie wiosennej lub wczesnoletniej wegetacji, należą do najbardziej 
rozweselających oko na całych ziemiach dawnej Polski, gdyż tylko żyzne glinki 
nawiane na południowym wschodzie lub Żuławy Malborskie mogą się równać 
z Kujawami. Położenie między rzekami spławnemi oraz na szlaku handlu bur- 
sztynowego za czasów rzymskich czyniły odwiecznie te okolice bardziej ludnemi, 
zamożnemi i oświeconemi ponad sąsiednie. 

W XII stuleciu, kiedy za Krzywoustego i jego pierwszych następców mur 
zaczyna zjawiać się w Polsce, to niezależnie od ziemi Krakowskiej, tu dźwigają 
się najliczniej kościoły romańskie: Strzelno (z dwoma kościołami), Inowrocław, 
Kruszwica, Ląd — tak samo świadczą o wczesnej łączności dziejowej z zachodem 
Europy, jak świątynie gotyckie z XIV w. mogą się wykazać niejednym rysem 
rodzimym w powszechnie wówczas panującem budownictwie ostrołukowem. 

Podglebie gliniaste sprawiało w wielu miejscach zabagnienie kraju, jak w oko- 
licach Gopła lub nad Bachorką. W XIX stuleciu dawniejsze bagna stopniowo po 
osuszeniu stawały się cenną ziemią rodzą jną. Najważniejszem miastem na Kuja- 
wach po stronie pruskiej jest Inowrocław (niedawno przemianowany na Hohen- 
salza) do 27 tys. mieszk., który oprócz położenia na odwiecznym gościńcu, dziś 
kolei żelaznej, posiada jeszcze dwa czynniki gospodarcze dużego znaczenia: ze- 
środkowanie przemysłu cukrowniczego i kopalnię soli razem z warzelniami, co 
znowu pozwoliło założyć fabrykę sody. 

Bogactwo kopalne soli, podejrzewane oddawna na Kujawach z powodu zna- 
nych źródeł słonych, leżących nieco na wschód, zachęcało do po- 

,. ,' . szukiwań; ale dopiero po r. 1870 udało się wierceniem stwierdzić na 
ns kuj ciW3.cn. i* i # j • ■ i i j i_ * 

tej równinie istnienie soli, która znajduje się w pokładach gorno- 

permskich, w tej miejscowości sfałdowanych i wy dźwignięty eh ku górze. Przed 
wojną wydobycie soli było czasowo powstrzymane, ale warzelnie wciąż były 
czynne. Pozostałe na uboczu Strzelno jest miasteczkiem bez przyszłości. Krusz- 
wica jest owiana wieńcem legend, które — zapewne— pozornie są pozbawione tre- 
ści dziejowej, ale w swej istocie znakomicie malują wielkie w czasach przeddzie- 



') Pod względem dawnego podziału administracyjnego, okolice, na południe od Gopła le- 
żące, do Kujaw nie należały, co się da wyjaśnić nieco odmiennym krajobrazem i łączącym dzia- 
łaniem Warty. 



WIELKOPOLSKA POŁUDNIOWA I KUJAWY. 



293 



jowych znaczenie okolicy nadgoplańskiej. Dzisiaj Kruszwica obok owej Myszej 
Wieży i kościoła romańskiego zwraca uwagę największą w państwie niemieckiem 
cukrownią, która jest jednym z nielicznych wielkich zakładów przemysłowych, 
pozostających w polskiem ręku. 

Okolice Kujaw, mniej żyzne i słabo zaludnione w bliskości Bydgoszczy, po- 
siadają ledwie 30°/ ludności polskiej, żyzne Kujawy po stronie pruskiej 70°/ , 
a dalej na wschód waha się 80 — 84°/ . W Królestwie Polskiem nad niedawną 
granicą w okolicy historycznego Raciążka, w dolinie Wisły leży Ciechocinek ze 
słonemi źródłami, z tężniami, warzelnią soli i zakładami kąpielowemi, które po- 
trafią ściągać do 10 tys. chorych. 

Historyczne znaczenie mają Płowce, Brześć Kujawski i Kowal, gdyż leżały 
na średniowiecznych drogach. 



^1 ^1 


mu WEt^Ę??^* 1 v^-*f *^ni 


IMHHHl 


,nm 




. 



Włocławek. 



Rys. 170. Myszą Wieża w Kruszwicy. 

Cała okolica na wschód od przedwojennej granicy politycznej, tak samo jak 
po stronie pruskiej, odznacza się wysoką techniką rolną, a już w 1862 r. przepro- 
wadzona kolej Bydgoska pozwoliła rozwinąć się cukrownictwu, jednej z najży- 
wotniejszych gałęzi przemysłu rolnego. Nieszawa i Gostynin pozo- 
stały miasteczkami o charakterze urzędniczym, natomiast Włocławek, 
dzięki starożytnej przeprawie przez Wisłę i dzięki połączeniu kolejowemu znacznie 
się rozwinął— miejscowość przemysłowa, dzisiaj dochodzi do 34 tys. m. Włocła- 
wek jest stolicą diecezji kujawsko-kaliskiej i posiada parę kościołów gotyckich. 

Na północo wschód od ziemi Sieradzkiej, na południowy wschód od Kujaw, 
leżała ziemia Łęczycka, która, wyciągnięta wąskim pasem, wprawdzie . 

sięgała Pilicy, jednak jej jądro stanowiło wzniesienie Zgierskie, be- Łęczycka 
dące najpółnocniejszą częścią wyżyny Piotrkowskiej; stąd rozchodziły 
się rzeki Ner, Bzura i Wolborka; najwyższe punkty leżą nieco wyżej niż 260 me- 
trów nad poz. morza. 



294 WIELKOPOLSKA Z MAZOWSZEM. 

Wspomniany już szlak Warszawsko-Łęczycko-Wielkopolski podnosił miej- 
scowości nad nim leżące, najpierw Łęczycę, Koło, Konin i Pyzdry, a później 
w wieku XIX miejscowości, leżące na szlaku Kaliskim. Rząd Księstwa War- 
szawskiego, a następnie i Król. Polskiego (t. zw. Kongresowego), osadzał w kraju 
tkaczów niemieckich, przybywających przeważnie z Saksonji. 

Ci przybysze woleli wybierać miejsca, leżące między Warszawą a granicą 
zachodnią. Obdarzeni kawałkami ziemi, budulcem drzewnym i ulgami od po- 
datków, osadzali się najchętniej w majątkach rządowych wzdłuż gościńca kali- 
skiego, który wówczas zaczęto przerabiać na drogę bitą. Znaczna liczba mogła 
znaleźć pomieszczenie w lasach i wioskach rządowych, leżących na działach wo- 
dnych wyżyny Zgierskiej. Miejscowości zwykle lesiste, jak wogóle działy wodne, 
najczęściej należały do rządu; okolice te były stosunkowo dość gęsto zaludnione. 

Ozorków, Pabjanice, Zgierz i inne skupienia tkaczów miały w swym środku 
większą gromadę osiadłą we wsi Łodzi. Miejscowość ta jako ognisko innych 
wiosek tkackich, przy tanim budulcu drzewnym, zaczęła się stopniowo rozwijać, 
będąc wciąż zasilana nowemi falami przychodztwa niemieckiego. 
Pobudowanie kolei 28 km. do Koluszek ugruntowało istnienie tego 
ogniska przemysłu włóknistego, a dawniejszy przemysł sukienniczy i wogóle prze- 
rabiający wełnę, nie zarzucając i wełny, stopniowo przeszedł do bawełny. 

Zczasem Łódź, nie posiadająca jakichś wyjątkowo pomyślnych warunków, 
korzystała z taniego węgla, a nadewszystko z taniej robocizny. Surowiec był 
sprowadzany zdaleka, bo nawet i znakomita co do jakości wełna miejscowa 
wciąż zmniejsza się ilościowo, i ogromne ilości wypada sprowadzać z południa 
Rosji lub z Australji. Łódź korzysta nadewszystko z rynku, który częściowo 
znajduje w Królestwie, a większą część towarów wysyła do cesar- 
Przemysł s ^ wa Rosyjskiego; najwięcej towarów łódzkich pochłaniają Ruś i Litwa, 
o o icac a resz j a s ięg a Syberji i Turkiestanu. Przed wojną Łódź z przedmie- 
ściami dochodziła do 450 tys. mieszk., a wieniec ognisk fabrycznych 
mniejszego znaczenia wzrastał nieustannie: Pabjanice, dawniejsza rezydencja bi- 
skupów krakowskich, dochodziła do 37 tys. mieszk., Zgierz, najstarsze z tych 
miast (do 19 tys. mieszk.), Ozorków (17 tys. mieszk.), Konstantynów (8 tys. m.) 
oraz wspominany już wyżej Tomaszów Rawski (28 tys. mieszk.). 

Dawniejsza stolica tej ziemi, Łęczyca (9 tys. mieszk.), jest miasteczkiem urzę- 
dnicze m, a w jej okolicy Tum ze swym kościołem romańskim jest świadkiem 
dawnego znaczenia Łęczycy. 

Gęstość zaludnienia w pow. Łęczyckim dochodzi do 110 m. na ki. kw., 
a ludność polska przekracza i / 6 zaludnienia. 

Ludność w okolicy poza Łodzią jest w 2 / 3 polska, a gęstość zaludnienia do- 
chodzi do 200 na km. kw.; w samej Łodzi ludność polska wynosiła przed wojną 
jakoby tylko 47°/ , niemiecka, przeważnie zamożniejsza, 21°/ i żydowska do 30°/ . 
Ludność polska stanowi przedewszystkiem najbiedniejszy proletarjat, gdyż po fa- 
brykach kapitał niemiecki często popierał żywioł techniczny niemiecki. Poziom 
uspołecznienia nosi na sobie piętno nadmiernie szybkiego rozwoju kapitalistyczne- 
go z jego złemi stronami, a bez stron dodatnich ustroju kapitalistyczno-przemy 
słowego. 



XII. POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE 



§ 49. Prusy i ziemia Chełmińska. 

Na wschód od Wisły i Niemna ciągnie się część wyżyny Bałtyckiej, w tem 
miejscu zwana Pojezierzem Pruskiem, lub Prusko-Mazowieckiem. Od wschodu 
Niemen tylko względną wyznacza granicę, gdyż za Niemnem wyżyna Litewska 
jest dalszym ciągiem Bałtyckiej. Rozpłaszczona od południa wyżyna opuszcza 
się stopniowo aż do wielkiej doliny, w której obecnie płynie Wisła i nad wielką 
doliną Wisły wznosi się krawędzią nieraz 40—50 m. wysoką. 

Na północy linja, poprowadzona od Kwidzyna mniej więcej do Eydkun, 
odgranicza wyżynę Bałtycką od niziny nadmorskiej, która w całości nie docho- 
dzi 100 m. nad poz. morza. Takiego wzniesienia dochodzi tu tylko kilka miej- 
scowości, jak gdyby wyspowo wystających ponad niziną, a mianowicie: na wschód 
od Elbląga (z najwyższym punktem do 198 m.), między Pasłęka a Preusisch 
Eylau (do 216 m.) i półwysep Sambijski do 110 m. 

Wyżynę Pruską, postępując z zachodu na wschód, można rozbić na trzy 
części (nie licząc południowego stoku, pozbawionego jezior): 1) od Wisły do 
górnej Łyny, 2) do rzeki Węgorapy i szeregu wielkich jezior (Mamry, Niewocin, 
Śniardwy) i rzeki Pissy na południu i 3) do Niemna. Wszystkie te 
wyniosłości, nie tworząc żadnych prawidłowych kierunków, prze- Podział 
ważnie posiadają kształty kopiastych wzgórzy i rozpłaszczonych wa- ^ yZ jJ. ny 
łów, które tylko nad rzekami są bardziej urwiste. Z pochodzeniem 
lodowcowem tych wzgórz jest związane — tak samo jak na wyżynie Pomorskiej — 
ogromne mnóstwo jezior, a że wiele z nich było dość płytkich i torfiastych, więc 
względnie szybko ulegały zabagnieniu. W średniowieczu wzgórza te, począwszy 
od górnego biegu Drwęcy aż do Niemna, przedstawiały puszczę leśną, często 
podszytą błotami, śród których połyskiwały liczne jeziora. Plemiona pruskie, 
licznie rozrodzone na północnej pochyłości Pojezierza, na bagnistym środku wy- 
żyny były daleko mniej liczne i gdy od południa wzdłuż Działdówki (Wkry), Ły- 
dyni i dopływów Narwi plemię mazurskie wrąbywało się w las, to spotykało opór 
przyrody i liczebnie rzadkich, lecz wojowniczych Prusów. Podstawą Mazurów 
było żyzne pobrzeże Wisły, zdawna dość gęsto zaludnione. Obszary, zdobyte na 
Prusach i na ostępie leśnym, im dalej ku północy, tem były słabiej przez Mazu- 
rów zaludnione i tem trudniejsze do utrzymania, gdyż bliższe siedzib pruskich. 



296 



POJEZIERZE PRUSKO-MAZOW1ECK1E. 



W XIII stuleciu i później, gdy miejsce Prusów zajął zakon krzyżowy— ustaliła się 
granica polityczna, która biegła na południe od jezior i tylko na wschodzie oko- 
lice Rajgrodu odpadły od Prus do Mazowsza. Granica ta, pomimo tylu zmian, 
od XIII stulecia utrzymała się do czasów najnowszych, chociaż warunki najzu- 
pełniej się zmieniły. 

Na nizinach północnych, tak samo jak i na części wyżyny, przyległej do Wi- 
sły, spotykamy gleby rodzajniejsze aniżeli na samej wyżynie. 

Klimat jest tu względnie surowszy niż na Pomorzu, co zależy od większego 
wyniesienia nad poziom morza — wbrew bliskości Bałtyku, gdyż wpływ jego na 
wyżynie jest mały, większy nieco jest na nizinie nadmorskiej. 

Zależnie od jakości gleby i bliskości takich czynników łączących, jak morze 
i rzeki (Wisła, Pregoła, Niemen), ludność na północy, zachodzie i wschodzie jest 



^"'sre&sp-iĘt^ I "■: *r 



■ : 




Rys. 171. Krajobraz na Mazurach Pruskich. (Cruttina) 



gęściejszą niż w środku wyżyny i na jej południu. Gdy ziemia Chełmińska i Po- 
mezanja (kraj między Ossą, Wisłą, zalewem i Pasłęka) posiadają 70 mieszkańców 
na km. kw., gdy nizina północna dochodzi do 60, bliżej Niemna do 70, to pas 
wyżynowy aż do Niemna wyżywia przeciętnie 34 (środek tego pasa mniej, a bli- 
żej Niemna więcej); południe pasa wyżynowego, t. zw. Mazury Pruskie, nie posia- 
dają więcej nad 44 mieszkańców na km. kw. 

Im bliżej rdzennych ziem polskich, tem ludność polska w większym spotyka się 
odsetku: gdy w pow. Malborskim przed wojną jakoby dochodziła tylko 
4°/ , w Suskim (dalej od Wisły, okolice w r. 1466 nie włączone do Pol- 
ski) 10°/ , to w Kwidzyńskim i Sztumskim 42°/ , w Grudziądzkim wiej- 
skim 44°/ , a w Brodnickim 70%; w Lubawskim znajdujemy najbardziej 
polski na północy kawałek kraju, gdyż żywioł polski przekracza tam 82°/ . 



Polskość 

na Mazurach 

Pruskich. 



PRUSY I ZIEMIA CHEŁMIŃSKA. 297 

Najmniej żyzne ziemie na południu wyżyny już w czasach krzyżackich stop- 
niowo ściągały osadnictwo Mazurów, które jeszcze się nieco uzupełniło w XVI 
stuleciu, a przed stu laty pas, przeszło 50 km. szeroki, ciągnący się wzdłuż gra- 
nicy politycznej, był w posiadaniu polskiej ludności protestanckiej. Dziś istnieją 
już potężne szczerby i jakoby tylko w pięciu powiatach jest większość polska, 
w tej liczbie w Szczycińskim i Jańsborskim 80°/ , w Ełckim 64°/ . Na wschodzie 
wyżyny w Królestwie Polskiem, na południe od linji — Wisztyniec do ujścia Czar- 
nej Hańczy — okolica jest polska. Na północ od tej linji, a w obrębie Prus, na 
północ od rzeki Gołdapi, mieszkają Litwini, którzy utrzymali się w ilości 105 ty- 
sięcy w dorzeczu dolnego Niemna, ulegając wynarodowieniu w szybszem nawet 
tempie niż Mazurzy. W obrębie Królestwa aż do Niemna Litwini stanowią zwartą 
masę ludności. 

Aczkolwiek pobrzeże pruskie głośne było już w czasach przeddziejowych 
dzięki bursztynowi, jednak ten przemysł i stosunki handlowe mniej wpływały na 
kulturalny poziom ludności, niż można było tego oczekiwać. W każdym razie 
pobrzeże między Wisłą a Pregolą, a w pewnej części i przylegające do Wisły 
wyżyny, dawniej zaczęły się podnosić kulturalnie, niż reszta tych ziem. Z I wie- 
ku pochodzą ślady dróg, układanych z kamienia lub pni drzewnych i drogi po- 
przez moczary. Okopy ziemne i wykopaliska, z I wieku pochodzące, świadczą 
o handlu i pewnej kulturze rzeczowej. Zdaje się, że kraje te wprost mniej od 
innych ziem Europy środkowej ucierpiały w czasach wielkich wędrówek naro- 
dów, ale zato (obecność mierzei Fryskiej i Kurońskiej odgradzała je od ruchu 
morskiego na Bałtyku) omawiane kraje dłużej trwały w letargu. 

Język pruski z kilkoma narzeczami wprawdzie wskazuje odwieczne zapoży- 
czenia z polskiego, ale dla plemion lechickich był niezrozumiały, to też kiedy te 
plemiona już były chrześcijańskie i czerpały cywilizację z zachodu i Rzymu, tu 
panowało pogaństwo. Bardzo prawdopodobne, że książęta pomorscy swem par- 
ciem w Pomezanji, a Piastowicze swem parciem i osadnictwem w górę dopły- 
wów Wisły i Narwi wywołali przetworzenie stosunków społeczno-państwowych: 
w początku XIII wieku widzimy Prusów, zgromadzonych w kilka państewek wo- 
jowniczych i niszczących w odwecie ziemię Chełmińską, a nawet zapędzających 
się do Płocka. 

Zwalczanie tej nowej siły krótkowzroczny Piastowicz oddaje w ręce zakonu 
niemieckiego, który przy pomocy Polaków powala Prusów i koło r. 1274 zapa- 
nowywa na północy nad ziemiami do ujścia Niemna i do Szeszupy, a wyżynę na 
wschodzie podbija tak daleko, jak sięga dorzecza Pregoły (t. j. rzek, ją składa- 
jących). Dorzecze Niemna, na wschód od dolnej Szeszupy pozostaje przy Litwie. 

Ludność, jak pruska tak litewska, uległa wytępieniu lub została przywiązana 
do gleby. Kraj cały został zalany osadnictwem niemieckiem od za- 
chodu i północy, t. j. od stron, gdzie równe powierzchnie, żyzne Osadnictwo 
gleby i łatwiejszy dostęp do Wisły, Pasłęki i Pregoły ułatwiały osa- mazurs kj e 
dnictwo od południa, w pustkę zaś po wyniszczonych, lub uchodzą- 
cych na wschód Prusach posuwa się z siekierą i pługiem Mazur. 

Całe XV stulecie jeszcze było świadkiem mniej więcej liczebnej równowagi 
żywiołów niemieckiego, polskiego i prusko-litewskiego. Kiedy pokój toruński 
1466 r. czyni z reszty ziem krzyżackich lenno polskie, to sprawa tylko uległa — 



298 POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE. 

zdawało się — odwłoce, ale szereg z dzisiejszego punktu widzenia niezrozumiałych 
aktów dyplomacji tolerował w środku państwa polsko-litewskiego ziemię o nie- 
spełna 600 mil kw., aby zczasem uwolnić ją z lenna i wzmocnić Brandenburg. 

Ziemia Chełmińska, bardzo dawna ziemia polska, posiadała obronną linję 
Oss3% w której podanie kazało bić Chrobremu słupy graniczne — historja domyśla 
się, że to mowa o wytykaniu brodów w rzece granicznej. Największe znaczenie 
posiadała najłatwiej dostępna od zewnątrz część nad Wisłą z Toruniem i Cheł- 
mnem. Rzeka graniczna Drwęca posiadała przeprawę w Lubiczu, a najważniej- 
szą do ziemi Dobrzyńskiej (w skróceniu zwanej Dobrzyniem) po stro- 
_. . . . . nie lewej w Dobrzyniu z Gołubiem po prawej stronie rzeki. W XIV 
wieku, kiedy Malborg jaśniał jako stolica krzyżactwa, a ziemie nad 
środkową Wisłą nabierały znaczenia, wówczas droga lądowa, niezależna od Wisły 
(szczególnie zimą, gdy Wisła stanęła, a zamarzłe rzeczki i błota ułatwiały podróż), 
znacznie skracała odległość od brodów pod Czerwińskiem i z całego dalszego 
Mazowsza do Malborga. Ta droga przy przebyciu Drwęcy stworzyła Brodnicę 
(8 tys. mieszkańców). 

Ku północy ziemia Lubawska jest położona śród najwyższych miejscowości — 
najważniejsze miasto Lubawa (16 tys. mieszk.), Susz (przeszło 3 tys. mieszkańców) 
i Sztum tej samej wielkości — są stolicami powiatowemi, pierwsze śród słabo fali- 
stej wyżyny, drugi już na niżu nadbałtyckim w Pomezanji. W okolicach Sztumu 
zawarto rozejm ze Szwecją w 1635 r. Ku wschodowi istnieją z XV i XVI wieku 
pochodzące nieznaczne osady holenderskie, a dalej dorzecze Pasłęki stanowiło 
Warmję. W jej nadmorskiej części w odległości kilku kilometrów od morza, 
leży nad Pasłęka Brunsberga, dokąd Hozjusz wprowadził pierwszych w Polsce 
jezuitów; miasteczko dziś dosyć przemysłowe (do 14 tys. mieszk.) leży w miej- 
scu, gdzie droga lądowa, idąca z Królewca do Elbląga i na Żuławy, przecina rze- 
kę, która w tem miejscu już mogła doprowadzać okręty. W dawniejszych cza- 
sach, kiedy okręty nie wymagały wielkiej głębokości drogi wodnej, Brunsberga 
była członkiem Hanzy. 

O dziewięć km. na zachód leży Frambork (Frauenburg 500 mieszk.), miej- 
sce wiecznego spoczynku Kopernika (1543). 

Dalej ku wschodowi nizina Bałtycka posiadała znaczne błota nad rzekami, 
zlewającemi się w Pregołę i nawet nad samą Pregołą. Stopniowo błota te uległy 
znacznemu osuszeniu, nizina nadmorska wzrastała w ludność, a kiedy resztki za- 
konu, odpartego od Wisły, cofnęły się na wschód, to Królewiec, przy ujściu Pre- 
goły stał się ich stolicą. Jako stolica Prus Książęcych, doszedł do pewnej świe- 
tności; uniwersytet szczycił się szeregiem uczonych aż do Kanta włącznie. Jeżeli 
handlowo dawniej niesłychanie ustępował wobec Gdańska, to w XIX wieku miej- 
scowy rozwój przemysłu podniósł go do miasta 250- tysiącznego. Niespełna 11 
km. poniżej ujścia Łyny do Pregoły główny nurt tej rzeki ulega rozdwojeniu 
i część wód pod nazwą Dejmy zdąża ku zalewowi Kuroóskiemu. W tem miej- 
scu powstała miejscowość Tapiawa (6000 mieszk.), przy ujściu zaś nad rozwidle- 
niem ujściowem Dejmy — Labiawa. 

Między dolną Pregołą, Dejmą, zalewem i morzem leży Sambja, kraina o po- 
staci czworoboku (28 km. szeroka, a trzy razy dłuższa). Zachodnia część o po- 



PRUSY I ZIEMIA CHEŁMIŃSKA. 



299 



Litwa Pruska. 



wierzchni nieco urozmaiconej, dziś posiada wydobycie bursztynu, prowadzone 
sposobem górniczym. 

Części niziny, leżące nad dolnym Niemnem, nad Wystrucią i częściowo nad 
Węgorapą, stanowią tak zwaną Litwę Pruską; im bliżej ku morzu, tem kraj bar- 
dziej błotnisty i gospodarstwo łąkowe znacznie tu przeważa nad rolą. 

Zalew Kuroński pozwala na zyskowne rybactwo. 

Najważniejszem miastem Litwy Pruskiej jest Tylża (przeszło 40 tys. mieszk.), 
ośrodek życia umysłowego nie tylko dla wygasającej Pruskiej Litwy, ale do nie- 
dawna i dla Litwy, znajdującej się pod panowaniem Rosji. Żadne 
inne miejsce, wyjąwszy za Niemnem leżącą Kłajpedę, nie rozwinęło 
się do poważniejszego znaczenia. Ragneta, leżąca śród niewysokich wzgórzy nad 
wyłomem Niemna, doszła do 6 tys. mieszkańców. 

Na prawym 
brzegu dolnego 
Niemna ciągnie się 
pasek kraju, który 
chociaż niby fizjo- 
graficznie przylega 
do wyżyny Żmudz- 
ko-Kurońskiej, je- 
dnak dziejowo zra- 
sta się z Królew- 
cem, co jest rzeczą 
wielce zrozumiałą: 
całe ujście Niemna, 
razem z ujściem 
Mingi i Dargi, jest 
od strony morza 
odcięte mierzeją 
Kurońską, a przez 
to kraje, leżącenad 
zalewem, zognisko- 
wały się w jedną 

całość gospodarczą, do której klucz był w Kłajpedzie, przy wylocie zalewu do 
morza. Rył jednakże i drugi klucz — Dejma, i ten, będąc w ręku 
Królewca, skuwał w jedną całość z Prusami Ksiąźęcemi wszystkie ^ 

omawiane ziemie. Mały, starannie zagospodarowany kraik posiada dość gęste 
zaludnienie (60 — 70), co zawdzięcza obecności miasteczek, z których Kłajpeda, 
dawniejsza twierdza, doszła do 22 tys. mieszkańców. 

Na zachód od głębokiej doliny górnej Drwęcy występuje początek rzeczy- 
wistego Pojezierza. Tu wkrótce spotykamy wzgórza Grunwaldzkie (Korndorfer 
Hóhe) — najwyższy punkt całej wyżyny dochodzi 313 m. nad poziom morza. O 15 
km. na południowy wschód, wśród mnóstwa jezior leży wieś Tan- 
nenberg i ów znany w dziejach Grunwald (15 lipca 1410 r.). Po- 
chód Witolda i Jagiełły od brodów pod Czerwińskiem kierował się na Rrodnicę, 
jednak wobec umocowanych pozycyj krzyżackich nad Drwęcą rzucono się na 




Rys. 172. Tum we Framborku. (Miejsce wiecznego spoczynku Kopernika). 



Grunwald. 



oOU POJEZIERZE PRUSKO -MAZOWIECKIE. 

wschód, gdzie — między jeziorami i wówczas obszernemi bagnami — wiło się przej- 
ście względnie dość szerokie, a przeszło milę długie. Czternastego lipca wieczo- 
rem starto zawadzający zameczek Gilgenburg (Dąbrówno), a rano — mało co ru- 
szywszy się — przebyli miejsca, gdzie wojsko można było łatwo zatrzymać i wy- 
dobyto się na obszerne pola, umożliwiające ruchy jazdy. Dzisiaj ta okolica, jesz- 
cze więcej niż w połowie zaludniona przez Mazurów, stanowi powiat Ostródzki 
z glównem miastem Ostródą nad jeziorem (do 15 tys. mieszk.). 

W górnej Warmji — Olsztynek, 35 tys. mieszkańców (przed 50 laty nie miał 
więcej nad 5 tys.), jest ważną stacją węzłową. 

W okolicy ludność polska jest katolicką, gdyż Warmja po pokoju toruńskim 
przypadła Polsce. Reszta większych miast, jak Nibork, Szczytno i Ządzborg, 
każde 5 — 6 tys. mieszk., leżą nad jeziorami i są siedzibą urzędów powiatowych. 
Wielkie powierzchnie wodne jeziora Śniardwy i innych, nagromadzonych ku pół- 
nocy od niego, w pewien sposób wpływały na człowieka. Na południu, w miej- 
scu, gdzie Pissa wypływa z jeziora śród dawniej rozległych lasów 
p . y . puszczy Jaósborskiej, leży Jańsbork przeszło 4 tys. mieszkańców. Nad 
jeziorem Niewocińskiem leży Lec (7 tys. mieszkańców), a nad wypły- 
wem z jeziora Mamry — Węgobork (w okolicy zniemczonej). Wszystko są to 
miejsca związane z gospodarstwem leśnem i z drogą wodną, idącą poprzez wiel- 
kie jeziora mazurskie. Ełk (do 14 tys. mieszkańców), jako węzeł kolejowy, leżą- 
cy blisko granicy, jest ważnym w swej okolicy punktem handlowym. Bardziej 
ku północy leżące Olecko (niem. Margrabowa) jest małem miasteczkiem po- 
wiatowem. 

Reszta wyżyny Prusko-Mazowieckiej aż do Niemna, stanowiąca dawniej za- 
niemeńską część Litwy, dziś wchodziła w skład Królestwa Polskiego, i tu, na 
wschód od jeziora Wisztyńca, śród ludności litewskiej są następujące miasteczka: 
Władysławów, Wołkowysk, Marjampol i Kalwarja. Od innych wyróżniają się tyl- 
ko tem, że są siedzibą urzędów powiatowych, Sejny już w polskiej leżące okoli- 
cy, w XIX wieku posiadły katedrę biskupią, a Suwałki, w południowej polskiej 
części wyżyny, tem się wyróżniają, że zostały miastem gubernjalnem. 

Pomimo nikłego znaczenia kanału Augustowskiego, miasto Augustów, leżące 
w dolinie, wskazywało człowiekowi pewne naturalne szlaki drogowe. Cała ta 
część kraju posiada gleby średnie, zrzadka piaszczyste, posiada też dużo jezior 
(Wigry, Metele, Duś) i znaczne lasy. 

Ludność, dzięki ożywczemu wpływowi Niemna, bliskości Kowna i Grodna, 
jest nieco gęściejsza, niż w sąsiednich powiatach, należących do Prus. W tych 
okolicach, posiadających znaczne lasy, 1 / 6 część powierzchni należy do skarbu — 
a taka sama część stanowi większą własność ziemską: trzeba zazna- 
zaniemeńska cz y^' ze nl gdzie w Królestwie Polskiem nie spotyka się tak małego 
odsetku większej własności. Koleje, obliczone na potrzeby dalszego 
przewozu lub obsługujące t. zw. stanowiska strategicznego znaczenia, nie wywie- 
rają wpływu dość ożywczego, to też widoki uprzemysłowienia narazie nie istnieją. 

Pomimo zamożnego uposażenia włościan w ziemię, brak przemysłu sprawia 
że istnieje stąd wychodztwo zarobkowe, które kulturalnie dość szybko przetwa- 
rza wieś polską i litewską. 



PftUSY i ZIEMIA CHEŁMIŃSKA. 



301 



Południowa pochyłość Pojezierza Prusko-Mazowieckiego pod względem geo- 
logicznym aż do wielkiej doliny Wisły-Bugu na południu stanowi jedną całość 
z Pojezierzem. Jednakże losy człowieka tu i tam były odrębne, bo, gdy na wy- 
żynie błotnistość i jeziorzystość przeszkadzały osadnictwu i karczowaniu lasów, 
to ziemie, leżące bliżej Wisły, dzięki wyniesieniu nad jej poziom, posiadają dość 
głęboko wcięte doliny, a przez to tu łatwiej było o miejscowości suche, zdatne 
do uprawy, oraz łatwiejsze były drogi. 

Obecność Wisły i jej dopływów, jak Drwęca, Mień, Skrwa (prawobrzeżna), 
Wkra (Działdówka) i Łydynia, pozwalała pas nadwiślański, szerokości koło 30 — 
50 km., już w czasach przedchrześcijańskich złączyć z Wielkopolską, wówczas 
gdy oddzielona niezbrodzonemi błotami północna, pochylająca się ku Bałtykowi 




Rys. 174. Olsztynek. 

część wyżyny miała dążność do łączenia się raczej z ziemiami, leżącemi nad mo- 
rzem. Zrozumiałą jest rzeczą, że dzieje tak się potoczyły, iż Mazowsze zlało się 
z Wielkopolską. 

Zachodnia część kraju między Drwęcą, Wisłą a Skrwą prawobrzeżną, t. zw. 
ziemia Dobrzyńska, stanowiła część odrębną od Mazowsza — najpewniej znacznie 
wcześniej łącząca się z Wielkopolską niż Mazowsze, na co wyraźnie wskazują 
stosunki gwarowe. 

Dobre gleby, ciągnące się nad Wisłą, pozwoliły wcześniej zaludnić się tej 
ziemi. % W dziale wodnym, leżącym na zachód od Skrwy, istniały warunki dość 
dogodne dla szlaku, prowadzącego z głębi kraju ku Wiśle. Tu w miejscu łatwo 
obronnem i zarazem dogodnem do lądowania— w czasach co najmniej pierwszej 
znajomości żelaza w Polsce -powstała siedziba ludzka— Dobrzyń, która całej zie- 



:m)2 



POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE. 



micy nadała swą nazwę. Dalej od Wisty, w środku tej ziemi istnieją nawet po- 
ważne szmaty piaszczyste (zandry, które poza lasem do niczego się nie nadają, 
a im dalej od Wisty, tem kraj staje się bardziej falisty, zjawiają się 
n h' em ' a k w RyP ms kiem jeziora, wprawdzie nieznaczne, lecz dość liczne. Te 
jeziora wyraźnie wskazują na najdalsze rozczłonkowania Pojezierza. 
W okolicach Dobrzynia nad samą Wisłą istnieją wychodnie pokładów trze- 
ciorzędowych, pofałdowanych parciem lodowca, które zawierają węgiel brunatny. 

W latach 1818 — 23 próbowano go 
wydobywać, ale nie trafiono na wa- 
runki, któreby opłacały wydobycie. 
Gleba stanowi liczne przejścia od 
urodzajnej do najgorszej. 

Jeszcze bardziej była związana 
z Pojezierzem, leżąca na północ od 
ziemi Dobrzyńskiej, ziemia Chełmiń- 
ska. Gdy krzyżactwo usadowiło się 
w ziemi Chełmińskiej, to wzrok swój 
wciąż kierowało na Dobrzyń. Jeszcze 
przed wezwaniem krzyżaków Kon- 
rad próbował utworzyć polski zakon 
rycerski braci dobrzyńskich, ale pró- 
ba nie powiodła się. Ziemia Do- 
brzyńska, parokrotnie zajmowana 
przez zakon, była w początku XV 
wieku wykupiona pieniędzmi całej 
Polski, ale wkrótce potem znowu 
została zajechana, co było powodem 
do Grunwaldu. 

Dowód, jak dalece Wisła była 
nie granicą, lecz czynnikiem łączą- 
cym, mamy w tem, że ziemia Do- 
brzyńska swe sejmiki odbywała ra- 
zem z Kujawami. 

Poza kilkoma zakładami prze- 
mysłowemi, przerabiającemi wytwo- 
ry rolnictwa, przemysłu tu brak, a ludność, licząca przeciętnie ledwo 70 na km. 
kw., już od lat czterdziestu, wychodzi na zarobki sezonowe. Jest to jedna z pierw- 
szych okolic, która dała przykład poszukiwania chleba w Ameryce 
' i na Sasach. Istnieje tu poważna domieszka ludności niemieckiej: 

w okolicach Rypina dochodzi 11%, a im bliżej Wisły, tem odsetek większy, koło 
Lipna przekracza 18°/ , największy zaś na nizinie wiślanej, szeroko rozciągnionej 
od ujścia Drwęcy aż za Mień, oraz na nizinie nad dolną Drwęcą. Żydów — 
ledwie do 6°/ . 

Nieznaczne są skupienia ludzkie, a wszystkie sięgają czasów krzyżackich: 
Dobrzyń nad Wisłą, Dobrzyń nad Drwęcą, Lipno i Rypin pędziły do niedawna 
żywot w letargu. Dwa ostatnie nieco znaczniejsze miasteczka są siedzibami urzę- 




Rys. 175. Pilkalnia w Rumbowiczach (Suwalskie). 
(Fot. K. Kulwiecia). 



MAZOWSZE POŁUDNIOWE. 



303 



dów powiatowych. Niektóre kościoły ziemi Dobrzyńskiej swemi ostremi łukami 
wskazują czas powstania, a swemi cechami nale;'ą do typu gotyku nadwiślańskiego. 
Jest to rzeczą czystego przypadku, że Dobrzyniowi nad Wisłą przypada za- 
szczyt, iż w początku XV w. jego mieszczańska córka, Nawojka, była pierwszą 
kobietą w Polsce, która z narażeniem życia sięgnęła po studja uniwersyteckie 
w Krakowie. 



§ 50. Mazowsze południowe. 

Na wschód od Kujaw i ziemi Łęczyckiej ciągnie się Mazowsze, które na po- 
łudniu częściowo dochodzi do Pilicy, dalej przekracza ją i dochodzi do dolnej 
Radomki. Jest to kraj równj i tylko na południowym zachodzie tworzy dalszy 




Rys. 176. Suwalskie. Balwierzyszki nad Niemnem. (Fot. P. Tow. Krajozn.). 

ciąg wyżyny Piotrkowskiej — wyniosłość Skierniewicką, słuszniej Rawską, która 
w najwyższym punkcie dochodzi do 210 m. Prawie niezauważalnie . 

ta wyniosłość przechodzi w równinę, która od południa znajduje gra- „J^fecki. 
nicę w dolinie dolnej Pilicy; tu krawędź wznosi się nad wilgotną do- 
liną na 20—25 metrów. Na zachodzie pod Łęczycą tak zaznaczona krawędź wy- 
żyny staje się mniej wyraźna pod Łowiczem, a dalej ku północy i wschodowi 
tylko doliny rzeczek nieco urozmaicają jednostajny krajobraz. 

Gleby, żyzne na równinach wynioślejszych, stają się ku wschodowi gorsze 
i nawet w wielkiej dolinie Warszawsko-Berlińskiej piaszczyste. Tak samo jak na 
Kujawach i tu cukrownictwo odgrywa poważną rolę, a technika rolna niewiele 
pozostawia do życzenia. 



■M)\ POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE. 

Gęstość zaludnienia, nie rachując Warszawy, dochodzi tu do stu mieszkań- 
ców na km. kw., w czem ludność niemiecka przekracza 6°/ , a żydowska nie do- 
chodzi 10%. Miasteczka powiatowe, obok charakteru urzędniczego i rolniczego 
na przedmieściach, wyróżniają się tu pewną zamożnością, gdyż bogata gleba 
i wielki przemysł rolny korzystnie oddziaływają na stan gospodarczy całości. 

Na południowych krańcach dawnego Mazowsza położone Brzeziny (15 tys. 
mieszkańców, w tem przeszło połowa ludności żydowskiej) są znane ze swego 
przemysłu krawieckiego. Tutejsza ludność żydowska, w znacznej 
y " większości rzemieślnicza, doprowadziła wyrób gotowej odzieży do 
tak niskich cen (chałupnictwo z niesłychanie nędznemi zarobkami), że przed woj- 
ną mogła wywozić do Warszawy i do Cesarstwa do dwóch wagonów dziennie. 
Ta ożywiona działalność rękodzielnicza Brzezin stoi w zależności od bliskiego 
sąsiedztwa Łodzi. 

Bawa (do 10 tys. mieszkańców) niegdyś była siedzibą doraźnych urzędów 
skarbowych, słuszniej funduszów wojskowych Bzeczypospolitej. 

Łowicz nad Bzurą był niegdyś stolicą księstwa, obejmującego znaczną część 

Łowickiego i Skierniewickiego powiatu. Księstwo to było własnością prymasów 

państwa, a ludność, zamożna i odwiecznie prawie nie znająca zależności osobistej, 

odznacza się pewną odrębnością zewnętrzną i przedsiębiorczością, albowiem, gdy 

inne okolice dostarczają wyrobników dla miast, Saksonji lub Ams- 
KsiGżćiki 
. '. ' ryki, to „Księstwo" wysyła swych księżaków, zasobnych w pieniądz, 

trzeźwość i zawziętą pracowitość, na Kujawy i aż hen, za Wisłę. 
Konserwatywni w ubiorze, a rzutcy w czynie, są nieświadomymi wrogami istnie- 
nia dworów, bo wytwarzają zastępy mocnych „parcelantów". Miasto Łowicz (do 
15 tys. mieszkańców) leży na przeprawie przez dość błotnistą Bzurę, oraz przy 
skrzyżowaniu kolei Bydgoskiej z Kaliską; posiada zakłady przemysłowe. Skier- 
niewice (10 tys. mieszkańców) stanowią węzeł kolejowy. 

Gostynin (do 7 tys. mieszkańców) i mało co mniej ludny Gąbin — posiadają 
duże lasy. Kutno (do 15 ty r s. mieszkańców) zaczyna w ostatnich czasach nabie- 
rać charakteru przemysłowego. Nad przeprawą przez Pilicę leży Warka (do 6 
tys. mieszk.), pamiętna za czasów najazdu szwedzkiego 1656 r. Czersk z zamczy- 
skiem, dawna siedziba książąt mazowieckich, leży na krawędzi wyżyny nad do- 
liną Wisły, która tu odsunęła się ku prawemu brzegowi, przez co pod miaste- 
czkiem rozciągają się żyzne namuły rzeczne, podległe powodziom. O pół mili 
ku północy na tej samej krawędzi miasteczko Góra Kalwarja (do 7 tys. mieszk.), 
tak samo jak i powiatowe miasteczko Grójec, są zakończeniem kolejki podja- 
zdowej. 

Cała okolica od Skierniewic do Warszawy, związana koleją z wielkiem mia- 
stem, żyje bądź stosunkami z tem miastem, bądź też posiada ogniska wielkiego 
przemysłu. To samo dotyczy i okolicy, położonej na południe od kolei aż do 
Wisły, ożywionej kolejkami dojazdowemi. 

Żyrardów z olbrzymiemi przed wojną zakładami tkackiemi — jedynemi w kra- 
ju, które przerabiały len; Pruszków, Jeziorna z papiernią i wielka ilość 
w cegielni, świadczą o rozroście wielkiego przemysłu; jednocześnie, 

wbrew warunkom higjenicznym, jednym z najgorszych w kraju, oko- 
lica ta pokrywa się mnóstwem letnisk, do czego wprost zmusza wielkie miasto. 



MAZOWSZE POŁUDNIOWE. 



305 



Warszawa leży nad Wisłą w jej biegu środkowym, między ujściami najwa- 
żniejszych dopływów: Bzury i Bugo-Narwi ze Wkrą od północy, oraz Pilicy i Wie- 
prza na południu. Cały spław z dorzecza górnej Wisły i Sanu musiał się ocie- 
rać o Warszawę. 

Tu po lewej stronie Wisły podchodzą do rzeki miejscowości stosunkowo 
suchsze, które dalej prowadzą na dział wodny Bzury-Pilicy i Warty-Pilicy. 

Ten dział wodny w obrębie wyżyny Zgierskiej i Skierniewickiej ściągał do 
siebie drogi, idące od Wrocławia i Poznania, a również dużego znaczenia szlak, 
wiodący od Bramy Morawskiej przez Częstochowę i Piotrków. Po połączeniu się 
z drogami wielkopolskiemi ten szlak przecinał Wisłę pod Warszawą, aby kiero- 
wać się przez Grodno do Wilna, gdzie — pominąwszy inne kierunki— rozwidlał się 
na Dyneburg-Psków i na Smoleńsk-Moskwę. Skrzyżowanie tego potężnego od XVI 
wiekuszlakuz od- 
wieczną drogą 
wodną — Wisłą 
było przyczyną 
znaczenia i roz 
rostu Warszawy. 

Warszawa 
Piastów dzielni- 
cowych rozwinę- 
ła się dzięki dro- 
dze wodnej, a 
więc doszła do 
znaczenia w wie- 
ku XIV i XV, t. j. 
wówczas, kiedy 
trzy połówka 
stworzyła nad- 
miary zboża, spła- 
wiane Wisłą ku 
jej ujściu. 

Po przyłą- 
czeniu Mazowsza 

do Korony (1526) miasto nie upadło, co wskazuje, że czynniki gospodarcze wię- 
cej znaczyły, aniżeli obecność dworu udzielnego księstewka. 

Kiedy za pierwszego króla z domu Wazów stanęła na porządku dziennym 
sprawa ułatwienia stosunków między trzema częściami Rzeczypospolitej— Polską, 
Litwą i Rusią, to jasną stało się rzeczą, że Kraków, jako stolica, leżał zbyt od- 
środkowo. 

Ognisko rządów i urzędów musiało leżeć w obrębie Polski etnograficznej, 
gdyż była to dzielnica najkulturalniejsza i najludniejsza, musiało też Warszawa _ 
ono znajdować się jednakowo blisko czy daleko od ziem litewskich— stolica 
to pojęcie obejmowało sobą całą Białoruś — i od ziem ruskich, czyli 
musiało leżeć na przedłużeniu linij, odgraniczających Litwę od Rusi. I w rzeczy 
samej Warszawa leży na przedłużeniu Prypeci. 





1 V t '/ 

\ł Ji 

Ł śi </ r<i±' *W§ Mar z? ■* 


"^" . . *£* a 


\ imiitnii ■■"f<MM- - 


. 





Rys. 177. Droga do Łaźniewa. (Zb. P. Tow. Krajozn). 



8EOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 



20 



306 POJEZIERZE PRUSKO-MAZOW1ECKIE. 

W państwie polsko litewsko-ruskiem położenie Warszawy J ), z punktu widze- 
nia przestrzeni, było wyraźnie odśrodkowe; inaczej się rzecz przedstawia z punktu 
widzenia zaludnienia, gdyż wielkie odległości Warszawy od Lucyna, Smoleńska, 
Putywla lub Czehrynia równoważyły się przez rzadkie zaludnienie, wówczas, gdy 
stosunkowo nieznaczne odległości Warszawy od Chojnic, Wschowy, Oświęcimia 
i Nowego Targu prowadziły przez znacznie gęściej zaludnione okolice: Warszawa 
Zygmunta III leżała prawie w środku ówczesnej ludności Rzeczypospolitej. 

Warszawa rozrosła się do znaczenia wielkiego miasta jako stolica wielkiego 
państwa— Polska Władysława IV z lennami pruskiem i kurlandzkiem mierzyła do 
miljona km 2 . Chociaż tytuł stolicy Krakowowi nie został odjęty, ale faktyczną 
siedzibą rządu i rezydencją monarchy była Warszawa. 

Warszawa po upadku państwa istniała, a później i rozwijała się jako ognisko 

obszernego przemysłu, nie tylko wielkiego, lecz i rękodzielniczego, w czem na 

małą skalę przypomina rolę Paryża. Jako potężne ognisko handlu, 

.. oraz ognisko kulturalne i stosunków towarzyskich wszystkich ziem 

dawnej Polski, Warszawa w 19 wieku przekroczyła 800 tys. mieszkań- 
ców, a wraz z ludnością gmin podmiejskich, zlewających się z Warszawą: Moko- 
towa, Brudna i Czystego przed wojną 1914 r., zbliżyła się do miljona mieszkańców. 
Takie wielkie zbiorowisko ludzkie aż do wojny było rządzone biurokratycznie bez 
żadnego samorządu. 

Dzieje odbiły się na zewnętrznym wyglądzie miasta. Dzielnica staromiejska, 
o wielopiętrowych trójokiennych domach, wspomina o czasach Wazów, i nawet 
Piastów; Krakowskie-Przedmieście z Nowym Światem aż do Łazienek, Senatorska 
i części przyległe aż do placu Krasińskich włącznie, w powyginanych ulicach 
noszą piętno końca XVIII i początków XIX wieku. Przeważna część miasta nowo- 
żytnego - to monotonne morze koszarowych kamienic, wyjąwszy jedną ulicę 
Al. Jerozolimskie, przypominającą większe miasta europejskie. Jako całość War- 
szawa jest osobliwością śród miast Europy swym prawie absolutnym brakiem 
szerokich ulic, placów i ogrodów. Cała ta nowa dzielnica nie posiada też gma- 
chów publicznych, któreby upiększały miasto, ani żadnych pomników. 

Jeżeli zewnętrznie Warszawa razi brakiem samoistnego piętna i racjonalnego 
planu rozwoju, to wewnętrznie miasto aż do wojny nie posiada urządzeń społe- 
cznych, oświatowych lub kulturalnych, które podnoszą wartość człowieka, umożli- 
wiają i uprzyjemniają mu życie, często pośrednio go uszlachetniają. Takie urzą- 
dzenia, pospolite na całym zachodzie Europy, a w ostatnich czasach nawet na pół- 
wyspie Bałkańskim, istniały i sprawnie działały przed wojną w zaborze austrjac- 
kim, a zwykle są one związane z samorządem miejskim i ze współdziałaniem 
rządu. Pewien samorząd miejski posiadała nawet Rosja, to też nic dziwnego, że 
prawie miljonowa Warszawa ze świeźemi tradycjami stolicy, ale pozbawiona na- 
wet samorządu, wegetowała w warunkach politycznie i społecznie najniezdrowszych. 

Rozpęd dziejowy wskazywał Warszawie stanowisko przewodnie dla całej 
Polski, rzeczywistość zaś doprowadzała do stopniowej utraty wpływów: sztuki 
piękne, szczególniej plastyczne, raczej w Krakowie, niż w Warszawie, zaczęły obie- 
rać siedzibę, życie naukowe i wogóle umysłowe tak rozwinęło się we Lwowie 



') Al. Janowski. O geograficznem położeniu Warszawy 1915. 



MAZOWSZE POŁUDNIOWE. 



307 



i Krakowie, że ofiarne wysiłki garści warszawskich sił zrównoważyć tego nie 
mogły; życie polityczne w Warszawie podziemnych musiało szukać kryjówek, to 
też życie społeczne w zaborze austrjackim znacznie zdrowiej i naturalniej 
się rozwijało. 

Życie gospodarcze Warszawy przy pozorach powodzenia świeciło nędznym 
szychem, gdyż tu ogniskowały się stosunki przemysłowe i kupieckie, uzależnione 
od kolosa ros} r jskiego, a to oznaczało, że wytwórca warszawski, przemysłowiec, 
rękodzielnik czy rzemieślnik, zaopatrzony w odwieczną technikę i poczucie arty- 
styczne, musiał obniżać lot i przystosowywać się do wschodniego odbiorcy, czyli 
do rynku niekulturalnego, niewybrednego i biednego. 



._-.,.. .-.,_„ 








, 








J52r ' 


soi 


a 






/ 












*■ -&&& 






1 4 






' *$Imf 










'iAiiiiiminiiif'""i 


-saJ 


P*^: 










.7%. ' 


'■* ■ 






, 















Rys. 178. Gościniec na Kurpiach. (Fot. A. Chętnika ze zb. Tow. Krajozn.). 



Ludność Warszawy (przeszło 800 tys. mieszkańców) przed wojną skła- 
dała się z 58°/ Polaków-katolików i 36% ludności żydowskiej, z której tylko 
cząstka może być uważana za polską. Parę °/ ludności rosyjskiej 
składało się z urzędników oraz garści uprzywilejowanych kupców — Warszawy, 
wojna wymiotła doszczętnie tych cudzoziemców. Z pośród dwudzie- 
stu kilku tysięcy ewangelików dziesiąta część uważała siebie za Niemców, resztę 
stanowili Polacy. 

Ponieważ Warszawa leży na wielkim niżu europejskim, dość blisko geome- 
trycznego środka Europy, mniej więcej na pół drogi między Karpatami a Bałty- 
kiem, a w razie wykończenia sieci dróg wodnych znalazłaby się w środku nie- 
zmiernie ważnej sieci dróg wodnych, tak wielce ułatwiającej życie przemysłowe, 
to niektórzy ekonomości i geografowie (jeżeli do nich zaliczyć i F. Lesseps'a) 



308 Pojezierze prusko-mazowieckie. 

rokują temu miastu fantastyczny rozrost. Rozumowanie opiera się na przykładzie 
Pesztu, gdzie znakomite położenie było umiejętnie i celowo wyzyskane przez rząd 
węgierski dla rozwoju stolicy; a jednak Peszt nie przerósł Warszawy, która 
w ostalniem osiemdziesięcioleciu rozrastała się żywiołowo raczej wbrew wysiłkom 
rządu, niż przy jego poparciu. 

Warszawa taka, jaką wytworzyła zależność od państwa rosyjskiego, była 
ogniskiem i ośrodkiem dla całego życia Królestwa Polskiego (słusznie Kongreso- 
wem zwanego), a te ześrodkowanie przechodziły w chroniczny stan wysysania 
z kraju wszelkich zasobów ludzkich i rzeczowych. Odbywało się to w sposób 
gdzie indziej nie spotykany, bo Warszawa bardziej głuszyła prowin- 
Znaczenie c ję an i£eli Paryż, Peszt lub Bukareszt. Ześrodkowani w Warszawie 
dlsTpdskT P rze dstawiciele zawodów wyzwolonych, tak zwana inteligencja (stro- 
nica 242) znajdowała się w położeniu czynnika, który doszczętnie 
był krępowany przez rząd, a jednocześnie bywał obarczony przez społeczeństwo 
nadmiernemi zadaniami i wymaganiami — dodać należy, że pracy tego czynnika 
stał wciąż na przeszkodzie obcy, wrogi a wszechwładny stan urzędniczy. 

Skutkiem wszystkich wymienionych danych, pochodzących z owej siły wyż- 
szej — braku samodzielności politycznej, przewodnie dla Królestwa znaczenie War- 
szawy było do czasu wojny dość wyraźnie ujemne, bo właśnie z Warszawy na 
prowincję promieniowały: pozorna zamożność, bezkrytyczna cześć dla teatru, po- 
wierzchowność w myślach i sądach, upodobanie do długich roztrząsań bez wy- 
niku, nieumiejętność organizowania pracy społecznej i gospodarczej, a nadewszyst- 
ko obawa czynu i wszelkiego wysiłku. 

Z tradycyj dawnych czasów samodzielności i ofiarności Warszawa czasem 
zdobywa się na sympatyczny szeroki gest, ale wówczas było to zasługą nie War- 
szawy, jako całości, ale zasługą inteligencji zawodowej, która czasami potrafiła 
Warszawie pod powiedzie, czasami narzucić czyny, przerastające jej stały prze- 
ciętny nastrój. 

Wielka wojna usunęła zmorę, ciążącą nad Warszawą, niewolę moskiewską 
z całą zgnilizną, szerzoną przez wpływy carosławia. Zjawił się samorząd. Nade- 
wszystko Warszawa stała się stolicą państwa dość poważnego, a przez to musi 
stać się przewodnikiem wpływów zachodnioeuropejskich. Czas pokaże, w jakiej 
mierze Warszawa potrafi skorzystać z okoliczności i być wyrazem cywilizacji 
współczesnej. Wystarczyło parę lat od ustąpienia moskali, aby Warszawa doko- 
nała bardzo wielkich postępów w zakresie szkolnictwa i opieki społecznej, w czem 
jednak więcej było zasługi rządu, niż samorządu. 

§ 51. Mazowsze prawobrzeżne. 

Na wschód nad Skrwą leży Mazowsze prawobrzeżne — płaska ziemica, a że 

w okolicach żyźniejszych nad Wisłą lasy znikły — ledwo 4 do 6 pro- 
Mazowsze ,. . , . . „, , . , . . 

. cent powszechnie wynoszą — więc jednostajnosc krajobrazu staje się 

nużąca. Nad dopływami Narwi istnieją lasy rządowe, stanowiące 

t. z w. Puszczę, zwaną pospolicie Kurpiami J )— jest to dalszy ciąg puszczy Jańsbor- 

') L. Krzywicki. Kurpie. (Bibl. Warszawska. 1892). 
Chętnik. Z Puszczy Kurpiowskiej. Ziemia (1914). 



MAZOWSZE PRAWOBRZEŻNE. 



309 



skiej. Jest to wyjątkowa na Mazowszu okolica, gdzie las krajobrazowo i gospo- 
darczo odgrywa pewną rolę. 

Gleby *) na calem prawobrzeżnem Mazowszu tak się rozkładają, że miejsco- 
wościom niższym naogół odpowiadają piaski, w najlepszym razie szczerki; rzadkim, 
jeszcze źle zbadanym wałom moren czołowych — gleby piaszczyste i kamieniste; 
równinom wynioślejszym odpowiadają bielice (gleby tam dość cenione) lub czer- 
wone gliny piaszczyste, po obu zaś stronach Łydyni aż do rz. Orzyca, słabo wy- 
niesione równiny pokryte są ciężkiemi w obrobieniu, lecz bardzo rodzajnemi iła- 
mi i glinami. 

Bogactw kopalnych właściwie niema, jeżeli nie wspominać o torfie i glinie; 
dawniejsze wydobycie bursztynu w puszczy Kurpiowskiej już od lat osiemdzie- 




Rys. 179. Rzeka Łydynia w okolicach Ciechanowa. 
(Fot. S. Maciejowskiego, P. Tow. Krajozn.). 



sięciu zostało zarzucone, a przypadkowe drobne przedsiębiorstwa nie oznaczają 
stałego przemysłu. 

Gęstość zaludnienia naogół jest znaczniejsza niż na sąsiedniem pojezierzu; 
na północy, gdzie gleby gorsze i więcej lasów, nie przekracza 54 — 56 na km. kw., 
ku południowi wzrasta, i nad Wisłą, oraz nad Bugiem waha się od 
75 do 90 na km. kw. Im bliżej Płocka, tem zaludnienie gęściejsze. „ zowszu 
Rdzenna ludność polska w Mławskiem i Koleńskiem przekracza 86°/ , 
w innych zaś opada aż do 74°/ . W Płockiem domieszka ludności niemieckiej, 



l ) St. Miklaszewski. Gleby ziem polskich. 1912. 



310 



POJEZIERZE PRUSKO- MAZOWIE( KIK. 



przeciętnie dochodząca 2,3%, w Łomżyńskiem nie dochodzi 1%, wówczas gdy lu- 
dność żydowska wynosi 10,5% oraz 15—16%. Jak w Wielkopolsce, na Kuja- 
wach, lub w ziemi Dobrzyńskiej, tak i tu większy odsetek Niemców idzie rów- 
nolegle do mniejszego odsetku ludności żydowskiej. 

Brak przemysłu, któryby mógł pochłonąć przyrost naturalny, sprawia, że 
ludność musiała się trzymać rolnictwa, to też oddawna zaczęła wychodzić na za- 
robki, a niekiedy i na zawsze opuszczać kraj. Było to w drugiej połowie XIX 
wieku wskrzeszenie dawnej tradycji mazowieckiej, gdyż Mazurzy, razem z Wiel- 
kopolanami od niepamiętnych czasów byli dobrym materjałem osadniczym; oni 
to, pomimo swego parcia ku północy i północo-wschodowi — zupełne zajęcie zie- 
mi Jadźwingów — najpierwsi szli na Ruś Halicką, a później osadzili step na Ukrai- 
nie i na Pobereżu. Dość znaczna ruchliwość idzie społem z zatarciem dawnych 

śladów swojskości, 
co się w tem wy- 
raża, że poza lasa- 
mi na Kurpiach 
o stroju ludowym 
właściwie niema 
co mówić. 

Obok złych 
stron, wychodztwo 
zarobkowe ma tę 
stronę dodatnią, że 
zarobki pozwalają 
wyżyć ludności 
małorolnej i czę- 
ściowo bezrolnej, 
a również wzma- 
gają się oszczędno- 
ści w kraju, co po- 
ciąga za sobą inne 
zjawisko, a miano- 
Wychodztwo wicie zarobki na Sasach i w Ameryce umożliwiły parcelację mają- 

zarobkowe tków większych, i obecnie na Mazowszu większa własność już świeci 
z Mazowsza. . , . . . , , . . J 

znacznemi szczerbami i, jak wszędzie w kraju, liczebnie i społecznie 

wzmaga się żywioł włościański. 

Żywioł małomiasteczkowy katolicki na zachodzie jest liczniejszy od żydow- 
skiego, na wschodzie zaś żydowski jest półtora raza liczniejszy; w skupieniach 
zaś wogóle nieco większych żywioł żydowski jest o 12—14% liczniejszy od reszty 
ludności miejskiej, co razem z nieznacznym przemysłem fabrycznym świadczy 
o wielce zacofanych warunkach społeczno-gospodarczych. 

Większe skupienia ludzkie od czasów przeddziejowych ciągnęły się szere- 
giem nad Wisłą lub w jej pobliżu, gdzie dawne grody powstawały przeważnie 
na miejscach, od natury obronnych, a jednocześnie mających ułatwiony dostęp 
z głębi kraju. Zaczynając od ziemi Chełmińskiej, widzimy Toruń, Dobrzyń nad 




Rys. 180. Płock. Widok Tumskiej Góry. 



MAZOWSZE PRAWOBRZEŻNE. 31 1 

Wisłą, Płock, Wyszogród, Czerwińsk i Zakroczym. Połączenie tych grodów dro- 
gą między sobą i nieco w głąb kraju wytworzyło o parę mil nowy szereg gro- 
dów, których liczne pozostałości, t. zw. okopy szwedzkie, świadczą o względnie 
dawnem i gestem zaludnieniu tych okolic. W XII stuleciu nastąpiło posunięcie 
całej ściany grodów w stronę słabiej zaludnionych okolic, przyczem ta fala osa- 
dnictwa znacznie wydłużyła się w stronę Narwi, a w XIV w. Rypin, Kuczbork, 
Mława i Przasnysz doszły do znaczenia; ostatnie miasteczka powstały nad dzisiej- 
szą granicą. Stopniowe przesuwanie grodów tworzyło i drogi między niemi, które 
chociaż przecinały wpoprzek cały szereg dopływów Wisły i Narwi, jednak można 
odnaleźć pewien związek między drogami i kierunkiem wałów morenowych. 
Środek zachodniego Mazowsza płaski i błotnisty nad Wkrą (Bieżuń, Radzanów) 
był pewną zawadą w osadnictwie. 

Najnowsze czasy nie przyniosły w dostatecznej mierze czynnika, rozstrzyga- 
jącego o dzisiejszym rozwoju gospodarczym, t. j. kolei żelaznych. Cała ziemia 
Dobrzyńska nie posiadała przed wojną kolei, a zachodnie Mazowsze od Bugu aż 
do pruskiej granicy, tylko koło Mławy jest przecięte torem kolei, mało co prze- 
kraczającym jedenaście mil. Nawet długość dróg bitych jest tu zna- 
cznie skromniejsza, niż w okolicach przemysłowych. Z dróg wodnych m 
Wisła, dotykająca od południa zachodniego Mazowsza, jest najwa- 
żniejsza, wówczas gdy Narew zupełnie tylko przypadkowo służy do spławu, a Wkra, 
Orzyc i Omulew prawie wcale nie są wyzyskane. Wprawdzie Narew jakoby jest 
połączona kanałem Augustowskim z Niemnem, ale to nie posiada poważniejszego 
znaczenia. 

Najstarożytniejszą, a dzisiaj najludniejszą miejscowością jest Płock, który, 
zdaniem M. Wawrzenieckiego, tak samo jak Dobrzyń i tyle innych wynioślej- 
szych miejscowości nad Wisłą, był bodaj że już w czasach neolitu odwieczną 
siedzibą człowieka. 

W chwili gdy Piastowicze sięgnęli po Mazowsze, Płock musiał być grodem 
poważnym (nazwa wskazuje na „płoty", „oplecenie", to samo co Grodziec lub 
Tyniec) i stał się podstawą dalszego rozpostarcia państwowości wzdłuż Wisły, 
a w głąb kraju daleko wolniejszego. Płock był jednym z najpierw- 
szych grodów, który otrzymał biskupstwo. Na jego znaczenie i za- 
razem na późniejsze tu wprowadzenie chrześcijaństwa wskazuje fakt, że tu Ma- 
sław chciał zbudować ostoję dla dawnych warunków społecznych i dla dawnych 
bogów. 

Gdy Władysław Herman, łaską możnowładców wprowadzony na tron, wo- 
lał unikać Krakowa, świadka upokorzenia majestatu monarszego, to wybór jego 
padł nie na Wielkopolskę, lecz na gród mazowiecki, który przez to stał się obo- 
zowiskiem sił zbrojnych, raz wraz wysyłanych przeciw pobliskim Prusom i nie- 
zbyt dalekiemu Pomorzu. 

Katedra, sięgająca swym początkiem ostatnich lat Krzywoustego, jak również 
sięgający XII wieku klasztor w Czerwińsku świadczą nie tylko o staraniach 
władców kraju, lecz również i o pewnem zagęszczeniu ludności, oraz o rolnictwie 
i wogóle o dość wysokim poziomie kultury. Miasto później w XIV w. posiadło 
mury gotyckie, było miejscem ładowania zboża dla okolicy, wzrastało i upadało 
razem z państwem polskiem. Obecnie, pomimo niezłych warunków geograficznych, 



312 



POJEZIERZE PRUSKO-MAZOW1ECKIE. 



jak: zdrowe położenie, wielka rzeka i pomimo zbyt gęstej w całej okolicy ludno- 
ści na roli, brak kolei i z tem związany brak przemysłu sprawia, że jest to ciche 
miasto, siedziba urzędów gubernjalnych o przeszło 30 tys. mieszkańców (w czem 
54°/ ludności rdzennej). 

Miasteczka mazowieckie posiadają żywioł drobnych mieszczan — przeważnie 
rolników i częściowe rzemieślników. Ten żywioł, tak samo tu na 
Mazowszu jak i w całej Polsce etnograficznej, jest mniej przedsię- 
na Mazowszu biorcz y od ludności chłopskiej i w walce o byt stopniowo a stale 
cofał się przed żywiołem żydowskim i niemieckim. To też miastecz- 
ka ledwie wegetują, a ponad inne wyrosły nieco tylko te, które stały się sie- 
dzibą urzędów powiatowych, jak Sierpc, Płońsk lub Przasnysz. 

Ciechanów (9 tys. mieszkańców) i Mława (17 tys. mieszkańców), jako leżące 
przy kolei żelaznej, dźwignęły się nieco samodzielniej. Pierwszy nieco z powodu 

przemysłu, drugi jako 
poważna nadgraniczna 
stacja handlowa. 

W części wscho- 
dniej, w Łomżyńskiem 
ludność miast swą małą 
ruchliwością jeszcze 
mniej nadaje się do na- 
zwy mieszczan w euro- 
pejskiem pojęciu tego 
wyrazu. 

Jeżeli na calem Ma- 
zowszu spotykamy dro- 
bną szlachtę, również 
i na południe od Bugu, 
to najwięcej jej mieszka 
w dorzeczu Narwi. 
Dziwny to żywioł spo- 
łeczny: wysokiego o so- 
bie mniemania, a gospodarczo czasami chłopom ustępuje, w miasteczkach często 
jest ruchliwszym żywiołem od mieszczan, przezywanych lekceważąco łukami lub 
gulonami, a nadewszystko garnie się do zawodów wyzwolonych, gdzie 
szybko staje przy zdrowszych tradycjach, wyrobionych w ciągu 
ostatnich trzech — czterech stuleci. Żywioł, lekceważony za czasów 
Stanisława Augusta, wkrótce jako niezmiernie cenny materjał do konnicy okazał 
ukryte zasoby energji i poczucia obowiązku, tak samo nad swą rodzinną Narwią 
w 1794 r., jak później w wąwozach Samosierry i na polach Moźajska. 

Łomża (27 tys. mieszkańców) — typowe miasto gubernjalne pomimo pewnej 
starożytności, senny wiedzie żywot. Powiatowe miasta swój najświeższy rozwój 
zawdzięczały obecności załóg wojskowych, które tu były nagroma- 
nad Narwią dzone z powodu nadnarwiaóskiej linji obronnej i licznych kolei stra- 
tegicznych. Ostrołęka (11 tys. mieszkańców), pamiętna nieudolnością 
wodza i dzielnością wojska w 1831 r., leży w miejscu przeprawy przez Narew. 




Rys. 181. Ciechanów. Grodzisko i kościół gotycki. 



Drobna 
szlachta. 



WYŻYNA ŁUKOWSKA I PODLASKA. 



313 



naprzeciw ujścia Omulewa. Pułtusk (15 tys. mieszkańców), który położeniem nad 
Narwią panuje nad drogami i ujściem Orzyca, pamiętny za „pierwszych Francu- 
zów", razem z Serockiem, leżącym przy połączeniu Bugu z Narwią, są uzupeł- 
nieniem Modlina, panującego nad Wisłą, Bugo-Narwią i ujściem Wkry. 

Wbrew podaniu, przypisującemu Napoleonowi zrozumienie, czem jest Mo- 
dlin z całą linją Narwi, wojskowe znaczenie tych okolic było doskonale pojmo- 
wane i wyzyskane za Jana Kazimierza przeciw Szwedom i w powstaniu Ko- 
ściuszkowskiem przeciw Prusom — fatalnie natomiast było pominięte w roku 1831, 
a świetnie wyzyskane w sierpniu 1920 roku. 




Rys. 182. Krajobraz podlaski zimą. (Zb. P. Tow. Kr.). 



§ 52. Wyżyna Łukowska i Podlaska. 



Na wschód od środkowej Wisły kraj, objęty łukiem dolnego Bugu, od po- 
łudnia zaś ograniczony doliną dolnego Wieprza i Tyśmienicy, stanowi nabrzmia- 
łość powierzchni, dochodzącą do 220 m. nad poz. morza. Gdy naogół równiny, 
towarzyszące Wiśle, mało co się nad 100 m. wychylają, to większa część tego 

wzniesienia Łukowsko-Podlaskiego sięga 150—200 metrów. Łagodne 

Wzniesienie 
spadki powodują w wielu miejscach zabagnienie, które często towa- Łukowskie 

rzyszy rzekom, odwadniającym to wzniesienie. Ku zachodowi Świ- 
der przepływa przez okolice stosunkowo suchsze, ku północy Liw, którego gór- 
ny bieg miał być granicą między Mazurami i Jadźwingami, ku wschodowi Krzna 
wlewa swe wody nieco na północ od ujścia Muchawca. 



31 4 1'OJEZIERZE PRUSKO MAZOWIECKIE. 

Od Tyśmienicy, dopływu Wieprza, do Krzny ciągnie się zabagniony pas, 
jedna z wielkich pradolin, która na południowym wschodzie odcina nieco suchszy 
szmat kraju. Ten zakątek niezauważalnie pochyla się ku Bugowi i pasowi błot, 
ograniczających od południa wzniesienie Łukowsko-Podlaskie, a ciągnących się 
od górnej Tyśmienicy na wschód w stronę Włodawy; chociaż te miejsca leżą na 
lewej stronie Bugu, to jednak posiadają dość płytkie jeziora, które są uważane 
za dalszy ciąg Polesia. 

Jakkolwiek na wyniesionych równinach gleba jest dość żyzna, gdyż tu wy- 
stępują gliny lub bielice, jednak naogół w dolinach i często w ich sąsiedztwie 
spotykają się ziemie o złym odpływie wód, a nawet i piaski. Około V 5 powierz- 
chni pokrywają lasy, a dosyć dużo gleby gorszej wzięto pod pług. Gęstość za- 
ludnienia utrzymuje się większa w okolicach żyźniejszych. Ważniejszym od gle- 
by czynnikiem jest tu bliskość Wisły, wzdłuż której od 1878 r. ciągnie się tor 
kolejowy, oraz duży wpływ wywiera bliskość Warszawy. Na zachodzie omawia- 
nej krainy gęstość waha się od 80 do 90, wówczas gdy nad Bugiem opada do 
56 na km. kw. 

Skład ludności wykazuje na zachodzie rdzenną ludność polską, dochodzącą 
aż do 86°/ , na wschodzie zaś, w Bialskiem i Włodawskiem ta ludność, zdaniem 
wrogiej nam statystyki rosyjskiej, opadała poniżej połowy zaludnienia 
Pódl ' (34°/ i 22°/ J ). Domieszka ludności żydowskiej dochodzi do 16°/ , 
i tylko na wschodzie ten odsetek znacznie jest wyższy od prze- 
ciętnej, np. w Bialskiem przekracza 21°/ . Wojna wyprzątnęła Rosjan z ich ka- 
towaniem byłych unitów i kraj wykazał swoją polskość niezaprzeczalną. 

Drogi wodne istnieją tu na granicy omawianego wzniesienia, a mianowicie 1 

Bug i Wisła— są to drogi od natury dobre, lecz nie uporządkowane. Ilość dróg 

bitych odpowiada przeciętnej dla Królestwa, a ilość kolei, dzięki 

. . J ?. względom wojskowym, dotyczącym Dęblina, Warszawy, Modlina, 

Brześcia, a pośrednio i linji Narwi — istnieje połączenie przez Łuków 

z Lublinem — jest większa, niż gdziekolwiek w Królestwie. 

Kierunek ze wschodu na zachód, idący mniej więcej działem wodnym Bugu 
i Wieprza, był osią gospodarczą tej ziemi, tu też ukończono jeden z pierwszych 
gościńców bitych w kraju (1822), tu, od strony Brześcia (w latach 1794 i 1831) 
skierowywała się działalność wojskowa, tu też ukończono jedną z najważniej- 
szych u nas kolei — t. zw. Terespolską. W tej stronie też leżą miejscowości pa- 
miętne w dziejach, jak Grochów (1656 i 1831), Kobyłka, Wawer, Dembe, Miłosna, 
łganie, Kołbiel, Wiązownia. 

Od zachodu okolica pozostaje pod potężnym wpływem Warszawy, tak samo 
wzdłuż kolei Nadwiślańskiej, jak i dawnej Terespolskiej i Petersburskiej. Prze- 
mysł zaczyna powstawać zależnie od Warszawy, której część, położona na pra- 
wym brzegu Wisły — przedmieście Praga, stanowi olbrzymi węzeł kolejowy; te 
warunki stworzyły również i podmiejsko-przemysłową dzielnicę Warszawy. 

Otwock (11 tys. mieszkańców) jest wytworem wielkomiejskim, Kałuszyn 
(10 tys. mieszkańców, w czem 84°/ Żydów) jest miasteczkiem dawnego typu, 



') Liczby te, niezbyt pewne przed wojną, po wojnie muszą ulec znacznej poprawie na 
rzecz polskości. 



WYŻYNA ŁUKOWSKA I PODLASKA. 315 

dopiero nieco dalej od Warszawy rozpoczynają się skupienia poważniejsze, co 
się stosuje i do okolic, leżących nad Wisłą, gdzie w okolicach Garwolina huta 
szklana miała lata swego rozkwitu. 

W miejscowości, gdzie przeprawa z Kozienic najłatwiej mogła być uskute- 
czniona przez Wisłę, po prawej stronie leży Podzamcze, posiadające największe 
w kraju szkółki drzew leśnych, parkowych i ogrodowych. Te miejsca leżą śród 
bagnistych łąk. Suchsze, nieco wyżej wyniesione pola Podzamcza i Oronnego 
były w 1794 r. miejscem ostatniego wystąpienia Kościuszki (t. z w. bitwa pod Ma- 
ciejowicami). 

Wszystkie miasta, jak Łuków, leżący prawie w środku wzniesienia (10 tys. 
mieszkańców), Radzyń, położony nad obniżeniem między Krzną a Tyśmienicą, 
Biała (Radziwiłowska, Podlaska), licząca do 14 tys. mieszkańców, Sokołów, Wę- 
grów, Włodawa, są to tylko miasta powiatowe, liczące 10—11 tys. mieszkańców, 
typem zaś handlowym jest Międzyrzecz (do 13 tys. mieszkańców), 
gdzie ludność żydowska przekracza 3 / 4 ogólnej liczby. Jest to jak siedleckiem 
gdyby typowym stosunkiem, że gdy na lewym brzegu Wisły w mia- 
stach ludność żydowska przeważnie waha się koło 46°/ lub niżej, to na prawym 
brzegu wzrasta odsetkowo bardzo znacznie, szczególniej w okolicach, gdzie Ru- 
sini stanowią poważną domieszkę lub nawet przeważają. 

Siedlce, do niedawna miasto gubernjalne — dość wyraźnie urzędnicze, cha- 
rakteru przemysłowego nie posiada. 



Między Narwią, Biebrzą, kanałem Augustowskim, Niemnem, rzeką Świętą, 
Słuczą, puszczą Białowieską, rz. Leśną i Bugiem wznosi się kraina słabo uroz- 
maicona, a że jej wschodnia część jest etnograficznie dalszym ciągiem Podlasia, 
przeto W. Nałkowski nazwał ją Międzyrzeczem Podlaskiem. Kraina na zacho- 
dzie niska i płaska, wznosi się ku wschodowi, wahając się od 150 do 
200 metrów nad poz. morza; tylko część północna, między Narwią p dl kp 
a Niemnem, kilkunastoma pagórkami przekracza poza 200 metrów. 
Pod względem postaci powierzchni i warunków gleby, jest to dalszy ciąg Ma- 
zowsza. Stosunki społeczne o tyle się wyróżniają, że drobna szlachta nigdzie 
w Polsce tak gęsto się nie spotyka jak tu 

Dział wodny między Narwią a Bugiem dawał zawsze znakomite warunki dla 
przeprowadzenia dróg w stronę Grodna i Wilna, jednak ta droga mało wpływała 
na podniesienie okolicy i stworzenie miast. Obecnie przebiega tędy kolej, dawniej 
zwana petersburską, i odchodzą odnogi: ku północy (kolej Nadnarwiańska) i ku 
południowi od Małkini. Jest to może najobficiej w Królestwie uposażony w ko- 
leje szmat kraju, w którym ogólny wyraz stosunków społecznych dość zacofanych 
dziwnie odbija się od obfitości połączeń kolejowych. 

Ku wschodowi ludność mazurska przechodzi w Podlasiaków — ludność o ję- 
zyku ruskim, przepełnionym wpływami języka polskiego, co odpowiada i pocho- 
dzeniu szczepowemu, gdyż są oni mieszaniną Mazurów, Rusinów i po- 
dobno resztek Jaćwieży. Gęstość zaludnienia na zachodzie nie do- y ' 
chodzi 70 mieszkańców na km. kw., a na wschodzie waha się koło 55 — 60. Na 
północnym wschodzie, pomijając miasto Białystok, o przewadze ludności żydów- 



316 



POJEZIERZE PRUSKO-MAZOWIECKIE. 



skiej, istnieje poważna domieszka Białorusinów, a skład etnograficzny już zaczy- 
na budzić wątpliwości, gdyż obok licznego żywiołu drobnej szlachty, żywiołu 
niezaprzeczalnie polskiego, istnieją tam włościanie-katolicy, bądź Białorusini, bądź 
Polacy, czasami dwujęzyczni. Żywioł polski stanowi tam co najmniej 2 / 3 ludności. 
Na wschodzie wieś Białowieża w środku puszczy Białowieskiej i Świsłockiej, 
na dziale wodnym Niemna i Wisły, otoczona jest potężnym lasem (przeszło 1000 
km. kw.) — z tych lasów wypływa Narew. Śród ożywionych stosunków polsko- 
litewskich ten zakątek wciąż pozostawał na uboczu, wciąż był ostępem leśnym, 
gdzie królowie opiekowali się żubrami, to też tu w stanie na pół dzikim żubr 
wciąż się utrzymywał aż do wielkiej wojny. Był to zarazem na wielką skalę 
utrzymany zwierzyniec myśliwski. 




Rjs. 183. Grodzisko pod Tykocinem. (Fot. M. Wisznickiego ze zbiorów P. T. Kr.). 



Poza miastami o charakterze urzędniczym (Ostrów, Wysokie Mazowieckie, 
lub Bielsk) z miejscowości nieco bardziej zaludnionych należy wymienić Biały- 
stok (do 90 tys. mieszkańców), który rozwinął się początkowo dość sztucznie: 
kiedy od r. 1833 zaczęto od sukna, idącego z Królestwa, pobierać cło tak wyso- 
kie, że czyniło ono wywóz do Cesarstwa niemożliwym, wówczas część fabrykan- 
tów zwinęła swe zakłady w Królestwie i przeniosła je poza granicę, 
Białystok. a j e w mo 2ij we j bliskości od niej. Miasteczko Białystok, jako leżące 
na trakcie petersburskim, wydało się odpowiedniem. Tak powstały przemysł 
przetrwał zniesienie granicy celnej (1850 r.), a w siódmem dziesięcioleciu kolej 
od Prostek do Brześcia skrzyżowała się tu z koleją Petersburską, wzmacniając 
handlowe znaczenie Białegostoku. 



WYŻYNA ŁUKOWSKA I PODLASKA. Ml 

Nur i Drohiczyn — miasteczka nad Bugiem, są zapewne najstarożytniejszemi 
miejscowościami w tej krainie. 



Na wschód od Międzyrzecza Podlaskiego ciągnie się do Niemna, Szczary 
i kanału Królewskiego falista wyżyna Wołkowyska. Średnie wyniesienie nad poz. 
morza wynosi 200 m., przyczem najwyższe punkty przekraczają 250 m. Gleby 
przeważnie średnie, a ponieważ nie brak i gorszych, to też lasów tu więcej niż 
w Królestwie, a rolnictwo, w technice niewyszukane, niewiele wyży- 

Wvivn3 

wia ludności, gdyż gęstość tu wynosi ledwie 42 na km. kw. Skład w łk k , 
etnograficzny wskazuje na późne zaludnienie: na południowym za- 
chodzie Rusini, sięgający aż do Białowieży, na południowym wschodzie ich od- 
miana, Poleszucy, wówczas gdy resztę kraju zajmują Białorusini, a wśród nich 
dość nielicznie rozrzuceni Polacy, którzy jakoby stanowią tylko kilka odsetków, 
oraz Żydzi, przekraczający 17°/ . 

W kraju dość błotnistym można mówić raczej o dostatecznej sieci kolei że- 
laznych, niż dróg bitych i w rzeczy samej, oprócz szlaku, idącego prawie po 
granicy, między wyżyną Wołkowyska (Brześć-Białystok) a Międzyrzeczem Podia- 
skiem, są to koleje Poleskie, oraz kolej Siedlecko-Bołogowska. Jeżeli ta ostatnia 
jest wynikiem wymagań strategicznych zupełnie nowożytnych i zwalczała napoty- 
kane przeszkody naturalne, mając na celu jedynie wojskowo potrzebny kierunek, 
to koleje Poleskie— odwrotnie- dostosowywują się do południowych rozpłaszczeń 
wyżyny Nowogródzkiej i usuwają się od krawędzi błot poleskich, — czyli, że ten 
szlak kolejowy szedł śladami, oddawna utorowanemi przez drogi wozowe. 

Na południowo-zachodnim krańcu omawianej wyżyny leży nad Bugiem, mię- 
dzy ujściem Leśnej i Muchawca, Brześć Litewski. Miejscowość oddawna obron- 
na swem położeniem śród wód, posiadała znaczenie dla dróg lądo- 
wych jako punkt, leżący na zachód od błot Polesia, a na wschód od Litewski 
Bugu. To też osadnictwo tu już w XII wieku ugruntowało się, a pó- 
źniej, jako najważniejsze miasto Polesia, nie było pozbawione i znaczenia handlo- 
wego. W czasach porozbiorowych położenie to pod względem wojskowym trzy- 
ma w swem ręku drogi, zbiegające się z północy i południa błot poleskich; gdy 
Królestwo było unją osobistą złączone z Rosją, to położenie nabrało znaczenia 
i Brześć został twierdzą pierwszorzędną, którą do czasów wojny 1914 r. pozosta- 
wał. Węzłowa stacja kolejowa posiada w pięciu kierunkach zbiegające się tory: 
1) w stronę Warszawy, 2) Białegostoku (Królewca oraz Wilna-Petersburga), 3) Ho- 
mla i Moskwy, 4) Chełmu i 5) w stronę Kijowa i Odesy. Te koleje sprawiły, że 
Brześć posiada znaczenie handlowe i przez to doszedł do 60 tys. mieszkańców. 
Reszta miasteczek niewielkie posiada znaczenie. Na szlaku, skierowanym na 
wschód, leży Kobryń (7 tys. mieszkańców), a niedaleko od niego Krupczyce, pa- 
miętne klęską Sierakowskiego w 1794 r. W bliskości leżą Siechnowicze, rodzin- 
na wieś Kościuszków. 



XIII. MAŁOPOLSKA 



§ 53. Karpaty Zachodnie. 

Za rzeką Białką na wschód ciągnie się ten sam fliszowy Beskid, co i na 
Śląsku Cieszyńskim; od północy przylega do niego kotlina Oświęcimsko-Krakow- 
ska. Jest to nizinka, od północo-zachodu granicząca z obniżoną wyżyną Śląską, 
od zachodu przechodząca niezauważalnie w dolinę górnej Odry, od południa gra- 
nicząca z podgórzem Beskidu, od północo-wschodu zaś z wyżyną Srodkowo-pol- 
ską. Linja, zaznaczająca mniej więcej 300 m. wyniesienia nad poziom morza, 
dobrze odgranicza omawianą nizinę od północy, od wschodu zaś raczej linja 
250 metrów. 

Od wschodu, gdzie wyżyna Środkowo-polska podaje rękę Beskidowi, przed 
samem zwężeniem kotliny między Wisłą i Budawą występuje wydłużona wysepka 
górska, złożona ze skał wapiennych, a przykryta glinką nawianą, Wisła, częścio- 
wo jeszcze o kierunku północnym, a później i wschodnim, Białka, dolny bieg 
Soły i Skawy, — wszystkie te rzeki po znacznym spadku koryta w górach i na 
podgórzu wpływają na równinę o słabej pochyłości, w następstwie posiadają wiel- 
ką ilość wężownic (meandrów), a przez to i gleba nad Wisłą oraz nad dolnemi 
częściami jej dopływów posiada często nadmiar wilgoci. Warunki fizyczne tu 
nie były przychylne dla lasów, to też w wiekach średnich i w początku XVI w. 
tu, tak samo jak w Pszczyńskiem i Bybnickiem, rozwinęło się na wielką skalę 
gospodarstwo stawowe. 

Drogi oprócz szlaku, omijającego tę nizinę po podgórzu, idącego od Cieszy- 
na przez Kęty, a po przecięciu Soły do Wadowic i Kalwarji, kierowały się wzdłuż 
Wisły. Nie były one zbyt wygodne, bo musiały przecinać dopływy Wisły w jej 
pobliżu, to też co do zaludnienia miejscowości zbyt poważne nie wytworzyły się. 
Szlak bardzo dawnego połączenia Odry z Krakowem szedł od dolnej Piotrówki, 
Olszy, działem wodnym tak bardzo tu niskim, dalej wzdłuż Wisły, 
Drogi przyczem ta droga, krzyżując się z wygięciem Wisły, stworzyła w wie- 
Karnat kach średnich miejscowość Strumień. Dalej ku wschodowi, ciągnąc 
się śród błot i nieskończonego mnóstwa stawów, droga ta przecinała 
dolny bieg Soły o parę km. od Wisły i tu człowiek, korzystając z jakiego takie- 
go wyniesienia, stworzył na prawym brzegu Soły Oświęcim. Ten sam szlak, zdą- 
żając na wschód, przy przecięciu z dolnym biegiem Skawy, w takiej samej od 
Wisły odległości jak Oświęcim— powołał do życia Zator. 



KARPATY ZACHODNIE. 319 

Jeżeli Śląsk razem z ziemią Opolską nie miał granic naturalnych od połu- 
dnia i południo-wschodu, to człowiek, opanowując krainę, rozpościerał się prze- 
ważnie wzdłuż rzek, a czasem i dróg innej natury, nic też dziwnego, że Olszą 
posunął się do działu wodnego Odrzańsko- Dunajowego i przekroczył go, zaludnia- 
jąc okolice Czacy nad górną Kisuczą żywiołem polskim. Dalej w Beskidzie po- 
suwanie się w górę rzeki po lewej stronie Olszy, a również na wschód, było zna- 
cznie trudniejsze. Tu fala osadnictwa i plemienne poczucie łączności, posuwając 
się w Beskidach na wschód, mogły na podgórzu i nad górną Wisłą dojść nieco 
dalej, aniżeli w górach, bo do rzeki Białki. To się dokonało wzdłuż wyżej wspo- 
mnianego szlaku podgórskiego. 

Ten szlak Sląsko-krakowski był odwiecznie ważny, bo od r. 997 łączył 
Wielkopolskę z coraz bardziej wzrastającem w znaczeniu górnem Powiślem; a ja- 
ko idący od Śląska, a więc pośrednio od Wielkopolski, mógł okolice, leżące mię- 
dzy Krakowem a Odrą, wprowadzić w żywsze zetknięcie ze Śląskiem, aniżeli 
z Krakowem. W ten sposób wbrew etnograficznym, słuszniej szczepowym podo- 
bieństwom i różnicom porzecze górnej Wisły z Zatorem przypadło do Śląska, 
stanowiąc później część księstwa Cieszyńskiego. 

To wyjaśnia, dlaczego droga — zresztą dość uciążliwa, bo przez błota nad 
Wisłą prowadząca — pozwoliła w XII wieku Śląskowi tak daleko sięgnąć na 
wschód, iż granica znajdowała się ledwie o pięć mil od bram Krakowa, wówczas 
gdy równocześnie miejscowości, leżące w górach znacznie dalej na południu, sta- 
nowiły część Małopolski. 

W czasach najnowsz} r ch skrzyżowanie szlaku kolejowego, idącego z zacho- 
du na wschód od Bramy Morawskiej na Kraków, Lwów i Podwołoczyska ze 
szlakiem bardziej miejscowego znaczenia, idącym z północy od Pszczyny przez 
Białą, Żywiec i Zwardoń w dolinę Wagu, stworzyła węzłową stację Dziedzice. 

Dzisiaj nizina Oświęcimska na 500 km. kw. powierzchni, posiada 80 tys. 
mieszkańców, jednakże gęstość nie wszędzie jednakowa. Część zachodnia przy 
94 mieszkańcach, na km. kw. jest dość gęsto zaludniona, jeżeli zważymy, że wiele 
ziemi jest pod stawami; ku wschodowi zaś coraz częściej występują ziemie suchsze 
i żyźniejsze, to sprawia, że w okolicach Tyńca dochodzi 2(50 mieszkańców na 
km. kw., w czem trudno nie dostrzegać wpływu wielkiego miasta Krakowa. 

Cała ta okolica odznacza się wielkiem urozmaiceniem budowy geologicznej, 
przyczem we wschodniej części z pośród wyraźnych napływów rzecznych wystę- 
pują wyspowo skały wapienne, które w rzeczy samej są oderwanemi częściami 
wyżyny Środkowo -polskiej. 

Na wschód od Śląska Cieszyńskiego, a na południe od niziny Nadwiślań- 
skiej (Górno-polskiej) ciągnie się górzysta część Małopolski (patrz § 3). W gó- 
rach człowiek zamieszkał przedewszystkiem doliny, a później stopniowo, gdy 
wioski w XIX wieku zaczęły się czasami zrastać jedna z drugą, stanowiąc dwu 
i trzy milowe prawie nieprzerywane łańcuchy domostw wzdłuż rzek, dopiero 
wówczas góral zaczął piąć się po zboczach, a zrzadka i na grzbietach pokazały 
się chałupy. 

Podgórze niewiele dziś posiada lasów, bo glinka nawiana, choć gorsza, niż 
leżąca bardziej ku północy, zachęca do rolnictwa, tu człowiek z łatwością opa- 
nował stoki i grzbiety, które są tak łagodne, że czasem ledwie zauważalne. 



320 MAŁOPOLSKA. 

Dolin człowiek musiał narazie częściowo unikać, bo rzeki, płynące w podgórzu, 
zjawiają się w swym dolnym biegu rozszerzone i taka rzeka czasem przerzuca 
swe koryto, niszcząc rodzajne dno doliny, a natomiast stwarzając bezpłodne ka- 
mieńce— tak lud nazywa potężne nagromadzenia otoczaków piaskowcowych (rys. 6). 

Dno doliny, wznosząc się w górę rzek wraz z przejściem z podgórza we 
właściwy Beskid, to jest wyżej nad 350 — 400 m. wytwarza taras nadrzeczny, bar- 
dzo dla człowieka dogodny x ). Gleba, obfitująca w glinkę i wapno, jest rodzajna, 
przepuszczalność zaś gleby i łatwy odpływ wody ułatwiają tu osadnictwo. 

W Beskidzie, poza tarasami nadrzecznemi, wszelka droga jezdna mogła być 
stworzona tylko staraniem człowieka — inaczej na podgórzu, tu łatwo było prze- 
prowadzić drogi, które mniej więcej ułożyły się równolegle do krawędzi Karpat, 
stanowiąc dalszy ciąg dróg księstwa Cieszyńskiego. Szlak z Białej-Bielska szedł 
dalej podgórzem na wschód i, przecinając się z doliną Soły, wytwo- 
Drogi rZ yj miasteczko Kęty (5,5 tys. mieszkańców), następnie z Wieprzów- 

n . . ' ka Andrychów (4,5 tys. mieszkańców), a ze Skawą Wadowice, które 
a na Podgórzu. \ , Tr J 

tak samo jak Kęty zajęły południowe zakończenie doliny rzecznej, 

w podgórzu bardzo rozszerzonej. Trzymając się wciąż w odległości kilku kilo- 
metrów od właściwych gór, szlak drogowy przecina Skowronkę, gdzie powstały 
Zebrzydowice z głośną Kalwarją, a dalej, przy przecięciu z doliną Raby, Myśle- 
nice, w takim samym będące stosunku do doliny rzecznej, jak Wadowice, lub Kęty. 

Ten podgórski szlak odtąd idzie lewym brzegiem Raby aż do jej ujścia do 
Wisły koło Bochni i stwarza szereg znaczniejszych miasteczek i wiosek w miej- 
scach skrzyżowania z drogami, idącemi od północ} 7 . Od Gdowa znowu kieruje 
się po podgórzu na wschód aż do Dunajca, gdzie nad rozszerzoną doliną powstał 
Czchów i Zakliczyn. Na północnej krawędzi podgórza już przy przejściu ku ni- 
żowi, dzięki bogactwu solnemu, rozwinęła się Wieliczka. Ponieważ to podgórze 
bardzo często jest przykryte glinką nawianą, przeto lasy nigdy tu nie stanowiły 
mateczników nieprzebytych, lecz posiadały liczne polany; łatwość opanowania 
powierzchni i lasu oraz rodzajność gleby spowodowały tu gęstość zaludnienia tak 
znaczną, że jeżeli na wschód od Dunajca mamy przeszło półtorasta mieszkańców 
na km 2 , to na zachodzie omawianego podgórza gęstość przekroczyła 210, co, wo- 
bec braku większych miast z jako tako poważniejszym przemysłem, zmusza lu- 
dność do wychodztwa zarobkowego. 

Na południe od podgórza właściwe góry posiadają w dolinach południko- 
wych zupełną łatwość dróg, a ponieważ dopływy o kierunkach równoleżnikowych 
przy swych źródłach posiadają doliny o postaciach łagodnych, to ta okoliczność 
nie tylko dawniej ułatwiała przesuwanie się pasterzy ze stadami ze wschodu na 
zachód, ale przed laty czterdziestu umożliwiła przeprowadzenie śród gór szlaku 
kolejowego, t. zw. kolei Transwersalnej, która nie potrzebowała żadnych tunelów 
lub poważniejszych nasypów. Tu lasy na wyższych poziomach pozostały jeszcze 
potężne, a przeważna ilość mieszkańców zgromadziła się w dolinach i jeżeli lu- 
dność na grzbietach górskich jest bardzo rzadka, waha się od 7 do 24 na km. 
kw., to w kotlinach śródgórskich mamy rzadko spotykaną gęstość ludności, po- 
zbawionej poważniejszego przemysłu. 



') St. Hupka. Die Entwickelung der DorfzustMnde in West-Galizien. 1910. 



KARPATY ZACHODNIE. ,'521 

Na zachodzie kotlina Żywiecka i bardziej ku południowi dolina Soły i Ko- 
szarawy posiadają 200 do 290 mieszkańców na km. kw., a nawet łagodne podgó- 
rze, otaczające Żywiec, przekracza 220. Kotlina Sądecka, dzięki rodzajności i po- 
łożeniu na zbiegu sześciu bardzo uczęszczanych dróg, doszła do posiadania po- 
ważniejszego miasta Nowego Sącza (20 tys. mieszkańców) i przez to zaludnienie 
kotliny dochodzi 470 ludzi na km. kw. 

Na zachodzie dolina górnej Soły prowadziła do Kisuczy, czyli do szlaku Ja- 
błonkowskiego drogą podrzędniejszego znaczenia, a dopływ jej Koszarawa, na 
wschód od Pilska w kierunku południowo-wschodnim do wsi Polhory, leżącej już 
po stronie południowej nad Orawą u stóp Babiej Góry— zejście się tych szlaków, 
aczkolwiek niezbyt ważnych, w obszernej i rodzajnej kotlinie stworzyło znacze- 
nie Żywca. 

Zachodni z tych szlaków posiadł tor kolei żelaznej, przecinającej wpoprzek 
Karpaty Zachodnie — jest to szlak, idący od północy na Zwardoń, aby dalej 
dojść do dorzecza Kisuczy (dopływu Wagu-Dunaju), gdzie okolice Czacy, t. zw. 
okrąg Czadecki, 407 km 2 mierzący, stanowi gęsto zaludnioną polską okolicę. Naj- 
pewniej głównym czynnikiem polskiego osadnictwa była tu przełęcz Jabłonkow- 
ska, ale małopolskie narzecze we wsi Skalitem, najbardziej na wschód położo- 
nej z trzynastu polskich osad wskazuje i na osadnictwo od strony Źywca-Zwar- 
donia. 

Cały wał Babiej Góry nie posiada żadnej przełęczy i niema tu żadnych dróg 
jezdnych, aż do przełęczy Sieniawskiej — na którą prowadzi dolina Baby. Już 
w wieku XIII drogi, trzymające się tarasów rzecznych Skawy i Baby, kierowały 
się przez ten łagodniejszy dział wodny ku dorzeczu Dunajca czyli ku zapadłości 
Nowotarskiej. Wprawdzie przywileje biskupów krakowskich wskazują na stosunki 
daleko dawniejsze poza wszelkim działem wodnym, a również Chrobry, po świe- 
żem opanowaniu Krakowa, narzucając swą potęgę na Słowaczyźnie, musiał znać 
drogi wiodące za Beskid, lecz najpewniej zużytkował ku temu przełęcz Jabłon- 
kowską, w każdym razie, jeżeli nawet i spotykamy dowody dawnego przeddzie- 
jowego osadnictwa, to było ono aż do końca XIII wieku nikłe. Jakkolwiek była 
to ludność rzadka, jednak odwieczne osadnictwo wskazuje na pochodzenie z pół- 
nocy. Najpewniej dolina Dunajca z północo-wschodu była kolonizowana przez 
żywioł małopolski, ale musiała tu pomagać również przełęcz Sieniawska, a do 
pewnego stopnia i dolina Soły-Koszarawy, gdyż żywioł polski we wsiach zajmuje 
tu dno wielkiego rowu podbeskidowego, t. j. zapadłość Nowotarską nad gór- 
ną Orawą aż do Trzciany oraz zbocza południowe głównego grzbietu beski- 
dowego. 

W XIII wieku fala osadnictwa niemieckiego przez Śląsk dążyła na wschód, 
a ustrój gospodarczy piastowski przeradzał się: dawna ludność, obarczona nad- 
miernemi powinnościami, nie mogła się gospodarczo rozwinąć i nowy ustrój wsi, 
a również i miasteczek, pozbawiając właścicieli wsi dochodów bezpośrednich, 
sowicie się opłacał pośrednio, a zagęszczenie ludności wogóle leżało w interesie 
ogólnym. Jeżeli nawet zapadłość Wagu-Orawy-Dunajca była drogą odwieczną, 
to jednak rzadka ludność pozwala przypuszczać potężne obszary leśne, a wów- 
czas nawet żyzne tarasy nadrzeczne, a i niziny, podług tamtejszej gwary „równie", 
stanowiły rzecz niczyją, czyli własność monarchy. 

UEOGRAFJA DAW.NEJ POLSKI. — 21 



322 MAŁOPOLSKA. 

Tu osadnictwo niemieckie, czy to ciągnąc od północy dolinami Soły i Raby, 
czy też od zachodu przez Cieszyn i Jabłonków, znalazło warunki łatwe. Wiemy, 
że nad górnym Wagiem i górnym Popradem (Spiż) żywioł niemiecki częściowo 
przetrwał do dziś dnia. Węzłowy punkt Nowy Targ nosił też i nie- 
Osadnictwo m i e cką nazwę, a wioski o takich nazwach, jak Szaflary, Waksmund. 
w ni Besk?dzfe Sz - vmbark > Friedman, Harkl (owa), Tylman (owa), Czorsztyn lub Gry- 
wałd (znany z odwiecznego pięknego kościółka drewnianego) wska- 
zują, że tu osadnicy trafili na wiele rodzajnych ziem pustych, kiedy pozostawili 
w nazwach tyle niemieckich pamiątek; nie pozostawili zaś innych śladów nie 
mieckich, wskutek już obecności dawniejszego zaludnienia i żywszych stosunków 
ze Sączem i Krakowem. 

Obecnie od Nowego Targu przez Krościenko aż do kotliny Nowo-Sądeckiej 
wszędzie szeroka zapadłość nad Dunajcem posiada przeszło 120 mieszkańców na 
km. kw. Obfitość lasów pozwala w niektórych miejscach Beskidu na przerób 
drzewa, a szersze, rodzajne „równie" pozwalają się nagromadzić zaludnieniu 
wielkiej ilości wiosek wraz z miasteczkiem Krościenkiem, co zależy wyłącznie od 
rozległości nizin nadrzecznych. 

Kolej od Chabówki do Zakopanego i z nad Wagu-Orawy do Nowego-Targu 
zjawiła się dopiero na przełomie XX stulecia, stosunki więc gospodarcze i wo- 
góle społeczne posiadają w Beskidzie, jak i w dolinie Dunajca, cechy zacofania. 
Od kilkudziesięciu lat znana Szczawnica przez zaniedbanie i brak kolei ustą- 
piła od trzydziestu przeszło lat swą popularność Zakopanemu, chociaż, jako uzdro- 
wisko, zawsze jest ceniona i licznie uczęszczana. Czorsztyn, jako graniczny za 
mek, ze swym odpowiednikiem — Niedzicą po prawej „węgierskiej" stronie Du- 
najca, strzegł drogi do Nowego Sącza, gdyż w tem miejscu w wie- 
kach średnich osadnictwo, kierowane przez monarchów węgierskich 1 ) 
objęło Spiż i z nad górnego Popradu paroma szlakami zdążało nad Dunajec. 
A było to wcześniej, nim od północy przyszła kolonizacja piastowska i przez to 
od ujścia Białki do Dunajca rzeka ta stanowiła granicę polsko-węgierską na prze- 
strzeni trzech mil aż do działu wodnego między potokami Leśnym i Ruskim. 

Północna część Pienin i słynny wyłom Dunajca swemi uroczemi skałami 
wapiennemi ściągają turystów, podnosząc znaczenie i dobrobyt Czerwonego Klasz- 
toru, Czorsztyna, Szczawnicy i Krościenka. 

Gościniec bity między Czorsztynem a Krościenkiem używa trachitu z okolic 
Krośnicy, wówczas gdy cały gościniec, począwszy od Nowego Targu, używa oto- 
czaków rzecznych, które zawierają mnóstwo granitów z Tatr; im bliżej Nowego 
Targu, tem więcej granitu. 

Na południe od zapadłości Nowotarskiej człowiek znalazł dla siebie miejsce 
bądź nad Dunajcem, przerzynającym się przez wzniesienie Gubałowskie, bądź też 
w rowie Zakopiańskim. Rolnictwo na takiej wyniosłości udaje się licho i, pomi- 
nąwszy gospodarkę leśną, człowiek mógł i musiał zwracać tu więcej baczności 
na pasterstwo — przez trzy miesiące letnie hale dostarczają tu paśnika. To wywo- 
łało nawet letnie wędrówki pasterzy z okolic, nieraz 3 — 4 mil odległych. 



'i St. Zachorowski. Węgierskie i polskie osadnictwo na Spiżu do polowy XIV wieku. 
1909 r. 



KARPATY ZACHODNIE. 



:m 



W ostatnich latach czterdziestu piękne i nietknięte krajobrazy, w połącze- 
niu z klimatem, który poza trzema miesiącami wiosny jest w wysokim stopniu 
leczniczy, zrobiły z Zakopanego najulubieńsze w Polsce letnisko, a że mnóstwo 
osób, szukających tu zdrowia lub wypoczynku, w pogoni za ciszą zaczyna usu- 
wać się do okolicznych wsi, przez to Bukowina, Poronin, Witów 
i Chochołów zaczynają przeradzać się i rozwijać. W tym do nie- Zako P ane - 
dawna zapadłym kącie ludność, ongi pasterska, pańszczyzny nie zaznała; tu było 
schronisko dla burzliwych żywiołów z całego Beskidu, tu zresztą stosunki zale- 
żności chłopa od dworu były najłagodniejsze. 




Rys. 184. Tatry. Polana Chochołowska z szałasami pasterzy. (Album P. T. Kr.). 



Wyrażenia techniczne, dotyczące pasterstwa i życia domowego, posiadają 
w tamtejszej gwarze podhalskiej ślady węgierskie i rumuńskie, chociaż jest to 
ludność rdzennie polska. Typ antropologiczny zaludnienia tego Podhala jest taki 
sam, jak wogóle dolin i gór leżących dokoła Tatr — typ o paru odmianach, wo- 
góle jednak wzbudzający podziw swoją wspaniałą budową. 

Wpływy kultury rzeczowej zawsze tu dochodziły wolniej, tu miały więc czas 
utrwalać się i jeżeli budownictwo drzewne w całym Beskidzie, ba, na Górnym 
Śląsku i na niżu Górnopolskim było wysoce jednolite, to najpiękniejszą jego od- 
mianę, bardziej rozwiniętą i wykończoną znajdujemy na Podhalu (patrz § 39). 



324 MAŁOPOLSKA. 

W związku z tem należy podnieść oryginalne zdobnictwo, które tu posiadło pew- 
ne własne cechy i nie będziemy się dziwili, że ta ludność góralska, zdolna i ro- 
zumna, prostacza aż do barbarzyństwa ze swoim światem wierzeń i pojęć archai- 
cznych, uderzyła uwagę ludzką w drugiej połowie XIX wieku. 

Jednakże szybki rozwój taternictwa odbił się niekorzystnie na stronie ety- 
cznej pierwotnego górala. Jeżeli część ich idzie do Ameryki, to reszta w ciągu pa- 
ru miesięcy letnich szuka zarobku na cały rok. Zdzierstwa dokonywane na tu- 
rystach, pijaństwo i przewrotne pojęcia o pracy w znacznej mierze wypaczyły ten 
wspaniały materjał ludzki. 

Łącznie z przyrodą Tatr, to nieliczne plemię swoją pierwotnością wywarło 
wpływ na sztukę polską: cały szereg poetów, malarz}', rzeźbiarzy, muzyków i ar- 
chitektów tu czerpał orzeźwienie myśli i natchnienie, a wogóle latem u stóp Gie- 
wontu myśl polska zbiera rok rocznie liczne grona swych najwybitniejszych 
przedstawicieli. To też to jedyne na ziemiach polskich miejsce o groźnych krajo- 
brazach alpejskich odgrywa rolę nieskończenie większą, niżby można wniosko- 
wać z niewielkiej jego rozległości. 

Stosunki społeczne w Karpatach w ostatniem trzydziestoleciu ulegają sto- 
pniowej, lecz głębokiej przemianie. Wielka posiadłość ziemska przetrwa i nadal, 
bo czasem nawet się nieco powiększa, lecz jednofolwarkowe gospodarstwa nikną 
i wogóle w samym Beskidzie tam, gdzie las jest czynnikiem gospodarczym naj- 
bardziej uzasadnionym, tam tylko bardzo wielka własność może gospodarować. 
Rolnictwo odgrywa podrzędną rolę, obok zaś wielkiej własności naj- 
Własność żywotniejszym typem okazuje się drobna własność chłopska, mie- 

7 1 P 111 Q W Jł 

. rżąca od 5 do 15 morgów, słowem, typ gospodarstwa rolny, a często 
ogrodowy ze znacznym udziałem hodowli zwierząt; typ takiej rozle- 
głości, że siła robocza jednej rodziny może wystarczyć. Drożyzna rąk roboczych 
sprawia, że tu rolnictwo, przy niekorzystnych warunkach fizjograficznych, opłaca 
się licho i przez to własność jednowioskowa, tak typowa dla Polski przed pół 
wiekiem, niknie, jak również i typ bogatego chłopa. 

Obok włościan samodzielnych rozwija się też potężnie własność najdrobniej- 
sza, to jest takich włościan, którzy posiadanie ziemi i domu uważają tylko jako 
lokatę pieniędzy, bo jako warsztat pracy to już nie zapewnia utrzymania. Taka 
ludność dostarcza potężnych rzesz robotniczych, szukających chleba i dorobku 
w Niemczech lub w Ameryce. 

Wędrówki zarobkowe powodują nie tylko rozszerzenie widnokręgu życio- 
wego, lecz posiadają też złe i dobre strony, a do ostatnich należy zaliczyć obfi- 
tość gotówki, spływającą do biednych okolic górskich. W następstwie tego lu- 
dność wykupuje ziemię dworską i ceny ziemi doszły do poziomu bardzo wyso- 
kiego, więc też trudność gospodarowania folwarcznego przy drożejącej robociźnie 
zachęca do wyzbycia się ziemi. Proces ten wcale nie jest jeszcze 
9 ą * skończony, a już skutki są wyraźne, bo w niektórych okolicach pod- 
górza wraz z wycinaniem lasów giną folwarki, czasem w i / 6 dawnej liczby, a wieś 
nawet wyglądem zewnętrznym zdradza zmianę: zamiast dawniejszej dwoistości, 
t. j. folwarku ze dworem i ściśniętej gromady gospodarstw chłopskich, mamy bar- 
dziej jednolite, szerzej wzdłuż dróg rozrzucone skupienia gospodarstw drobnych, 
lecz już dążących do wyraźnych udoskonaleń w zakresie kultury rzeczowej. 



KARPATY ZACHODNIE. 325 

W górach ludność pnie się po zboczach tak wysoko, że już w Beskidzie zacho- 
dnim można uprawę ziemniaków i owsa spotkać około 1000 metrów nad poziom 
morza. Ta dążność utrzymania się przy ziemi i przy rolnictwie z unikaniem 
przechodzenia do zajęć miejskich jest cechą młodzieńczą pod względem spo- 
łecznym. 

Wędrówki do Ameryki często wprowadzają górala do fabryki i przetwarzają 
ten zdolny lud w żywioł nieco przejściowy od chłopa do robotnika fabrycznego. 

Jeżeli Beskid zachodni dotychczas nie posiada przemysłu, to 
w przyszłości można przewidywać dobre widoki w tym kierunku. ' a sp |! w 
Nie mówiąc o węglu, który, wydobywany na sąsiedniej nizinie, ścią- 
gnie ku sobie fabryki, należy ocenić wartość spadków wodnych, które tu są 
poważne. 

Poczynając od zachodu, Soła po wybudowaniu zbiorników może dać mini- 
malnie rozporządzalną siłę 11 tys. koni parowych x ), którą dzisiejszy stan elektro- 
techniki znakomicie zużytkuje. Zresztą w całym zaborze austrjackim w tym za- 
kresie tylko tu nad Sołą nieco już dokonano — znać bliskie sąsiedztwo zachodu, 
a mianowicie już dziś wyzyskują dla celów przemysłowych przeszło 1500 koni 
parowych. 

Dziś Skawa z dopływami ledwie że może wchodzić w rachubę swemi tar- 
takami i młynkami, a po wybudowaniu paru zbiorników dostarczy minimalnie 
9—10 tys. koni parowych. Pomijając górną Wisłę, Białkę i Babę, należy zazna- 
czyć, że Dunajec z Popradem bez zbiorników może rozporządzać minimalną siłą 
25 tys. koni parowych, ale pobudowanie zbiorników (prawda, że wobec gęstego 
zabudowania kosztownych) może znacznie zwiększyć ten cenny dar górskiej przy- 
rody. Dzisiaj jedna papiernia i inne bardzo pierwotne zakłady wyzyskują zale- 
dwie 300 koni parowych. 

Miasta w całym Beskidzie zachodnim są nieznaczne, a w związku z tem do- 
mieszka ludności żydowskiej naogół jest mała, gdy w pow. Bialskim wynosi 6,7%, 
w Wadowickim 3,5°/ , to w Nowotarszczyżnie i w Limanowskim 3°/ , w Myśle- 
nickim 2°/ , a w Żywieckim nawet mniej od dwóch. Z wyjątkiem czterech za- 
padłych wiosek, rozłożonych nad potokiem Buskim (Grajcarkiem), w których lu- 
dność jest ruska, cała rdzenna masa ludności jest polska (przyczem to plemię ma- 
łopolskie w przeciwstawieniu do Businów, nazywa się Mazurami, to— zdaje się — 
poszło stąd, że mniej ruchliwy żywioł małopolski skierowywał swe osadnictwo 
w góry, a na Ruś szli przybysze z Mazowsza). Przytoczone wioski 
ruskie (Szlachtowa o 3 km. od Szczawnicy, Jaworki w pobliżu t. zw. „ ... . 
Małych Pienin, Czarna Woda i Biała Woda) mówią językiem, który 
jest już mieszaniną polsko ruską. Ta wysepka językowa, która utrzymała się 
dzięki położeniu śród gór, u stóp Badziejowej (1186 m.) i dzięki obrządkowi 
unickiemu, w rzeczy samej nie jest wyspą, gdyż po drugiej stronie gór na połu- 
dnie od Heljaszówki nad górnym biegiem potoku Granastowa znajdujemy już po 
stronie węgierskiej wioski ruskie i ruskopolskie, leżące na dawnym Spiżu, które 
wąskim językiem na zachód od Lubowli dochodzą do Popradu i tu stykają się 
z przewagą Rusinów, która rozpoczyna się na prawym brzegu Popradu. 



Karol Pomianowski. Siły wodne Galicji (od r. 1905). 



326 



MAŁOPOLSKA. 



Poprad był drogą odwieczną, jednakże Spiż, stanowiący rozległą, równą, 
żyzną i od wiatrów osłoniętą kotlinę nad górnym Popradem, nie łączył się z Pol- 
ską wzdłuż doliny. Zakręt koło Lubotyna-Leluchowa niepomiernie zdłużał dro- 
gę, to też niewygodnemi drogami zdążano przez Czerwony Klasztor i Niedzicę 
do Czorsztyna, aby stąd na wschód do Sącza. Częściej w Lubomli droga od- 
chylała się od Popradu i przebywszy przełęcz, zdążała doliną Granastowa, aby 
od jego ujścia wrócić do Popradu— tu leży wieś Mniszek, nawprost Łomnicy. Tą 
drogą odbył się powrót Sobieskiego do Polski po bitwie pod Parkanami. 




Rys. 185. Tatry. Dolina Pięciu Stawów Polskich. (Fot. P. T. Kr.). 



Musiały w tych stronach drogi zwracać na siebie uwagę, gdyż nad dłuższą 
drogą, t. j. nad pętlicą Popradu, panował zamek Pławiecki, nad „polską" drogą 
przez Mniszek — potężne zamczysko Lubomelskie, a już dalej poza Piwniczną, 
rozłożoną malowniczo 'na tarasie x ), strzegło drogi Rytro ze swym niewielkim 
zameczkiem. 

Chociaż najwygodniejsza ta droga na Węgry nie była jedyną, bo jeżeli 
w Nowym Sączu zbiegały się drogi rozmaite, to istniała też inna, prawie równo- 
legła do popradowej. Mniej dogodna, ale do Bardyjowa bliższa, droga ta z ko- 



] ) Nazwa tego miasteczka najpewniej nie ma nic wspólnego z «piwnicą», ale prędzej wska- 
zuje na bliskie sąsiedztwo Rusinów (po rusku piwniczna = północna). 



KARPATY ZACHODNIE. 



327 



tliny Sądeckiej prowadziła w górę potoku Kamienicy przez Nawojową, a dalej 
prowadząca przez przełęcz Tylicką. 

Między temi dwoma drogami, o 8 km. od dawniejszego biskupiego miastecz- 
ka Muszyny, leży Krynica ze swemi znakomitemi źródłami leczniczemi, a nad 
Popradem, nieco ku północy z podobnemi źródłami Żegiestów. 

Kotlina Sądecka ze swym Starym Sączem, który nawet budową domów za- 
sługuje na nazwę starego, była od najdawniejszych czasów wystawiona na wpły- 
wy zewnętrzne. Rozległa, śród gór położona, od wiatrów zasłonięta, żyzna rów- 
nina, oddawna zaludniona, wyciąga się dwoma odnogami w górę Du- 
najca i Popradu, tu też na suchym, pagórkowatym występie, rozdzie- d g 
łającym dwie doliny i dwie drogi zarazem, musiała powstać sadyba — 
Stary Sącz, a pagórkowatość okolicy ułatwiała obronę. Z chwilą, kiedy ruch 
ludzki przeciągnął się i w stronę północy, na starożytny Czchów i na południe 
przez Nawojową, zbiegiem 
tych dróg okazało się ujście 
Kamienicy, o siedem km. od- 
ległe od Starego Sącza, i tu 
powstał Nowy Sącz, który 
już od początku XIV wieku 
zaćmił swego starszego imien- 
nika. Kiedy Stary Sącz sta- 
le i niezmiennie wegetował, 
losy Nowego Sącza były od- 
biciem politycznych losów 
Polski oraz kulturalnego sta- 
nu jej miast. Miał więc No- 
wy Sącz świątynie gotyckie 
i zamek o buńczucznej szcze- 
ropolskiej attyce, miał i do- 
my, włoskiem odrodzeniem 
tchnące; zimą 1655 roku w 
krwawem przeciw Szwedom 
poczęciu łączył wszystkie stany, gdyż górali pod wodzą husarzy z mieszczanami 
bratał; znał potem stan upadku i dzisiejsze podniesienie, zależne od węzła kole- 
jowego, które nadaje miastu piętno pewnego ożywienia bardzo nowożytnego. 

Jak droga popradowa posiadała równoległą ku przełęczy Tylickiej, tak i ku 
północy od Nowego Sącza droga nad Dunajcem na Czchów posiada swój odpo 
wiednik w dolinie Białej (równoległy od wschodu dopływ Dunajca), która łączy 
się z Dunajcem dopiero przy wyjściu z gór na równinę. Na północny wschód 
od Sącza wyrobiła się droga, prowadząca ku rodzajnym i gęsto zaludnionym 
„dołom" Jasielsko-Sanockim. Rzeka Biała jest jedną z nielicznych w tych oko- 
licach rzeczek górskich, opanowanych przez człowieka, to też nie tylko nie grozi 
wylewami, ale zarazem w jej dolinie zamiast dzikiego kamieńca istnieją zyskow- 
ne plantacje wierzby koszykarskiej, mającej nieskończony zbyt przy ciągłych 
w Beskidzie robotach regulacyjnych. 




Rys. 186 Zwaliska zamku vi Odrzykoniu. (Fot. B. S.). 



328 MAŁOPOLSKA. 

Na wschód od dorzecza Dunajca ludność polska w Beskidzie miesza się 
z ruską, przyczem na nizinie Nadwiślańskiej ludność polska sięga dalej ku wscho- 
dowi, a w głąb gór Rusini coraz bardziej przeważają. W tych okolicach odse- 
tek ludności podług wyznań (co jest najsłuszniejszym podziałem i co do narodo- 
wości) wskazuje nie tyle na przejściowość typu etnograficznego, ile na pomiesza- 
nie paru żywiołów. 

W Grybowskiem przy prawie 76°/ ludności polskiej katolickiej mamy Ru- 
sinów niespełna 19°/ , odsetek ludności żydowskiej wynosi przeszło 5°/ . W Gor- 
lickiem na 68°/ ludności polskiej katolickiej spotykamy prawie 1 j i ludności ru 
skiej i odsetek ludności żydowskiej wzrasta do 7,3. 

Dalej na wschód w owej osobliwej kotlinie, w dołach Jasielskich, mamy 
większą zamożność dzięki żyznej glebie i równinie. Gęstość zaludnienia tu wzra- 
sta, jeżeli nad Białą i Kamienicą wynosi 90-92, tu dochodzi 110 — 120 na km. kw. 
Owalna równina, przecięta w południkowym kierunku Wisłoka i Wisłokiem, 
posiada jak gdyby w ogniskach elipsy dwa miejscowe ośrodki, koło których sku- 
pia się ludność niebiedna; bardziej zachodni powiat Jasielski posiada ledwie 9°/ 
Rusinów przy 6°/ ludności żydowskiej, a wschodni powiat Krosieóski przy 16°/ 
Rusinów ma 7°/ ludności żydowskiej, przyczem oba miasteczka Ja- 
Jasielskie s *° * ^ rosno skupiają prawie całą ludność żydowską powiatu. Można 
tu wprowadzić podwójne prawidło co do ludności żydowskiej: 1) jej 
odsetek jest tam większy, gdzie większy rozwój życia miejskiego i 2) odsetek 
ten wzmaga się wraz z przejściem od żywiołu etnograficznego polskiego do ru- 
skiego. 

Na południe od Jasła wzdłuż Wisłoki, a następnie jej dopływu Jasiołki, rów- 
nina Jasielska wsuwa się w góry i śród lekkiego falowania powierzchni docho- 
dzi do podgórza— tu powstało bardzo niedaleko od przełęczy miasteczko Dukla, 
która w wiekach średnich i aż do połowy XIX w. dźwigała na sobie bardzo 
uczęszczany gościniec handlowy — tędy z Węgier szło wino wzamian za polskie 
sukno i płótno. Dogodne położenie Dukli, która i na wschód — pominąwszy nie- 
znaczne pagórki— miała połączenie z Sanem i dalej z kotliną Górnodniestrzańską, 
wpływało ożywczo na doły Jasielskie. Na wschód od Krosna, jak gdyby dalszy 
ciąg tej równiny spotykamy równinę nad Sanem, gdzie na wzgórzu, otoczonem 
wężownicą Sanu, w miejscu, w dawniejszych czasach wyjątkowo obronnem, roz- 
rósł się Sanok (11 tys. mieszkańców). 

Jasło z Bieczem, leżącym na zachód od niego, Dukla, Krosno z sąsiednim 
Odrzykoniem, który swym potężnym zamkiem panował nad wygodną w górach 
przełęczą, prowadzącą ku północy, wreszcie Sanok do dziś dnia posiadają za- 
bytki budowlane, sięgające XV stulecia. Wówczas te miasta po zapewnieniu spo- 
koju przez Jagiellonów, kwitły i uczestniczyły w życiu kulturalnem Polski (św. 
Jan z Dukli, Grzegorz z Sanoka). Wiek odrodzenia pozostawił tu ślady wyraźne, 
tak że nawet w miejscowościach sąsiednich można spotkać w nowych budyn- 
kach szczegóły budownictwa, które z Włoch do nas przybyły. 

Kolej tranwersalna, która przecięła te miejscowości, z wyjątkiem Dukli, pod- 
cięła dawniejszy dobrobyt tych miast, gdyż staroświeckie tutejsze stosunki nie 
odpowiadały dzisiejszej dobie stosunków gospodarczych. Jednakże żyzna gleba 
i przemysł naftowy, który tu od południa i od północy objął doły Jasielskie, 



NIŻ NADWIŚLAŃSKI. |-$29 

obecność dwóch znanych uzdrowisk, Iwonicza i Rymanowa, oraz obecność 
kolei — z powrotem podniosły tę okolicę, która w Sanoku szczyci się jedyną 
na cały zabór austrjacki, postawioną na wielką skalę fabryką wago- 
nów i maszyn. Okolice Krosna, szczególniej wieś Korczyna, posia- „ |. 
dają odwieczna przemysł domowy wyrobów lnianych, dzisiaj znaj- 
dujący poparcie we wzorowej szkole tkackiej, istniejącej w Korczynie. Doły Sa- 
nockie posiadają nieznaczną przewagę ludności ruskiej. 

Ku wschodowi od przełęczy Dukielskiej góry stopniowo wznoszą się, a rzecz- 
ka Osławica, dopływ Osławy-Sanu, swą doliną prowadzi na przełęcz Łupkowską 
584 m. nad poziom morza. Kolej żelazna, która pominęła przełęcz Dukielską, 
tu przecina grzbiet Karpat, przechodząc tunelem na stronę węgierską. 

Ta, najbardziej w górach ku poludnio-wschodowi wysunięta, część dorzecza 
Sanu-Wisły stanowi obszar mało zaludniony, leśny, gdzie bocznica kolejowa od 
Łupkowa poprowadzona ku wschodowi do Cisnej dla wyzyskania bogactw leśnych, 
prowadzi w okolice wyjątkowo dzikie i malownicze. 

Gęstość zaludnienia całego powiatu Lipskiego wynosi zaledwie 55 na km. 
kw. Polacy w miejscowościach podgórskich dochodzą do 1 / i zaludnienia, a w gó- 
rach opadają nawet niżej 10°/ . 



§ 54. Niż Nadwiślański (Małopolski, Górnopolski). 

W miejscu, gdzie wapienny grzbiet Częstochowsko Krakowski podchodzi do 
Karpat i gdzie śród skał wapiennych przepływa Wisła, ludność skupiała się od 
czasów przeddziejowych, czego dowodem istnienie grodziska na południowy za- 
chód od Tyńca, oraz sam Tyniec, który w chwili przyłączenia do- 
rzecza górnej Wisły do Polski (997 r.) już musiał być grodem dość y 
znacznym. Dawnemu osadnictwu sprzyjała też rodzajność gleby okolic nad- 
rzecznych jak również i pobliskiej wyżyny Ojcowskiej. 

Gromadne życie ludzkie, które mogło się rozwinąć nad górną Wisłą, miało 
możność najłatwiejszego rozszerzania się w dół rzeki. Ludność trójkątnej niziny 
między Wisłą, Sanem i progiem podkarpackim posiadała połączenie ze światem 
zewnętrznym w górę Wisły, t. j. w stronę Bramy Morawskiej, oraz w dół Wisły — 
ku północy; w pewnych okresach dziejowych dolina Dunajca-Popradu, łącząca 
z krajami zakarpackiemi, była czynnikiem wysoce cywilizacyjnym. 

Mała nizina Oświęcimska na zachodzie i duża Krakowsko-Sandomierska na 
wschodzie łączyły się drogą wodną Wisłą, oraz szlakami lądowemi, ciągnącemi 
się po obu brzegach Wisły. W miejscu, gdzie powierzchnia swoją nierównością 
spychała drogi ku Wiśle, spotykamy: 

1) Ujście Rudawy, co wytwarzało dodatkowo szlak drogowy, schodzący się 
pod kątem ostrym z kierunkiem Wisły, 

2) Rozdwojenie koryta rzeki, co wytworzyło wyspę (dzisiejszy Kaźmierz ze 
Skałką), wielce ułatwiającą przeprawę i 

3) Szereg punktów wynioślejszych, skalistych, jak Skałka, Krzemionki (z t. 
zw. kopcem Krakusa, co — zdaje się — świadczy o zapędzaniu się koczowników 
stepowych w czasach bardzo zamierzchłych), Wawel i Sikornik (później prze- 



330 



MAŁOPOLSKA, 



zwany górą św. Bronisławy). Te punkty, łatwo dające się umocnić, panowały 
nad drogami, obecność zaś kamienia ciosowego ułatwiała wznoszenie murów 
użyteczności publicznej. 

Wszystkie te warunki w swym ostatecznym wyniku stworzyły Kraków. 

Rzeki karpackie, jak Soła, Skawa, Raba i Wisłoka — o najważniejszym Du- 
najcu już wyżej wzmiankowano — oraz mniejsze, płynące z wyżyny od północy, 
jak Przemsza, Prądnik, Dłubnia, Szreniawa, Nidzica i Nida, rozwijając nad swemi 
brzegami osadnictwo, pośrednio wzmagały znaczenie niziny Nadwiślańskiej (ry- 
sunek 39). a zarazem i znaczenie Krakowa. 

W XIV wieku Kraków znalazł się na drodze handlu ze wschodem, a jedno- 
cześnie Wisła zaczęła nabierać znaczenia jako droga do spławu zbożowego. 




Rys. 187. Wawel. 



Wiek XVI, wiek rozkwitu Krakowa, widział początek przełomu w jego dziejach, 
gdyż stopniowo handel wschodni mógł jeszcze ożywiać Lwów, ale Kraków czer- 
pał zeń mniej, ogniska życia publicznego przesunęły się nad środkową Wisłę i ku 
jej ujściu — Warszawa i Gdańsk zajęły miejsce Krakowa. 

W czasach nowożytnych Kraków znalazł się na ważnym szlaku kolejowym, 
łączącym Wiedeń z całym zaborem austrjackim, zajaśniał jako siedziba polskiego 
życia umysłowego, współzawodnicząc jedynie ze Lwowem. 

Gmachy, pochodzące nawet z czasów romanizmu, a jeszcze bar- 
u( iw e (j z j e j gotyckie i zawdzięczające początek odrodzeniu włoskiemu, są 
liczne i nieraz wielce pamiątkowe: zamek i katedra na Wawelu, Su- 
kiennice i wiele świątyń podnoszą Kraków wysoko w oczach oświeconego pol- 



NIŻ NADWIŚLAŃSKI. 



331 




Rys. 188. Kościół Św. Krzyża w Krakowie. 



skiego wędrowca. Bogate zbiory i muzea łącznie z uczelniami sprawiają, że to 
miasto jest jak gdyby Atenami polskiemi, a może czemś w rodzaju Mekki polskiej. 
Najnowszym zwrotem w rozwoju Krakowa jest początek jego uprzemysło- 
wienia; już obecnie powstają fabryki, a bliskość węgla ułatwia ten rozwój. 



332 M A i. O I" O L S K A . 

Obecnie, po zlaniu się z Podgórzem i gminami podmiejskiemi, to miasto liczy do 
200 ty*, mieszkańców, a połączenie kanałem Wisły przez Odrę z Beczwą-Morawą- 
Dunajem jeszcze bardziej podniesie jego znaczenie. 

Kraków był poważną twierdzą austrjacką, broniącą przystępu od północo- 
wschodu do Bramy Morawskiej. 

Chociaż Kraków utracił znaczenie polityczne w końcu wieku XVI, jednak 
zawsze żywo uczestniczył w polskiem życiu narodowem: w czasie „potopu" szwedz- 
kiego, konfederacji barskiej, a nawet Kraków brał w ręce inicjatywę, jako to 23 
marca 1794 roku za czasów Kościuszki. Dnia 6 sierpnia 1914 r. Kraków był 
świadkiem odrodzenia rycerstwa polskiego, a dn. 1 listopada 1918 roku Kraków 
pierwszy zrzucił najazd— znowu był pierwszym kawałkiem wolnej ziemi polskiej. 



Na wschód od Krakowa kotlina Krakowsko-Sandomierska (nizina Małopol- 
ska), obejmująca większą część niziny Nadwiślańskiej, tworzy trójkąt prostokątny, 
którego bok najdłuższy stanowi na południu granicę z podgórzem, 
ró ni k k°k zachodnio-północny tworzy dolina Wisły u podnóża wyżyny 
Środkowo-polskiej, północno-wschodni zaś dolina Sanu. Ten kraj, 
mierzący przeszło 7 tys. km. kw., jest na południu słabo falisty, a ku północy 
pochyla się i staje się zupełnie płaski. 

Szereg rzek, płynących przeważnie ku północy, rozbija go na odcinki dość 
jednakowe. Na południu przeważa glinka nawiana, a im bliżej ku północy, tem 
bardziej przemagają iły i nawet piaski, to też urodzajność gleby jest na północy 
znacznie gorsza; doliny rzeczne tworzą często żyzne namuły, lecz bywają też 
i zbyt wilgotne, a nawet błotniste. 

Widły rzeczne Sanu i Wisły oprócz takiej gleby posiadają sporo piasków, 
to też lasy tu do czasów obecnych przetrwały ilościowo dość poważne; o stanie 
ich dość pierwotnym świadczy znalezienie tam azalji pontyjskiej przez prof. M. 
Baciborskiego koło Leżajska w r. 1909. 

Południowa część niziny w miejscu, gdzie styka się z podgórzem, stanowi 
doskonałe warunki dla drogi, a chociaż był to szlak odwieczny, jednak średnio- 
wieczne warunki gospodarcze w wieku XIV jeszcze starały się zmusić handel do 
nie pomijania Sandomierza i dopiero od końca tego stulecia na dobre zakwitł 
ten szlak podkarpacki i stał się osią ruchu handlowego najbardziej ożywionego. 

Przy przejściu z podgórza na równinę warunki się zmieniają i łączą ziemię 
żyzną, łatwą do uprawy — dobre warunki naturalne dla rolnictwa — z hodowlą; 
każda rzeka na podgórzu Beskidu skupiała ludność w miejscu wyjścia na rów- 
ninę, gdyż ku południowi w stronę gór najlepszą drogę stanowiła dolina rzeki, 
to też, gdy szlak handlowy wzdłuż krawędzi podgórza ożywił się, wszystkie jego 
przecięcia z rzekami stworzyły skupienia bardziej ludne i zagospodarowane ani- 
żeli nizina ku północy. W ten sposób, gdy na krawędzi podgórza w bliskości 
Krakowa rozwijała się Wieliczka, wyłącznie dzięki kopalniom soli, to za Babą 
rozwijała się Bochnia, a pewna odległość od rzeki da się tu objaśnić przyciąga- 
jącym wpływem kopalni soli. Nad Uszwicą powstało Brzesko, nad Białą, płynącą 
tu równolegle, w bliskości Dunajca — Tarnów, który w XV i XVI stuleciu zakwitł 
budowlami, przynoszącemi mu zaszczyt w dobie obecnej. Obecnie liczy 38 tys. 



NIŻ NADWIŚLAŃSKI. 



333 




Rys. 189. Wnętrze kościoła Św. Krzyża w Krakowie. (Fot. ze zb. P. Tow. Kr). 



mieszkańców, jest stolicą diecezji, leży na skrzyżowaniu kolei, która stąd od szla- 
ku północno-zachodniego odchodzi na południe wzdłuż Białej i Popradu, na Wę- 
gry, oraz posiada odgałęzienie miejscowego znaczenia na północ do Szczucina. 

W czasie ostatniej wielkiej wojny Tarnów w grudniu 1914 roku znalazł się 
w rękach nieprzyjaciela, a nad Dunajcem utrwaliła się linja bojowa. Na polu- 



33 1 



MAŁOPOLSKA. 



dnie od miasta na podgórzu między Dunajcem a Białą nabrały niezapomnianego 
rozgłosu okolice Łowczówka. 

Nad rzeką Wisłokiem stanął Rzeszów, a nad Sanem Jarosław, dalej na po- 
łudnio-wschód, gdzie śród podgórzy wsuwa się dolina Sanu, w miejscu gdzie do- 
lina Sanu najbliżej podchodzi ku dolinie Dniestru, rozwinął się sta- 
rożytny Przemyśl. Miasto, liczące obecnie do 60 tys. mieszkańców, 
jest stolicą diecezji katolickiej i unickiej, a jako ważny punkt strategiczny, mo- 
gący bronić przystępu do kilku przełęczy w Beskidzie, stanowił pierwszorzędną 
twierdzę dawnego państwa austrjackiego. 




Rys. 190. Krajobraz podgórski. Okolice Łowczówka. 
(Fot. Ligi Kobiet w Tarnowie). 



Cała nizina Małopolska skutkiem ożywczych wpływów dróg w jego części 
południowej i skutkiem lepszej gleby jest tam gęściej zaludniona (do 130 miesz- 
kańców na km. kw.), aniżeli na północy, gdzie ludność waha się koło 77. Wy- 
jąwszy powiat Przemyski, w którym żywioł polski przekracza l / 3 część ludności, 
a gdzie większość względną posiadają Rusini, cała ta nizina jest rdzennie polska, 
a najważniejszą domieszką jest ludność żydowska, wynosząca koło 7 — 8°/ . 

Nawet najmniej rodzajne północne okolice niziny Nadwiślańskiej posiadają 
koleje miejscowego znaczenia. Wisła i San poza spławem drzewa, nie odgry- 
wają znaczenia jako drogi wodne, co może dopiero wówczas nastąpić, gdy San 
będzie połączony z Dniestrem, a Wisła będzie połączona z siecią dróg wodnych 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



335 



i kanałów państwa czeskiego i z Odrą. Żadna z miejscowości poza krawędzią 
podgórza nie rozwinęła się w osadę fabryczną. Największe miasteczka — to sie- 
dziby urzędów powiatowych i sądów. 

§ 55. Wyżyna Małopolska (Środkowopolska). 

Zagłębie węglowe od północy i wschodu jest otoczone miejscowościami wy- 
żej leżącemi — są to wychodnie pokładów triasowych, dalszy ciąg grzbietu, cią- 
gnącego się na północ od Kłodnicy. Ku północy od stacji Łazy (kolei W.-W.) 
krajobraz rozpłaszcza się i powoli opada— wody zbierają się do Warty i Liswarty. 
Ku wschodowi kraj falisty zbiera swe wody do Białej Przemszy, wypływającej 
dalej na wschodzie. 




Rys. 191. Wspólny cmentarz., w Łowczówku z dni 22—25 grudnia 1914 roku. 



Gleby tu przeważnie średnie, a im bliżej białych skał wapiennych, tem bar- 
dziej przechodzą w szczere piaski, tworzące nad Białą Przemszą jedyny w Pol- 
sce obszar tak rozpaczliwej pustki: 4 — 5 km. szeroki owal o długości przeszło 7 
km. tworzy t. zw. pustynię Błędowską. Mniejsze, lecz również pozbawione ro- 
ślinności piaski istnieją na zachód od Olkusza i koło Szczakowej (patrz rys. 33). 

Bogactwa kopalne, a zwłaszcza rudy ołowiu, niegdyś srebrnono- 
śnego, gniazdowe rudy żelazne i od stu dwudziestu lat zużytkowy- Bogactwa 
wane rudy cynkowe są znaczne, jednak wydobycie tych rud obecnie, jl.. e 
oprócz drobnych przedsiębiorstw galmanowych na południu koło 
Sierszy, ześrodkowało się koło Bolesławia. 



;YM\ małopolska. 

Xa północy rozwinęło się wydobycie pokładów sferosyderylu — niezbyt bo- 
gatej, lecz dość poszukiwanej rudy żelaznej. 

Cały ten zakątek przedstawia obszar, na którym rolnictwo już zostało ze- 
pchnięte na drugi plan i ludność pomimo piasków doszła przeciętnie do 125 na 
km. kw. — na wschodzie względnie najrzadsza. Na północy od Częstochowy, 
gdzie gleby są lepsze, kraj wygląda jak rolniczy, o dobrej kulturze rolnej, ale 
już Rudniki z potężnemi wapiennikami i fabrykami są dalszym ciągiem szeregu 
miejscowości przemysłowych, rozłożonych przy kolei Wiedeńskiej, których roz- 
wój związany jest z bliskością węgla. 

Chociaż Częstochowa leży na zakończeniu pasma jury skalistej, jednak ca- 
łokształtem stosunków tu należy. 

W tem miejscu, gdzie koryto Warty zmienia kierunek i jednocześnie, gdzie 
obszar falisty graniczy z równinowym, rozwinęło się skupienie ludności — Czę- 
stochowa. 

Nie powstała ona skutkiem łatwości wyżywienia swej ludności, bo w całej 
okolicy ziemie średniej rodzajności, a wprost piaszczyste na zacho- 
dzie i południowym wschodzie, nie ściągały licznego osadnictwa — 
praca na roli dość licho się opłacała. Miejscowość ta doszła do znaczenia dzięki 
swemu położeniu geograficznemu. 

Kiedy Wielkopolska zlewała się z Małopolską, to leżąca między niemi część 
wyżyny Małopolskiej (czasami zwana wyżyną Olkusko- Wolbromską) z najwyższem 
wyniesieniem nad poz. morza 502 metr., przez swą małą dostępność i lesistość 
była przeszkodą w tem zlaniu, obszerne zaś piaski utrudniały zaludnienie tych 
najbardziej malowniczych okolic Polski. 

W XI i XII stuleciach główny gościniec, łączący Kraków z Wielkopolską, 
musiał kołować na Opole, skąd dopiero rozdzielał się do Wrocławia i na północ 
do Wielkopolski. Kiedy jednakże XIII stulecie rozerwało spójność Śląska z resztą 
ziem polskich, to w XIV wieku zjawiła się konieczność wyprostowania i jedno- 
cześnie przesunięcia na wschód szlaku, łączącego Wielkopolskę z Krakowem. 
Zjawiły się nowe drogi, powstały nowe miejsca zaludnione, dawne nabrały więk- 
szego znaczenia; bliskość granicy z napadami „raubritterów" zmuszała do wzno- 
szenia miejsc, obwarowanych na nowych drogach, tem bardziej, że górzysta 
miejscowość i obfitość dogodnego budulca — wapniaka, ułatwiały zadanie. 

W XIV wieku droga z Wielkopolski do Krakowa weszła doliną rzeki Warty 
obok Częstochowy w głąb wyżyny, a to wywołało potrzebę obwarowania ostatniej 
wyniosłości na północo-zachodzie wyżyny — ta wyniosłość, to zdaleka widziana 
z zachodu i z północy Jasna Góra. 

W końcu XIV stulecia książę Śląski (na Opolu), przypadkowo władający 
Częstochową, wybierał miejsce, gdzieby cudowny obraz z Rusi można było obsa- 
dzić, aby ze wszystkich ziem polskich było jednakowo blisko. Wybór jego padł 
szczęśliwie na Jasną Górę, gdyż jest to punkt: 1) leżący na nowym wówczas 
szlaku Wielkopolsko-Krakowskim, 2) blisko granicy Śląskiej i 3) na drodze 
z Mazowsza i Litwy ku Bramie Morawskiej, którędy musieli się kierować wszy- 
scy, zdążający do Rzymu. 

W XIX stuleciu kolej Warszawsko-Wiedeńska, zmierzając od Warszawy do 
posiadającego węgiel Zagłębia Dąbrowskiego, nie mogła skracać drogi przez 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



337 



wyżynę Olkusko-Wolbromską, lecz musiała ją okrążyć od zachodu, wchodząc 
w dolinę Warty koło Częstochowy. 

Miasto Częstochowa, leżące początkowo nad brzegiem Warty, znalazło się 
w bliskiem sąsiedztwie ze stacją kolei, a to zapewniło przedewszystkiem wzmo- 
żony dopływ pątników, a w trzydzieści lat później bliskość węgla i bliskość gra- 
nicy poczęły zmieniać miasto w ognisko przemysłowe. 

Odwieczny ruch pątników do cudownego obrazu w XX stuleciu 
waha się koło 280 tys. rocznie, co znacznie podnosi miasto. Prze- 
mysł zaś, stale podnoszący tę miejscowość, rozwija się, szczególniej 
na południe od dawnego miasta i od Jasnej Góry i doprowadził za- 
ludnienie do 70 tys. mieszkańców, a rachując z fabryczną okolicą podmiejską, 
nawet ponad 90 tys. 



Dzisiejsze 

znaczenie 

Częstochowy. 




Rys. 192. Częstochowa — Jasna Góra. 



W okolicach Poraja rozwija się górnictwo, oparte na rudach żelaznych; 
Myszków, jak i leżące na rozpłaszczonej krawędzi Żarki, posiadają przemysł 
włóknisty. 

Na wschodzie przemysłowej krainy spotykamy w dolinie Przemszy Białej 
Sławków, dziś mieścinę o niespełna 5 tys. mieszkańców, która jednak miała swoje 
chwile świetności w XIII stuleciu. Tam, wpierw niż w Olkuszu kwitnęło gór- 
nictwo i tędy przechodziła droga z Krakowa do Wrocławia (w Krakowie — ulica 
Sławkowska). Z każdym rokiem giną ciekawe zabytki budownictwa 
drzewnego, które tu przed czterdziestu laty były bardzo liczne. Roz- 
kład miasteczka dokoła rynku daje obecnie rzadki przykład miejsca, gdzie z ła- 
twością można wyczytać porządek rozrastania się miasta w podwalach, kolejno 
jedno za drugiem. Mury kościoła sięgają czasów przedgotyckich. 

Niespełna milę ku wschodowi leży górnicza osada Bolesław z kopalniami 
galmanu, a jeszcze dalej na rudonośnych pokładach triasowych, półkoliście oto- 



Sławków. 



tfKOURAPJA DAWNEJ POLSKI. - 



22 



338 



MAŁOPOLSKA 



Olkusz. 



czony białemi skałami jury, umieścił się Olkusz, który przez czterysta lat świecił 
swem górnictwem i zamożnością mieszczan. Z czasów świetności 
pozostał, gotycki kościół, kawałek muru obwodowego z XIV wieku 
i nieco domów mieszkalnych z początku XVII wieku. Dziś miasteczko ma prze- 
szło 6 tys. mieszkańców i od pewnego czasu nabiera cech przemysłowych. 

Na wschód od okolic górniczych wznosi się od Częstochowy do Krakowa 
wał skał wapiennych, w linji powietrznej, mierzącej do stu km., a kilkanaście 
km. szeroki. Najwyższe punkty przekraczają 500 metrów nad poz. morza 1 ), ogó- 
łem poziom grzbietu najczęściej sięga 300—400 metrów nad poz. morza. 

Od zachodu piaski czyniły te ziemie mało przydatnemi dla człowieka, a pia- 
ski te są tak rozległe i grube, że w nich ginie rzeczka Baba. 



- **~-*- ■ 



gfcSW* 







Rys. 195. Źródła rzeczki Baby W okolicach Olkusza. 

Na samym grzbiecie, znacznie rozszerzonym ku południowi, często dał się 
odczuwać brak wody na powierzchni — tak dalece, że wioski, położone na żyznej 
glebie, dopiero w XX^wieku potrafiły wybić odpowiednie studnie. Ten brak 
wody sprawił, że okolica, o ile nad brzegami wody płynącej była zaludniona od 
czasów najdawniejszych, o tyle naogół były to okolice zaludnione słabo. 

Południowa część grzbietu, wyżyna Ojcowska, obok żyznej gleby, przedsta- 
wiała mnóstwo miejsc obronnych i prawdopodobnie znaczniejsze zaludnienie tych 
okolic musiało dobroczynnie odbijać się na sąsiedniej okolicy nad Wisłą. 

Wał skalisty od zachodu, nieraz malowniczy i kilkadziesiąt aż do 120 m. 



l ) Mapa sztabowa— 2 wiorsty W calu. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



:?39 



wzniesiony, od wschodu niezauważalnie rozpływa się. Był on dość naturalną 
granicą Śląska i północnej Małopolski, a przez swoją niezamieszkałość był pustko- 
wiem, oddzielającem Wielkopolskę od Krakowa; od wschodniej strony był nieco 
gęściej zaludniony i pozostawał w łączności kulturalnej z Krakowem. Łatwa 
obronność i obecność wapniaka, ułatwiającego wznoszenie budowli z kamienia, 
sprawiła, że tu nagromadziły się wcześniej zamki i klasztory. Na południowym 
zachodzie, gdzie skały wybuchowe przebiły powierzchnię, na wzgórzach, których 
jądro składa się z diabazów, wzniósł się za czasów Zygmunta III klasztorek 
w Alwernji, niedaleko zaś w Tęczynku oddawna wyrósł zamek, którego zwaliska 
obecnie imponują ogromem. Cała okolica nosi ślady zaludnienia z czasów daw- 
niejszych od epoki grodziskowej. 




Rys 194. Rzeczka Baba w okolicach Olkusza. (Fot. A Janowskiego w zb. P. Tow. Kr.) 



Na północy Mstów, sięgający XII wieku, Jasna Góra XIV, na południu Czer- 
na i w środku Olkusz posiadały klasztory— w wiekach średnich niezaprzeczalny 
czynnik cywilizacyjny. Mnóstwo zamków wskazywało na bliskość granicy. 

Okolica z trudnością wyżywia swe zaludnienie, które oddawna szuka za- 
robków w przemyśle. W XIX stuleciu miejscowości uprzemysłowione, leżące 
przy kolei Wiedeńskiej, ściągają tę ludność, a nawet obfitość rąk roboczych 
dawno już zachęcała do wprowadzenia tu przemysłu fabrycznego (Żarki, Pilica). 
Przecięcie tych miejscowości wpoprzek koleją DęblińskoDąbrowską, dość powoli 
i stopniowo wywołuje powstawanie fabryk i wzdłuż tej kolei (Klucze, Olkusz). 

Z miejscowości nieco znaczniejszych można tu wymienić Pilicę, posiadającą 
pałac przerobiony z twierdzy oraz drewnianą synagogę (rys. 130), wybudowaną 



340 



MAŁOPOLSKA. 



w stylu, który był samorzutnem rozwinięciem zasad i motywów budownictwa 
wiejskiego, stylu niesłychanie bliskiego podhalskiemu. Wioska Giebło do po- 
czątków wieku XX posiadała kościół romański. 

Złoty Potok zaczyna ściągać letników. 

Ojców z doliną Prądnika i okolicami, chociaż wysokością zboczy rzadko 
gdzie przekracza 60 — 80 metrów, słusznie słynie z piękności. Mnóstwo jaskiń 
i dość odosobnionych skał przyciągało człowieka w czasach najsta- 
rożytniejszych i nawet później w czasach niespokojnych. Z góry 
Chełmowej mamy rozległy widok na zapadłość Rudawy i dolinę Wisły z Krako- 
wem, który przy jasnym dniu, jak na dłoni, rysuje się swemi gmachami. 






$££* 



*3&» ... 



4 ■ --' ■ ■ r ;. I 



.«*& 




Rys 195. Zakończenie rzeczki Baby w okolicach Olkusza 



Na zachód od Krakowa widać kopiec Kościuszki, usypany na Sikorniku, 
który jest wschodniem zakończeniem wąskiego pasma, ciągnącego się na północ 
od Wisły i oddzielonego od wyżyny Środkowo-polskiej zapadłością Rudawy. Na 
zachodzie to pasmo jest bardziej rozpłaszczone, ku wschodowi waha się 300— 
350 metrów, w najwyższem zaś miejscu dochodzi do 358 m. Geologicznie jest to 
dalszy ciąg wyżyny Środkowo-polskiej, te same utwory geologiczne tu spotykamy. 
Od zachodu występują na powierzchnię piaski, im bliżej Krakowa, tem bardziej 
przeważa glinka nawiana. Śród skał jury białej położonych, w okolicach Mni- 
kowa, istnieją jaskinie, świadczące swą zawartością o zamieszkaniu ich przez 
człowieka w czasach niezmiernie starożytnych, tak samo jak i na górze Sikor- 
niku w okolicach kopca Kościuszki. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



:$n 



Ludność tu gęsta, gdyż przekracza 130 na km. kw., a im bliżej Krakowa, 
tem bardziej jest związana z życiem tego miasta. 



Na wschód od grzbietu jury Krakowskiej kraj naogół obniża się, aby się 
znowu podnieść w bliskości gór Świętokrzyskich; mniejsza, północna część tej krainy 
zbiera swe wody do Pilicy, znaczniejsza zaś część zapomocą rzek: Dlubni, Śre- 
niawy, Nidzicy i dolnej Nidy do Wisły. Gleby na północy, dość często powstałe 
z wapienia kredowego, t. zw. rędziny, są żyzne, jednak dość często spotykają się 
i piaski, które ku południowi przechodzą w glinkę nawianą, stanowiącą podłoże 
dla słynnej ze swej żyzności gleby proszowskiej. Lasy na północy i na dziale 




v 



Rys. 196. Skały w Mnikowie pod Krakowem. 



wodnym, na ziemiach lżejszych zajmują przeszło trzecią część powierzchni, ku 
południowi wraz z żyznością gleby rzedną i nad Wisłą spadają poniżej 1 / 10 części. 
Południe omawianej krainy, zaludnione od czasów przeddziejowych, jako 
posiadające rzadsze lasy na glinkach nawianych, było odwiecznym szlakiem dro- 
gowym. Szlak ten w latach rozkwitu Kijowa (lata 800 — 1100) doszedł do znacze- 
nia jako część szlaku Kijowsko-Krakowskiego, a w XIV wieku wyrobił się na 
szlak uprzywilejowany, którego kupcom nie wolno było omijać. Ten szlak stwo- 
rzył przy przeprawach przez rzeki, szczególniej w bliskości ich ujść, cały szereg 
miast, które miały swoją epokę rozkwitu. Obecnie te miasta podupadły, gdyż 
leżą zdaleka od kolei. Znaczenie zaś Wisły stało się znikome wobec granicy 
politycznej i nieuporządkowania rzeki. 



342 



MAŁOPOLSKA 



Do takich miejscowości zaliczyć należy Wiślicę nad Nidą, pamiętną działal- 
nością prawodawczą Kazimierza Wielkiego, gród zresztą opromieniony wieńcem 
podań ludowych z czasów przedpiastowskich. Nowe Miasto, Korczyn, Proszowi- 
ce. Skalbmierz nad Nidzicą z kolegjatą i niegdyś wielce handlowe Działoszyce. 
Okolice bliższe Krakowa i Wisły już w wiekach XII i XIII były 
wciągnięte w obręb wpływów cywilizacji zachodniej, a kościoły ro- 
mańskie nad Dłubnią w Wysocicach i w Mogile, słynnej z kurhanu, najpewniej 
pamiętającego bardzo starożytne czasy jakichś koczowników stepowych, a przez 
lud nazywanego mogiłą Wandy, lub też w Prandocinie i Kościelcu są tego wy- 
raźnym dowodem. 



Wiślica. 




Rys.[197. Domek W glinie nawianej (loss). (Fot. L. Ostaszewskiego w zb. P. Tow. Kr.). 



W XIX stuleciu, gdy żyzne ziemie Proszowska i Miechowska, ciążące geo- 
graficznie ku Krakowowi, zostały odeń odcięte granicą polityczną, wówczas za- 
częły się podnosić inne miasteczka, głównie jako siedziby urzędów powiatowych, 
jak Jędrzejów, do 7 lys. mieszkańców liczący (z XII wieku mury nie zachowały 
śladów romanizmu), Włoszczowa do 8 tys. mieszkańców, Pińczów— 10 tys., Mie- 
chów — 7 tys. lub Stopnica — 6 tys. Dawniej gościniec podrzędnego znaczenia, idą- 
cy mniej więcej działem wodnym Wisły-Pilicy, nabrał znaczenia, jako część szla- 
ku Warszawsko -Wiedeńskiego; gdy od Miechowa szedł na południe do Krakowa, 
to dalej na południo-zachód rozwidlał się do Olkusza i Modrzejowa do punktu 
zetknięcia trzech cesarstw. Przed trzydziestu kilkoma laty ten kierunek objęła 
kolej Dęblińsko-Dąbrowska. 



WYŻYNA MAŁOPOLSKA. 



3 13 



Im bliżej Wisły, tem zaludnienie gęściejsze, w Miechowskiem 120—130 na 
km. kw., na północ zaś od kolei 75 zaledwie. 

Przemysłu brak i ludność szuka zarobków częściowo na obczyźnie, a naj- 
więcej w Zagłębiu Dąbrowskiem. W Miechowskiem i dalej na południowy wschód 
jeszcze dotychczas trzymają się resztki barwnych ubiorów ludowych, jakkolwiek 
coraz bardziej i tu zaczyna przeważać tandeta fabryczna. 



Góry Świętokrzyskie krajobrazowo przedstawiają się pod postacią kilku roz- 
płaszczonych wałów, gdzie różnice poziomów rzadko kiedy stwarzają 
strome spadzistości. Niezbyt rodzajne ziemie i w porównaniu z oko- °r y ^'5 ° 
lica (zależnie od wyniesienia) nieco chłodniejszy klimat nie zachęcały 
do karczowania lasów, które też przetrwały tu w poważnych ilościach. 

Pewne bogactwo kopalne w przedgórzach (jak rudy miedzi, żelaza, t. zw. 

marmur i kamień 

ciosowy) ściągały 
tu przemysł górni- 
czo-hutniczy. Na- 
ogół jednak kraina 
pozostawała poza 
światem, gdyż zna- 
czna odległość od 
rzek spławnych i 
złe drogi, właści- 
we leśnym górskim 
okolicom, nie po- 
zwalały na żywsze 
stosunki między- 
ludzkie. Rzeka Ka- 
mienna, zbierająca 
wody na półno- 
cnym wschodzie , 

jest wyzyskana jako siła, poruszająca w zakładach przemysłowych. Nida, prze- 
łamująca się w swym górnym biegu wpoprzek łańcuchów górskich, tu spławna 
jeszcze nie jest. W początkach XIX stulecia bity gościniec, idący przez Kielce, 
zaczął podnosić gospodarczo północną część gór Świętokrzyskich, ale dopiero po 
ukończeniu kolei (1886 r.) okolica rozpoczęła się ożywiać, szczególnie skutkiem 
przeprowadzenia szlaku poprzecznego od Koluszek do Ostrowca. W lasach Święto- 
krzyskich jeszcze w kilka lat po przeprowadzeniu kolei wykrotów nie usuwano, 
tylko pozostawały, dopóki nie zbutwiały; następnie jednak wzrastająca cena drze- 
wa sprawiła, że potężne bory jodłowe, imponujące rzadką w Europie grubością 
pni, zaczęły stopniowo tracić swe olbrzymy i zmieniać się w zwykły las, zapew- 
ne, jako jodłowy, oryginalny, lecz nie będący już knieją zapadłą. 

Miasto Kielce (30 tys. mieszkańców) pomimo paru zakładów przemysłowych, 
jest w rzeczy samej miastem urzędniczem, a że leży w położeniu . 
malowniczem i w bliskości Św. Krzyża, przeto stąd wyruszają latem 
rzesze wędrowców po kraju. 




Rys. 198. Krajobraz małopolski — okolice Jastkowa. 



344 MAŁOPOLSKA. 

Okolica, wogóle dość słabo zaludniona, wysyła ludność na zarobki, gdyż 
uprzemysłowienie miejscowe naogół bardzo nieznaczne. 

Najwyższy punkt w Królestwie PolsRiem, góra Sw. Katarzyny (Łysica), oraz 
o 13 km. dalej na południowy-wschód leżąca góra Łysa (Świętokrzyska) leżą na 
zakończeniach najznaczniejszego wału górskiego. Na górze Łysej 
w. rzy i s t n i e ją zabudowania klasztorne, sięgające XIII wieku — (dzisiaj wię- 
zienie) i kościół, który skutkiem przeróbek zatracił swój dawny cha- 
rakter. Wyobraźnia ludowa do tego grzbietu przywiązuje niejasne podania jesz- 
cze doby przedchrześcijańskiej. 

Na północ od gór Świętokrzyskich, w przedłużeniu ich kierunku spotykamy 
wychodnie skał jury białej, z trzech stron obejmującej północną część gór 
w kształcie podkowy. Jura zjawia się jeszcze nad Pilicą, a dopiero poza jej wy- 
chodniami cała kraina do dolnej Pilicy i do Wisły jest równa i tu zamiast boga- 
tych glinek nawianych, właściwych Proszowskiemu, spotykamy wielkie szmaty 
piasków, dość płytkich, z pod których przebijają się nieprzepuszczalne skały tria- 
sowe, jak w pow. Końskim, lub też piaski i szczerki w Opoczyńskim. 

Wydobycie drobnych ilości rudy żelaznej i hutnictwo, oraz nieco glin szla- 
chetniejszych z odpowiedniemi zakładami w Opocznie, wskazują na zaczątki prze- 
mysłu. Powiat Koński, prawie w połowie pokryty lasami, stanowi 
najbogatszy w Królestwie zbiornik lasów. Opoczyński o połowę 
mniej ich posiada, a dość słabe zaludnienie (koło 77 na km. kw.) czyni z tych 
powiatów okolice gospodarczo dosyć bierne. 

Ku wschodowi aż do Wisły równina Radomska posiada krajobraz raczej 
mazowiecki lub wielkopolski, aniżeli małopolski. Gleby tu liche, lub średnie, na 
podłożu zwałów lodowcowych, stopniowo ku południowi przechodzą w gliny lub 
wyspowo rozrzucone rędziny. 

Ludność na lichych piaskach pod względem plemiennym jest mazowiecka; 
dopiero na południe od Radomki, gdzie ziemia lepsza, przechodzi w małopolską, 
a mianowicie— sandomierską. Zaludnienie w mazowieckim powiecie Kozienickim 
rzadkie, bo 75 na km. kw. liczące, w Radomskim staje się gęściejsze, dzięki 
obecności miasta gubernjalnego, które, posiadając pewien przemysł (między inne- 
mi zakłady garbarskie) doszło do 40 tys. mieszk. Na południe od 
rz. Kamiennej kraina, rozciągniona do gór Świętokrzyskich i Wisły, 
a nawet i nieco dalej na zachód aż do rz. Czarnej, stanowi właści- 
we Sandomierskie. Tu gleba jest dalszym ciągiem ziem proszowskich i tu zupeł- 
nie te same spotykamy stosunki, co nad Nidzicą i Śreniawą, a więc im bliżej 
Wisły, tem mniejszy odsetek lasów, tem gleba znakomitsza i ludność gęściejsza. 
Brak kolei, niewyzyskanie Wisły i Sanu sprawiają, że la ziemica niesłycha- 
nie starożytnego zaludnienia, która leży w świetnych warunkach geograficznych, 
posiada rozkwit kultury nie tylko rzeczowej, sięgającej wieków średnich, dziś jak 
gdyby była w zapomnieniu. Opatów, Wąchock, Zawichost — jako miejsce od- 
wiecznej przeprawy przez Wisłę— i sporo drobnych miejscowości, a nadewszystko 
Sandomierz z romańskim kościołem św. Jakóba, z gotyckiemi gmachami i z atty- 
kami na budowlach, pochodzących z czasów odrodzenia, świadczą o wspaniałej 
przeszłości miasta, które, panując nad ruchem handlowym Sanu i Wisły, korzy- 
stało z dróg lądowych, idących do Kijowa, Lwowa, Lublina i Krakowa, a jako 



WYŻYNA LUBELSKA. .'S45 

ognisko żyznej ziemi Sandomierskiej mogło kwitnąć, nie będąc żadnym poważniej- 
szym ośrodkiem administracyjnym. Przed wojną liczyło tylko do 8 tys. mieszk., 
jest stolicą diecezji, a swój stan uśpienia zawdzięczało brakowi kolei oraz poło- 
żeniu nad granicą polityczną. 

§56. Wyżyna Lubelska. 

Wyżyna Lubelska i grzbiet wyżynowy, stanowiący jej przedłużenie południo- 
we pomiędzy Bugiem, Sanem i równoleżnikiem Przemyśla od południa, są jednost- 
ką geograficzną, bardzo wyraźnie odgraniczoną. Ów grzbiet wyżynowy — pół- 
nocno-zachodnie zakończenie wyżyny Podolskiej— występuje pod nazwą Roztocza 
lub grzbietu Lwowsko-Tomaszowskiego, które, średnio 300 - 400 m. 
nad poz. m. wyniesione, w okolicach Lwowa nawet 400 m. przekra- Wyżyna Lu- 
cza. Ku północy Roztocze zwęża się i obniża, aby z obu stron dać . ^ e, ^ ka 
początek dolinom Tanwi i Huczwy. Za temi dolinami, pomimo że 
naogół powierzchnia wyżyny Lubelskiej staje się równiejsza, to jednak dalszy 
ciąg grzbietu Roztocza w kierunku Kazimierza i Puław posiada postaci łagodniej- 
sze—przypuszczalnie są to następstwa tektoniki — wahając się od 200 do 300 m., 
a najwyżej dochodząc do 311 m. 

Gleba wszędzie w dolinach rzek posiada żyzne dna, lecz często zabagnione, 
szczególniej na północy i na wschodzie; w miejscach wyżej położonych wystę- 
pują „borowiny", gleby, odpowiadające „rędzinom" lewego brzegu Wisły, gdyż 
powstałe tak samo na podstawie zwietrzałego wapniaka kredowego, 

zwanego tu „opoka" — jest to gleba bardzo rodzajna. Na miejscach , . e *. 

7 ,-,.,.,., . . , , w Lubelskiem, 

najwyższych nagromadziła się glinka nawiana, która stała się podsta- 
wą czarnoziemu — im bardziej ku wschodowi, tem bogatszego w próchnicę. Tylko 
nad Tanwią w większych płatach występują grunty piaszczyste, jak również nad 
Bugiem, w północno-wschodniej części wyżyny Lubelskiej. 

Lasy, które tu częściej były liściaste niż szpilkowe i często stanowią typ lasu 
parkowego, są bardzo nikłe, wahają się koło 5°/ powierzchni, w Hrubieszow- 
skiem opadają do 2°/ (najmniej w Królestwie Polskiem). 

Zachód tej ziemicy jest etnograficznie polski (sięgając na południe aż poza 
Radymno), a wschód mieszany, przyczem śród Rusinów na wyżynie Lubelskiej 
Polacy przed wojną stanowili przeszło 1 / s część zaludnienia, przeszło V 6 stanowią 
Żydzi. Dzieje ostatnich lat 40-50 spowodowały pewne dość wyraźne zmiany 
w stosunkach narodowościowych. Dawna ludność unicka, barbarzyńsko zmusza- 
na do prawosławia (1875—1905), znienawidziła prawosławie i bohatersko trzyma- 
jąc się katolicyzmu, stopniowo przechodziła do polskości. Wojna z jej przymu- 
sowem wyludnieniem usunęła najwięcej ludności prawosławnej i obecnie na le- 
wym brzegu Bugu zaledwie w kilku gminach ludność niepolska stanowi zwartą 
całość. Na południe od granicy politycznej Polacy stanowią 16— 20°/ , a im bli- 
żej Lwowa, tem silniej występuje wpływ „pomnożyciela polskości"— Lwowa, któ- 
rego powiat liczy przeszło połowę Polaków katolików, równie występuje też wpływ 
szlaku Kraków-Przemyśl-Lwów, bo np. pow. Mościski zawiera ich 31°/ . 

Chociaż Zasanie fizjograficznie jest raczej uzupełnieniem niziny Nadwiślań- 
skiej, ale ogół stosunków geograficznych nakazuje ten pas 50 km. szeroki, cią- 



346 MAŁOPOLSKA. 

gnący się po prawej stronie Sanu aż do Przemyśla, rozpatrywać razem z Rozto- 
czem; stosunki ludnościowe spotykamy tu takie same, jak i w pow. Przemyskim. 
Średnia i większa własność ziemska tu tak samo jak w całym zaborze austrjac- 
kim, powoli wyprzedaje się w ręce chłopskie, nie odbywa się to jednak z taką 
szybkością, jak na podgórzu, gdzie ten proces już zaszedł bardzo daleko. 

Przed pierwszym rozbiorem oprócz szlaku drogowego, łączącego wzdłuż 
krawędzi podgórza Kraków z Przemyślem i zatem ze Lwowem, oraz oprócz 
szlaku, idącego z Warszawy przez Puławy, Lublin, Dubienkę na Wołyń, istniała 
jeszcze ożywiona przecznica z Lublina do Lwowa, trzymająca się 
. . . kierunku Roztocza po wschodniej jego stronie. Ustalenie granicy 
politycznej na linji Tanwi — Huczwy spowodowało — szczególniej gdy 
szlak południowy, a później i północny (1879) otrzymały kolej żelazną — pewne 
ożywienie okolic bliższych kolei i zarazem stosunkowe osłabienie tętna gospodar- 
czego w powiatach, leżących nad granicą polityczną. 

Gdy na północo-zachodzie okolice Puław i Lublina wykazują 117 mieszk. 
na km. kw., nad Bugiem 95, to Janowskie i Biłgorajskie opadają do 75; nie bez 
znaczenia jest tu i częściowo piaszczysta gleba nad Tanwią. Tak samo układają 
się stosunki zaludniania po austrjackiej stronie, gdzie pow. Cieszanowski docho- 
dzi do 76 m. 

Na południu od Huczwy ludność przedstawia się równomiernie gęsta (80), 
aby w bliskości ożywczego szlaku drogowego wzrastać do 109 — 117 (a mianowi- 
cie Lwowski powiat wiejski i Mościski). 

Odwieczne szlaki drogowe, przecinające krainy żyzne, wytwarzały pewne 
skupienia, z których jedne głośne w ubiegłej przeszłości, dziś w letarg zapadły, 
inne zaś znacznie się rozwinęły. 

Na północnym zachodzie, gdzie wyniesiony brzeg wyżyny Lubelskiej przy- 
piera do doliny Wisły, tam w XIV wieku powstało miasteczko Kazimierz, posia- 
dające dość ułatwiony dowóz zboża do Wisły; w XVI w. doszło ono do pewnego 
rodzaju świetności, która była w ścisłej zależności od ilości wysyła- 
nych stąd Wisłą płodów ziemi Lubelskiej, a w mniejszym stopniu 
i towaru, otrzymanego Wisłą, bo ziemia Lubelska towar otrzymywała i z Krako- 
wa przez Sandomierz i jeszcze bardziej ze Lwowa. 

Dziś ładne zabytki świetnej przeszłości przykro odbijają od ubóstwa i nie- 
dbalstwa teraźniejszości. Zbocze doliny, zasłonione od wiatrów wschodnich, wy- 
twarza wyjątkowo korzystne warunki dla ogrodownictwa, co tylko cząstkowo jest 
wyzyskane i to głównie pod śliwnikami. Na północy Puławy, dawniejsza wieś 
rodziny Czartoryskich, miała swoje chwile świetności jako czynnik cywilizacyjny. 
Skonfiskowane po r. 1831 posiadały wyższy instytut agronomiczny, który jednak 
aż do wojny 1914 r. z rolnictwem Królestwa posiadał niewielki związek. W bli- 
skiej okolicy leży Nałęczów z zakładem wodoleczniczym, dość uczęszczanym. 

Na szlaku mazowiecko-kijowskim śród rodzajnej, zlekka falistej równiny sta- 
nął Lublin w miejscu przeprawy przez rzeczkę Bystrzycę, dopływ Wieprza. Sto- 
sunki Litwy z Polską sprawiły, że znalazł się również na szlaku litewsko-podla- 
sko-małopolskim, przez co w r. 1569 tu dokonał się akt wiekopomnego znaczenia. 

Łatwość drogi do Lwowa uczyniła zeń jak gdyby ognisko między Krako- 
wem, Warszawą, Wilnem, Kijowem i Lwowem, to też promieniował on kulturą 



WYŻYNA LUBELSKA. M7 

nie tylko rzeczową, kiedy burmistrzem mógł mieć człowieka tej miary, co Klo- 
nowicz. Cała dzielnica miasta zachowała piętno z przed 300 lat: za- 
mek przerobiony na więzienie posiada oryginalne cechy w budów- ' n " 
nictwie, nie mówiąc o niesłychanie pięknej kaplicy z czasów Jagiełły. 

Miasto współczesne, dzięki kolei, żyznej okolicy i starożytnej kulturze ziemi 
Lubelskiej, jest nie tylko miastem gubernjalnem i stolicą diecezji, lecz zarazem 
jest ogniskiem pewnego przemysłu i ośrodkiem życia gospodarczego, przez co 
przekroczył znacznie 60 tys. mieszk. i jest nadzieja, że się w rozwoju nie zatrzy- 
ma, gdyż sama ziemia Lubelska pod względem gospodarczym weszła na drogę 
bardzo racjonalną, coraz budując nowe cukrownie. 

Pobudowanie kolei przez bogaty środek i południe wyżyny, a również i po- 
łączenie w Bełżcu i Rozwadowie z siecią austrjacką tem bardziej podniosło Lu- 
blin, że ku północy przez mniej zamożne okolice istnieje kolej, łącząca z Łu- 
kowem. 

Wychodztwo zarobkowe z ziemi Lubelskiej istnieje tylko z niektórych oko- 
lic mniej żyznych, jak np. znani sitarze biłgorajscy, lub murarze, idący na roboty 
do Warszawy. Wychodztwo do Prus lub Ameryki mało jest znane, natomiast 
chwilowo fala wychodźcza z Lubelskiego ciągnęła na Syberję. Parcelacja nie 
dokonywa takich głębokich zmian, jak w innych okolicach Polski. 

Na tym samym szlaku na wschód od Lublina leży Chełm na pewnem wy- 
niesieniu ponad okolicami, otaczającemi miasto w kształcie podkowy od wschodu 
i północy okolicami niżej położonemi i rolniczo gorszemi. Miasto Chełm w roku 
1913 zrobiono stolicą nowej gubernji Chełmskiej ze specjalnemi ogra- 
niczeniami dla żywiołu polskiego. W skład tej gubernji włączono e m 
większą część Podlasia, oraz wschodnią część wyżyny Lubelskiej, przyczem lu- 
dność prawosławna miała tu przekraczać V 3 część, żydowska dochodzi lub prze- 
kracza V 6 część zaludnienia, a sam powiat Chełmski posiada przeszło 20 tys. 
osadników niemieckich. 

Jako stolica diecezji prawosławnej oraz jako miasto gubernjalne. miasto 
Chełm posiadało przed wojną pewne widoki rozwoju rosyjsko-urzędniczego i dzi- 
siejszą ludność (do 18 tys. mieszk.) zapewne w ten sztuczny sposób powiększyłby. 
Szczególniej na wzrost tego miasta może wpłynąć sieć kolei lubelskich, która bę- 
dzie miała odnogę od Chełma, już posiadającego kolej do Brześcia Litewskiego. 
W razie takiego połączenia z Bełżcem, Chełm znalazłby się na drodze, prowa- 
dzącej z podupadłego Petersburga na odnowione Wilno i Brześć do Lwowa. 

Lubelskie, jako całość, posiada mnóstwo drobnych miasteczek, które jeżeli 
tylko cząstkowo były zaludnione przez żywioł miejski, to jednak chrześcijańska 
rolnicza ludność miasteczek stanowiła żywioł osobiście wolny, przywykły do 
znacznego wewnętrznego samorządu i zazwyczaj posiadający ziemi znacznie wię- 
cej od włościan, a ta okoliczność sprawiała, że cała ziemia Lubelska posiadała 
kulturę głębszą i dawniejszą od ziem, przylegających od wschodu. 

Nietyle warunki geograficzne (żyzna gleba, bliskość Lwowa, położenie na 
drogach między Krakowem, Warszawą, Wilnem i Kijowem) lub społeczne (obfi- 
tość żywiołu drobnomieszczańskiego), ile zjawiska kulturalno-dziejowe w prze- 
szłości (Klonowicz, Akademja Zamojska, szkoły w Lublinie, oświatowo-kulturalne 
promieniowanie Puław w latach 1750—1831) sprawiły, że ziemia Lubelska jest 



MAŁOPOLSKA. 

bodaj że najbardziej kulturalna śród krain polskich byłego zaboru rosyjskiego. 
Dotyczy to zarówno szerszych warstw ludowych, jak i warstw oświeconych. 

Mnóstwo drobnych miasteczek, które miały swoje chwile świetności, dziś 
raczej wegetuje, tylko Hrubieszów na wschodzie doszedł do 16 tys. mieszkańców, 
a na południu wyżyny — Zamość do 14 tys. Ten ostatni nosi pewne cechy ze- 
wnętrzne miasta z czasów Jana Zamojskiego, świadcząc o kulturze 
wybitnego człowieka i o kulturze czasów Batorego. Znaczenie jego 
handlowe polegało na punkcie dogodnym, gdyż, leżąc na szlaku lubelsko-lwow- 
skim, jednocześnie krzyżowało drogi, prowadzące z Sandomierza na Wołyń ku 
przeprawie przez Bug pod Dubienką. 

Znaczna część powiatu Zamojskiego oraz Tomaszowskiego należy do t. zw. 
ordynacji Zamojskich, obejmującej bezmała 400 folwarków — największa własność 
ziemska w Królestwie Polskiem. 

Na południu od granicy politycznej niewiele inaczej ułożyły się stosunki 
społeczne i gospodarcze. Całe Roztocze zależy od Lwowa i gospodarczo znaj- 
duje się w sferze jego przyciągania. Tu miasta powiatowe, jak Sokal, Rawa Ru- 
ska, Żółkiew, pomimo że kolei tu nie brak, nie posiadają przemysłu i są tylko 
siedzibą urzędów, a cały przemysł skupił się w stolicy kraju. 

Na północnej krawędzi wyżyny Podolskiej, w miejscu jej najgłębszego wy- 
gięcia ku południowi, jednocześnie w miejscu zwężenia i obniżenia nasady Roz- 
tocza, zjawiła się w początku XIII wieku osada ludzka, która w samym początku 
musiała być ogniskiem handlowem, gdyż zwężenie wyżyny i obniżenie poziomu 
tu ułatwiało przejście od północy na południe, czyli ze zlewiska Bugu-Wisły do 
Szczerku-Dniestru. 

Wzdłuż podgórza beskidowego odwieczny szlak łączył wybrzeże morza 
Czarnego z górną Wisłą. Tak samo jak Przemyśl powstał na przecięciu drogi 
wodnej — Sanu ze szlakiem podgórskim, tak samo droga lądowa, idąca wzdłuż 
prawego brzegu Sanu (t. j. na zachodniej stronie Roztocza), łączyła Lwów z San- 
domierzem, a na wschód Roztocza warunki geograficzne pozwalały na łączenie 
Lwowa z północą. 

Ten szlak, omijając źródła Huczwy i Tanwi, stwarzał Tomaszów, ożywiał 
Zamość i łączył Lwów ze środkiem bogatej wyżyny Lubelskiej, a nawet z Ma- 
zowszem. 

Miejscowość ruska wkrótce otrzymała gromadkę mieszczan Niemców, a z nią 
i nazwę Lembergu. Nawały tatarskie zniszczyły Ruś i nakazały szukać oparcia 
i wpływów kulturalnych na zachodzie i kiedy w 1340 roku Kaźmierz wkroczył 
na Ruś Czerwoną, to dokonywał nie podboju, lecz przyłączenia i wówczas nie 
Halicz, lecz bliższy Sandomierza, Krakowa i Lublina— Lwów, stał się ośrodkiem 
odrodzenia Rusi. 

Lwów, chociaż gmachy gotyckie, pochodzące nawet z XV wieku, śród po- 
żogi poginęły, jest w rzeczy samej tworem Kaźmierza. Organizacja miasta, wraz 
z uposażeniem w ziemię, przywileje handlowe, obrona miasta i opie- 
ka nad handlem, to wszystko sięga czasów ostatniego Piasta. Miasto 
początkowo niemiecko-ormiańskie, z domieszką ludności żydowskiej, ruskiej, pol- 
skiej, a nawet wołoskiej i tatarskiej, dopiero w 1414 r. otrzymało stałego kazno- 
dzieję — Polaka, a w sto lat później było miastem polskiem, które było nie tylko 



WYŻYNA LUBELSKA. 



MV 




Rys. 199. Lwów. Kopiec Unji Lubelskiej. (Zbiory P. Tow. Kr.). 



ogniskiem handlu ze wschodem, twierdzą Rzeczypospolitej, ale uczestniczyło i w ży- 
ciu umysłowem, promieniując oświatą polską na Ruś i Multany. Dzielne kupiec - 
two Lwowa mało się zwracało w stronę zachodu, prawie wyłącznie kierując swą 



350 MAŁOPOLSKA. 

działalność na południowy wschód — odwrotnie, do Lwowa ciągnęli kupcy z ca- 
łej Polski. 

Pominąwszy krótkotrwałe wahania, losy Lwowa odzwierciedlały losy Rze- 
czypospolitej. 

Od roku 1773 Lwów zrobiono stolicą zaboru austrjackiego *) i odtąd mia- 
sto, odcięte od stosunków gospodarczych z resztą Polski, wegetowało, stopniowo 
przekształcając się powoli na miasto urzędnicze. Obecnie Lwów jest stolicą die- 
cezji katolickiej, unickiej i ormiańskiej, posiada potężny zastęp szkół wszelkiego 
stopnia i typu, a nawet zaczyna rozwijać się przemysłowo. Ludność, przeszło 
210 tys., jest w 61°/ polska, 27°/ żydowska, a tylko w 10°/ ruska. Jednak ży- 
wioł ruski narazie dość nieznaczny, w ostatnich czasach wzmaga się nie tylko 
absolutnie, lecz i odsetkowo, a nawet kulturalnie, gdyż Lwów jest siedzibą mnó- 
stwa instytucyj ruskich jak gospodarczych, tak kulturalnych i społecznych. 



§ 57. Karpaty Wschodnie i nizina Naddniestrzańska. 

Zaczynając od przełęczy Łupkowskiej, góry kierują się swemi grzbietami na 
południowy wschód. Niewielka liczba dolin poprzecznych odprowadza wody 
z głębi lesistych obszarów górskich, bardzo słabo zaludnionych i słabo zaopa- 
trzonych w drogi. Doliny podłużne poważniejszych rzek nie wytwa- 
w ^h d y> rza J3- Wprawdzie materjał, z którego Beskid Wysoki jest zbudowa- 
ny, naogół jest dość nieodporny, ale piaskowiec, t. zw. jamneński, 
nieraz nad dolinami rzek wytwarza zbocza dość urwiste, co przy wąskości dolin 
zmusza człowieka do kierowania dróg na działy wodne. 

Lasy zajmują tu potężne obszary, a swoją pierwotnością wzbudzają podziw 
bardzo nielicznych turystów, zapędzających się w te strony. Ponad lasami wy- 
stępują tu pastwiska, zwane połoninami, a że czasami one zjawiają się już powy- 
żej 1200 metrów, to jasną jest rzeczą, że człowiek swojem pasterstwem odwie- 
cznem rozszerzył pierwotne polany i obniżył sztucznie granice lasów. Tu lasy, 
w mniejszym stopniu pastwiska występują na pierwszy plan, wówczas gdy rol- 
nictwo stosunkowo mniejszą odgrywa rolę. 

Dopiero na nizinie podgórskiej rolnictwo nabiera znaczenia, a równocześnie 
na losy człowieka wpływa bogactwo mineralne: na podgórzu od niepamiętnych 
czasów znano źródła słone i z nich warzono sól, która w wiekach średnich, jako 
przedmiot pożądanego wywozu, musiała być jedną z przyczyn świetności księ- 
stwa Halickiego. W nowszych czasach, w chwili pierwszego rozbioru Rzeczypo- 
spolitej istniało tu do 200 małych warzelni soli, obecnie w dziewięciu miejscach 
istnieją wielkie zakłady, z których najpoważniejsze są w Delatynie 2 ). Okolice 



1 ) Z powodu jakichś pretensyj węgierskich do Rusi Czerwonej ze stolicą Haliczem, do 
którego miał należeć i Włodzimierz na Wołyniu, przezwano zabór austrjacki Galicją i Lodome- 
rją. Nazwa ta jest niedokładna, bo ani W niemieckiem ani w polskiem «H» nie mogło przejść 
w «G», geograficznie niedopuszczalna, bo już dawniej istniała tej nazwy prowincja W Hiszpanji, 
a historycznie jest niesłuszna, bo obejmuje nie tylko księstwo Halickie, lecz również część Po- 
dola i część Małopolski, natomiast «Lodomerja» nie zawiera Włodzimierza. 

2 ) J. Grzybowski i St. Weigner. Płody kopalne ziem polskich. (Encykl. Polska, tom I. 1912). 



KARPATY WSCHODNIE I NIZINA NADDNIESTRZAŃSKA. ,'i51 

Kałusza (a przypuszczalnie też Stebnika i Morszyny) posiadają jedyne poza Niem- 
cami i francuską znowu Alzacją złoża soli potasowych, których wydobycie, 
aczkolwiek powoli, jednak stale wzrasta l ). 

Największe znaczenie posiada ropa naftowa, którą spotkaliśmy już nieco da- 
lej ku zachodowi; ona występuje na całem Podkarpaciu i wchodzi w głąb Ru- 
munji. Dopiero od sześćdziesięciu lat zużytkowana na naftę, kolejno podnosiła 
różne miejscowości (Słoboda Rungurska, Wietrzno, Schodnica), ale ostatecznie 
lwia część tego przemysłu ześrodkowała się dziś koło Borysławia. 

Miejscowość ta również posiada kopalnie wosku ziemnego. 

Przemysł górniczy, jako pozostający w ręku kapitałów cudzoziemskich, do- 
tychczas posiada wszelkie cechy pierwocin gospodarki kapitalistycznej, to jest — 
wyraźnie występują tu tylko złe strony wielkiego przemysłu, z do- 
brych zaś stron możnaby jedynie przytoczyć zatrudnienie na miejscu a a " 
pewnej ilości robotników, których zarobki są dość liche. 

Ludność w górach jest bardzo rzadka; chociaż cała nagromadziła się na 
najniższych zboczach, oraz w dolinach, pustemi pozostawiając grzbiety, to jednak 
przeciętnie posiada ledwie 44—48 na km. kw., wówczas gdy na sąsie'dniem Pod- 
karpaciu, gdzie rolnictwo i częściowo górnictwo wchodzą w grę, ludność waha 
się 80—110 na km. kw. Im bardziej ku wschodowi, tem różnica między górami 
i podgórzem wzrasta: powiat Kossowski w górach ma niżej 40 mieszkańców, 
a sąsiednie nizinne Pokucie, przy swoim niezwykle pięknym klimacie, przekra- 
cza 140 na km. kw. 

Główna masa ludności składa się z Rusinów-Bojków, którzy dopiero w do- 
rzeczu Prutu i na Pokuciu przechodzą w Hucułów, szczep, noszący wyraźne śla- 
dy zmieszania z Wołochami. Ruska ludność tych okolic, do niedawnych czasów 
odcięta od świata, stanowi wdzięczne pole do badań etnograficznych. 
Jej kultura, biorąc absolutnie, bardzo pierwotna, wskazuje w zakre- Ludność 
sie walki o byt na zależność od lasów i połonin, a jednocześnie na w . p . . . 
wysokie uzdolnienie artystyczne, czem przypomina mieszkańców Pod- 
hala, jakkolwiek budownictwo, odzież i sprzęty posiadają tu inne motywy zdo- 
bnicze, wyraźnie wskazujące swem pochodzeniem na wschód. 

Polacy w górach stanowią kilka odsetków ludności, wzmagających się ku 
dolinom, gdzie przekraczają 10°/ . Ludność żydowska, która tu objęła wszelkie 
zajęcia poza rolnictwem i pasterstwem, naogół waha się tu od 10 do 13%. 

Olbrzymia większość ludności zebrana jest w dolinach, a warunki klima- 
tyczne, właściwe głębokim górskim dolinom i kotlinom bliżej Czarnohory, nieraz 
sprawiają, że wioska rozciąga się nie nad samą rzeką, ale na zboczu, aby zimą 
uniknąć większych mrozów. Wsie, wyciągnięte wzdłuż dolin rzecznych, tylko 
w wypadkach znaczniejszego rozszerzania dolin skupiają nieco większą ludność. 

Od zachodu, posuwając się na południowy wschód, spotykamy nad Strwią- 
żem Chyrów, głośny z gimnazjum, prowadzonego przez jezuitów w sąsiedniej wsi 
Bąkowicach. Stary Sambor rozwinął się w miejscu, gdzie Dniestr śród gór za- 
czyna znacznie rozszerzać swą dolinę, a chociaż obecnie leży nad jednym ze 
szlaków kolejowych, przecinających Karpaty wpoprzek, to jednak rozwijać się 



') J. Niedźwiedzki. Sole potasowe w Kałuszu. (Przegl. Techniczny. 1913). 






MAŁOPOLSKA 



nie może, gdyż ognisko stosunków gospodarczych przesunęło się w dół Dniestru 
na granicę gór z niziną Górnego Dniestru. 

Nad rzeczką Tvśmienicą rozwinął się w ostatnich czasach Drohobycz, w któ 

rym, dzięki bliskości Borysławia z Tustanowicami, ześrodkował się wielki prze 

mysł rafineryjno-naftowy, a chociaż miasto doszło do 38 tys. miesz 

kańców, jednak gotycki kościół, sięgający czasów Jagiełły, i orygi 

nalna piękna cerkiew unicka, zbudowana z modrzewiu, wskazują, że miasto już 

oddawna posiadało warunki rozwoju. 

Bliższa i dalsza okolica posiada bogactwo solne, a solanki w Truskawcu po- 
siadają poważne znaczenie lecznicze. Borysław ze swym lasem wież wiertniczych 

rzuca się w oczy; jest to miejscowość, która 
pomimo 15 tys. mieszkańców i najnowszych za- 
stosowań technicznych, swym wyglądem ze- 
wnętrznym przed wojną może prześcigała bło- 
to, brud i nędzny wygląd nawet Zagłębia Dą- 
browskiego. 

Podłużna dolina górska, którą płynie Stryj 
od Turki do ujścia Oporu, była dawniej od 
innych okolic górskich zaludniona, jednak 
w ostatnich dziesiątkach lat po- 
budowanie kolei, łączącej Lwów 
z Pesztem przez dolinę Stryja, 
Oporu w stronę Latorczy (w do- 
rzeczu Cissy), sprawiło znaczne 
ożywienie okolic, leżących nad 
Oporem i dolnym Stryjem. Uro- 
cze położenie kotliny, w której 
rozłożyło się Skole, rokuje mu 
przyszłość pierwszorzędnego le- 
tniska. 

W całym Beskidzie Wysokim 
jeszcze prawie nie zaczęto wyzy- 
skiwać wielkiego majątku, który 
kraj posiada w spadkach wody. 
Wprawdzie potrzebny tu jest ka- 
pitał i nieraz przy zakładaniu 
zbiorników należałoby ziemię wy- 
właszczać, ale siłę rozporządzalną Stryja z Oporem obliczają minimalnie na 73 
tys. koni parowych (HP), co mogłoby podnieść przemysł miejscowy, a również 
mogłoby być zużytkowane we Lwowie. Inne rzeki mogłyby też dostarczyć po- 
ważnych ilości energji. 

Dorzecze Świcy ani Łomnicy, pomimo czasami dość obszernych dolin rze- 
cznych, nie posiadają poważniejszych skupień, co zależy od nieuporządkowanego 
stanu dolin, mogących wprawdzie wyżywić dużą ludność z rolnictwa, ale dopiero 
po zabezpieczeniu od zgubnych wylewów rzecznych. 




Rys. 200. Wybuch ropy naftowej vi Borysławiu. 



HALICKIE Z POKUCIEM. 



353 



Nad Złotą Bystrzycą Nadworna jest miasteczkiem urzędniczem, latem zaś 
stanowi wygodny punkt wyjścia dla wypraw turystycznych, udających się w góry. 

Delatyn, leżący nad Prutem, posiada warzelnie soli; jest latem dość odwie- 
dzany przez turystów i letników, którzy tędy dążą do doliny Prutu. Zapewne, 
w górach Europy jest wiele dolin potężniejszych, ale ładniejszych nad dolinę 
Prutu między Delatynem a Worochtą niewiele się znajdzie. Jaremcze z wodo- 
spadem Prutu, a dalej z kamiennym mostem kolejowym o rozpięciu 65 metrów, 
wyniesionym nad rzekę 28 metrów, jednym z najpiękniejszych mostów kamien- 
nych w Europie, ściąga letników i turystów, tak samo jak Dora, Mikuliczyn i Ta- 
tarów. Worochtą jest stacją klimatyczną i punktem wyjścia dla wycieczek, jak 
bliższych (np. na Chomiak 1544 m.) tak i dalszych, w góry Czarnohory. Gmina 
Żabie nad Czeremoszem jest zna- 
na jako najczystszy zakątek Hu- 
culszczyzny. Ludność w górach 
nie posiada warunków dla rol- 
nictwa, a zatem i do pierwszego 
stopnia zagęszczenia. Przemysł 
leśny, pasterstwo lub na podgó- 
rzu leżące warzelnie soli i wie- 
że wiertnicze naftowe pomagają 
ludności wyżywić się, ale większe 
skupienia mogą powstać dopiero 
tam, gdzie stykają się obszary 
gospodarstwa leśnego i rolnego, 
nad rzekami których doliny pro- 
wadzą w głąb gór. 



§ 58. Halickie z Pokuciem. 

Nizina podkarpacka, nad 
górnym Dniestrem rozciągniona, 
posiada potężne błota Sambor- 
skie, które już częściowo zosta- 
ły osuszone, ale dopiero po cał- 



■ ' • — <M 






_*C ," 


Ś2* 




' v <$eI - 






«. ijj^^r 




!***-.. 


^"Sk'- 




".«-».-*. 


., 3^" 


..^- ) 


^ 


W*'*3 






^^S&Sk 




. ■ ";". " - ; " ■ 


: - 




;! 



Rys. 201. Źródła Prutu pod Howerlą. 
(Zb. P. Tow. Kr.). 



Nizina Górne- 



kowitem uskutecznieniu tego dzieła rolnictwo tu zakwitnie. Nad gór- 
nym Dniestrem można wyróżnić dwa płaty rodzajnej niziny, która 
z łatwością wyżywiała człowieka rolnictwem i pasterstwem, a która 
przez nadmiar wilgoci i możność powodzi nie porastała lasem. 

Ludność od czasów najdawniejszych skupiała się po krawędziach niżu, stwa- 
rzając w miejscach wyjścia rzek na nizinę liczniejsze skupienia, tak samo w za- 
chodniej części Stryjsko-Samborskiej jak i w południowo-wschodniej, Stanisławow- 
skiej. W miejscu, gdzie te dwie niziny stykały się nad Dniestrem, nad zwężoną 
niziną Dniestru od północy powstało Żórawno, otoczone od południa błotnistą 
doliną Świcy. Czterdzieści km. na południowschód przy znacznem zwężeniu 
niziny, w trójkącie między Dniestrem i Łukwią starodawne grodziska i okopy 



UKOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. 25 



35 1 



MAŁOPOLSKA 



-cr-«CTl 



świadczą, że tam, gdzie dzisiaj widzimy Pitrycz i Kryłoś, istniały odwieczne sie- 
dziby. Okolica ta, z racji swego położenia panująca nad ruchem na Dniestrze 
i nad przeprawą przez tę rzekę oraz nad stosunkami między obu częściami ni- 
ziny, wcześnie doszła do znaczenia — tu też w miejscu dość wygodnych połączeń 
w stronę gór, wzdłuż Łukwi i Łomnicy powstał Halicz, dziś mała mieścina, która 
jednak nawet w budowlach kościelnych i cerkiewnych wskazuje na swe staro- 
dawne znaczenie. Połączenie z Polską przeniosło punkt ciężkości Rusi Czerwo- 
nej bliżej Krakowa, a drogi, wiodące z węzła nad Pełtwią w trzy strony Mało 
polski, rozstrzygnęły o przewadze Lwowa nad Haliczem. 

Najpoważniejsze miejscowości nie rozwijają się nad samym Dniestrem, pew- 
nie nadmiar mokradeł temu przeszka- 
dza, a bardzo podrzędnego znaczenia 
droga wodna nie ożywia miast, leżą- 
cych nad Dniestrem, natomiast wszyst- 
kie poważuiejsze miejscowości rozwi- 
nęły się w pobliżu linji zetknięcia gór 
z niziną Naddniestrzańską. 

Od zachodu przy wyjściu Dnie- 
stru z gór rozwija się Sambor o prze- 
szło 20 tys. ludności. Przy zakończe- 
niu doliny rzeki Stryja miasto Stry r j 
mogło zgromadzić swą ludność (33 tys.) 
nie tyle przez urzędy państwowe, ile 
przez przemysł, oparty na przerobie 
bogactw leśnych. 

Na prawym brzegu Czarnej By- 
strzycy, otoczony od wschodu błotami 
Złotej Bystrzycy, rozwinął się Stanisła- 
wów, który, łącznie z Knihininem, prze- 
kroczył 65 tys. mieszkańców, co głów- 
nie zawdzięcza nagromadzonym urzę- 
dom (zarząd kolei, mnóstwo szkół), sie- 
dzibie biskupa unickiego, a również 
i nowożytnym drogom: tu kolej, idąca 
od północy, w niedalekim Haliczu u- 
przednio rozgałęziwszy się w stronę Lwowa i na Podole, doliną Bystrzycy i Prutu 
na Węgry, krzyżuje się z podkarpackim szlakiem, idącym od Stryja-Kałusza na 
Niżniów-Buczacz, i stąd rozgałęzia się w stronę Pokucia. 

Miasto Stanisławów— nawskroś nowożytne — po Lwowie i Krakowie w daw- 
nym zaborze austrjackim było najpoważniejszą miejscowością. 

Nad Prutem, poniekąd jako ośrodek stosunków gospodarczych Pokucia, 
w miejscu zetknięcia przedgórza z falistą równiną rozwija się Kołomyja, ważny 
węzeł kolejowy w stronę Multan, a częściowo i Podola rosyjskiego; 
ten węzeł, podobnie jak Stanisławów— w XIX wieku potężnie się roz- 
winął. Ludność, 45 tys. dochodząca, już wskazuje inne ugrupowanie etniczne: 




Rys. 202. Most na Prucie koto Jaremcza. 



HALICKIE Z POKUCIEM. 355 

gdy w Stanisławowie l ) i na zachód, w miastach poza żywiołem żydowskim prze- 
ważają Polacy, w Kołomyi występują Rusini, którzy tu mają swoje instytucje 
oświatowe, między innemi szkołę wydziałową dla popierania miejscowego prze- 
mysłu ludowego. 

Uprawa tytuniu, kukurydzy i owoców, tak reszcie ziem polskich niezwy- 
czajnych, jak morele, a nawet krzew winny, zaczynają podnosić dobrobyt okoli- 
cy, która posiada nieco większe skupienia w Kossowie, Śniatyniu (13 tys. miesz- 
kańców razem z Załuczem) i w Kutach. 

Północne odgraniczenie niziny Dniestrowej od wyżyny Podolskiej nie posia- 
da takich znacznych skupień ludności, jak południowe; tu, oprócz paru miejsco- 
wości podrzędnych, można przytoczyć na południu Zaleszczyki (6 tys. mieszkań- 
ców), które obejmuje ten sam prześliczny klimat pokucki. Mia- 
steczko jest położone na wyniosłem wzgórzu, które jest zakończeniem y 
wyżyny Podolskiej, wsuniętem w silne wygięcie Dniestru. Położenie geograficzne 
już w II wieku się zaznaczyło, kiedy Rzymianie, po zdobyciu Dacji, aż w te stro- 
ny posunęli granice swego państwa. 

W nowożytnych czasach kolej, idąca z wyżyny Podolskiej, tu przecina 
Dniestr. 



') Dr. L. R. v. Sawicki. Das Konigreich Galizien u. Lodomirien. 1914. 



XIV. RUS (PODOLE, WOŁYŃ i UKRAINA). 



§ 59. Podole. 

Wyżyna Podolska przedstawia warunki bardzo jednolite na całej powierz- 
chni, z pewnem stopniowaniem stosunków klimatycznych, które na północy po- 
siadają lepsze warunki dla istnienia lasów, a im bliżej południo-wschodu, tem 
bardziej step wybija się na pierwszy plan. Człowiek od czasów najdawniejszych, 
w żyznych obszarach stepowych posiadał znakomite warunki wyży- 
ronnos w i en i ai a obecność lasów na północy i wszędzie po jarach ułatwiało 
budownictwo. Krawędź północna z pewnem zabagnieniem tuż niżej 
leżących źródłowisk dopływów Prypeci, oraz mnóstwo jarów, przecinających 
z północy na południe, powodowały pewną niedostępność całej wyżyny, a miej- 
scowości, zawieszone nad jarami, stwarzały śród wężownic rzecznych obronność 
licznych sadyb. 

Bliskość m. Czarnego i wpływów, idących z Grecji, miały przeciwwagę w po- 
rohach Dniestru i w sąsiedztwie koczowniczych plemion stepowych. Niezmier- 
nie dawne (z czasów paleolitu) zaludnienie wyżyny Podolskiej nie ulega wątpli- 
wości, od II zaś wieku po Chr., od czasu, gdy wał Trajana objął Zaleszczyki nad 
Dniestrem, wpływy rzymskie wtargnęły prawidłową falą na Podole, które przez 
to najdawniej i bezpośrednio zetknęło się z kulturą rzeczową Rzymu. 

Jednakże w IV — VI stuleciach wielkie wędrówki narodów zmiotły te wpły- 
wy bodaj że doszczętnie i następne dzieje nigdy nie widzą Podola jako jednostki 
samodzielnej państwowo czy też kulturalnie: wciąż, aż do pokoju karłowickiego 
(1699 r.) Podole cierpi od stepowców i tylko w zależności od mocy lub słabości 
Polski, rozsuwa swe granice po ujście Dniestru do morza lub też cofa je nad Mo- 
rachwę i Kodymę. W drugiej połowie XVII stulecia po walkach kozackich, trwa- 
jących ćwierć wieku, Podole otwiera muzułmanom wrota swego niezdobytego 
Kamieńca, który przez drugie ćwierć stulecia na swych wieżach zamiast krzyżów, 
dźwigał półksiężyce. 

Fala osadnicza, idąca od Polski, lub od Rusi Czerwonej tak z Polakami 
przemieszanej, raz po raz tonęła w liczniejszym żywiole ruskim, ginęła w jasy- 
rze tatarskim albo marniała w ciągłych walkach; osadzali się też Wołosi, a zrzad- 
ka i różne żywioły stepowe. Każdy okres spokoju pociągał za sobą rozkwit roi- 



PODOLE, 



357 



nictwa, ale nigdy takie okresy nie były dość długie, aby celowa praca kulturalna 
mogła całą ludność cywilizacyjnie podnosić. Historycznie się też wy- 
robiło, że im bliżej zachodu, gdzie więcej ludności polskiej, gdzie Osad "! ctwo 
więcej miasteczka posiadały murów, a Tatar rzadziej zaglądał, tam Z zachodu ' 
ludność zagęszczała się i bardziej cywilizowała się. 

Rok 1772 stworzył z jaru rzeki Zbrucza, mało co większego od szeregu in- 
nych jarów podolskich, granicę polityczną, która przy całej swej sztuczności po 
stu czterdziestu latach wytworzyła poważną zmianę w stosunkach, wyrażającą się 
w całym szeregu zjawisk społecznych. 

Pomimo braku przemysłu, ludność tu dość gęsta, a im bardziej na wschód, 
tem gęściejsza między Seretem a Zbruczem wynosi 110-116 na km. kw.; tuż za 
Zbruczem tylko miasto Kamieniec podnosi przeciętną gęstość; do tej wysokości, 




Rys. 205. Krajobraz zimowy w Karpatach wschodnich. Rafajłowa. , 



Stosunki 



naogół ona spada, aby w pow. Bałckim opaść do 64. Polska lu- 
dność katolicka aż do Zbrucza stanowi przeciętnie czwartą część lu- 
dności, żywioł żydowski 11 — 13°/ ; za Zbruczem ludność polska tylko p dolu 
w pow. Płoskirowskim przypomina stosunki zaboru austrjackiego, 
dalej zaś, wahając się koło 5—6%, na wschodzie wyżyny opada jakoby do 2%, 
wówczas gdy ludność żydowska na całem Podolu rosyjskiem dochodzi do 13%. 
Na wyżynie mieszka tylko pewna cząstka ludności, ogromna zaś większość 
siedzib ludzkich kryje się po rozszerzonych jarach — jest to spowodowane prze- 
dewszystkiem brakiem wody do picia na wyżynie, co dopiero nowsza technika 
bicia głębszych studzien potrafiła przezwyciężyć. Przyczynia się do tego w pew- 
nej mierze i klimat, gdyż jary są zasłonięte od wichrów, a przez to roślinność 
jest tem żywsza i mocniejsza aniżeli na wyżynie. 



358 



R U 



Żywioł ludowy ruski po obu stronach Zbrucza ten sam, ale po lewej stro- 
nie statystyka rosyjska rachowała jakoby przeszło 100 tys. Wielkorosjan, co jest 
wierutnera kłamstwem, ale to wskazuje, że przed wojną rząd rosyjski uważał 
zmoskalenie Podola za dość poważnie posunięte. Pod względem wyznaniowym 
do Zbrucza wyznanie unickie kwitnie pod opieką rządu, za Zbruczem zaś już 
w 1793 r. unja została zniesiona. Od lat pięćdziesięciu żywioł polski za Zbru- 
czem, ograniczony w prawach i tępiony, jeżeli nie absolutnie, to odsetkowo 
maleje. 

Żywioł ruski do czasów wojny 1914 r. był uważany za część składową lu- 
dności wszechrosyjskiej, a język uznany za gwarę chłopską niegodną rozwoju 
literackiego. To też ani w szkołach, ani w żadnych objawach życia społecznego 
język ruski tolerowany nie był pod zaborem rosyjskim, wówczas gdy do Zbru- 
cza, przy opiece Wiednia i nie przeciwdziałaniu Lwowa, był on najzupełniej 
uprawniony. 

Północna krawędź wyżyny Po- 
dolskiej , począwszy od Lwowa na 
wschód, wywołuje pewne zróżniczko- 
wanie stosunków gospodarczych, co 
pociągnęło za sobą pewne skupienie 
ludności. Właściwie, na północo-za- 
chód od Lwowa leżąca Żółkiew, do 
tego szeregu miast należy, 
Miasta na pół- nadewszystko sam Lwów. 
nocnej krawę- rvl , , ., . , . . 

dzi Podola. 01esko > dzis mieścina o 4 
tys. mieszkańców, dawniej 
było magnacką siedzibą Sobieskich, 
w której król Jan przyszedł na świat — 
zamek, słuszniej pałac, jeszcze dziś im- 
ponuje wspaniałością. Złoczów (14 
tys. mieszkańców) w ostatnich czasach 
przed wojną zamienił się w twierdzę. 
Brody (28 tys. mieszkańców, w czem 4 tys. chrześcijan) do niedawna, gdyż do 
1880 r., były czemś w rodzaju wolnego miasta, a w ciągu ostatnich dwóch stuleci 
posiadały poważne znaczenie handlowe. Do tego szeregu należy zaliczyć Krze- 
mieniec (22 tys. mieszkańców), położony już właściwie na Wołyniu, ale jeszcze 
śród „gór", to jest śród zniszczonych resztek krawędzi wyżyny Podolskiej, a rów- 
nocześnie w bliskości doliny Ikwy, czyli nad drogą, wiodącą z północy na po- 
łudnie i do pewnego stopnia z zachodu na wschód. Na północo-wschodzie wy- 
żyny, t. zw. góry Awratyńskie nie posiadają poważniejszych rzek, a sama krawędź 
wyżyny traci swoją jednolitość i wyrazistość, jednocześnie wyżyna rozpada się 
na parę wydłużonych części, śród których doliny już inaczej wpływają na czło- 
wieka, aniżeli jednolita krawędź. 

Na południu wyżyna, znacznie obniżona, dochodzi do doliny Dniestru, przy- 
czem ujścia rzek, płynących równolegle z północy, stwarzają pewne odrębne wa- 
runki, które jednak mały wywierają wpływ na skupienie osadnictwa w postaci 
miast, to też tylko w paru miejscach znajdujemy ludniejsze miejscowości. Przy 




Rys. 204. Dniestr w okolicach Mohylowa. 
(Fot. P. To\tf. Kr). 



PODOLE. 



359 



ujściu rzeki Źwańczyka leży historyczne miejsce dawnej przeprawy, bronione po 
stronie podolskiej przez zamek Żwaniec, a po stronie multańskiej przez twierdzę 
Chocim. Na skrzyżowaniu drogi z Dniestrem, niewolniczo trzymającej się działu 
wodnego Ladawy i Niemyi, a idącej z północy od Slaro-Konstantynowa przez 
Latyczów i Bar, nieco na wschód od ujścia Niemyi istniała przeprawa odwieczna. 
Ku tej przeprawie dążył jesienią 1620 roku Żółkiewski, aby w odległości 8—10 
km. od Dniestru dać przykład spełnionego obowiązku. Obecnie Mohylów — gdy 
kolej trzyma się dawnego szlaku — znacznie się rozrósł poza rolę miasta powia- 
towego, a dzięki handlowi, dochodzi do 65 tys. ludności. Jampol powstał w miej- 
scu przeprawy za progami granitowemi, które w tern miejscu zmuszają do prze- 
rywania ruchu handlowego na Dniestrze. 

Środek wyżyny Podolskiej wszędzie żyzny, nakazuje drogom trzymać się 
działów wodnych. W kierunku poprzecznym ruch był utrudniony i trzeba było 
dopiero lepszych dróg 
i mostów, aby w XIX 
w. zwalczyć przeszkody 
przyrodzone, co szcze- 
gólniej udało się na za- 
chód od Zbrucza. 

Do bogactwa ko- 
palnego, poza fosfory- 
tami nad Uszycą, nale- 
ży zaliczyć piaskowiec 
trembowelski — dobry 
kamień ciosowy na sto- 
pnie, chodniki i nawet 
do muru monumental- 
nego; rozchodzi się nie 
tylko [na Podolu, ale 
wywożą go i do Odesy. 
Istnieją też dobre wa- 
pniaki różnych forma- 

cyj geologicznych, a na Dniestrze koło Jampola oraz na północnym 
wschodzie wyżyny wychodzą granity, które mogłyby znakomicie uła- k0 pXTpodoIa. 
twić przeprowadzenie dróg bitych, a to byłoby poważną zdobyczą 
gospodarczą w krajobrazie glinki nawianej, gdzie każdy deszcz psuje drogi. 

W obrębie państwa austrjackiego, gdzie granitu niema, sieć dróg bitych po- 
woli, lecz stale się rozwija. We wschodniej zaś stronie Podola ta sieć jest dość 
rzadka, gdyż wynosi 8,8 metra na km. kw. 

Nad Złotą Lipą, w pięknem położeniu nad olbrzymim stawem, w bogatej 
okolicy leżą Brzeżany (13 tys. mieszkańców). Nad Strypą leży Buczacz (15 tys. 
mieszkańców), który rozwija się dzięki kolei. Na wschód od Strypy jeszcze nie- 
dawno—przed czterdziestu laty — koło Pantalichy były resztki niezaoranego stepu. 
Bzeka Seret, jako dłuższa, a w górnym biegu obfitująca w potężne stawy, więcej 
stwarzała miejsc przeprawy, z których najpoważniejsze w Tarnopolu doszło do 
35 tys. mieszkańców. Jest to miasto nowożytne, uważane za ognisko życia go- 




Rys. 205. Podole. Dolina Ladawy. (Fot. K. Kulwiecia). 



Bogactwo 



361) 



U ś. 



spodarczego tej części Podola, która należała do Austrji. O trzy mile na półno- 
co-wschód od Tarnopola, nad dopływem Zbrucza leży Zbaraż, ze swym zam- 
kiem opromienionym aureolą bohaterstwa w 1649 r. Zamek, zbudowany na je- 
dnem ze wzgórz Miodoborów, wznosi się nad okolicą. Miasteczko urzędniczego 
charakteru posiada 11 tys. mieszkańców. 

Na północy wyżyny Podolskiej, która w swej całości zawsze posiadała utru- 
dniony ruch w kierunku równoleżnikowym, istniała względna łatwość stosunków 
międzyludzkich, gdyż brak było jarów. Tu więc tak samo, jak i dalej ku pół- 
nocy na Wołyniu, drogi podolskie zbaczały ku wschodowi, ale to miało dobry 
skutek tylko zimą, gdyż obfitość płasko rozlanych stawów czyniła latem te oko- 
lice dość zabagnionemi. 




Rys. 206. Jar Dniestru w Ilorodeńskiem. (Fot. A. Wistockiego w zb. P. Tow Kr.). 



Trembowla. 



Szlak handlowy, będący przedłużeniem szlaku Kuczmeńskiego, przewijał się 
tędy między stawami, a często i lasami ku Lwowu i na przeprawach przez rzeki 
łatwo było nieprzyjaciela wstrzymać, tu więc, pod Zbarażem powstrzymywano 
Chmielnickiego, a dalej, już nad Strypą leżący Zborów, był widownią zakończe- 
nia tej wyprawy 1649 r. W dół od Tarnopola nad Seretem leży 
Trembowla (dziś 10 tys. mieszkańców), miejsce odwiecznych prze- 
praw i przez to leży po obu stronach rzeki; jak Halicz nad Dniestrem, tak Trem- 
bowla na Podolu była niegdyś ośrodkiem życia państwowego i stosownie umo- 
cowana, między innemi, wsławiła się męstwem Chrzanowskiej. W okolicy głośne 
kamieniołomy podnoszą zamożność mieszkańców. 

Nad Zbruczem miasteczko Husiatyn, jako miejsce przeprawy, przed wojną' 
należał do dwóch państw, z tego większa część (6 tys. mieszkańców) z zamkiem 



PODOLE 



301 



i słynną synagogą, leży po prawej stronie Zbrucza. Na północy, nad tą samą 
rzeką rozwinęły się Podwołoczyska, jako graniczna stacja kolejowa o bardzo 
ważnym ruchu kolejowym: tędy Wiedeń i Peszt łączyły się z Kijowem (a nawet 
i Odesą) oraz z Moskwą. 

Za Zbruczem, na dawnem Podolu rosyjskiem stosunki gospodarcze znajdu- 
jemy odmienne: większa własność ziemska już więcej niż w połowie przeszła 
w ręce rosyjskie *) i tylko mnóstwo dzierżawców polskich jeszcze nadawała więk- 
szej własności barwę polską. Drobna szlachta, która przed Zbruczem czasami 
się rutenizuje, tu przeważnie jest dwujęzyczna. Przeszło pięćdziesiąt cukrowni 
nadaje piętno krajobrazowi pod względem gospodarczym. Łany pszenicy nieraz 
ustępują przed olbrzymiemi polami buraczanemi, co daje możność ludności wiej- 
skiej znajdować przy zwózce zarobek późną jesienią, a to przy gęstości zaludnie- 
nia nie jest rzeczą błahą. 




Rys. 207. Jar Seratu. (Ze zb. P. Tow. Kr.). 



Przewroty polityczne i społeczne 1918 i 1919 roku wprowadziły do stosun- 
ków tamtejszych tyle zmian, że niepodobna obecnie mówić o stanie gospodar- 
czym, społecznym i narodowym Podola. Niewiadomo, co się utrzyma na stałe, 
to jednak jest rzeczą pewną, że zduszony moskiewską pięścią wszelki ruch spo- 
łeczny i agrarny wybuchnął z siłą żywiołu, doszczętnie znosząc wszelką większą 
własność ziemską. Położenie wymaga dłuższego czasu, aby stosunki się ustaliły — 
jeżeli żywioł polski liczebnie przytem nie straci, to jakościowo zmieni się za- 
sadniczo. 

Do niedawna ani sieć dróg bitych, ani kolei nie odpowiadała miejscowym po- 
trzebom. Najważniejszy szlak kolejowy od Podwołoczysk do Odesy niewolniczo 



x ) J. Bartoszewicz. Na Kusi polski stan posiadania. 1912, 



362 



się trzyma działu wodnego między Bohem a Dniestrem, czyli trzyma się odwie- 
cznego szlaku Kuczmeńskiego. 

Ludność głównie z rolnictwa czerpie swe utrzymanie. Poza cukrownictwem 
z wytwórczością 58 milj. rb., cały pozostały przemysł wytwarzał wartości 16 
milj. rb. To też większe skupienia raczej handlowy niż przemysłowy noszą cha- 
rakter, a pewien szereg miejscowości rozwijał się jako ogniska życia urzędniczego. 
Jeżeli liczebnie i handlowo Mohylów jest największem miastem Podola, to 
Kamieniec, jako miasto z odwiecznemi tradycjami, oraz jako siedziba urzędów 
gubernjalnych, występuje na pierwszy plan. Położenie jego zawsze było niezbyt 
korzystne, bo drogi, przezeń prowadzące, można było pominąć, ale bliska prze- 
prawa Chocimsko-Żwaniecka — właściwa przeprawa była o pół mili niżej 
Żwańca pod Brahą — przez Dniestr nadawała znaczenie potężnej twierdzy, odle- 
głej o parę mil. Wysiłki królów z domu Jagiełły, oraz handel ze wschodem, 
oparty na kupcach ormiańskich, stworzyły to miasto na cyplu skalnym, rzucone 

śród zakrętów rzeki Smotrycza 1 ). Obe- 
cnie liczy 46 tys. mieszkańców i dopiero 
w r. 1914 otrzymał połączenie kolejowe. 
Dunajowce, leżące niedaleko od Kamień- 
ca (28 km.), posiadają ręczny przemysł 
sukienniczy. Na skrzyżowaniu odwie- 
cznych szlaków leżący Płoskirów (28 tys. 
mieszkańców), jest miastem więcej han- 
dlowem niż urzędniczem. Na północy 
wyżyny, w dolinie kamienistego Bogu le- 
ży Chmielnik (16 tys. mieszk.), Winnica 
(53 tys. mieszkańców), Bracław (11 tys. 
mieszkańców) niegdyś stolica wojewódz- 
twa — te miasta razem z Hajsynem, leżą- 
cym nad Sobią, poniekąd wyznaczają 
wschodnią granicę Podola. Lityn (10 tys.), 
Latyczów (10 tys. mieszkańców), Uszyca 
i Olhopol (11 tys. mieszkańców) rozwi- 
nęły się dawniej dzięki temu, że obok 
urzędów powiatowych, stanowiły w swych okolicach ośrodki życia gospodarcze- 
go, wówczas gdy Bałta (29 tys. mieszkańców), leżąca nad Kodymą, czyli nad gra- 
nicą tatarską Rzeczypospolitej, zawsze była miejscowością handlową. 




Rys. 208. «Hurkalo» przełom Strypy 

w Przewłoce pod Buczaczem. 

(Fot. A. Szabłowskiej). 



§ 60. Wołyń. 

Równina Wołyńska stanowi krainę dość jednolitą co do warunków fizycznych 

między Bugiem a Korczykiem i Słuczą, między wyżyną Podolską 

Wołyńska a P°^ es ^ em i z którem wyraźne odgraniczenie nie wszędzie istnieje. 

Na północy często piaszczysta i, pominąwszy wały pochodzenia 



') A. Prusiewicz. Kamieniec Podolski. 1913. 



WOŁYŃ. 



363 



lodowcowego, równa aż do zmęczenia oka, na południu jest urozmaicona wy- 
spowo rozrzuconemi częściami wyżyn, a nawet bliżej progu wyżyny Podolskiej 
występują szczątki zmytej części wyżyny (rys. 55). Samą obecnością borowin, 
powstałych na podstawie zwietrzałych skał kredowych, jak i obecnością gliny 




Rys. 209. Cerkiew w Rohaczynie pod Brzeżanami. (Zbiory P. Tow. Kr.). 



nawianej, równina Wołyńska jest dalszym ciągiem Lubelskiej i tylko za Słuczą, 
trzymającą się mniej więcej linji wychodni granitów, warunki niezbyt zauważal- 
nie nieco zmieniają się. 



RUŚ. 

Żyzność gleby na wyniesieniach wyż) nowych wraz z obecnością rzadszych 
lub świecących polanami lasów ułatwiała rolnictwo, na północy zaś zwarte lasy 
i często błota zawsze czyniły na owem pograniczu Polesia pracę człowieka mniej 
wydajną. Jak na północy błotniste Polesie było znaczną przeszkodą dla wszel- 
kich ruchów w kierunku południkowym, tak na południu krajobraz poleski na 
t. zw. Małem Polesiu, t. j. źródła rzek i górne ich biegi poniekąd utrudniają sto- 
sunki między Wołyniem a Podolem. Często rzeki, rozlane w stawy (czem przy- 
pominają stosunki na sąsiedniej wyżynie Podolskiej) łącznie z krawędzią wyżyny 
Podolskiej stanowiły dla człowieka poważną przeszkodę. Z tego zestawienia wa- 
runków powierzchni wynika, że gdy Lwów miał możność ułatwionych stosunków 
w stronę Lublina, w stronę Zbaraża i Płoskirowa, a do pewnego stopnia i za- 
chodniej części Wołynia (w stronę Włodzimierza), to właściwy Wołyń raczej na- 




Rys. 210. Ogólny widok Kamieńca Podolskiego. (Ze zb. P. Tow. Kr.). 



dawał się na jeden wielki szlak ze wschodu na zachód. Brak wyraźnego odgra- 
niczenia fizjograficznego na zachodzie i wschodzie oraz brak wewnątrz Wołynia 
łącznej sieci dróg wodnych nie pozwalały nigdy Wołyniowi odegrać roli jako 
tako samodzielnej. 

Szereg dopływów Prypeci jak Turja, Stochod, Styr i Horyń ze Słuczą bar- 
dzo nikłą mogły odgrywać rolę w ruchu południkowym, zaledwie od XVI wieku 
mógł się opłacić spław droższego towaru do Prypeci (wosk, skóry, futra, potaż), 
a nieraz szerokie doliny tych dość łagodnie płynących rzek były pewną prze- 
szkodą w ruchu poprzecznym, co jeszcze wzmagało rozbicie Wołynia na kilka 
części. Jednocześnie najbardziej możliwy ruch ze wschodu na zachód nad owe- 
mi rzekami wytworzył parę zaludnionych miejscowości, gdzie przeprawa była 
dogodniejsza i tam powstały wyraźne miasta pomostowe. 



WOŁYŃ. 



365 



Zależnie od rodzajności gleby — im bardziej ku wschodowi, tem zawartość 
próchnicy w czarnoziemie wzrasta — i mniejszej powierzchni lasów, stosunki za- 
ludnienia na południu zbliżają się do stosunków podolskich, to też pow. Staro- 







mma^^m : ^S " kr- 



:4A ^^mmi 



i \\-/ m< 



\ i X 

' "- -ironii • - 



Rys. 211. Mapa okolic Kamieńca Podolskiego. 




konstantynowski posiada zaludnienie przeszło 90 na km. kw., które w Krzemie- 
nieckiem jeszcze dochodzi 80, ale stopniowo zmniejsza się ku północy, aby w oko- 
licach, przechodzących w Polesie wahać się od 40 do 50. 



366 



Tak samo i zależność człowieka od postaci powierzchni występuje tu wy- 
raźnie pod względem rozmieszczenia oraz wielkości osad ludzkich. 
Stosunki Siedziby ludzkie, na północy Wołynia dość rozrzucone, im bardziej 
na Wołin^ 6 ku P omdniowi > tem cor az wyłącznie] skupiają się nad rzeczkami, 
a wobec falistej powierzchni, tu, tak samo jak na Podolu i Ukrainie, 
na miejscach wyższych można mieć widok rozległy, a wsi przytulonych po doli- 
nach prawie wcale nie widać. 

W związku z tem jest i wiel- 
kość osad, gdyż na północy, 
gdzie wszędzie łatwo o wodę, 
a zaludnienie rzadsze, ludność 
rozrzuciła się w drobniejszych 
osadach, im dalej ku południo- 
wi i wschodowi, tem wsi są więk- 
sze, nieraz dochodzą do kilku 
tysięcy mieszkańców, co już zu- 
pełnie przypomina Podole i Ukrai- 
nę, a przeciwstawia się Polsce 
etnograficznej. 

Rdzenna ludność składa się 
z Rusinów, od 1838 r. prawo- 
sławnych, obok których w kła- 
mliwej statystyce rosyjskiej znaj- 
dujemy parę odsetków ludności 
wielkorosyjskiej, miasteczka zaś 
posiadają liczną ludność żydow- 
ską, która na całym Wołyniu 
wynosi od 13 do 14°/ . Ludność 

polska, dość równo- 
Polacy 

na Wołyniu. miern,e rozsiana P° 
całym kraju, na po- 
łudniu wynosi 11—12% (tylko 
w pow. Krzemienieckim 7,1%), 
a ku północy zmniejsza się, wy- 
nosząc 8—10. Oprócz niej jest 
jeszcze tak samo jak na Podolu 
pewna ilość dwujęzycznej dro- 
bnej szlachty wyznania katolickiego. 

Wszystkie większe miasta na równinie Wołynia powstały jako miejsca obron- 
ne na przeprawach rzecznych i zczasem stały się handlowemi. Obecnie prze- 
mysł tam odgrywa dość nikłą rolę, handel ma za przedmiot wywóz drzewa i zbo- 
ża, to też miasta, obok fizjonomji handlowej posiadają i cechy urzędnicze. 

Dopiero w ostatnich przed wojną dwudziestu latach zaniedbany, karykatu- 
ralnie niechlujny wygląd miasteczek, nawet i powiatowych, zaczynał ulegać po- 
prawie (bruki, oświetlenie i t. p.). 







,., 1 






IlIłlH" 
fiiłPMI 










jif%fc '. 






i 


fcSLfc i 






P 


lilii 




' i 1HB - 


\ %. 


pilili 








■>-'żf^!" '•'-'• 






mm\. 





Rys. 212. Bakota na Podolu. Cerkiewka przy skale. 
(Fot. Tow. Kr.). 



WOŁYŃ. 



307 



Na zachodzie w dorzeczu Wisły leży Włodzimierz t. zw. Wołyński (18 tys. 
mieszkańców), który dzisiaj przy kilkunastu tysiącach mieszkańców stanowi mia- 
sto typowo-urzędnicze; rozsiadł się na równinie, łączącej dość błotniste okolice 
nad źródłami Bugu z błotami Polesia, tak samo, jak bardziej ku północy poło- 
żony Kowel (27 tys. mieszkańców) nad Turją, który już leży na samej granicy 
Polesia. Oba te miasta leżą na szlakach odwiecznych, jednakże w żyźniejszej 
okolicy leżący Włodzimierz dawniej był przez człowieka upatrzony na pewne 
ognisko życia politycznego, gdyż resztki budowli, sięgających XII stulecia, świad- 
czą, że książęta dzielnicowi, władający Wołyniem, tu czasem rezydowali, a w każ- 
dym razie tu posiadali zachodnią ostoję swej władzy. Łuck, który nad górnym 
Styrem doszedł w XV wieku do znaczenia, obecnie jest twierdzą i liczy 22 tys. 
mieszkańców. Krzemieniec, równy Łuckowi co do zaludnienia, chociaż dotyka 




Rys. 215. Twierdza Kamieniecka. (Ze zb. R T. Kr.). 



falistej równiny Wołynia, w rzeczywistości jest raczej krawędziowem miastem 
Podola. 

Na północy, na drogach południkowych i poprzecznych położone nad Ikwą 
Dubno (18 tys. mieszkańców) zawsze należało do miejscowości o pewnym rozwi- 
niętym handlu. Kiedy po r. 1772 granica polityczna odcięła od Lwowa ziemie 
ruskie, przy Rzeczypospolitej pozostałe, wówczas życie gospodarcze, handlowe 
i pieniężne, ogniskujące się na wielkim jarmarku w końcu zimy nad Pełtwią, 
przeniosło się ze swym jarmarkiem do Dubna, które znalazło się na drodze mię- 
dzy ziemiami ruskiemi a Warszawą. Kiedy jednak — po r. 1795 nowa granica 
legła nad Bugiem, a Warszawa przestała być ośrodkiem politycznym, to jarmark 
pod nazwą „kontraktów" przeniesiono (1798 r.) do Kijowa. Przed wojną— Dubno 
było twierdzą. 



368 



Ostróg (19 tys. mieszkańców) nad Horyniem i Zasław (15 tys. mieszkańców) 
nad tą samą rzeką przy ujściu Wilji, dawniejsze stolice dzielnicowe, były w XVI 
i XVII w. ogniskiem ruskiego życia kulturalnego; stanowiły posiadłość prywatną 
i poniekąd były pierwowzorem latyfundjów owych magnatów-królewiąt ukraiń- 
skich, których samolubna polityka oligarchiczna przyniosła tyle szkody Rzeczy- 
pospolitej. Na północ od Zasławia leżąca Sławuta jest znanem uzdro- 
rog, w iskiem, położonem w obszernych lasach. Starokonstantynów (24 
tys. mieszk.) leży w bogatej okolicy. Połonne jako miejscowość, na 
najruchliwszym szlaku leżąca, za czasów Chmielnickiego było świadkiem zacie- 
kłości Krzy wonosa, a w kilkanaście lat później Czarniecki odniósł tu zwycięstwo 
nad wojskiem Chowaóskiego. W bliskości leżące Boruszkowce, tak samo jak 
i dalej na zachód leżące Żylińce (rozgłoszone jako Zieleńce), były miejscami pa- 
miętnemi w r. 1792. 

Poczajów był na cały Wołyń 
słynny cudownym obrazem za cza- 
sów unji, a również i później takim 
pozostał. 
y**tiu - / o ) 

§ 61. Ukraina. 

Na wschód od Słuczy i Bohu, 
na południe i wschód od lesistego Po- 
lesia rozciągnęła się prawobrzeżna 
Ukraina aż do Dniepru na wschodzie 
i do Dzikich Pól na południu. Dal- 
szy jej ciąg, t. zw. lewobrzeżna Ukrai- 
na należała do Polski faktycznie do 
r. 1648, chociaż urzędownie Polska ją 
straciła dopiero w dziewiętnaście lat 
później przy zawarciu pokoju Andru- 
szowskiego. 

Wyraz Ukraina (tak samo jak 
Kraina) oznaczał ziemię, leżącą na 
granicach państwa, taką była Ruś nad Dnieprem dla Krakowa lub Wilna; jako 
imię własne o niezbyt ściśle wyodrębnionych granicach po raz pierwszy zjawia 
się w r. 1587 dla części Rusi, leżącej po obu stronach Dniepru od Irpenia do 
Taśminy. Granice Ukrainy w XVI wieku nie mogły być ustalone na południu, 
ani też na południowym zachodzie skutkiem słabego zaludnienia i częstych prze- 
szkód, jakie osadnictwu stawiały napady tatarskie i wybuchy kozackie. Ukraina 
prawobrzeżna należała do Polski do drugiego rozbioru — w końcu maja 1792 r. 
wojska Rzeczypospolitej opuściły Ukrainę, a w dwa lata później powstanie ko- 
ściuszkowskie dotknęło tylko zachodniej części Ukrainy. 

Ukraina razem z Bracławszczyzną stanowi kraj falisty, który prawie wszę- 
dzie niezbyt głęboko pod powierzchnią posiada skały krystaliczne, dość często 
przerywane skałami wybuchowemi, skutkiem czego rzeki są tu zwykle do żeglugi 




1. ćto-w* ć>Tlvx*ło. 






Rys. 214. Winnica nad Bohem. 



Ukraina. 



369 



niezdatne, a nawet często i do spławu, gdyż w korycie występują głazy i progi. 
To dotyczy nawet Dniepru, który od Kryłowa posiada w korycie 
skały granitowe, a dalej i głośne progi. Tak samo jak na wyżynie ' ' s * a ) v y 
Podolskiej, tak i tu znaczne spadki rzeczek są przerywane odcinka- 
mi o wolniejszym biegu wody, co wytworzyło mnóstwo stawów i często prosta- 
cze wyzyskanie siły spadku wodnego, najczęściej dla młynarstwa. 

Wierzchnie pokłady prawie wszędzie składają się z glinki nawianej i tylko 
w dolinach rzecznych, rzadko gdzie wyrażonych tak silnie zarysowanemi jarami, 
jak na wyżynie Podolskiej, spotykamy inne skały, a w dolinach rozleglejszych 
nawet i piaski. 




Rys. 215. Cerkiew w Sutkowcach na Podolu. (Zb. P. Tow. Kr.). 

Krajobrazowo prawobrzeżna Ukraina tylko powyżej szerokości Chwastowa 
przechodzi w obszar rzeczywistego lasu o gruntach rozmaitych, czasem i po- 
śledniej wartości, co jest zapowiedzią pobliskiego Polesia (p. rys. 55). 

Ku północy glina nawiana staje się cieńsza i przerywana i tam wszędzie 
istnieje (lub w czasach zamierzchłej przeszłości istniał) zwarty las, w którym so- 
sna jest poważną częścią składową. Cała właściwa Ukraina przed- 
stawia krajobraz mieszany: na miejscach wyższych, na działach wo- na Ukrainie, 
dnych grube zwały gliny nawianej lasowi nie sprzyjają, tam bywa 
szczery step, a jeżeli podglebie nieprzepuszczalne niezbyt głęboko się znajduje, 

GEGGRAFJA DAWNEJ POLSKI. - 24 



370 



tam las może rosnąć, ale najczęściej jest to las parkowy, t. j. rzadki, w którym 
drzewa (dąb, grab, a nawet wiąz) równomiernie są rozrzucone, lub też przery- 
wane polanami. 

Xa północy między Stuhną, Rosią a Dnieprem zawsze istniał płat prawdzi- 
wego stepu (Pole Białocerkiewskie), a na reszcie Ukrainy lasy zjawiają się zwy- 
kle w dolinach i jeszcze obecnie wynoszą kilkanaście procent powierzchni. W do- 
linach, gdzie więcej wilgoci, a mniej glinki nawianej lub wcale jej niema, zwarte 
lasy dochodzą do znacznych obszarów. „Takiemi są piaszczyste i błotniste miej- 
scowości w powiatach Czerkaskim i Czehryńskim, gdzie nad górną Taśminą istnieją 
nawet bagna Irdyńskie i Dyżewskie; w tych stronach na piaskach spotykamy na- 
wet sosnę. Ziemie zabagnione i piaszczyste, znacznie niżej położone od wyżyny 
Ukraińskiej, wskazują, że przez te bagna niegdyś mogła istnieć skrócona droga 
dla wód dnieprowych. Południowa granica Ukrainy i Bracławszczyzny z Pobe- 

reżem, od strony 
stepów ustalona 
traktatem karło- 
wickim, posiada 
daleko poważniej- 
sze podstawy fizjo- 
graficzne , aniżeli 
bieg rzek i rze- 
czek, któremi te 
granice nakreślo- 
no. Jahorlik, Ko- 
dyma i Taszłyk za- 
znaczają mniej wię- 
cej południową 
granicę granitów, 
a jednocześnie gra- 
nicę stepów od ob- 
szaru stepowo-le- 
śnego. Od Taszły- 







Rys. 216. Ławra Poczajowska. 



szła naprzemian stepem i lasem, a nawet przeci- 
Czarny Las nad źródliskami Inhulca), które cią- 



ku do dolnej Taśminy granica 
nała większe szmaty lasu (ów 
gnęły się w stronę porohów. 

Klimat Ukrainy różni się od innych ziem dawnej Polski nieco większą lą- 
dowością: surowym zimom odpowiadają skwarne lata. Deszcze, wystarczające 
nawet dla obszarów leśnych, rozłożone są dość równomiernie ze znaczną prze- 
wagą deszczów letnich; piękna jesień, właściwa dorzeczu Wisły i tu istnieje, lecz 
zwykle trwa nieco krócej i przesuwa się o 3 — 4 tygodnie później, co łącznie 
z największem na ziemiach dawnej Polski usłonecznieniem i najskwarniejszem 
latem stwarza dla ogrodownictwa i sadownictwa warunki wyjątkowo korzystne. 
Linja mniej więcej przeprowadzona od Kamieńca do Kaniowa odcina na połu- 
dniowy wschód ziemie, których temperatura lipca przekracza 21° C, to też ar- 
buzy tu dojrzewają na polach (w t. zw. basztanach), a kukurydza posiada dosko- 
nałe warunki. 



UKRAINA, 



371 



Glinka nawiana, prawie wszędzie poza dolinami rzek rozpostarta, jest zna- 
komitem podłożem dla czarnoziemu, który skutkiem sumy warunków klimaty- 
cznych 1 ) nagromadził znaczne zapasy próchnicy. Ten czarnoziem, 
już dający się zaznaczyć w Hrubieszowskiem, ku wschodowi jest co- ... . 
raz w próchnicę zasobniejszy, a począwszy od pow. St. Konstanty- 
nowskiego na Podolu i na Ukrainie dochodzi do grubości i zawartości próchnicy, 
które w podziw wprawiają gleboznawców zachodnio-europejskich. 

Należy podkreślić pewne ubóstwo bogactw kopalnych Ukrainy: brak jest 
soli, węgla znajdują się tylko maleńkie ilości w okolicach Kaniowa, rud żelaznych 
poza łąkowemi niema — bo głośne hematyty w Krzywym Rogu nad Inhulcem 
i Saksaganią leżą już w Dzikich Polach. Jedynem nieco powaźniejszem bogac- 
twem kopalnem są tutaj gliny, śród których znajdują się nawet odmiany ognio- 
trwałe, co jest w związku z podłożem granitowem, jak również granit i wogóle 
skały krystaliczne oraz dość liczne wybuchowe; ta obfitość mogłaby pomóc do 




Rys. 217. Mogiła Soroka nad rz. Sobią. (Fot. w zb. P. T. Kr.). 

stworzenia znakomitych dróg bitych na Ukrainie, ale dotychczas pomysłowość 
człowieka jeszcze nie dorosła do wyzyskania tego materjału. W paru miejscach 
wydobywany labrodoryt, jedyny w Europie, powinien zdobyć sobie daleko szer- 
szy odbyt, tak samo jak i granity— jedyne racjonalnie prowadzone łomy granito- 
we w Hniwaniu, leżą już właściwie na Podolu. 

Obecność lasów naprzemian z rodzajnym stepem, ułatwiającym pasterstwo 
i rolnictwo bez potrzeby karczowania, klimat, zmuszający do pracy i zabiegliwo- 
ści, a jednocześnie sowicie opłacający pracę człowieka, obecność działów wo- 
dnych, wolnych od lasu — od przyrodzenia już gotowych szlaków drogowych 
(str. 124 i 162), oraz Dniepr, chociaż wielce zmniejszony w swem znaczeniu drogi 
wodnej przez porohy, jednak łączący z morzem Czarnem— oto szereg warunków, 
ułatwiających pracę kulturalną człowieka. 

Względna bliskość morza Czarnego, a przez to i ułatwienie stosunków z Gre- 

') Sibircew. Gleboznawstwo (tłum. polskie w r. 1907). 



372 



u ś . 



geograficzne 
Ukrainy. 



cją, Azją Mniejszą i Mezopotamją — owemi praźródłami cywilizacji europejskiej, 
sprawiła, że na Ukrainie rozwinęła się w końcu neolitu t. zw. kultura trypolska 1 ), 
gdyż w okolicy miasteczka Trypola najwięcej wydobyto zabytków tej kultury, 
szczególniej wyrobów garncarskich. Owa kultura, sięgająca jakoby trzeciego 
i drugiego tysiącolecia przed Chr. była równoczesną z kulturą przedmykeńską 
Hellady i świadczy o dawnym rozwoju rolnictwa nad Dnieprem, oraz dowodzi 
pewnych rysów samoistnej kultury rzeczowej. 

Z drugiej strony położenie na zakończeniu stepów, ciągnących się z głębi 
Azji i będących drogą dla koczowników, oraz łączność szlaków 
ukraińskich ze stepami sprawiały, że ludność koczownicza z łatwo- 
ścią mogła wpadać na Ukrainę i niszczyć dorobek kulturalny ludno- 
ści osiadłej. W drugiem tysiącoleciu przed Chr. w ten sposób upa- 
dła kultura trypolska, a i później wielokrotnie się to powtarzało. 

Ludność osiadła 
broniła się między in- 
nemi sypaniem wałów, 
które przegradzały ko- 
czownikom możność 
wtargnięcia ze stepów, 
albo które osłaniały 
ziemię Polan kijow- 
skich. Tych kilka wa- 
łów w okolicach Try- 
pola i Rzyszczowa do- 
chodzi do Dniepru, co 
wskazuje na czasy hi- 
storyczne IX do XII 
stulecia. 

Źródłem wiado- 
mości dla dziejów 
Ukrainy są też kurha- 
ny, które charakteryzują plemiona osiadłe, jak również i plemiona zdobywców ste- 
powych; kurhany te pozwalają czytać w księdze dziejów Ukrainy, że losy tej ziemi 
były ciężkie, gdyż wciąż ziemia ta była wystawiona na mord, pożogę i jasyr. Nie 
mówiąc o Scytach, Gotach iHunnach, należy przypomnieć tylko 2 ) Awarów, Pieczyn- 
gów, Torków, owych stepowców zbiorowo zwanych Czarnemi Kłobukami, Połowców, 
a wreszcie Tatarów, którzy od r. 1240 ciążyli nad Ukrainą aż do pokoju karło- 
wickiego (1699). To daje powód, że geograf ukraiński 3 ) słusznie porównywałoś 

Ukrainy z losem czajki: 

Oj bida, bida czajci nebozi, 

Szczo wyweła ditok pry bytij dorozi. 
(Oj, źle czajce-niebodze, co wysiedziała pisklęta przy bitym gościńcu). 

1 ) W W. Chwojko. Kamiennyj Wiek średniawo Pridnieprowia. 1901. 

I. Stern. Doistoriczeskaja greczeskaja kultura na jugie Rossji. (Trudy XIII archeolo- 
giczeskawo sjezda 190d). 

2 ) M Hruszewśkij. Istorja Ukrainy-Rusi (7 tomów, do r. 1625). 
A. Jabłonowski. Ukraina. 1911. 

3 ) S. Rudmyćkij. Korotka heohrafja Ukrainy. 1910 i 1914. 




Rys. 218. Chata ze stepu Białocerkiewskiego. (Fot. W. Czarneckiego). 



UKRAINA. 373 

Właściwy krajobraz ukraiński, t. j. kraj falisty stepowoleśny, o wielkiej ży- 
zności gleby, znajduje swą granicę na północy w zwartych lasach Polesia, obej- 
muje Wołyń południowo-wschodni i wyżynę Podolską, a na zachodzie dochodzi 
do Wereszycy, na południo-zachodzie do Dniestru, na południu do rzeczywistych 
stepów; włączywszy do tego obszaru północną część Zaporoża, a wyłączywszy 
Pobereże, powiaty Czechryński i Czerkaski, otrzymamy dla krajo- 
brazu ukraińskiego powierzchnię mniej więcej 130 tys. km. kw. Ten ... . . 
obszar przypuszczalnie zlewa się z pojęciem Scytji rolniczej Hero- 
dota oraz łącznie z Małopolską, Górnym Śląskiem i częścią Wielkopolski, jest 
przypuszczalną kolebką plemion słowiańskich x ). Ten obszar, a słuszniej jego 
północna część, wraz z przylegającą częścią Polesia był kolebką Rusi, która, 
rozwijając się ze swego ogniska państwowego, t. j. z ziemi Polan nad Dnieprem, 
już w IX wieku opanowała na lewym brzegu Dniepru ziemię Perejasławską i Sie- 
wierską, wówczas gdy reszta Rusi lewobrzeżnej znacznie później została skolo- 
nizowana. 

Ludność Rusi, jak i każdego innego kraju w Europie, jest mieszana, co ina- 
czej nie da się nawet pomyśleć, gdyż parcie od strony stepów nie tylko powo- 
dowało zniszczenie i ucieczkę ludności w lasy Polesia, ale jednocześnie powodo- 
wało osadnictwo przybyszów. Polanie podnieśli się kulturalnie i społecznie 
w trójkącie nad Dnieprem między Irpeniem a Stuhną; ich Kijów — to nie tylko 
miejsce przeprawy i osada handlowa, ale jednocześnie była to strażnica w ostę- 
pie leśnym nad obszarem najłatwiejszego skolonizowania, bo tuż od południa za- 
raz za Stuhną istniał szmat szczerego stepu (owe Pola Riałocerkiewskie), cią- 
gnący się do Rosi. Ten najłatwiejszy obszar został najdawniej skolonizowany 
i za czasów podboju normańskiego widzimy, że granica Polan kijowskich chwieje 
się około rzeki Rosi, czasem rozszerzając się głęboko w obszar leśnostepowy, lub 
cofając się aż za Roś. 

Około roku tysiącznego Ruś, wzmożona kulturalnemi wpływami 
bizantyjskiemi i państwowo zorganizowana przez Normanów- Ware- Chrześcijań- 
gów, przyjmuje chrześcijaństwo od Greków. Ryło to następstwem „. 
odwiecznych stosunków, bo Dniepr i morze Czarne łączyły Ruś z Gre- 
cją, a warunki geograficzne na nic innego nie pozwalały. 

To bizantyjskie źródło chrześcijaństwa i oświaty na Rrsi wyciśnie na dzie- 
jach tych ziem niezatarte piętno. 

Stepowcy, mijając Perejasław, od wschodu dochodzili do Dniepru, aby koło 
Wityczowa lub Zarubu (60 i 120 km. w dół od Kijowa) przekroczyć Dniepr, skąd 
stepem mogli podejść do Sluhny — to wywoływało starania, aby przeprawy na 
Dnieprze trzymać w ręku, któraby mogła kierować z Kijowa obroną od ko- 
czowników. Sam Kijów swem położeniem nad Dnieprem panował nad przepra- 
wą w stronę Siewierszczyzny nad Desną, t. j. w stronę Polesia zadnieprzańskiego. 

Pogromy t. zw. mongołów w XIII stuleciu (1240, 1260 i 1286) wyludniły zie- 
mie ruskie i właśnie obszary najłatwiejsze dla pracy człowieka, najbardziej go 
nęcące, ucierpiały najmocniej, ale bodaj że najstraszniejszym okazał się rok 1482, 
po którym przez całe stulecie Ukraina stała prawie pustką, stopniowo ściągając 



') L. Niederle. Lidstwo w dobę predhistorickiej. 1896. 



374 RUŚ. 

ludność sąsiednich okolic ruskich, później Polaków, a na południowym zacho- 
dzie i Wołochów z ich kulturą pasterską. Wobec tego niepodobna przypuścić, 
aby przez Zaporoże nie wsiąkali w ludność Ukrainy i przedstawiciele Tatarów — 
liczne nazwy wsi w rodzaju Karabczejówka, Karapysze, Tarchan, Kurczanówka, 
Tahańcza, Krzemieńczuk (właściwie Kermenczyk), lub większą starożytnością 
tchnąca Kumanówka, wyraźnie na to wskazują. 

Etnografowie rosyjscy x ), uznając lud wielkorosyjski za mieszaninę plemion 
fińskich, sklejoną i zabarwioną przez Słowian, chcą widzieć w ludzie ruskim 
(ukraińskim) pokrewną mieszaninę, ale z przewagą żywiołu słowiańskiego. Tą 
okolicznością chcą jakoby wytłumaczyć rozbieżność temperamentów i niezgodność 
psychiki zbiorowej tych dwóch grup etnograficznych. Zgodnie z temi poglądami 
Rosjanie po fińskich przodkach jakoby otrzymali powolność w my- 
osjanie £i ac h [ czynach, cierpliwość w znoszeniu przeciwności losu, uległość 
zwierzchności wraz z wielką zdolnością do czynu, Rusini — jako 
w daleko większej mierze Słowianie- wykazują wielką wrażliwość i nerwowość, 
co odpowiada rozwiniętemu uczuciu i dość rozwiniętemu umysłowi. Rusin obok 
żywego charakteru jakoby ma posiadać wrodzoną niestałość, skłonny do smutku, po- 
trafi cierpieć i w nieszczęściu potrafi wykazać wielkość duszy, ale wolę posiada słabą. 
Al. Jabłonowski, największy u nas znawca Rusi, tak charakteryzuje lud ruski: 
„Rusin w porównaniu z Polakiem jest bardziej zamknięty w sobie, mniej 
wynurzający się, ^rzeto niby rozważniejszy, wcale nie wesołego usposobienia, 
chociaż do rozpasanej wesołości zdolny, podejrzliwy i nieufny, rzadko otwarcie 
i prostą drogą idący, choć stanowczy i odważny, niewiele ważący w potrzebie 
życie. Nieskory do uniesień, ale w uniesieniach gwałtowny, nieobraźliwy, lecz 
urazę długo pamiętający. Pojętny, zdolny do wszelkiej pracy, wytrzymały, lecz 
wcale nie pracowity, niezabiegły. Żołnierz wzorowy, karny i bitny, na byle czem 
poprzestający. Konserwatysta z urodzenia do szpiku kości: tak w życiu domo- 
wem, gospodarce, jak i w przyzwyczajeniach swych obrzędowo wy- 
yp u " znaniowych, do fanatyzmu przecie religijnego niezdolny, mimo pew- 
nych pozorów z przeszłości, obojętny na dogmaty, biernie znosi wszelkie zmiany, 
byle mu tylko jego zwyczajowo-obyczajowych nawyknień nie tykano. Pod tym 
względem stanowi przeciwieństwo z ludem rosyjskim. W domu własnym mało 
co znaczy: jako prawy Słowianin, ulega tam potulnie „dla świętego spokoju" swej 
połowicy. Zato lubownik świętowania wszelakiego, jarmarków i karczemki. Umy- 
słowo zdolny, z poetycznym nastrojem fantazji, nietyle dowcipny, ile niezrówna- 
nego naiwnego humoru. Mniej pewny siebie, wierzy bardziej w rozum „żinki" 
i „hromady". Wobec psychologa-Żyda, poza pięścią nie ma innej obrony". 

Dodajmy, że owo osławione lenistwo i niedbalstwo gospodarcze Rusinów 

należy pojmować względnie, gdyż kobiety wyróżniają się znacznie 

Ukraińców w *Ckszą pracowitością i zabiegliwością od mężczyzn. Objaśnienia 

tego zjawiska nie posiadamy, ale śród ludności Ukrainy, gdzie tak 

mocno zaznaczają się domieszki dynarskie i sarmackie, dość często rzuca się 

w oczy pewna odrębność typu fizycznego mężczyzn i kobiet. 



*) I. A. Sikorskij. Russkie i Ukraińcy. 1913. 

I. I. Pantiuchow. Znaczenje antropołogiczeskich tipow w ruskoj istorji. 1909. 



UKRAINA. 3/5 

Niekorzystne gospodarcze przyzwyczajenia Rusinów próbują wyjaśnić glebą 
nadmiernie żyzną i łatwą w obrobieniu, która zawsze mniej lub więcej urodziła, 
a nie uczyła staranności. Zawsze obfity zapas nowej ziemi w stepie oduczał 
w ciągu wieków od ulepszeń gospodarczych i zamiast wyciągać więcej z ziemi, 
wystarczało zaorać więcej ziemi. Już w XVII wieku uważano (Beauplan), że nie- 
możność wywozu ziarna działała zniechęcająco na energję gospodarczą i odzwy- 
czajała od ruchliwości i zdolności zapoczątkowania. Wielka żyzność krainy, do 
której przyrosło określenie jako „mlekiem i miodem płynącej", przy trudności 
spieniężenia wytworów rolnictwa, zachęcała do pewnej odmiany chłopskiego sy- 
barytyzmu i smakoszostwa. 

Nie należy też przeoczać kulturalnych wpływów tureckich, które szczegól- 
niej w zakresie kultury rzeczowej mocno się zaznaczają. Jeżeli nawet w Polsce, 
która z Turcją tylko przez Ruś sąsiadowała, jako strój narodowy ustalił się 
wschodni z pochodzenia kontusz i podgalano sobie czupryny, to tem bardziej na 
Rusi kontusz był jeszcze bardziej u siebie, a głowa mężczyzny no 
siła wręcz turecki osełedec. Potwornie szerokie spodnie, wyszywa- p y. ur . 
nia na płótnie o motywach geometrycznych, przetykanie nicią srebrną 
(t. zw. płótno podolskie), wyrób i barwienie kilimów, niektóre szczegóły w po- 
żywieniu, dowodzą szerokiej fali wpływów tureckich. Taniec trepak (tretiak), 
u nas niesłusznie „kozakiem" zwany, z muzułmańskiego wschodu ród wiedzie. 

Jako sferę, gdzie wpływy tureckie mało dotarły, należy uznać stosunki ro- 
dzinne, które naogół kobiecie zapewniają dużą samodzielność: rolę Rusinki raczej 
należy przyrównać do roli Polki lub wogóle kobiety zachodnio-europejskiej, ani- 
żeli do kobiety na wschodzie muzułmańskim. Tam, gdzie nowożytne warunki 
gospodarcze nie zburzyły całokształtu domowego życia Rusinów, tam rodzina wy- 
stępuje jako najsilniejsza więź społeczna o sympatycznie złagodzonej przewadze 
ojca rodziny i o względnie wysokiej moralności płciowej. 

Warunki dziejowe niezupełnie sprzyjały wytworzeniu się takiej odrębnej 
kultury ruskiej, która mogłaby być punktem wyjścia dla współczesnego odrodze- 
nia Rusi-Ukrainy, oto co mówi w tej sprawie ruski autor, patrzący na zagadnie- 
nie pod kątem dziejów sztuki plastycznej 1 ): 

„Po upadku Kijowa część ludności usunęła się na zachód i zamieszkała na 
prawym brzegu Dniepru głównie sioła i miasteczka śród lasów, przechowując 
swe stare, może nawet pogańskie zwyczaje, pieśni, obrzędy. Suzdal i Moskwa 
nie miały z nią (ludnością Rusi) stosunków, a wkrótce potem zagarnęło ją pań- 
stwo litewskie i na czas dłuższy odcięło od wpływów wielkorosyjskich, dając 
tymczasem zupełną swobodę wpływom zachodnim. Kijów powoli odżył. Wkrót- 
ce później, dzięki stosunkom handlowym pod wpływem zachodu, zjawiły się kor- 
poracje rzemieślnicze i rozmaite bractwa oświatowo- religijne, które dawały społe- 
czeństwu możność rozwoju i bogacenia się, a tem samem pomagały do pielęgno- 
wania swej kultury 

— W rzeczy samej wówczas kultura zachodnia i sztuka wle- 
wają się tu (na Ruś-Ukrainę) szeroką falą, ale one nie zwyciężają na n kra ; n j e 
kultury narodowej, a raczej tylko pomagają jej rozwijać się i wy- 



') W. Szczerbakiwśkij. Architektura u riżnych narodiw i na Ukraini. ]910. 



37(5 ruś. 

twarzają u ludności lepsze poczucie artystyczne. Nawet stałe wojny z Polakami 
i Tatarami nie mogły doszczętnie zgnębić tych wpływów ani rozwoju kultury — 
tylko panowanie Moskwy od wieku XVIII zniszczyło moc twórczą i wstecz co- 
fnęło kulturę i sztukę na Ukrainie". 

Struktura społeczna Rusinów jest wyjątkowo prosta, bo Rusin jest synoni- 
mem rolnika, a całe zróżniczkowanie społeczne polega na tem, że obok zamo- 
żniejszych włościan— na prawobrzeżnej Ukrainie coraz rzadszych — istnieją liczni 
małorolni i bezrolni, a wszystko, co się przenosiło do miasta, co szukało chleba 
przy kolei lub w urzędzie, aż do wojny 1914 r., zarzucało swój język i obyczaj, 
nie stając się jeszcze rzeczywistym żywiołem rosyjskim. Nawet duchowieństwo, 
poniekąd dziedziczne w swej kastowości, nie było czynnikiem dodatnim ani na- 
rodowo, ani społecznie. 

Przyzwyczajenie do dawniej wyrobionych postaci życia i do dawnych zwy- 
czajów, a nawet wogóle obrzędowość odgrywa większą rolę śród Rusinów, ani- 
żeli śród Polaków, Litwinów, a może nawet i Białorusinów. Zerwanie z tem po- 
dłożem, np. kiedy przedstawiciel tego ludu przechodzi do zawodów wyzwolo- 
nych, stawia Rusina w położeniu człowieka, nie mającego wyraźnego gruntu pod 
nogami. Rusin odczuwa brak wyższej kultury ruskiej, odrębnej od sąsiadów, 
kultury, którą na zachód od Zbrucza z trudnością stawiała na nogi pomoc au- 
strjacka, pomoc czasem demoralizująca. Rosja w swoich posiadło- 
n e igencja § c j acn tępiła l ) odrębność kultury ruskiej, a siedemdziesięcioletnie 
usiłowania, mające na celu jakąś marzycielską federację („Wilna 
spiłka" prof. Dragomanowa) nie stworzyły jako tako poważnych kół inteligencji 
ruskiej, lub jak sama chce się nazywać „ukraińskiej" — gorzej, bo śród szerokich 
warstw ludu aż do czasów wielkiej wojny nie było żadnych zaczątków poczucia 
odrębności narodowej. Skutkiem tego inteligent Rusin mimowoli stawał się od- 
mianą Rosjanina, odmianą, nie pozbawioną pewnych cech odrębnych, korzystnie 
go wyróżniających od Wielkorosjan, jako to większa prostota i łagodność stosun- 
ków towarzyskich, mniejsza zachłanność i pewna Europą tchnąca niechęć do 
łapownictwa. 

Brak wyższej kultury ruskiej jest zarazem przyczyną, że Rusin, wyrastający 
umysłowo ponad poziom otoczenia, łatwo się przechyla w stronę powierzchowne- 
go radykalizmu społecznego. 

Jeżeli struktura społeczna ludu ruskiego na Ukrainie odznacza się wielką pro- 
stotą—lud ruski nie wytworzył ani warstw średnich, ani wyższych— to jednocze- 
śnie struktura społeczna ludności Ukrainy i wogóle Rusi przedstawia mozaikę etno- 
graficzną. Część właścicieli większej własności (przed r. 1864 prawie wszyscy), 
dzierżawcy, oficjaliści rolni, przeważająca część żywiołu technicznego po fabry- 
kach—Polacy, do tego żywiołu należałoby doliczyć t. zw. drobną szlachtę, część 
ludności miast i przedstawicieli zawodów wyzwolonych. Urzędnikami są Rosja- 
nie z pochodzenia, a częściej zmoskaleni Rusini lub udający Rosjan. Ludność 
małych miasteczek i wogóle przedstawiciele handlu, pośrednictwa i często przed- 
siębiorstw przemysłowych, stanowią Żydzi. Jako przedstawicieli przemysłu i te- 
chniki, można tu napotkać poważne ilości Niemców i Czechów. 



') L. Wasilewski. Ukraina. 1913. (Mowa o czasach przed rewolucją rosyjską 1917 r.). 



UKRAINA. 377 

Drobna szlachta katolicka częściowo może być uważana za materjał etno- 
graficzny dwujęzyczny, ale w gruncie rzeczy żywioł ten pamięta o dawnych 
różnicach społecznych i przez to kulturalnie należy go doliczać w całości do ży- 
wiołu polskiego. 

Po r. 1863 rząd rosyjski umiał sztucznemi środkami zgnieść wpływy polskie, 
przeszkadzał rozwojowi żywiołu ruskiego, ale sam nie potrafił Ukrainie dać war- 
stwy ludności oświeconej, po europejsku kulturalnej, któraby po Polakach objęła 
spuściznę. Piękna, rodzajna Ukraina — ze swym ludem ruskim zacofanym, lecz 
zdolnym, gospodarczo niedbałym, lecz nie pozbawionym cech dodatnich -aż do 
czasów wielkiej wojny, była krainą niczyją. 

Stosunki gospodarcze w wieku XIX podlegały na Rusi przemianom głębszym, 
aniżeli w innych krajach Europy, a pomimo to pozostają w dziwnie wielkiej za- 
leżności od warunków przyrodzonych 1 ). 

Dopiero XIX wiek umożliwił wywóz wytworów rolniczych Rusi przez mo- 
rze Czarne, do czego największym bodźcem było przeprowadzenie kolei w sió- 
dmem dziesięcioleciu. Zniknęły stepy i cała ziemia znalazła się pod pługiem, 

prawda, że w uprawie ziemi system lepszy od trzypolówki rzadko 

. , , , , . , . ,. , , ., Poziom techni- 

się spotyka; zyznosc gleby i zbytecznosc karczunku sprawiły, ze . . . . 

w krajobrazie ukraińskim nieużytki mało co przekraczają 4°/ , lasy 

opadają poniżej 10°/ , a ziemia orna łącznie z ogrodami i sadami dochodzi do 75°/ . 

Jednak wydajność ziemi jest w rażącej sprzeczności z żyznością naturalną, co 

świadczy o niskim poziomie rolnictwa. 

Rok 1861 przyniósł ludowi ruskiemu na Ukrainie wolność razem z własno- 
ścią ziemi, a ta głęboka zmiana społeczna nie przyniosła ludowi ani oświaty, ani 
samodzielności w samorządzie miejscowym. 

Ogół tych prz} 7 czyn sprawił, że ludność rozmnożyła się znacznie. Dzisiejsze 
gubernje: Wołyńska, Kijowska i Podolska odpowiadają czterem województwom 
(Wołyńskie, Podolskie, Rracławskie i Ukraińskie), oraz okręgowi miasta Kijowa. 
Te ziemie razem rachowały: 

w r. 1778 przeszło 2,900,000 mieszkańców 

„ 1815 „ 3,500,000 

„ 1850 , 4,600,000 

„1870 „ 5,800,000 

„1897 „ 9,500,000 

„ 1913 „ 12,700,000 „ 

Ponieważ ilość ziemi w posiadaniu włościan waha się koło 44°/ , a kraj 
przemysłowym jeszcze nie jest, przeto rozradzaniu włościaństwa towarzyszy jego 
zbiednienie 2 ). Od roku 1861 do roku 1897 ilość gospodarstw włościańskich 
wzrosła o 92°/ , a przez to ilość ziemi dla ludności rolnej spadła do morga na 
głowę. 

Te dane, słuszne dla końca XIX wieku, obecnie uległy dalszemu pogorsze- 
niu i wojna 1914 roku zastała Ukrainę prawobrzeżną w tem położeniu, że ledwie 



') E. Romer. Atlas Polski. 1916-1917. 

2 ) I. I. Osadczyj. Ziemia i ziemledielcy w Jugo-Zapadnom Kraje. 1899. 



378 



u ś. 



V 10 część ludności rolniczej posiadała warsztat rolny, wystarczając}' do samo- 
dzielnego gospodarowania, 11 — 12% tej ludności wcale roli nie po- 
Zbiednienle s j a( j a j a ca i e 78°/ stanowiło typ chłopa małorolnego, który musi 
dorabiać, bo często oprócz chałupy i małego ogrodu, taki półprole- 
tarjusz roli prawie wcale nie posiada. 

Ponieważ jednocześnie wielka własność w nieznacznej mierze ulega parce- 
lacji, a folwarki przeważnie są obszerne, przeto Ukraina ma pewne cechy, przy- 
pominające Irlandję lub Górny Śląsk, z tą jednak różnicą na gorsze, iż wielki 
przemysł Ukrainy, posiadającej poważne młynarstwo, gorzelnictwo, a nadewszyst- 
ko cukrownictwo ze swemi stu czterdziestoma cukrowniami, małą wyświadcza 
usługę ludności miejscowej, bo jako w kraju klasycznego „lassez-faire" organiza- 




Rys. 219. Skata «Qłowa Czackiego* koło Żytomierza. (Ze zb. P. Tow. Kr). 



cja państwowa wcale nie wpływa dodatnio na stosunki społeczno-gospodarcze. 
Ukraina wytwarza dużo ziarna, a młynarstwo jest zbyt mało rozwinięte; w rol- 
nictwie przeważała trzypolówka, a na żyznej Ukrainie stosunkowo inwentarza ży- 
wego było mniej, aniżeli w Królestwie, nie robiąc żadnego porównania z Europą 
zachodnią. Nic dziwnego, że kiedy ludność doszła na Ukrainie do 80 na km. 2 , 
a na Podolu jeszcze więcej, to musiało się zjawić wychodztwo zarobkowe, po- 
czątkowo w stronę stepów, a później i dążność do wychodztwa osadniczego na 
Syberję, koło roku zaś 1910 pierwsza fala wyrobników ukraińskich zjawiła się 
w Ameryce. 

Godną zaznaczenia jest rzeczą, że w gęsto zaludnionej Ukrainie spotyka się 
gromady rzemieślników Wielkorosjan, którzy pomimo swego barbarzyńskiego 



UKRAINA 



379 



poziomu technicznego znajdują chleb na Ukrainie. Fabryki mechaniczne żywiołu 
ruskiego używają niechętnie, woląc wykwalifikowanego robotnika z Królestwa, 
z Moskwy, z Czech lub Niemiec. 

Ukrainiec swemi przyzwyczajeniami jeszcze cały jest zrośnięty ze wsią, a ziemi 
dlań brakuje, to też los wyrobnika ruskiego jest smutniejszym, niż nawet pol- 
skiego. Kiedy polski robotnik sezonowy potrafi potężne sumy ściągać do wszyst- 
kich dzielnic Polski etnograficznej, to Rusin mniej pracowity, mniej zabiegły, 
a łatwiej grosz wydający, naogół znacznie mniej zaoszczędza; kiedy polski ro- 
botnik rolny swoją krwawicą dokonywa olbrzymiego przewrotu społecznego, bo 
wręcz rozbija średnią własność ziemską, to Rusinowi jeszcze daleko do takiej 
roli. 



Na półno- 
cnym zachodzie U- 
krainy przy przej- 
ściu w okolice Po- 
lesia, nad brzega- 
mi Teterowu roz- 
winął się poważny 
gród Żytomierz. 
Leży on w dawnej 
ziemiDrewlan, któ- 
rzy sięgali swemi 
osadami na zachód 
do H o r y n i a, a 
na południowy 
wschód do Irpe- 
nia, śród pól^ od 
południa dość ży- 
znych, gdyż tędy 
przechodzi grani- 
ca glinki nawianej, 

na uboczu od większych dróg, co najwyżej mogła przezeń prowadzić jedna 
z dróg, prowadzących z Kijowa na Wołyń. Utrata Kijowa przez Pol- 




Rys. 220. Cudnów nad Teterowem. (Fot. ze zb. P. T. Kr.). 



skę i następnie niespokojne czasy na Ukrainie (t. zw. „ruina") spra- 



Żytomierz. 



wiły, że w Żytomierzu zdała od napadów hajdamackich zbierały się sejmiki wo- 
jewództwa ukraińskiego. Za czasów rosyjskich Żytomierz, chociaż w stosunku 
do Wołynia leżał odśrodkowo, stał się miastem gubernjalnem i rozwijał się jako 
siedziba urzędników, stolica biskupstwa rz.-katolickiego diecezji Łucko-Żytomier- 
skiej i siedziba niektórych rękodzieł. Miasto ciche, było do ostatnich czasów 
ulubionem miejscem zamieszkania ludzi, szukających spokoju, wzrastało stopnio- 
wo i przed wojną 1914 r. dochodziło do 90 tys. mieszkańców. W końcu XIX 
wieku kolej wąskotorowa połączyła Żytomierz z siecią kolejową w Berdyczowie. 
W miejscu, gdzie równoleżnikowy szlak południowego Wołynia łączył się 
z odnogą Czarnego Szlaku, idącego od stepów, powstał Berdyczów, miasto daw- 
niej prywatne. Na północo-wschód między Rastawicą (dopł. Rosi) a Unawą (dopł 



380 ruś. 

Irpenia) wiódł gościniec do Kijowa (dawny Iwnicki), a w przeciwną stronę szedł 
gościniec na Brody do Lwowa. Już w XVIII wieku Berdyczów, leżący na skrzy- 
żowaniu ważnych szlaków, doszedł do znaczenia handlowego, a w lym samym 
czasie klasztor karmelitów nabrał rozgłosu i stał się miejscem, wiel- 
ce uczęszczanem przez ludność katolicką i ówczesną unicką— wów- 
czas klasztor był areną działalności głośnego konfederaty barskiego ojca Marka 
Jandołowicza. Obecnie Berdyczów, leżący prawie w środku geometrycznym Rusi, 
jest prawdziwym obrazem stosunków handlowych Rusi: niepozbawiony pewnego 
przemysłu, żyje nadewszystko z handlu, to też ludność, dochodząca do 90 tys., 
w s / i składa się z Żydów. 

Koleje żelazne w tych okolicach, dzięki wyraźnym działom wodnym, zwy- 
kle trzymają się szlaków drogowych bardzo starożytnych, to też kiedy w siódmem 
dziesięcioleciu ubiegłego wieku pierwsze tory przecięły Ukrainę, to dawne szlaki 
czumackie w stronę m. Czarnego znalazły sobie odpowiednik w linji kolejowej 
Odesa — Zmierzynka— Winnica; szlaki, wiodące z Kijowa po prawej stronie Irpe- 
nia-Unawy w stronę Podola — w linji Kijów — Chwastów, a drogi wołyńskie, kieru- 
jąc się czasem granicą Polesia — w linji Brześć— Kowel — Równe - Połonne — Ber- 
dyczów, wszystkie one wytworzyły węzeł kolejowy o cztery mile na wschód od 
Berdyczowa w Koziatynie, od którego w r. 1890 kolej posunęła się na południo- 
wy wschód w samo serce Ukrainy, w stronę żyznej Humańszczyzny. Jeszcze 
dawniej od Chwastowa skierowano tor kolejowy równolegle do Dniepru (ponie- 
kąd wzdłuż dawnego Szlaku Białocerkiewskiego, częściowo zaś Trypolskiego) x ). 

Nad Dnieprem, w miejscu gdzie największe dopływy już zlały swe wody 
w jedną potężną rzekę, gdzie błota Polesia już nie przeszkadzały łączności mię- 
dzyludzkiej, gdzie wyspa ułatwiała przeprawę, a wysoki na 120 me- 
1 J trów brzeg ułatwia obronę wyżyny, pokrajanej jarami na szereg pa- 

górów, a gdzie doliny Łybedi i Głuboczycy oraz pomniejsze jary ułatwiały zjazd 
do rzeki — powstał Kijów. 

Od północy potężne nadrzeczne błonia, t. zw. Obołoó, jak gdyby ostatnia 
oznaka Polesia, wskazują na łatwość otrzymania siana i na dogodne warunki dla 
hodowli; zalesiona wyżyna dawała schronienie przed koczownikami, zabiegający- 
mi z niedalekiego stepu. Jeżeli cała Ukraina jest krainą stepowo leśną, to staro- 
żytna ziemia Polan naddnieprzańskich, aż po Stuhnę była pokryta dość zwartym 
lasem, dalej zaś do Rosi była stepem, na który wpadali z za Dniepru stepowi ko- 
czownicy, przeprawiając się koło Wityczowa lub Zarubu, a to sprawiało, że lesi- 
ste okolice Kijowa musiały podlegać napadom i obronie. Warunki topograficzne 
były wyjątkowo korzystne, aby Kijów zapanował nad ziemią Polan i sięgnął 
w stronę Mozyrza (późniejszy szlak litewski), za Dniepr w stronę Ostrza i dalej 
w stronę Nowogrodu Siewierskiego; położenie zaś geograficzne nad Dnieprem 
było czynnikiem, rozstrzygającym o rozroście i znaczeniu handlowem Kijowa 
w IX do XI wieku. Z Bizancjum otrzymał Kijów swoją cywilizację wraz z chrze- 
ścijaństwem, stamtąd czerpał wzory dla swej kultury materjalnej, którą promie- 
niował: na podkarpacki Halicz, nadsański Przemyśl, na zatopiony w bagnach Pry- 
peci drewlański Turów, na grody Krywiczów nad górnym Dnieprem i Dźwiną. 



') Ed. Rulikowski. Dawne drogi i szlaki na prawym brzegu Dniepru. Ateneum. 1878. 



Ukraina. 381 

na zawsze wolności żądne rzeczypospolite Pskowa i Nowogrodu i na lińską wisto- 
cie, a tylko słowiańskim pokostem pociągniętą ziemię Suzdalską. Ta ostatnia, 
wzmocniona organizacją turańską, zczasem miała przejąć na siebie potęgę po- 
lańskiego Kijowa. 

Gdy położenie nad Dnieprem było przyczyną świetności Kijowa, to położe- 
nie na rozgraniczu stepów, owego tchnienia lądowej, niecywilizowanej Azji, było 
przyczyną jego upadku. W wieku XIII napady koczowników osłabiły Kijów, na- 
pad t. zw. mongołów w r. 1240 obrócił go w perzynę, ale dopiero odcięcie mo- 
rza Czarnego od reszty świata (zdobycie Konstantynopola w r. 1453) ułatwiło Tur- 
kom opanowanie całego wybrzeża m. Czarnego — w r. 1475 zdobycie genueńskiej 
Kaffy — poczem Ukraina zapadła w letarg, tem bardziej, że napad 
Mengligireja w r. 1482 dotknął Kijowa najboleśniej. Dopiero dotar Warunki 
cie państwa rosyjskiego do m. Czarnego i w XIX w. handlowe otwar- ge °? ra lczne 
cie Bosforu i Dardaneli obudziło ziemie ruskie z letargu gospodar- 
czego i wówczas nastąpił rozkwit nowożytnego Kijowa: kiedy przed powstaniem 
1863 roku Ruś posiadała 4,6 milj. mieszkańców, to Kijów nie posiadał nawet 2°/ 
tej ludności— w pół wieku później Ruś przekroczyła 12 milj., a jej stolica wchło- 
nęła przeszło 4°/ tej ludności, przez co po Warszawie Kijów jest najważniejszem 
miastem na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. 

Kijów jest nie tylko ośrodkiem administracyjnym, ale zarazem ogniskiem ży- 
cia gospodarczego dla Rusi z jej cukrownictwem i przemysłem mechanicznym, 
dla Zadnieprza z jego rolnictwem i poniekąd nawet dla Polesia z jego lasami. 

Jako najdawniejsza kolebka chrześcijaństwa na Rusi, Kijów jest znacznem 
ogniskiem życia religijnego — mnóstwo klasztorów i cerkwi, a szczególniej relikwje 
świętych w Ławrze na Pieczersku ściągają 200 tys. pielgrzymów ze wszystkich 
zakątków prawosławnej Rosji. 

Rozrzucony na t. zw. górach nad Dnieprem, Kijów stanowi piękną dla oka 
panoramę, wewnątrz zaś dopiero w ciągu ostatnich lat trzydziestu zaczął się cia- 
śniej zabudowywać i upodobniać do kosmopolitycznego szablonu, wciąż jednak 
posiada mnóstwo ogrodów, co mu nadaje pewne piętno swoiste. 

Śród mieszkańców Kijów posiada kilkadziesiąt tysięcy Polaków, oraz jeszcze 
więcej Żydów, odgrywających wielką rolę w zakresie stosunków pieniężnych 
i handlu. Poważne ilości cudzoziemców wywierają wpływ w stosunkach fabry- 
cznych i handlowych, ale najmniej aż do rewolucji 1917 r. dawał się odczuwać 
wpływ Ukraińców. Nawet pewna poprawa stosunków po r. 1905 poza zjawieniem 
się prasy ruskiej niewiele zmieniła i dopiero po wielkiej wojnie można oczekiwać, 
że rosyjski Kijów zacznie przybierać szatę ruską. 

Nad Rosią spotykamy nieco większe miejscowości handlowe, jak Białocer- 
kiew (54 tys. mieszk.) i Bohusław, a że rzeka Roś absolutnie nie jest drogą wo- 
dną, więc kierunek rzeki wpływa na wybór kierunku dróg mniej więcej równo- 
legły do Rosi: szlaki miejscowego znaczenia bądź szły bliżej Dniepru równolegle 
do niego, albo bliżej Rosi, aby w okolicach Korsunia przekroczyć tę rzekę. 
W tem miejscu jedna z odnóg Szlaku Czarnego wkraczała na Ukrainę i tu wła- 
śnie wiosną 1648 r. nieoględność hetmanów pozwoliła Chmielnickiemu odnieść 
zwycięstwo, brzemienne w późniejsze następstwa. Na zachodzie stepu, rozciąga- 
jącego się od Trypola do Rosi tuż po połączeniu Rastawicy z Rosią, rozwinęła 



382 r u s. 

się Białocerkiew, jako krańcowe miejsce otwartego stepu, wrzynającego się mię- 
dzy Stuchną a Rosią, czyli między lasem, a krajobrazem ukraińskim; 
Białocerkiew. ^ Q ^ miejscowości łatwo było dotrzeć koczownikom stepowym i to 
wymagało obrony, a stąd obok stepowej warowni rozwinął się zczasem zarząd 
dóbr narodowych, czyli ekonomja; taką samą, choć mniejszego znaczenia był Bo- 
husław, który obecnie dochodzi 17 tys. m. Skwira (słuszniej Skwyra— 23 tys. m.) 
i Taraszcza (17) rozrastają się jako miasta powiatowe i ośrodki miejscowego ży- 
cia gospodarczego w okolicach wyjątkowo żyznych. Nad Dnieprem w odległości 
53 km. od Kijowa spotykamy miasteczko Trypole, jedno ze starożytniejszych miejsc 
przeprawy przez Dniepr, 27 km. niżej Rzyszczów (10 tys. m.), a jeszcze o 60 km. 
dalej Kaniów, miasteczko o 12 tys. m. — tu zjeżdżają się Rusini, aby złożyć hołd 




Rys. 221. Polesie. Okolice Kościuchnówki. (Fot. Leg. Polskich). 



cieniom Szewczenki, którego mogiła, widziana z Dniepru, stanowi nowożytny kur- 
han, usypany o pół mili w dół za Kaniowem. 

Czerkasy nad Dnieprem prowadzą handel drzewem, gdyż okolica stosunko- 
wo mniej żyzna posiada 35°/ lasów - krajobraz ukraiński ustępuje tu błotom Ir- 

dyńskim i Dyżewskim. Nieco dalej od Dniepru leży Smiła (21 tys. 
kaski m m ieszk.), zarząd majątków hr. Bobryńskich, które zostały nabyte 

przez Potiemkina za Stanisława Augusta. W okolicach Horodyszcza 
i Hłystynówki wydobywają labradoryt. Na tych krańcach dawnej Rzeczypospo- 
litej, w okolicach mniej rodzajnych, leży Czehryń (19 tys. m.) ? krótkotrwała sto- 
lica Ukrainy za Chmielnickiego. 



Polesie 



:m 



§ 62. Polesie 



Polesie. 



Ta sama ludność ruska, która zwartą masą obsadziła Ruś Czerwoną, Wo- 
łyń, Podole i Ukrainę, sięga dalej ku północy, a mianowicie zajmuje bagniste 
i lesiste Polesie. Wprawdzie narzecze Poleszuków stanowi jak gdyby przejście 
do białoruszczyzny, jednak językowo należy je zaliczyć do Rusi-Ukrainy. 

Na północ od Wołynia i Ukrainy, a na południe od wyżyny Litewskiej i No- 
wogrodzkiej leżą owe słynne błota Polesia. Im bliżej głównego koryta Prypeci, 
tem większy obszar zajmują moczary, lasy na piaskach, a rzadziej 
łąki i role. Rolnictwo, które na właściwem Polesiu pszenicy pra- 
wie nie zna, na miejscach nieco suchszych wyraża się w uprawie kartofli, owsa 
irzadziej żyta. La- 
sy na zachodzie, 
pomimo rząd - 
kiego zaludnie- 
nia nie posiadają 
drzew większej 
wartości techni- 
cznej, gdyż obe- 
cność rzek spław- 
nych i kanału 
Królewskiego od- 
dawna ułatwiła 
wytrzebienie 
sztuk najstar- 
szych i już od lat 
czterdziestu wy- 
niszczenie lasów 
zaczęło przesu- 
wać się ku wscho- 
dowi Polesia i na- 
wet z dorzecza 





% 
















^Ł V i ^miJhIGEK. 




zTv 


b@bl- m^. 


^$t±!/\a 


ŁTLJBB^T>^y 


■JĄ 


■Bj^B^a^Ł 'it ^vJ£" 






: 


1 


4-T- \ 

\ - 
A\\\ 








EP§5 yy 


*tm 




^ '. 


W ł * ■..•-'' 





Rys. 222. Na Polesiu nad Stochodem (paźdz. 1915 roku) 



Prypeci do Berezyny, górnego Dniepru i Sożu. Ludność, zebrana na miejscach 
suchszych, nie jest gęsta, a ważniejsze miasteczka i wioski, o ile nie leżą na kra- 
wędzi Polesia, zebrały się na miejscach nieco wynioślejszych w bliskości rzek. 

W czasach, gdy Rurykowicze wprowadzali chrześcijaństwo nad Prypecią, 
między ujściem Horynia i Uborci, gdzie mniejsza błotnistość i gleba jest nieco 
gliniasta, powstała miejscowość Turów. Z biegiem czasu nieznaczna ilość ziemi, 
zdatnej do rolnictwa, nie pozwalała się bardzo rozwinąć Turowowi, aczkolwiek 
posiadał on w XII wieku swe biskupstwo. O sto dziesięć km. ku 
zachodowi leżący, nieco wynioślejszy półw}'sep między Jasiołdą, Pi- 
ną i Prypecią, t. zw. Zagrodzie (Zahorodje) pozwalał rolnictwu więcej ludności 
wyżywić, a że tu droga wodna stykała się z ziemią dość suchą, umożliwiającą 
przeładowanie towaru z wody na drogi lądowe i odwrotnie, przeto tu powstał 
Pińsk i przejął znaczenie Turowa. 



Turów. 



384 



Obecnie Pińsk jest stacją kolei poleskich, oraz tu rozpoczyna się żegluga 
parowa na Prypeci; oprócz handlu, mieszkańcy uprawiają też i przemysł, głów- 
nie opierający się na przerobie drzewa. Bliskość kanałów Królewskiego i Ogiń- 
skiego podnosi znaczenie Pińska, który obecnie dochodzi do 35 tys. mieszk. 

Turów zupełnie pozostał w zaniedbaniu. W dół Prypeci w takiej samej od- 
ległości od Turowa na wschód, w jakiej Pińsk leży na zachodzie, znajdujemy 
nieco suchszą okolicę, która jest przerżnięta przez Prypeć, szczególniej po jej 
prawej stronie między Prypecią i Norowlą istnieje jak gdyby sucha wyspa śród 
błot. Ta okolica mogła wyżywić ludność znaczniejszą niż okolica Turowa, 
a szczególniej gdy stosunki z Litwą nakazały szukać przeprawy przez Prypeć, te 
nieco suchsze okolice ułatwiały przeprawę na gościńcu, idącym z Wilna (Mińska 
i Słucka) do Kijowa, podnosząc handlowo miasteczko Mozyrz. 

Obecnie to miasto powiatowe posiada parę zakładów przemysłowych, głów- 
nie obrabiają- 
cych drzewo, po- 
siada również pe- 
wienhandel drze- 
wem, a że stacja 
kolei zbyt daleko 
odeń leży, więc 
miasto powoli się 
rozwija, docho- 
dząc do kilkuna- 
stu tys. mieszk. 

Ziemie, nad 
Prypecią leżące, 
należą do najsła- 
biej zaludniony eh 
w Europie środ- 
kowej : powiat 
Mozyrski liczy za- 
ledwie 16 miesz- 
kańców na km. 

kw., a Piński 25. Ludność polska na właściwych bagnach poleskich zaledwie 
5°/ wynosi. Dokoła błot Pińskich, gdzie ziemia jest nieco suchsza, a gleba dla 
rolnictwa możliwsza, tam odsetek lasów spada i ludność staje się gęściejsza, 
a mianowicie dochodzi do 40—43 na km. kw., to jest mniej więcej do gęstości, 
którą spotykamy na wyżynie Litewskiej. 

Ludność polska w okolicach nieco suchszych stanowi nieznaczny odsetek, 
gdyż średnio waha się od 5— 8°/ , w Kobryńskiem jakoby opadała niżej 3, 
a w Słuckiem i Zwiahelskiem dochodzi 10—12%. Obok rolnictwa i hodowli by- 
dła odgrywa tu dużą rolę cięcie lasów, a handel prawie absolutnie cały znajduje 
się w ręku zacofanej ludności żydowskiej. 

Na południe od błot Polesia, szczególnie w zachodniej części, spotykamy 
wały morenowe, które poniekąd pośrednio wpływały na kierunek dróg, a mia- 
nowicie Wołyń, jako od przyrodzenia przeznaczony do szlaków w kierunku rów- 




Rys. 223. Most pod Smolarami na Stochodzie. 
(Fot. leg. polskich w pażdz. 1915 r.). 



POLESIE. 385 

noleźnikowym, posiada ich w każdej epoce kilka równoległych ważniejszych, 
a bardziej ku północy moreny czołowe były kresem, poza którym drogi musiały 
przecinać zbyt liczne błota. 

Zwiahel, leżący na odosobnionym płacie glinki nawianej, przemianowany na 
Nowogród Wołyński (21 tys. mieszkańców), Kowel (27 tys. mieszkańców), Równe, 
obecnie poważny węzeł kolejowy (37 tys. mieszkańców), oraz Owrucz (12 tys. 
mieszkańców) i Radomyśl (17 tys. mieszkańców), które śród okolic bagnistych 
leżą na miejscach nieco suchszych, a właściwie już na pograniczu Wołynia ze- 
środkowały urzędy powiatowe i handel. Odwieczne stosunki komunikacyjne od- 
bywały się nad Prypecią oraz jej dopływami wodą, dzięki czemu wiosną można 
było dotrzeć tam, gdzie latem trzęsawisko na żadne drogi nie pozwalało, zimą 
zaś można było dotrzeć po lodzie. Tak się dokonywały napady tatarskie i haj- 
damackie. Pińsk wyjątkowo posiadał w stronę Równego dość nędzne połącze- 
nie, które zostało uporządkowane w 1784 r. przez Rutrymowicza, miecznika po- 
wiatu Pińskiego. Ten sam człowiek potrafił przeprowadzić z Pińska do Słonima 
wygodną na owe czasy drogę, z trzydziestu mil skróconą do 3 / 6 dawnej długości. 

Gdy na południu błotne Polesie przeważnie stopniowo i niezauważalnie lub 
małym progiem przechodzi w równinę Wołynia, to na północy wyżyna Litewska 
wraz z Nowogrodzką, pomimo swego na południu rozpłaszczenia, podchodzi do 
błotnistej niziny chociaż często niskim jednakże zauważalnym progiem. 

Między Słuczą (lewobrzeżną) a jej dopływem Moroczą południowo-wscho 
dnia część wyżyny Nowogrodzkiej wsuwa się zębem ku południowi w obszar 
błot, stanowiąc w bezpośredniem sąsiedztwie z niziną Polesia krainą bardziej za- 
ludnioną. Tu powstało miasteczko Słuck (pasy słuckie XVII w.), obecnie siedzi- 
ba urzędów powiatowych (16 tys. mieszkańców). Po prawej stronie rzeki Ptyczy 
nieco mniej błotnista okolica pozwoliła na pewne osadnictwo i tędy szła droga 
do Słucka i Mińska. Ku wschodowi od błot Pińskich w ścisłem znaczeniu tego 
wyrazu rozpościera się dalszy ciąg błot Polesia w dorzeczu dolnej Rerezyny 
i środkowego Dniepru. 

W początkach XX w. wszelkie drogi omijały Polesie, to też koleje tak zw. 
Poleskie zarówno od północy obchodziły bagna, jak i od południa (szlak Kowel- 
Sarny-Kijów), przez co nabierał znaczenia handlowego i szczególniej strategiczne- 
go Rrześć-Litewski. Ponieważ na wschodzie kolej obchodziła Polesie aż przez 
Homel-Konotop (kolej pod Mozyrzem dopiero w czasie ostatniej wojny przecięła 
Prypeć), przeto jedyna, wpoprzek Polesia przechodząca kolej (z Wilna przez Ra- 
ranowicze) Łuniniec-Sarny-Równe posiadała niesłychane znaczenie strategiczne. 
Z dróg bitych tylko szlak, idący z Robrujska do Owrucza, przecina Prypeć koło 
Mozyrza. 



GEOGRAFJA DAWNEJ POLSKI. — 25 



XV. LITWA. 



§ 63. Wyżyna Litewska. 

Na wschód od linji Lawenny-Niewiaży-Niemna mamy krainę, którą pospoli- 
cie nazywamy Litwą. Tą nazwą w dziejach oznaczano w rozmaitych epokach 
rozmaite skupienia krain, zaludnionych tylko częściowo przez szczepy litewsko- 
żmudzkie, w późniejszych zaś czasach przeważnie białoruskie. 

Czem dla starożytnego Rzymu była Kampanja Rzymska, dla Szwajcarji oko- 
lice jeziora Czterech Kantonów, lub nadgoplańskie okolice dla Polski, tem dla 
Litwy było dorzecze Wilji, szczególniej dolna jego część. Pomi- 
... nąwszy Żmudź i część Litwy zaniemeńską, resztę Litwy właściwej, 

to jest takiej, która niegdyś posiadała język litewski, można zakre- 
ślić granicami: Niewiaźą, Dźwiną, Rerezyną i górnym Niemnem. 

Pod względem powierzchni odróżniamy tu kilka części odrębnych (rys. 61). 

1) Nizina Litewska między Niewiaźą i Świętą właściwie znajduje swe prze- 
dłużenie we wschodniej części Kuronji po prawej stronie rzeki Lawenny: kraj 
równy, czasami zabagniony, na działach wodnych jeszcze lasów nie pozbawiony, 
jest zaludniony dość słabo. Ku Dźwinie gęstość zaludnienia opada do 25 na km. 
kw., a pominąwszy podmiejskie okolice kowieńskie, nigdzie nie przewyższa 40. 

Można powiedzieć, że obecność Rygi, Dyneburga, Kowna i Wilna dawniej 
przy braku dróg podnosiła gospodarczo czworobok między nim zawarty; obecnie 
zaś, dzięki kolejom, te miasta jak gdyby wysysały z kraju wszelką ludność, nie zaj- 
mującą się rolnictwem i te miasta rosną kosztem wsi i miasteczek. Okres życia 
gospodarczego, kiedy większe skupienie współczesne ożywczo oddziaływa na 
okolicę, tu jeszcze nie nastąpił. 

Ludność na południu — litewska, na północy — łotewska, jednak w Wiłkomier- 
skiem Polaków mieszka 10%, a należy też tu uwzględnić obecność żywiołu ży- 
dowskiego, jak również i osadnictwo wielkorosyjskie, dawniejsze staroobrzędow- 
ców, oraz nowsze, propagowane przez bank włościański. 

2) Pojezierze Litewskie między Dźwiną, Świętą, dolną Wilją, Niemnem, 

Mereczanką, Żejmianką oraz linją, poprowadzoną mniej więcej od 

L °. jezl ^ ze Święcian do Dryssy. Kraina ta, w swej części południowo-zacho- 

dniej przecięta doliną dolnej Wilji, jest niższą od pojezierza Prusko- 

Mazowieckiego, gdyż jest przeciętnie wzniesiona tylko 150-200 m., chociaż po- 



WYŻYNA LITEWSKA. 



387 



szczególne miejscowości na południu dochodzą do 267, a na północy do 293 m. 
Doliny rzek, odgraniczających omawianą krainę od sąsiednich, są głęboko wcięte 
i tylko w okolicach źródeł Żejmianki to wzniesienie przechodzi dalej ku wscho- 
dowi. Cechą charakterystyczną tej krainy jest jeziorzystość, która w czasach 
przeddziejowych dawała mieszkańcom łatwiejsze wyżywienie i siedziby ludzkie 
czyniła łatwo obronnemi; to też chociaż gleby naogół są gorsze od jeziorzystej 
części Wielkopolski, a żadnego porównania nie wytrzymują z Kujawami, obsza- 
rem moren dennych, gdy tu jest obszar moren dennych i czołowych, jednak naj- 
żyzniejsze ziemie Litwy znajdujemy na pojezierzu Litewskiem. I tu znaczenie 
jezior, jako czynnika, organizującego państwowo, wystąpiło wyraźnie, gdyż Troki 
oraz inne najdawniejsze miejsca obronne tu się rozwinęły, powstawszy mniej wię- 
cej tak, jak Kruszwica nad Gopłem. 




Rys. 224. Rzeka Smółka, dopływ Słuczy pod Zwiahlem. 
(Fot. M. Wisznickiego, ze zb. P. Tow. Kr.). 



Drogi tu zawsze musiały się stosować do jezior i często im towarzyszących 
błot, a czasami spotykamy wały morenowe, które — nieprzydatne dla siedzib 
ludzkich — swą glebą piaszczystą przyciągały ku swoim pochyłościom ścieżki 
i drogi. Obfitość jezior sprawiła łatwą obronność, to też krzyżacy z rozmysłem 
urządzali na Litwę wyprawy zimą, kiedy ta pora roku, ścinając wo- 
dy i błota, otwierała równe drogi w głąb kraju. Pomimo obecno- Dr0 S,' 
ści dużych szmatów dobrej gleby (czamoziem, chociaż swemi właści- n ^.. p Je * ierzu 
wościami od ukraińsko-podolskiego znacznie się różni, a przez gle- 
boznawców zwany ziemią czarną), ludność tu nie jest gęsta, gdyż jeżeli pominie- 
my ludność miasta Wilna, to całe pojezierze Litewskie posiada gęstość zaludnie- 
nia 40 na km. kw. Powiat Jezioroski posiada gęstość nieco większą, a gdzie do 
Dźwiny się zbliża w powiecie Iłłuksztańskim, administracyjnie w gub. Kurlandz- 
kiej, opada do 32! 



388 



L I f W A. 



Oprócz ludności litewskiej i nad Dźwiną łotewskiej, ludność polska znajduje 
się w poważnym odsetku, gdyż między Wilnem a Trokami stanowi prawie poło- 
wę ludności (47°/ ), w całem Trockiem dochodzi do 22°/ , a na północy w Świę- 
ciańskiem 25°/ przekracza l ). Dopiero ku północy w Jezioroskiem 
Polaków °P a( ^ a ^° H,4°/o aD y znacznie się podnieść bliżej Dźwiny, w powie- 
cie Iłłuksztańskim, który stanowił część lenna polskiego, ale bezpo- 
średnio w skład Rzeczypospolitej nie wchodził — tu Polacy stanowią przeszło szó- 
stą część zaludnienia. 

Od wschodu wkracza ludność białoruska; dawniejsi sekciarze wielkorosyj- 
scy otrzymują nowszych towarzyszów przez osadniczą działalność banku wło- 
ściańskiego. Jeżeli pamiętać o ludności żydowskiej, wynoszącej kilkanaście pro- 




Rys. 225. Horodyszcze nad Słuczą pod Zwianiem. (Fot. M Wisznickiego). 



cent, to już nawet, pomijając drobne ilości mosleminów, dość nie- 
słusznie zwanych Tatarami litewskimi, karaimów w Trokach, oraz 

garść Niemców, mamy taką mozaikę narodowościową, której odpowiednik można 

znaleźć dopiero chyba w Macedonji. 

Z miejskich skupień od zachodu spotykamy Troki, miasteczko powiatowe, 

całe mówiące o przeszłości. Nie tylko zwaliska zamku Witołdowego na wyspie 



l ) Te liczby, jak się w czasie Wojny pokazało, należy znacznie poprawić na korzyść pol- 
skości: niemieckie urzędy okupacyjne W powiecie Wileńskim (podmiejskim) znalazły prawie 90% 
Polaków, a w całym okręgu Wileńskim na 480 tys. mieszkańców 55% Polaków. (II Berichtiiber 
ide Einrichtung u. Fortentwickelung der Yerwaltung Yilna ftir das 1 Yierteljahr 1916). 



WYŻYNA LITEWSKA. 



389 



jeziora, ale i na lądzie cały system murów i okopów wskazuje, że Troki musiały 
odgrywać potężną rolę i dawniej, a genjalny organizator Litwy to strategiczne 
przedmurze Wilna uczynił niezdobytem. 

Naj ważniej szem od lat 600 miastem Litwy jest Wilno. Położone na granicy 
właściwego pojezierza nad rzeką spławną, która z dolnym Niemnem stanowi ca- 
łość bardzo jednolitą, w środku wyżynowych wzniesień, tworzących na wzór 
podkowy wyżynę Litewską, Wilno rozwijało się w XIV wieku jako 
siedziba monarchów Litwy, a nawet po r. 1569 pozostało ogniskiem 
kulturalnem, gospodarczem, a poniekąd i politycznem dla tej krainy. Jeszcze 
nawet po rozbiorach wszechnica Wileńska była ogniskiem wiedzy i oświaty, które 
swemi promieniami ogarniały wszystkie ziemie polskie. Obecnie, przy 200.000 



Wilno. 




Rys. 226. Załam rzeki kolo Korostenia. (Fot. K. Kulwiecia w P. Tow. Kr.). 



ludności, Wilno posiada ludności polskiej-katolickiej do 61°/ — bodajże większy 
odsetek niż Warszawa. Skrzyżowanie kolei, pomimo zadziwiającego braku dróg 
bitych w kraju, obfitującym w kamień, podtrzymuje znaczenie handlowo-gospo- 
darcze Wilna. 

Pod względem oświatowym i kulturalnym to miasto ma coś wspólnego 
z Warszawą, a mianowicie, że odwieczne stosunki zmuszają je do roli kultural- 
nej, którą warunki ostatnich lat osiemdziesięciu utrudniały do osta- 
tecznych granic. Wilno, tak samo jak i Warszawa, odgrywa rolę ogni- °^ ^J^ " 
ska, ale obecność umysłów, wykształconych po europejsku, jest ilo- 
ściowo niedostateczna, a zadań pracy kulturalnej narzuca się moc niezliczona. 
Jest ono stolicą diecezji katolickiej dla guberni Wileńskiej i Grodzieńskiej. 



390 



LITWA. 



Wilno posiada dotychczas dzielnicę żydowską (ghetto) w stanie tak pier- 
wotnym, że tylko z jednym Tarnowem da się porównać. 

Pod pewnemi względami Wilno wyprzedza Warszawę, gdyż samorząd, przy 
swej całej wadliwości, zdziałał tu niemało. Jak w XVI wieku Wilno znajdowało 
się na skrzyżowaniu dróg do Warszawy, Królewca, Rygi, Dyneburga, tak przed 
wojną leżało między Warszawą a Petersburgiem, oraz połączone było szlakiem ko- 
lejowym z Lipawą i z głębią Zadnieprza, co odbijało się na stosunkach gospo- 
darczych, a pośrednio i kulturalnych. Rozpad państwa carów wtrącił Wilno na 
kilka miesięcy w ręce Moskali-bolszewików, aż wreszcie w kwietniu 1919 roku 
wojsko polskie pod wodzą syna Litwy a Naczelnika Państwa Polskiego przynio- 
sło miastu wolność. Wilno odrazu okazało swoją polskość, w pół roku później 
wskrzeszono uniwersytet i wreszcie Wilno znowu stało się sercem życia kultural- 
nego, społecznego i politycznego dla ziem Litwy i Białorusi. 




Rys. 227. Pilkalnia koto Wsi Uciany (W powiecie Wiłkomierskim). 



Nad Wilją na pół drogi między Kownem a Wilnem, na prawym brzegu leży 
dzisiaj nieznaczna miejscowość Kiernów, która jednak w czasach tworzenia się 
państwa litewskiego posiadała znaczenie. Na półwyspie Niemna leżą Birsztany, 
miejscowość lecznicza. 

Ku północy, już na granicy właściwego pojezierza leżą Święciany (8 tys. m.). 

Pojezierze Litewskie ku północy i wschodowi posiada mniej dobrych grun- 
tów, a dawniejsze płytkie jeziora wytwarzają błota; to też większe miejscowości 
nie znajdują tam warunków istnienia i spotykamy tylko miasteczko Jeziorosy, od 
lat siedemdziesięciu przezwane Nowo-Aleksandrowskiem, oraz bliżej Dźwiny Ił- 
łuksztę, leżącą już w Kuronji— obie miejscowości leżą na drodze, łączącej Wilno 
z Dyneburgiem. Na południowym-zachodzie od pojezierza wyróżniamy: 



WYŻYNA LITEWSKA. 



301 



Grodno. 



3) Wyżynę I.idzką, która leży między Mereczanką, Niemnem i linją, prze- 
ciągniętą od Wilna do Nowogródka. To słabe wzniesienie aż do rz. Kotry jest 
znacznie niższe i równiejsze, to też drogi odwieczne legły blisko działu wodnego 
Kotry i Mereczanki, ożywiając miejscowości przez nie przecinane. Do takich na- 
leżą Olkieniki, miasteczko, przed dwustu przeszło laty rozgłośne wojną domową 
między królewiętami litewskiemi. 

Przecięcie tego szlaku z Niemnem stwarzało typową miejscowość przewo- 
zową, a jednocześnie załam kierunku doliny Niemna sprzyjał istnieniu osady, 
która była miejscem przeładunkowem dla kierunku środkowego Niemna, prze- 
dłużonego na południe, oraz górnego Niemna ku zachodowi. Te dogodne wa- 
runki, istniejące już w zaraniu dziejów, stworzyły miejscowość — słuszniej cały 
szereg obok siebie leżących 
miejscowości — dogodną dla 
handlu i w wiekach średnich 
obronną. 

Po unji Litwy z Polską 
Grodno, jako leżące na drodze 
z Wilna (Smoleńska, Dynebur- 
ga) do środka Wisły, nabierało 
znaczenia, gdyż zjazdy miały 
się kolejno odbywać 
na ziemiach Korony 
i Litwy i gdy Warszawa była 
takiem ogniskiem w Koronie, 
a Wilno— nie mówiąc o innych 
miastach — było zbyt odległe, 
to wzrosło znaczenie Grodna. 
Ta względna bliskość do War- 
szawy sprawiła, że w drugiej 
połowie XVIII wieku działal- 
ność podskarbiego Tyzenhausa 
nie Wilno obrała za podstawę, 
lecz Grodno. 

Drugi rozbiór Polski był 
tu przeprowadzony w jednym 

z gmachów zamku, dziś przerobionego na szpital wojskowy. Nad urwistym brze- 
giem Niemna, na przedmieściu Kołoży znajdują się resztki cerkwi, słynnej swemi 
głośnikami; jej pobudowanie przypisują jeńcom pskowskim Witolda, ale charakter 
budowy raczej dowodzi większej starożytności. Obecnie Grodno jest miastem 
gubernjalnem, liczącem do 60 tys. mieszkańców. Jest też węzłem kolejowym, 
a bliskość granicy oraz położenie na przedłużeniu 'obronnej linji Narwi sprawiły, 
że w ostatnich czasach przed wojną zamieniono Grodno na twierdzę. 

W dół rzeki o 40 km. od Grodna na prawym brzegu Niemna leżą Druskie- 
niki prawie nawprost językowej granicy litewsko-polskiej, dochodzącej do Niem- 
na po jego lewej stronie. Jest to miejscowość lecznicza, ściągająca latem naj- 
większą na ziemiach dawnej Polski liczbę kuracjuszów i letników. 




Rys. 228. Zamczysko Trockie na wyspie. 



392 



LITWA. 



Na falistej wyżynie, leżącej na wschód od Kotry, istnieje miasto Lida, dziś 
powiatowe, dawniej posiadało większe znaczenie. Leży ona na drodze, idącej 
od Wilna wprost na południe. Są to okolice wogóle jakoby białoruskie, o po- 
tężnej jednak domieszce polskiej (w pow. Grodzieńskim do 16°/ , a w Lidzkim 
przeszło 40°/ ) i bardzo poważnej żydowskiej. Ludność dość rzadka, gdyż, nie 
licząc miasta Grodna, ledwo 43—45 mieszk. wyżywia się na km. kw. Katolickie 
wyznanie Białorusinów nieraz tworzy z nich materjał etnograficznie przejściowy 
do polskiego. 

Na południowym-wschodzie od wyżyny Lidzkiej wyróżniamy: 




Rys. 229. Meczet w Iwiu. (Pódl. «Powiat Oszmiański* Cz. Jankowskiego). 



4) Wyżynę Nowogrodzką, a chociaż co do pochodzenia geologicznego jest 
ona dalszym ciągiem całej wyżyny Litewskiej, jednak odgrodzona od niej doliną 
górnego Niemna, stanowi dość wyraźną całość, która na północy jest ograniczona 
wyłamanym ku północy biegiem Niemna, od południa zaś równiną Polesia. Naj- 
wyższa miejscowość, góra Zamkowa, dochodzi koło Nowogródka 324 metrów nad 
poziom morza. 

Nieco lepsze ziemie, a może najbardziej dawne opanowanie tu gleby przez 
człowieka sprawiły, że Nowogrodzkie należy do stosunkowo najgęściej zaludnio- 
nych ziem Litwy, gdyż przekracza 60 mieszkańców na km. kw.; domieszka ludno- 
ści polskiej przekracza 11%. 



WYŻYNA LITEWSKA. 



393 



Mieszanina 
plemienna. 



Ludność tu, tak samo jak na sąsiedniej wyżynie Wołkowyskiej, z pochodze- 
nia jest dość mieszana: białoruska w swym rdzeniu przechodzi na południu w Po- 
leszuków, a więc w odłam plemienia ruskiego (ukraińskiego), posiada jednak do- 
mieszki litewskie, na zachodzie zapewne jadźwieskie, dziś językowo zagłuszone. 
Osadnictwo polskie tu było znaczne, gdyż jeszcze przed Jagiełłą szło 
pod postacią jeńców z Mazowsza, od czasów Witolda szła drobna 
szlachta z Podlasia i Mazowsza. Ta szczepowo mieszana kraina na 
glebach przeważnie nietęgich okazała się bardzo rodzajna w zakresie ludzi wy- 
bitnych. Nie mówiąc o mnóstwie ludzi zdolnych i na najrozmaitszych polach 
działalności wybitnych, z których wielu przekazało swe nazwiska historji, wystar- 
cza przypomnieć, że ta kraina wydała 
Kościuszkę, Mickiewicza i Moniuszkę. 

Nowogródek już w XIII stuleciu 
odgrywał rolę ośrodka strategicznego, 
z którego rozszerzało się panowanie 
Litwy. Na wschodzie wyżyny leży Nie- 
śwież, znana posiadłość Radziwiłłów. 
Na wyżynach Nowogrodzkiej i Lidz- 
kiej można zauważyć pewną prawidło- 
wość w rozsiedleniu żywiołu polskie- 
go. Jest to zjawisko niezaprzeczalne, 
dające się zauważyć prawie na całej 
Litwie i Polesiu, a mianowicie, że od- 
setek żywiołu polskiego tam jest więk- 
szy, gdzie gęstość ludności znaczniej- 
sza, a nawet rozpatrując szczegółowo, 
tam, gdzie człowiek lepiej opanował 
ziemię, t. j. gdzie powierzchnia roli od- 
dawna już była stosunkowo znaczniej- 
sza, oraz gdzie miasta miały dawniej- 
szy byt utrwalony. 

Czy działo się to skutkiem dopły- 
wu osadnictwa rolnego z Mazowsza, 
czy wpływy kulturalne, idące z Polski, 
ożywiały gospodarczo okolicę, a pod- 
nosząc rolnictwo i miasteczka, jedno- 
cześnie wyciskały piętno polskości — trudno orzec dla każdego poszczególnego 
przypadku, ale najpewniej obie przyczyny działały równocześnie. 

Na północnym wschodzie od wyżyny Lidzkiej leży: 

5) Wyżyna Oszmiańska, która podchodzi pod samo Wilno; składa się z kil- 
ku poszarpanych wzniesień, z których najwyższe dochodzi wysokości Nowogrodz- 
kiej góry Zamkowej. Miedniki za czasów Giedymina i Olgierda więk- 
sze posiadały znaczenie — dzisiaj jest to maleńka zapadła mieścina. 
Poważniejszą nieco miejscowością jest Oszmiana, siedziba urzędów powiatowych. 

Na północ od Wilji pojezierze Litewskie przechodzi na wschodzie w 

6) Wyżynę Górnolitewską, która przy powierzchni nieco mniej urozmaico- 




Rys. 230. Brzegi Wilejki pod Wilnem. 
(Zbiory P. Tovtf. Kr.). 



Oszmiana. 



394 



LITWA. 



nej jest dość znacznie wyniesiona nad poziom morza, gdyż przekracza 250 metrów. 
Chociaż ilościowo jeziora są daleko rzadsze niż na zachodzie od Żejmiany, jednak 
tu znajduje się jezioro Narocz, największe jezioro Litwy (inaczej Mia- 
J a ' dziolskiem zwane)— powierzchnia jego przekracza 82 km. kw. Naj- 
ważniejszą miejscowością jest miasto powiatowe Wilejka. Ku północy nizina do- 
rzecza Dzisienki odprowadza wody do Dźwiny. 

Południowo-wschodnią część wyżyny Litewskiej stanowi: 
7) Wyżyna Mińska, która od wschodu i południa jest otoczona niziną 
Polesia. 

Jak na zachodzie na pojezierzu Litewskiem i na wyżynie Lidzkiej, tak samo 
i na wschodnich płatach wyżyny Litewskiej, wyżyn Górnolitewskiej, Oszmiańskiej 
i Mińskiej— najwyżej położone miejscowości, czyli działy wodne, posiadają jeszcze 
sporo lasów; miejsca równiejsze, nieco niżej położone, stanowią ziemie najlepsze, 

gdyż jest to krajobraz mo- 
reny dennej. Miejscowości 
najniżej położone, chociaż 
czasami posiadają piękne 
łąki, jednak często przecho- 
dzą w błota albo moczary — 
resztki płytkich jezior. Las, 
zaczynając od okolic Wil- 
na, gdzie ledwo przekracza 
20°/ powierzchni,we wszyst- 
kich kierunkach od tego 
miasta stopniowo coraz wiek- 
szy zajmuje odsetek, szcze- 
gólnie przybywa go coraz 
więcej w stronę południo- 
wo-wschodnią. W takim sa- 
mym stopniu zwiększają się 
nieużytki, a technika rolna 
u ludu, im dalej od Żmu- 
dzi i Wilna, tem gorsza, 
bo, pomijając w rachunku 
ludności, w tem przeszło 




T&F*^ 



Rys. 231. Ujście Wilji do Niemna. 



Ludność rozrzucona zadziwiająco równomiernie, 
Wilno, tak samo jak należy pominąć Mińsk (105 tys 

20°/ Polaków i przeszło^ połowa Żydów), okaże się, że wyżyna Litewska posiada 
mało co nad 42 mieszkańców na km. kw. Ku krawędziom wyżyny ta gęstość 
stopniowo się zmniejsza, spadając do 39 na km. kw. - Polaków *) jest tam od 25°/ 
do 30%. W powiatach Wilejskim i Dzisieńskim mamy Polaków jakoby tylko 
5°/ , co tłumaczy się nie tylko odległością od W T ilna lub Mińska, ale zarazem 
i tem, że te powiaty tylko na zachodzie obejmują wyżynę, posiadającą nieco więk- 
szy odsetek tej ludności. 

Na wyżynie Litewskiej najstarsze szlaki drogowe posuwały się między jezio- 
rami i rzekami, a ponieważ nieco wyższe zwały morenowe na grzbiecie zmuszały 



') E. Maliszewski. Polacy i polskość na Litwie i Rusi. 1914. 



ŻMUDŹ I KURONJA. 



395 



do pokonywania nierówności, a niżej leżące miejsca, dzięki błotnistości odpy- 
chały od siebie ścieżki i drogi, to wszelkie nieco dłuższe drogi trzymały się zbocz 
moren czołowych, czyli, że droga często jeszcze szła po równinie, ale w miejscach 
jej przechodzenia w wał morenowy. Przypomina to czasami Wielkopolskę. 

Miejscowości najdogodniejsze dla dróg wozowych okazały się takiemi i dla 
kolei żelaznych, to też kolej od Swięcian posuwa się lewym brzegiem Żejmiany 
wzdłuż rozerwanego wału morenowego, od Swięcian zaś do Głębokiego idzie po 
prawym brzegu Dzisienki wzdłuż pasma moreny czołowej Święciany-Miadzioł- 
Dokszyce. Od Wilna do Mińska kolej idzie lewym brzegiem Uszy i Wilji; do 
Krasnego niewolniczo trzyma się podnóża wału morenowego, ciągnącego się od 
Wilna przez Oszmianę w stronę Mińska. Położenie Oszmiany wyjaśnia się tem, 




Rys. 252. Wilno — widok ogólny. 

że leży ona nad rzeczką, tworzącą przerwę w tym wale morenowym. Od Kra- 
snego do Zasławia kolej, przypominając okolice górskie, trzyma się doliny mię- 
dzy dwoma wałami morenowemi. Nawet szlak od Mińska do Borysowa idzie 
początkowo równolegle do rzędu poszarpanych moren czołowych, zamykających 
od wschodu dorzecze Wilji. 



§ 64. Żmudź i Kuronja. 

Między dolnym Niemnem, Niewiażą i Lawenną a morzem leży wyżyna 
Żmudzko-Kurońska. Najwyższy jej punkt dochodzi zaledwie do 258 metrów, 
naogół więc tylko środek można uważać za wyżynę, która dość wyraźnie kończy 



390 



LITWA, 



Rzeki. 



się nad doliną Niemna i nieco mniej wyraźnie nad doliną Niewiaży, od zachodu 
zaś i od północy jest otoczona równiną, która wzdłuż rzek wdziera się w wyżynę. 

Oprócz Niemna, który tu stanowi granicę, a jako dobra droga wodna, za- 
wsze miał duże znaczenie, do rzek poważniejszych należy Niewiaża, w dolnym 
swym biegu zdatna w pewnej mierze i do żeglugi, oraz dopływy 
Niemna— Dubissa i Jura, obie spławne, oraz Dauge (Okmiana) i Mi- 
nja, których ujścia leżą już poza odwieczną granicą polityczną. Berlawa oraz 
Windawa (Wenta) wpadają wprost do Bałtyku. 

Doliny Dubissy i Jury na południu rozcinają wyżynę na trzy garby — dwa 
z nich zachodnie, ku północy, bliżej działu wodnego zlewają się. Potężna dolina 
Dubissy, która ku północy przechodzi w dolinę Windawy, odcina od wyżyny jej 




Rys. 233. Wilno. Kościół Św. Anny. 

wschodnią część. Gleby naogół dość żyzne, chociaż zimne, im bliżej Niemna 
i Niewiaży, tern są lepsze, a na zachodzie tylko w Rosieńskiem mamy ziemie 
nieco żyźniejsze. 

Rzeki z ich dolinami były lepszym środkiem połączeń międzyludzkich, niż 
morze, które przeważnie posiada wybrzeże bardzo płaskie i na 17 km. od brze- 
gu, woda jest tak płytka, że stanowi wielką przeszkodę w lądowaniu parowców. 
To też przystań Lipawy, a nawet i Windawy wiele pochłania zabiegów i kapi- 
tału, aby umożliwić przystęp okrętom współczesnym. Oprócz tych lepszych dróg 
wodnych na południu istnieją też i lepsze gleby, co sprawia, że rolnictwo lepiej 
się mogło rozwinąć w południowej Żmudzi niż w północnej Kuronji. 

Kiedy Grunwald Polsce zwrócił zaledwie ziemię Dobrzyńską, Litwie Witoł- 
dowej ostatecznie zwrócił Żmudź, która ku północy sięgała do działu wodnego 



ŹMUDŻ I KURONJA. 



397 



i obejmowała górny odcinek Windawy, a nawet na południu za Niemnem kawał 
kraju na wschód od Szeszupy. Pominąwszy zaniemeński szmat kraju, właściwa 
Żmudź wynosi do 21 tys. km. kw. Wówczas była ona rzadko zaludniona, a na- 
wet w połowie XVII w. Starowolski uważa ją za krainę lesistą. 

Północna część wyżyny, Kuronja (Kurlandja) była pod panowaniem kawa- 
lerów mieczowych, zależnych później od krzyżaków i do drugiej połowy XVI w. 
stanowiła część owego utworu politycznego, który już wówczas trącił anachroni- 
zmem. Dobrowolnie szukała ona opieki Polski i, jako jej lenniczka, 
przeważnie dość spokojny byt pędziła aż do zgaśnięcia w roku u r ° n J a " 
trzeciego rozbioru Polski. Ta nieliczna garść rycerska — baronowie — i mieszczań- 
stwo niemieckie panowali nad Łotyszami, a stosunki zależności tej podbitej lu- 
dności rolniczej do właścicieli ziemi wycisnęły takie piętno na kraje, że dzisiaj, 
gdy Żmudź ma zaludnienie na zachodzie 40 mieszkańców na km. kw., a ku 
Kownu podnosi się do 
44, to Kuronja tylko na 
zachodzie w pow. Gro- 
bińskim posiadaludność 
nieco gęściejszą — gę- 
stość podnosi obecność 
Lipawy. Naogół od gra- 
nic Żmudzi ku północy 
ludności ubywa i w po- 
wiecie Windawskim spa- 
da do 17 na km. kw. 

Jeżeli w Kuronji 
śród rdzennej ludności 
łotewskiej jest rozrzuco- 
nych 7,5°/ ludności nie- 
mieckiej, 5°/ rosyjskiej 
i koło 3°/ polskiej (naj- 
więcej na zachodzie w 
pow. Grobińskim), to na 
Żmudzi w powiatach 
Telszewskim, Rosieńskim i Szawelskim ludność polska, od zachodu wciąż się 
wzmagając ku wschodowi, przekracza 6 G / , a w Kowieńskim czwartą część sta- 
nowi. Potężny odsetek ludności żydowskiej, wynoszący 13,7°/ ludności, wskazuje 
na staroświeckie postaci wymiany, brak przedsiębiorczości ludności rdzennej 
i brak przemysłu. 

Ludność włościańska, która, wyjąwszy dawne „okolice" drobnej szlachty 
i niektóre wioski podmiejskie, jest litewska, a z powodu odrębnego od reszty 
Litwy narzecza, nazywa się żmudzką i do niedawna prawie nie posiadała wła- 
snej inteligencji świeckiej, była narodowo masą bierną — w ostatnich czasach prze- 
staje być taką. 

Dawniejsze sute uposażenie ziemią przy działach rodzinnych nieraz niknie; 
istnieje stałe i liczne wychodztwo zamorskie, jak również i czasowe; powstała 
dążność do parcelacji, niezbyt łatwa do zaspokojenia, bo większa własność, w pol- 




Rys. 254. Chata litewska w Piertanach (W Wileńskiem) 
(Fot. K. Kulwiecia). 






LITWA. 



skiem przeważnie będąca ręku (75°/ ), mało się wyprzedaje, a równocześnie bank 
włościański wprawdzie przed wojną parcelował ziemię, ale między osadników, 
świeżo sprowadzonych z gub. wielkorosyjskich. To wzmaga drożyznę ziemi, ale 
podobnie jak chłopu polskiemu niełatwo się oderwać od zajęć na roli i przerzu- 
cić do fabryki, tak samo i Litwinowi— jeżeli nawet nie ciężej, bo jego cały świa- 
topogląd jeszcze mocniej ze wsią jest związany. 

Rolnictwo pod względem techniki stoi na dość wysokim stopniu rozwoju. 

Oprócz roślin, ziemiom polskim właściwych, poważne miejsce zajmuje tu len 

i konopie, tak samo jak i w Kuronji. Żmudź, jak i Litwa zachodnia oraz Kuro- 

nja posiadają dość poważny wywóz zboża. Stan dróg nieco lepszy 

rogi i o eje. ^ q& reszc j e Litwy, jednak bardzo niedostateczny: gdy na 1 km. 

kw. Żmudź posiada ledwie 10 metrów drogi bitej, to Kuronja ledwo 7-ma może 




Rys. 235. Zwaliska zamku w Krewię. 



się wykazać. Kolej Lipawo-Romeńska oprócz 60 km. w Kuronji przecina Żmudź 
północną, wówczas gdy Windawska wyłącznie przecina Kuronję, która jest obfi- 
ciej w koleje wyposażona niż Żmudź, przytem bliskość portu Lipawskiego do 
pewnego stopnia łagodzi niedogodności, związane z bliskością granicy politycznej. 

Nizinne gleby, otaczające wyżynę, stopniowo dopiero w nowszych czasach 
stały się przystępniejsze, to też najstarożytniejsze osadnictwo żmudzkie nad dol- 
nym Niemnem aż do Dubissy nie grupowało się w stopniu, odpowiadającym zna- 
czeniu tej rzeki; częściowo było to następstwem wczesnego opanowania ujścia 
przez krzyżaków, a również i tego, że „Niemen oddzielał Litwinów od wrogów". 

Nad brzegiem morza Połąga, która administracyjnie od 80 lat należy do 
Kuronji, jest jedną z nielicznych miejscowości, gdzie morze pozwala okrętom po- 



ŻMUDŹ I KURONJA. 



399 



dejść do brzegu, jednakże brak kolei żelaznej nie pozwala tej miejscowości roz- 
winąć się handlowo; w ostatnich 20—30 latach zaczyna się rozwijać jako miej- 
scowość kąpielowa. 

Na pół drogi od Połągi do Telsz Plungiany zasłynęły z popierania hodowli 
inwentarza włościańskiego. 

Telsze nad jez. Mastis (12 tys. mieszkańców), Szawle nad jez. Szawelskiem 
(15 tys. mieszkańców) i Rossienie nad Rossienką — rozwijają się jako siedziby 
urzędów powiatowych. Wornie, położone wśród czterech jezior, należą do naj- 
starożytniejszych miejscowości Żmudzi, po zaprowadzeniu chrześcijaństwa stano- 
wiły uposażenie biskupów. Kroże nad rz. Krożanką posiadały znane na Litwie 
szkoły; miejscowość rozgłośnie znana z dzikiego prześladowania katol